Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Hoffman

[Pojedynek] [C] Mephisto von Pyra vs Nyxgrim

Recommended Posts

Ależ tu gorąco… Co z klimatyzacją?

 

Na całe szczęście, w tej krainie nie brakuje nieczynnych wulkanów, które można przerobić na arenę. Trochę magii i już mamy stworzone pozory, iż lawa żywo bulgocze, zaś piekielny żar co jakiś czas sam z siebie wyrzuca ku górze masy popiołu i siarki. O zaciemniającym obraz, gryzącym nozdrza dynie nie trzeba wspominać.

 

Tym razem, arena składa się z jednolitej, grubej płyty skalnej, pływającej z mozołem w lawie. Nic nie poradziliśmy na inne skały, toteż od czasu do czasu odbija się ona o nie, ale spokojna głowa. Dla tak wytrawnych wojowników jak Wy, wstrząsy będą ledwie odczuwalne. Dzięki magii iluzji stworzyliśmy z czarnych kłębowisk smoczych strażników, którzy w razie czego będą Was ubezpieczać, ale tylko przed lawą i gorącem, nie przed Waszymi zaklęciami! Inaczej, pojedynek byłby pozbawiony sensu. Co oczywiście nie znaczy, że macie się zabijać. Po prostu, spróbujcie swa mocą przeważyć szalę zwycięstwa na swoją stronę.

 

 

evil__ha__i_was_evil_once____by_world8-d

 

 

A zatem, uczestnicy umówili się na limit postów, lecz niestandardowy, a wynoszący piętnaście postów! Z całą pewnością są silni, zwarci, gotowi. Na co zatem czekamy? Niech rozpocznie się pojedynek!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ubrany w potarganą szatę barwy piasku jegomość kaszlnął, krztusząc się wulkanicznym dymem. "Nawet na pustyni rzadko bywało tak nieprzyjemnie" - pomyślał, poprawiając jeden ze skórzanych pasów. Był on nimi obwieszony jak owad zaplatany w pajęczą sieć. Do każdego pasa przymocowanych było mnóstwo flakoników, butelek i szklanych naczyń. Szkło było w większości przypadków zbyt mętne, aby można było zobaczyć zawartość. Na jego plecach spoczywało wielkie naczynie, które wielkością odpowiadało dzbanowi na wodę lub niewielkiej beczułce. Twarzy niemal nie było widać spod plątaniny brudnych bandaży. Sterczące w nielicznych, odsłoniętych miejscach twarzy zielone, paskudne parchy skutecznie zabijały ciekawość. "Zaczynajmy, bo jeszcze tu dostane astmy." mruknął.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wnętrze wulkanu było zdecydowanie ciekawym miejscem na walkę, co prawda samego Mephista jeszcze nie było, a przynajmniej tak się zdawało. Spoglądał w dół wulkanu z jego szczytu, nic nie było widać i to było minusem. Westchnął cicho, był ubrany w czerwoną bluzę z kapturem i spodnie, brązowe, no i czerwone trampki, ubiór do walki w takim środowisku? Nie! Po chwili dało się zauważyć delikatną blado pomarańczową poświatę na jego stroju, czyli jednak jest bonus do ochrony przed ciepłem. Ma to sens. Po chwili udał się na dół, a gdy wreszcie stanął na polu areny, spojrzał na oponenta, no nie był to ktoś kogo warto, teraz dało się zauważyć że jest dość wysoki, tak na oko metr dziewięćdziesiąt z hakiem, włosy jednak były ukryte pod kapturem, ale raczej dość długie. Ponownie zmierzył wzrokiem swojego wroga, nie wiedział za bardzo co zrobić. Próbował wymyślić coś sensownego, no i efektywnego. 

