Tablica liderów
Popularna zawartość
Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 02/10/26 w Posty
-
Myślałem, że jak zacznę coś pisać, to jakiś ciekawy pomysł sam przyjdzie, ale nic ciekawego nie przyszło. Pierwszy kontakt [Oneshot][SoL][Human]2 points
-
Zgłaszam mój tekst do konkursu. Chciałem coś spróbować napisać z nadzieją że nie będzie tragiczne. Niespotykane Zdarzenie2 points
-
Dobra, nic więcej nie wyczaruję. Ten tekst szedł mi ciężko i nawet chciałem go porzucić, ale nic lepszego mi nie przychodziło do głowy, a nie chciałem się poddawać. Może następnym razem pójdzie mi lepiej. Anomalia przestrzenna [Oneshot][Stalker][HiE]2 points
-
O proszę! Aż ciekaw jestem - jak Kolega na to trafił po takim czasie? Ktoś tutaj zajrzał, po tych wszystkich latach! Cóż mogę rzec... Jak to zaczynałem pisać, byłem licealistą z kartą dużej rodziny - a teraz też mam KRD, ale, że tak powiem, z drugiej strony. Czasem myślałem o dokończeniu tego dzieła (prócz niego miałem jeszcze w głowie pomysł na chyba ze trzy spinoffy), ale cóż... w którymś momencie stwierdziłem, że lepiej stworzyć coś, co będę mógł normalnie wydać pod swoim nazwiskiem - acz oczywiście, jak to bywa w takich sytuacjach, tego nie zrobiłem. Ostatecznie moje aspiracje twórcze największy upust znalazły w... planszowych grach (historyczno-wojenno-politycznych) - jakby kogoś ciekawiło, mogę rozwinąć temat (jedna jest bliska wydania). Również tematyka Rewolucji Francuskiej gdzieś tam zeszła u mnie na dalszy plan - z jednej strony, zwłaszcza pod koniec studiów, dużo więcej uwagi (w tym przynajmniej jeden artykuł naukowy - mogę podrzucić) poświęciłem liberalnej koncepcji umowy-społecznej i wynikającego z niej państwa-Lewiatana. Z drugiej i ten wątek nie doprowadził mnie nigdzie gdzie chciałem, i jeśli coś teraz rozpala moją wyobraźnię, to raczej okres przełomu XV i XVI wieku, w którym właśnie są te gry które - póki co raczej do szuflady - tworzę. Ale przejdźmy do rzeczy - dziękuję za miłe słowa! Czy po lekturze kolejnych fragmentów również będę mógł na nie liczyć? Pozwolę sobie odnieść się do kilku kwestii: Niewątpliwie tworzenie ustroju Equestrii było w tym wszystkim najprzyjemniejsze! Nie wiem czy Kolega widział, ale w tym wątku wrzuciłem małą rozpiskę jak to widzę. Chętnie mogę to rozwinąć! To w sumie bardziej złożone - jednorożce również w dużej mierze straciły władzę na rzecz wąskiego aparatu samej korony. Wątek ten jest rozwijany w bodaj trzecim rozdziale, w którym, że pozwolę sobie na spoiler, rewolucja dociera do Canterlotu i bynajmniej nie organizują jej lokaje. Zresztą w którymś miejscu (nie już w I rozdziale?) chyba wspominam o tym, że jakieś 100 lat przed akcją zlikwidowano radę baronów - w której skład istotnie wchodzili głównie jednorożcowie, ale która za to miała realne kompetencje, w tym akceptowała podatki. W jej miejsce powołano trójkątną radę, która jest organem tylko doradczym. W tym, o czym piszę powyżej, oczywiście chciałem nawiązać do bliskiej mi (przynajmniej wtedy jak pisałem, acz wciąż wydaje mi się, że jest w niej sporo racji) teorii o Rewolucji Francuskiej jako, przynajmniej w I fazie, buncie arystokracji odsuniętej od realnej władzy (i przez to zdegenerowanej w "złotej klatce") przeciwko absolutyzmowi. To zagrożenie nie jest jakieś substancjalne, zwłaszcza dla terenów innych niż oba pogranicza. Z drugiej strony wydaje się, że koncentracja wojsk jest pewną okazją do wzmożenia. Trudno mi teraz podać dobry przykład z historii, ale widzę tutaj pewne podobieństwo do choćby niesławnego zwołania Stanów Generalnych. Tutaj chodziło mi raczej o, w ramach pewnego, jak Kolega zauważył już na początku, skoncentrowania czasowego, pokazania różnych oblicz rewolucji. I tak - w Manehattanie rewolucja jest burżuazyjno-liberalna, w Cloudsdale militarystyczno-faszystowska, w Canterlocie arystokratyczno-libertyńska - a w Ponyville - ludowo-socjalistyczna. Zresztą wszędzie jest wymierzona w tego, kto jest największą podporą Korony - a w Ponyville to właśnie te najstarsze i zarazem największe rody. Wreszcie - lud tutaj w istocie jest wszak narzędziem w rękach demagoga, który już jak najbardziej wywodzi się z klasy średniej! I egzotyczność sojuszu rewolucjonistów - i wynikająca z tego nieufność i brak należytego wsparcia w działaniu - jest wątkiem pojawiającym się w dziele. Istotnie w serialu tak to wygląda (a zwłaszcza najgorzej - w filmie kinowym), ale muszę jednak powiedzieć, że miałem tutaj nieco inne intencje. Postać Celestii akurat nie ma u mnie znaczenia politycznego, lecz... teologiczne. Akurat przyznaję - z tego wątku byłem chyba najmniej zadowolony i był on najmniej przemyślany, ale szukając odpowiedzi na pytanie - czemu tak potężny, w zasadzie