Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Wilczke

Equestria: Become a Pony [NZ] [Crossover] [Slice of Life] [Detroit: Become Human]

Recommended Posts

Jest to pierwsza moja publikacja dla szerszego grona i mam szczerą nadzieję, że nie walnęłam żadnej głupiej gafy.
Zatem przedstawiam Wam:

 

Equestria: Become a Pony

[Crossover] [Slice of Life] [Detroit: Become Human]

 

Prereading: @Lisowaty


OPIS:
Jest nas tutaj tysiące, kto wie, może nawet miliony. Pytanie tylko po co? Niegdyś kuce radziły sobie doskonale z codziennymi pracami takimi jak sprzątanie swoich domów, uprawa roli czy administracja. Same obsługiwały dział usługowy equestriańskiej gospodarki. Nie narzekały na pracę, na to, że trzeba zająć się źrebięciem. Według działów produkcji i wyceny w Fabryce, żaden ponydroid nie jest wart więcej niż części, z których został złożony. Części i komponenty, które z każdym kolejnym dniem tracą na wartości, teraz kosztując jedynie marne kilkanaście srebrników.

 

PROLOG
Rozdział I - "Rutyna życia"

Rozdział II - "Maszyny z mięsa"

Życzę miłej lektury.
~ Wilczke

Edited by Wilczkowa
  • Upvote 7
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, na początek - nie ogarniam kompletnie uniwersum Detroit. 
Na razie wydaje się to kompletnie nie przeszkadzać, choć nie wiem też czy nie uciekają mi pewne rzeczy, zrozumiałe dla osoby zaznajomionej z grą. Sama wizja tak zaawansowanej technologicznie Equestrii jest dla mnie na plus. I choć zdaję sobie sprawę, że i tutaj może być pewnie typowa "mhhroczna" antyutopia, to licze że mnie zaskoczysz i stworzysz coś nietypowego. Na prolog i pierwszy rozdział, choć jest tego malutko, to obraz krainy jawi się pozytywnie. 
Nasza główna bohaterka: na tę chwilkę mało można o niej powiedzieć: Jest, żyje, wie że jest sztuczna. Oczywiście że liczę na więcej:)

Całkiem ładnie się wkręca w klimat opowiadania, jest tak spokojnie i przyjemnie, ze aż nieco nienaturalnie – choć to pewnie zasługa „typowego filmu z biednymi robotami, które są biedne i poniżane i w ogóle, traktowane jak zlepek śrubek, szarej taśmy i WD40 xD”.  

Aktualnie największą wadą jest ilość. Ledwo jeden rozdział schodzi błyskawicznie i pozostawia gruby niedosyt. Czekam na więcej. 

Podsumowując: Brak drugiego rozdziału. Czas na poprawę: 2 dni xD

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co my tu mamy?!

 

Opowiadnie z robokucami? Ładnie, ładnie :D

 

Na wstępie zaznaczę iż podobnie jak mój przedmówca nie znam uniwersum Detroit: Become Human, mam tylko świadomość istnienia tego tytułu i tyle.

Na chwilę obecną, po prologu i pierwszym, bardzo krótkim, rozdziale zapowiada się ciekawe i klimatycznie. Wprowadzenie w prologu fajnie nakreśla nam kilka postaci i umiejscawia je w kontekście serialu, co sprawia, że łatwiej jest się zorientować w czasie kiedy to wszystko się dzieje. Krótko, zwięźle, na temat, czyli tak jak powinno być.

 

Następnie mamy ten krótki rozdział. Klimat oczywiście jest zachowany, najmniejsze detale codziennej rutyny doskonale się wpasowują do przedstawionej sceny i wydarzeń, dzięki temu wiem, że autorka zwraca na takie drobnostki uwagę i umie je ładnie wpleść w tekst, nie sprawiając, że się ciągną. Akcja pierwszego rozdziału dzieje się głównie w jednym pomieszczeniu, co może sprawić pewne poczucie klaustrofobii i zamknięcia, czy taki był zamiar? Jeśli tak, to udało się znakomicie.