- Siema. - odezwał się do oponenta. Wciąż starał się stworzyć jakąś taktykę. No i po co było mu te szkło? Po chwili uznał że dobrym pomysłem będzie wreszcie jakiś atak, nie ma co tak stać i łypać na wroga. Przeciągnął się i wyciągnął ręce przed siebie, ułożył je tak, że palce lewej dłoni wskazywały w górę a palce prawej dłoni wskazywały w dół. W czarnym dymie łatwo dostrzec jaskrawe ataki, ale te ciemne już nie, tak więc kula w jego dłoniach z złoto srebrnego przeszła na czarno fioletowy. 

Naznacz Blaskiem. - pocisk poleciał w kierunku wroga a po zderzeniu się z nim nie zrobił za wiele, rozpadł się na setki kawałków w kontakcie z wrogiem, ogniki ustawiły się za wrogiem doskonale, przez co łatwiej było dostrzec go przez dym, no i sam wróg był pokryty pyłem który go oświetlał. Na lewej ręce Mephista pojawiła się rękawica sięgająca do łokcia, z czerwonego metalu, na górze i spodzie dłoni widniał zielony kryształ, po chwili na rękawicy pojawiły się też złote oraz srebrne ozdoby. W prawą dłoń zaś otoczyła delikatna, błękitna mgiełka. Też pewnie jakiś czas. Stanął bokiem do wroga i wysunął lewą rękę w jego kierunku, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy. 
- W takim razie, zaczynajmy. - powiedział do wroga. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nyxgrim szybkim ruchem zerwał dwie butelki z pasów, zamachnął się i rzucił je wysoko ponad arenę. Klasnął w dłonie i szkło rozleciało się na błyszczące w świetle lawy kawałki. Z pierwszej butelki wyciekła dziwna, szmaragdowa mgła, która zawirowała w powietrzu, zwinęła się jak wąż i runęła na dół. Cała arena była teraz skąpana w zielonej, wilgotnej mgiełce. "To je wzmocni."- pomyślał. Z drugiego flakonu wytrysnęła dziwaczna ciecz, o ostrym zapachu, który przykrył nawet smród siarki. Ciecz obryzgała Nyxa, jego oponenta, kamienie, wulkaniczny pył, wpadała z sykiem do lawy. "A to rozzłości". - uniósł ręce i skierował je przed siebie. W powietrzu pojawiła się okrągła pieczęć. Po jej obwodzie lśniły znaki składające się na słowa pradawnego języka, a w centrum widniał wizerunek dziwacznej, pająkowatej bestii. Pieczęć robiła coraz się jaśniejsza, aż w końcu z plamy światła wystrzelił rój pocisków. Przeciwnik zrobił zręczny unik, jednak pociski nie przestawały lecieć w jego stronę. Wtedy zorientował się, że nie są to strzały. Chmara rozwścieczonych, bzyczących stworów otoczyła go. Zdołał zabić część magicznymi pociskami, jednak większość owadów oblazła go i zaczęła gryźć i żądlić. "Ile jadu jesteś w stanie przetrawić" - zadał sobie pytanie, czekając cierpliwie na rozwój wydarzeń. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

((Kto powiedział że moja postać ma jakieś magiczne pociski? Proszę, nie pisz za mnie następnym razem.))

Gdy stwory zaczęły żądlić Mephista ten zaczął myśleć co zrobi, nie wskoczy do ognia, w końcu to głupie, no przynajmniej na razie. Każde ukąszenie sprawiało ból, no i oczywiście musiał być jakiś jad, zawsze był, po paru sekundach wywnioskował że może uśpić stwory, na całej arenie pojawił się krąg, srebrny, pokryty runami, po chwili wszystkie ,,owady'' leżały śpiące na ziemi, czar miał jeden negatywny efekt, działał na każdego w jego zasięgu, na wrogów i sojuszników, tak więc zarówno Mephisto jak i Nyxgrim poczuli senność. Mephisto jednak szybko się otrząsnął, spojrzał na rany, nie było tak źle, bąble znikały, trucizna niestety wciąż była więc musiał szybko wymyślić jak jej się pozbyć, spojrzał na prawą dłoń, w zasadzie mógł na siebie samego rzucić czar klątwy który wybił by truciznę ale to było ryzykowne, było wiele czynników które mogły spowodować niepowodzenie, no ale, kto nie próbuje ten nie je, czy jakoś tak. Zebrał w obu dłoniach energię i uderzył samego siebie w serce przy użyciu tej energii, wziął głęboki, dość łapczywy wdech, przeszły go ciarki, ale po chwili stanął prosto, to zdecydowanie zmieni walkę, na całe szczęście, wiedział jak zdjąć swoją własną klątwę więc teraz musiał tylko przetrwać jej efekty, a na razie, pozostało zranienie wroga. Spojrzał na niego i lewą ręką nakreślił symbol w powietrzu. 

