Lyokoheros

Brony
  • Content Count

    362
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

159 Great and Powerful Reputation

About Lyokoheros

  • Rank
    Forumowy Apologeta
  • Birthday 01/20/1996

Kontakt

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Luboń
  • Zainteresowania
    Kod Lyoko, MLP, gry, szeroko pojęta fantastyka, pisarstwo
  • Ulubiona postać
    Sunset Shimmer, a także w pewnym stopniu większość postaci, ale pośród nich szczególnie Celestia.

Recent Profile Visitors

6,053 profile views
  1. Cóż na samym początku zacznę od tego, że mocno Ci dziękuję za ten komentarz, @Hoffman... ale też przepraszam, że od razu na niego w całości nie odpowiem. Odniosę się tylko szybko do paru rzeczy i powiem, że generalnie był on bardzo pomocny - choć na pewno będę chciał sprecyzowania niektórych uwag. Co się zaś tyczy przeskoków czasowych to jeszcze ich za bardzo nie było - jedynie takie o jakieś góra kilkanaście dni (pomiędzy znalezieniem Sunset a końcem roku szkolnego) - faktycznie będę musiał się jeszcze raz pochylić nad kwestią jej słownictwa. Przeskoki w dużej mierze nas jeszcze czekają. W kwestii ilości Sunset... cóż poniekąd trochę takie założenie było, by stopniowo było jej coraz więcej. No i po części nad niektórymi rozwiązaniami już myślałem, część z tego co zaproponowałeś nie była też póki co do końca możliwa... ale to jeszcze rozwinę. No i co do idylli... po części o to chodzi - o swego rodzaju kontemplacje życia Sunsetki w rodzinie Belpois... aczkolwiek owszem, problemy się pojawią, z tym, że... cóż kolejny rozdział ich jeszcze nie przyniesie - nazwa "Konfrontacja" jest nieaktualna, bo generalnie to co przed tytułową konfrontacją się wydarzyło rozrosło się do całego rozdziału... w którym jest dużo Sunsetki. Jak to będzie później z tą samą tytułową konfrontacją... cóż czas pokaże. Generalnie jednak pojawią się pewne bardziej napięte momenty... w sumie nawet w związku z tym komentarzem postanowiłem trochę rozbudować przyszłe wydarzenia, konkretnie to zmieniła się koncepcja paru następnych rozdziałów (to co w nich pierwotnie miało być przesunie się trochę dalej, będą po drodze dodane pewne nowe wątki). Dlatego pewnie kolejne rozdziały nie pojawią się tak szybko (wiem, już wcześniej była przerwa, ale to z innych powodów) No i choć to już mówiłem na Discordzie, to warto myśle i tu to przywołać, by uniknąć pomyłek u innych osób. Chodzi o to, że Hoffman popełnił tu pewien dość znaczący błąd(aczkolwiek kraj pochodzenia serii podał poprawnie). Nasza Mała Sunset nie jest częścią ani Lyokoverse (to twory zupełnie odrębne, choć oczywiście pewne podobieństwa wystąpić mogą) ani Powrotu Xany(w którym w sumie nie ma nic kucykowego... no poza małym subtelnym nawiązaniem do KE - Odd mówiący, że raz śniło mu się, że wszyscy zmienili się w kolorowe kucyki. Ale nie skończył nawet tego zdania mówić, więc określenie "kolorowe kucyki" nawet nie padło. No i jest tam parę innych nawiązań wśród drugoplanowych postaci, ale to już w ogóle osobna kwestia). Zresztą kreacje niektórych postaci są w tych utworach mocno różne (np Jeremiego... w wersji z Powrotu Xany w sumie mocno pojechałem mu po inteligencji jego kreacją...). Generalnie tu małe rozjaśnienie odnośnie tego jak się NMS do Lyokoverse: (Aha i jeszcze coś o czym zapomniałem Ci wcześniej napisać imię Yumi jest właściwie nieodmienne - a przynajmniej takie było w serialu i tego zamierzam się trzymać) A dlaczego od razu na wszystko nie odpowiem? Bo przede wszystkim chciałem opublikować nowy rozdział! Znajdziecie go tu, oraz na mojej stronie. Nosi on tytuł "Oczekiwanie", a w nim...
  2. Wciąż nie było żadnych nowych komentarzy, nawet podczas komentarzowego konkursu z Klubu...? No cóż, bywa i tak. Niemniej jednak piszę tego posta by użalać się nad brakiem atencji, a by ogłosić, że - wreszcie - opublikowałem kolejny rozdział! Rozdział, na który pewnie wielu czekało, w którym wydarzy się coś na co bez wątpienia spora część fandomu od dawna czekała... pojednanie Sunset i Celestii! Jego tytuł to "Spotkanie po latach", a znajdziecie go tu, oraz na mojej stronie. A co jeszcze was w nim czeka? W kolejnym rozdziale będzie nieco więcej akcji... i powinien pojawić się znacznie szybciej. Dodam też, że udało mi się uzyskać od Hoffmana pewną pomoc w zakresie poprawy tych już napisanych rozdziałów... a i na bitwie fików - choć niestety odpadłem - dostałem parę wartościowych uwag.
  3. Myślałem , że to oczywiste. Błędem było oczywiście to, że dopiero teraz sięgnąłem po to opowiadanie. A poznać Twoją wersję historii Sunsetki? Bardzo chętnie!
