Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Arena I  

17 members have voted

  1. 1. Kto popisał się większą mocą w tym pojedynku?

    • Sajback Gray
      7
    • Seluna
      10


Recommended Posts

Pierwsza runda turnieju odbywała się na podstawowej arenie. Organizatorzy najpewniej nie chcieli nikomu dawać lepszych kart na początek. Sama zaś arena była prosta. Wysoki kamienny mur otaczał długi na kilkadziesiąt metrów plac pokryty ubitą od licznych walk ziemią. Arena nie miała dachu, więc prócz naturalnego, dodano też magiczne oświetlenie, by walka była doskonale widoczna dla widzów. Ci zaś oddzieleni byli, jak zawsze, silnym polem antymagicznym od toczących się starć.

 

 

the_battle_by_adeptus_monitus-d87e4yj.pn

 

 

Powitajmy na I Arenie Selunę i Sajbacka Graya! To, co już za chwilę przyjdzie nam oglądać, jest nie tylko pojedynkiem otwierającym pierwszą rundę, ale także starciem umuzykalnionego do granic możliwości, roztańczonego gościa z konserwatywną miłośniczką powieści fantasy, science-fiction, ale również kryminałów. Oboje mają jeszcze całe mnóstwo źródeł, z których czerpać mogą inspirację, a także moc, niezbędną do uwolnienia zaklęć, które ostatecznie dadzą zwycięstwo jemu, lub jej.

 

Przeczucie każe mi sądzić, że będzie to wyrównane i interesujące starcie. Naprzeciw siebie stoją obeznane z szeroko pojętą kulturą osoby, szczycące się bogatymi zainteresowaniami oraz doświadczeniem na tymże forum. Myślę, że mają nam wiele do pokazania! Na co zatem czekacie?

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Weszłam na arenę. Ubrana byłam w czarną spódnicę i płaszcz tego samego koloru. Na rękach miałam białe rękawice. Włosy związane miałam w praktyczny warkocz. Miejsca które dotknęła moja stopa czerniały i gniły. Za mną ciągnął się czarny dym. Obie te rzeczy nie miały zbytniego zastosowania magicznego, ale co, jak co, efekt musi być.

Miałam nadzieję na bardziej kreatywną arenę. Wykorzystywanie otoczenia, by wygrać to był mój ulubiony rodzaj magii. Magia kamieni i ziemi nie jest, cóż zbytnio inspirująca.

Wymyśliłam już parę trików do wykorzystania na tej arenie, ale w porównaniu do gwiezdnej areny, na której miałam kiedyś przyjemność walczyć, ta nie była zbyt interesująca. To był wspaniały pojedynek... Byłam dopiero początkująca, cudem wygrałam. Teraz powinno mi pójść lepiej, dużo lepiej. Przeglądałam archiwa magicznych pojedynków, wiem jak pokonać przeciwnika.

Archiwa... Znalazłam tam tylko jeden pojedynek z jej przeciwnikiem. Nie lubiłam magia muzycznej, była zbyt niestabilna. Nie umiałam grać na żadnym instrumencie, więc zasada "zwalczaj ogień ogniem" raczej nie wypali. Co do magii światła... tu jest gorzej. Są jednak sposoby by ją ujarzmić.

Uśmiechnęłam się. Zaklęcia wyciszające! Machnęłam dłonią. Żadne zaklęcia dźwiękowe już nie będą tutaj działać. Jedyne co będzie słychać to głos, który zostanie pozbawiony całej mocy. Teraz wystarczy tylko czekać na Sajbacka.