 

Sądzę, iż szersze przedstawienie sceny wyszło by na dobre. Czemu? Temu iż widzę tutaj potencjał, widzę umiejętność operowania detalami w kontekście otoczenia i postaci, lecz brakuje mi szerszej perspektywy. Na którym piętrze jest to mieszkanie? Czy to może dom? Jaki jest widok z okna? Co przedstawia, ponurą utopię, czy pogodne miasto? Jaka atmosfera panuje w domu, czy profesor lubi jak światło jest przygaszone, czy kiedy jest jasno? Takie rozwinięcie sprawiłoby, że klimat nabrał by jeszcze więcej smaku, a sam tekst zyskałby na złożoności. Wyobraźnia czytelnika potrzebuje tego typu rzeczy, by lepiej poczuć immersję, poznać ten świat i się w nim zatopić. Chyba, że taki jest plan na każdy z rozdziałów?

 

Reasumując: Konkretne wprowadzenie i duży potencjał. Proponuję nieco rozbudować scenę. I proszę nie odbierz mojej wypowiedzi jako jakiejś napastliwej, bądź krytycznej w negatywnym kontekście. To moje przemyślenia i propozycje na wzbogacenie tekstu z ciekawym pomysłem i założeniami, ponieważ nie miałem zamiaru jakkolwiek krytykować opublikowanej treści!

:3

Edited by Bester
A tak se.
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeczytane. 

Czytało się przyjemnie, naprawdę przyjemnie. Muszę się podpisać pod przedmówcami — też nie znam uniwersum xd (kto da więcej?). 

Spoiler

 

Co do słów; Po co? 

Zacytuje;

„Komu ja gram? Zamkniętym oknom
klamkom błyszczącym arogancko
fagotom deszczu – smutnym rynnom
szczurom co pośród śmieci tańczą"

~ „Prolog" Zbigniewa Herberta

I po co? Cóż, zapewne też po to, po co się żyje. Komu? Tym, co po nas. Tym, co z nami. Tym, którzy bez nas. Tym, co już za nami.

I czy naprawdę trzeba więcej wyjaśnień do pytania „komu" niż jedno proste słowo — innym?

Naprawdę spodobał mi się styl — miły w odbiorze, szczegółowy. Buduje dość specyficzny klimat, jakby zaraz miało się coś stać. A jednak się nie dzieje. I to jest piękne i straszne na swój wyjątkowy sposób.

Mam poniekąd nadzieje, a poniekąd nie chce jej mieć, że nie będzie to opowiadanie o tym, czy jeśli coś może odczuwać uczucia, myśleć i wymyślać, czy ma człowieczeństwo.

Troszeczkę już mi się przejadły tego typu opowiadania, choć oczywiście nie mam nic obiektywnie do nich. Jednak mam nadzieje, że zajmiesz się innymi przemyśleniami.   

 

Ocenę dam po zakończeniu. 

Powodzenia w pisaniu, czekam na więcej, Ziemniak.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejny raz zostałem podstępnie zaciągnięty do czytania polskiego fanfika. Lecz co mi się dziwić? Znam autorkę od pewnego czasu więc nie kulturalnie by było tak zignorować jej nowe dzieło.Początkowo z nieprzychylnym okiem spoglądałem na dzieła fandomu, lecz (tak samo jak w przypadku Midday Shine i jej urokliwego fika) również i w tym przypadku jestem pozytywnie zaskoczony. Kreatywność Wilczkowej widać już na samym początku fika. Jak na ten moment świat, w którym się dzieje akcja opowiadania, jest tylko nakreślony ale za to jakimi opisami! Postacie również mają zakreślony charakter ale na ten moment trudno się z nimi utożsamić (no w końcu to dopiero PIERWSZY ROZDZIAŁ). Osobiście bardzo urzekł mnie, sławny już, opis robienia herbaty.
Czekam na więcej i życzę powodzenia w dalszej pracy!

PDH

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam Was wszystkich w magicznej krainie Davida Cage'a! Pełnej emocji wylewających się z człowieka na wszystkie strony, hiperrealistycznych łez oraz dziur fabularnych większych niż Olympus Mons. No i oczywiście okazjonalnej grafomanii. Jako że fanfik jest związany z najnowszą grą Quantic Dreams,  pozwolę sobie zacząć od omówienia tego studia, gdyż gry wydawane przez ludzi Davida są bardzo charakterystyczne na tle dzisiejszego gamedevu, a to wszystko ma związek z omawianym dzisiaj dziełem. 

