Jump to content

Pamiętnik Rarity


Tarreth
 Share

Recommended Posts

Ach, ten Spike...

Drogi pamiętniczku, dzisiejszy dzień zaliczam do jednych z najgorszych, a zarazem najepszych w moim życiu. Jednak po kolei:

Dzień zaczął się, jak się zaczął. Od dwóch tygodni miałam pełne ręce roboty! Zamówienie za zamówieniem na suknie bardziej, lub mniej wykwintne, ale wszystkie do odbioru najpóźniej na wczorajszy dzień. Trochę mnie to zastanawiało, ale nie miałam czasu, by to sprawdzić, bo miałam mnóstwo pracy.

Byłam akurat w trakcie szycia jednego z moich ostatnich projektów, błękitnej sukni z prostym fasonem, ale bogatymi dodatkami, jak na przykład materiałem, mieniącym się złotą nicią. Uwielbiam ten efekt! Byłam z niej dumna, jak z każdej innej sukni, którą miałam w planach.

Wtedy przyszedł do mnie Spike.

- Cześć, Rarity! - przywitał się entuzjastycznie. Niestety nie usłyszałam go, pochłonięta pracą i dopiero, kiedy mnie zawołał po raz drugi, głośniej to zareagowałam.

- CO?! - warknęłam, bo przez jego krzyk prawie podarłam materiał, nad którym siedziałam ze cztery godziny, by był idealny! A co dopiero wyciąć go i dopasować?!

Smoczątko aż podskoczyło, przestraszone moją reakcją. Westchnęłam i przeprosiłam go, tłumacząc, że jestem zajęta. No w końcu byłam! Nie mogłam zawieść moich klientów!

- Wiesz... Rarity... No... Tak sobie myślałem... - jąkał i dukał. Tak, chciał mi coś powiedzieć, ale nie potrafił! I na dodatek rozpraszał mnie.

- Wybacz mi Spike, ale ja na prawdę nie mam czasu. Mam od groma pracy i mało czasu. Wpadnij później, zgoda? - zapytałam szybko, chcąc wrócić do pracy. Coś tam jęknął i wyszedł. W końcu cisza i spokój. Pod koniec dnia salon był pełen nowych, zamówionych sukni. Jednak to nie był koniec. To był tylko czubek góry lodowej... Ale już nie mogłam. Trzeba spać!

Miałam już zamykać, było późno kiedy znów odwiedził mnie Spike. Tym razem nie mam bladego pojęcia, co do mnie mówił. Przerwałam mu w pierwszym zdaniu, mówiąc, że padam z nóg i pogadamy następnego dnia. I tak się rozstaliśmy tego wieczoru.

Następny dzień wcale nie wyglądał lepiej. Kilka klientek przyszło odebrać swoje zamówienia - były zachwycone! No w końcu jakby mogły nie być? To przecież suknie spod mojej igły! Jednak wciąż góra sukni była niegotowa. Wróciłam do pracy. Tego dnia znów przyszedł Spike! Tym razem był bardziej stanowczy.

- Cześć Rarity! Znajdziesz chwilkę? Nie przyjmuję odmowy! - przywitał się, stawiając jasno sprawę. Znając go nie dałby mi spokoju, gdybym tej chwilki nie znalazła, więc odwróciłam się do niego i co zobaczyłam? Małego, uśmiechniętego smoka, który upaćkany był błotem i ziemią, a w rękach trzymał klejnoty.

- To dla Ciebie! - zawołał z szerokim uśmiechem na twarzy. Tego się nie spodziewałam. Już pomijając fakt, że był brudny.

- Dziękuję Ci, Spike! - odparłam z uśmiechem, zabierając worek z nowymi kamieniami, które na pewno się przydadzą. Gdy odkładałam worek gdzieś na bok... zdałam sobie sprawę, że ten brud może zniszczyć moje suknie!

