Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cahan

Mrok Duszy [Zabawa][Fanfik][Ty decydujesz!]

Recommended Posts

Zastanawialiście się, co się stało, że MD znowu ma opóźnienia? Grypa się stała.

 

 

     Zecora odwróciła wzrok i potruchtała dalej, pozostawiając zwierzę na pewną śmierć w męczarniach. Mogła sobie dawać fałszywą nadzieję, ale jaka nadzieja była prawdziwa? Nikt nie znał przyszłości i nikt nigdy nie powinien jej znać. Bowiem ten, kto wiedział co się wydarzy, ten został przeklęty i nigdy nie zazna spokoju.

 

     Klacz przyspieszyła kroku, starając się uciec od umierającej sarny oraz od goniących ją wspomnień. Czuła jak ciężki, czarny jad sączy się do jej duszy, wypełniając ją niczym naczynie. Słyszała krzyki dawno martwych zebr. I dopóki Dhamiri rósł w siłę, dopóty wiedziała, że będzie je słyszeć przez cały czas. Bo tylko na to zasługiwała. Za to co wtedy zrobiła. I za to czego nie zrobiła. Dalej nie wiedziała jak powinna wtedy postąpić. Czy przeszłość powinna potoczyć się inaczej, czy może nie.

 

     Cofnęła się do granicy puszczy i znalazła długi, gruby kij, który chwyciła i zarzuciła na grzbiet, przytrzymując ogonem. Wolała się upewnić, że nie nastąpi na jakąś zdradliwą kępę.

 

     - Bardzo wiedzieć bym chciała, jak jam wtedy te bagna pokonała - wymruczała sama do siebie.

 

     Nie mogła sobie przypomnieć dokładnej drogi. Wszystko zagłuszały umarłe zebry. Trzask walących się chat i szczęk oręża. Ale to przecież było wtedy, to dlatego wyruszyła do dalekiej Equestrii na swoją pielgrzymkę...

 

     - Dunia. Maji. Moto. Hewa. Wczoraj, dziś i jutro staję przed wami, byście z przeprawy pomogli mi problemami. Rozwiejcie proszę mgły niepamięci, byśmy nie byli dłużej złą mocą zaklęci. Suchego gruntu pokażcie w jasności, bowiem nie widzę siebie w przyszłości. - Zebra wyciągnęła rytualny sztylet i nacięła sobie pęcinę. Nie czuła bólu. Ciemnoczerwona krew po chwili napełniła ranę i zaczęła skapywać na ziemię, wsiąkając w brązowozieloną trawę. Kropla po kropli. - Przyjmijcie proszę moją ofiarę, niech ma determinacja będzie wam darem. Wskażcie drogę, pokażcie co zapomniane, niech się ułożą fragmenty porozrzucane.

 

     Gdzieś w środku usłyszała skowyt bólu. Ciemność wycofała się, ale krzyki umarłych stały się głośniejsze niż wcześniej. Była tam. Znowu. Mokra struga ściekała po boku klaczy, a nozdrza wypełniał gryzący dym, ten sam, który przysłaniał większość świata. Płonęła korona wielkiego baobabu - serca wioski. Płonęły i waliły się kolejne chaty. Klacz ominęła trupa. Martwa zebra nosiła srebrny pancerz i czerwone barwy. Miała też brązową sierść w białe pasy. Kwagga. Ale wokół niej leżało paru szarych współplemieńców Zecory. W ich ciałach ziały zakrwawione, okrągłe dziury po włóczniach wroga. Zeszklone, puste oczy źrebiąt i klaczy wpatrywały się w niebo i ziemię, bezgłośnie pytając "Dlaczego?". Otwarte pyski ogierów wyrażały niemy gniew, że śmierć zabrała ich przedwcześnie.

 

    Nie miała czasu do stracenia. Duchy nie mogły prowadzić jej w nieskończoność. Tak jak i wtedy, tak i teraz pogalopowała do jednej z chat na uboczu. Chwilami chowała się w cieniu, unikając pojedynczych żołnierzy wroga. Opór już dawno padł, teraz trwały rzeź, gwałt i grabież. Zecora była szamanem, nie wojownikiem. Ale mogła umrzeć ze wszystkimi, ba, powinna to zrobić.