 

Spokojnie, to nie zajmie dużo miejsca.

 

Niestety też nie zdążę już wysłać tego posta w dniu dzisiejszym (teraz wczorajszym) aby upublicznić to na urodziny Wilczki, ale przynajmniej spróbuję to wszystko skończyć na jednym posiedzeniu.

 

Zaczynajmy! (uważajcie na spojlery)

 

Fahrenheit

 

Pierwszą grą, która tak naprawdę ukierunkowała to studio na dzisiejszą ścieżkę, było Fahrenheit/Indigo Prophecy (w zależności o regionu, gra miała dwa tytuły). Początkowo rozpoczynająca się jak mroczny kryminał, z elementami nadnaturalnymi, które można by było potem jakoś logicznie wytłumaczyć, jestem tego pewien. Wystarczyłoby się trochę wysilić i uruchomić swoją kreatywność. Tak było w Sherlock Holmes z 2009 roku. Oczywiście nie jestem przeciwnikiem motywów paranormalnych.  Jestem przeciwnikiem tego, co potem zrobiła ta gra.  O mój Boże... Wszystko zaczęło się naprawdę dobrze, a potem klimat gry zmienił się o 180 stopni. Z kryminału, zostaliśmy jakieś słabe fanfikszyn, sci-fic i inne srikszyn. No tak się nie godzin robić. Nie powinno się zmieniać klimatu danego dzieła tak nagle. Dlaczego? Bo tych, których wciągnął początek opowieści, potem może to odrzucić, a ci, którym by się spodobał ten zwrot w tonie całej fabuły, nie dotrą tam, bo z kolei 
początek może być dla nich nudny. Poza tym to wszystko staje się niespójne i godzi w inteligencję czytelnika. Tak więc z dobrego kryminału dostaliśmy wygibasy rodem z Matrixa, azteckich bogów, pradawne sztuczne inteligencje... Ku***, to już za dużo dla mnie... muszę odpocząć...
Całe szczęście następna gra była o wiele lepsza.

 

Heavy Rain

 

Press X to Jason!

 

Właściwie to jest o wiele lepsza niż wcześniejsza gra Quantic Dreams. O wiele lepiej działa na emocje, ponadto postanowiono zrezygnować z elementów fantastycznych... niestety kosztem takim dziur fabularnych, że ja... Mimo wszystko całość i tak wypadała nieźle. Bo widzicie, moi drodzy czytelnicy, David Cage tak już ma, że on lubi powpierniczać takie motywy i takie wątki, które wydają mu się egdy i cool i... no wiecie o czym mówię, a niestety zapomina często o tym, żeby zbudować właściwą podstawę do zaprezentowania historii, która... no nie wiem? Będzie się trzymać kupy i nie
będzie miała sera szwajcarskiego za fabułę? Ale i tak tę grę lubię bardzo i wszystkim polecam.

 

Beyond - Two Souls

 

Ech... Nie ma to jak strzelić sobie w stopę już na samym początku kretyńską decyzją o tym, żeby wydarzenia z życia bohaterki następowały po sobie achronologicznie... No ale wiadomo - ma być edgy i cool, dlatego wyróżnijmy się spośród wszystkim tym, że nasza fabuła nie ma sensu! Świetny pomysł Quantic Dreams! No ale, żeby nie było, że jestem aż taki niedobry i złośliwy to powiem tak; omawiana przeze mnie gra była dobrze wyreżyserowana, aktorzy również dobrze grali i tylko momentami mogłem być lekko zażenowany niektórymi chwytami fabularnymi. Poza tym technologia użyta w grze była miodzio i Beyond wyglądało przepięknie!

 

No i wreszcie docieramy do naszego, ukochanego - Detroid; Become Human

 

Jedna z lepszych gier tego studia. Widać było momentami, że postanowiono wrócić do czasów Heavy Raina, które ogólnie było chwalone i zostało ciepło przyjęte. Tym razem mamy do czynienia z trzema głównymi bohaterami i, o ile zazwyczaj boję się o to, że narracja będzie przez to skopana, a co najwyżej jeden protagonista przypadnie mi do gustu, to tutaj tego nie uświadczyłem. Historia każdego z androidów była ciekawa; no może najmniej mi się podobał wątek tej całej rewolucji, którą poprowadził Marcus. 