Zerwałam się szybko i wręcz wygoniłam smoka, przepraszając go i tłumacząc, ze brud może zniszczyć pracę moich kopytek. Nie zdążył nic powiedzieć, ale to, co widziałam przed zamknięciem za nim drzwi było... zastanawiające. Patrzył na mnie z pewnego rodzaju nadzieją. Jakby czegoś ode mnie oczekiwał. Ale co ja mu miałam dać? Suknię? Przecież on ich nie nosi... Nie myśląc nad tym długo wróciłam do pracy.

I tak mijały dni aż do wczoraj. Ja pracowałam, Spike przychodził, dając mi różne prezenty, a ja go wyganiałam bo był, brudny, byłam zajęta, siostra mnie denerwowała, albo Opal się do mnie "przyklejała".

Wczorajszy dzień był celebracją mojego sukcesu! Dawno tyle nie zarobiłam! Tak się cieszyłam, ze zaprosiłam przyjaciółki na imprezę. Chciałam uczcić sukces! Bawiłyśmy się wyśmienicie. Pinkie Pie oczywiście skakała, zabawiając nas czym się da, Applejack i Rainbow Dash zrobiły sobie "konkurs tańca". A zaczęło się od tego, że ponoć Rainbow Dash ruszała się, jakby przespała się na śniegu. Wszystko fajnie i świetnie, ale ponieważ Twilight była zajęta rozmową ze mną, sędziować miała Fluttershy. Tak, dokładnie tak - Fluttershy miała sędziować! I jak się zapewne domyślasz z jej sędziowania wyszedł remis. Na początku zawiedzione rywalki zaczęły się śmiać, zdając sobie sprawę z wyboru sędziego. A w ślad za nimi reszta.

Wtedy ktoś zapukał. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Spike'a. Wyglądał strasznie! Jakby uciekał przed hydrą, albo coś. W każdym bądź razie trzymał w rękach paczuszkę.

- Ra...rity... To... Dla... Ciebie... - wysapał, wręczając mi prezent i padł w progu, jak długi. Razem z Applejack wniosłyśmy go do środka i wszystkie poczekałyśmy, aż się obudzi. Paczkę oczywiście położyłam gdzieś, gdzie nie będzie zawadzać, były ważniejsze rzeczy, jak na przykład zdrowie smoka. Obudził się dość szybko. Zjadł coś i wszyscy znów zaczęliśmy się bawić. Bawiliśmy się do późna, no ale trzeba było kończyć tą imprezę! Kiedy wszyscy zaczęli rozchodzić się do domów, a ja żegnałam gości, Spike przypomniał mi o prezencie. Obiecałam, że go zaraz otworzę... no tak. Zaraz. Zamknęłam drzwi, odwróciłam się i zobaczyłam stertę brudnych talerzy, półmisków, kubków, waz, a podłoga i ściany pełne były confetti i serpentyn. Zaczęłam sprzątać. Po sprzątnięciu poszłam spać - tak, zapominając o prezencie od Spike'a.

Następnego dnia w końcu miałam wolne! Postanowiłam udać się na spacer. To było aż dziwne. Tego dnia wszystkie moje klientki nosiły zamówione suknie. Nie, żeby było dziwne, że je noszą, bo któż by się wstydził tak znakomitej roboty, ale wszystkie tak w jeden dzień? No i każda chodziła z jakimś ogierem.

- Zbieg okoliczności - burknęłam, idąc dalej, ciesząc się dniem.

Głodna, poszłam do Pinkie Pie. Zamówiłam dwa ciastka jabłkowe i jeden placek. Ta z radością przyniosła mi zamówienie. Radością większą niż zwykle.

- Miłej zabawy! - pożegnała mnie. Niby nic zwykłego, ale jakiej zabawy? Cóż. To tylko Pinkie Pie.

Poszłam zjeść zamówione ciastka na świeżym powietrzu. Wtedy też spotkałam Rainbow Dash i Applejack. nie, nie konkurowały że sobą. Tym razem wybierały się do Fluttershy, nie wiem po co. Ponoć pomocy potrzebowała z czymś, co jej się popsuło. Trochę się spieszyły, więc tylko przywitały się i pożegnały w równie dziwny sposób, co Pinkie Pie.

