Arena XXIII  

5 members have voted

  1. 1. Kto zwyciężył w tym pojedynku?

    • Magiczna (Sparkle)
      1
    • Hilianus
      4


Recommended Posts

Kolejna nietypowa arena. Sporych rozmiarów stalowa płyta była zawieszona nad basenem wypełnionym chłodną wodą. Basen był wyżłobiony w ziemi i nie był zbyt głęboki. Raz po raz wyłaniały się z niego słupy wody, które sięgały niemalże do sufitu, bogato zdobionego płaskorzeźbami. Najbardziej nietypowe były schody, którymi wojownik w razie spadnięcia do basenu mógł wrócić na stalową płytę. Schody te tworzyła... woda. W jakiż to sposób? Cóż, magia czyni cuda.

 

 

mlp___trixie_vs_twilight_showdown_by_fir

 

 

Tym razem na arenie zmierza się: Mistrzyni Zaklęć, Sparkle oraz posiadający wiele zainteresowań, mag Hilianus. Wszystko wskazuje na to, że to będzie bardzo wyrównany pojedynek. Bez zbędnego przedłużania otwieram pojedynek i życzę Wam powodzenia!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cichutko weszłam na arenę, stąpając po wielkiej stalowej płycie, a moje kroki odbijały się echem po arenie. Czułam się w tym miejscu wspaniale, duża ilość energii i magii zawarta na tej zwykłej lub jednak niezwykłej sali. Tym razem była to nietypowa arena, zalana wodą sięgającą aż do kolan. Nad nią wisiała za pomocą czarów cienka, ogromna blacha, na której podobno będziemy toczyć walkę. Uważam, że niepotrzebnie zrobione są te schody z wody. Może i do ozdoby są ładne, ale gdy przeciwnik spadnie, może się teleportować na płytę.Na początku sprawdziłam wytrzymałość podłoża, by nie wpaść do głębokiej, ziemnej wody. Kto wie, może w tej wodzie pływają groźne zwierzęta, które tylko marzą, by ktoś wpadł na ich teren.

Niespodziewanie duży słup wody gwałtownie uniósł się do góry, ochlapując mnie przy okazji. Szybko i niezdarnie otrząsnęłam się z wody. < Czyli to będzie wodny pojedynek > uśmiechnęłam się. Miałam w zanadrzu kilka wodnych sztuczek, a zawsze można improwizować. Jakby na pokaz z własnej woli wyczarowałam większy słup wody, który leciał z o wiele większą prędkością. Odwróciłam się, gdyż tłum westchnął z podziwu. Niby nic, ale jednak. Rozejrzałam się po publiczności. Lubiłam wiedzieć kto mnie obserwuje i z jak reaguje na moje ruchy. Dało się usłyszeć wśród wrzasków i innych form dopingów słowa: Sparkle, daj z siebie wszystko!!!

Lub Hilianus, ty to wygrasz!!! I tym podobne. Cieszyłam się, że ktoś w ogóle mnie wspiera. Pomachałam do nich, a niektórzy odpowiedzieli tym samym manewrem. Nie dostrzegłam nikogo znajomego, ale wiedziałam, że tam oni są.

Podskoczyłam z przerażenia, gdy po raz kolejny kolumna wody wystrzeliła mocząc mnie, tym tazem trochę mocniej. Nie przejmowałam się tym, lecz tłum zachichotał widząc moją zmoczoną twarz

< Cholerna woda > Lecz zaraz pocieszyłam się. Z uniesioną głową poprawiłam na swojej głowie już lekko przemoknięty kapelusz przeplatany złotymi nićmi i piórami,, który miał mi przynosić szczęście i strzepnęłam krople z białej spódniczki do kolan. Postawiłam na ziemię skórzaną torbę z dużym napisem SPARKLE, który lekko zaświecił, by mieć więcej swobody w zaklęciach. Nie wiedziałam jak wygląda mój przeciwnik. Może i był ode mnie starszy, ale straszy nie znaczy, że lepszy. W końcu to młodsi mają więcej wyobraźni i szybciej się uczą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ja nie jestem żaden Hilianus! - krzyknąłem do wciąż nie łapiącego różnicy animatora turnieju, który tylko tempo patrzył się na mnie ze słuchawką w uchu.

