Lyokoheros

Brony
  • Content count

    348
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

153 Great and Powerful Reputation

About Lyokoheros

  • Rank
    Forumowy Apologeta
  • Birthday 01/20/1996

Kontakt

  • Strona www
    kodlyokopowrotxany.bnx.pl
  • Skype
    tomaszyk.lubon
  • Discord ID
    Lyokoheros#4407

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Luboń
  • Zainteresowania
    Kod Lyoko, MLP, gry, szeroko pojęta fantastyka, pisarstwo
  • Ulubiona postać
    Sunset Shimmer, a także w pewnym stopniu większość postaci, ale pośród nich szczególnie Celestia.

Recent Profile Visitors

5,870 profile views
  1. Heh, a byłem już bliski przekonania, że wygram walkowerem... no niestety przez studia i inne takie nie miałem tyle czasu ile chciałbym poświecić na to opowiadanie (i nie udało mi się jakiejś dobrej nazwy na narkotyk podmieńców wymyślić, więc zostało mi prowizoryczne "changelium") - no i jest wyjątkowo krótkie jak na mnie... choć w sumie nie wiem do końca jak mógłbym je rozbudować i jestem z niego w miarę zadowolony... pisanie małej królewny Chrysalis było przezabawne Choć może jakbym miał więcej czasu byłoby więcej czasu na ekspozycję, a tak pewne tematy tylko musnąłem... W każdym razie zapraszam was na... "Dziedzictwo Królowej" [komedia][random][dark(no... tak trochę jakby)] Poznajcie przyczyny inwazji podmieńców na Canterlot i wrogości Chrysalis wobec Celestii, a także... tego dlaczego tak fatalnie odgrywała Cadance...
  2. Zbyt wrażliwy, cukierkowy... hm... ja nie odniosłęm takiego wrażenia, ale cóż, pomyślę jeszcze nad tym. Bo myślę, że na pewno jeszcze jakieś późniejsze poprawki będę do tego robił... ale nie teraz. Na pewno przed dodaniem dodatkowej "sceny", która de facto nie jest scena, a bardziej przejściem, pomostem miedzy akcją tego opowiadania, a późniejszą, główną historią z tego świata. Co do opisów... hm... cóż w kwestii ekspozycji zła raczej wyznaję zasadę minimalizmu - tak owszem, generalnie nazywać rzeczy po imieniu gdy to potrzebne, ale też nie poświęcać jego ekspozycji więcej niż to potrzebne. No choć moooże i trochę możnaby robudować te opisy. Co jednak masz na myśli przez tą otoczkę? Odczucia bohaterów, ich myśli? Bo generalnie scena pierwszej walki miała być też możliwie dynamiczna, a dynamizm i dużo opisów to jakby nie do końca ze sobą współgra. A Shining, to jakby krytycznie na niego nie patrzeć umie też stawiać niezłe tarcze ochronne, także ten coś więcej niż rzucać żoną umie... Nawet zakładając, że masz rację co do realnie istniejącej katolickiej inkwizycji... to już nijak jej nie masz w odniesieniu do niebiańskiej inkwizycji u harmonistów, więc... właściwie i tak jest błą poznawczy, tylko co najwyżej innej natury Hm... tak, faktycznie to by chyba mogło zadziałać... choć wiele przerabiania by było. Cóż, zasada może i ta sama, aczkolwiek w inkwizycji działa to niejako nieco mniej niż w wojsku jako takim. W dodatku hierarchia inkwizytorów jest niejako "obok" tej wojskowej, choć przy tak wysokiej randze Scarlet faktycznie wojskowi też niejako podlegają. Choooć w zasadzie to nie do końca, bo wojsko jest... cóż państwowe, Inkwizycja nie jest państwowa a kościelna. Faktem jest, że główną przełożoną Inkwizycji (jak i Zakonu Świtu) jest księżniczka Celestia (choć w tym kontekście to nad nią stoi jeszcze arcykapłan.) I tu dla niej Golden Wing był przede wszystkim kucykiem zasługującym na wyjaśnienia, a nie "niższym rangą". Niemniej jednak... tak może faktycznie sensowne byłoby przesuniecie tego na ich późniejsze spotkanie... choć z drugiej strony... wtedy tym bardziej byłoby tak wszystko na raz... hm.... dość ciężki orzech do zgryzienia... Cóż, ciężko byłoby, aby nie słyszał, bo istnienie inkwizycji jest czymś powszechnie znanym, a sami inkwizytorzy cieszą się w społeczeństwie wielkim szacunkiem (co zresztą nawet pośrednio wypowiedziami Golden Winga wskazałem). Więc zasadniczo... nie miałby formalnych podstaw by nie posłuchać. Poza jedna dość istotną... bez przynajmniej części wiedzy, którą mu pokazała, mógłby stwierdzić, że wampir w inkwizycji to herezja - kierując się mylnym wyobrażeniem o nich - i tym samym... oznaczałoby to, że nie jest jej winny żadnego posłuszeństwa, bo popadając w herezję inkwizytor niejako z automatu traci swe uprawnienia. Tylko, że oczywiście byłby to z jego strony sąd mylny... choć też oczywiście w zaistniałej sytuacji by takiego nie dokonał. Ale jest to hipotetyczna opcja. Tu mała dygresja światotwórcza odnośnie Inkwizycji i Rycerzy Świtu - pełnoprawni członkowie tych organizacji (po ukończonym szkoleniu i ślubach) wiedzą o istnieniu wampirów. I społeczeństwo nie wie o istnieniu wampirów są one niekiedy członkami inkwizycji. Zakonu Świtu już nie, gdyż jest to zakon rycerski powołany pierwotnie własnie do zwalczania istot nocy(powstał podczas Wojny Koszmaru)... i cóż ich wyposażenie również jest do tego przystosowane, wampirom więc... mogłoby zaszkodzić samo jego używanie. Ergo - praktycznie rzecz biorąc gdyby Golden Wing zrealizował swoje marzenie o dostaniu się do Zakonu Świtu... i tak dowiedziałby się tego co powiedziała mu Scarlet.
