Ohmowe Ciastko

Brony
  • Content count

    1,086
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

45 Good

About Ohmowe Ciastko

  • Rank
    W połowie człowiek, a w połowie człowiek.
  • Birthday 11/06/1996

Kontakt

  • Skype
    Piekielne Ciastko

Informacje profilowe

  • Gender
    Gołąb
  • Ulubiona postać
    Muffiny.

Recent Profile Visitors

4,459 profile views
  1. -Generale, jestem dumny że chcesz mi powierzyć te wszystkie pegazy – odpowiedział Thermal, starając się patrzeć tylko na Greena. Wolał nie spotkać wzroku rdzawego (?) kuca. Wiedział, że jego wejście mu się nie spodobało. – Z pewnością przydadzą mi się, w szczególności, jeżeli wraz z nimi dostanę choćby minimalną ilość oleju do lamp. Potrzebowałbym go w celu upewnienia się, że podołam temu zadaniu. Wystarczy nawet litr. – Tutaj zrobił krótką przerwę. Generał nie bez powodu dał mu pegazy – może ich obecnie nie potrzebował, może wolał mieć tą część tych sił w tamtym rejonie. Reszta jego sił z pewnością była zajęta działaniami w mieście. – Najlepsze efekty jednak przewiduję z utalentowanym magiem, zdolnym do wytworzenia iluzji torów. Po zdjęciu zdołam ukryć je przed wzrokiem, jednak wytworzenie jakiejkolwiek iluzji jest poza moimi możliwościami. Odpowiedział Generałowi trochę podekscytowanym tonem. Być zdolnym przeszkodzić tej szarańczy bez powodowania kolejnych zniszczeń... nie sądził, że może się przydać w jakiś inny sposób. Wiedział, że plany kochają się nie udawać. W głębi duszy liczył jednak na piękne wykolejenie się pociągu.
  2. Nieznajomy, ubrany z krótkie żółte spodenki z kwiatowym wzorem oraz białą podkoszulkę, z wielkim drewnianym krzyżykiem na sznureczku przewieszonym przez szyję, spojrzał się na niego niepewnie. Po chwili w jego oczach pojawił się błysk, który mógł znaczyć ujrzenie jakieś ukrytej, przedziwnej sprawy. -Nie wiem coście za jedni, ale lepiej idźcie w drugą stronę. Craneo nie interesują się turysta czy miejscowy, jeśli mają pociągnąć za spust to to zrobią, nie ważne czy będą ofiary cywilne.
  3. -On! - ryknęła dziewczyna głosem, który nie przywodził na myśl nic miłego. Kolejny atak poleciał w stronę Springtrapa. Tym razem nie była to żadna fala energii. Tym razem w jego stronę leciał grad kamieni, o krawędziach skrzących w świetle lamp.
  4. [Wszyscy zamierzacie grać - nie zostaje mi nic innego niż zaproponować, by wasze postacie podjęły jakąś akcję ]
  5. [Kto jest chętny dalej uczestniczyć w sesji? Jeśli komuś obecny kształt sesji nie odpowiada mogę się dostosować - w ograniczonym stopniu, ale mogę. Zapiszcie tylko swoje sugestie.]
  6. [Kto jest chętny dalej uczestniczyć w grze. Proszę, zapiszcie swoje sugestie jeśli komuś dotychczasowy styl gry nie odpowiada. Jeśli tylko nie będzie to stało przeciwko moim planom, postaram się dostosować.]
  7. Na moment Thermal zapomniał o oddychaniu. A może atmosfera, jaką wywołał sobą generał Green była tak przytłaczająca? Jednorożec nie umiał tego stwierdzić. Wiedział jedynie, że choć dowódca nie był monstrualnie wielki, wydawał się większy od okolicznych budynków. A jego oblicze było... jak ciepły lód. Opanowane, niewzruszone, jednak nie groźne dla nich. Teraz był pewien, że właśnie takimi kucami byli dowódcy z większości baśni, jakie opowiadała mu matka do snu. Skarcił się za takie myśli. Wszystko, co było osiągnięte stało się tylko przez poświęcenie wszystkich kucy, wspieranych duchem Księżniczek. Ale patrząc się na tego kuca takie myśli same przychodziły i nic nie można było z tym zrobić. Gdy ten zaprosił Grima do budynku, razem z "sztabem", wszedł do środka. Lekko z tyłu, nie chcąc wzbudzać zainteresowania - bo dlaczego miał nie korzystać? Wiedział jak ważną rolę odegrał ten rdzawy ogier. Na pewno nie mieli zamiaru wymieniać plotek. Chciał skorzystać z szansy być przy czymś, co będzie mogło decydować o kształcie przyszłej Equestrii. Na ten moment zapomniał, że jeśli nie chce się być posądzonym o szpiegostwo