odwieczny władca nie rozwiąże od ręki wszystkich problemów, postanowiłem wykorzystać ten wątek by spróbować zarazem odpowiedzieć na pytanie: Dalej - Po pierwsze - oczywiście problem z silną magia byłby taki, że musiałaby zdominować opowieść, a tego nie chciałem. Po drugie - w mojej wersji tego Świata magia jest jednak mocno ograniczona. W którymś rozdziale wspominam o inkwizycji i o ograniczeniach w jej stosowaniu. Ograniczeniach niearbitralnych: Co do teleportacji - akurat taki pomysł nie przeszedł mi jakoś przez głowę. Czy w ogóle zdolności Twillight w ogóle obejmują teleportowanie osób trzecich (w kolejnych rozdziałach postaci używają teleportacji, ale na bardzo krótki dystans i tylko na sobie)? Jeśli tak, to na jaki dystans? Dodam, że oba domy (Rarity i Applejack) były otoczone, więc wyteleportowanie z nich niewiele by dało. Nie będę zresztą ukrywał, że na Twillight nie miałem jakiegoś wielkiego pomysłu - z Mane 6 główne role miały odgrywać obie moje ulubione bohaterki, wspominane wyżej. Plus fanfik powstawał na długo przed tym, jak Twillight została alicornem - pierwszy rozdział dzieje się dosłownie w trakcie trzeciego rozdziału trzeciego sezonu - więc nie wiem czy wtedy była aż tak potężna - a przynajmniej czy było to wiadome. Zdaje się, że dalsze rozdziały wypadają pod tym względem lepiej. Te wczesne zdarzało mi się pisać na telefonie (np. pamiętam, jak rozdział z I odsieczą Ponyville pisałem jadąc autobusem na wczasy do moich Świętej Pamięci Dziadków). Potem, zanim publikowałem, całość sprawdzał niezastąpiony GandziaBrony - acz oczywiście wciąż jakieś błędy mogły zostać, wszak nie była to profesjonalna korekta, a jedynie koleżeńska przysługa. Cóż, kwestie estetyczne zawsze były mi bliskie - swego czasu zachwycił mnie wiersz Herberta "Potęga smaku", czy później koncepcja niejakiego Plinia Correi de Oliveiry o "rewolucji w tendencjach". Ubolewałem zawsze, jak strona "reakcyjna" odpuszcza tę sferę (sam chociażby zawsze najbardziej lubiłem - i nadal lubię - muzykę dawną, zwłaszcza ze wspomnianego na wstępie XV-XVI wieku, podobnie zresztą z innymi dziedzinami sztuki). W każdym razie - raz jeszcze dziękuję. Ja raczej już nie dokończę tego dzieła. Ale gdyby jakiś szaleniec był zainteresowany - to mogę podzielić się tym, co pamiętam z tego, co planowałem. Miałem również pomysły na przynajmniej trzy prequele-spinoffy - założenia do jednego z nich (o przodku Rarity, co jakieś 300 lat wcześniej zdobył dla Equestrii ziemie koło Sułtanatu Camelu) nawet mam spisane - https://docs.google.com/document/d/1Kj7eFyRlDBTKmCEWZVQTP6_vaAHqOohb4NjHHfgWLKI/edit?usp=sharing Tutaj zaś coś co kiedyś zacząłem i nie wiem, czy tutaj wrzucałem - wstęp do Historii Equestrii, pisany a'la dzieło historyczne autorstwa... ojca Twillight - https://docs.google.com/document/d/1qQqQClVo7sY_Z4I2C_Id4a9dKUm3V5a-S0rcZQWMXcA/edit?tab=t.02 points
-
Przyleciałem po ostatnie miejsce. Latający Tramwaj [TCB][SOL][AU][SK-98][KD-b]1 point
-
Wrzucam za autora, który ma problemy z forum: autor: Czysty Czesio https://docs.google.com/document/d/1p4Bps7Qmc-sexK46a0JWX1SjdLU-pzD4px9dHScW_d0/edit?tab=t.0#heading=h.to0of3plrp01 point
-
Cześć, to mój crossover MLP z grą Mirror's Edge (głównie skakanie po dachach i walka z systemem w tle) z ostatniej edycji specjalnej konkursu literackiego: Lojalność Zachęcam do czytania i zostawienia komentarza~ Planowałam rozbudować ten fanfic, bo zakończenie wydawało mi się strasznie nijakie, ale skoro Dolar przyznał mu drugie miejsce, na razie zostawię je takie jakie jest. Może kiedyś rozwinę ten pomysł na kilka rozdziałów, zobaczymy.1 point
-
Jakby ktoś miał pracę, a nie miał możliwości umieszczenia jej na forum (bo np. czeka na akceptację) - piszcie bezpośrednio do mnie na discordzie (może być przez forumowego lub Klub Konesera Polskiego Fanfika). Przedłużam deadline równo o tydzień. Dłużej nie będzie.1 point
-
Witam wszystkich serdecznie! Pozwolę sobie zamieścić tutaj moje opowiadanie, a przynajmniej te jego części, które już się ukazały. Jest ono być może już niektórym znane z FGE. Opowiadanie stara się być z jednej strony wierne serialowi, skupia się jednak na pominiętych przezeń aspektach, to jest polityce zewnętrznej i wewnętrznej naszego ulubionego królestwa. Tytułowy bohater, jako "najważniejszy kucyk w Canterlocie", musi stawić czoła splotowi pewnych zagrożeń - inwazji, rewolucji, spiskom, wojnie domowej, które jednocześnie zagroziły Equestrii. W tle pojawia się wiele postaci zarówno kanonicznych jak i własnych, reprezentujących różne postawy i idee. Czas jest mniej więcej kompatybilny do początku (od ok. 3 odcinka) trzeciego sezonu. Póki co, ukazały się: Prolog: https://docs.google.com/document/d/1stOY9ku-c9GwmwPoV8dipawI7aQm4tSmP_3qZeiO8x8/edit