  3. Mieszana uczucia... zabawne, bo trochę podobnie mam z Twoim komentarzem. Ale przechodząc do meritum, to najpierw chciałbym byś nieco szerzej wyjaśnił tą kwestię "mniej naturalnego przychodzenia" cięższych tematów. W sumie na Discordzie wspomniałeś o 1) zbyt dobrych i empatycznych postaciach 2) wykazywaniu braków przez ciężki, przytłaczający klimat i mroczną atmosferę Pierwsze co prawda mam wrażenie, że bierze się trochę z tego iż w odróżnieniu ode mnie uważasz, że "cięższe tematy" wykluczają właśnie taki pozytywny obraz postaci, skupianie się na tym co w nich dobre... podczas gdy ja nie widzę w tym sprzeczności. Co więcej uważam, że właśnie dzieło jest lepszym, gdy będąc ciężkie, czasem wręcz mroczne/ponure oferuje takie prawdziwe "światełko w tunelu". Poniekąd jest to jedna z głównych idei, która stałą za kreacją tego uniwersum. Nawet jeśli jego społeczeństwo jest de facto szargane nie do końca uświadamianymi sobie sprzecznościami. Druga rzecz... no tu po prostu wydaje mi się to bardzo... niekonkretne. Czym są te braki, na czym polegają? Bo taki ogólnik jest dla mnie jako twórcy mało użyteczny. Jak już kiedyś mówiłem - w komentarzach lubię konkretność. Co do bohaterów... Cóż, faktycznie konstrukcję Golden Winga mógłbym chyba lepiej przeprowadzić. Będzie warto się nad tym pochylić, zwłaszcza, że w opowiadaniach z tego świata będzie się jeszcze pojawiał - choć raczej jako postać poboczna/epizodyczna. W każdym jednak razie... nie byłbym sobą, jakbym nie dopytał o szczegóły. Dlaczego sprawiał wrażenie miękkiego? Czemu wydawał się taki niewyszkolony i niepewny siebie (no kurcze, czy ktoś niepewny siebie bez broni ruszyłby na grupkę uzbrojonych kucy, która definitywnie nie miała pokojowych zamiarów?) dlaczego "nie pasował na żołnierza". No i nie powiedziałbym, że był miękki, był po prostu osobą wrażliwą... a od kiedy to bycie gwardzistą wyklucza wrażliwość? Serialowy Shining też był całkiem wrażliwy (wystarczy sobie choćby przypomnieć jak widziała go małą Twily) a przecież był kapitanem straży... Inna sprawa, że trochę z tyłu głowy miałem założenie, że na razie był ledwie początkującym gwardzistą, może nawet kadetem(choć raczej pod koniec szkolenia, niemniej jednak jest wspomniane, że celował w Zakon Świtu, czyli jednostkę bardzo elitarną, do której miał jeszcze daleką drogę), bo wciąż był całkiem młody... ale to jakoś za bardzo nie wybrzmiało, co chyba było błędem. Co do Scarlet Swort... ech tu widze trochę błąd poznawczy z Twojej strony. Nie, zdecydowanie "rysa bezwzględności" nie jest czymś co "powinno być widać" u takiej postaci. Nawet jeśli czynisz tu rozróżnienie miedzy bezwzględnością a okrucieństwem. Nie, takie przypadki były patologią, rzadko się zresztą pojawiającą i tępioną. Oczywiście pewna surowość czasem w razie konieczności była, ale surowość to nie to samo co bezwzględność. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć to "o kolejny stopień bardziej łagodne" (w ciągu okrucieństwo -> bezwzględność -> surowość). Podobnie jest z Niebiańską Inkwizycją u harmonistów. Scarlet w zasadzie jest tu właśnie idealnym przykładem inkwizytora - w razie potrzeby każe z pełną surowością, ale zawsze daje grzesznikowi szanse nawrócena. To własnie robi, co jest wprost wypełnianiem jej wiary - do stopnia, który możnaby nawet uznać za radykalny, więc nic dziwnego, że w pewien sposób to zaimponowało Goldenowi. Dobrze jednak, że nei masz zastrzeżeń do jej wyczynów bojowych - w końcu mówimy tu o potężnej czarodziejce z dużym doświadczeniem, która w dodatku jest wampirem i to dość wiekowym, a to daje sporego kopa do mocy. Nie takiego jak bycie alikornem naturalnie, nawet bardzo wiekowe wampiry nie mają startu do alikornów... przynajmniej normalnie... Co do podejścia... hm... zacznijmy od tego "za dużo, za szybko, za wiele na raz"... Cóż, trochę fakt, to przedstawianie