- Rozłam Świtu! - zawołał, w jego dłoni pojawił się złoto czerwony, świetlisty pocisk którym Mephisto cisnął w oponenta, co prawda ten był prosty do zauważenia ale niestety, był też oślepiający więc trudno było go obserwować na tyle dobrze by go uniknąć. Zaraz po rzuceniu zaklęcia Mephisto otoczył siebie jakimś czarem ochronnym który sprawiał że roztaczały się, wokół niego żółte oraz białe drobinki. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nyxgrim spojrzał na lecący pocisk zza opadających powiek. Znowu zmrużył oczy, gdy poraziło go jasne światło. Nie zdoła uniknąć zaklęcia, dlatego musi się go jakoś pozbyć. Przyjęcie go na siebie nie było zbyt dobrym wyborem - nie wiedział jaka jest siła zaklęcia. Szybko sięgnął po mały słoik i rzucił go w stronę zaklęcia.  Gdy szkło zderzyła się z pociskiem rozległ się donośny huk pomieszany z dźwiękiem pękającego szkła. W powietrzu zawirowały iskry, pył i kawałki naczynia. Następnie cała energia zaklęcia, która rozleciała się na wszystkie strony zaczęła ponownie się kumulować. Pył opadł ukazując małego, owadopodobnego stworka, który machając z przejęciem czterema skrzydełkami, wchłaniał magie. Jego odwłok robił się coraz jaśniejszy. w końcu podleciał do Nyxa i usiadł na jego zabandażowanej dłoni. Mag dotknął go drugą ręką, wyszeptał zaklęcie. Odwłok owada rozjarzył się na zielono. Następnie owad poleciał w stronę oponenta. Na odwłok, rozjarzony jak żarówka, niemal nie dało się już patrzeć. Gdy był około dwóch metrów od celu, stworek gwałtownie eksplodował. Siła zaklęcia jaką wywołała eksplozja pocisku została zaabsorbowana przez owada, a Nyx dodał do niego coś od siebie - trujący kwas. Strumienie żrącej mazi rozbryznęły się na wszystkie strony, trafiając w Mephista.        

