Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Hoffman

[Pojedynek] [C] River Shield vs Serce Nawałnicy

Recommended Posts

Do dyspozycji zacnych wojowników została oddana zupełnie nowa arena, której dekoracje nie były już wykonane z kamienia, ale z czystego marmuru, nie brakowało również drogocennych klejnotów, mieniących się w świetle Słońca, które to wpadało do środka przez okno w kształcie gwiazdy, znajdujące się na samym szczycie areny magicznych zmagań. Właściwie, ktoś, kto rzadko bywa na Salach Magicznych Pojedynków, mógłby pomyśleć, że to kunsztowna i nietypowa komnata gościnna jakiegoś wielkiego zamku, należącego do ważnej persony.

 

Podłoże areny jest brukowane, jeśli się przyjrzycie, od razu zauważycie pewną prawidłowość. Projektanci tego miejsca wymyślili całkiem ciekawy i nietuzinkowy wzorek, by uczynić tę arenę jeszcze bardziej wyjątkową. Na co zatem czekamy?

 

 

battle_by_jaz1rus-d6dpd5j.png

 

 

Biała niczym śnieg, obdarzona fioletową grzywą River Shield jest jednorożcem, o znaczku przedstawiającym tarczę. Jak nietrudno się domyślić, jej specjalnością jest magia obronna, a także bitewna. Tajniki hipnozy nie są jej obce. River Shield pochodzi z Canterlotu, gdzie długo mieszkała wraz z ojcem i matką. Spokój rodziny został zakłócony wraz z rozpoczęciem się bitwy o Canterlot. Obecnie, mimo dosyć bolesnych doświadczeń z przeszłości, tryska energią i niespożytymi siłami. Jak przystało na królewską strażniczkę, nie brakuje jej ducha walki i wytrwałości w dążeniu do zwycięstwa, ku chwale ojczyzny. Przeciwnikiem River Shield będzie Danate Dymitriev Maksymilian Cryses, znany również jako Serce Nawałnicy. Posiada niejedną formę, zaś jego podstawową broń stanowi bumerang. Doskonale zna magię związaną z tworzeniem iluzji, a także tradycyjną magię bitewną i światła. Danate przez długi czas był ściągany zarówno przez kościół jak i piekielne pomioty, zanim trafił do Karmazynowej Straży, gdzie pobierał nauki u jednego z najpotężniejszych łowców pomiotów na świecie. Po jakimś czasie wyruszył, by chronić niewinnych przez pomiotami. Ktoś taki jak Serce Nawałnicy bez wątpienia jest potężnym przeciwnikiem, przystosowanym do wielu trudnych warunków i uodporniony na ból oraz przeciwności losu. Godny przeciwnik dla River Shield.

 

Uczestnicy pojedynku ustalili, że ograniczać ich będzie limit wynoszący piętnaście postów. Postarajcie się wykorzystać każdą okazję do udzielenia odpowiedzi na jak najefektywniejszy kontratak, postawienie bariery, sprowokowanie, niepotrzebne skreślić. Nie zapominajcie o panujących w tej sekcji zasadach!

 

Powodzenia!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Danate wszedł na arenę, z podziwem przyglądając się zdobieniom. Rzadko bywał w tak urządzonych miejscach. A jeszcze rzadziej na tak urządzonych arenach. Mimo iż zdobył tytuł ,,króla areny w lesie wiedźm'' wszystkie areny na jakich walczył były zwyczajne. - Zatem moim przeciwnikiem jest kucyk. Do tego klacz. Nie lubię bić kobiet ani zwierząt ale najwidoczniej muszę. Mam nadzieje że przetrwa...- powiedział dość cicho i stanął pod ścianą. Przywołał bumerangi i od razu rozpoczął przygotowania. - Aksyr, Mortas, Agnis, Luveus. Przemierzajcie pustkę zbawiając nieczystych swą światłością. W imię Aldavarisa.- na ziemi pojawiły się świetliste kręgi które zaczęły znikać pod brukiem powodując jego rozświetlenie. Po pewnym czasie światło zgasło zostawiając runy na niektórych kamieniach. - Aquervis. - Danatego otoczyła bariera stworzona z błękitnych błyskawic. - Nimerquy - za Crysesem pojawiły się eteryczne skrzydła anioła otaczając go kolejną barierą przy okazji rozsypując pióra które po zetknięciu z ziemią zamieniały się w świetlane kulki krążące pod sufitem. Każda z kulek atakowała dodatkowo. - Stojący na straży Niebios, ukazujący prawdę wieczny strażniku Oraxie, otocz mnie swą opieką i chroń mą dusze przed złem działającym na świecie. Sequra. - pierścienie światła dodatkowo otoczyły Danatego tworząc jeszcze jedną barierę. - Duchu Wilka. Użycz mi swej zwinności. Duchu Niedźwiedzia. Użycz mi swej wytrzymałości. Duchu Orła. Użycz mi swej celności. Duchu Drzew. Użycz mi swej wytrwałości. Duchu Gór i Wulkanów. Użycz mi swego gniewu. Duchu Feniksa. Użycz mi swej sprawiedliwości. Duchy Przodków. Użyczcie mi swej mocy. - Spory błysk światła otoczył Crysesa. Gdy zgasło jego broń błyszczała jasnożółtym światłem. - Dobrze. Jestem gotów. Czekam na ruch przeciwnika! - Krzyknął wystarczająco głośno żeby każdy obserwator go usłyszał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biała klacz o fioletowej grzywie, wkroczyła na arenę, przyglądając się bogatej architekturze. Tak, było tu całkiem ładnie, ale walczyła na lepszych arenach. Cóż.- Pomyślała, spojrzała przed siebie.

