Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Arena XXV  

6 members have voted

  1. 1. Kto okazał się potężniejszym magiem?

    • Matalos
      4
    • Zmara
      2


Recommended Posts

Na tej arenie rozpocznie się pierwszy pojedynek rundy trzeciej Wielkiego Turnieju! Naprzeciw siebie staną Matalos oraz Zmara, jak dotąd niepokonani wojownicy. Który z nich przejdzie do półfinału? Przekonajmy się.

 

 

fighting_for_equestria_by_abydos91-d55wl

 

 

Niech gwiazdy wespół z Księżycem oświetlają Wam arenę! Jest ona zawieszona w powietrzu, otoczona przez ciemne chmury, które niosą ją po całej Equestrii! Lewitujące dookoła lampiony rzucają na centrum areny blade światło. Co jest w centrum areny? Okrągłe lustro, które odbija słup światła wysoko ku górze, aby arena była doskonale widoczna.

 

Pojedynek uważam za rozpoczęty. Zbierzcie w sobie siłę i udowodnijcie, że nie bez powodu zaszliście tak daleko!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mag kawy strzelił palcami i rozejrzał się po okolicy. Uśmiechnął się od ucha do ucha i rozłożył  się wygodnie na fotelu na którym siedział. Trzymał w ręce mały kieliszek z likierem kawowym i powoli nim mieszał, przyglądając się płynowi.

De Couffe siedział sobie na miękkim fotelu w jakimś salonie dla bogaczy i obserwował brązową ciecz w jego kieliszku. Prze nim, na małym stoliku leżało z trzydzieści takich kieliszków, wszystkie opróżnione. Ambroży kiwał  lekko głową, przyglądając się cieczy. Obserwował jak powoli pływa, rozkoszował się jej wonią i tym szumieniem w głowie.

Wtem rozległ się delikatny głos, przypominający garść orzechów wrzuconych do młyna. Wszyscy zgromadzeni spojrzeli na źródło dźwięku, jakim była kieszeń Ambrożego. Ten spokojnie odstawił to co miał w ręce i sięgnął do kieszeni płaszcza. Wyciągnął z niego małą, brązową kulkę, która delikatnie drżała w jego dłoni. klepnął ją delikatnie i otworzył jak rozpołowionego orzecha. Wewnątrz znajdował się mały młoteczek z klepsydrą. Ambroży przeczytał coś co było napisane na wierzchu i klepnął się w czoło aż trzasnęło. Następnie uderzył młoteczek.

Zaszumiało, zagrzmiało, błysnęło parę razy, padły niecenzuralne słowa i nagle Ambroży zniknął w chmurze brązowego dymu. Okolica zapachniała najświeższą kawusią a kulka jaką trzymał mag upadła na ziemię.

Kelner zaciekawiony podszedł i przyjrzał się jej. Wewnątrz górnej części było napisane "Spóźniasz się na pojedynek." A niżej drobnym druczkiem "I znowu zapomniałeś kuli."

 

 

 

Tymczasem w chmurze dymu, wyłaniając się z niej kaszląc i prychając, pojawił się Ambroży. Rozejrzał się i uśmiechnął się szczerze. Pomachał tłumowi i sięgnął do torby. Wyszarpnął z niej mały wózek z drewna, jaki ustawił na środku areny. Podszedł do jednej ze ścian areny, wyczarował wtyczkę i przyczepił do niej wózek. Zabuczało delikatnie i maszyna wypuściła delikatny kłąb pary.

Tymczasem mag spojrzał na arenę i zatupał nogą, widząc brak oponenta. Włożył ręce do kieszeni i nadal tupiąc butem czekał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Ło… Ało… Ma… Sało...