 

A więc; czy i w tym fanfiku uświadczymy prawdziwych emocji? Czegoś, na czym Quantic Dreams zawsze koncentrowało się w dużym stopniu?

 

Hmm... sprawdźmy to!


PROLOG

 

Specjalnie użyłem takiej czcionki, gdyż na samym początku te litery układające się w tłuste i wielkie słowo "PROLOG" aż krzyczą na mnie, przez co mam ochotę się schować! Czyli w sumie coś w stylu Wilczki opierdzielającej mnie za literówki. Heh, jak dobrze wiedzieć, że trafiłem do odpowiedniego miejsca.

 

Prolog składa się z takich miniaturek, krótki paragrafów. Już od razu jesteśmy podstawieni przed zagadnieniami dla mnie bardzo interesującymi; wolna wola, sztuczna inteligencja, wpływ technologii na ludzkie (kucze?) życie oraz społeczeństwo. Czyli to będzie jedna z tych opowieści, przy której będę musiał się nieco bardziej wysilić. No cóż... tym lepiej! Pamiętam, że kiedyś spierałem na tym forum o to, czy wolna wola istnieje. Spodziewam się, że tutaj będzie powiedziane, że tak.  Ja natomiast nie do końca mogę się z tym zgodzić, ale to tak wylewny temat, że... odpuszczę sobie. Po prostu. Dla dobra tego komentarza. 

 

"Mam na imię Lydia. Poznaj moją historię." Ach, czyżby trajlerek? Tak mi się to hasełko kojarzy z zapowiedzą gry. A po drugie... Wiem, że to przez moje zboczenie, ale do jasnej... na samo brzmienie słowa "Lydia" staje mi przed oczami obraz naszej towarzyszki ze Skyrima. Mój Bóże... wymieniłem w tym poście już tyle gier, a to ma się odnosić do fanfika. No dobra, nadróbmy zaległości.

 

" Lubię czytać książki o Daring Do, mimo że nie rozumiem po co ich autorka, A. K. Yearling, w ogóle przelewała to na papier [...]" Na papier? To ona w ogóle wie co to jest? Nie no, wiem że przesadzam, po prostu w uniwersum Detriod wszędzie widzieliśmy hologramy i tablety, a po zwykłej książce nie było ani widu ani słychu.

 

Następny paragraf i... zupełnie nowa postać. Aha, czyli tutaj również się bawimy w wielu protagonistów? Przez to poprzeczka jest zawieszona znacznie wyżej. Mam nadzieję, że autorka podoła obciążeniu, jakie na siebie narzuciła. Przedstawiona nam zostaje kolejna postać - Tyrion. Ech... no i po co oglądałem tę Grę o Tron? W każdym razie; fajnie wplątano tu informacje o tym, jak to wszystko poszło naprzód. Nie mamy już do czynienia z młodą Applejack czy Big Macem. Mniejsze miasteczka się wyludniają albo... wykucykują? Wykucniają? Pewnie zostanę należycie skorygowany.

 

Poznajemy najgłębsze myśli Tyriona. Możemy powoli oswajać się z bohaterami. Pomimo tego, że nie poznaliśmy ich jeszcze zbyt dobrze, to i tak każda ludzka istota z automatu powinna czuć choćby cień współczucia dla kogoś takiego. To prosta, acz skuteczna sztuczka.

 

Fragment o tym, jak to Apple Bloom wspominała sobie z innymi o dawnych, źrebięcych latach również mi się spodobał. A Tyrion cały czas słucha i wszystko analizuje. Przeczuwam, że będzie to miało wpływa na jego późniejsze przekonania. No i oczywiście wspomniany zostaje pewien gryf... Gabi! Bardzo lubię tę postać. Fajnie, że została tu przywołana.

 

I kolejna postać! Tym razem... prawnik! I aż mi się przypomniały te wszystkie głosy innych studentów, kiedy to jeszcze byłem na prawie, że; no ale sztuczna inteligencja nie zastąpi ludzi, bo tu trzeba interpretować, a interpretacja to humanistyczna zdolność, a nie ścisła, a...  Cicho! Nie masz racji! Jestem pewien, że tak będzie! I bardzo dobrze...