przez nia świata nocy, wprowadanie do niego Golden Winga, a razem z nim i czytelnika będące jednym z trzech głównych punktów opowiadania (obok spotkania i całej sytuacji wokół poczęcia Sunset) to ten element, o który niejako najbardziej się obawiałem. Dopracowując a nawet już pisząc sam siebie trochę pytałem "czy aby nie przeładowuję tej części dialogami?", a skoro ja sam takie wrażenie zacząłem odnosić - a wiem, że mam nieco skłonności do robienia przegadanych rozdziałów - to chyba coś w tym musiało być... ale z drugiej jednak strony niespecjalnie widziałem sposób jakby to przeprowadzić, zwłaszcza, że tą cała historię jednak nie tak łatwo byłoby porcjować na wiele kolejnych spotkań, a przecież zakres który wprost opisałem nie jest całością. No i właśnie, gdy przed publikacją dałem to paru osobom do przeczytania, z czego dwie wprost wypytywałem o kwestię tego przesycenia dialogami... obydwie powiedziały, że w ich odczuciu jest w porządku, więc zostawiłem jak jest. W dodatku gdybym chiał to rozciągnąć to mam wrażenie, że mogłyby się z tego zrobić dłużyzny i opowiadanie by się mogło całkowicie niepotrzebnie przekształcić w krótszy wielorozdziałowiec. A tymczasem niejako głównym zamysłem było przekrojowe ukazanie znajomości Scarlet i Goldena. No i właśnie w kwestii tego, że w ogóle mu o tym mówiła... To jest bardzo płytkie patrzenie - choć może i po części zawinione przez to, że pewnych rzeczy nie nakreśliłem dostatecznie jasno. W kaźdym jednak razie już na początku masz tu dość fałszywe uproszczenie. Jasne, Scarlet nie znała Goldena, był dla niej w sumie przypadkowym kucem... ale też kucem, który wykazał się odwagą i jakbyśmy dziś powiedzieli "obywatelską postawą", stanął w obronie niewinnej. Tym samym dając Scarlet dość czasu by dotrzeć na miejsce, zanim do czegoś doszło. W realny sposób jej pomógł. Nawet jeśli potem to ona praktycznie wszystko zrobiła i... możnaby rzec, że go uratowała, ale... czy można powiedzieć, że bez jej interwencji Golden Wing by sobie nie poradził? Niekoniecznie. O ile nie bawiłem się specjalnie w snucie alternatywnych wersji wydarzeń, to jak najbardziej mógłby dać radę przerwać okrąg napastników i uciec z młodą Twilight Velvet. A wtedy znaleźć jakiś posterunek lub zgubić pogoń. O ile by była, bo równie dobrze te kuce mogłyby odpuścić i poszukać łatwiejszej ofiary. Jednocześnie dochodzi inny aspekt. Wampiry są w zasadzie bardzo samotne - nie bez powodu Scarlet mówiła o byciu wampirem jako o "klątwie". Wampiry są uznawana za mit, a w tych mitach są krwiożerczymi potworami. I spodziewała się, że właśnie tak Golden Wing będzie ją widział - szczególnie po tym jak na jego oczach posiliła się świeżą krwią. Nic więc dziwnego, że kompletnie przeciwna do tego reakcja ogiera - w której więcej było zachwytu niż strachu czy obrzydzenia - wywołała u niej pewną sympatię do tego młodzieniaszka. No dobra, przy wampirze o jej wieku każdy śmiertelny kucyk byłby młodzieniaszkiem. To dlaczego mówi sama też zresztą wyjaśniła: Wzbudził jej zaufanie, w dodatku chcąc nie chcąc i tak już poznał część prawdy. Więc lepiej było by znał ja całą niż tyko część. Co też pozwalałoby mu lepiej uświadomić sobie dlaczego jednak warto zachować to w sekrecie. Czy ryzykowała? Tak, jasne że tak. Ale cóż innego miała zrobić? Zostawić go bez pełniejszej wiedzy, by zaczął o tym rozpowiadać i pewnie siać panikę? Przecież nie mogłaby tak po prostu go zabić dla zachowania sekretu. A nawet jeśli to byłaby to ostateczność, której wolała uniknąć. Zwłaszcza że jak mówiłem zaczęła czuć pewną sympatię do tego nieznajomego, które potem z czasem przerodziła się w coś znacznie głębszego. Zresztą... hipotetyczne ewentualne późniejsze wytropienie go i usunięcie (jeśli założyć, że byłaby wstanie się do tego zmusić...) nie byłoby dla niej aż tak trudna, więc czy aby na pewno aż tak ryzykowała? A w ten sposób mogła po raz pierwszy od bardzo dawna otwarcie, bez sekretów i kłamstw pomówić ze zwykłym kucykiem. Co w dość naturalny sposób było dla niej kuszącą perspektywą. Celestia się nie liczy, to je królowa i w ogóle, poza tym alikorn więc kompletnie inny typ relacji. Co do światotworzenia, cóż, jednym z pobocznych celów tekstu było właśnie ukazanie tego świata - nie bez powodu zdecydowałem się na taką a nie inną fabułę, nie bez powodu mamy tu kucyka poznającego "świat nocy". Choć muszę uczciwie przyznać, że nie jest ono w pełni autorskie. Jak pisałem świat bazuje na komiksie "Adaptująca się do nocy", który posiada też całkiem