- Czy ja o czymś nie wiem...? - mruknęłam, odprowadzając je wzrokiem. Poszłam dalej spacerować. Tym razem zaczęłam się zastanawiać, o co mogło im chodzić. Impreza? Przecież była wczoraj. Dziś się nie umawiałyśmy na żadną imprezę. Wręcz zaczęłam przypuszczać, że wszystkim coś Pinkie Pie wmówiła. Kiedy szłam do niej się zapytać, było już trochę późno i po drodze spotkałam Twilight.

- Rarity? Ty tutaj? Co Ty tutaj jeszcze robisz? Przecież Spi.. - urwała, zakrywając twarz kopytkiem.

- Spike? Co Spike? - zaczęłam pytać, ale Twilight wręcz uciekła ode mnie. Zaczęłam zastanawiać się, o co chodzi ze Spike'iem.

Wtedy przypomniałam sobie o prezencie. Pognałam do domu.

Wparowałam do środka i odnalazłam prezent. To było zaproszenie... Zaproszenie na spotkanie z okazji walentynek. Szczęka mi opadła. Wtedy wszystko zrozumiałam. Spojrzałam do pudełka i znalazłam tam wisiorek z błękitnym kamieniem w kształcie serca. Prawie się popłakałam. Ubrałam naszyjnik i bez żadnego stroju pognałam na miejsce spotkania.

To było na wzgórzu. Pięknym wzgórzu, na którym rosło drzewo. W świetle zachodu słońca widok był bajeczny. Jeszcze bardziej żałowałam, że zapomniałam o tym dniu i o prezencie.

Kiedy weszłam na górę, zobaczyłam Spike'a. Ubrany był w szykowny fraczek. Wyglądał w nim na prawdę elegancko.

Siedział smutny, obracając różą w łapkach. Nie wiedziałam, co robić. Z jednej strony chciałam uciec. Uciec i zapomnieć, ale nie mogłam. On czekał na mnie tutaj cały dzień. Wciąż na mnie czekał. Przełknęłam ślinę i powoli podeszłam do niego.

- Spike...? - zaczęłam cicho i niepewnie, zawstydzona własną głupotą.

- Cześć, Rarity... - przywitał się trochę zrezygnowany. Nie dziwię mu się. Podeszłam do niego i usiadłam obok.

- Przepraszam Spike, ja... - zaczęłam, lecz wtem mi przerwał.

- Nic się nie stało. Rozumiem, że miałaś ważniejsze rzeczy na głowie. - uśmiechnął się. To mnie dobiło. Spuściłam smutno wzrok.

- Nie. Ja po prostu nie pamiętałam o niczym. Przepraszam Cię za wszystko... I dziękuję za wszystko. - odparłam, dając mu lekkiego buziaka w policzek. Ten wtedy ożył, jak za sprawą zaklęcia i sie uśmiechnął.

Podziwialiśmy zachód słońca, jedliśmy, rozmawialiśmy i tańczyliśmy. Nigdy bym nie przypuszczała, że ten smoczek potrafi być tak szarmancki. Wieczór był na prawdę cudowny.

Nie mniej jednak wciąż czuję się winna i muszę mu to jakoś wynagrodzić.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Rozweselić Spike'a...

Drogi pamiętniczku, minął dokładnie tydzień od walentynek. Spike nadal był smutny, przygaszony. Wiedziałam, że muszę coś zrobić. Przede wszystkim wzięłam dwa tygodnie wolnego. Zrozumiałam, że przez pracę zaniedbałam przyjaźń ze Spikiem, bałam się, że stracę przyjaciół. Ten dzień był kluczowy. A było to tak:

Powinnam obudzić się wyspana. W końcu byłam na urlopie. Jednak ostatnio mało sypiałam. Wciąż myślałam o tamtych walentynkach. O tym, co zrobiłam Spike'owi. Nie miałam pomysłu, jak mogę wynagrodzić temu smoczątku to co się stało. Wstydziłam się spytać przyjaciół. Pomimo urlopu niestety nie miałam zbyt dużo czasu żeby się nad tym zastanowić. Musiałam nakarmić Opal, zająć się Sweetie Belle, dodatkowo miałam dzisiaj spotkać się w spa z Fluttershy. Bałam się rozmowy z nią, jednak nie chciałam zawieść kolejnego przyjaciela. Po odprowadzeniu siostry do Applejack (zobowiązała się nią zająć, jednak mogła tylko tego popołudnia) udałam się w kierunku miejsca, w którym spotykamy się z Fluttershy. Dotarłam po 20 minutach. Zwykle ekscytowałam się na myśl o zabiegach, które upiększą moją skórę. Ale nie dzisiaj. Bardzo mało się odzywałam. W końcu zaczęła Fluttershy:

- Wszystko w porządku Rarity?

- Tak, tak - odpowiedziałam.

- Wyglądasz na zmartwioną.

- Wszystko w porządku.

- Dobrze, pamiętaj, że zawsze mogę Ci pomóc, jeśli będziesz czegoś potrzebowała.

Bardzo miło przyjęłam propozycję Fluttershy, jednak nie zamierzałam z niej skorzystać. W końcu jak ona mogłaby mi pomóc z moim problemem. Jednak po chwili mnie oświeciło:

- Fluttershy - powiedziałam

- Tak?

- Czy możesz wziąć do siebie na dwa dni Sweetie Belle i Opal?

Ona oczywiście zgodziła się. Wspaniała z niej przyjaciółka. Kiedy tylko oddałam jej pod opiekę kotkę i siostrę od razu zaczęłam szukać moich dawno nie używanych materiałów. Zauważyłam, że nie ma już klejnotów. Jednak nie mogę poprosić Spike'a o pomoc. Wiedziałam, że sama nie dam rady. Wiedziałam, że musze kogoś wtajemniczyć w to, co zamierzam zrobić. Udałam się do cukierni w poszukiwaniu Pinkie Pie. Po dotarciu znalazłam ją w Kąciku Kostki Cukru. Powiedziałam:

- Witaj Pinkie.

- O, cześć Rarity - odpowiedzała.

- Muszę Ci coś powiedzieć w tajemnicy.

Po zdradzeniu wszystkich szczegółów Pinkie powiedziała, że bardzo chętnie pomoże. Udałyśmy się w poszukiwaniu klejnotów. Po kilkugodzinnej pracy byłyśmy wyczerpane. Podziękowałam Pinkie i udałam się do domu. Od razu wzięłam się do szycia garnituru dla Spike'a. Ozdobiłam go diamentami które tak bardzo uwielbiał. Potem zaczęłam szyć suknię. Wieczorem poszłam do domu Twilight wraz z nowym ubraniem dla smoczka. Gdy zapukałam, ona od razu otworzyła mi drzwi i powiedziała:

- Rarity, miło Cię widzieć.

- Witaj Twilight. Czy jest Spike? Chciałabym z nim porozmawiać.

Twilight wydawała się zaskoczona. Ona najlepiej znała jego uczucia, towarzyszyła mu przez całe życie. Gdy zawołała smoczątko, on od razu przybiegł.

- Witaj Rarity, ja...

- Witaj Spike. Chciałabym Cię zaprosić na jutro. Żebyśmy mogli porozmawiać. Specjalnie uszyłam Ci marynarkę.

Spike wyglądał na zaskoczonego. Zdołał z siebie wykrztusić tylko:

- Dziękuję

Gdy odwróciłam się by iść w kierunku domu usłyszałam głos Spike'a:

- Rarity

- Tak?

- Gdzie jutro pójdziemy?

Zamurowało mnie. Uświadomiłam sobie, że nie pomyślałam o najważniejszym.

- Ee.. To niespodzianka - powiedziałam.

Grałam tylko na zwłokę. Nie mam pojęcia gdzie możemy pójść. A nie mam wiele czasu na zastanawianie się.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Wielki dzień

Drogi pamiętniczku,

Dzisiejszy dzień był strasznie pracochłonny, męczący i ciężki - jednak w równym stopniu też wspaniały. Jednak wszystko po kolei...

Już miałam gotowy plan niespodzianki dla Spike'a. Dzień wcześniej załatwiłam z Fluttershy opiekę nad Sweety Belle i Opalescence. Mogłam w spokoju przygotowywać się do szykowania... kolacji.