Rozdział I - "O zgubnych skutkach demokracji": https://docs.google.com/document/d/148Xi5i-_ejcVAep6Y_BOXqm1ubmkXDNPsBoyVILzhOY/edit Antrakt (I): https://docs.google.com/document/d/1pBdnQdjxMezGTCssEIyk6__1aVj_WxX8hPhv9BjG5SY/edit Dokończenie: https://docs.google.com/document/d/1AWYK5Msha9K3LCRoiIkzwHiAm27Bj2n6vF-lz_VUYxg/edit Rozdział II - "Dymy nad królestwem" preludium: https://docs.google.com/document/d/1I5CKBOuxi9NKiWaxYZf-Z5p6TGhdPnlvHCEx5YK2JP0/edit Concerto Grosso: https://docs.google.com/document/d/14wfUyWVjAVjZExiIjiuEcY8nh1fSZUVL5WfZ54TRdj8/edit Rozdiał III - "Pęknięte serce" Minuetto: https://docs.google.com/document/d/1umkWzSqpTLezNOI3QJubR4XF26A7gJat4gjUTavLLAI/edit Carmagnola: https://docs.google.com/document/d/1fo7Kmft28YM5tX_Ah9yPwTZz8-yaG7KL3hRom_-1ITw/edit Rozdział IV - "Na drogach i bezdrożach Equestrii" Fantasia del mare: https://docs.google.com/document/d/1m4qK56nZkfEVzzs5X8lyc05b3n1ua4jzvW8cUn2nX_k/edit Fantasia del terra https://docs.google.com/document/d/1TPL2uZ0QOrdRdvXczBZLL19NgW-VxubhcRHGa-9Rp2U/edit Fantasia di ghiaccio https://docs.google.com/document/d/1A7cGEEk4vYRUU-UdqxpW1X6Bb0LOvz2U0XIUZP9zzV0/edit Rozdział V - "Dyplomacja, dywersja, działa" Shanties and marches (I) https://docs.google.com/document/d/1vEFMbwz9YdQwpl0k1dM43M1X3TRd4Baa6Zm4ftMdcf0/edit Suplement - Wstęp do historii politycznej Equestrii, pióra Night Lighta barona di Luxano https://docs.google.com/document/d/1qQqQClVo7sY_Z4I2C_Id4a9dKUm3V5a-S0rcZQWMXcA/edit?tab=t.0 Czekam na wszelkie komentarze, krytykę, pytania, sugestie i tym podobne. KU CHWALE EQUESTRII! (link do MLPFiction: http://fiction.mlppolska.pl/story/90/Kanclerz") Zdobywca oskara w kategorii "Najlepsze Opisy (styl i jakość)1 point
-
Komentarz do komentarza do komentarza będzie krótki. Trwa WEK, skrót którego nie potrafię już rozwinąć, bo zapomniałem jak się go rozwija. To skłoniło mnie do przejrzenia starszych pokładów fanfików na forum. O istnieniu tego fanfika nie miałem pojęcia, podobnie było z "Krwawym słońcem" Verlaxa, ale widzę, że podoba mi się tym fanfików, gdzie autor dokonuje głębokiego "riserczu" i umiejętnie dopasowuje sytuację do Equestrii. "Kanclerz" spełnia te wymogi w sposób wybitny. Gdyby trochę dopracować stronę formalną i skończyć tekst niewątpliwie miałbym trudny wybór, który ze wspomnianych fanfików uważam za lepszy, bo sam bardzo lubię okres Rewolucji we Francji jak również okres wojen rewolucyjnych i napoleońskich. Gram w historyczne gry wojenne, więc to niejako standard. Dlatego chętnie zapoznałbym się grą, którą przygotowujesz. Fanfika jeszcze nie skończyłem czytać, ale uczynię to po WEK, gdyż jest on nie tylko świetną lekturą. Jest on tekstem, który zachęca do myślenia. Właśnie wydawało mi się, że autor "Kanclerza" albo jest domorosłym historykiem albo ma odpowiednie wykształcenie, gdyż tego co zostało zawarte w fanfiku nie uczyli ani w czasie kiedy ja byłem w szkole podstawowej i średniej ani chyba tym bardziej teraz. Sam także piszę fanfika, tylko, że osadzonego w kucykowej "Mezopotamii", aczkolwiek jest to mocno okrojona wersja tejże (przykladowo pozbyłem się prawie całego wątku kultu bóstw, gdyż w Equestrii zasadniczo nie ma religii w naszym rozumieniu i nie chciałem dodatkowo komplikować fabuły). Nosi tytuł Trucizna w naszych żyłach.1 point
-
„Kanclerz” autorstwa Marquise Fancypants di Coroni jest fanfikiem, którego mógłbym postawić tylko trochę niżej niż „Krwawe słońce” Verlaxa. Oznacza to, że jest znakomity. W tym komentarzu poruszę tematykę zaprezentowaną w prologu i dwóch rozdziałach. Wbrew pozorom jest to niemały kawałek materiału. Autor pisze bowiem niezwykle treściwie. „Kanclerz” to fanfik, jakich nie widziałem jeszcze w polskim fandomie MLP:FIM, nawet wśród tych z tagiem „Political”, który też jest niewiele. Porusza on problem rewolucji. Teoretycznie fanfik Dolara „Aleo he polis” porusza podobny problem, ale wątek rewolucji jest tam bardzo pobieżnie przedstawiony i nie jestem pewien, czy to, co tam zaszło można nazwać rewolucją. Rewolucja w „Kanclerzu” nie przypomina mi żadnej konkretnej, być może najbliższa jest rewolucja francuska z lat 1789-1799, ale tak naprawdę i to porównanie jest na wyrost. Odnoszę wrażenie, że Marquis Fancypants di Coroni dokonał pewnej syntezy przyczyn zjawisk rewolucyjnych, jakie zachodziły w Europie od końca wieku XVIII do początku XX wieku. Potem przeniósł te wnioski na grunt Equestrii. Wnioski są ciekawe i nawet stwierdzam, że podejmując podobne przemyślenia także do nich doszedłem. Rewolucja wymaga trzech lub co najmniej dwóch czynników. Po pierwsze jest to sytuacja, gdy stare elity posiadają pełnię władzy politycznej, nie będąc jednak całkowicie domiujące w życiu