pokaźnych rozmiarów przewodnik po świecie. Stamtąd pochodzi choćby Wojna Koszmaru - która jest w skrócie... rozszerzoną wersją kryzysu Nightmare Moon - czystka wampirów urządzona przez odstępców Zakonu Świtu oraz traktat i główny rys historii tego jak Celestia zostałą królową wampirów oraz czym jest blooddyzm i harmonizm. Od siebie dodałem choćby kwestię uwięzienia Vorne'a przez Clovera Sprytnego, samą instytucję inkwizycji, szczegóły tego czym jest harmonizm (dość alternatywne względem tego co ostatecznie było w komiksie, za to bardziej zgodne z wrażeniem, jakie na początku sprawiał) czy blooddyzm... albo pewne szczegóły współczesnych uwarunkowań społecznych, choć w nich też pobrzmiewają echa tego co mieliśmy w komiksie... Co do owej "charakterystyki antagonistów"... hm... nie nie do końca bym tak to nazwał. Bo to opowiadanie nawet ścisłych antagonistów nie ma, ot jedynie takich "epizodycznych antagonistów zbiorowych", będących jedynie reprezentacją pewnych grup kucy przejawiających takie a nie inne zachowania. To co mieliśmy na początku jest raczej nakreśleniem pewnych tendencji, które zaczęły się - nie ma co ukrywać, że nie same z siebie ich źródła uważny czytelnik dostrzeże w samym tekście - pojawiać w społeczeństwie. Obserwacja pewnych tendencji nie jest tym samym czym generalizowanie. Czy każdy podążający za tymi hasłami to degenerat? Tak, bo wszystkie te hasła są symptomem pewnego moralnego zepsucia. A już tymbardziej oczami bohatera tak jest. Jakby nie patrzeć ład społeczny Equestrii w tym świecie opiera się właśnie na harmonizmie i jego moralności. Wszystkie te hasła mają mocno wywrotowy charakter, atakują właściwie same podstawy equestriańskiego społeczeństwa - nawet jeśli część w sposób zamaskowany - nic więc dziwnego że budzą zdecydowany opór większości społeczeństwa. Oczywiście nie ma tu wprost mowy o takich rzeczach jak "społeczne trendy" itd, bo też opowiadanie jest głównie z perspektywy Golden Winga, który nie jest socjologiem ani filozofem, raczej prostym kucykiem. Który owszem dostrzega pewne problemu, ale niekoniecznie będzie wszystko wachowo umiał nazwać i posługiwać się terminami pokroju "trendy społeczne". Nie, rzeczywistość jest tu ukazana oczami "zwykłego kucyka", a nie specjalisty. Niemniej jednak pojęcie degenerata nie jest binarne, moralna degeneracja osoby może mieć różny stopień - może się na takich wywrotowych hasłach nawet kończyć (bo np dany ktoś i tak może nie przejawiać skłonności do pełnego ich realizowania, ale po prostu "nie widzi w tym nic złego i nie chce by było zabraniane"), może też na wprowadzaniu ich jedynie w ramach własnej wolności... ale może i pójść dalej. Tak jak zrobiły to spotkane przez Golden Winga i Scarlet Sword kuce. Jest tu oczywiście ukazene, że odrzucanie moralności czy rozluźnianie obyczajów są czynnikami, które mogą do takich działań popchnąć, że mogą one uczynić z kucyka potwora... ale nie ma twierdzenia, że zawsze zajdzie to tak daleko. Choć oczywiście nie musi zajść tak daleko by to było złe. W końcu same przesuwanie granic tego co jest akceptowalne łatwo może prowadzić do dalszego i dalszego ich przesuwania...
  4. No na pewno mój brat I weź Ty człowieku zacznij dodawać linki do rozdziału także w poście, w którym o tym informujesz. To dla czytelnika znacznie wygodniejsze niż potrzeba sięgania do pierwszego posta. (A wiesz, ludzie jednak mają skłonność do lenistwa i taką rzecz jak link do opowiadania lepiej im podać na tacy niż oczekiwać dokopania się.) Ale dobra, poza tym jednym komentarzem sprzed ponad roku nic tu nie napisałem, a opowiadanie zdecydowanie zasługuje na uwagę. Bo historia jest bardzo obiecująca - jak i sam autor, choć często mam do rozdziałówwiele do poprawek, a i tak pewnie po moich poprawkach tekst nie jest doskonały, bo co tu kryć, są w fandomie lepsi korektorzy ode mnie. Aha i w tym punkcie muszę coś zaznaczyć, dla wszystkich, których tag [crossover] mógł nieco zniechęcić czy napełnić sceptycyzmem. Sam czytałem "Felixa, Neta i Nikę" (ta właśnie seria jest tu wykorzystywana) ale... zasadniczo nie wydaje mi się, by jej nieznajomość mogła tu wiele przeszkodzić. Ba, ośmielę się postawić tezę, że póki co elementy wzięte z tej serii stanowią bardziej nawiązania, wiedza o niej nie jest potrzebna do zrozumienia fabuły - przynajmniej póki, co choć autor planuje używać rzeczy z dalszych tomów, niż te do których ja przeczytałem, ale... wydaje mi się, że nawet elementy stamtąd wzięte wciąż działają gdy są dla czytelnika