-Człowiek. - Prychnęła z obrzydzeniem. - A więc to on.

-Widzę że stawiasz na obronę... Ehh... - Powiedziała, a jej róg rozbłysł fioletowym blaskiem, rozświetlającym salę, wokół klacz pojawiło się koło, by po chwili, zniknąć... - Fundio. - Rozejrzała się, po czym przygotowała... Małą iskrę na rogu, która... Zaczynała się powiększać, rozświetlać salę, która zanikała w jej blasku. - Zabawę czas zacząć. - Oczy klaczy błysnęły, kula przeobraziła się w tysiące mniejszych, które ruszały ku przeciwnikowi, z zadziwiającą szybkością.

-Dobrze, czekam na ruch przeiwnika. - Szepnęła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spora szybkość ataku co? Wybacz ale jestem szybszy. Pomyślał przy okazji wyskakując w powietrze. Odbił się od ściany areny. - Bluszcz! - rzucił bumerangiem który przeleciał tuż przed twarzą przeciwnika. Bumerang miał tylko odwrócić uwagę przeciwnika od niego. Wylądował przed przeciwniczką na prostych nogach. - Nie stawiam na obronę. Po prostu jestem nauczony aby nigdy nie wywyższać się w walce. Zwłaszcza jeżeli nie znasz przeciwnika. - Powiedział spokojnym tonem po czym uderzył klacz w bok mniej więcej pod żebrami. Zabolało? Pomyślał po czym szybkim ruchem podciął przeciwniczkę. Nim upadła wypowiedział zaklęcie - Dziki Wicher! - przed River Shield pojawiła się srebrna runa która wystrzeliła wiatrem który odrzucił ją w ścianę. - Pazur Smoka! - Danate wyrzucił oba bumerangi w przeciwniczkę, podczas lotu podzieliły się aż do sześciu. Pierwszy odciągnął klacz od ściany, drugi podciął jej nogi. Reszta zwyczajnie uderzyła. - La'Carim! - Runy które wcześniej wniknęły w podłogę zabłysnęły. - Oświeć swym blaskiem prowadząc ku zwycięstwu! Gniew Aldavarisa! - Runy zmieniły się w krąg magiczny - Siedem kręgów! Wieża Babel! - po kolei zaczęły tworzyć się kręgi nad przeciwniczką. Każdy krąg błyszczał. Na ziemi był złoty, wyżej czerwony, jeszcze wyżej zielony, wyżej niebieski, wyżej fioletowy. Dwa ostatnie były czarne oraz białe. Przeciwniczka poczuła z początku ciepło. Potem była już daleko powyżej areny. Około siedemset metrów. Leciała jeszcze wyżej. Gdy zatrzymała się nad chmurami zobaczyła demona wychodzącego z rozerwania na niebie. Demon zbliżał się do niej aż wreszcie ją pożarł. Efekt zaklęcia był jednak inny. Nie wypadła z areny, nie ruszyła się nawet z miejsca. Czar był iluzją. Jednak dokonał swego celu. Odwrócił uwagę. Danate spodziewał się że nie przerazi przeciwniczki ale da mu chwilę czasu na kolejny znak. - Vvister! - Gdy przeciwniczka ocknęła się z iluzji było chwilę za późno na unik. Srebrzysty pocisk uderzył w przeciwniczkę. Wybiło ją z równowagi. - Nie wiem czemu masz do mnie niechęć z powodu bycia człowiekiem, ale to twoja sprawa. Przepraszam za to że cię zranię. - powiedział spokojnym tonem. Po czym przygotował się na unik. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Offtop - Tak, wszystko „nagle” ucichło, poszłam sobie, poddałam się. Tak, wiem. Jednak wiem też, że sesja się nie skończyła. Gdybym mogła jeszcze grać, byłabym wdzięczna... Jeśli nie, proszę o zignorowanie tego postu.]

Biała klacz ugięła się od bólu. Nie zamierzała jednak się poddawać, nie tak szybko.