gospodarczym. Po drugie, władza musi być na tyle mało wydolna lub mało szanowana, że jej polecenia przestają być odczuwane jako wiążące. Po trzecie, aczkolwiek nie zawsze jest to regułą, zachodzi interwencja czynników zewnętrznych. W przypadku „Kanclerza” są to wszystkie te trzy czynniki. Equestria jest krajem, który przeszedł proces industrializacji, lecz jednorożce należące do arystokracji zachowały pełnię władzy politycznej. Ich przedstawicielem jest w fanfiku Fancy Pants, chociaż tutaj jest znany jako wicehrabia Canterlotu Fancy Pants di Coroni, tytułowy „Kanclerz”. Dochodzi jednak do sytuacji, gdy kraj znajduje się w stanie zagrożenia wojną z „Wilczą Konfederacją”, jedną a nawet dwoma. Zapada decyzja o mobilizacji sił na wypadek wojny. Ale Manehattan odmawia. W tym samym czasie w Clouds dale trwa sejmik pegazów, które lokalny przywódca może wykorzystać jako swoją prywatną armię, a w Ponyville dochodzi do otwartego buntu przeciw władzy. To, co mi się niesłychanie podoba w tym fanfiku, to próba stworzenia systemu politycznego Equestrii i powiązania go z systemem prawnym. Coś, czego nie było nawet w „Aleo he polis”. Nie chodzi tutaj o np. dziedziczenie tronu. Chodzi o system rad, jakie są zwoływane przez Celestię i to, kto w nich się znajduje i próba przekształcenia tych instytucji, nieobradujących ciągle w próbą stałej reprezentacji politycznej. A wychodzimy od czegoś tak prostego jak to, kto może być burmistrzem w Ponyville, wszystkich procedur z tym związanych, dzięki czemu poznajemy lepiej prawo Equestrii. Potem przechodzimy na poziom nieco wyższy, do Manehattanu. I w tym momencie zobaczyłem kunszt autora, trwa tam bowiem dyskusja, czy lekceważenie rozkazu kanclerza o przeprowadzeniu mobilizacji jest równoznaczne z lekceważeniem rozkazu księżniczek. I co ciekawe, w tej dyskusji zapada wniosek, że tak. Czołowi przedstawiciele burżuazji miejskiej dochodzą do wniosku, że są lojalni wobec księżniczek, tylko nie wobec kancelarii ich kanclerza. Oczywiście te wnioski są bzdurne, ale w tym kontekście jak najbardziej ciekawe. Autor zręcznie przedstawia nam instytucja ogólnokrajowe i lokalne, pokazuje niejednolitość podziału administracyjnego kraju i to, że np. pegazy mają własny samorząd, ale już Manehattan, czy Ponyville mają własny, oparty na innych zasadach. Przyznam, że czytałem z przejęciem te fragmenty. Zwykle podział administracyjny jest w fanfikach traktowany bardzo po macoszemu, nie mówiąc o wynikających z tego konsekwencjach. Warto pamiętać, że autor pisał fanfika przed odcinkiem „Księżniczka Spike”, który rzucił bardzo dużo światła na ustrój panujący w Equestrii. Jeśli coś mnie zastanawia, a co jest raczej niehistoryczne, to to, że do prób wymuszenia reform dochodzi w sytuacji zagrożenia wewnętrznego. Wydarzenia rewolucyjne zwykle zachodzą w spokojniejszym czasie: przykładowo do rewolucji amerykańskiej doszło po wygraniu wojny siedmioletniej przez Brytyjczyków, do rewolucji francuskiej po tym, jak król Ludwik XVI zwołał przedstawicieli trzech stanów, aby uchwalić nowe podatki. W Rosji w 1905 i1917 obie rewolucje miały miejsce z powodu porażek wojennych. Tzw. Jesień ludów 1989 r. to skutek nieudanych reform gospodarczych. Moim zdaniem, jeśliby się tego trzymać do próby zmiany ustroju powinno dojść nie tuż przed grożącą wojną, ale w jej trakcie. Podobnie rewolucja w Ponyville sięga od razu po maksymalistyczne hasła uspołecznienia majątku rodziny Apple i państwa Cake. Zasadniczo są to przedstawiciele klasy średniej. Ci byli jednym z zapleczy rewolucji we Francji i w ogóle przemian parlamentarnych w Europie wieku XIX. Powinni to zatem być potencjalni sojusznicy rewolucji w Ponyville, a tymczasem zostali skreśleni. Moim zdaniem, już samo to spowodowałoby wielką niepopularność rewolucji i jej haseł nie tylko w Ponyville. Właściwie jakiekolwiek powiązaniem rewolucji z Ponyville i odmową Manehattanu w przeprowadzeniu mobilizacji stałoby się zapewne niemożliwe. Więcej, pewnie sami by ją chcieli przeprowadzić, aby chronić swoje majątki. W każdym razie po tym, jak zobaczyliby kunktatorstwo władzy Celestii. Jednak mogą bronić autora w ten sposób, że po po pierwsze rewolucję wywołują siły zewnętrzne, a w każdym razie wrogie samej państwowości Equestriańskiej. Ich celem jest m.in. wyeliminowanie Mane6, a więc takie działania mają sens. Po drugie elity Cloudsdale, Manehattanu i Ponyville mają wspólnego wroga, czyli koronę. Korona jest sama sobie największym wrogiem. Przede wszystkim dosłownie, Equestria, jakby całkowicie ignorowała swoją władczynię. I nie bez powodu. Celestia jest szalenie bierna w tym fanfiku. Generalnie przychyla się do wniosków innych, sama nic nie proponując. Dlatego na plan pierwszy w tym fanfiku na czoło