czymś nowym. Innymi słowy - tu nie ma co się bać tagu [crossover]. Tagu [TCB] też nie musicie się bać, póki co w tym nic TCBowatego nie widać... i średnio zapowiada się na odmianę. Co - mimo iż byłoby niewypełnieniem deklaracji autora z pierwszego posta w temacie - w sumie mnie cieszy. Ale przejdźmy do samej treści(tylko uwaga będą spoilery! ...nawet jeśli w większości jedynie dość ogólne)... jak dotąd wiele zdążyło się wydarzyć, co prawda wciąż niektóre wątki są dla mnie lekko dziwne i w niektórych sprawach można odnieść wrażenie bycia rzucanym na głęboką wodę... ale generalnie w taki dobry sposób - dostajemy niepełne informacje o świecie i mocno widać, że są niepełne, a jednocześnie to w większym stopniu podsyca ciekawość niż wprawia w jakieś zagubienie (gdyby tylko rozdziały wychodziły częściej... choć w tym momencie pewnie niektórzy mogliby mnie uznać za hipokrytę...). Kreacje postaci niby jakoś specjalnie się nie wyróżniają, ale powiedziałbym, że spełniają swoje zadanie. Poznajemy je wszystkie póki co dość pobieżnie, ale ani do nowych ani serialowych nie mam specjalnych zastrzeżeń. Nie mówię, że koniecznie we wszystkich wypadkach jest idealnie, ale raczej nie ma czegoś co by mocno raziło. W tym aspekcie mamy ty też dwie warte odnotowania rzeczy - postacie owych kryształowych doradców i męskie alikorny. Tego drugiego zawsze mocno mi brakowało w serialu, więc zawsze męskie alikorny są dla mnie na plus (przecz z żeńskim seksizmem!). W dodatku - choć w dość oczywisty sposób nie posiadamy jeszcze pełnego obrazu nie wydają się one na siłę(a to jest główne zagrożenie przy takich postaciach), są dobrze wkomponowane w fabułę, nawet jeśli na początku wygląda to jakby pojawiły się znikąd, mają swoje miejsce w świecie, a nawet całkiem przekonujące połączenie z Królewskimi Siostrami. I Cadance... co prawda do takich założeń w kwestii jej rodziny jestem raczej sceptyczny, ale cóż póki co nie mam problemów z tym by jednak to zaakceptować jako część specyficznej wizji alikornów w tym uniwersum. No i jeszcze jedna kwestia - Sunset i Karol/Crystal... naprawdę bardzo podoba mi się jak zostało tu zarysowana miedzy nimi ta nić porozumienia, jako "kucy, które były ludźmi" (kto czytał ten wie o co chodzi). Nie sądziłem, że to powiem, ale... chyba po raz pierwszy zaczynam Sunsetkę z kimś shippować. Tylko jak ten ship nazwać? Suntal? Cryset? Sunrol? Bo "Kaset" to raczej odpada... I... tu wejdę już w parę szczególików z 7 rozdziału Tekst Remembrancera (w sumie coraz bardziej lubię te postać, choć jego bliźniaczka złapała w tym rozdziale sporego minusa, oby się jeszcze zrehabilitowała) Kompletnie mnie rozwalił. No i co się bezpośrednio z tym wiąże bardzo podobała mi się scena, w której Karol pomagał naprawić zepsuty portal i wdzięczność Sunsetki. Oraz ogólnie ten "informatyczno-algorytmiczny" stosunek do magii. W dodatku... wiele rzeczy przywodziło mi na myśl Kod Lyoko. Chociażby to jego analizowanie zaklęć, w sposób przywodzący na myśl interfejs z wież w Lyoko czy Kartaginy... no i ten sen Karola... w głowie od razu pojawiło mi się podróżowanie wieżami w Lyoko... czyli to: No i jeszcze jeden aspekt, który mocno przykuł moją uwagę: No genialne Po raz kolejny widzę podobne założenia w kwestii Starlight - cóż wielkie umysły myślą podobnie, jak to mówią - bo to jest oczywiste, że odnosił się do tego całego ambarasu jaki Starlight zrobiła w "Znaczkach raz jeszcze". Jednym słowem polecam każdemu, czyta się lekko i przyjemnie, a fabuła faktycznie wciąga i chce się wejść głębiej w ten świat. Forma może i idealna nie jest, ale moim zdaniem fabuła to nadrabia, a ona jest zdecydowanie ważniejsza. PS. W czwartek (30 maja) o 17.00 planuje czytać to na kąciku lektorskim Bronies Corner, zaczynając od prologu(raz już niby czytałem ale słabo wyszło i musiałem w środku rozdziału przerwać... no i trochę jednak od tego minęło, a teraz tak bardziej regularnie bym to chciał robić).
  5. Dziś (no właściwie już wczoraj) na forum pojawiło się moje drugie opowiadanko (chronologicznie to pierwsze... jestem miszczę chronologii, nie?) z "Wampirzej Equestrii" (po "Moja opiekunka jest wampirem") o jakże poetyckim tytule "Krwawy Diament", zabierające nas jakieś 30 lat przed wydarzenia z początku serialu... wydarzenia, które doprowadziły do narodzin Sunset, więc w sumie to polecane dla jej fanów. Ale jest to "ciut" cięższe niż poprzednie opowiadanie w tym uniwersum, więc osobom młodszym czy wybitnie wrażliwym to tak niekoniecznie polecam. 