 

C-co jest? Pomyślał Zmara. Było wcześnie rano, a tu znikąd słyszy jakieś podejrzane odgłosy. Znaczy, nie żeby to nie było w jego wypadku nienormalne, wręcz przeciwnie, aczkolwiek nie umniejsza to faktu, iż bądź co bądź było to irytujące. Wciąż ze snem, zachodzącym na świat realny… Ale Ty bzdury wypisujesz, no naprawdę… Khem, khem…! - kontynuując. Nadal z mroczkami przed oczyma, złapał się za głowę i zaczął ją rozmasowywać. Łokciem wolnej ręki podciągnął się z podłogi, by spocząć w pozycji siedzącej. Skrzyżował nogi i siedząc po turecku, przetarł sobie wciąż zaspane oczy. Rozejrzał się i spostrzegł, że znajduje się w jakimś dziwnym, zaciemnionym pomieszczeniu o skalnym podłożu. Zdecydowanie była to jaskinia. I to nie byle jaka jaskinia, ale nasączona dużą ilością energii i czarów jaskinia, oświetlana jakimś dziwnym, zielonym ogniem. Wow! Lepszej scenerii nigdy bym sobie nie wyobraził…. Jednakowoż, stwierdzam, iż w dalszym ciągu nie wiem, kto mnie wybudził… Hmm… Vlad?

 

-Słucham ja ciebie. – Głos swego towarzysza dobiegł go zza siebie. Odwrócił się niezgrabnie, prawie upadając przy tym twarzą na ziemię i w ostatniej sekundzie wyhamowując. Odetchnął z ulgą i spojrzał, co się tu wyrabiało. Spostrzegł szklany blat stołu, przybranego zastawą z epoki wiktoriańskiej. W jej skład wchodziły dwie filiżanki i cukiernica z której wystawał nóż. Ze zdziwieniem stwierdził, że dzieje się tu coś dziwnego – jak zwykle.

 

-Czemu mnie obudziłeś? I czemu ta zastawa nie jest z epoki elżbietańskiej? – spytał Zmara z widocznym oburzeniem na twarzy i pasującym do niego tonem.

 

-To ja Ci niewdzięczniku kawę parzę, a Ty mi takie powitanie odwalasz? – Vlad wydał się prawdziwie zaskoczony, ale szyderczy uśmieszek, który pojawił się po kilku sekundach całkowicie zmienił odbiór tych słów. Czemu ja z nim jeszcze wytrzymuję? Nie wiem. Spadaj!

 

-Mniejsza. Twoje słowa nie są odpowiedzią na moje pytania. Tak więc? – Podkreślił ostatnie słowa, tupiąc delikatnie stopą odzianą w pantofle, które wydawały głuchy dźwięk rozchodzący się po licznych rozgałęzieniach jaskini. Fascynujące.

 

-Pytałem, ile chcesz kostek masła do kawy. A jeśli chodzi o zastawę, to tylko taką udało mi się wygrzebać z Twojej tuniki. Powinieneś zrobić porządki, bo jeszcze kiedyś przez przypadek wyciągniesz stamtąd bombę… – odrzekł te słowa, zapominając, że już raz się tak stało. Biedny kotek. Nadal mam wyrzuty sumienia po tamtym… No ale nic. Musiał się stąd jakoś wydostać. Lecz najpierw… Kawuuusia! Z masełkiem :3 Serio dasz emotkę w środku opisu? Ona tylko oddaje Twój wyraz twarzy, nie przejmuj się tak… Oki Loki Moki…

 

Wygramolił się z ziemi i wolnym krokiem podszedł do stojącego przed stolikiem krzesła, wykonanego ze starego, poczciwego dębu. Usiadł na nim i przysunął do blatu, na którego drugim końcu czekała już jego druga połówka. Śmieszne… Ha - Ha. Ukroił sobie spory kawałek masła, spoczywającego w cukiernicy i umieścił we filiżance. Zamieszał nożem powstałą mieszaninę i upił jeden, ogromny łyk kawy. Przytrzymał ją chwilę w ustach,  by poczuć jej wspaniały aromat i przełknął, by mogła powędrować w głąb przełyku i rozgrzać go od środka.

 

-Pyszna. Gratulację.Podziękował i pochwalił Vlada. Już od dawna nie zrobił tak dobrej kawy… Kawy? Ale on robi ją tylko gdy mamy… Niee… Proszę, niech to nie będzie… Pomyślał biorąc kolejny łyk boskiego napoju i o mało się nim nie krztusząc.