-Nareszcie znalazłam godnego przeciwnika. - Uśmiechnęła się lekko. - Jednak wiec, że godnego, nie oznacza wygranego.. Nie... - Kopyto jednorożca, w które trafił pocisk, było wyraźnym utrapieniem. - Jeśli to koniec twojego ruchu, pozwól. - Spróbowała się wyprostować, po czym zebrała w rogu jak największą ilość energi... Nic się nie działo... Wręcz przeciwnie, sala ucichła. Wszystko przeobraziło się w głuchą ciszę... Ze mgły, było jednak słychać świst... Zbliżał się, naruszając ciszę, aż wkońcu przeleciał przez arenę, powodując u przeciwnika ogłoszenie. Gdy ten rozglądał się dookoła, River nie zamierzała zmarnować cennego czasu. Na końcówce jej rogu, zebrała się mała kulka energii. Kulka zgrabnie wypłynęła, lecąc ku przeciwnikowi. Powoli, zbliżała się do wroga klaczy. Praktycznie nic się nie działo. Kula jedynie zwiększyła rozmiar (jednocześnie spłaszczając się) po czym ustawiła się pod nogami przeciwnika. Pyszczek klaczy przybrał chytry wyraz. - Zacznijmy proszę, porządną grę. - Powiedziała, uginając cierpiące kopytko. W tym samym momencie rozległ się okropny pisk. Kulka, w przeciągu zaledwie kilku sekund, przebiegła przez ciało przeciwnika powodując niezrównany ból...

-Tak wiem... Było tego mało. Cóż, musisz się z tym pogodzić. - Szepnęła, cofając się w mrok areny.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Danate padł na kolana. Poruszył barkami, próbując zmniejszyć ból w nich. - To było paskudę. - podparł się jedną ręką. - Hasagii. - wiatr zaczął szaleć po arenie. Wstał, wiatr rozwiewał jego ubranie, i włosy. Bumerang zabłysł. - Leć przez serce nocy, zabijając mrok... - szepnął do siebie rzucając bumerangiem który zostawiał po sobie świetlisty ślad który nie tylko oświetlił każdy zakamarek areny ale też oślepiał. - Głowy w dół! - krzyknął rzucając bumerangami w oponentkę, sam Danate podskoczył. - Arielinna! - podmuch powietrza rozniósł się po arenie z towarzyszącym mu dźwiękiem harfy. Gdy wylądował złapał bumerangi. Wziął głęboki wdech i zaczął rozglądać się za czymś przydatnym na arenie. Nie dostrzegłszy nic co mogło by się przydać, wbił wzrok w oponenta. - Nie będzie łatwo... - szepnął. - Star Strike! - rzucił bumerangami nad przeciwniczką, wycelował w nią ręką skupił w ręce świetlaną energię i po chwili wystrzelił wąski promień który przypalał kamień. Po chwili przerwał i spojrzał na swoją lewą rękę. - Nie powinienem używać tego tak wcześnie... - mruknął, cała dłoń była poparzona, po paru sekundach obszedł ją lód a Danate złapał bumerangi do jednej ręki. Ból w ręce przeszkadzał mu trochę ale zimno zmniejszyło go i to dość znacznie. Przygotował się do uniku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz cofnęła się w bok, próbując uniknąć ataku. Jednak nie było to możliwe. Wywołał on dość dużą ranę, klacz jednak stała, gotowa... Dobrze że nie był to cios w róg. Oczy bardzo ją bolały, jednak poddanie się nie należało do szlachetnych obowiązków. Zamknęła oczy, po czym rozejrzała się. Róg szybko zabłysnął, a przez postać klaczy zdawała się przejść fioletowa poświata. Każdy doświadczony, mógłby domyśleć się iż jest to zaklęcie tarczy. Po chwili, River zebrała w rogu energię, która powoli wypełniała całą arenę, w postaci lekkiego, fioletowego dymu. Jednorożec kiwnął głową, by dym z oślepiającą szybkością poszybował w niebo, raniąc przeciwnika. River nie miała zaplanowanych innych ataków, pozostawało więc czekać na przeciwnika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Danate zachwiał się ale wciąż stał. Przygryzł wargę. - Sto z tysiąca... - powiedział pod nosem. Przygotował się do kolejnego ataku, rzucił jednym bumerangiem dla rozproszenie, - Regulus! - krzyknął i uderzył pociskiem przypominającym głowę lwa w klacz. Zachwiał się, gdy pocisk dotarł do celu wybuchł sam Danate stał twardo starając się jednocześnie przygotować się na cios który nadejdzie jaki w razie potrzeby uniknąć go. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dym szybko rozwiał się po sali, ukazując kulejącą klacz. Pocisk, dzięki zaklęciu tarczy nie zrobił jej za dużej krzywdy, ale że sam w sobie był on jednym z mocniejszych, spowodował wiele zadrapań i lekkich ran. River jednak, starała się walczyć do końca. Stanęła w jak najbardziej wojowniczej pozycji, naprężyła się (jak do skoku) po czym zaczęła formować coś w powietrzu. Na początek przypominało koło, potem trójkąt, następnie drobny kryształek, a następnie, coś, przypominające wydłużony kryształ o ostrej końcówce. Nie minęło parę sekund, a po osiągnięciu końcowej formy, "coś" zaczęło się podwajać, tworząc rój ostrych strzał, powoli lecących w stronę przeciwnika. 

-Voilà! - Wykrzyknęła, przygotowując się na nadchodzący cios.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...