 

Cóż mogę tutaj powiedzieć... ok. Czekam na dalsze rozwinięcie. Ta postać, Vries, przypomina mi Connora. Nie wiem czemu... Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Ale jeżeli ma być prawnikiem, to oczekuję również spraw sądowych. Najlepiej w porządku angosaskim. I tutaj obawiam się, że autorka będzie musiała zrobić porządny research. Naprawdę, bo inaczej wyjdą same głupoty. Nie wystarczy obejrzeć serial o prawnikach..

A pod koniec mamy opis tego, że kuce to banda leni i lewaków i nic im się nie chce. Mi też by się nie chciało. Chciałbym mieć androida, który by za mnie to pisał.

 

Rozdział 1

 

I dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, że tu nie ma korektora. Ale jak się zobaczy, kto jest autorką, no to nie ma zdziwienia...

 

Zaczynamy od opisu jakiegoś tam kuca, który wykłada lingwistykę na uniwersytecie.

 

"Scroll Page jest szanowanym wykładowcą na Akademii Fillydelphskiej. To w bibliotece spędza poranki i południa. [...] Po zakończonym  dniu na uczelni czasami nawet wraca tam na noc, [...]" Heh, zupełnie jak mój wykładowca od poetyki... Zaraz! Chwileczkę! Panie profesorze Dominiku, czy to pan? Nie wiedziałem, że profesor jest kucem.

 

W każdym razie zostajemy wprowadzeni w sytuację. No póki co rozkręca się to powoli, ale to akurat nie problem; dopiero zaczynamy. Zgodnie z tytułem rozdziału poznajemy rutynę naszego androida - Lydii. Odkrywamy troszeczkę jej charakteru. Wywiązuje się wątek tego całego wesela. Coś czuję, że to będzie dobry punkt wyjścia do lepszego zapoznania się z bohaterami.

 

"Tam karmię jego ukochanego pupila – papugę Diego, który i tak, jak na pupila, za rzadko widuje swojego pana." Bardzo lubię papugi... A ta jeszcze nazywa się Diego.
- Nazywam się Diego.
- Jestem...
- Nie interesuje mnie kim jesteś!

 

"– N-Naprawdę? Więc od czego trzeba zacząć? Co przygotować? Muszę zrobić listę! Dobra lista to podstawa organizacji! – Mojemu mikrofonowi nie uszła nuta ekscytacji w jego głosie, mimo wszystko nadal był niemiłosiernie spięty." Oj, oj, duch Twilight go chyba opętał.

 

Dosyć szybko mamy pokazane charaktery Scrolla oraz Lydii. Mniej więcej wiemy czego się po nich spodziewać. Dobre są również te wstawki, szczegóły, które budują klimat (o tej herbatce, o kubeczku, takie małe rzeczy są w stanie nam zobrazować bardzo wiele, a z pewnością jest to o wiele ciekawsze, niż kurna opisywanie koloru firanek, tylko po to, aby zbudować w umyśle czytelnika obraz pokoju. No fajnie, to się dowiedziałem).

Również to w jaki sposób wypowiada się Lydia jest wiarygodny. Ton jej słów jest życzliwy i przyjazny, a równocześnie nieco zdystansowany oraz profesjonalny.

 

"– Wobec tego, teraz codziennie przypadkiem dodawaj mi kilka kropel tego swojego uzupełniacza [czyli tyrium; coś w rodzaju krwi u androkoników] – już chciałam zaprotestować, kiedy przerwał mi, gładząc papugę, która właśnie wylądowała mu na kopycie. – Czytałem skład, raczej nie powinien mi zagrozić." Tak! Od dnia dzisiejszego będziesz mi składać ofiarę z własnej krwi! To będzie idealne do naleśników z jagodami!

 

No i cóż... póki co mamy takie typowe SoL. Na razie nic specjalnego. Atmosfera jest miła i przyjemna. Mamy zarysowane osobowości bohaterów. Mamy również jakiś wątek, za którym będziemy podążać - ten ślub. Za to dziękuje bardzo, ponieważ większość SoL to takie opowieści... o niczym tak właściwie.