    Skomciane już zresztą przez Dolara (do którego to komentarza mam nadzieję odniosę się jeszcze dziś, ewentualnie jutro) i zatwierdzono, że nadal klasyfikuje się do głównego, więc spokojnie, jakiejś wielkiej masakry nie będzie. Tylko parę ściętych głów i... cóż ślady pewnych mało przyjemnych zdarzeń, że tak to efemistycznie ujmę.

    PS. Jeśli chodzi o moje "główne dzieła" czyli NMS i KE to niestety nie mogę powiedzieć nic pewnego, ale nie obawiajcie się, pracuje nad tym, tylko... studia zostawiają mi ku temu znacznie mniej czasu niż bym chciał. To samo w sumie tyczy się innych pomniejszych opowiadań i tłumaczenia Sinsów... oraz ogólnie pracy w Archiwach, ale chyba niedługo coś będziemy w stanie opublikować:aj5:

  6. [W sumie to nie wiem czy na pewno to opowiadanie kwalifikuje się do tego działu, może nawet przeszłoby w ogólnym... w każdym razie małe ostrzeżenia co do treści:] Drugie (po "Moja opiekunka jest wapirem!") opowiadanie z "wampirzej "Equestrii"(inspirowanym serią komiksów "Dostosowując się do nocy"("Adoptning to Night"), wszystko oczywiście za zgodą jej autora), tym razem już nie takie lekkie... będzie nieco cięższych, czasem brutalnych momentów... ale nie zabraknie i takich budujących, pozytywnych momentów - no bo w końcu nie byłbym sobą, gdyby takich nie było. O czym to ono jest? Cóż zabiorę was dalej w przeszłość, jakieś 30 lat przed akcją serialu, tym razem jednak nie będzie tak milusio jak poprzednim razem, bo na ten świat będziemy patrzeć nie przez oczy małej Twily, ale dwóch dorosłych kucyków. Kucyków z zupełnie innych światów, których pewnej nocy połączą bardzo nietypowe okoliczności... Jest to możnaby rzec historia niezwykłej miłości (nawet jeśli nie do końca na niej skupia się opowiadanie, a na kilku kluczowych momentach życia głównych bohaterów...) oraz o tym... jak w tym świecie przyszła na świat pewna klacz, która odegra w nim jeszcze niebagatelną rolę... No i [uwaga spoiler] A więc bez dalszych wstępów zapraszam was byście przeczytali... "Krwawy Diament" Opowiadanie spokojnie możecie czytać samodzielnie, stanowi też swego rodzaju wprowadzenie do świata wampirzej Equestrii, którego specyfikę poznacie oczami jednego z bohaterów: Golden Winga. (Tu mogę dodać, że mój znajomy, który właściwie nie zna kucyków je czytał i nie miał problemu z odnalezieniem się w nim oraz całkiem mu się podobało.) korekta: Midday Shine Przenoszę do działu ogólnego~Dolar84
  7. Znajomość języka nie ma tu nic do rzeczy. Dzieło w obcym języku nigdy nie będzie tym samym, ani nie będzie tak cieszyć jak dzieło w języku ojczystym. Zresztą widzę, że - choć tak bardzo starałem się podkreślić o co mi chodzi! - nie przeczytałaś ze zrozumieniem tego co napisałaś (ewentualnie celowo ignorujesz część informacji) - nie mam nic przeciwko docieraniu do większej liczby osób i tworzenia dzieła także po angielsku. Ale utworzenie dzieła także po angielsku, a nie stworzenie jego polskiej wersji - co jak mówiłem w wypadku komiksów tworzonych cyfrowo jest rzeczą trywialną (wyłączając może przypadki gdy np autor używa piosenek) - to są dwie zupełnie różne sprawy i ta druga zawiera już w sobie pierwiastek samowynarodowienia i lekceważenia własnego narodu.
  8. Wiesz, mnie z kolei akurat zniesmacza postawa pani kapitan. No bo naprawdę, jak można być Polakiem (tudzież członkiem jakiegokolwiek narodu nieanglojęzycznego) i tworzyć materiały tylko* po angielsku? Serio myślenie tylko o rozgłosie, ale o swoich rodakach już nie napawa mnie obrzydzeniem. (*nie chodzi mi o same tworzenie materiałów po angielsku, ale o nie tworzenie wersji w języku ojczystym, tak dla jasności, jakby ktoś tego nie ogarnął) Gdy to jest rysowane ręcznie to jeszcze okej, sytuacja jest inna, bo to faktycznie podwajałoby potrzebną pracę - więc powiedzmy, że wtedy stworzenie samej wersji angielskiej jest zrozumiałe i jako tako usprawiedliwione, choć we mnie i tak budzi niesmak - ale gdy ktoś tworzy to na kompie, czy ogólnie w programie graficznym no to serio, dodanie altarnatywnej wersji językowej (na którą przecież nawet nie musi tłumaczyć bo to jego język, z tłumaczeniem to paradoksalnie bardziej przy tworzeniu anglojęzycznego oryginału mamy do czynienia) to praktycznie zerowy wysiłek. Porównywalny ze zwykłymi pisaniem posta na forum czy na czacie... Sam też w sumie ubolewam, że tak mało jest kucowych komiksów po polsku... a szkoda, bo w ogólności istnieje przynajmniej kilka naprawdę świetnych serii. Na szczęście w Królewskich Archiwach Canterlotu dość sporo komiksów tłumaczymy (no dobra ostatnio od dłuższego czasu nic nie opublikowaliśmy, ale to się względnie niedługo powinno zmienić...) - poza masą jednostrzałowców mamy też serie - dwie dłuższe (jeszcze nie zakończone, w tym do jednej rozdział specjalny) oraz dwie krótsze (obie zakończone). Wszystko na naszej grupie na deviantarcie łącznie ponad 170 stron komiksów (przy czym niektóre z tych stron potrafią mieć rozmiar kilkunastu zwykłych...)