 

   Drzwi były uchylone, ale samego miejsca nie splądrowano. Żadna krzywda nie spotkała też starszej klaczy. Hekima spokojnie krzątała się przy wielkim kotle i... gotowała zupę. Na pierwszy rzut oka wyglądała na zadowoloną - nuciła piosenkę i uśmiechała się, jednak ten uśmiech nie sięgał oczu. Zecorze nie umknęły spakowane juki, leżące na jednym z posłań.

 

     - Co... - więcej nie przeszło jej przez gardło.

 

    - Dla mnie to już koniec - odpowiedziała Wielka Szamanka Górskiego Plemienia. - Dla ciebie początek. Dlatego ruszaj w podróż, lecz weź kilka zawiniątek.

 

   - Chodź ze mną, proszę - błagała młodsza zebra.

 

     To nie musiało tak być. To nie musiało wydarzyć się znowu. Ale tak jak w przeszłości, Hekima tylko pokręciła głową. Była już stara i niedołężna. Wiedziała, że nie da rady i tylko będzie stanowić ciężar dla młodej, zdrowej i silnej Zecory. Ale ta o to nie dbała. Istniała nadzieja. Istniała szansa.

 

    - Musisz przemierzyć sawanny Zebrice, pustynie Arabii i wielkie morze. Musisz odnaleźć Wierch Czarny, gdzie duchy wskażą ci twą całą drogę. A kiedy usłyszysz jego wołanie, to na zachód ruszaj, kochanie. Kiedy skałę jaszczurzą ominiesz, to nie idź w prawo, bo zginiesz. Gdy słońce zgaśnie, nie bój się mroku, bowiem Polaris dotrzyma ci kroku. Wiarę przyjdzie ci także okazać, by niewidzianą ścieżkę ukazać. A kiedy nadejdzie czas ponieść karę, przygotuj się na najwyższą ofiarę.

 

   Zecora pokiwała głową. Jej oczy zalały łzy. Wiedziała, co zaraz się stanie...

 

   Ale się nie stało. Wizja zniknęła i pozostało tylko Gnilne Mokradło.  Wzięła głęboki oddech, a smród rozkładu był jej milszy bardziej niż kiedykolwiek. Znała drogę, przynajmniej częściowo. Hekima radziła kierować się gwiazdami, ale tych nie było widać na przeklętym niebie.

 

    Na początku wszystko szło gładko - ostrożnie stępowała na zachód, skacząc z kępy na kępę i z wysepki na wysepkę. Kijem badała drogę, unikając trującej wody. Towarzyszyła jej jedynie przerażająca, niepokojąca pustka. Śmierć była w ciszy i w gładkiej tafli błotnistej wody. Śmierć kryła się w różowych kwiatach nenufarów i w pomarańczowych językach błędnych ogników. Gnilne Mokradło powinno żyć brzęczeniem owadów, krzykami wodnych ptaków i rechotem żab. Ale Gnilne Mokradło było martwe, jak i cały świat. Jak wioska Zecory i ona sama.

 

   Prawie upadła, kiedy kij nie wyczuł stałego gruntu tam, gdzie się go spodziewała. Spróbowała kawałek dalej, ale nie wyczuła oporu. Miała dwie możliwości - zboczyć ze ścieżki lub przepłynąć kawałek, narażając się na zgubny wpływ bagiennej wody.

 

 

Wybór:

A. Zbocz ze ścieżki i spróbuj przejść po lądzie

B. Przepłyń kawałek

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zecora przed chwilą nacięła sobie pęcinę (i nawet jej nie opatrzyła), więc kąpiel w bagnie oznacza na 95% zakażenie rany. Do tego w bagnie mogą być dodatkowe niespodzianki, jakieś stwory, zarośla, brzeg na który nie da się wejść. etc.

Zatem Opcja A, bez żadnych wątpliwości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nieprzezierne bagno, w którym Celestia wie co się czai brr. Małe zboczenie ze ścieżki nie oznacza całkowitego jej opuszczenia. Opcja A

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...