wysuwa się księżniczka Luna. Ale nie tylko Celestia jest bierna. Twilight także została w ogarniętym rewolucją Ponyville i… jest tam. Ogólnie tak przedstawiona Celestia przypomina mi potężnie znerfioną wersję z ostatnich dwóch sezonów. Twilight, jednak jest typem bohaterki, dlatego tutaj akurat zachowuje się jak nie ona. Może to jest uzasadnione jakimś załamaniem nerwowym, nie wiadomo. W każdym razie absolutne bierność Celestii zmusza jej otoczenie do działania. Konkretnie Lunę i jej wojskowych. W tej sytuacji Celestia mi trochę przypomina mi nawet nie króla Ludwika XVI, czy cara Mikołaja II. Przypomina mi uniwersalny typ władcy, który nie wie, co robić, więc wycofuje się i pozwala działać innym. Odnoszę wrażenie, że kucyki po prostu kochają swoją władczynię, ale się jej nie boją. A nie boją się, bo ta nic od nich nie wymaga, ale też, jakby i ona nie ponosiła odpowiedzialności, Jak to ładnie ujął autor, porównując alikornicę do brytyjskich monarchów „Królowa panuje, ale nie rządzi”. Odnoszę wrażenie, że tak faktycznie wygląda władza Celestii w MLP:FIM. Autor po prostu antycypował i doszedł do wniosków, które zostały niezależnie od niego, tak czy inaczej wprowadzone do serialu przez autorów. Pytanie brzmi, czy fanfik ma wady? Tak, ma kilka. Zacznę może od Twilight Sparkle. Kiedy czytałem „Kanclerza” zastanawiałem się, czy autor nie zaczerpnął jednej rzeczy od twórców serialu: teleportacji, wtedy kiedy fabuła na to pozwala. Naprawdę, Twilight była całkowitym „koksem”, jeśli chodzi o magię w miasteczku i samodzielnie mogłaby zapewne przeteleportować przyjaciółki z rodzinami poza Ponyville. Ale nie robi tego. Po tym wszystkim co dokonała Twilight sądzę, że sama by mogła uśmierzyć bunt. Od strony formalnej, tekst budzi pewne zastrzeżenia. Po pierwsze jest to właściwie ściana tekstu. Po drugie autor oddziela fragmenty „porucznikami”, nawet jeśli opisują one wydarzenia i te „poruczniki” nawet nie posiadają odstępu od poprzedzającego i następnego akapitu. Prawie cała akcja opiera się na dialogach, opisów wydarzeń jest niewiele, a opisów miejsc to już w ogóle prawie nie ma. Jeśli coś jest w serialu, to dobrze, ale jeśli nie ma to już widz sobie musi co wymyślić jak coś może wyglądać. Przy czym same dialogi zaczynają się od „-”, po których nie ma odstępów. Poza tym w tekście jest dużo literówek, zwłaszcza problem z poprawnym zapisem słowa „Ekscelencjo”. Wpierw myślałem, że to może cecha jednej z postaci, ale ten problem się powtarza w sposób zupełnie losowy. Do innych przypadków można zaliczyć „nozdzry”, „wyciagnął” etc. Na koniec muszę przyznać, że autor napisał tekst nie tylko będący ciekawą analizą rewolucji (pomimo wskazanych przeze mnie błędów). Napiszę więcej, autor jest prorokiem. Przewidział zalew brzydkich i otyłych kobiet w grach wideo. Nie wiem, tylko czy mieszanie świata ludzi i kucyków naprawdę jest warte tego, żeby wyrywać czytelnika z immersji. Moim zdaniem nie. Również moim zdaniem, „Kanclerz” jest znakomitym fanfikiem, któremu czytelnik powinien dać szansę.1 point
-
Zacznę od tego, że przeczytanie remaku "Tajemnicy Białego Bazyliszka", częściowo na Klubie Konesera Polskiego Fanfica, częściowo samemu, to moje pierwsze i jak na razie jedyne zetknięcie z serią "Kresy". I muszę tu zaznaczyć, bardzo przyjemne. Lektura, oprócz tego, że dała mi sporo rozrywki i wrażeń estetycznych, rozszerzyła moje horyzonty na to, jak można przedstawić drążenie psychiczne, jak opisać jednocześnie i równolegle wielu bohaterów tak, by się nie pogubić, a także jak zaprezentować mityczną istotę tak, by pozostała i tajemnicza, i prawdziwa. Ale po kolei. Z relacji autora wynika, że opowiadanie jest generalnie wkomponowane w Kresy i rzeczywiście, podczas czytania znalazłem dużo odniesień do jakiejś większej całości, której wprawdzie nie pojmowałem, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze dzieła. Przygoda stanowi zamkniętą całość, postacie mają wyraźne cechy i charaktery, a wyrażają się one głównie w wypowiadanych przez nie kwestiach dialogowych. W ogóle, wprowadzenie sześciu postaci na raz i ich jednoczesne interakcje to coś czego nigdy nie próbowałem, i pewnie trudno by mi było utrzymać to w ryzach. Tu się udało, chociaż na początku trochę ich myliłem, są na tyle wyraziści, że po krótkim czasie już czaiłem co który robił. I pewnie jest to trochę efekt zamierzony, trochę "tak wyszło", ale każda postać ma w sobie głębię i swoje smaczki, tak jak trochę nieokrzesany Bottomless Pouch, dobroduszny i pogodny, solidnie zbudowany Rocky Avalanche, nieco narwany Fenrir, dobrze zorientowany w zgłębianiu jaskiń Tattered Edge, oraz dwaj magowie Blazing Cube i Blue Spiral. Magowie w ogóle mi się tutaj podobają i wypadają bardzo dobrze. Nie