Mattia Magna L

Brony
  • Content count

    203
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

84 Bardzo dobra

2 Followers

About Mattia Magna L

  • Rank
    [DATA EXPUNGED]
  • Birthday October 1

Informacje profilowe

  • Gender
    Steven Magnet
  • Miasto
    Piwnica mojej babci.
  1. Dlaczego, oh dlaczego te głupie, agresywne podkucyki, które zasługują na śmierć, nie kochają nas? - East, wpadłabyś może na herbatkę przed pracą? - zagadnęła Mason. - Czemu nie. Po zakończeniu apelu obie klacze ruszyły kłusem w stronę zewnętrznych dzielnic. Większa klacz zatrzymała się przed drzwiami i zaczęła chaotycznie grzebać w swojej torbie. W końcu znalazła kluczyki i otworzyła drzwi do niewielkiego mieszkania. - Damy przodem - ukłoniła się żartobliwie i przepuściła Eastwind. Istnieje wiele czerwonych flag, które mogą ostrzec gości, że z ich gospodarzem jest coś nie tak. W tym przypadku 'czerwona flaga' była dosłownym sztandarem zawieszonym koło wieszaka na okrycie wierzchnie. - To ironiczne - mówiła Mason wiele razy, nawet, jeśli nikt jej nie wierzył. Granatowa klacz wystawiła na gaz przestarzały czajniczek i od razu przeszła do rzeczy. - Te igrzyska to całkiem fajna okazja, żeby się wysadzić. Nastała niekomfortowa cisza. - Niiiieee. Nie. Nie zgadzam się. Nie. - Ale słuchaj, Crystal tam będzie, okazja się może nie powtórzyć... - Masz tylko jedno życie, i nie pozwolę ci go od tak zakończyć! Crystal nie zając, nie ucieknie. Poza tym, jak to niby zamierzasz zrobić? Myślisz, że nie będzie kontroli? - Może zapomniałaś, ale specjalnie po to mamy te tunele... - Tak, a potem pójdziesz na pieszo przez lodową tundrę do Las Pegasus. I dlatego to JA robię plany, nie ty. Mason wyglądała na urażoną. Zgasiła milcząco czajnik i zalała wrzątkiem mocną herbatę. - A więc co TY, pani "ja planuję a ty nie", zamierzasz robić? Wiesz, celem tajnego stowarzyszenia nie powinno być samo bycie tajnym. Jak zamierzacie zrobić cokolwiek, jeśli uważacie, że opuszczanie miasta z bronią to zbyt duże ryzyko? Eastwind zamyśliła się, wpatrując się w filiżankę w kwiatki. Trzymała się tego, że plan Mason był nie do zrealizowania - nawet, gdyby uniknęła przeszukiwań gwardzistów, nie ma mowy, żeby wpuścili ją z bronią na arenę - chyba, że w roli walczącego. A nawet, jeśliby się tam znalazła - czy mogłaby tak po prostu dźgnąć cesarzową Equestrii? Nie. Będzie tam mnóstwo gwardii, oddziałów śmierci, a Crystal będzie pewnie nosić pełną zbroję. A jednak - Mason zadała dobre pytania. Co zrobić, jak nie to? Czekać, aż Crystal sama podstawi się pod jej pyszczek? Do tego nie trzeba szpiegów, akt, spryskiwaczy czyszczących pamięć, pakowania źrebiąt pod nogi oddziałów śmierci... - A mówiłam ci już o tym włamaniu? - Tak. - Sprawdź, czy drzwi są zamknięte. Granatowa klacz ziemska wydała odgłos irytacji, ale sprawdziła zamknięcie drzwi. - Na siedem kłódek, tak jak lubisz. Eastwind szczerze się uśmiechnęła i poklepała klacz delikatnie po plecach. Pociągnęła jeszcze łyk herbaty i opowiedziała jej wszystko o porannym spotkaniu z włamywaczem. - No i nie wiem, gdzie on teraz jest, ani co dokładnie ukradł. Ale to