Edited by Seluna

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najpewniej pojawiłbym się na arenie w otoczeniu majestatycznych dźwięków muzyki, jak mam to w zwyczaju, lecz tym razem, ku mojemu zaskoczeniu, mój przeciwnik wyciszył zaklęciem wszelkie dźwięki. Moje nuty całkowicie zanikły, co oznacza nici ze spektakularnego wejścia, prawda? Nic bardziej mylnego. Skoro na pewien czas pozbawiła mnie możliwości używania muzyki, to daje mi tylko możliwość pokazania mojej mocy od innej strony. Wykorzystam inne atuty dopóki, nie uda mi się przywrócić dźwięków na arenie. Żadne zaklęcie nie jest, bowiem tak potężne, by nie dało się go osłabić lub stawić mu czoła. Bramę do areny porosły czerwone róże, tworząc nad nią napis “the show must go on”. Zaczęły one emanować energią, po czym ich łodygi otworzyły bramę. Ja, natomiast wkroczyłem na arenę w czerwonym płaszczu i nałożonym kapturem. Pewnie myślicie, że jestem strasznym modnisiem, każdą walkę staczam w innym stroju, cóż macie trochę racji, zwyczajnie nie lubię monotonni. W mojej ręce dało się zobaczyć ten sam kwiat, który wcześniej spowił bramę. Zdjąłem kaptur i spokojnie powąchałem różę. – Zawsze lubiłem kameralne wejścia. -Stwierdziłem spoglądając na moją przeciwniczkę. – Swoim zaklęciem zniszczyłaś jednak cały jego urok. cóż, bez dźwięków muzyki, ten pojedynek, może być nieco drętwy, przynajmniej dopóki nie znajdę sposobu na przywrócenie ich piękna. – Uśmiechnąłem się do niej delikatnie. –Liczę na wspaniały pojedynek moja droga, a znając twoją waleczność, najprawdopodobniej się nie zawiodę. Więc… – Spojrzałem na nią ponętnie i odrzuciłem swój płaszcz, który zamienił się w czerwone motyle, które rozleciały się po arenie. Miałem na sobie strój złożony z czarnych spodni, czarno czerwonych butów, czarnej białej koszuli i czerwonej kamizelki. Koszulę przeplatał pas z runami magii chaosu i muzyki. Założyłem kapelusz z czerwonym piórem i lekko się ukłoniłem. – Zatańczymy mi querido? – Zacząłem spokojnie stepować. – Możesz pozbyć się muzyki z otoczenia, ale ja noszę ją w sercu mi oponente. Możesz uciszyć muzykę, która śpiewam, ale ja potrafię śpiewać całym ciałem, el poder de la danza. – Począłem tańczyć do latynoskich rytmów. Nie potrzebowałem otaczających mnie dźwięków, słyszałem je w sercu. mój strój zaczął emanować magią. Magia muzyki nie opiera się wyłącznie na dźwiękach, tylko na radości jaka przepływa przez duszę, tego któremu jest dane jej używać. Podczas mojego tańca, czerwone motyle latały już nad areną , trzepocąc skrzydłami. Zobaczymy jak zachowa się w zaistniałej sytuacji moja oponentka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Jakie piękne schmeterlingi!" - bez wątpienia, taka byłaby moja reakcja. Taka byłaby moja reakcja gdyby to nie był magiczny pojedynek.

Przeciwnik miał naprawdę ładne wejście. Po hiszpańsku i w ogóle. To prawda, bez muzyki ten pojedynek byłby z pewnością dużo piękniejszy, ale cóż, wygrana wymaga poświęceń. Nie mogłam pozwolić, by na rzecz ładnego zaprezentowania się przeciwnika, musieć osłabić nieco swoją pozycję. Co to to nie.

- Ładne wejście, też bym chciała umieć takie robić. Też mam nadzieję na udany pojedynek, ale takie teksty gadają wszyscy, po co marnować czas?

Machnęłam ręką. Przez chwilę wszystko przed moimi oczami było szare, oprócz pulsującego na czerwono Sajbacka, róż i motyli. Przynajmniej wiedziałam, że przeciwnik nie ukrył żadnego magicznego artefaktu na arenie.

Skupiłam się.

I po co to? Zabrzmiał głos w głowie Sajbacka. Magia muzyki jest niestabilna, jeden błąd i wystrzeli w sposób niekontrolowany. Może zranić twoją przeciwniczkę, ale uszkodzi też ciebie. Po co ryzykować.

Mieszanie w myślach Sajbacka nie miało na celu zranienia go. Miało tylko odwrócić jego uwagę od ważniejszego zaklęcia. Zaklęcia Duszy. Było to niebezpieczne zaklęcie, ale też skuteczne, gdyż już po rzuceniu nnie dało się jej wykryć. Mieszało w głowie ofiary, wysysało jego chęć do życia, wywoływało smutek. Było ono na tyle przydatne w tym wypadku, że w połączeniu z Magią Ciszy kompletnie niwelowało skutki muzycznych zaklęć. W przypadku Sajbacka było to szczególnie przydatne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

– Tu się z tobą zgodzę. Najlepiej wykorzystać pozostały nam czas jak najlepiej. – Odpowiedziałem na stwierdzenie Seluny, nie przestając rytmicznie tańczyć, a tym samym napełniając się magią. W pewnym momencie w mojej głowie zabrzmiał głos.

I po co to? Magia muzyki jest niestabilna, jeden błąd i wystrzeli w sposób niekontrolowany. Może zranić twoja przeciwniczkę, ale uszkodzi też ciebie. Po co ryzykować?