 

-Czyżbyśmy byli spóźnieni na kolejne spotkanie?spytał. Kolejna runda turnieju… Znając mnie i mnie, to pewnie na poprzednie też się spóźniłem. Mniejsza. A kawę zrobiłeś, ponieważ? Robisz ją tylko, gdy spotkasz się z innym „Panem od Kawki”. Nie nazywaj nas tak! Niemniejsza masz rację. To jest ktoś taki. Nawet już czeka… No to nie dajmy mu czekać! Jednak zanim tam pójdziemy, odrobinę się przygotuję. Korzystając z tego, że nikogo tu nie ma… Myśląc to, pstryknął palcami i cała zastawa, włącznie z kawą swej Broni, zniknęła. Rozejrzał się odrobinę po pomieszczeniu. Stwierdził, że będzie idealne.

 

Jego tunika przybrała formę długiego płaszcza z kapturem, aczkolwiek bardzo eleganckiego, oczywiście w kolorze niemożliwym do konkretnego zidentyfikowania. Buty pięknie błyszczały na ten sam kolor, odrobinę przypominający krwistą czerwień, bądź kruczą czerń. Na jego dłoniach pojawiły się rękawiczki – kolor ten sam. Ten płaszcz… No nic, jednak bez kaptura… Albo niech już zostanie. Na głowę, zgrabnym ruchem, nałożył fedorę, która obszyta była grafiką ilustrującą złotą koronę. Poprawił muszkę wystającą spod płaszcza, która miała na sobie naszyty znak wagi i omiótł się wzrokiem.

 

-I to jest klasa! wykrzyknął, co wywołało poruszenie się kilku zwisających u sklepienia jaskini skał.

 

Vlad w tym czasie podzielił się i przybrał formy pięknie zdobionej, jednoręcznej klinki i wykonanego z najlepszej jakości drewna, składanego łuku. Zmara przypatrzył się obu przedmiotom i wypowiadając pod nosem jakąś, niezrozumiałą dla zwykłego przechodnia, inkantację. Miecz przypasał do boku, zaś łuk schował w swoim pełnowymiarowym płaszczu. Na swoje palce założył, po trzy na każdą dłoń, piękne pierścienie, zaś swą szyję ozdobił pięknym klejnotem. Przy prawym udzie czekał już naładowany pistolet, przypominający wyglądem skałkowy.

 

-Jeszcze jedno. Przymknął oczy. – Changeling Multiversum – Oczy Paradoksu.Jego źrenice przybrały formę przewróconej ósemki. Na domiar dziwnych rzeczy, na jego czole pojawiło się kolejne, zamknięte oko, które jednak było dobrze zasłonięte przez dłuższe, czarne włosy młodzieńca, o wzroście przekraczającym przeciętny. Tak przygotowany otworzył portal i przeszedł przez niego.

 

 

Jego oczom ukazała się przepiękna arena, unosząca się w przestworzach. Z jednego cudu w kolejny… To, co ujrzał przed oczyma przekraczało jego przypuszczenia wyglądu kolejnej areny. Te wszystkie lampiony i chmury przelatujące nieopodal były czymś niezwykłym. Zapierającym dech w piersiach – o ile komuś potrzebne jest powietrze do oddychania. Jednak nie to było teraz najważniejsze. Jego oponent już na niego czekał. I przygotował jakąś maszynę, która wydawała się ciekawie przypominająca… nieważne. I unosiła się z niej para! Niebywałe! Aleś ty spostrzegawczy. Ale przyznam. Fascynujące! Tia… Jednak nadszedł czas najwyższy, na powitania wszystkich przybyłych, z antagonistą na czele. Nie wolno również zapomnieć o otwierającym spotkanie.

 

-Witam wszystkich zebranych! Cieszę się, że mogliście tu dziś dotrzeć, by przeżyć z nami to cudowne doświadczenie, jakim jest walka, między osobami, które plotą i przeplatają energię świata, by móc z niej stworzyć coś niebywale pięknego! Witam Was po raz pierwszy… Dziękuję Hoffmanowi, za wspaniałą zapowiedź i po raz pierwszy dziękuję za sprawowanie patronatu nad tym całym przedsięwzięciem – doceniam. I w końcu, witaj mój rywalu. Oby nam się przyjemnie współpracowało. W ramach przeprosin przyniosłem dla Ciebie najlepszy słodzik do kawy we wszechświecie – specjalne przygotowane do tego celu Masło z najlepszej produkcji, bo własnej. Proszę przyjmij ten przeprosinowy podarunek.