 

Są miłe, są dobrze napisane (czasami), ale nic takiego się w nich nie dzieje. Ja naprawdę nie potrzebuje strzelania laserami z tyłka, żeby to już uznać za ciekawą akcję. Nie. Jak widać na powyższym przykładzie ja wcale tego nie potrzebuję, a napięcie można znaleźć nawet w takich zwyczajnych chwilach. Ważne, żeby nam zależało na bohaterach, gdyż oni są sercem powieści. Tutaj póki co nie mam żadnych zastrzeżeń. 

 

Ciąg dalszy poniżej. Wywalał mi error przez długość tego postu. 

 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozdział 2

 

Ojć, niestety nie ma linku do tego w samym rozdziale 1. No nic, poszukam go na klubie konesera... 

 

No i jest. I widzę, że sam Lord Klusek Ci to poprawiał. No i Twój mąż wdawał się w konsultacje. Mam nadzieję, że zaraz usłyszę "cheekie breekie iv damke!" i wszyscy razem w podskokach popędzimy szukać artefaktów i strzelać do Monolitu. 

 

Po za tym; patroszenie? Czyżby motyw zaczerpnięty od Dolara?

 

Tytuł rozdziału; Maszyny z mięsa! Kojarzy mi się to z taką moją teorią na temat ludzi, że my też jesteś w pewien sposób zaprogramowani, a ewentualne AI będzie mogło być uznane na sztuczną formę życia, formę życia opartą na... krzemie, stali i innych plastikach? Swoją drogą życie biologiczne oparte na krzemie również może zaistnieć, podobnie ja nasza forma życia, oparta na węglu.

 

Budzimy się na farmie, jak sądzę. Mamy pokazaną poranną toaletę androkonika. Następnie nasz robocik udaje się śladem innego robocika i, korzystając z wiedźmińskich zmysłów, widzi dokładnie każdy, najmniejszy ślad pozostawiony przez kopyta. Brakowało tylko tego, żeby sobie do nich przykucną i to skomentował. Padają tu również legendarne słowa:

 

" Ku*** jej fabryka, kiedyś wpakuje nas w poważne tarapaty."
Aż mi się przypomniał Anderson Hank. Swoją drogą dobrze go odegrał Mirosław Zbrojewicz.

 

"Niedbałe promienie wpadały do środka [...]" Promienie nie mogą być niedbałe. Mogą niedbale wpadać do środka poprzez zadaszenie. Ale to szczegół, który i tak nic nie znaczy.

 

Następnie nasz androkonik, podążając za śladem, trafia do starego tartaku. Tam widzi innego, żeńskiego (klaczego?) robocika, który akurat ładuje wiatrówkę. A nasz Tyrion (dobrze pamiętam?), obawia się tego, że ona zechce strzelić do niego z tej broni. Ok... być może po to był Dex, ale nie wydaje mi się, żeby śrut z wiatrówki mógłby przebić się przez stal. No bo wcześniej mieliśmy powiedziane, że egzoszkielet tych androkuców jest stalowy, jest to coś w rodzaju zbroi płytowej, ale zapewne jeszcze lepszej. Dlatego nie sadze, żeby była zdolna go uszkodzić jakoś bardzo. Wiem, że są różne wiatrówki, ale bez przesady. To raczej niemożliwe. Takim czymś można zabić... nie wiem. Karalucha z Fallouta. No też zależy od tego, co to konkretnie za stop metali. Jako, że nie mamy tutaj zbyt wiele informacji, pozwolę sobie wyrazić moją wątpliwość.

 

Dalej mamy sprzeczkę naszych androkoników. Dowiadujemy się, że Vystrel to sucz i znęca się nad Tyrionem (karły zawsze muszą mieć pod górę?) i to w dodatku przy Apple Bloom, tak jeszcze dodam. Nie pasuje mi to do obrazu tej Applówny. Powinna jakoś zareagować, bo chyba cały czas tam była, nie? I nawet jeśli nie była w stanie prześledzić ich myśli, które sobie wysyłali, no to łatwo było zauważyć, że coś jest nie tak.

 

A na sam koniec Tyrion odnajduje się w strzelaniu z wiatrówki! Yey!