Muszę stwierdzić, że to mnie zaskoczyło. Czyżbym aż tak w siebie nie wierzył? Powinienem sobie ufać, a nie utrudniać pojedynek. A może oszalałem, ponieważ myślenie czegoś co się nie myśli to jeden z objawów szaleństwa. no cóż, może w siebie nie wierzę, ale w głębi serca, wiem, że to nie prawda. Magia muzyki jest niestabilna, lecz tylko dla tego, kto ją w pełni nie opanował lub nie czerpie z niej pełni radości. Ja jestem osobą, która ma z nią do czynienia już od dłuższego czasu. Zrobiłem podczas tańca obrót i począłem unosić się w powietrze przy pomocy magii, jaką wytworzyłem podczas tańca. Może zniwelowała moją magię muzyki, lecz posiadam również magię jej bratnią. Mimo, że magia tańca jest bardzo podobna do tej muzyki, to nie są do niej potrzebne dźwięki, by móc z niej korzystać. Jestem oddany tej formie magii tak długo że potrafię wyobrazić sobie piękno instrumentów. Nie jest ona niestety tak potężna, jak magia muzyki sama w sobie. Na szczęście posiadam jeszcze magie światła i chaosu. Przy odpowiednim dopełnieniu, uda mi się jednak rozegrać ten pojedynek bez mojej ukochanej symfonii inspiracji. Zacząłem czuć dziwne smutek, nie mogę jednak pozwolić, by mi teraz przeszkodził, negatywne emocje zostawię na potem. Motyle zaczęły mnie okrążać i także pulsować czerwoną energią.

– Smętnawo i szaro zaczęło się tu robić. Na szczęście jestem zawsze gotów, by nadać temu czarno białemu światu trochę kolorów. Nadszedł czas na sinfonías de colores. – Po pewnym czasie motyle całkowicie mnie zakryły, a ja począłem koncentrować energię i w pewnym stopniem dzielić się nią z moimi pupilami. Skupiłem się i użyłem magii światła, posługując się zaklęciem pryzmatu, rozszczepiłem je na wiele kolorów tęczy, które następnie wchłonęły moje motyle, stając się różnokolorowe. – Colorear mis amigos, czas na drobne przedstawienie. – Część motyli poleciała w kierunku mojej przeciwniczki, oblatując w nią ze wszystkich stron, po czym zaczęły intensywnie lśnić. Taki stan rzeczy z pewnością utrudniał jej pole widzenia, dzięki czemu nie mogła w pełni dostrzec moich kolejnych poczynań. Pozostałe motyle obleciały całą arenę, pozostawiając za sobą kolorowy ślad w postaci tęczowych iskier. Wyglądały iście majestatycznie, zawsze fascynowały mnie te piękne stworzenia. Im dłużej zsyłały iskry tym bardziej kolorowa zaczęła robić się arena. Po pewnym czasie, by zwieńczyć dzieło, wniknęły w podłoże i ściany. Efekt, był nawet lepszy niż zaplanowałem. Arena była teraz cała kolorowa, ściany i podłoże pokrywały kolory we wzorach tęczy. Moje motylki dobrze się spisały. Powoli opadłem na ziemie, a reszta moich latających znajomych, przestała okrążać moją oponentkę i ponownie wzniosły się ku górze. Malując arenę, zyskałem wiele atutów. Po pierwsze, teraz arena nie jest już taka smętna i tętni pozytywnymi uczuciami, po drugie arena jest teraz otoczona moją magią w małych ilościach, co znaczy że jeśli Seluna używa posiada jakieś zaklęcia wykrywające magię, to przy tylu kolorach magii na całej arenie, z pewnością się trochę pogubi i wreszcie po trzecie, motylki pomalowały jej spódnice na fioletowo, płaszcz na zielono a rękawice na granatowo. Ten ostatni atut, miał na celu punkt humorystyczny, ciekawiło mnie jak będzie wyglądać w tych kolorach.

– Uważam, że arena jest teraz o wiele ładniejsza, podobnie jak twój strój mi querido. Nie zrozum mnie źle, po prostu w ciszy i w szarości, ten pojedynek nie miałby smaczku, a teraz jest perfectamente. – Zrobiłem obrót i zaklaskałem w dłonie, po czym puściłem oczko w kierunku mojego przeciwnika. Zobaczymy jak zareaguje na tą zmianę scenerii.

Edited by Sajback Gray

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zamrugałam oczami. Wciąż miałam przed nimi mroczki po tych świecących motylach. Co żesz on znowu wymyślił? Rozejrzałam się. Dookoła mnie wszystko, absolutnie wszystko, było tęczowe. Nawet ja.

- Co to, jakaś parada równości? - krzyknęłam. Machnęłam ręką. Mój strój przybrał poprzednie barwy. Nie chciało mi się marnować magii na powtórne zszarzanie areny. Mój ruch ręką zdjął jednak z areny jeszcze jedno zaklęcie.

- Mam nadzieję, że się cieszysz. Zdjęłam zaklęcia Ciszy - powiedziałam do mojego przeciwnika. Spojrzałam w niebo. Był dzień, ale wystarczy jedno proste zaklęcie by gwiazdy, które są na niebie zawsze, były widoczne dla mnie i dla mojego przeciwnika.

