Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

Equestria: Apokryf

Recommended Posts

W Equestrii trwała zima, ale o wiele lżejsza niż ta, do której przyzwyczajony był Drago. Chwilowo nie padał śnieg - zbliżał się wieczór i znaczna większość kucyków siedziała już w swoich domach, ponieważ zapadł już zmierzch. W całym Ponyville paliły się światła, a kucyki powoli przygotowywały się do snu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szukam miejsca gdzie znajduje się obecnie mój cel. Następnie używam zaklęcia Przemiany i zmieniając się w ptaka, wzbijam się w powietrze i lecę w owe miejsce... mój pan powiedział mi to co powinienem wiedzieć o niej... to czy się zgodzi, to zależy od niej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nurkuje i siadam na oknie by zobaczyć mój cel, jeśli tam jest. Nie wiem czy mieszka sama czy z rodzicami, czy może ma męża z dziećmi... tak czy siak podlatuje i siadam na oknie przed miejscem gdzie może być jej sypialnia, albo czytelnia... gdziekolwiek teraz się znajduje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przez okno widać było oświetloną sypialnię, ale nie było tam kucyka. Był za to dziwny, karłowaty, fioletowy stwór z dużą głową i rzędem zielonych kolców na grzbiecie. Miał pazurzaste łapy i krótkie nogi. Pisklę smoka?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kuzyn? Siedzę i patrzę na niego. Lubiłem tak wkurzać, Generała Tuliusa. Musiałem przestać, po tym jak dla Zabawy obsrałem jego konia z jedzenia które mu wcześniej podpieprzyłem. Więc siedzę na parapecie i patrzę na Smoka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Staram się wyśledzić gdzieś wejście do budynku. Musi być otwarte okno, zawsze zostawiają gdzieś. Smok pewnie gadał z tą klaczą... jestem pewien. Muszę przez jakiś czas poudawać tego ptaka... tak dla zabawy, mój pan szykuje miejsce w Apokryfie by mogła tam przejść, a to potrwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Więc tak. Podlatuje i jeśli nikogo nie ma w pomieszczeniu to otwieram drzwi i wchodzę do środka i znów zmieniam się w ptaka... bo jako ptak nie otworze, oczywiste. Jeśli ktoś jest, to drapię po szybie udając zmarzniętego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Smok akurat schodził ze schodów i zauważył niespodziewanego gościa. Podbiegł szybko do ptaka.

- Twilight! Twilight! - zawołał. Czekał na odpowiedź. - A ty skąd się tu wziąłeś? - powiedział ni to do ptaka, ni do siebie. Klacz przybiegła, zdenerwowana.

- Spike! Krzyczałeś, jakbyś tu zobaczył ducha, i... ojej. Ptak - stwierdziła. Miała fioletową sierść i ciemniejsze, fioletowo-różowe włosy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój pan nic nie mówił o chwilowym udawaniu... powiedział bym ją pilnował do czasu aż miejsce będzie gotowe. Spoglądam na nią trzęsąc się z zimna... tak to chyba robią śmiertelne istoty jak jest im zimno? Tak czytałem... tylko to robię między treningiem, snem, jedzeniem i uczeniem się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jak ty się tu znalazłeś? - zastanowiła się klacz. Podniosła ptaka magią i ruszyła na górę, do sypialni. Spod łóżka wyjęła niewielki karton. Do środka mały smok włożył ręcznik, a Twilight delikatnie odłożyła ptaka do środka i otuliła go pozostałą częścią ręcznika.

- Trzeba będzie pójść po Fluttershy - odezwał się smok.

- Tak. Nie wiem, co ten gatunek ptaka może jeść... - odpowiedziała Twilight, zakłopotana.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Albo ona naprawdę nie zna się na ptakach... albo żartuje. NA STWÓRCE ZIARNO... o dziwo nawet mi w mojej rodzimej formie smakuje. Ale i tak jestem najedzony. Spoglądam na nią z wdzięcznością, na krewniaka też... jak na razie idzie dobrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Spike, będziesz taki miły i pójdziesz po Fluttershy? - zapytała Twilight. Smok spojrzał z powątpiewaniem w okno i skrzywił się. Następnie rzucił Twilight błagalne spojrzenie.