 

To tyle... przynajmniej jak na razie. Ff jest spoko. Spodziewam się, że później poruszy głębokie tematy, zmusi do refleksji, pokaże, że nic nie jest czaro-białe, samo zakończenie nie będzie słodkie, ale raczej gorzkie (błagam, błagam niech tak będzie!). Z resztą; niejednoznaczne wybory moralne, bohaterowie, którzy mają swoje wady i czasem robią coś złego, nawet jeśli intencje mają dobre, to chyba znak Wiedźmina, czyż nie?
No i pasuje to również do uniwersum Detriod. 

 

Kończę... Ech, jestem zmęczony. Idę dokooptować sobie trochę tyrium... No nic, bywajcie!


Życzę powodzenia w pisaniu!


Pozdrawiam!

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akurat nad szkodami z postrzału wiatrówką mocno bym polemizował.
Jasne, zwykła, szeroko dostępna wiatrówka o energii pocisku do 16J raczej nie przebiła by poszycia cudu technologi, jakim są androidy.
Nie zapominaj jednak, że istnieją również wiatrówki o większej mocy. Używa się ich np. do polowań na ptaki. Sądzę, że obecność takiego sprzętu w sadzie, oraz kucyka - czy w tym przypadku ponydroida (Vistrel) do jego obsługi jest w pełni uzasadniona. W końcu ptaki to szkodniki w sadach.
Maszyny buduje się oszczędnie, choćby z uwagi na miejsce w środku czy cenę, poszycie nie może być zbyt drogie.
W takich maszynach elektronika jest naprawdę gęsto upakowana, dodatkowo, androidy w DBP są maszynami bionicznymi - mają odpowiedniki serca, mięśni itp.
Raczej sprawą wiadomą jest, jak kończy się postrzał dla człowieka. Dla androida sprawa mogła by być jeszcze gorsza, gdyż zbłąkana kula mogła by uszkodzić np. jeden z obwodów, czy wręcz podsystemów zasilania, powodując fatalne w skutkach uszkodzenia.

Co do samego utworu, powiem tyle. Czytanie go to prawdziwa przyjemność. Mamy tu wyraziste postacie, dylematy moralne, ciekawie pokazaną przyszłość equestrii, a jakoby na deser, wszystko okraszone jest barwnymi opisami i wspaniałym stylem piśmienniczym Wilczkowej. 
Czekam na kolejny roździał.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widzę, że mamy drugi rozdział. Dobrze, bardzo dobrze.

Rozumiem zatem, że cała seria będzie mieć formę takich krótkich rozdziałów. Ciekawa forma, zaczyna mi się podobać. Ale przejdźmy do treści.

Na początku bardzo spodobał mi się opis uruchamiania i działania androida, wszystko jest sensowne i przemyślane, ładnie, bardzo ładnie. Rzeczowe i nie przeciągnięte opisy, czyta się letko ( xD ) i przyjemnie. A i przyznam, ze fragment:

" (...) i zadu wybucha krótka, krwista (...)"

Sprawił, żem się uśmiał letko. "Where you will be when diarrhea hits?" Ale to tam, takie moje heheheszki. :lolface:

 

Później mamy wydarzenia w innym miejscu i tutaj pragnę zwrócić uwagę na komentarze jakie pojawiły się w tekście: warto się nad nimi pochylić, bo w pełni zgadzam się z komentującymi. Można się lekko tam zamotać w jednym miejscu, z kablem to już może czepialstwo, ale też użył bym tam jakiejś rurki, czy wężyka.

 

Natomiast sama scena wypadła bardzo klimatycznie, można odnieść wrażenie, że jest się tam na miejscu i czuje to narastające napięcie i furię. Byłem przekonany, że coś tam gruchnie i wydarzy się coś niespodziewanego, jakiś wybuch agresji i rozniesienie wszystkiego w iment, ale nic takiego nie miało miejsca. O tyle o, byli od rozpierduchy tam, ale jakoś się opanowała. Bardzo ładnie opisane. No i odczucia narratora-androida też zostały ujęte w tekście w sposób przejrzysty i zrozumiały. Fajnie się to czyta, gdy maszyna jest świadoma bycia maszyną i opisuje co i jak zachodzi w jej głowie i ciele. Pomysłowy tekst.

 

Czekamy na wincyj.

 

A. No i Wincyj RDZENIUFFF w androidach xD

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...