Kiedy zaczęłam robić porządki, znalazłam kartkę, na której miałam zamówienie na 5 sukni. To było straszne! Datą odbioru był dzień, w którym miałam zrobić kolacje - następny dzień! Nie miałam gotowej żadnej sukni. Wpadłam w panikę i od razu wzięłam się do roboty. Pracowałam cały dzień i całą noc, by zamówienie było gotowe. Nie robiłam sobie żadnej przerwy, nawet na herbatę. Pracowałam w pocie czoła, szyjąc przecudne suknie dla klientki. Kiedy zaczęło świtać, wszystko było gotowe, a ja opadałam ze zmęczenia.

A tu jeszcze iść na zakupy,przygotować posiłek, posprzątać... Musiałam się spieszyć. Najpierw poszłam na zakupy. Po drodze spotkałam Applejack i Fluttershy. Też wybrały się na zakupy. Musiałam wyglądać na prawdę przerażająco, skoro moje przyjaciółki od razu zwietrzyły, że coś jest nie tak. Jednak ja zaprzeczyłam. Miałabym nie dać rady? Pff! Też coś! Zrobiłam zakupy i poszłam szybko do domu.

Odłożyłam je w kuchni i zabrałam się za sprzątanie, równocześnie pilnując przygotowania potraw. Specjalnie wypożyczyłam od Twilight tydzień wcześniej książkę, w której opisane były najwymyślniejsze, najwykwintniejsze potrawy, którymi miałam zamiar uraczyć smoka.

Walcząc ze zmęczeniem dwoiłam się i troiłam, by zdążyć. I udałoby mi się! Gdybym nie była taką gapą i uważała, gdzie stawiam wazony. Przenosząc coś zahaczyłam o wazon, który spadł mi na głowę. Zemdlałam.

Ocknęłam się, bo doszedł do mnie zapach spalenizny. Było jasne, że wszystko, co przygotowałam się zwęgliło. Na szczęście zdążyłam wszystko wyłączyć, zanim wybuchł pożar. Jednak nie miałam czasu, by przygotować cokolwiek innego. To było straszne. Usiadłam, zmęczona i łykałam gorycz porażki.

Wtedy drzwi do mojego domu ktoś wyważył. Nie patrząc na to para kucyków - Rainbow Dash i Pinkie Pie wleciały do kuchni i wylały na mnie wiadra z wodą. Okazało się, że widziały dym i bały się pożaru. Korzystając z sytuacji wypytały mnie o wszystko... a ja im opowiedziałam. Dash nie wiedziała specjalnie, co zrobić, w przeciwieństwie do Pinkie, która pisnęła i wybiegła. Nie minęło dziesięć minut, a wróciła z moimi przyjaciółkami i państwem Cake.

Pinkie wytłumaczyła mi, że pomogą mi zrobić tą kolację dla Spike'a, a ja mam odpoczywać. Widząc ich uśmiechy i chęci zaprzeczyłam.

Zdecydowałam, że nie będzie to kolacja dla Spike'a, tylko przyjęcie dla moich przyjaciół. By im podziękować za pomoc i przeprosić za to, że jestem taka uparta.

Nie przemęczałam się. Twilight wszystkiego pilnowała, a już po godzinie i wystrój i jedzenie było gotowe. Trzeba było jeszcze iść po Spike'a, który został w bibliotece i zacząć się bawić.

A zabawa była cudowna! To był piękny dzień.

Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

Drogi pamiętniczku,

Dzisiejszy dzień był... dziwny, niby wszystko po staremu, a jednak! Gdy szyłam dzisiaj sukienkę dla brata Twilight szło to tak opornie, jakbym nigdy nie trzymała w kopycie igły ani nitki! Uwaga! Nie da się trzymać w tego w kopytach! To było strasznie irytujące zajęcie, zaczęłam więc wyszywać na maszynie do wyszywania wyszywane wzorki, ale szybko się mi to znudziło, gdyż nie było zbyt szerokiego pola do improwizacji na tym polu, szkoda...