są przesadzeni ani w jedną stronę, a więc zbyt potężni, ani w drugą, że w momencie gdy tracą swoją energię nie są zdatni do niczego i są tylko dodatkiem. Są po prostu kompetentni, ich wykształcenie wybija się w ich myśleniu i kombinowaniu, ich zaklęcia są technicznie opisane, nie za bardzo wdając się w szczegóły, ale i nie będąć zbyt ogólnikowe. Dobrze interpretują sytuację i nie podejmują fałszywych kroków. Podoba mi się też, biorąc pod uwagę pierwszą część, jak każdy bohater nabiera swojego indywidualnego oglądu sytuacji, i dowiaduje się czegoś swojego odnośnie bazyliszka - tak kreowana jest jego tajemniczość i niezwykłość. I więcej - nie chce tego przekazać innym, tworzy się swoista gra złudzeń, w której wiedza nie jest wspólnie dyskutowana i podsumowywana, ale czytelnik musi sam wysnuwać wnioski na podstawie poszczególnych faktów. Dowiadujemy się z czasem coraz więcej, a wizja bazyliszka i jaskini zaczyna się wyostrzać. Sygnały niezgodności, niepokoju, nadnaturalności są sugestywne a jednocześnie nie zdradzające za dużo, niepozorne. Bardzo podoba mi się, jak autor opisuje złudzenia, omamy i drążenie psychiczne. Bohaterowie są stopniowo traktowani przez najpierw impulsy niezgodności, aż zaczynają wnikać coraz głębiej i głębiej. Złudzenia nie są jednoznaczne; nie wskazują na jedno źródło, albo jeden cel wedle którego poddawani są oni manipulacjom psychicznym, co pozostawia wiele dla domysłów czytelnika. Może to być bazyliszek, albo jakieś inne licho które czyha w jaskiniach. Może chcieć nas zwabić, ale może też chcieć osiągnąć jakiś inny cel. To, w jakim kierunku można było więc poprowadzić ostatnią niemal scenę, w której Fenrir styka się ze swoimi rodzicami jest bardzo niejednoznaczne i rozległe. Opcja, którą wybrał autor, sugerująca że Czeluść wpłynęła na kucyka tak, że go odmieniła i ożywiła na nowo jego plany oraz odmieniła nieco postrzeganie przeszłości jest niezła, ale nie jedyna. Ale Fenrir wciąż chce dowiedzieć się czegoś jeszcze, o grocie i o... sobie. Jaskinia i to jak wpływa na kucyki pozostaje więc wciąż tajemnicą. Samo postrzeganie bazyliszka zmienia się płynnie w trakcie akcji. W pierwszej części to bestia o niejasnych planach i zamiarach, wabiąca swoje ofiary i pozbawiona określonych kształtów. Druga część postanawia postawić sprawy jasno już na samym wstępie "Tam jest ba- ba- bazyliszek!". Otrzymujemy stwora z krwi i kości, który wciąż jest potężny, ale da się go utłuc. Prawdopodobnie. Jeśli chodzi o styl jest bardzo dobrze, chociaż w pierwszej części było zdanie między myślnikami, które wydawało mi się przebudowane, tak, że gdy wróciliśmy do pierwszej myśli, traciliśmy kontekst. Ogólnie czytając opisy iluzji przychodziła mi na myśl postać Zorin Blitz z Hellsing: Ultimate. Sposób jej działania, jej cel... Z kolei jeśli już przy odniesieniach z anime jesteśmy, stworek który objawił się Rockiemu i jego siostrze przywodził mi na myśl Skrzata z kolby - Homunculusa z Fullmetal Alchemist: Brotherhood. Czy dobrze celuję? Odniesienia zaś do Might and Magic są oczywiste i wyjaśnione przez autora na łamach klubowych. Swoja drogą, czytając słuchałem soundtracku z HoM&M5 Dwa udane porównania: to o życiu jako uczcie, z którego po jakimś czasie je się tylko wodę i sałatę, oraz to o szambonurku. Opowiadanko stanowiło dla mnie bardzo ciekawą przygodę do jaskiń Czeluści i pewnie za jakiś czas sięgnę po więcej z Kresów. Szczerze sam chyba niigdy bym się nie zdecydował na reedycję swojego utworu, ale to na pewno ciekawe doświadczenie literackie, może nawet dla porównania przeczytam pierwszą wersję Tajemnicy Białego Bazyliszka.1 point
-
Sekret Sunset Shimmer to ciekawy fanfik. Ciekawy jest zapewne dlatego, że napisał go Sun. Zaczyna się prosto i tajemniczo. Otóż Sunset Shimmer gdzieś znika. Czyżby ukrywała coś przed koleżankami? Cóż to może być? To ciekawe, ale w tym krótki fanfiku udaje się wykreować jakąś tajemnicę, której rozwiązania oczekiwałem i które mnie nawet zainteresowało. Należy jednak zaznaczyć, że autor nie polegał wyłącznie na owej tajemnicy. „Sekret Sunset Shimmer” to przede wszystkim „okruchy życia”, który opowiada o tym, jak Sunset Shimmer dostosowuje się do życia w ludzkiej społeczności. Ciekawostką jest to, że mieszka ona w USA. No, to niby oczywiste, ale miałem wątpliwości, czy świat ludzi w serialowym spin offie to nasz świat. Sun uważa, że tak. Można to uznać, za pewną podpowiedź dla czytającego komentarz, co za sekret może skrywać Sunset Shimmer. Próby dostosowania się do naszej rzeczywistości są ciekawe. Sunset Shimmer eksperymentuje z ważeniem eliksirów (czym autor odwraca uwagę od powodów znikania Sunset Shimmer po szkole) je mięso… tak, to mnie zaintrygowało i nawet przeraziło, bo sobie