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nim stworek zdążył dolecieć na tyle blisko by móc zranić Mephista ten wyciągnął prawą rękę przed siebie tworząc barierę z błękitnej energii i to właśnie na niej zebrała się, zarówno siła ataku jak i kwas. Gdy było już bezpiecznie Mephisto pozbył się bariery i kwas upadł na ziemię, czując że energia magiczna zaczyna się ,,spalać'' pod wpływem klątwy zaczął szybko myśleć nad przelaniem jej do czegoś, najlepiej czegoś czego wróg nie dorwie, na całe szczęście, wraz z magią spalała się trucizna więc był plus. Po chwili wyjął z kieszeni obiekt z czarnego kamienia, najpewniej z obsydianu. Zacisnął go w lewej dłoni, kryształy na rękawicy się zaświeciły i po chwili rzucił kamień za siebie, kamień błyszczał się dość jasnym, ale nie oślepiającym, czerwonym światłem. Wpadł do lawy. Pozbył się znacznej części własnej mocy, tak więc teraz została mu tylko jak najbardziej zaciekła ofensywa, a na wypadek braku magii przyda się broń, Mephisto szybko rozejrzał się po terenie, nie było tu nic czego mógłby użyć, no poza wszech obecną lawą i dymem, po chwili, w głowie Mephista zrodził się pomysł, przywołał samą rękojeść miecza wielkiego, jelec był skierowany ku górze podszedł do lawy i przysunął rękojeść dość blisko cieczy, po chwili podniósł do góry broń z ostrzem wykonanym z, wciąż wrzącej, zastygłej skały, a w zasadzie kamiennych fragmentów które wyglądały jak złączone lawą. Był to o wiele za duży aby używał go człowiek, samo ostrze miało prawie trzy metry, wyglądał jakby służył za miecz jednoręczny dla jakiejś dziesięciometrowej istoty. Mimo wszystko Mephisto trzymał miecz w lewej ręce. Prawą w tym czasie strzelił świetlistym pociskiem w oponenta, tym razem jednak, nim pocisk dotarł rozpadł się na kawałki i w pobliżu wroga, wszystkie kawałki wybuchły tworząc błysk jasnego, oślepiającegoś i palącego wiatła,Mephisto w tym czasie ruszył na wroga, dokładniej pobiegł, będąc około dwa metry od wroga Mephisto złapał miecz obiema rękami, lewą przy jelcu, prawą przy głowicy, po czym zamachnął się potężnie celując w brzuch wroga. Po wyprowadzeniu ciosu cofnął miecz i tym razem pchnął nim, kolejny atak wyprowadził z prawej, też w brzuch, na koniec zza głowy i odskoczył. Oparł miecz o ziemię i spojrzał na wroga. Czuł że działanie trucizny słabnie więc zaraz będzie mógł zdjąć klątwę.

Edited by Mephisto von Pyra

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nyx zachwiał się. Ciosy zostawiły na jego ciele paskudne rany. Cały był jednak zabandażowany, a tkanina nasączona eliksirami powinna szybko je uleczyć. Gdy przestało już huczeć mu w głowie, zajął się myśleniem. Trucizna nic nie zdziała. Trzeba użyć innej broni. Czegoś co od razu go zrani. Cios, którego nie zdoła sparować. Nyxgrim zauważył, że kilka jego flakonów i butelek są rozbite. Ze szkła zniszczonego przez ciosy przeciwnika ściekały różnorakie płyny, tworząc na wulkanicznym pyle kolorową kałuże. "Co za marnotra..." - Nyx nie skończył mówić, ponieważ wtedy wpadł mu do głowy całkiem nie głupi pomysł. Odkorkował małą fiolkę i wlał zawartość do kałuży. "Katalizator już jest... teraz tylko..." - zdjął pokrycie z małego słoika i wyjął z niego malutkiego węża. "Do boju mój aniele śmierci!" -wrzucił gada do kałuży. Przez chwilę nic się nie działo. Potem kałuża zabulgotała, a wąż wyłonił się z niej. Jego długie ciało pęczniało, rosło. Łuski z jasnobrązowej przybrały szmaragodową barwę z żółtymi plamkami. Oczy zabłysnęły czerwienią, kiedy wielkie monstrum zasyczało, ukazując wielkie jak ludzka ręka kły jadowe. "Znajdź."- Nyx wydał wężowi telepatyczne polecenie. Stwór wysunął rozwidlony język. Przez opary pyłu wyczuł jego ciepło, widziały wyraźnie gorąco bijące od jego miecza. "Zabij." - kolejny krótki rozkaz. Ogon potwora zakończony kostnymi wyrostkami wyłonił się ze ściany pyłu jak błyskawica przecinająca niebo. Cielsko uderzyło Mephista z ogromną siłą z boku. Potem nadszedł kolejny cios z góry. Gdy Nyx usłyszał chrzęst, ucieszył się, ze tego nie widzi. Wąż uniósł głowę do góry, nad wbitego w ziemię maga. Otworzył paszczę i zaczął gromadzić energię potrzebną do wystrzelenia morderczego zaklęcia.            