Ale nie samym szyciem kuc żyje, nawet jeśli ma do tego taki talent jak ja! Znaczy mój znaczek, trzy diamenty, mam talent do kamieni szlachetnych, yay! Potrafię wszędzie takie znaleźć, głównie w skrzyniach w moim butiku! Jednak coś wyniosłam z farmy, na to wygląda! ^^

To był jeden z nielicznych plusów tego dnia, a tak? Wszyscy byli jacyś dziwni, jakby nie w humorze, Spike przyszedł mnie odwiedzić i wiecie co? Spytał, co ja tu robię! Co to w ogóle za pytanie?! Przychodzi ktoś do czyjegoś domu i pyta, co on tu robi... co mogłam odpowiedzieć, "mieszkam" powiedziałam. Mimo wszystko mały smok był trochę zaniepokojony, ale przynajmniej pochwalił moją bajeczną grzywę!

W ogóle to na pewno mój pamiętnik? Poprzednie wpisy jakoś ledwo kojarzę, znaczy pisząc ledwo, mam na myśli wcale. Chociaż z drugiej strony... hej, przecież na tym pamiętniczku jest mój znaczek, musi być mój więc! Haha, oj, dziwne rzeczy się dziś dzieją, takie strasznie niecodzienne bardzo! :I

Link to comment
Share on other sites

  • 1 month later...

Drogi Pamiętniczku!

 

Jak to dziwnie znów zwracać się do Ciebie w taki sposób. Ostatni raz sięgałam po Ciebie bardzo dawno. Właściwie- to tak dawno, że nawet już nie pamiętam, z czego Ci się zwierzałam. Może to nawet lepiej, przeszłość pozostawmy na Twoich pożółkłych już ze starości karteczkach. Czas tworzyć przyszłość!

 

...

 

Albo chociaż przeszłość niedawną. Na niej właśnie się skupię. Jak dobrze wiesz, pamiętniczku, Międzyświatowa Nić Cybernetyczna opracowana przez Twilight naprawdę działa. Mam dostęp ze swojego urokliwego miasteczka do świata ludzi. Nawet nie wiesz, jak rozległy jest wszechświat, moja droga książeczko! Dowiedziałam się, że w świecie ludzi jesteśmy bardzo popularne. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jesteśmy tam celebrytkami. Kto by pomyślał że można być znanym z tego, że wiedzie się zwyczajną egzystencję, nie wadząc nikomu. Nic to! Znalazłam forum mlppolska, zarejestrowałam się, ba! Otrzymałam nawet własny dział, nad którym pieczę sprawują zaufani ludzie. Pamiętnik jest moim ostatnim bastionem prywatności, a z tym ostatnio naprawdę krucho, oboje dobrze o tym wiemy. Cóż... jeśli może mi to pomóc w wypromowaniu mojego imienia, a co się z tym wiąże- moich kreacji, to warto będzie zrzec się części anonimowości.

 

Śledziłam poczynania SB, to jest, shout boxu, jak to niektórzy nazywają. To coś jak rozmowa ze wszystkimi chętnymi na stronie, tylko pisana. Można się przyzwyczaić do tego typu komunikacji, o ile włada się magią na tyle dobrze, by zdążyć naciskać te piekielnie małe guziczki z literami. W każdym razie: jakież było moje zdziwienie, gdy akurat na tej stronie, na tym shout boxie, AKURAT W TYM SAMYM MOMENCIE CO JA pojawił się nie kto inny, jak Książę Blueblood. Zaraz... czemu piszę o nim z tak wielkim szacunkiem? Przecież to mój pamiętnik! książę blueblood, książę blueblood, książę blueblood! Uff, od razu mi lepiej. No więc musiał mnie zaczepić! Jak tylko zobaczył mnie z innymi użytkownikami, to nie mógł oprzeć się pokusie i wszczął bitwę na słowa, którą, nieskromnie Ci się pochwalę pamiętniczku, zdecydowanie wygrałam. To irytujące, gdy nawet w internecie zamienia się w takiego...grrr, nawet ciężko mi to poprawnie nazwać. Jego zachowanie nie różni się niczym od tego, jakie prezentuje w naszej obecności przy okazji spotkań, chociaż odkąd Twilight stała się księżniczką częściej myśli, zanim powie coś przykrego. Pamiętniczku, uwierz, starałam się go polubić, ale to takie trudne!