musiało być coś ważnego, skoro strażnicy tak wariują. - Ja bym wzięła. - Ty to byś wszystko wzięła - zaśmiała się. Black Mason kiwnęła tylko głową. - Słuchaj, jeśli chcesz iść na te igrzyska - idź. Może zdobędziesz jakieś ciekawe informacje. Wydarzenie wydaje się dość... dziwne, podejrzane. Nie wiadomo, po co Crystal się tam wybiera osobiście. Nie próbuj tylko dźgać słońca motyką, dobrze? - Porywać się z motyką na słońce. - Dobrze? - Eh, okej. - Ja postaram się pogadać z Greenem i nie dać się zamknąć. - Ha! Jakby kogokolwiek jeszcze zamykał w więzieniu zamiast biczować! - Zgadzam się, upadek trzeciej władzy w naszym kraju to bardzo poważna sprawa. Z poważną miną siorbnęła herbatę. - A nie spróbujecie go ostrzec? - Kogo, włamywacza? Przecież wszystko było w ogłoszeniach. Nie jest głupi, połapie się. Zrobił co zrobił. Wiedział, jakie będą konsekwencje. Jego sprawa, nie moja. On mnie o pomoc nie prosił, tylko o ciszę. Kropka. Eastwind dokończyła herbatę i odstawiła filiżankę na stół. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie. - Muszę już iść. Praca czeka. - Żegnajcie, towarzyszko - z udawanym akcentem rzekła Mason. - Żegnaj. Miłego dnia. Klacz wyszła z budynku, zostawiając przyjaciółkę za sobą. Jej kroki były szybkie, ale nie biegła. Po co miałaby biec? Co prawda do pracy był kawałek drogi, ale według obliczeń, Eastwind powinna zdążyć na czas. Dobrze, nie powinniśmy czekać, aż Crystal podstawi się nam pod pyszczki. Ale w takim razie co? Mamy wszyscy jechać do Canterlotu pociągiem z Kryształowy Sercem? Zrobić rewolucję i czekać, aż Crystal przyjdzie ją stłamsić? I to zakładając, że nie wyśle po prostu oddziałów śmierci. Przydałoby się dać jej jakiś powód, żeby przyszła osobiście. Czy oddziały zawsze noszą maski przeciwgazowe? Czy są odporne na ogień? Bo ten nasz amnestyk jest niby bardzo łatwopalny. Czy zrobienie miotacza ognia ze spryskiwacza do wody to dobry pomysł? Przydałoby się zapytać tego... - Ał! Kto tu postawił ten słup? Może zostawię sobie te pytania na wieczór.
  2. - Rozumiem - potaknęła głową. Zbladła jednak na wspomnienie oddziałów śmierci. Wczorajszy "gość" był już niepokojący, ale to? Albo to lustro jest naprawdę ważne, albo Crystal zaczyna używać swoich elitarnych oddziałów niezwykle liberalnie. Eastwind szczerze mówiąc miała nadzieję, że pierwsze przypuszczenie było prawdziwe. Szkoda jej było włamywacza - nikomu nie życzyła spotkania z oddziałami - ale nie zamierzała dla niego ryzykować. - Nie ma za co. Miłego dnia - uśmiechnęła się delikatnie i zamknęła drzwi. Po krótkich przygotowaniach Eastwind była gotowa do wyjścia. Sprawdziła, czy zamknęła drzwi (dwa razy) i ruszyła w drogę na poranny apel na placu. Znalazła na skraju tłumu Mason i przywitała się że współkonspiratorką. - Hej. Było włamanie blisko mojego domu. - Eh, pewnie im się należało. - Mason, nie o to mi chodzi! Pomyśl o źrebakach! Eastwind zrobiła dłuższą pauzę. Nie wyglądało na to, żeby Mason myślała w tym czasie o źrebakach. - Strażnik mi powiedział, że sprowadza do sprawy dwóch żołnierzy z oddziałów śmierci - powiedziała w końcu cicho i sucho. - Oj. - A żebyś wiedziała.