  4. Królewną właśnie już byłą. Od urodzenia zresztą. Królową to jeszcze nie była No i serio współczuć Chrysalis, która już wtedy zasadniczo nie różniła się wiele od swej dorosłej wersji? Chrysalis nie zachowuje się jak dziecko, a właśnie jak bezduszny tyran, którym ją poznaliśmy. Naprawdę aż brak mi słów... i jeszcze dziecko chcące zabijać uznać za naturalne... przerażasz mnie... Fakt faktem, że dla podmieńców niby to jest w pewien sposób naturalne, bo to jest niestety trochę "spaczona" rasa, ale i tak. I drobne uściślenie. Chrysalis jako niewolników widzi nie tylko kucyki, ale i wszystkie inne rasy poza podmieńcami. Cóż, podmieńce są strasznie szowinistyczne... I nazwanie wykorzystania i rozwijania kanonu brakiem pomysłu? Z całym szacunkiem, ale to jeden z najgłupszych argumentów jakie słyszałem. Już prędzej powiedziałbym, że właśnie branie sobie jakiejś nowej postaci stworzoną właśnie na to by być "tym złym z minionami" czy też branie na tą rolę pierwszej lepszej postaci jest takim brakiem pomysłu... Co do szczeliny... widzisz rzeczy, których nie ma, dodajesz sobie jakieś założenia i... wychodzi coś co niby da się obronić, ale wcale z tekstu nie wynika. Dlatego jak mówiłem będę musiał parę kwestii faktycznie doprecyzować... ale przyjrzyjmy się dokładniej tej Po pierwsze: nie było żadnej wzmianki, że znajdują się w jaskini. Sama sobie to założyłaś, a tymczasem założenie było zgoła inne - rozgrywało się to w skalistym kanionie na pustkowiach. W dodatku... skąd światło słońca w jaskini? Z czego od razu przechodzimy do kwestii szczeliny. Czy metrowa, lub nawet szeroka na 2-3 metry szczelina w ścianie wielkiego kanionu jest "zbyt duża by być szczeliną"? Raczej wątpię. To, czy coś jest małe czy duże zależy od skali. A co mówi o żołnierzach ten fragment? Otóż to, że w chwili gdy starszy jednorożec to mówi to rozgląda się po szczelinie. Nie ma nawet mowy o tym, że już do niej wszedł! Ba, wcześniejjest nawet o tym, że po wypowiedzi Chrysalis dopiero usłyszeli żołnierzy - rzecz jasna nadciągających. Ten fragment był przed samym ukryciem królewny Chrysalis. I wtedy faktycznie ją dosłyszeli i przez to ruszyli w jej kierunku. Owszem, potem z tekstu wynika, że są już wewnątrz, ale to nie znaczy, że byli tam cały czas (takie założenie jest kuriozalne i w ogóle nie pasuje do sposoby ich wprowadzenia do tekstu). Co nie znaczy, że dosłyszeli dokładne słowa. No i potem już jej głos był przytłumiony. Zresztą... nawet nie zaznaczyłaś, że te dwie linijki wcale nie następują po sobie! Między nimi była przecież... niemal strona tekstu! Więc takie cytowanie zakrawa już na manipulację. Reasumując - Twoje zdanie nie opiera się tak właściwie na tym co było w tekście, ale co sobie do niego dopowiedziałaś. Rzeczywiście nie jest z przytoczonym fragmentem sprzeczne, aczkolwiek jest interpretacją wątpliwą (interpretacją, która buduje sprzeczności, których w samym tekście tak naprawdę nie ma) - co nie zmienia faktu, że warto jaśniej zaznaczyć, iż jest ona sprzeczna z tekstem. No i naprawdę, porównanie zwykłego zdziwienia tym, że różnice w ocenie zdawały się nie odpowiadać różnicom w punktach porównywać do "szkolnego podejścia" jest kompletnie bezzasadne. Gdyby tak było to przecież od razu bym o tym napisał. A tymczasem było to tylko wtrącenie - dodane z powodu rozwinięcia się większej dyskusji o krytyce w tym konkursie - wyrażające po prostu moje zdziwienie. Tyle i tylko tyle. Takie odniosłem wrażenie, aczkolwiek to wyjaśnienie różnic w punktach mnie najzwyczajniej w świecie satysfakcjonuje. Jak mówiłem jak najbardziej uznaję fakt pewnych technicznych niedociągnięć. Miło by było jednak dostać je bez insynuacji w zestawie. A przecież gdyby mi o podniesienie oceny chodziło, to znając Dolara i jego zamiłowanie do aspektu światotwórczego też mógłbym napisać, że "Dolar by to opowiadanie ocenił lepiej". Zgadując, że przynajmniej za treść dostałbym wyższe noty. Tymczasem odnosiłem się do kwestii merytorycznych i samego wrażenie jakie na mnie wywarły techniczne części recenzji.
  5. Meh, to tylko kolejny dowód, że stara wersja jest lepsza Formy Mc Qń się natomiast nie czepiałem - ten zabieg zasadniczo mi się podobał, po prostu zaznaczyłem, że jej właśnie nie liczę jako niekonsekwencji, bo było widać tą celowość. Nie tego, którego znam i lubię. A to, że fik był na konkurs o Celesti nijak ma się do tego czy taka jej kreacja będzie się podobać czy nie. Ani czy zostanie uznana za sensowną. To, że przy innych rzeczach robią jakieś głupotki nie znaczy, że to nie jest. (W dodatku forma Shugar to już w ogóle jakiś podwójny potworek, bo przecież po angielsku poprawnie jest sugar) To już sensowniej było zrobić własną postać. Szczególnie, że przecież np dla roli pani Dziobek nie była potrzebna. Spokojnie mogłaby ją zagrać Applejack. Właściwie to na początku zastanawiałem się kto nią będzie - Flutterka czy Applejack. Bo obie potencjalnie by pasowały. Znaczy do tej wersji z opowiadania to już tylko Applejack.
  6. A nawet jak zrobią to wystarczy proste ctrl+Z... I nawet jeśli zgadzam się co do odczuć w kwestii recenzji to... nie znaczy, że nie da się z nich nic pożytecznego wyciągnąć.
  7. Cóż jak zaznaczyłem może i faktycznie pewne rzeczy nie były wprost powiedziane... niemniej jednak biorąc pod uwagę liczbę poszlak, trzeba przyznać, że Rarity okazała się skrajnie niedomyślnym czytelnikiem i jej ocena na część aspektów była wręcz ślepa. (O samych technikaliach specjalnie się nie wypowiadałem - choć chyba nigdy nie zrozumiem przywiązywanie takiej wady do justowania, ale okej, to faktycznie po prostu moje niedopatrzenie, że o tym zapomniałem - rzeczywiście nieco błędów umknęło mojej uwadze... nie miałem czasu by dostatecznie dopieścić to opowiadanie, aczkolwiek... i tak odnosiłem wrażenie, że np opis kwestii technicznej u mnie i Mordecza nijak nie wskazywał na specjalne różnice w ocenie(co ciekawe odniosłem wrażenie, że to on został bardziej skrytykowany niż ja!) a jednak były one różne(tylko o pół punkta, ale jednak).) Czy zamierzam te pewne kwestie (jak może niedostateczne zaakcentowanie pewnych faktów) poprawić? Jak najbardziej. Opublikować opowiadanie zresztą też. Pewnie względnie niedługo i z porządną korektą.