lepiej nie być przy ważnych rozmowach - a nieporozumienia lubiły chodzić po kucach. Wszedł do pokoju i przystanął z tyłu, uważnie słuchając sprawozdania. Zbyt wiele nie zrobił. Przynajmniej w smoku. Albo po prostu Grim nie widział efektów jego działań. Ale gdy doszło do torów pewno wspomnienie powróciło jak żywe. Wiele rzeczy zapomniał. Jeśli jednak pamiętał choć strzęp wspomnienia, to po śmierci ojca był zdolny odtworzyć całe - jeśli tylko on w nim był. Tak samo było teraz - gdy był źrebięciem ojciec skorzystał z okazji, by pokazać mu drugą stronę medalu, jakim była obróbka metalu. Z skali mikro na skalę makro. A dokładnie na zakładanie torów. Praca, którą na jednym torze wykonywało kilka kuców ziemnych, przestawiając ciągle rusztowania, grupie jednorożców zajmowała chwile - prawda, każdy potrzebował potem kilkunastu minut na odetchnięcie. Skrzywił się na przejaw... nietolerancji trzeciej części społeczeństwa przez Grima, ale takich rzeczy nie zmieniały słowa, a czyny - a przynajmniej takie miał doświadczenia. -A może zdjąć kilka szyn? W najlepszym przypadku pociąg się wykolei, a w najgorszym opóźni to ten tchórzowski atak zza pleców. Kilka jednorożców powinno temu podołać. Sam mogę się do tego zgłosić - odezwał się, lekko podchodząc do stołu, przy którym stała dwójka kucy.
  8. Mira poczuła, jak siła, tak dobrze jej znana, powraca do jej ciała. W tym samym czasie piosenkarka na scenie zaczęła się śmiać. Machnęła ręką. Springtrap poczuł się zbity z tropu. Poczuł lekki wietrzyk, który uderzył go w bok, jednak jego siła zdołała wyrwać mu z dłoni taser. -Odporność na magię A? Czy już A+? Które z państwa jest jego Mistrzem? Młoda panna z kilkoma telefonami? Chciałbym chwilowy sojusz zawiązać. Z okna na trzecim piętrze w pobliskim budynku wystrzeliły pociski. Kilka uderzyło w ziemię tuż obok nóg Miry. Nieznajomy stojący na ziemi szybko jednak czymś rzucił, tworząc pomiędzy całą czwórką a strzelcem błękitną tarczę. - To jak? -Archer, spokój! Jeśli przyniesiecie mi jego głowę pozwolę wam przeżyć tę wojnę! - krzyknęła dziewczyna z sceny.
  9. Edward prawie wbiegł na dach. Choć nie był on wysoki, byli na delikatnym wzniesieniu - dzięki temu widział cała panoramę miasta. Większość jego powierzchni pokrywały budynki takie, jak ten na którym stał. Nie pierwszej młodości, jednak porządnie zbudowane, kolorowe i zielone. W pewnym punkcie zbierało się kilka wyższych budynków, całych betonowych. Gdzie indziej widział kilka dachów, które zajmowało znaczny obszar. I to właśnie stamtąd wylatywał dym, rozwiewający się na wietrze. Edward rzucił się do przodu, zaczynając swój bieg po dachach. Kilka razy połamał dachówki, jednak nic się nie działo. Mężczyzna wywołał niemałe poruszenie na chodniku. Wszyscy zwrócili na niego uwagę. Co nie którzy, po kilku chwilach, zaczęli posyłać niepewne spojrzenia na pozostałą trójkę. Simon, drugi Edward oraz John wyróżniali się z tłumu - delikatnie inny odcień skóry oraz ubiór, znacznie grubszy niż ludności miejscowej. -Wy go znacie? - zapytał się wysoki i równie szeroki co Edward chłopak.
  10. Jakby Edward przewidział, zaraz kłopoty znalazły się same. Po ulicy, obok której stali przejechał konwój samochodów. Każdy był mocno opancerzony, każdy miał koła wielkie jak beczki. Na dachu pierwszego świeciły się lampy i grała syrena. Część z nich wyglądała jak ciężarówki, jednak większość była przystosowana do przewozu ludzi, może cięższego wyposażenia osobistego. W oddali coś wybuchło. W górę zaczął unosić się słup czarnego dymu. Nie mogło być to daleko – najwyżej dwa kilometry. A przynajmniej tak ocenialiście