- Ale w rozpisce mam że...

- NIE OBCHODZĄ MNIE TWOJE PAPIERY TY IMBECYLU! - Ryknąłem dosłownie z bardzo dosłownym ogniem w oczach. Nieborak cofnął się w przerażeniu i aktywował barierę przez naciśnięcie guzika na pasku. Specjalne wyposażenie personelu, chroniące przed destruktywnymi wybrykami co dzikszych magów. Wprawdzie niczym to było przeciwko czarom większości z uczestników, ale przynajmniej pomagało im poczuć się bezpieczniej. Tym co naiwniejszym, w mojej opinii...

 

Jednak sam fakt że zdecydował się to włączyć pomógł mi nieznacznie ostudzić emocje. Wziąłem głębszy oddech i cofnąłem się nieco, by spróbować jeszcze raz wytłumaczyć to temu CKM’owi, starając się panować nad głosem.

- Hilianus to imię mojego brata. Ale to samo imię przybrał też, podszywając się pod niego, pewien jegomość, który to przyszedł do was i wmówił, że jest moim sponsorem. Łapiesz do tej pory, fujaro?! - przytaknął - Świetnie! I teraz najlepsze - Nie mam ŻADNEGO powiązania z tym fałszywym fajansem! Nazywam się Ziguerro Gvuhurim, i to JA zapisałem się do tego turnieju. JASNE? - znowu energiczne potakiwanie - ŚWIETNIE!

 

Cofnąłem się i opadłem z westchnieniem na fotel w wyznaczonej dla mnie garderobie dla uczestnikow. Zacząłem rozmasowywać skronie, po raz kolejny rzucając niewerbalne zaklęcie leczące. Mocno oberwałem w poprzednim pojedynku, i dopiero dzień później dowiedziałem się że wygrałem na punkty. Kto by pomyślał, że promień tamtego żółtodzioba miał rdzeń fuzyjny, do którego zatrzymania moje beztrosko rzucone tarcze nadadzą się... Prawie wcale?

 

Ale przynajmniej miałem okazję nieco je usprawnić... Jak również dowiedzieć się jak walczyli inny zawodnicy z nagrań sprzedawanych w kiosku. Okazuje się, że zawsze warto nosić przy sobie przenośny odtwarzacz DVD, niezależnie od tego co PRAWDZIWY Hilianus twierdzi na temat łamania konwencji...

 

Pff! konwencje to ja łamię jak chrust na ognisko!

 

Podleciała do mnie Nancy. Moja śliczna, potężna Nancy... Pogłaskałem ją pieszczotliwie po wyładowaniach, a ona odpowiedziała błyskając na błękitno. Chciała mnie pocieszyć, słodziacha jedna! I udało jej się. Od razu się uśmiechnąłem. Mała jak się okazało była całkowicie nietknięta po tym jak walnął nas ten promień. Ale czegóż to spodziewać się po istocie stworzonej ze śmiercionośnej kuli energii? Jakże pięknej, gorącej, pot...

 

Moją kontemplację Nancy przerwało nerwowe chrząknięcie animatora. Sapnąłem i zwróciłem na niego wzrok, starając się jednocześnie pozbyć się irytacji jaka wstąpiła we mnie przez te nieporozumienia. Cholerny fajans... Muszę powiedzieć Zartiemu żeby przestał z nim trzymać. Psuje wizerunek Paladynowi.

- Co jeszcze masz mi do powiedzenia? - spytałem możliwie neutralnym głosem.

- T-to co powiedziałem na początku, o Panie... - wybełkotał niezbyt wątpiąc wyraźnie w to żę już się uspokoiłem. Wziął głęboki oddech i kontynuował - Przyszedłem powiadomić Pana, mistrzu Ziguerro - Nienawidzę gdy ktoś próbuje mnie w ten sposób uspokoić... Mimo że lubię ten tytuł... - że pojedynek zaczyna się dokładnie za pięć minut, ale Pan...

- Gdybyś od razu nazwał mnie Ziguerro, nic by się nie stało - pokręciłem głową, westchnąłem i podniosłem się z fotela - Biegnij w takim razie do konferansjera i sprawdź czy on też nie ma pomyłki w tych...