  8. Hm... w sumie już podczas konkursu tytuł mocno mnie zaintrygował i rozbawił. Ale tak jakoś nie zabrałem się od razu za to opowiadanku. W sumie najpierw nie pamiętam dokładnie czemu, a potem... nie miałem za bardzo czasu. W sumie też patrząc na co poniektóre dzieła autora zaczęły nachodzić mnie pewne wątpliwości(nawet mimo przeczytania bardzo dobrego "Sekret Sunset Shimmer")... w każdym razie jednak nie było tak źle jakby mogło być. Było nawet całkiem nieźle. Błędów nieco jest, ale niewiele, choć niektóre są mocno dziwne. Generalnie faktycznie miejscami jest trochę kiepskiego humoru... ale jest też i dobry. Generalnie całkiem zręcznie przeprowadzona ponifikacja Kaczych Opowieści, Znaczkowa Liga idealnie pasuje na siostrzeńców Sknerusa, a Rainbow świetnie się sprawdza w roli Śmigacza... No i to zastąpienie poradnika młodego skauta... właśnie w sumie czy to nie jest czasem nazwa własna - ergo: I w sponifikowanej wersji cała nazwa powinna być z dużych? Generalnie zdolności klaczek i ich rozmowy były przezabawne - jak dla mnie były najlepszym aspektem całego opowiadania. Celestia jako Sknerlestia... no jakoś mnie nie przekonuje. Szczególnie, że (przynajmniej później, ale to chyba już od początku było) Sknerus miał znacznie lepsze podejście do swoich siostrzeńców. Wiec tu duży minus. I że Celestia bardziej myślała o zarobieniu na fontannie niż piciu z niej czekolady... nie, jakieś to do niej niepodobne. Zresztą jak już bawiłeś się z jej imieniem(zresztą raz masz Mc Koń, a potem Mc Klacz - co po pierwsze chyba powinno pisać się razem, po drugie jest pewną niekonsekwencją... wersji Mc Qń do tego nie liczę, bo była konsekwentnie cały czas używana przez jedną postać) to mogłeś z niej zrobić Sknerlestię McKlacz. Bo potrafiąc tak traktować innych jak swoje siostrzenice(!) to... w ogóle nie przypominała Celestii. I to było bardzo słabe. Choć plus za pomysł z walką rogiem. Bardzo irytująca jest też forma "Darring Do", zamiast normalnie, po ludzku (czy raczej kuczemu) "Dzielna Do". No i pomysł by Znaczkowa Liga (swoją drogą szkoda, że ta nazwa wyparowała i zamiast tego zostali "Zdobywcy"... a przecież tak fajnie można było pokombinować z Ligą Młodych Skautów czy czymś takim...) w sumie to konkretnie AppleBloom (nawet jeśli to co tam było nie wiem w jaki sposób mogło zostać tak zakwalifikowane... już bardziej bym zrozumiał "kosztelę") bardzo mi się nie podobał i rzuca się cieniem na najlepszy aspekt opowiadania. Pewne podwórko definitywnie potrzebuje bliskiego spotkania z gazetą... No i jeszcze kreacja Cadance... ani do niej ani do Donalda nie pasuje. No i jeszcze to "nie tym razem"... Muszę jednak pochwalić za ponifikację piosenki. Znaczy nie była ona w sumie ani trochę trudna, bo co to za sztuka zamienić "dzioby" na "pyski" i "kaczki" na "klaczki". Ale pomysł był fajny. Generalnie nie było źle, ale mogło być znacznie lepiej.
  9. Mid rzadko publikuje, ale jak już to robi to to prawdziwe perełki. W sumie jest niemal jedyną osobą w polskim fandomie, w której opowiadaniach nie mam się do czego przyczepić. Bo tak to prawie zawsze choćby beczka miodu była, to się w niej znajdzie łyżka dziegciu. Albo i więcej, z tymi proporcjami to bardzo różnie... No i widzę, że Rarity nie słuchała Rarity ze zrozumieniem... w sensie forumowa tej z opowiadania. Przecież to wcale nie o to chodzi by prezent był oryginalny czy "odkrywczy"... Nazywanie przedstawienia postaci sztampowym to zaś... no jakieś grube nieporozumienie. Postacie są właśnie świetnie przedstawione - zarówno kanoniczne jak i te pojedyncze nowe osoby. W dodatku mamy fajne nawiązania do Tarzana ("jestem twoją siostrą, wiem wszystko") nie mówiąc o jakże wielu nawiązaniach do nieujawnionych jeszcze częściach historii tego świata. Tej najnowszej, dotyczących sióstr dyrektorek. Aż dziwię się, że praktycznie nikt nie zwrócił na nie uwagi. Ale może uznał je za mało interesujące (burak jeden... albo i więcej buraków) albo nie zauważył. W końcu skoro wiem do czego się odnosiły to od razu łatwiej mi je rozpoznać i są dla mnie oczywistsze. W końcu miałem przyjemność pomagać w powstaniu tego opowiadania, parę pomysłów nawet podsunąłem. Nie wiem też, czemu niektórzy dziwią się tagowi komedia. W końcu jest wiele całkiem zabawnych momentów, a w dobrej komedii nie chodzi o to, by było śmiesznie przez cały czas, bo to szybko staje się nudne lub żenujące... Tu Mid - może i trochę przypadkiem - ale idealnie dobrała proporcje momentów śmiesznych (moim zdaniem ten efekt z zestawieniem nieco naiwnej Sweetie i doświadczonej Luny świetnie spełnił swoje zadanie) do tych ciut poważniejszy miejscami także ciężkich... Które zresztą dodają sporo głębi postaciom Luny i Celestii - i myślę, że to nawet bez wiedzy co się za tym wszystkim kryje. A kryje się sporo i warto to będzie kiedyś przeczytać, mówię wam. Nie mówiąc o tym, że sam koncept pani dyscypliny jest moim zdaniem rewelacyjny - i wspaniale wpasowuje się w historię Luny no i... ma dobre uzasadnienie, a w połączeniu z tą łagodniejszą stroną jej natury daje świetne połączenie, zdecydowanie mające potencjał komediowy (te AppleBloom i Scootaloo myślące, że Sweetie ma coś z głową, gdy zasugerowała, że Luna nie jest potworem... mimo wspomnianego zajścia z wnerwieniem Celestii przez nie(a to jak wiemy trudna sztuka... ale cóż postarały się i to bardzo... jednak to nie czas i miejsce by o tym mówić)). Scenki w których pomaga ochroniarzowi z małym Fern Leafem są urocze. A ja lubię taką dobrze napisaną uroczość i rodzinne ciepło. A, że dobrze napisane to oczywista oczywistość, przecież Midday to pisała... No i cała akcja z urodzinami też bardzo fajnie poprowadzona, były okazje do wykorzystania mocy bohaterek, każda miała okazję się jakoś przysłużyć... no i oczywiście arcyzabawna końcowa scena z odwożeniem Twilight do domu. I nikt mi nie wmówi, że uwielbienie jakim daży Celestię nie jest przezabawne! W końcu zasada analogii, bez tego podejścia Twilight do Celestii świat Equestria Girls byłby... no taki niepełny. Bardzo podobało mi się też ukazanie tej przywódczo-organizacyjnej roli Sunset. I nawiązanie do lichych zdolności aktorskich Celestii. Uwielbiam takie smaczki. Aż szkoda, że tak krótkie opowiadania chyba nie mogą dostać tagu epic. W końcu to opowiadanie - choć może dla niektórych o niczym - jest idealnym przykładem jak dobrze pisać fiki i ogólnie fragmenty codzienności w świecie Equestria Girls.