Na nieboskłonie zaczęły pojawiać się jasne punkty. Robiło się ich coraz więcej, stawały się jaśniejsze. Niebo pociemniało. Księżyc, wcześniej będący tylko jasną plamą na niebie, stał się jasny jak latarnia.

Zamknęłam oczy

- Stellarum, meus sorores.

Gwiazdy rozbłysły dziwnym blaskiem. Zaczęłam się unosić.

- Luna, mi frater.

Moje ciało pokryła sieć świetlistych ścieżek.

- Quid monstrat viam.

Powietrze dookoła zaczęło wibrować.

- Atque referunt nautae, inter maria.

Mniejsze kamyki odrywały się od ziemi i zaczynały wirować dookoła mnie.

- Potentiam, fortius est quam solis.

Gwiazdy wydawały się poruszać, choć było tu tylko złudzenie.

- Magnitudine tua illusio.

Kamyki dookoła mnie przyśpieszyły.

- Dividetis tua navitas.

Otworzyłam oczy. Nie było widać źrenic, ani tęczówek. Tylko niesamowitą, porażającą biel.

- Eorum industria noctu.

Ścieżki światła wystrzeliły niesamowitą jasnością. Cała arenę ogarnęła oślepiająca biel.

Trwało to ułamek sekundy. Po rozbłysku w miejscu gdzie wcześniej stałam, znajdowały się kule. Wyglądały jakby wykonano je z mlecznego szkła. Największa z nich leżała na samym środku, otoczona orzez mniejsze. Była wielkości piłki do koszykówki. Najmniejsza była rozmiaru zaledwie główki od szpilki. Kule na pierwszy rzut oka wydawały się takie same, jednak widać było, że się różnią. Jedna wyglądała jakby od środka lizał ją płomień, inna wypełniona była dymem. Każda symbolizowała inny rodzaj magii, którego kiedykolwiek zdołałam się nauczyć. Największa migotała gwiazdami.

Po arenie roznosiły się szepty. Echo zaklęcia. Szepty nakładały się na siebie, dezorientowały, mamiły. Gwiazdy znowu się rozjaśniły. Kule podniosły się z ziemi i zaczęły krążyć dookoła największej. Oświetlone przez gwiazdy wydawały się rosnąć. Nie, one nie wydawały się rosnąc, one rosły. Krążyły coraz szybciej. Gdy wydawało się, że zaraz przekroczą prędkość dźwięku, znów arenę oświetliło światło.

Pojawiłam się. Nasycona nową, gwiezdną energią. Jedną pięść miałam zaciśniętą. Wysunęłam ją do przodu i otworzyłam. Leżała na niej maleńka kulka, nie większa od ziarenka gorczycy. Jedyna, która nie złączyła się z powrotem w moje ciało. Wydawało się, że w kuli znajduje się maleńka planeta. Kula, choć maleńka, była potężna, bo nieskażona ciałem nosiciela. Schowałam ją do kieszeni. Muszę zachować ją na czarną godzinę.

Arena wyglądała jak gdyby nigdy nic. Słońce znów pojawiło się na niebie, które było jasne. Jak gdybym nie wykonała żadnego ruchu.

Edited by Seluna

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Przepraszam wielce że teraz odpisuje. na tydzień zostałem pozbawiony komputera. Wiem, kiepski moment, ale życie… jeszcze raz przepraszam.)

- Parada równości:? - Uśmiechnąłem się do niej zadziornie. - W takiej formie arena jest o wiele ładniejsza. Twój strój także. - Po chwili jednak, Seluna przywróciła ubiorowi dawne barwy. Szkoda, było jej naprawdę ładnie. Po chwili moja przeciwniczka zdjęła zaklęcie ciszy. Czemu? Może bym jeszcze bardziej jej nie pokolorował lub ma jakiś ukryty plan w tym. To się okaże. Nie ograniczony przez cisze, mogę wreszcie czerpać prawdziwą radość z pojedynku. Zobaczymy jednak jaki ruch wykona mój przeciwnik. Księżyc rozjaśniał a niebo pociemniało. Seluna musi wygłaszać bardzo potężną inkantacje. Zaczęła swoje zaklęcie. Z każdą sekundą wydawało się coraz potężniejsze. W pewnej chwili zdawało mi się nawet że gwiazdy zaczęły się poruszać, chodź zapewne jest to tylko złudzenie. Jej oczy pokryła przerażająca biel. Cóż, nie jeden zapewne by się zląkł tych czarów, lecz dla mnie były wielką inspiracją. W moim umyśle zaczęła się tworzyć nowa kompozycja, wraz z tym jak pokaz magii Seluny reprezentował swój potencjał. Nagle arenę pokryła oślepiająca biel. Zamknąłem oczy. Kiedy je otworzyłem, w miejscu Seluny krążyły teraz dziwne kule. Czyżby reprezentowały jej magie? Kule zaczęły krążyć po czym nastąpiła kolejna eksplozja światła. Seluna pojawiła się w miejscu gdzie wcześniej były kule. Z jej wyciągniętej dłoni dostrzegłem coś małego jak ziarnko grochu. Nie jestem pewien co to było... możliwe że niedługo się dowiem. Arena natomiast wyglądała jakby nic się nie stało, nieboskłon także. Zacząłem klaskać.

