Spojrzałem w niebo.
- Nie tak bardzo odmiennie od tego, jak tutaj, przynajmniej tam, gdzie byłem - odparłem. - Bo wiesz... każdy jakoś się stara ogarnąć w tej ruinie. Odkąd... zostałem zmuszony do opuszczenia swojej Stajni, krążyłem po okolicznych wioskach i miastach, widziałem obozy uchodźców, baraki bandytów... Raz nawet miałem do czynienia z naszym "odwiecznym" wrogiem, zebrą - dodałem. - Znalazłem gościa, którego dorwali jacyś miejscowi. Pobili go i poranili, no i zostawili na pustkowiach, by się wykrwawił.