  10. Heh, aż wstyd, że dopiero teraz to komentuję, o czytaniu nie wspominając… bo w końcu to ja ogłosiłem tamten konkurs. Szkoda, że była to o ile pamiętam jedyna praca. Ale do rzeczy… Zacznę od tego, że to był zdecydowanie błąd. Co prawda opowiadanie miało parę mankamentów, dwa fragmenty były też nie do końca zrozumiałe, ale generalnie - mimo pewnych kwiatków - nie było w sumie tak źle. Generalnie bardzo mi się podobało (no choć wiadomo, główna bohaterka też ma w tym swoją zasługę) - ciekawe przedstawienie Sunset, aczkolwiek choć rozumiem, że mogła się poczuć zraniona i to bardzo to dziwi, że od razu zapałała żądzą zemsty… jakoś nie pojawiło się w opowiadaniu nic, co sugerowałoby taką psychologiczną możliwość, zwłaszcza, że wygląda na to, że Celestia ja nie tylko uczyła, ale i wychowywała (w końcu tytuł Momlestii zobowiązuje, nie?). No i czemu u licha niby Sunset nie nadaje się na spadkobierczynię? Zgodnie z jej przedstawieniem nadaje się doskonale. Bardzo lubię tą Sunset. Ciężko mi sobie wyobrazić, jak mogła stać się zła (no choć oczywiście przemiana jaka w niej zaszła po pierwszym filmie pokazuje, że w gruncie rzeczy już z początku musiała mieć potencjał na bycie naprawdę wspaniałą osobą, tylko… coś musiało w pewnym miejscu pójść nie tak). W dodatku mamy też inną nieścisłość - z serialu raczej wynika, że Sunset zniknęła z Equestrii na długo przed akcją serialu (co najmniej 1,5 roku przed powrotem Luny, a zgodnie z moimi obliczeniami to właściwie niemal 10 lat...). Choć akurat jest tu pewne wyjaśnienie tego faktu - zaklęcie które opracowała Sunset (mówiłem już jak podoba mi się tu pokazanie jej wybitnych zdolności magicznych? W sumie to jest też w tym piękne - niby nic nie jest o tym mówione, a jednocześnie po prostu widać, jak wiele umie. A przy tym wydaje się nawet… całkiem skromna w porównaniu z tym co znamy z pierwszego filmu). Niemniej jednak to wciąż nie zgadza się z trzykrotnym zdobyciem tytułu królowej balu (co oznacza, że przed filmem Sunset musiała się uczyć w Liceum Canterlot przez co najmniej 3 semestry). No i skąd właściwie wiedziała o tym lustrze? No i to "zmienianie Twilight w alikorna" przez Celestię… meh, nie znoszę tego konceptu. Ale to by chyba było na tyle… jeżeli chodzi o wady oczywiście. Bo w sumie to żadnych innych zastrzeżeń nie mam. No może poza tym, że jednak informacji o rodzinie Sunset mogłoby być ciut więcej... Wiadomo, nie jest to ten poziom co niektórzy starzy wyjadacze, ale czyta się całkiem przyjemnie, widać, że autor zdecydowanie ma potencjał. Tylko musi warsztat podszlifować. (Zresztą zostawiłem w samym rozdziale parę uwag) Poza bardzo miłym akcentem w postaci zrobienia dla Luny galerii sztuki (swoją drogą świetny pomysł z tą miejską legendą dotyczącą niektórych obrazów!) ciekawa (choć może nie wielce oryginalny, bo o takich ideach już słyszałem, przynajmniej w zagranicznym fandomie) jest też perspektywa zostania przez Sunset uczennicą Luny. Dużym plusem jest też wyjaśnienie tego jak to się stało, że Sunset było łatwo odnaleźć się w nowym świecie (nawet jeśli może się to wydawać niejako "za łatwe"). Dobrze została też przedstawiona postać Celestii oraz jej relacja z Sunset - choć w sumie szkoda, że nie było to jednak bardziej rozbudowane. No i jednak trochę dziwi mnie, że po pogodzeniu się z Celestią Sunset nie bardzo chciała wrócić… Podobał mi się też pomysł tego jej wynalazku. Generalnie tego pomysły u autora już widziałem - w Nauce a Magii - ale nie mógłbym nie powtórzyć, że takie właśnie "technologiczno-naukowe" podejście do magii w sumie bardzo mi się podoba. Trochę też zastanawia mnie ta kuzynka Sunset. Całkiem przyjemna postać, tylko… zastanawia mnie skąd ta inna barwa skrzydeł. Jak na tak niespotykaną cechę trochę brakuje tu jakiegoś wyjaśnienia. Bardzo ładnie wyszły też te liściki - zarówno w kwestii treści jak i tej technicznej strony. W tej jednej kwestii tym razem to ja mógłbym z Crystal Arrowa brać przykład. No i podpis "ta, która zbłądziła" naprawdę mocno przypadł mi do gustu, świetny zabieg! Reasumując mimo paru pomniejszych wad i problemów w zapisie opowiadanie jest bardzo przyjemne i polecam wszystkim fanom Sunsetki. A ci, którzy chcieliby poznać dalsze losy tej konkretnej wersji naszej płomiennogrzywej bohaterki… mają całą "Naukę a Magię"!