- Och, dobrze, ja pójdę! - Klacz jednorożca przewróciła oczami i zaczęła schodzić po schodach.

- Świetnie Twilight, przygotuję herbatę - odkrzyknął smok i ruszył  - prawdopodobnie do kuchni - by spełnić obietnicę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Więc czekam... w między czasie rozglądam się po pomieszczeniu by zobaczyć jaki ma zbiór owa klacz... na dole widziałem już książki... całe pomieszczenie... a tu są jakieś? Widać już na kilometr, że ten mały smok raczej nie pała uczuciem do zimy. Moi pobratymcy ze Skyrim tą zimę nazwali by upałem... więc czekam na to co się stanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kilkanaście minut później drzwi do domu otwarły się i wstąpiła przez nie Twilight Sparkle u boku kucyka o długiej, różowej grzywie i żółtej sierści - klacz pegaza.

- Och - westchnęła klacz, która prawdopodobnie nosiła imię Fluttershy. - Jest zmarznięty. Powinien dostać wody i trochę ziarna, to mu na pewno nie zaszkodzi. Mówisz, że wleciał tu sam, tak? - zapytała. Twilight pokiwała głową, a w tym czasie żółta klacz pogładziła Drago kopytkiem po piórach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet przyjemne... nastawiam się... otak... nikt mnie jeszcze nie gładził w ogóle... takie przyjemne... chyba ją polubię... bo zdaje się, że ta klacz o imieniu Fluttershy jest dobrą znajomą Twilight. Ale najważniejsze... DOSTANĘ ZIARNO!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Skąd ja mam teraz wziąć ziarno? - Twilight westchnęła.

- Nie rób sobie kłopotu - odpowiedziała Fluttershy. Zdjęła z grzbietu swoją torbę i zaczęła w niej szperać, po czym wyciągnęła papierową torbę wypełnioną właśnie ziarnem. Chwyciła ją w zęby i wysypała trochę na ręcznik tuż przy głowie Drago.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jako że kocham ziarno, to zaczynam je pałaszować szybko. To moja słabość... ziarno... najlepsze z solą... i niekiedy z pieprzem... ale najważniejsze... Ziarno to najlepsze jedzenie jakie jadłem w życiu...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Musiał być głodny, biedaczek... - stwierdziła Fluttershy. Miała przyjemny, delikatny głos. W dodatku mówiła bardzo cicho. - Trzeba będzie go umyć i sprawdzić, czy nie ma uszkodzonej jakiejś kości - powiedziała żółta klacz. Twilight pokiwała głową.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na dźwięk woda się momentalnie zatrzymałem... umyć. Nie to, że jestem flejtuch... ale w niektórych postaciach mam deficyt do Wody... a ten ptak to jedna z nich. MUSZĘ!? W tej postaci tak jakby woda mi nie pasuje...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Na co czekamy? - zapytała Twilight. Uniosła ptaka magią i zaniosła go do łazienki. Fluttershy podążała za nią.

Klacz jednorożca napełniła umywalkę ciepłą, chociaż nie gorącą wodą i ostrożnie, oraz powoli zanurzyła Drago w wodzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odruchowo wierzgnąłem kiedy dotknęła mnie woda... nienawidzę wody jak jestem pod postacią ptaka... kurwa, takie uczucie mam, jak bym taplał się w bajorze ze stadem wieprzy. Widać, że mi się to nie podoba...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po umyciu ptaka Twilight na nowo zawinęła go w ręcznik i zaniosła do pudełka.

- Wiesz, Fluttershy... W zasadzie, nie bardzo potrafię się opiekować ptakami... Ani w ogóle zwierzętami, wiesz o co chodzi... - powiedziałaz zakłopotaną miną Twilight.

- Och, wiem do czego zmierzasz. Nie ma problemu, Twilight. Wielu z moich podopiecznych teraz śpi, zaopiekuję się nim. A teraz pozwól że pójdę... Wygląda na to, że zaczyna padać śnieg - szepnęła.

Po upływie dziesięciu minut klacz pegaza opuściła dom Twilight z torbą, w której siedział Drago zawinięty w ręcznik.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...