- Brawo. Ten pokaz potęgi był naprawdę inspirujący. - Uśmiechnąłem się i wykonałem obrót. - Zainspirowałaś mnie do stworzenia nowej kompozycji za co jestem ci wdzięczny. Wracajmy jednak do pojedynku. - Kolorowe motyle skierowały się w moją stronę po czym zamieniły w hiszpańską gitarę. Zacząłem na niej energicznie grać a róże pokrywające bramę zaczęły rozrastać się po arenie. Z każdym pociągnięciem struny stawały się coraz bardziej nasączone energią.

- Uno, Dos, Tres! - Czerwone kwiaty róży, odłączyły się od łodyg i uniosły nad arenę. Po chwili rozpadły się na mnóstwo płatków. W powietrzu unosił się przyjemny zapach wspomnianych kwiatów. - Cuchillas de palo de rosa! - Płatki rozsypały się w proszek, który wnikną w podłoże wokół Seluny. Po chwili z podłoża wyrosły zielone pnącza, które oplotły moja oponentkę, a przy okazji, wypuściły, sporą dawkę karmazynowego pyłu, który zaburzał funkcje magiczne, pnącza natomiast coraz mocniej się zaciskały.

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Najważniejsze to się roluźnić, najważniejsze to się rozluźnić"

Powtarzałam to w myślach jak mantrę. Czułam jak po moim ciele rozprzestrzenia się tajemnicza substancja. Uścisk był coraz mocniejszy. Czułam się jak plącza mnie oplatają. Straszniejszy jednak był karmazynowy pył. Czułam jak mąci moje zmysły magiczne. Kusiło mnie by użyć kuli w celu wyplątania się, jednak wtedy zmarnowałabym moją główną broń. Trzeba było użyć zaklęcia pozbywania się trucizny z ciała.

Zaklęcie to nie jest proste. Gdy trucizna służy do mącenia magii jest jeszcze gorzej. To jak kierowanie statkiem w czasie sztormu, gdy coś co kochasz próbuje cię zabić.

Magia jest jak morze. Gdy jest ciche, płyniesz spokojnie, korzystając z darów oceanu. Gdy woda jest zmącona, to co wcześniej było łagodne, staje się bestią. Usuwanie trucizny magią, gdy trucizna magię atakuje, to jak próba otrzymania kursu, gdy fala uderza. A jedynym drogowskazem jest niebo.

Niebo... Czułam, że ono było odpowiedzią. Niebo jest kapryśne, ale nie jest jak morze. Niebo jest stałe. To od tego jak bardzo się przed nim zniżymy zależy od tego czy podzieli się swoją mocą. Ale niebo już mi dzisiaj nie pomoże. Nie pomoże dzisiaj drugi raz tej samej osobie.

Czułam w sobie obcą magię. Magię gwiazd. Jeśli niebo miało mi pomóc w tym momencie, to już to zrobiło. Muszę tylko z tego skorzystać.

Słyszałam jak Sajback popyla na swojej gitarce. Grał naprawdę dobrze. Ale nie mogło to odwrócić mojej uwagi. To zaklęcie wymagało maksymalnego skupienia.

Musiałam wypowiedziać jedno jedyne zdanie. Zamknęłam oczy.

- Lecte me inimicum relati sunt.

Na arenie zapadła cisza. Jedyne co było słychać to delikatne dźwięki gitary Sajbacka. Je jednak nie zwracałam już na nic uwagi. Karmazynowy pył wsiąknął we mnie jeszcze przed inkantacją.

Moje wargi się rozwarły zacząłz nich sączyć czerwony pył. W pewnym momencie zaprzestał, a ja podniosłam głowę i otworzyłam oczy. Oczyściłam się. Wypowiedziałam krótkie zaklęcie i pnącza mnie oplatające zdrewniały i opadły na ziemię wsiąkając w ziemię. Nie patrzałam jednak na nie. Wpatrywałam się w chmurę pyłu. Wyciągnełam rękę do przodu, a na mojej dłoni zmaterializowała się kryształowa szkatułka. Otworzyłam ją, a ona wciągneła cały pył barwiąc się przy tym na czerwono. Schowałam pudełeczko do kieszeni.

- Czas dokończyć przedstawienie.