 

A już na pewno nie dam mu satysfakcji, z nazywania mnie "szwaczką", jakiem Rarity!

 

Do następnego razu, kochany pamiętniczku!

Rarity

Edited by Magenta Fabulous
Link to comment
Share on other sites

  • 5 weeks later...

Drogi Pamiętniczku!

 

Ostatni raz zaglądałam do Ciebie... zbyt dawno, to pewne. Od tego czasu trochę w moim życiu się zmieniło. Czerwcowe wolne popołudnia sprzyjają wyjazdom i spełnianiu planów, które mamy przygotowane już pod koniec roku kalendarzowego. Część wyjeżdża sama, by cieszyć się niezmąconą atmosferą, inni w parach, celebrując wspólne spędzanie czasu. A ja? Cóż...

 

W moim przypadku nie jest tak różowo. Metaforycznie "grzęznę" w zamówieniach. Sam dobrze wiesz, że w lato mam największe przychody ze swojej działalności. Sukienki, parea, chusty, spódniczki, nawet stroje kąpielowe (Teraz zwykłe, nudne bikini czy "jednoczęściowce" napotykają spojrzenie przepełnione niesmakiem, nie dziwię się zresztą. Która klacz o zdrowych zmysłach założyłaby coś do bólu niemodnego?), które o dziwo wychodzą mi całkiem nieźle. Choć dopiero raczkuję w tej dziedzinie, to doczekałam się DWUNASTU, powtarzam, DWUNASTU (12- zapiszę też za pomocą cyfry, co podkreśla ten ogrom pracy) zamówień, spuszczając jednocześnie zasłonę milczenia na dodatkowe prace w postaci innych elementów garderoby. Śmieję się sama do siebie, że niedługo nauczę się produkować sandały, wtedy to dopiero będę samowystarczalna w branży!

 

Śmieję się jednak robiąc dobrą minę do złej gry. Kolejny miesiąc spędzam sama, przywalona stertą obowiązków. Rainbow Dash wyjechała na obóz kondycyjny, chce być w jak najlepszej formie dla załogi Wonderbolts. Pinkie Pie bierze na siebie odpowiedzialność za niemowlęta państwa Cake, podczas gdy oni są w entej podróży poślubnej w ramach swojej rocznicy. Kiedy wrócą? Za tydzień, za dwa... może nigdy? Wybacz mi moje mierne poczucie humoru, kochany pamiętniczku. Pewnie minie miesiąc, nim znów usłyszę o jakiejkolwiek imprezie tego różowego kłębka radości. Dalej więc: Fluttershy jest na kursie opieki EWF- Equestrian Wildlife Federation. Oczywiście nie sama- cały jej wesoły zwierzyniec dostał na ten czas specjalny wybieg i pokoje do swojego użytku, tuż obok swojej Pańci. Tym lepiej dla nich, nie będą przechodzić przez stres wynikający z rozdzielenia. Nawet AJ udało się wyrwać, chociaż jest równie zajęta, co ja. Dzięki życzliwości rodziny mogła odsapnąć trochę od obowiązków na łonie natury. Zazdroszczę jej tego czasami. W pracy, w której jestem sama sobie szefową nie ma tak dobrze...ehhh... Już nic nie mówię na temat Twilight, a właściwie Księżniczki Twilight. Ta ma pełno obowiązków i już dawno wyprowadziła się do królestwa. Życzę jej jak najlepiej, ale tęsknię za nią ogromnie!

 

Czuje się dość samotna, mój pamiętniczku!

Dodatkowo dział na forum, który prowadzi kilka osób w moim imieniu też nie ma się najlepiej. Nie kwitnie tak, jak na to zasługuje. Mon Deu, jestem sfrustrowana, pomocy!

Edited by Magenta Fabulous
Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...