  3. Klacz niechętnie otworzyła drzwi szerzej. Oczywiście, że to była straż. Eastwind wysłuchała większości historii bez większych emocji, wyrażając jednak zmartwienie, kiedy strażnik wspomniał o źrebakach. Nie widziała żadnych dzieci nad ranem, a znając nieco sytuację, porwanie wydawało się mało prawdopodobne. Jak i przede wszystkim po co miałby to zrobić? Nawet, jeśli wewnątrz Eastwind była sceptyczna, wyraz jej twarzy wyrażał głęboki niepokój. Dziwne w końcu by było, gdyby było inaczej. - Źrebaki?! Czyje? Tego cywila? Jak tak można! Wie Pan, sama nie mam i raczej ze względu na wiek już nie będę mieć dzieci, ale to naprawdę niepokojące. Może nawet je znam! Straszne! Eastwind zrobiła przerwę na "uspokojenie i zastanowienie się". Odetchnęła głęboko. - Bardzo przykro mi, że nie mogę pomóc. Nie wydaje mi się, żebym w nocy coś słyszała lub widziała. Nawet gdyby tak się stało, to po powrocie do łóżka zapomniałabym. Naprawdę bardzo mi przykro. Biedne źrebięta... Zaraz... Nie powiedzieli nic o włamaniu... Czyżby próbowali to zatuszować? - A... czy mają Panowie jakieś podejrzenia, dlaczego ktoś mógłby popełnić tak straszny czyn? Czy ktoś jeszcze może być w niebezpieczeństwie? Wie Pan, to w końcu moja okolica!
  4. Klacz wiedziała już, że nie zaśnie z powrotem. Zdjęła derkę, odłożyła spryskiwacz na swoje miejsce i wstawiła wodę na kawę. Dużo kawy. Siadała właśnie do wczesnego śniadania, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Serce zmarło w jej piersi, po czym wróciło do pracy w przyspieszonym tempie. Spokojnie, Eastwind. Nie mają podstawy, żeby cię podejrzewać. Masz prawo do milczenia. Zachowaj spokój. Głębokie wdechy. Zachowuj się normalnie. Głębokie wdechy. Nic nie widziałaś, nic nie słyszałaś. Głębokie wdechy. - Idę! - zawołała po chwili, a jej ton głosu był bardziej poirytowany niż przerażony. Klacz wyjrzała przez Judasza w drzwiach, zanim je uchyliła, nie zdejmując wewnętrznego łańcucha.
  5. Co on tak warczy? Ma wściekliznę czy coś? - Poradzę sobie sama - powiedziała tonem kończącym rozmowę. Zbliżyła się do wyjścia i wzięła głęboki oddech. Okej. Podsumowanie: spotkałam pospolitego, acz uzdolnionego złodzieja. Jest to prawdopodobnie kucyk ziemski, gdyż pegaz nie potrzebowałby linki z hakiem, a jednorożec uzdolniony na tyle, żeby powalić kilku strażników naraz po cichu, powinien umieć się teleportować. Nigdy też nie użył przy mnie telekinezy, nawet gdy myślał, że nikt nie patrzy. Jednorożce kochają używać telekinezy. Może wiadomości podadzą, jak powalił strażników. Gaz, może? Magia z innego ukradzionego artefaktu? W każdym razie działa dla pieniędzy (jeśli wierzyć jego słowom), ciągle warczy i jest trochę dupkowaty. Ukradł kryształowe lusterko dla kogoś spoza Królestwa. Miał dobry plan, ale raczej nie pożyczy mi tabelki z godzinami zmian strażników. Notatka do siebie: następnym razem nosić przy sobie zegarek. Albo nie pchać się w następne razy. Nie po to tworzę organizację, żeby samej się szwendać po nocy po obcych domach. Dobrze, chyba będę już wracać do domu. To będzie... Chyba na prawo. Ok. - Dobranoc - powiedziała cicho, po czym wyszła.