 

Podczas ostatnich zdań w powietrzu pojawił się piękny, porcelanowy pojemnik w którym to, znajdowało się owo rzeczone Masło. Przelewitowało nad środek areny i czekało na jego przyjęcie bądź odrzucenie. Bądź porwanie przez te piękne chmurki :3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wreszcie się pojawił. Ambroży skubną brodę, widząc swojego oponenta. Wyglądał na postać, która na pewno będzie trudnym przeciwnikiem. No i na kogoś bardzo bogatego. I o dobrym guście. Trochę staromodnym, ale dobrym.

Ani narrator, ani Ambroży nie byli zbytnio dobrymi opowiadaczami, więc niestety, ale jedyne co można powiedzieć o oponencie maga kawy to to, że miał płaszcz, coś przypominającego koronę, rękawiczki i błyszczące buty.

Ambroży zorientował się, że przeciwnik go wita, oraz, że ofiarował mu prezent na rozpoczęcie pojedynku dopiero po chwili, którą spędził wpatrując się pusto w przestrzeń. Likier przyjemnie szumiał mu w głowie, a arena wydawała mu się taka piękna...

Otrząsnął się szybko, przetarł oczy i uśmiechnął się życzliwie.

- Dziękuję za podarek - powiedział, starając się nieudolnie poprawić jakość swojego głosu. Pstryknął palcami a masło przyfrunęło do niego. Otworzył pojemnik i zajrzał do środka. Powąchałbym, potrząsnął i na koniec przejechał palcem, który następnie włożył do ust i possał chwilę.

- Masło pierwsza klasa - krzyknął, wyjąwszy palca z ust. - Prawie tak dobre jak robił je mój mistrz.

Odwrócił się i zajrzał pod wózek. Stuknął o coś i rozległ się głośny dźwięk, jaki wydaje pękające szkło.

- Cholera! Wiedziałem że trzeba było kupić lepszy model! - zakrzyknął. Następnie wychylił się, z brodą ociekającą kawą. W rękach trzymał dwie pełne filiżanki. Podał je do oponenta, rzucając je niczym dyskobol na olimpiadzie.

Sam Ambroży napił się swojej kawy i krzyknął do Zmary:

- Najlepsza kawa jaką da się tu zdobić!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cieszę się, że chociaż jedno starcie nie zakończy się walkowerem, gdyż mamy co oceniać i nad czym się zastanowić. A zagadnienie jest następujące - kto z tych dwóch wojowników okazał się lepszy? Pojedynek nie był zbyt długi, jednakże nie zabrakło w nim oryginalnych pomysłów i finezji. Jak to mówią, jakość przed ilością... Jasne, że dobrze mieć i to i to, ale nie zawsze jest to możliwe.

 

A zatem, zapraszam do głosowania! Matalos, czy Zmara? Kogo zobaczymy w półfinale? Decydujcie!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pomyliłem tygodnie, w związku z czym głosowanie trwało dłużej, ale z tego co się orientuję, przez pewien czas głosy rozłożone były po równo, więc w pierwszym terminie i tak nie wyłonilibyśmy zwycięzcy. Nie przedłużając, czas przedstawić wyniki ankiety.

 

Matalos - 4

Zmara - 2

 

Jak widać, w tym starciu zwyciężył Matalos, przewagą dwóch głosów! To właśnie jego zobaczymy w półfinałach! Gratulujemy!

 

Szkoda, że pojedynek nie był zbyt długi, no i że samych głosów także nie było zbyt wiele, ale miejmy nadzieję, że to się zmieni w nadchodzącej, nowej rundzie! Liczymy, że zwycięzca pojedynku nie zawiedzie nas, tak samo jak jego rywal i że już wkrótce będziemy mogli obserwować nowe zmagania obu wojowników. Czy w innych okolicznościach i z innymi oponentami po drugiej stronie areny? Czas pokaże.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...