pomyślałem, co by było, gdyby zaczęła jeść kabanosa? Jakby to zaklasyfikować? Zawoalowana forma kanibalizmu? Sun potrafi uderzyć w mroczniejsze tematy… i subtelną erotykę: W ogóle drobnych żarcików tutaj nie brakuje. Powodują one, że tekst nabiera lekkości co pomaga w odbiorze. Są tu nawiązania do gier video, ale mnie najbardziej rozbawiły „chińskie bajki” i próba tradycyjnej odpowiedzi na taki argument. Jak ja to dobrze pamiętam. Aczkolwiek chyba ten dowcip może nie mieć odniesienia do tego, jak postrzegano anime w USA. A to, że akcja dzieje się w USA, ma tutaj znaczenie. Podkreślam, Sun wybrał USA nie bez powodu. Podsumowując „Sekret Sunset Shimmer” to utwór, który czytało mi się przyjemnie, aczkolwiek mam wrażenie, że mógłby on być dłuższy i autor trochę skacze po tematach. Być może czyni to dla odwrócenia uwagi czytelnika od tytułowego zagadnienia, a być może nie miał pomysłu, jak rozwinąć pewne wątki. Niemniej jednak było przyjemnie. Nie zaryzykuję bardziej pozytywnej oceny, gdyż fanfik ma 12 stron, a je nie wierzę, że na 12 stronach można stworzyć pamiętne arcydzieło, o ile nie jest to poemat. A co do sekretu, jaki ukrywa Sunset przed przyjaciółkami, zdradzę czytelnikowi, że…,że ten fanfik napisał Sun. I ponieważ ten fanfik napisał Sun, to czytelnik może się domyślić cóż, tym sekretem może być.1 point
-
O niee… Ja już widzę, że to będzie ciężkie do czytania. SPOJLERY Pierwsze, co się rzuca w oczy, to szumne zapowiedzi długiej sagi, która niczym Pieśń Lodu i Ognia rozpocznie tyle wątków, że sam autor potem będzie miał spore problemy z ogarnięciem tego wszystkiego. Tutaj niestety mamy tylko jeden, krótki i mało ciekawy rozdział i do tego napisany bezpośrednio w poście. Nie wspominając o tym, że wszystko jest tak nieczytelne, że się gubiłem i musiałem podążać za kursorem myszki. Najpewniej plany były aż za ambitne. Napisanie 30 rozdziałów w trzech tomach, a mamy tylko jeden niezbyt obszerny. Ale czego się tam dowiadujemy? No więc mamy Romulusa z rodu Voltów, który zakochał się w klaczy o imieniu Liara. Niegdyś spotkał on wróżbitę Macieja, który wywróżył Romulusowi, że urodzi mu się syn, który będzie wielkim bohaterem. Niestety noworodek w ogóle nie przypomina z wyglądu ojca, więc Romulus, wściekły na żonę, postanawia wygnać ją i małego bękarta, który otrzymał imię Snow (już wiecie, dlaczego nawiązałem wcześniej do Gry o Tron). Zanim dochodzi do wygnania, to brat Romulusa, który potajemnie kochał Liarę, postanawia zapewnić im dach nad głową na jakieś pół roku. Po tym czasie nasz mały Jon dorasta w Ponyville, gdzie zdobywa przyjaciół i okazuje się, że jest bardzo uparty i wytrwały. Jako źrebak za wszelką cenę ćwiczy, żeby przeskoczyć beczkę, co finalnie mu się udaje. Wkrótce po tym Liara, jego matka, zakochuje się w Rufusie (dlaczego te imiona w ogóle nie są kucykowe?), czyli… kimś tam. Nie wiemy, kim jest ten cały Rufus. W ogóle niczego tak naprawdę nie wiemy. Ale dobra, jeszcze się uspokoję. Tak więc, jak to się wszystko kończy? Po tym jak Snow wraz z matką wyjechał do rodzinnego miasta Rufusa, nasz bękart, po osiągnięciu pełnoletności, postanawia wrócić do Ponyville. I tu się to kończy… Ten tekst nie przypomina fanfika. Już wspominałem o tym na początku, ale czytanie tego doprowadza do bólu oczu. Naprawdę, nie polecam tego czytać. Wystarczyłoby to jakoś wyjustować, dodać wcięcia, każdą kwestię zapisać w innej linii. A tak to mamy ścianę tekstu i kompletą sieczkę. Sama treść również pozostawia sporo do życzenia. Narracja przypomina streszczenie, tylko troszkę bardziej szczegółowe od mojego. Nikt nie ma powodu, aby się tym ekscytować. Nie czuć żadnej głębi, żadnych więzi z bohaterem, co było esencją Pieśni Lodu i Ognia, bo przecież ta saga zasłynęła z tego, że tam każdy, nawet najbardziej lubiany bohater, mógł zginąć w wyniku błędnych decyzji. Tutaj zabrakło rozwinięcia. To wszystko opisywane jest w tak żmudny i nudny sposób, że chce się zasnąć w trakcie czytania. Paradoksalnie jedyną, dobrą cechą tego dzieła jest to, że nie ma zbyt wiele do czytania. Aż nie chcę sobie wyobrażać, co by to było przy dziesięciu stronach. Po prostu zabrakło doświadczenia i pomysłu, aby móc zaplanować taką opowieść, która swoją wielowątkowością i objętością mogłaby dorównywać choćby samej Grze o Tron, bez następnych części. Jeżeli nie pisało się nigdy wcześniej żadnego dzieła, to nie ma sensu zabierać się za obszerną sagę, bo wiadomo, że taki młody pisarz się pogubi. Nawet najlepsi się gubią. Czy nie lepiej było napisać jakieś krótkie opowiadanie w tym uniwersum, które byłoby zamkniętą całością i jednocześnie wprowadzeniem do czegoś większego? Sapkowski tak zaczynał. Czy polecam? Nie… Ale chciałbym przeczytać coś w tych klimatach. A to już jest jakiś zalążek. Który niestety umarł. No ale cóż. Nie wiem, co mógłbym jeszcze napisać. Ten fanfik jest strasznie ubogi. Tyle ode mnie. Pozdrawiam!1 point