Wyjęłam kulę. Promienie słońce przechodziły przez nią i rozszczepiały się tworząc maleńką tęczę. Moja broń numer jeden. Zacisnęłam oczy i rzuciłam nią o ziemię. Kula wielkości ziarenka roztrzaskała się na okruchy tak małe, że nie sposób było je policzyć. Przez chwilę nic się nie działo. Później jednak ziemia zaczęła drżeć. W miejscu gdzie rozbiła się kulka powstał lej powiększający się z każdą sekundą. Jednak ani ja, ani mój przeciwnik nie osuwaliśmy się do niego. Lewitowałam otoczana dziwnym światłem, które chroniło mnie przed działaniem leja. Potrzymywałam magią też Sajbacka, jednak on nie był otoczony niczym.

Lej przestał się powiększać, za to zaczął maleć. Po chwili ziemia wyglądała jak przed chwili, czuć jednak było jak pulsuje energią.

- Ten lej wciągnął wszystkie twoje moce Sajbacku - powiedziałam. - Oprócz jednej - magii muzyki. Pokaż mi co potrafisz. Lej zwróci ci moce po pojedynku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spokojnie czekałem na ruch Seluny, nie przestając wydobywać z mojego instrumentu skocznych dźwięków. Po paru chwilach moja przeciwniczka wygłosiła pewną inkantacje. Na arenie zapanowała dziwna cisza. Nie przeszkadzała mi ona jednak tworzyć melodii. Z jej warg zaczął sączyć się czerwony płyn. Pozbyła się moich pnączy i pyłu w dość interesujący sposób.... Jednak, wtedy wyjęła tą dziwną małą kulę i roztrzaskała ją na o podłogę. Nie wiedziałem czemu to miało służyć, do czasu, gdy niezliczone ziarenka na podłodze zmieniły się w lej. Nie miałem czym się obronić, takiego przebiegu zdarzeń nie przewidziałem. O dziwo lej nie zrobił mi krzywdy, jedynie poczułem się dziwnie lekki… czyżby ona…? Moje wątpliwości zostały rozwiane po wypowiedzi Seluny. Ten lej wciągnął wszystkie moje moce po za magią muzyki. Na szarfie przepasającej pierś, brakowało run chaosu. Skoncentrowałem się i miejsce ubytku szybko zapełniły runy magii muzyki.

– Więc pozbawiłaś mnie moich innych zdolności na czas pojedynku. Myślałem, że to starcie będzie dobrym testem, by wypróbować, magię chaosu, lecz niech i tak będzie. - Moja gitara ponownie przekształciła się w motyle. Były one moimi kompanami i zostały stworzone za pomocą majestatycznych dźwięków. Zaczęły mnie otaczać, ja natomiast zdjąłem kapelusz i rzuciłem nim w powietrze. Po chwili przekształcił się w sporego niebieskiego motyla. Na jego skrzydłach widniały błękitne nuty. Podleciał on do mnie i usiadł mi w miejscu szarfy. Ja natomiast się wyciszyłem i zamknąłem oczy.

– Sine macula perspicuus compositio anima - Motyle wokół mnie, także zmieniły barwę na niebieską i zaczęły krążyć na około mojej osoby, wydzielając jasne światło. Nie było przez nie widać co się ze mną dzieje. Trwało to około minute po czym, motyle rozleciały się po arenie, prezentując mój nowy wygląd. Miałem czarne spodnie i bluzę z kołnierzem. Na miejscu gdzie wcześniej znajdował się niebieski motyl, było teraz widać granatowy klucz wiolinowy. Moje tęczówki, także zmieniły kolor na niebieski. Podniosłem rękę do góry, po paru sekundach pojawiły się w nich skrzypce. Był to wszakże mój ulubiony instrument, a jednocześnie dawał mi największe pole do popisu. Zacząłem spokojnie na nich grać, roznosząc po arenie piękno majestatu kompozycji.

– Elementorum musicorum – Z czasem melodia poczęła być bardziej energiczna, a ja zacząłem spokojnie tańczyć do niej. Motyle, które latały nad areną, przybrały kolor czerwony, niebieski, zielony i biały. Ustawiły się w grupy, odpowiadający barwie jaką zostały obdarowane. Ta kompozycja była wyjątkowo trudna ze względu jej skomplikowana zarówno pod względem muzycznym jak i magicznym. Melodia zdawała się także nieco mącić zmysły Seluny, zupełnie jakby w małym stopniu ją hipnotyzowała. Niebieskie motyle wzleciały wysoko w górę, a po paru sekundach zaczął obficie padać deszcz.

– Aqua note – Na moim stroju zaświeciła niebieska runa muzyki. Deszcz zaczął przybierać na sile, a ja uniosłem się w górę. Po pewnej chwile arena była zalana tak że sięgała Selunie do pasa. Wtedy do akcji wkroczyły zielone motyle, które wniknęły w wodę.

– Terra note – Woda nagle zmieniła się w lepkiej błoto,w którym bardzo trudno było się poruszać. Następnie nadeszła pora na czerwone.