  6. - Oczywiście. Ej, zaraz, nie pamiętam wchodzenia w żadną wiążącą umowę. Ale, co tam. W końcu uciekliśmy razem. Nie będę sama na siebie donosić, a nie ma opcji, żeby to pominąć i wyjaśnić, jak zdobyłam informacje. Całkiem sprytne - skomentowała. - Znaczy się, trzymam pyszczek na kłódkę. Obejrzała uważnie swoje ciało. Nigdzie jej się nie wbiło szkło, więc było całkiem dobrze. Derka też nie podarta, nic nie wypadło z kieszeni. Nadal miała spryskiwacz, ale nie było raczej potrzeby amnezjować ogiera - nie doniesie na nią władzom. Pozostawał tajemniczy ktoś, kto go zatrudnił. Eastwind nie miała pojęcia, kim taki ktoś mógł być. Biorąc jednak pod uwagę postawę włamywacza, o wiele bardziej przejmował się on błyskotkami niż jakąkolwiek samozwańczą buntowniczką. - A skąd wiesz, że na dole nie ma strażników? - zagadała, będąc już w drodze do wyjścia - Rozumiesz, wolę mieć pewność. Masz jakieś specyficzne plany ich działania w wyniku takiego włamania, czy coś?
  7. Eastwind nie skomentowała na głos planu, a tylko kiwnęła głową. Ona też nie miała czasu na rozmowy (ani głupie żarty o wadze). Klacz bezceremonialnie złapała ogiera od tyłu kopytami. - Już.
  8. Eastwind zamyśliła się. Chodzenie za włamywaczem wydawało się dość głupie, zważając na to, że właśnie powiedział: "żadnych świadków". Z drugiej strony, wyjście samej prosto w kopyta strażników z niedawno obrabowanego mieszkania również było głupotą. Istniała jednak także trzecia opcja - mogła spróbować zatrzymać przestępcę a potem oddać go w kopyta straży. Normalnie martwiłaby się, że włamywacz ją zdradzi - w końcu powiedziała mu już dosyć o sobie i swoich poglądach - ale szczęśliwie wzięła ze sobą spryskiwacz pełen magicznej wody usuwającej pamięć. Może to nie było najbardziej etyczne rozwiązanie, ale na pewno nie najgłupsze. - Idę z tobą - powiedziała i podążyła za nim po schodach. Zobaczy się.
  9. - Zapewniam cię, że nie mam w swoich planach wsadzania cię do więzienia - zaczęła mówić przyciszonym głosem. Zrobiła małą pauzę na myślenie. Powinna brzmieć jakby wiedziała co robi. - Nie czuję sympatii do cesarzowej i nie obchodzą mnie jej ordery. Nie zamierzam cię zatrzymywać. Na razie tylko, jak to ująłeś, ciekawsko się gapię. Rozglądam. Zbieram informacje. Spokojnie, nie dla Niej. I tak, zamierzam wkrótce uciec... Klacz wychyliła głowę, jednocześnie delikatnie zbliżając się do ogiera. Nie weszła na scenę przestępstwa po to, żeby wrócić bez żadnej przydatnej informacji. Chciała wiedzieć, co on trzyma w kopycie. - Ale najpierw możesz szybko zaspokoić moją ciekawość. W końcu byłam już w gorszych miejscach niż w piekle. Uśmiechnęła się delikatnie, mrużąc oczy dla wyostrzenia wzroku, i zacisnęła kopyto na spryskiwaczu. Gdyby ogier ją zaatakował z bliska, mogłaby psiknąć mu w twarz i zdezorientować na tyle, żeby zdążyć uciec. Wolała jednak uniknąć konfrontacji. Nie przyniosłaby ona korzyści nikomu prócz straży.
  10. Eastwind miała ważniejsze rzeczy na głowie, niż oglądanie majętnego, luksusowego, światowego, pięknego, przestronnego domu. Przesunęła wzrokiem po półkach z książkami i egzotycznymi artefaktami. Gdyby to ona włamywała się do czyjegoś domu, to właśnie je by wzięła. Wszystko jednak wydawało się w najlepszym porządku. W przejściu leżał jakiś kucyk. Eastwind sprawdziła tylko, czy żyje. Nie dziwiło jej to już. Zastanawiała się, czy napastnik już uciekł i czy warto było go teraz szukać (przeszukiwanie nielegalnie całej tej masywnej posiadłości nie uśmiechało jej się), gdy usłyszała skrzypnięcie. Pobiegła w jego kierunku.