- Ależ panie! - przerwał mi nagle - przyszedłem do mistrza dokładnie... - spojrzął na zegarek - Pięć i pół minuty temu!

 

Moje źrenice zwężyły się natychmiast. Rzuciłem takim orczym przekleństwem że nawet Nancy cofnęła się metr dalej.

Super, nie dość że się spóźnię, to jeszcze pewnie zapowiedzieli mnie złym imieniem! Niech ja dorwę tego... Później, Zig, Później!

Nie słuchając tego co ten imbecyl zaczyna mówić o dojściu do areny przywołałem z kąta kostur wraz z sakwami, które gorączkowo zamocowałem na pasie. Następnie przywołałem z pamięci numer wylosowanej sali i skupiłem się na nim, prosząc ducha Aren aby właściwie mnie poprowadził. Duszek ten najwyraźniej zdziwił się że ktoś wie o jego istnieniu, ale poczułem że chce pomóc. A Zarti wciąż twierdzi że szamanizm jest kompletnie nieprzydatny...

 

Skupiłem się na czarze teleportacyjnym, używając ducha Aren jako przewodnika. W ostatnim momencie wpadłem na pewien pomysł i tuż przed przeniesieniem w błysku światła otoczyłem się płomieniami dla efektu. W końcu jakoś trzeba nadrobić spóźnienie...

 

Gdy gwałtowne, ale krótkie ssanie minęło płomienie - które przedtem trzymałem przy ciele aby nie popalić sprzętów w garderobie - rozpierzchły się wokół, tworząc widowiskowe jęzory. Utrzymując czar w takiej intensywności abym mógł się rozejrzeć dojrzałem arenę w postaci lewitującej, stalowej płyty, sufit pokryty płaskorzeźbami i trybuny ukryte ze barierami antymagicznymi. Naprzeciwko mnie stała młoda czarodziejka W białej spódniczce, fantazyjnym kapeluszu i z poważnym wyrazem twarzy. Już miałem się uśmiechnać, gdy gdzieś z trybun dobiegł mnei głos “Dajesz, Hilianusie!

 

Niech no ja dorwę tego Ziemianina...

Uniosłem w górę ręce, w prawej dzierżąc kostur.

- Witajcie widz...

W tym momencie zostałem zgaszony. Dosłowinie. Na mnie, moją ozdobną, czerwoną szatę, płomienie oraz Nancy zwaliła się ogromna masa wody. Zmoczyła mnie oczywiście do suchej nitki i jako że mówiłem, wlała się także do ust. Gdy już przestało mi bulgotać w uszach usłyszałem jak po mojej prawej, tam gdzie była moja istotka, coś głośno syczy. Pewnie odparowała to co na nią spadło... farciara. Sam zaś otworzyłem oczy i wyplułem nadmiar dwuwodorku tlenu dosyć długim strumieniem.

 

No tak, teraz przypominam sobie że to miała być “arena basenowa”.

Opuściłem wciąż wzniesione idiotycznie ręce, starając się zignorować fakt mojej nagłej mokrości oraz łańcuch kropel opuszczających w pośpieczu moją krótką, szpiczastą bródkę. Jak równierz salwę śmiechu jaką wciąż rozbrzmiały trybuny.

 

Odchrząknąłem i zacząłem jeszcze raz.

- Witajcie Widzowie! - Zawołałem gromko już bez unoszenia rąk. Moje szerokie rękawy i tak wygladały teraz raczej żałośnie - Witaj mi też ty, Sparkle - ukłoniłem się w stronę już o wiele mniej poważnej przeciwniczki - Ja, Ziguerro Gvuhurim, którego to tylko ZNAJOMYM jest Hilianus, ufam że będzie to starcie uczciwe, widowiskowe i emocjonujące dla nas wszystkich tu zgromadzonych! Niech rozpocznie się starcie!

 

No, skoro sam dla siebie odwaliłem robotę konferansjera - którego przecież nie słyszałem - mogę już zająć się właściwą walką...

Przede wszystkim, rozeznanie w otoczeniu. Jestem na metalowej płycie zawieszonej nad basenem z bardzo dowcipną wodą... A więc zaklęcia ogniowe odpadają, przynajmniej w większości. Zostaje przewaga magii wody oraz moje zwykłe sztuczki...