  11. Ja zacznę nietypowo, to w sumie to opowiadanie to dla mnie pewien paradoks. Pokazujący jak dalece różny może być odbiór opowiadania przez czytelnika i jego twórcę. Dolar napisał mi raz: "Owszem,mogą pojawiać się pozytywne momenty, ale ogólny wydźwięk jest negatywny. Nigdy nie zakładam, że postać jest dobra. Eksponuję wady. Staram się bohaterów urealnić." I w zasadzie nijak nie pokrywa się to z tym co widziałem w Aleo. Na korzyść oczywiście. Znaczy jasne, ostatecznie opowiadanie kończy się źle, opowiada o wydarzeniach tragicznych, więcej tam smutku i rozpaczy niż szczęścia… mimo wszystko nie widzę tu negatywnego wydźwięku - wręcz przeciwnie, wspaniałą opowieść o mężnych wyczynach obrońców Krystallina Autokratorias(i właśnie czy przypadkiem nie masz tu pewnej niekonsekwencji raz pisząc pierwszy człon przez "K", a raz przez "C"? Zdecydowanie preferuję pierwszą wersję). Którzy wydają się być przedstawieni raczej o wiele bardziej pozytywnie niż negatywnie. No i właśnie, o ile bohaterzy jak najbardziej wypadają realistycznie (więcej o tym potem) to właśnie widać tu - nie zaznaczany może przez narratora, ale wyraźnie wybrzmiewający poprzez historie - podział na dobrych obrońców królestwa i niegodziwego uzurpatora Sombrę wraz z jego buntem. Twierdzenie o nie zakładaniu, że postać jest dobra i eksponowaniu wad wydaje się… nijak nie zgadzać z samym opowiadaniem. I dobrze, bo styl o którym opowiada Dolar, jest dokładną odwrotnością tego, czego od opowiadania oczekuję. Sama historia jest też pisana bardzo "lekkim piórem", czyta się ją prosto i przyjemnie, bogate słownictwo i wiele profesjonalnych pojęć odnoszących się do armii historycznego Bizancjum w połączeniu z używaniem branych z greki nazw (tylko nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że zamieniłeś "Aquamarinis" na "Akuoamarinis", co wygląda gorzej) tworzy rewelacyjny klimat i pokazuje dużą wiedzę (a jednocześnie nie powoduje pogubienia - greckie nazwy są przetłumaczone(choć nie wiem po jakie licho także na angielski… i to raz z pokaźnym bykiem), a część pojęć zostaje wyjaśniona w przypisach, szkoda że część już nie). No i powiedziałbym, że to opowiadanie idealnie pokazuje dlaczego Dolar jest tak ceniony w sztuce fanfikopisarstwa. Wspomniane nawiązania do Bizancjum wraz z dbałością o szczegóły tworzą całkiem ciekawy i realistyczny świat. Nawet jeśli taka wizja Kryształowego Królestwa (choć tym razem może i faktycznie zasługuje na pochodzące z angielskiej wersji nazwę "Imperium"... choć z drugiej strony może i niekoniecznie…) dość mocno kłóci się z moją w tym rzeczami, które dla mnie są oczywiste i o których nie myślę w kategoriach "mojej wizji", a kanonu (co było głównym powodem mojego sceptycyzmy w kwestii sięgnięcia po to opowiadanie, jednak lektorat na Bronies Corner szybko przekonał mnie, że był to błąd). Nie bardzo pasuje mi - poza oczywiście tym, że Cadance nie jest tu córką władczyni Królestwa, księżniczki Amore, a nawet wcale się nie pojawia w kronice… no choć jednak pośrednio jest jakby o niej wzmianka w postaci przepowiedni... - to spłycenie kwestii Kryształowego Serca (jakieś alternatywne rytuały w sumie nijak sie nie mające do charakteru artefaktu? Meh...) i osłabienie jego mocy. Z drugiej jednak strony podoba mi się motyw, który można by nazwać pewnym sprzężeniem zwrotnym - że to Serce dodawało kryształowym kucykom otuchy. W sumie to powinno to być w takiej sytuacji istne perpetum mobile! No i, że za buntem Sombry stało coś tak przyziemnego i prymitywnego jak interesy jakichś tam kupców z innych krain. Może realistyczne i przekonujące, ale jednocześnie rozczarowujące. Wracając też do samej kwestii pisania to uważam, że ten kronikarski styl - pomieszany z wtrętami kronikarza - był strzałem w dziesiątkę (naprawdę nie ogarniam jak dla niektórych mogłoby to być "problemem", czy implikować "ciężkość" czytania). W połączeniu z późniejszym dopisaniem fragmenty przez Sombrę i sceną odnalezienia kroniki mamy wrażenie, jakby to wszystko wydarzyło się naprawdę, czuć, że ten świat żyje. Ta forma to istny majstersztyk jeśli idzie o dodawanie autentyczności całemu dziełu. Choć ubolewam nad faktem braku nawigacji na końcu rozdziałów - to bardzo praktyczna rzecz, której niestety często brakuje, niestety także tu. Akcja jest świetnie poprowadzona - niby cały czas wiemy do czego ostatecznie dojdzie i z jakimi wydarzeniami mamy do czynienia, a jednak… możemy wręcz oczami naocznych świadków tych wydarzeń obserwować, jak z pozoru błahy problem przeradza się w ogromny kryzys. Widzimy desperacką, bohaterską walkę, niekiedy wspaniałe zwycięstwa, które zdawałoby się mogą położyć kres rebelii i wręcz zapomina się, że upadek Krystallina Autokratorias jest nieunikniony… Z drugiej jednak strony mamy też liczne zdrady, kucyki, które odwracają się od tych, którzy zapewnili lub starali się im zapewnić dobrobyt i bezpieczeństwo z powodu jakichś marnych zajeżdżających komunizmem (mimo krytyki wysokich podatków, no bo przecież po co motłochowi mówić, że zanim im się coś da to najpierw więcej zabierze?) i Leninem… dla mnie to kompletnie nieprzekonujące… z drugiej strony i w naszej najnowszej historii ludzie dali się zwieść kłamstwom marksistów, a potem i neomarksistów… Właściwie to właśnie to jaki los spotkał Xiphosa - wbicie noża w plecy, przez tych, o których dobro starał się dbać - zacząłem do niego odczuwać sporą sympatię… w pewnym sensie jego doświadczenie jest mi bliskie. Generalnie jak mówiłem postacie były bardzo przyjemnie i przekonująco wykreowane, włącznie z samym Sombrą - który choć stał się przeciwnikiem bardziej "przyziemnym", to może i groźniejszym niż serialowy. W końcu nie był tam ukazany jako mistrz tradycyjnej walki, czy wybitny strateg. Choć oczywiście mógł nim być, ale był przedewszystkim potężnym czarnoksiężnikiem. Tu jego czarna magia (choć nawet nie pamiętam czy była choć raz tak określona) była tylko dodatkiem do jego innych doskonale rozwinietych umiejętności. Co przy takiej formule i założeniach wyszło opowiadaniu na plus. Trochę mnie dziwi, że tak popularny był Kechrimpari, bo o ile nie powiem, że go nie lubiłem (choć cynizmem się ogromnie brzydzę) to jednak daleko mu było do bycia moim ulubieńcem. Natomiast kompletnie niepasujące jest moim zdaniem to, że po tym co zrobił mógł tak po prostu ugłaskać Equestrię… o ile nie było to z jej strony tylko "udawane", by przygotować się na zmiażdżenie tyrana i uwolnienie kryształowych kucyków. Z drugiej strony czy Królewskie Siostry by z tym zwlekały? Mam spore wątpliwości. I wrażenie, że Luna jest tu niejako bardziej hołubiona, nad którym w sumie ubolewam. (Nie, żeby nie zasługiwała, czy żebym jej nie lubił, ale… wolę Cesię.) Opisy bitew były wprost rewelacyjne, przebieg buntu nie był jednostronny, obie strony miały swoje lepsze i gorsze momenty, w bitwach też sytuacja potrafiła się w naprawdę zaskakujący sposób zmieniać (sztuczka ze sprowokowaniem wroga do spowodowania eksplozji jego zasobów płynnego ognia - genialna!) - co tu dużo więcej o nich pisać niż to, że Aleo he Polis jest wspaniałym przykładem tego jak dobrze pisać sceny bitew. Na pewno przed tworzeniem nowej wersji opisu bitwy o Kryształowe Królestwo (o ironio) sobie to opowiadanko jeszcze raz odświeżę. W kilku miejscach też nawet mnie rozbawiło (tekst o "uporze godnym obywatela hegemoni mułów" - złoto!) No i ta końcowa scena… Już samo dodanie pisanego piórem Sombry epilogu było ciekawe i nawet do pewnego stopnia zaskakujące - choć trudno nazwać ten fragment przyjemnym. I jednocześnie pokazuje, że Sombra jest też zdecydowanie inteligentnym wrogiem... (czego jak wiadomo po premierze 9 sezonu o jego poprzedniku powiedzieć nie można. Grzeszy różnymi rzeczami, ale rozumem to już nie za bardzo.) ...ale to jeszcze nic przy zakończeniu, przenoszących nas do współczesnej Equestrii, gdzie to księżniczka Cadance czyta kronikę... (co prawda powiedziałbym, że data nie do końca się tu zgadza, powinien to wciąż być 1 rok po powrocie Luny, ale w sumie to szczegół) naprawdę genialnie napisany i choć z początku jeszcze bardziej bolesny, jeszcze dodający do tragedii - w końcu powiedzieć, że los Kechrimpariego był straszliwy to właściwie niedopowiedzenie - a jednak… choć opowieść już była w dużym stopniu o bohaterstwie i poświęceniu to teraz zostało to jeszcze dobitniej podkreślone, a samo zakończenie zostało przekute na… może i nie w pełni, bo po tych wydarzeniach to nie bardzo możliwe, ale jednak szczęśliwe i budujące. Powiedziałbym, że to zabieg bardzo w moim stylu I chwała Dolarowi za to! Reasumując opowiadanie - mimo pewnych drobnych wad, które jednak jego walory z nawiązką rekompensują - jest naprawdę wyśmienite i z chęcią poleciłbym je każdemu. Tak więc by formalności stało się zadość głosuję za przyznaniem mu tagu [epic]. (I jakim cudem to dopiero 4 głos?!)