  11. Śmierć patrzyła się prosto w Azira, jednak nie usłyszała jego słów. Nie słyszała też dziwnego śpiewu, co podziałało może nie jak kubeł zimnej wody, ale słaba, mdła kawa – bez wyrazu i smaku, ale powieki przestały stawać się coraz cięższe. Z całej piątki najgorzej śpiew potraktował Mirę – jednak na szczęście dziewczyny stanęła ona w miejscu, gdzie ścisk był największy. Dlatego nawet jeśli nie zostałaby uśpiona, to na pewno powieki ciążyłyby jej jak ołowiane ciężarki – a tak niewygoda nie pozwalała pomyśleć o śnie. Jednak dla jej sąsiadów to już nie stanowiło przeszkody – tak samo jak dla reszty ludzi w okolicy. Choć minęło dopiero kilka chwil, jedynie ścisk tłumu podtrzymywał większość z nich – choć powoli padali, ciągle skierowani na zewnątrz tłumu. -Hahahahaha – zaśmiała się dziewczyna. Podniosła ręce i jakby otrząsnęła się. Jej strój wywinął się na zewnątrz sam z siebie, ukazując prostą, czarną sukienkę z koronkami na ramionach. Było widać jak całe jej ciało naznaczają linie. Każda najmniejsza kreska wam widoczna świeciła się. Jej ciało było nimi gęsto pokryte, przez co początkowo ciężko było wam się na nią patrzeć bez zmrużenia oczu – choć na scenie przez błyskotki na sukience oraz oświetlenie skrzyła jak w słoneczny, letni dzień. -Aftur ao ogilda! – powiedziała w języku, którego nie zrozumieliście. Pustka. Ponownie byliście w pustce. Tak jak na początku, otaczała was masa ludzi. Teraz jednak ich sposób ubioru oraz ogólny wygląd był podobny i nawet nie próbowali ze sobą rozmawiać. Po prostu spali. Ta pustka była także ciemna. Nie jak noc – na nocnym niebie były miriady gwiazd. Otaczała was najczystsza ciemność. I dźwięk odkurzacza? Znikąd dobiegł was odgłos zasysanego powietrza. Pojawiliście się z powrotem przed sceną. -...tą jedyną! Myślałem, że w końcu znalazłem Gralla muzyki popularnej! – krzyczał jakiś mężczyzna, stojący za wami. Szybki ruch głową i ujrzeliście młodego mężczyznę w czarnym płaszczu. Obok niego stał drugi, w średnim wieku i mundurze. Przez ramię miał przewieszony łuk oraz dudy, przy pasie była pochwa z pałaszem. – A teraz muszę cię zabić. -Taki pewny siebie... a wy kto? – zaczęła, jednak w połowie wypowiedzi zauważyła was. Spojrzała się na Lloyda, z zieloną maską na twarzy. Wyraz zdziwienia wyrysował się na jej twarzy, jednak szybko znikł. – Nieważne, Archer, zastrzel ich. Rozległ się głuchy odgłos wystrzału, jednak nikt nie upadł – kula zatrzymała się przed sercem nieznanego mężczyzny w płaszczu i upadła z brzdękiem. Po tej samej drodze wystrzelił promień światła. W jednym z budynków miał miejsce mały wybuch. -Simo, twoja Kosa chyba się połamała! Moc w oddali rosła coraz bardziej. [Wybaczcie, drobny edit w trzecim akapicie od końca]
  12. Tłum popychał was wciąż do przodu. Każdy dookoła was próbował dostać się bliżej sceny, na której śpiewała ich idolka. Ku waszej minimalnej uciesze tłum nie parł do oporu, nie ściskając ludzi w groźny sposób. Wasze strefy osobiste zostały jednak dotkliwie naruszone. Mogliście dzięki temu przyjrzeć się scenie i piosenkarce. Na dużej estradzie, oświetlonej światłem jaśniejszym od słonecznego, lampami we wszystkich barwach tęczy, tańczyła i śpiewała blond dziewczyna w młodym wieku, spełniająca wszystkie wymagania, by powiedzieć o niej ładna. Idealne proporcje, głos w którym co słabszy mężczyzna mógł utonąć, jak to wielu dookoła was czyniło. Była tak idealna, że aż nierealna. -Moi drodzy – powiedziała do mikrofonu, łapiąc oddech po skończonym utworze. – Teraz zaśpiewam wam coś, co przygotowałam specjalnie na ten koncert. Coś naprawdę ode mnie dla was. W międzyczasie ktoś zza kulis przyniósł jej szklankę wody. Łapczywie ją wypiła. W międzyczasie słyszeliście, jak ludzie dookoła was przełykali ślinę, w skupieniu przygotowując telefony do nagrywania. Piosenkarka rzuciła szklankę za scenę i zaczęła śpiewać. Ten śpiew jednak nic wam nie przypominał. Ciężko nawet było wam stwierdzić czy aby na pewno to jest śpiew. Dopiero kilka chwil wytężonego słuchania pozwoliło wam znaleźć pewne schematy. Jednak skupienie na czymś innym, co pomagało z językiem autochtonów, w tym przypadku nie działało. Powieki zaczęły wam ciążyć. Jednak wasz stan był znacznie lepszy niż reszty ludzi dookoła was.
  13. Najlepszego z okazji urodzin! :3