 

Uderzyłem kosturem o płytę, przywołując implozję ciepła, która to natychmiast mnie wysuszyła. Przynajmniej z wierzchu...

Potrzebowałem się jednak przygotować do walki o wiele rzetelniej niż tylko dbając o wygląd. Problem w tym że do tego potrzebowałem chwili czasu. A to już nie są eliminacje, tylko druga runda. Przeciwniczka nie będzie łaskawie czekać aż nasztacham się mocą.

 

A więc musiałem sobie ten czas kupić. I najlepiej nieco potestować z czego jest ulepiona ta młódka...

Na początek prostota, test i dezorientacja w jednym. Wykonałem na raz dwa proste zaklęcia - jedno pociągnęło jej spódniczkę w dół za pomocą telekinezy, a drugie wytworzyło duże podciśnienie na rondzie jej kapelusza, które szybko uniosłem, tak że jej kapelusz powinien polecieć jak zdmuchnięty przez tornado.

Dobre duchy, sam mam nadzieję że zabezpieczyła się przed telekinezą, albo wyjdę na niezłego zboczeńca...

Jadnocześnie uniosłem kostur i wystrzeliłem z wieńczącego go kamienia (który przed walką zmieniłem na mniej ozdobny, choć nawet bardziej zabójczy czerwony kwarc) trzy błękitne sfery, które zaczęły niezwykle szybko zapier... Lecieć po orbicie wokół Sparkle. Każda miała inny efekt.

 

Jedna wysyłała paskudnie irytujący dźwięk na granicy słyszalności, który - sprawdzone na

braciach! - każdemu oprócz dzierżacemu kostur, lub niezwykle odpornym skurczysynem utrudniał skupienie potrzebne do czynienia bardziej precyzyjnych czarów. Druga z kolei w okrążanym obszarze wydzielała magicznie potężny smród palonej elektroniki... Co? To że cele zwykle nie mają pojęcia co to elektronika wcale nie ułatwia im obrony! Trzeci z kolei nie robił nic, ale jeśli natrafił na swojej drodze jakąś energię nie zabezpieczoną przed skonsumowaniem, lub ktoś nieopatrznie zadziała na niego magią, uwielbiał to asymilować. Oraz przekazwyać pozostałym dwóm. Wszystkie trzy działały też w oparciu o fizykę zaklęć niematerialnych 2-go stopnia, były więc nieco podobne do magicznych ogników. A weź zrań swiatło, które po prostu lata wokoło ciebie, w dodatku z rozkazem żeby nie przestawać choćby nie wiem co...

 

Gdy tylko sfery doleciały do Panny Sparkle, dwie pierwsze zaczęły działać prawidłowo, natomiast trzecia... Co ona właściwie zrobiła? Miała latać wkoło, a nie... A ty sprytna-widząca-więcej-ode-mnie magio! Złapałaś torbę oponentki i teraz próbujesz przeżuć magię, jaką jest nasączona? Głupie, a zarazem jakie sprytne... Niemal na pewno jej się nie uda, ale trochę czasu na pewno mi kupi.

Tak czy inaczej, muszę działać szybko.

 

Odstawiłem kostur na bok, każąc mu stać pionowo i podtrzymywać barierę standardową wokół mnie i Nancy. Potem, mając obie ręce wolne, odciąłem się mentalnie od zewnętrznych bodźców, ufając że w razie czego Bariera i wierna mi Nancy powstrzymają przedwczesny atak. Zacząłem przyspieszoną wersję elfickiego Qui-Gong, połączoną z wcześniej zmodyfikowanymi przeze mnie wizualizacjami oraz szybkimi formułkami do duchów, esencji, bytów i eterycznych przyjaciół, którzy woleliby pozostać anonimowi (W przeciwieństwie do tego pseudoczłeka...). W rezultacie wyglądałem dla niezorientowanych widzów co najmniej dziwnie robiąc dosyć losowe, nieskładne ruchy wszystkimi kończynami na raz, jednocześnie mamrocząc coś niewyraźnie pod nosem. Jendakże ja już po pierwszych ruchach poczułem jak mój umysł się oczyszcza, połączenia  mojego Wyższego Ja nabierają szczególnej mocy, a ciało napełnia się niemalże namacalną potęgą. Spod przymkniętych powiek zaczął dobywać się blask, a długie kryształy powprawiane w moje złote karwasze zaczęły świecić z przeładowania.