– Ignis note – Karmazynowe motyle stanęły żywym ogniem i zaczęły oblatywać arenę przy tafli błota, które szybko zastygło, tworząc pułapkę, w której była uwięziona Seluna. Musiałem to zrobić by moja oponentka, nie rozproszyła błota lub się z niego nie wydostała.

– Ventus note – Białe motyle zaczęły szybko latać wokół areny. Po paru sekundach, wiatr przez nie wytworzony zgasił płomienie. Na główny atak przyjdzie jeszcze czas. Uniosłem się wyżej niesiony falą inspiracji. Białe motyle zaczęły unosić się w towarzystwie czerwonych.

– Procellam ignis componendo – Na niebie utworzyło się ognista burza. Było to połączenie ognistych i wietrznych nut, które reprezentowały motyle. Seluna była uwięziona w zastygłym błocie, a prosto na nią leciała fala ognia, na tyle potężna, że ta arena podczas dotarcia płomieni do celu, mogłaby świetnie służyć jako zastępnik Hadesu. Ja natomiast osłoniłem się polem siłowym, wykorzystując resztki, energii, jakiej nie zużyłem do tego ataku. Niech mój przeciwnik zaskoczy mnie swoja mocą.

https://m.youtube.com/watch?v=kOWVUIbl63k <---- muzyka

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słuchałam gry Sajbacka. Miałam wrażenie jakby cała moja uwaga skupiła się tylko na tych dźwiękach. Nie mogłam sobie pozwolić na dekoncentrację. Leciała na mnie fala ognia i trzeba było coś wymyśleć.

Poczęłam się rozglądać. Musiałam znaleźć coś co mi pomoże. Fala ognia była zbyt potężna, by zatrzymać ją zwykłym polem siłowym. Musiałam...

Jezu, jaka piękna muzyka...

...użyć czegoś co ma w sobie dużo magii. Wiedziałam, że to coś mam tuż przed nosem, ale dźwięki skrzypiec odwracały moją uwagę od zaklęcia. A fala ognia była coraz bliżej.

Chwyciłam grudkę błota, które mnie okalało. Ten sposób musiał się udać. Błoto było praktycznie całkowicie stworzone z magii. Chwyciłam je i uformowałam w coś co można było nazwać wydłużonym ośmiobokiem. Chuchnęłam w nie. Błoto się wygładziło. Stało się przezroczyste po czym zrobiło się fioletowe. Nie było już zwykłą grudką tylko kryształem. Kryształy potrafią wzmacniać magię. Potrafią ją czerpać z światła. Są jak małe akumulatory.

Ogień był coraz bliżej. Ścisnęłam kryształ i przyłożyłam do piersi. Nie chciałam myśleć co się stanie jeśli nie zadziała. Zamknęłam oczy. Nie chciałam patrzeć na to co się wydarzy.

Z kryształu zaczęły wychodzić macki wyglądające jakby stworzone z mgły. Owijały się dookoła mnie otaczając warstwą ochronną. Macki zdawały się wiedzieć gdzie mają przylgnąć, bo już po chwili byłam szczelnie owinięta mgielnym pancerzem.

Znacie uczucie kiedy ktoś wsypuje wam śnieg za kołnierz? Uczucie gdy fala ognia we mnie uderzyłoa było bardzo podobne, tylko dziesięć razy gorsze i odczuwane na każdym miejscu na ciele. Warstwa ochronna sprawiła, że ogień nie wyrządził mi żadnej krzywdy, a jego gorąc był nieodczuwalny, ale tak czy siak nie było to zbyt przyjemne. Grunt jednak, że kryształ zadziałał.

Otworzyłam oczy. Wszystko dookoła mnie stanęło w ogniu. Jeśli chciałam uwolnić się z błota musiałam ugasić płomienie. Położyłam obie dłonie na błocie.

- Ansgarius terra gelu

Ziemia dookoła moich rąk zaczęła zamarzać. Z każdą sekundą lód sięgał coraz dalej aż nie pokrył całej areny. Tam gdzie się pojawiał, płomienie gasły.

Uśmiechnełam się. Zaklęcie tak proste, a tak skuteczne. Błota nie było widać spod lodowej tafli. Teraz jedyne co musiałam zrobić to wydostać się się z błota.

Na mojej ręce pojawiła się nieduża kulka. Była wielkości piłki bejsbolowej. Wyciągnęłam ręke do przodu. Lód pokrywający arenę zmienił się w wodę, która szybko wleciała do kuli. Schowałam ją do kieszeni. Przyda się później.

Kryształ, który otoczył mnie mglistą powłoką nadal tkwił w mojej dłoni. Przyłożyłam go do szyi, wokół której pojawił się cienki wisiorek, który przymocowany był do kryształu. Po tych wszystki ch zabiegach rozpoczęłam kolejny atak.