  11. Widząc ciała strażników Eastwind zamarła. Rozejrzała się wokół. Dwa ciała tu, jedno tam, wyłamane drzwi. Wniosek tak oczywisty, że nie trzeba go przedstawiać. Jedyne pytania, które pozostawały to jak i dlaczego. Nigdzie nie było śladów walk. Klacz pochyliła się ostrożnie nad strażnikiem. Nieprzytomny, oddychający, na pierwszy rzut oka nieuszkodzony. Magia, oczywiście. Pewnie jakiś zdolny jednorożec. Inaczej strażnicy byliby dużo głośniejsi. Eastwind wiedziała, że gdyby doszło do walki, przegrałaby. Ale czy musiało do niej dojść? Napastnik raczej nie przepadał za siłami Crystal, więc mógł być potencjalnym sojusznikiem. Oprócz tego nie zabił żadnego ze strażników, chociaż pewnie nie miałby z tym problemów. Musiał więc preferować nie zabijanie. Lepiej dla mnie. Po chwili namysłu klacz pobiegła do domu o wyłamanych drzwiach. Jeśli ktoś mnie złapie na bieganiu po scenie przestępstwa, troska obywatelska będzie nienajgorszym wytłumaczeniem. Zwłaszcza, że nie umiem dusić strażników siłą umysłu. Klacz przestała biegnąć tuż przed domem i ostrożnie wyjrzała zza wyłamanych drzwi. Jej były lepsze - paranoja o to zadbała. Zamknęłam drzwi? Tak, zamknęłam. W kopycie Eastwind mocno trzymała spryskiwacz. Na wszelki wypadek.
  12. Miała już wracać do łóżka, spróbować zaznać jeszcze trochę snu, gdy usłyszała hałas i zamarła. Zastrzygła uszami. Zawsze była wrażliwa na nocne hałasy, nie czekała więc na powrórzenie się dźwięku. Wróciła do kuchni, zabrała spryskiwacz i narzuciła na siebie derkę. Sprawdziła, jak łatwo można wyciągnąć z niej garotę. Bardzo łatwo. Gdy dźwięk rozbrzmiał ponownie, klacz była już pod drzwiami. Mając już pewność, że to kucyk (lub przynajmniej coś wydającego podobne odgłosy), a nie bezdomny kot, Eastwind przekręciła klucz. Zamknęła za sobą drzwi i rozejrzała się. Podeszła najciszej jak mogła do miejsca, z którego wydawało jej się, że dochodził krzyk.
  13. Klacz przewróciła się w łóżku i otworzyła oczy. Nie pamietała już, co jej się śniło, ale prawie na pewno coś nieprzyjemnego. Głównie takie sny miała od przejęcia władzy przez Sombrę. Po jego śmierci koszmary załagodziły się trochę, lecz nigdy nie przeszły. Eastwind spojrzała na zegarek stojący na szafce - 03:54. Za wcześnie żeby wstać, jednak East nie czuła się już senna. Skierowała swą głowę ku parapetowi, na którym stał niebieski, plastikowy spryskiwacz do roślin doniczkowych. Wczoraj spelolożka napełniła go wodą z podziemnego jeziora. Zbiornik wodny został nazwany Lete, od jednej z rzek greckiego podziemia. Zazwyczaj psiknięcie w twarz wystarczało, by kucyk zapomniał kilku ostatnich minut życia. Eastwind wstała i przeniosła spryskiwacz do kuchni, gdzie położyła go na stole obok doniczki z miętą kuchenną. Na wszelki wypadek.