-
W sumie opowiadanie niezbyt mi się podobało, ale przeczytałem, więc zostawie kilka przemyśleń. Te dwa powyższe wycinki bardzo mnie rozbawiły podczas lektury, co chyba nie było zamiarem. Tworzysz czasem nieporadne zdania. Przydałby ci się ktoś, kto przeczytałby twój tekst przed publikacją, aby wyłapać takie kwiatki. Dobrym pomysłem jest też odłożenie lektury na kilka dni, aby podejść do niej na nowo. Lepiej jest dopracować jeden tekst niż wrzucać kilka opowiadań w przeciągu kilku dni. Z innych błędów liczby zapisujemy słownie. Generalnie udostępnij dokument do komentowania, aby ludzie mogli ci pomóc. Formatowanie nie jest tragiczne, jednak dialogi mają bardzo dziwny układ, brakuje justowania. Z innych rzeczy denerwuje mnie nazywanie poszczególnych partii tekstów rozdziałami. Dwie strony to nie jest zawartość, którą powinno się tak nazywać. Lepiej oddzielić takie fragmenty kropkami czy czymś innych względnie rozbudować wątki, aby dopieścić historie. No tak z dziesięć stron subiektywnie nazwałbym rozdziałem. Fabularnie niektóre pomysły nie są złe zarysowany konflikt między księżniczkami, wątek alicornizacji Celestii czy sam fakt, że Luna nie jest rodzoną siostrą naszej władczyni. Niestety to wszystko rozbija się o to, że klocki są źle dopasowane, a rozbudowane lore o Starswirla, rodziców jest mało rozbudowane i przedstawione w kilku suchych akapitach jest strasznie sztampowe. Trudno mi przeżyć śmierć tego króla Cosmo, skoro go przedstawiasz, a później ginie. Dlaczego ma mnie to obchodzić? Zamiast tego chciałbym przeczytać o tym jakim był władcą, jakie miał relacje ze swoją córką. Widziałbym tutaj konretne dialogi lub konkretną akcje zamiast wpisu rodem z encyklopedii. To jest mój największy zarzut, że świat który stworzyłaś jest dla mnie nienamacalny, a wystarczyłoby chociaż na kilka stron zarysować najważniejsze dla opowieści kwestie. Po drugie sam fakt, że Discord zabija jest zabiegiem strasznie słabym, bo to wybitnie nie pasuje do postaci, to duch chaosu nie morderca. Dodatkowo sam motyw że potwór idzie podbić krainę bo tak jest strasznie słaby. Dobrze jak antagonista ma jakiś konretniejszy powód niż, bo tak, bo jest zły i jest bucem. Wspominałem o tym, że Discord nie zabija. Gdyby to był jakiś przypadek przy potężnych zaklęciach czy coś, a nie wzmianka że zabijał, to nie ten typ postaci. Powyższy akapit jest kwinsestencją dlaczego tekst mi sie nie podobał. Akcja gna zbyt szybko. Z niego wynika, że po prostu stali i się oboje zakochali. To wszystko podane w jednym zdaniu. Ja rozumiem miłość i te sprawy, ale zostało to podane w taki sposób, że nawet najnaiwniejsza dziewczynka w to nie uwierzy. Pomijając fakt, że zakochanie się w kimś kto zrobił rozpierduchę i zabił władców krainy jest mi bardzo trudno uwierzyć, to gdybyś to chociaż umiejętnie rozegrała. Nie wiem, że Discord porwał Ceśkę i zadziałał syndrom sztokholski czy coś. W sumie ja to widzę świetny materiał na przedstawienie toksycznego związku. Pozbądź się Luny albo cie nie kocham, tu był spory potencjał, niestety zabrakło rozbudowania. Zwłaszcza że piszesz, że Ceśka lubiła Lunę, więc taka decyzja nie byłaby taka łatwa i niesie za sobą konretne rozterki natury moralnej. W sumie w dalszych akapitach próbujesz to robić, jednak brakuje w tym wszystkim prawdziwych emocji, bo piszesz bardziej streszczenie, a nie opowiadanie. Ogólnie dobrym motywem jest to opowiadanie historii dla Twi i proponujesz jakieś konsekwencje na obecny czas. O ile mogę zrozumieć księżniczki to w reakcje Mane 6 po prostu nie wierzę. Rozumiem autorytet Ceśki dla Twilight, jednak w zasadzie wszystkie przyjaciółki zaakceptowały Discorda, a Fluttershy z pewnością walczyłaby o niego do samego końca. Zamiast tego proponujesz takie ugadywanie się po za plecami. Może po prostu zabrakło w tym wszystkim samej reakcji Discorda i wspólnego rozwiązania problemu? Bo w tym momencie go mi najbardziej żal. Popatrz na to z tej perspektywy 1) Jest morderca 2) Skazujesz go na dożywocie 3) Wypuszczasz go za dobre sprawowanie 4) Koleś ogarnia się zawiązuje relacje, pracuje. Generalnie udało się go zresocjalizować. 5) Skazujesz go na śmierć. Trochę niesprawiedliwe prawda? Według mnie to było najgorsze w tym wszystkim. Zakończenie które nijak nie pasuje do serialu, mimo że jest niezgorszy twist z motywacją Luny. Sam debiut nie jest tragiczny, jednak brakuje ci szlifu w przedstawianiu wydarzeń, a w samej fabule brakuje spójności. Same nawet najlepsze pomysły to za mało na udane opowiadanie.1 point
Tablica liderów jest ustawiona na Warszawa/GMT+01:00