  12. Cóż muszę przyznać, że gdyby nie bitwa na fiki to pewnie bym po to dzieło nie sięgnął, a nawet jeśli to po wstępnie zapowiadającym mocno pesymistyczne podejście do rzeczywistości pewnie nie bardzo bym miał ochotę czytać dalej… niemniej jednak, jako że opowiadanie walczyło z moim Kodem Equestria, to bitwę śledziłem bardzo uważnie i… przyznaję, że wyrażone podczas niej opinie zachęciły mnie do przeczytania. I nie żałuję, że to zrobiłem… nawet jeśli istnieje parę rzeczy, do których mógłbym się doczepić. Właściwie czytałem to już dość dawno i w sumie ubolewam nad tym, że od tak dawna nie pojawił się nowy rozdział, ale mimo wszystko mam nadzieję, że autor jeszcze do tego wróci. Niemniej jednak czytało się to całkiem przyjemnie, napisane lekko i plastycznie. Nie pamiętam zbyt wiele szczególnych mankamentów, choć pauzy zamiast półpauz moim zdaniem słabo wyglądają… podobnie jak fatalnie wygląda rozdzielanie wypowiedzi jednej postaci na kilka akapitów, gdy nic między nimi nie ma - to nieco dezorientujące dla czytelnika. No i jedna rzecz, która zawsze niezmiernie mnie drażni… pisanie "alicorn" zamiast "alikorn". No i moim zdaniem używanie formy "Kryształowe Imperium" zamiast "Kryształowe Królestwo" - choć stanowi wierniejsze tłumaczenie - nie ma za bardzo sensu, skoro było to w zasadzie państwo-miasto... Tyle o technikaliach, teraz przejdźmy do postaci - generalnie są dobrze poprowadzone i mimo może pewnej przesady u Applejack czy Rarity na początku wypadają całkiem przekonująco. Generalnie w sumie nie wiem, co jeszcze by tu się dało powiedzieć, poza tym, że wykonany został kawał naprawdę solidnej roboty. Teraz część, która dla mnie jest szalenie istotna, czyli świat przedstawiony - właściwie nie mamy tu go wiele, aczkolwiek poza samym Ponyville i trasą kolejową pojawiła się ciekawa nowa miejscówka - Jaskinie Fuzzy Caverns i miasto Glow Town. Świetne urozmaicenie, faktycznie będące czymś nowym w już przecież bujnej krainie, jaką jest Equestria. No i generalnie wielkie plusy za wątek odradzającego się Griffonstone. W tym punkcie myślę mogę powiedzieć, że "wielkie umysły myślą podobnie" - w końcu tak jest i w moim Lyokoverse, choć fakty są takie, że to dość oczywisty wątek i powiedziałbym, że właściwie nawet nieco zasugerowany w samym serialu, choć mocno subtelnie. A jednak nie spotkałem się z nim często. Ale tu jednak wchodzi też pierwszy duży zgrzyt. O ile postać Savagera jest, ogólnie rzecz biorąc, całkiem ciekawa(choć średnio sobie wyobrażam equestriańskiego gryfa chodzącego na dwóch nogach...), niemal (niemal z powodu właśnie tego zgrzytu) sympatyczna… to jednak właśnie jest w dużym stopniu odpowiedzialny za ten zgrzyt. Mam oczywiście na myśli robienie interesów z gubernatorem Fuzzy Caverns za plecami Equestrii. Co prawda z jego strony jest to zrozumiałe (ale wielka szkoda, że ta rola przypadła akurat tak fajnie wykreowanej postaci - szczególnie podobało mi się jego podejście w kwestii przywrócenia gryfom ich dawnej świetności) to jednak to iż gubernator podległej Equestrii prowincji nagle postanawia ją zdradzić i bezprawnie przejść pod władzę gryfów, to jest dla mnie… cóż najdelikatniej mówiąc nie pasujące - w kucykach zawsze widziałem rasę wierną i lojalną księżniczkom, tak więc wszelkie tego typu akty zdrady zawsze stanowią dla mnie spory zgrzyt. Co więcej, obecność delegatów z Kryształowego Królestwa sugeruje, że wiedziało ono o całej sprawie i nic z tym nie zrobiło, a wręcz można odnieść wrażenie, że brało w tym udział! Dobrze przedstawiona Cadance nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Co prawda alternatywą jest, że to działo się również za jej plecami, ale takie ograniczenie pozycji monarchy i samowola tamtejszych urzędników nie podoba mi się ani trochę bardziej. No i pomysł, by nie tylko palili tam coś tak paskudnego jak tytoń jako "rarytas", to by jeszcze kucyk tak inteligentny jak Twilight nie odmówił "poczęstowania się". No i do tego dochodzi też inna kwestia, do której mam ciut mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo drażni mnie kwestia tak niskiego autorytetu Twilight w tamtym regionie, z drugiej strony zawsze oczywistym założeniem było dla mnie, że Twilight jest niejako "księżniczką-stażystką" jak to nazywam. To znaczy, nie pełni realnej władzy, bycie księżniczką jest u niej de facto czysto tytularne, choć jako alikorn w razie potrzeby ma prawo i obowiązek zastąpić księżniczki panujące. Generalnie jednak zasadniczo nie zajmuje się polityką, ani nie jest zaangażowana w sprawy państwa (do czego jeszcze nawet nie jest szczególnie przyuczana, bo jako że jest alikornem, póki co (póki żyje jej najbliższa rodzina) dają jej wieść w miarę normalne życie - na naukę rządzenia i samo rządzenie będzie mieć jeszcze czas) - i zdecydowanie nie można jej określić politykiem. Tu jednak wygląda, jakby Twilight faktycznie była czynną władczynią. Znaczy z drugiej strony, może to być forma owego zastępowania, jednak czy wtedy miałaby prawo - biorąc pod uwagę teoretyczną możliwość skonsultowania się z Celestią… nawet jeśli nie byłą to za bardzo sprawa mogąca czekać - do tak zdecydowanych środków, jakich zdecydowała się użyć? No i wracając do kwestii gryfów. Z jednej strony wielki plus, że wraz z odrodzeniem powraca