  14. Ciemnozielony jednorożec spuścił głowę zawiedziony. Wiedział, że nie jest najlepszy w czarowaniu, ale obecność tej magii... Była taka inna od wszystkiego, co kiedykolwiek poczył, że przez chwilę spodziewał się, że ten wynik także okaże się inny, niespodziewany. - Nie, proszę pana. Uśmiechnął się i odszedł na swoje miejsce obok swojej asystentki. Eastwind odpowiedziała mu podobnie nieszczerym uśmiechem. Miał wiele wątpliwości co do swojego znaczenia. Po opuszczeniu świątyni Eastwind i Green Letter rozmawiali przez chwilę, a potem się rozeszli. Oboje wrócili do swoich mieszkań w świetle latarni ulicznych. Eastwind zamknęła drzwi na klucz, zasłoniła okna zasłonami i zapaliła światło w niewielkiej łazience. Jednak zamiast wziąć prysznic, klacz wyjęła ze schowka pod prysznicem pęk kluczy i zeszła do piwnicy. Minęła worki mąki kukurydzianej i duże butle o niepewnej zawartości (wody w alkoholu). Przeszła przez ukryte przejście w szafie aby znaleźć kolejne drzwi zamknięte na kłódkę. Wpisała kombinację. Drzwi się otworzyły. Eastwind zamknęła je z powrotem i podążyła wykutym w twardej skale korytarzem na dół. Pomarańczowa klacz nie potrzebowała światła, żeby poruszać się po podziemnych korytarzach. Sama je odkryła i była wśród tych, którzy je opisali. Po przejściu stu trzech metrów (licząc od drzwi) skręciła w lewo. Korytarz wydawał się tutaj bardziej naturalny. Szybko jednak doszła do kolejnego znaku odecności kucyków - metalowych drzwi oznaczonych białym iksem. Eastwind zapukała, wystukując kod i weszła do środka. W pomieszczeniu przy owalnym stole siedziało już kilka osób. Wysoka granatowa klacz uśmiechnęła się do pomarańczowej i wskazała jej miejsce koło siebie. - Witajcie Towarzyszko. Co tak późno? - zapytała z fałszywym wschodnim akcentem. - Byłam na ceremonii. - My właśnie będziemy oglądać. Usiądźcie. Na ścianie wisiał ciemny ekran, który nagle rozjaśnił się i pokazał wejście do świątyni. Akolita podał Eastwind pełny transkrypt. Przez chwilę było słychać niewyraźne krzyki (napisy na dole ekranu: "Pan Wibrys!"), a zaraz potem obraz zmienił się w masę nóg. Spomiędzy nich widać było postaci kapłanów. Niedługo potem na ekranie pojawiły się słowa kapłana. Ciemna klacz wywróciła oczami. Na wspomnienie drogi cienia po sali unosiły się szepty. Kuc ziemski uciszył resztę i wrócono do oglądania. Podobna sytuacja wydarzyła się, gdy na ekranie pojawił się ciemny portal. Po zakończeniu seansu akolita dotychczas siedzący na gościnnym krześle na krańcu stołu wstał i rozdał wszystkim kopytnie pisane dokumenty. Na pierwszej stronie była ogólna specyfikacja celów i planowanego przebiegu akcji, a także środków do tego potrzebnych. Następnie skrócony opis aktualnego przebiegu misji. Połowa strony była pusta, jakby niedokończona. Starsza klacz zapytała się o to akolity, ale on odpowiedział, że wg protokołu wnioski wyciąga się dopiero po spotkaniu. Ogier z pilotem przytaknął. Następne strony zajmował skrócony transkrypt rozmów (tekst żołnierza miał w środku kilka znaków zapytania) i ważniejsze zdjecia. Końcowe strony stanowiła lista jednorożców, które wykazały się wartą uwagi mocą i strona poświęcona berłu. Eastwind zauważyła, że była prawie całkowicie pusta. - Mój informator powiedział, że energia magiczna berła jest niepodobna do tej zwykłego jednorożca. Zmienić źródło z "niepewnego" na "Crystal". Asystent zanotował uwagę. - Wiecie, w sumie mogliśmy temu fanatykowi założyć nadajnik - głos zabrał młodszy kuc o niebiesko-różowej grzywie. - Zwariowaliście?! Źrebięta miały podejść do oddziałów śmierci i założyć pluskwę? I co jeszcze, dzwoneczek?! - Czarna ma rację. Twój pomysł jest zły. - Przepraszam. Tylko proponowałem. - Dobrze już, dobrze. A teraz co z tej akcji wynieśliśmy? - odezwał się starszy ogier. - Po