 

Gdy po zaledwie połowie minuty poczułem że starczy, zakończyłem proces przywołując kostur do dłoni i uderzając nim o metalową płytę. Mimo że nie było to zczególnie mocne uderzenie, miałem wrażenie że cała nasza cienka arena zawibrowała w odpowiedzi. Nancy zawisła nad moim lewym ramieniem, a ja stanąłem prosto, gotów w ułamku sekundy zareagować na ripostę Sparkle...

Edited by Hilianus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Usłyszałam wrzaski, dobiegające z przebieralni, po przeciwnej stronie. Mój rywal najprawdopodobnie był wściekły, lecz nie widomo mi było z jakiego powodu. Wreszcie krzyki ucichły, a na przeciwko mnie stanął Hilianus, a raczej Ziguerro. Szybko podniosłam się, otrzepałam strój i czekałam na ruch przeciwnika. Na początku uniósł ręcę w stronę tłumu i zaczął witać się z publicznością, ale nie za bardzo mu to wyszło. Kiedy ja zgrabnie uskoczyłam od wystrzeliwującej wody on został ochlapany do suchej nitki. Ja już posiadałam doświadczenie z tymi słupami wody, a także miałam nadzieję, że tym razem nie będzie drzeć się w niebogłosy, i jak z moimi myślami, tylko westchnął głęboko i wykonał czar osuszający. Znowu zaczął swoją przemowę tym razem trochę ciszej i mniej pewniej, bacznie przyglądając się wodzie. Po skończonym powitaniu, zamyślił się, a następnie za pomocą magii, pociągnął moją spódniczkę w dół i wytworzył większe podciśnienie w tondzie mojego szczęśliwego kapelusika. Odruchowo chwyciłam początek spadającego ubrania starając się podnieść z powrotem na swoje miejsce. Ze zdwojoną siłą udało mi się, ale wtedy Ziguerro w swoich dłoniach wyczarował trzy kamienie, które jak dzikie zaczły krążyć wokół mnie, tworząc przy okazji dość mały wir. Na szybko wyciągnęłam z torby igłę wraz z nitką zauważając, że jedna z sfer przyczepiła się do niej. Zabezpieczając się przed bólem na około 10 minut, przebiłam igłą spódniczkę, a następnie brzuch, w ten sposób mi nie odleci. Robiłam to nie starannie, ale jednak było. Nakrycie głowy na dobre poleciało, ale teraz nie szczęście jest najważniejsze w tej chwili. Dopiero teraz zaczęły działać jego magiczne kamyszki. Jeden z nich zaczął wydawać straszne dźwięki, a mając na myśli straszny mówiłam głośny. No cóż... Trzeba będzie temu jakoś zaradzić. Przez ten odgłos trudno było mi się skoncentrować, na obojętnie jakiej rzeczy. Jedyne co przychodziło mi do głowy, to mini iskierki, mieszkające w mojej torbie, nazywane przeze mnie Sparklsy. Takie mini słodkie ja. Ale co one mogły by zrobić w tej sytuacji? Zostało jeszcze 7 i pół minuty, by zaklęcie przestało działać, przypomniała mi magia. Trzeba było się spieszyć. Wyciągnęłam pudełko milionów iskierek i wypuściłam je. One wiedzą co mają robić. Chwyciły się za ręce, nogi i ścisnęły się do maksymalnej możliwości otaczajac źródło dające hałas. Kiedy stworzyły okrąg wokół sfery dźwięk ucichł, a błyszcząca kuleczka ze Sparklsów, zaczęła się trząść, aż w końcu to, co było w środku wybuchło, za pomocą swojej własnej broni. Nie miałam pojęcia, jak to się stało, gdyż zaklęcie było niematerialne, ale magia potrafi działać cuda. Byłam tak podekscytowana czynami tych małych światełek, że niezauważyłam, a raczej nie poczułam wstrętnego zapachu spalonej elektroniki. Chyba tym razem iskierki nie pomogą. Gorąco podziękowałam Sparklsom za pomoc i schowałam je do słoiczka. Dużego słoiczka, dla miliona światełek. 4 minuty do końca działania, zakomunikowano mi. Więc do ręki wzięłam, nie co jak perfum mojej mamy o zapachu mango i marakuji. Bardzo spodobało mi się to opakowanie w kształcie rozpołowionego owocu i chyba tylko z tego powodu go zabrałam. Otworzyłam go i wsypałam troszeczkę magii do pojemniczka. Potrząsnęłam i gotowe. Tym razem poszło o wiele szybciej. Wystarczyło spryskać ze trzy razy na ohydny smród, a magia zawarta w płynie rozprzestrzeniła się, powoli zabijając zapach. Trzecia sfera... Wyglądała nie groźnie, ale pozory mylą. Stworzyłam lekki wietrzyk, która zepchnęła to z mojej torby, następnie podtrzymując wodę, wykopałam dołek do którego wsadziłam magię. Przez ten cały proces nie zauważyłam jak przeciwnik się przygotowuje. Trochę się zmienił, a dokładniej bardziej się naładował mocą i energią. Wtedy przypomniałam sobie o spódniczce. Spojrzałam na zegarek 30 sekund do końca procesu. Pstryknęłam i nitki zniknęły, nie zostawiając żadnego śladu.