tam monarchia, a nie jakieś demokracje czy republiki na kiju… tylko szkoda, że mamy tu de facto demokratyczne wybory władcy. Nawet jeśli de facto przy powrocie do monarchii często może być trudno o inne metody i pierwszego króla trzeba wybrać, by mógł powstać nowy ród panujący. (Inną ewentualnością jest odnalezienie potomków dawnych rodów panujących lub np. istnienie jakiegoś prastarego gryfiego prawa związanego z wyznaczaniem nowego władcy.) No i fabuła(no dobra, część poprzednich kwestii też można do tego zaliczyć, choć były one raczej tylko pewnym tłem… a może właśnie nie? Cóż, pewnie już nigdy się nie dowiemy), tu… cóż mamy główny wątek nieznanej postaci(gdyby nie wyraźne osadzenie akcji już po 5 sezonie to bym stawiał, że to Discord), która wciąga Twilight w jakąś chorą gierkę… W sumie nawet ciekawy wątek, no i dobry wybór kucyka, bo któż jest lepszy w popadaniu w paranoje od naszej Twilight? Choć faktycznie to, co się dzieje, jest mocno niepokojące - zwłaszcza to zdjęcie z jej przyjaciółkami, które ze wszystkiego chyba najbardziej ją w tę paranoję wpędziło. No i te z pozoru przypadkowe wypadki, jakie potem miały miejsce… a może w tym rzecz, że po "kamiennym" zamachu, który miał ją wpędzić w paranoje, u Twilight po prostu zadziałała siła sugestii? Niestety nigdy się nie dowiemy. Jedno jednak mi się tu nie podoba - nawet biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, Twilight zbyt łatwo straciła wiarę w przyjaźń, zbyt szybko stała się podejrzliwa wobec swoich przyjaciółek i przestała im ufać. Twilight, którą znamy, nawet po tym zdjęciu nie zaczęłaby podejrzewać, że to jej przyjaciółki były tymi, które targnęły się na jej życie. Z pewnością znalazłaby inne racjonalne wyjaśnienie. Tym bardziej że Starlight - którą zna krócej i co do której ma znacznie solidniejsze podstawy do nieufności - wciąż ufała. I tu przechodzimy też do pewnej innej kwestii, o której niegdyś już sobie z autorem rozmawialiśmy… skoro Starlight stała się w jej opinii jedyną osobą, do której mogła się zwrócić… No właśnie! Jak to jedyną osobą? A co z Sunset? By ufać Sunset miała o wiele lepsze powody, nie ma też żadnego racjonalnego powodu, by o niej po prostu zapomniała(nawet biorąc poprawkę na paranoję). Jak dla mnie to kolosalny błąd w fabule. I nie, nie kupuje tłumaczenia o "nieuznawaniu Equestria Girls". Nie uznaję, nieuznawania Equestria Girls. Podsumowując - fik z jednej strony dobrze napisany i pod wieloma względami intrygujący, z drugiej jednak, w paru kwestiach coś jest mocno nie teges...
  13. Pewnie chciała całe... Hm... to już kolejny raz, gdy widzę ocenę Rarity i odnoszę wrażenie, jakby właściwie nie przeczytała, albo nie zrozumiała czytanego dzieła. Tudzież częściowo ignorowała co jest napisane. Choć tam razem akurat odnosi się to do mojego opowiadanka. Jako, że w sumie w tej mojej małej polemice będą spoilery, to od razu ostrzegam wszystkich, którzy woleli by najpierw przeczytać to opowiadanko Pierwsza kwestia: humor opiera się właśnie na pewnej absurdalności(i kontraście miedzy wiekiem, a zachowaniem Chrysalis), która bije z zachowania młodej Chrysalis - tak więc tagi są zdecydowanie na miejscu - sam miałem niezły ubaw pisząc małą "Krysiunię", ale rozumiem, że kogoś może to nie bawić... ale żeby nie rozumieć, że to jest zabieg ewidentnie komediowy i to z rodzaju humoru absurdu to już mnie mocno dziwi. No i twierdzenie, że opowiadaniu brak pomysłu i to " Ot, generał mówi młodej Chrysalis, że zemsta najlepiej smakuje na zimno. Koniec."... to kompletne kuriozum. Ma to mniej więcej tyle sensu co stwierdzenie, że cały pomysł w MLP to "Ot, Twilight pisze listy do księżniczki. Koniec.", albo że dajmy na to Władca Pierścieni to tylko "Ot gdzieś tam sobie jakaś grupka idzie. Koniec." W tym co mówił generał nawet nie do końca chodziło o to, że zemsta najlepiej smakuje na zimno. Gdyby tylko było to możliwe wspierałby królewnie w jej wywarciu. Nie, tu chodzi o coś innego: podmieńce nie są obecnie zdolne, ba wyraźnie jest to powiedziane: ich rasa została tak przetrzebione, że kucyki łatwo mogły dojść do wniosku, że podmieńce zostały całkowicie wybite. I tu mamy tak naprawdę dwa aspekty. Historyczny - mówiący o wielkiej wojnie podmieńców z kucykami, wygranej przez kucyki, zgładzeniu podczas niej Królowej Arachne, oraz zbliżającym się przekazaniu władzy księżniczkom - oczywiście Lunie i Celestii. No i oczywiście tego jak podmieńce skryły się przed kucykami i jak Chrysalis czekała na odpowiedni moment... aż do pamiętnego ślubu w Canterlocie. Drugi w sumie nie wiem jak określić... charakterologiczny? W każdym razie chodzi mi tu o to iż opowiadania w dużej mierze opowiada o tym jaka była młoda Chrysalis - z jednej strony posiadająca już wiele cech swojej dorosłej wersji, a jednocześnie znacznie bardziej zapalczywa i nierozsądna, nie potrafiąca czekać. Mimo wszystko - zdolna do przyjęcia dobrych rad od kogoś starszego i doświadczonego. No i... pośrednio mamy wyjaśnienie dlaczego tak fatalnie odgrywała rolę Cadance... Oraz dodanie drugiego dno przyczynie jej ataku na Equestrię. W dodatku pojawiają się też pewne nowe (znaczy dobra, może i gdzie indziej stosowane, ale to nie zmienia postać rzeczy, że to też element dodany) cechy podmieńców jako gatunku(wspomniane