pierwsze: potwierdzenie informacji, że cel rytuałów to poznanie przez Crystal potencjału jednorożców w całym królestwie, aby lepiej wykorzystać ich magię, wyłowić talenty i ewentualne problematyczne jednostki. Po drugie: my też będziemy mieć dzięki temu wykaz jednorożców w naszej okolicy. - Po trzecie: wiemy, że tyranka rozsyła swoje artefakty po całym kraju. Proponuję przejęcie, choćby chwilowe, i przebadanie go w celu lepszego zrozumienia magii Crystal. Oczywiście będziemy musieli najpierw znaleźć zasoby i dobrze to rozplanować, a przede wszystkim to przegłosować, ale liczę na nas. - Po czwarte: lepiej rozumiemy teraz budowę świątyni. Wszyscy wiemy, że to jedno z bardziej prawdopodobnych miejsc, w których może być ukryte Kryształowe Serce. Tyranka nie ukryłaby go, gdyby jej nie mogło zagrozić. Naprawdę musimy dostarczyć tam wtykę. - Tutaj przechodzę jednak do ostatniej sprawy, którą chciałam poruszyć. Wszyscy widzimy, że w tym mieście żyją kucyki, które są przeciwko nam. Niebezpieczni fanatycy wielbicielki autorytaryzmu, przemocy, rasizmu i czarnej magii. Nie możemy pozwolić, żeby się o nas dowiedzieli. Widzieliśmy dziś w akcji tylko jednego z nich. Naprawdę nie chcemy, żeby sprowadzono tu więcej oddziałów. Przypominam więc - nie ufajcie obcym. Mówcie rodzinom, kiedy i gdzie wychodzicie, jeśli macie możliwość. Nie chodźcie sami po zmroku. Pozostańcie czujni. To tyle z mojej strony. Głos dla ciebie, Dziadku. Starszy ogier nazwany Dziadkiem poprosił akolitę o przyniesienie mu kilku dokumentów. Black Mason dorzuciła do tego jeszcze kilka próśb. Starsza klacz barwy piaskowca jak zwykle nie mówiła zbyt dużo. Była nieoficjalną ekspertką wojenną, ale oddziały śmierci nie były podobne do niczego, co wcześniej spotkała na kartkach kronik lub w prawdziwym życiu. W końcu akolita powrócił z zamówionymi aktami. Starszy kucyk i Black Mason mu podziękowali, a potem wszyscy zaczęli przeglądać akta. - Uuu, słabo u nas z jednorożcami. Sami konwertyci albo przeniesieni. Albo przeniesieni konwertyci - "przeniesieni" znaczyło "tajemniczo zniknęli i ich ciała nie zostały znalezione". - A ta śliczna różowa? Eastwind spojrzała na Mason obrażona. - Morning Dew. To konwertytka. - Serio? W życiu bym nie zgadła. Jesteście pewne, że nie przejdzie? - Berło wyłapuje wszystkich konwertytów. Mamy jeszcze kilku przyjaciół poza granicami KK... - zaczęła Eastwind. - I żaden z nich nie jest wolny. Drukarz i Archiwista są zbyt kluczowi, żeby ich ryzykować, lojalność Szklarza wątpliwa, E.A.P. mieszka w Canterlocie, a tam ochrona jest zbyt silna. Mieliśmy jeszcze jednego pod Baltimare, ale jego żona urodziła chore dziecko i teraz ma jechać na badania do Fillydelfii. W życiu się nie zgodzi. - Może Orange? - zaproponował młodszy ogier. - Przeniesiona - odpowiedziała Eastwind. - Och, przykro mi. Hmm... A ten twój Greentext czy jak mu tam? Eastwind wstrzymała oddech. Green nic nie wiedział o konspiracji, a nawet, jeśli coś podejrzewał, wiedział, aby się nie wtrącać. Jeżeli go wtajemniczy, to nie wie... Nic w sumie nie wie. - Pomyślę nad tym. Jutro z nim o tym porozmawiam. - Kto za? - zapytał się młody ogier. On, Dziadek i Mason podnieśli kopyta. - Kto przeciw? - nikt nie podniósł nogi. - Kto wstrzymuje się od głosu? Dobrze, Towarzyszko. Przegłosowane. Reszta spotkania przebiegła według Eastwind bardzo szybko. Ustalanie planów, wyciąganie wniosków, uzupełnianie papierów, rozpatrywanie wniosków, głosowanie, nałożenie pełnych kostiumów ochronnych i zanurzenie akolity obecnego przy spotkaniu w lodowatym jeziorze pełnym środków amnestyzujących... Eastwind wróciła do domu, pogasiła światła, dwa razy upewniła się, że zamknęła wszystkie drzwi i położyła się do łóżka. Potrzebowała snu. Jutro zajmie się czymś trudniejszym - rozmową z drugim kucykiem.