  9. Jak to możliwe, że nie było tu jeszcze najlepszej kreskówki wszechczasów?! Cóż, czas to naprawić i dać co nieco z Kod Lyoko! No i inna świetna produkcja, której niestety zabrakło, czyli... Digimony! Kilka moich ulubieńców: No i tak trochę z Digimonów, a tak trochę z Fairy Taila... No i po prostu Fairy Tail I nieco z jeszcze jednej świetnej serii, czyli "W pułapce czasu" I z jeszcze jednej: "Huntk: Łowcy Tajemnic"
  10. Hehe, cóż tutaj Kartagina jest właśnie takim odpowiednikiem Iluminatów(istnieje w tym świecie zamiast Iluminatów). Choć Custodes Romae są w całości moim pomysłem A czy ten zbieg okoliczności - obaj bracia Belpois należą do tej organizacji - jest taki dziwny... cóż nie do końca, bo: 1. Są braćmi - więc jeden mógł wciągnąć drugiego 2. Dominique jest jej kapelanem, czyli w zasadzie jest dość wysoko postawiony, Michel natomiast jest zwykłym członkiem. 3. Jest to organizacja dość w tym świecie powszechna i o szerokim spektrum - skupia wszelkie osoby, którym drogie są wartości cywilizacji łacińskiej i chcą jej bronić. W dodatku pomimo iż organizacja zasadniczo ściśle współpracuje z Kościołem, to jak najbardziej należeć mogą do niej osoby niebędące katolikami (bo z tego, że drogie są im cywilizacji łacińskiej już wynika, że nie będą wrogie, a raczej przyjazne Kościołowi). Nie jest w żaden sposób tajna, stara się w miarę możliwości demaskować Kartaginę... ale oczywiście w jej realność mało kto wieży i nie jest to nawet wybitnie głośny temat. (Stąd Jeremie wcale nie musiał wcześniej skojarzyć "Kartaginy" jako organizacji.) A że walczą z Kartaginą... cóż będąc odpowiednikiem Iluminatów Kartagina jest śmiertelnym wrogiem cywilizacji łacińskiej, więc w sposób naturalny broniąc niej walczą z Kartaginą. Biorąc pod uwagę wprowadzenie Custodes Romae do fabuły to fakt walki z Kartaginą był tego naturalną konsekwencją (już ich nieco niedookreślony pierwowzór z Kod Lyoko budził we mnie pewne skojarzenia z iluminatami/masonerią... w dodatku mamy tu analogię to historycznego antagonizmu: Rzym-Kartagina) - więc sam fakt tej walki nie do końca nawet można nazwać zbiegiem okoliczności. Zresztą Custodes Romae istniało już przed ujawnieniem się Kartaginy (w końcu podobnie do masonerii istniała oficjalnie - już od rewolucji antyfrancuskiej - ale oczywiście oficjalnie podawane cele nie były do końca tymi prawdziwymi) bo zostało założone... przez samego papieża podczas soboru trydenckiego. A przynajmniej tak sobie obecnie zakładam, bo w sumie nie wiem czy w ogóle w samą historię Custodes Romae będę tak daleko wchodził. No i to, że obaj bracia są w takiej właśnie organizacji jest też po prostu wyrazem, że mówiąc: Michel miał 100% rację Poza tym cóż... nie takie rzeczy widziałem... i tu uwaga spoiler z serii "Kroniki Kodu Lyoko"("Podziemny Zamek", "Bezimienne Miasto", "Powrót Feniksa" i "Armia Nicości") Co do udziału Sunset... fakt, może w tym rozdziale jej aż tak wiele nie było (aczkolwiek nie była to też jaka bardzo mała ilość, nie przesadzajmy) w dodatku i te wydarzenia, w których nie brała udziału mają z nią o tyle ścisły związek, że będą w pewnym sensie decydujące dla jej przyszłości w tym świecie. A rzeczy takie jak przebłyski wspomnień z Equestrii faktycznie mam w planach, w różnych formach, niekoniecznie snów. Aczkolwiek wchodzenie w jej przemyślenia... cóż przez większość czasu raczej przyjmuję dość zewnętrzną narrację, w dodatku... obawiam się, że nie umiałbym w wiarygodny sposób przedstawić myśli czterolatki (nawet tak inteligentnej jak Sunset) - więc z tym myślę będę raczej musiał poczekać, aż będzie nieco starsza. I obawiam się, że kolejny rozdział nie da rady być w 1000% o Sunset... bo musiałoby o niej być 10 krotnie więcej niż cała długość rozdziału. No i kolejny rozdział będzie miał też niejako domknąć sprawy poruszone w tym i poprzednim rozdziale, więc nie będzie tak 100% o Sunsetce (przynajmniej wprost) - ale myślę, że będzie jej dużo. Obecnie napisane 3 strony są niemalże wyłącznie o niej.
  11. Heh, jednak mam większą konkurencję niż myślałem wczoraj zaglądając do tematu... i prawdę powiedziawszy tak wyszło, że dopiero wtedy się zabrałem za opowiadanie, choć już od dawna miałem to w planach. Więc pewnie trochę niedorobione, będzie, ale mam nadzieję, że jednak da się to czytać. W sumie z tagami też nie wiem czy dobrze dobrałem, ale co tam... Zapraszam was do zamierzchłych czasów II Królestwa Equestrii, do historii o zebrzej królowej Idube, którą od 295 roku po Wojnie Tysiącletniej pierwszą zapamiętano jako Królowa na uchodźstwie [slice of life][political][tragedy] Jako, że historia jest częścią Lyokoverse, to niektóre imiona mogą być wam już znane... ale jak nie czytaliście nic z Lyokoverse to nie obawiajcie się - historia jest jak najbardziej samodzielna i nie wymaga znajomości innych utworów do zrozumienia, ba jest nawet chronologicznie najwcześniejsza ze wszystkich opublikowanych historii tego uniwersum. No nie licząc miniaturki "Ucieczka królowej Idube", ale nie ma w niej specjalnie niczego, co by tu nie było powiedziane. (Wiem, że jest już pół godziny po czasie, ale niestety przed północą mi komputer zaczął szwankować, a chciałem jeszcze choć minimalną automatyczną korektę zrobić, by w miarę dało się to czytać...)
  12. Wesołego alleluja! 