zaklęcia feromonowe, fakt, że Chrysalis nawet po śmierci matki nie od razu została królową). Opis Chrysalis natomiast miał w założeniu budować klimat, Zwiększyć immersję. A co do: żołnierze nie słyszą dokładnie wymiany zdań między królewną i generałem, skoro znajdują się tuż obok" ...serio? Może i nie było to wszystko wprost powiedziane, ale: - żołnierze wcale nie byli od początku "tuż obok", a jedynie pobiegli w tamtą stronę, słysząc jakieś dźwięki - generał zatkał królewnie usta i zakrył ją swoim ciałem (więc nawet gdy oswobodziła usta to co mówiła zdecydowanie mogło być częściowo tłumione) - kucyki niekoniecznie wiedzą, że podmieńce mogą przybierać postać obiektów nieożywionych, ba nie jest nawet powiedziane, że wszystkie podmieńce to wiedzą (jest wyraźnie zaznaczone, że wiedza generała wykracza poza przeciętną) - magiczny skan - jak myślały kucyki niezawodny - niczego nie wykrył, co dało kucykom solidne podstawy by podejrzewać, że cokolwiek usłyszeli nie były to podmieńce - coś jednak usłyszeli i zaczęli nasłuchiwać, ale generał zdążył uciszyć Chrysalis... - ...która zaraz potem nabrała ich, że to właśnie za szczeliną ktoś się znajduje, więc dla żołnierzy znacznie pilniejszą sprawą było złapanie tego domniemanego uciekiniera niż przeszukiwanie pozornie pustej szczeliny (zwłaszcza iż raczej nie było zasugerowane, by podmieńce zwykły się tak po prostu chować...)
  14. Dziś w Klubie Konesera będą czytać "Naszą Małą Sunset" ^^

    Jest trzecia w kolejce, zaczynają o 20.00, ale pierwsze dwa opowiadanka są dość krótkie - 5 i 8 stron. 

  15. Lyokoheros

    Ja póki co pozwolę sobie odnieść się jedynie do recenzji mojego fika. (pozostałe będę musiał przeczytać, choć z recenzji wynika, że niektóre to raczyska...) Cóż faktycznie troooochę było pisane na ostatnią chwilę i nie miało czasu należycie "odstać" przed ostatecznymi poprawkami... choć na pewno jeszcze ich nieco wprowadzę, anim je opublikuję na forum (no nie w oddzielnym temacie, a w spisie opowiadań z Lyokoverse) czy jest za krótkie.... hm... może z drugiej strony nie bardzo widzę jak możnaby je dobrze przedłużyć - w moim odczuciu (choć oczywiście stanowi element znacznie większej układanki jaką jest historia Lyokoverse) jest w zasadzie zamkniętą i kompletną całością... a już na pewno nie chciałbym jej kończyć w innym miejscu. Chętnie dowiedziałbym się w czym konkretnie przejawia się ta "naiwność" opowiadania i zwłaszcza dialogów... bo często odnoszę wrażenie, że idealizm - jak najbardziej obecny i celowo tam zawarty - jest z nią mylony. No i Idube... hm... czy jest za mało władcza? Zauważmy, że żal i desperacja nie jest jedynym czynnikiem, który ją niszczy... została praktycznie z niczym straciła królestwo - ogromne i potężne królestwo - i to na skutek zdrady własnego (szalonego, ale jednak) brata. Nie bardzo była w pozycji, która pozwalałaby jej zachowywać się władczo. W swej obecnej sytuacji jest właściwie kompletnie zależna od księżniczki Unitas... ponadto... Cóż paradoksalnie w tym punkcie nieświadomie uchwyciłaś część wiedzy o świecie... w momencie zakończenia Wojny Tysiącletniej i swojej przemiany a alikorna zgodnie z prawem i tradycją legendarnego I Królestwa Equestrii... Unitas przysługiwała władza nad... całym światem. Niemniej jednak nie wszyscy byli skłonni to uznać, a pragnąć bardziej pokoju niźli władzy Unitas poprzestała na władzy wyłącznie nad kucykami (z których wszystkie uznawały jej władzę) - nadal jednak jej królestwo było najpotężniejszym i najprężniej rozwijającym się, a ona sama najbardziej szanowaną władczynią z którą de facto każdy władca musiał się liczyć. Reasumując - Unitas de facto miała prawo do władzy nad Idube, ale go nie używała. Choć jej królestwo było światową potęgą to nie jedyną i nie byłaby w stanie tego w pełni egzekwować bez niepotrzebnego rozlewu krwi... a co zostało też jasno zasugerowane w opowiadaniu Unitas leży na sercu los wszystkich istot, nie wyłącznie kucyków, za wszystkie czuje się w pewnym stopniu odpowiedzialna, będąc alikornem. Nie jestem też pewien co jest nie tak z rymami Idube, tu również nie pogardziłbym konkretniejszymi uwagami. Co do tulenia jednym kopytem... ta uwaga mnie najbardziej zdziwiła. W sumie to dla mnie dość oczywisty gest, analogiczny do tego jak czasami np dwóch facetów na powitanie poza uściśnięciem sobie dłoni nawzajem obejmuje się druga ręką. Taki gest od dawna funkcjonuje chociażby w mojej rodzinie i często tak się z kuzynostwem witamy czy żegnamy... Zastanawiam się o co też chodzi z tymi niewiele mówiącymi hasłami... Jaguny i Przysięga Jagunów? To raczej nie, ta rasa jak i wydarzenie zostało wyjaśnione. Podobnie promienista tarcza Rasdanu, wzięta zresztą... z kanonu. Mareburg jest mojego pomysłu, ale cóż... miasto jak miasto, więc chyba nie o to chodzi... analogicznie Góry Szmaragdowe są po prostu pasmem górskim Zebriki, czy Cesarstwo Kiriwanu będące po prostu pańśtwem z innego kontynentu... Hm... może więc wydarzenia historyczne jak Wojna Tysiącletnia, Sojusz Trzech czy Rewolucja Dwustronna? Choć to opowiadanie średnio jest miejscem na rozwodzenie się nad nimi... Nieco jednak rozjaśniając: Choć w sumie i ja chętnie zajrzę do tych poradników jak znajdę czas - zawsze czegoś przydatnego można się dowiedzieć.