- Czas na mój ruch - rzekłam i przygotowując się do wybranego już zaklęcia. Z mojej torebki wyciągnęłam ołówek i zaczęłam rysować w powietrzu. Za każdym moim ruchem pojawiała się czarna kreska, ledwie widoczna na tle publiczności. Po kilku ruchach można było się domyślić, co to takiego jest. A dokładniej niewinny kwiatek z niewielkim otworem na środku. Napełniłam go mocą i wykonałam kilka ruchów, niezrozumiałych dla innych. Kiedy zrobiłam ostatni manwr, a dokładniej wprawiłam go w ruch, rysunkowy kwiat zaczął wymiatać na wszystkie strony. Dopiero po chwili z małej dziurki wystrzeliła woda, lecz nie byle jaka. Do wody dodałam magię, która zamrażała to co dotknęła. Nie pomyślałam tylko o jednym - o mnie. Schyliłam się by uniknąć strumienia, następnie oddalając się wyszeptałam zaklęcie. Poczekałam kilka sekund, powoli zamieniając się... W ducha!

Share this post


Link to post
Share on other sites

W porządku, nadszedł moment wyłonienia zwycięzcy pojedynku. Było to skromne i niedługie starcie, jednakże jego uczestnicy mieli w sobie moc, temu nie można zaprzeczyć.

 

A zatem, kogo zobaczymy w następnej rundzie? Magiczną? A może Hilianusa? Zapraszam do głosowania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję Hilianusowi za uczciwą walkę. Wiem, że to mogłam odeprzeć atak innym sposobem, ale jak na złość, dopiero w tej klasie mam fizykę i to raz w tygodniu. Wiem, że nie liczy się wiedza ( chociaż się przydaje ), lecz pomysłowość, którą mam nadzieję, dobrze wykorzystywała,. Jak na pisałam w pierwszym poście:

“Może i mój przeciwnik jest starszy,ale nie oznacza to, że lepszy. W końcu to młodsi mają większą wyobraźnię“

Coż, może się myliłam. Pragnę zauważyć jeden maciupki błędzik. Przeciwnik użył wulgarnego słowa, może i jest kropkowane, lecz ja jestem uczulona na przekleństwa. Nie chcę nikogo urazić, ale istnieje mnóstwo synonimów, zastępujących TO słowo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nadszedł czas podliczyć głosy i przekonać się kto przejdzie do rundy trzeciej. Urna się otwiera... A w niej...

 

Magiczna (Sparkle) - 1

Hilianus - 4

 

Przewagą trzech punktów wygrywa Hilianus! Te trzy punkty przewagi zagwarantowały mu przejście do trzeciej rundy turnieju! Gratulujemy zwycięstwa i życzymy powodzenia, zarówno jemu, jak i Magicznej, gdyż z całą pewnością jeszcze nie raz będzie miała okazję by dać pokaz swych umiejętności, tak samo jak Hilianus, dla którego najbliższa taka okazja nadarzy się w kolejnym pojedynku turniejowym!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.