     

    Wiem, że pewnie spodziewaliście się do tego czasu paru nowych rozdziałów ode mnie... ale niestety rzeczywistość zweryfikowała moje plany...

    Ale przynajmniej wczoraj w nocy opublikowałem 9 rozdział "Naszej Małej Sunset".

    No i po drodze udało mi się coś napisać na konkurs na Bronies Corner, a teraz kończe zebrofika na konkurs Cahan... więc niedługo będzie nieco nowych rzeczy, zwłaszcza, że zaraz po świętach długi weekend...

     

    Ale na razie po prostu życzę wam wszystkim z okazji tych świąt wielu  łask Bożych i zakończę posta dobrym staropolskim szczęść Boże! 

  13. Stęskniliście się za mała Sunset i jej nowymi ludzkimi rodzicami? Jeśli tak nie musicie dłużej tęsknić, bo w tę wielką noc przybywa do was kolejny rozdział a z nim Stryjek Dominique, odwiedzający rodzinę Belpois. A wraz z jego wizytą wyjdzie też na jaw parę nowych faktów... Sam rozdział zatytułowany "Wizyta Stryjka" znajdziecie tu.
  14. No nareszcie udało mi się zamknąć sprawy minionego semestru, a to znaczy... 

    Że mogę powracać do pisania i tłumaczenia! 

    W końcu "Past Sins", "Kod Equestria" i "Nasza Mała Sunset" już stanowczo za długo czekają... nie mówiąc o paru obiecanych korektach i innych opowiadankach, nad którymi pracuje... w dodatku przez ten czas do głowy przyszło mi kilka nowych... więc w tydzień-dwa pewnie ujrzycie jakieś nowe efekty mojej pracy ^^

    1. Myhell

      Myhell

      Tak z ciekawości, co studiujesz?

    2. Lyokoheros

      Lyokoheros

      Informatykę na Politechnice Poznańskiej.

  15. Czuję się zaszczycony. Mam nadzieję, że będziesz mógł powiedzieć to samo gdy wypuścimy i nasze tłumaczenie Past Sins. Oczywiście to zdecydowanie nie jest wyłącznie moja zasługa - bez Midday Shine czy samego Prane'a efekt na pewno nie był by tak dobry. No a tytuł był nie tyle ukryty co wkomponowany w opis Choć faktycznie wypadałoby go wyeksponować razem z osobami pracującymi nad tekstem. No i moim zdaniem "woźny Discord" to przezabawny motyw. Zwłaszcza biorąc pod uwagę sugestie dotyczące jego kanciapy.