Znowu dotknęłam błota dłonmi. Czułam w nim mieszankę magii trzech żywiołów - wody, ziemi i ognia. Mi zależało na tym ostatnim. Zamknęłam oczy i zaczęłam śpiewać nieco dziwną, hipnotyzującą pieśń.

- Ignis, elementorum omnium domina.

Dirimit speciem tantum.

Nos enim humiles sunt ei.

Sine etiam cogitando obsistere.

Czułam ciepło pod moimi dłońmi. Ogień znikał z błota zmieniając się w magię, która miała mnie nasycić. Błoto miękczało, aż zrobiło się całkiem miękkie. Moje dłoni były oblepione brązową mazią, ale mi to nie przeszkadzało. Reszta była dziecinne prosta.

Uniosłam się z pomocą lewitacji, tak aby całkowicie wydostać się z błota. Gdy uniosłam się na taką wysokość, że tylko czóbki moich butów dotykały ziemi zrobiłam szybki ruch ręką. Całe błoto zmieniło się w przezroczyste szkło. Zakończyłam zaklęcie lewitacji i lekko wylądowałam na szkle. Teraz była pora na mój ruch.

Podeszłam do Sajbacka. Tam gdzie stawiałam stopę szkło czerwieniało, jakby ktoś wstrzyknął w nie farbę. Gdy już podeszłam do mojego przeciwniku pstryknęłam palcami. Z czerwonych miejsc zaczęly wyłaniać się cienie. Niektóre unosiły się w powietrzu, część pełzała. Otoczyły Sajbacka. Wydałam im cicho polecenie po czym one zaczęły krążyć i śpiewać jakąś dziwną melodię. Z każdym kolejnym dźwiękiem, szkło na którym obecnie znajdował się Sajback miękniało, a on zapadał się coraz głębiej.

- I co teraz zrobisz?

Share this post


Link to post
Share on other sites

GONG!

 

Czas przewidziany na pojedynek minął! Pozostało jeszcze wyłonienie zwycięzcy starcia, który to przejdzie do rundy drugiej Turnieju!

 

A zatem, droga publiczności! Czy potężniejszy okazał się Sajback, czy też może to Seluna popisała się większą mocą? Wznoście kikuty w górę i komentujcie! Czasu nie ma zbyt wiele, toteż musi to być decyzja pewna, szybka!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwszy raz komentuję magiczny pojedynek. Ba! Pierwszy raz czytam zmagania turniejowe jakiejkolwiek dziedziny pisane na forach, ale podjęłam się tego bo czemu nie? Pojedynek zaciekawił mnie. Obie postacie zostały ciekawie wykreowane. Jedna, spokojna i trzeźwo myśląca posługująca się magią, z której bił delikatny mrok. Druga, pozytywna, czarująca wręcz uwodzicielska, a do tego znająca magię muzyki, którą wprost uwielbiam. Nie było mi łatwo wybrać, ale zdecydowałam, że jednak bardziej urzekają mnie spokojniejsze postacie i otoczka mroku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem pewien kłopot przy oddawaniu głosu, jednak moim zdaniem wygrana należy się Selunie. Jej opisy wydały mi się bardziej przejrzyste i przemyślane. Nie mam pojęcia co jeszcze można napisać o takim pojedynku, nie znam się na tych wszystkich fikuśnych zaklęciach i całe to przedsięwzięcie pisania o magicznych pojedynkach kojarzy mi się z nerdami z amerykańskich filmów. Jednak sympatia do obu uczestników turnieju nie pozwoliła mi przejść obojętnie. Czy zagłosowałem słusznie? Myślę że tak.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja swój głos oddałem na Sajbaka, nawet mimo jego odpisów wyglądających jak kwadraty zapełnione tekstem. To wszystko z powodu, że był zdecydowany czego chce używać i jak to będzie robił. Zdawało mi się, że magia chaosu jest tylko dodatkiem, z którego korzystał, by być silniejszą postacią. Jednak jak pokazał, i bez niej potrafił rozwinąć skrzydła.

Seluna zmieniała rodzaje inkantacji i to było dla mnie ciężkie do zrozumienia, nawet jeśli jej posty prezentowany sobą wyższy poziom. Sajback, ucz się od niej!

 

Ale oboje pokazali dobry kawał magii. Dla mnie zwyciężyło zdecydowanie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

A zatem, czas przewidziany na głosowanie minął! Całkiem długo Sajback i Seluna szli łeb w łeb, toteż konieczne było przedłużenie czasu. Jaki mamy rezultat?

 

Sajback Gray - 7

Seluna - 10

 

Z tego starcia zwycięsko mógł wyjść tylko jeden mag. Jak się okazuje, wygrywa...

 

Seluna

 

Gratulacje! Oby wena i moc dopisywały w kolejnej rundzie!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...