  15. Źrebak w butach o miękkich podeszwach posłusznie podążył za kapłanami. Początek drogi był niezwykle łatwy - kucyków w świątyni było tak wiele, że bez problemu zasłoniły go one w drodze do korytarza. Kucyk trochę poczekał, żeby podążyć za grupą. Czuł się jak ninja. Bał się trochę, że kapłani go zauważą, ale torebka pralinek to torebka pralinek. Podążał do przodu. Nagle poczuł dotyk na grzbiecie i musiał zatkać swoje usta kopytem, by nie okazać zaskoczenia na głos. To była jego siostra, która niespodziewanie wyszła z bocznej wnęki. -Widziałam jakiąś grupę ogierów przechodzącą tędy - wyszeptała mu do ucha. - Wiem. Rodzeństwo resztę drogi przeszło razem, idąc jedno kilka metrów za drugim. Klaczka zatrzymał się pierwsza. Wychyliła nieco głowę za róg i pomachała kopytem do bliźniaka. Przetarła okulary, żeby poprawić widoczność. Troje kucyków siedziało w milczeniu przed lustrami, uważnie się im przyglądając i nagrywając. - Możesz się przestać tak trząść? - cicho burknęła operatorka kamery. - Przepraszam. Nie mogę. Ogier położył lustro na biurku. Drugi poszedł w jego ślady. Klacz przybliżyła się. Wydawała cichy, zadowolony dźwięk. Kiedy czarna otchłań się zamknęła, źrebaki czym prędzej się wycofały w stronę wyjścia. Słyszały za sobą kroki, więc były szybkie. Kiedy dotarły do głównej sali świątynii, nie slyszały już nikogo za sobą. Ogierek podszedł do swojej mamy, która w tym czasie przesunęła się na przód tłumu, a jego siostra została bliżej wyjścia, zasłaniając się jakaś klaczą po prawej. Eastwind patrzała prawie cały czas w stronę podium, jedynie chwilami spoglądając w stronę Peanut Butter, która nie odwzajemniała jej spojrzenia. Nikt nie lubił wysyłać dzieciakow na szpiegowanie, a zwłaszcza na szpiegowanie przyszłych członków oddziałów śmierci. East także się martwiła o źrebaki, ale znacznie bardziej wolała to od niewiedzy. Nieznane było straszniejsza od czegokolwiek innego. W końcu niewielki ogierek przytulił się do nogi mamy. Nie wyglądał, jakby właśnie zobaczył śmierć swojej rodziny. To sukces. Oczywiście, że to był sukces. Znakomite myślenie, Eastwind. Jesteś takim wspaniałym liderem, Eastwind. Zasługujesz na medal z ziemniaka. Eastwind uśmiechnęła się i powróciła wzrokiem do wybieranych jednorożców. Minęło trochę czasu. Wydawało jej się, że większość jednorożców dotknęła już berła. Green Letter jeszcze tego nie zrobił, ale on ledwo umiał lewitować dwa pudła dokumentów na raz, więc Eastwind się nim nie przejmowała. Misja zakończona. Chyba.