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mephisto, leżąc wbity w ziemię starał się coś zrobić, niestety mroczyło mu przed oczami i czół ból który promieniował po całym ciele, po chwili udało mu się spojrzeć na węża który już szykował się do kolejnego ataku, dla Mephista ta chwila dłużyła się jakby czas został spowolniony, był to jednak tylko efekt przypływu adrenaliny, czół że trucizna w jego ciele została wybita, niestety podobnie jak jego magia. Leżał tak próbując coś zrobić aż wreszcie poczuł jak coś liże mu dłoń, jak się okazało była to mała czarna jaszczurka, wyglądająca jakby była zrobiona z obsydianu, od jeziorka lawy ciągnęły się krople tejże cieczy, najpewniej ta jaszczurka z niej wyszła, liżąc Mephista zmieniała kolor, a raczej kolor światła które roztaczała, począwszy od srebrzystego światła, poprzez niebieskie, skończywszy na fioletowym. Mephisto poczuł przypływ energii, no i brak klątwy. Tak więc udało mu się idealnie, stworzenie po chwili zmieniło się w kamień, ten sam który Mephisto wrzucił do ognistej cieczy, chwycił go i krótką chwilę przed atakiem węża odsunął się na tyle że nie oberwał. Odetchnął z ulgą, mimo wszystko czół ból, w jego lewej ręce pojawiło się światło które po chwili otoczyło całego maga, światło było kojące. Jak się okazało był to prosty czar leczenia, Mephisto wstał i spojrzał, wpierw na wroga, potem na węża. Priorytetem stał się gad, mag szybko wstał i spojrzał na potwora. Nie miał zamiaru rzucać, słabymi czarami. Gada trzeba zabić i to szybko, w powietrze rzucił magiczną sferą która po chwili wybuchła, bardzo głośno i bardzo jasno, jak granat błyskowy, wąż oczywiście ucierpiał najbardziej. Mephisto szybko zebrał magię w dłoniach. 

- PK Rockin! - zawołał i uwolnił magiczną falę która pchnęła zdezorientowanego węża w stronę lawy, gdy miał pewność że wąż jest nieszkodliwy spojrzał na wroga. 

- Oświeć głupców swym oczyszczającym blaskiem, połączając niebo z ziemią łańcuchem wiecznym, gdy pierwszy promyk nastanie, zjaw się na jutrzenki zawołanie. - wyrecytował. - Świetliste oczyszczenie! - zawołał, po chwili wystrzelił pocisk w oponenta, do tego ten pocisk ścigał go tak więc uniknięcie tego było praktycznie niemożliwe, po trafieniu go nie dość że ranił to jeszcze rozpadł się na części i uderzył w ścianę za nim, nim jednak wróg zdążył zareagować pojawił się nad nim krąg magiczny z którego wyleciał świetlisty promień, kolejny czar ofensywny, na koniec pod Nyx'em pojawił się krąg z symbolem czegoś w rodzaju krzyża w środku a z kręgu wyleciało oślepiające światło które nie raniło tak bardzo jak poprzednie ale za to wywoływało silne poczucie dezorientacji. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nyx zamknął oczy. Myślenie o kolejnym ruchu z bólem pulsującym w całym ciele i kompletnym braku rozeznania na polu bitwy graniczyło z cudem. Instynktownie rzucił w ziemię małą menzurkę z zasłoną dymną. Wydobywająca się z niej gęsta, zielona mgła przytłumiła oślepiające światło i na jakiś czas zabezpieczyło go przed dalszymi atakami. Nyx wybiegł za mgłę, omal nie wpadając do lawy. Popatrzył na skórzane pasy. Ma jeszcze parę sztuczek w zanadrzu. Spróbował się złowieszczo uśmiechnąć, ale warga spuchła mu do rozmiarów mandarynki. Spróbował zakląć, ale tylko ugryzł się w język. Zerwał jedną z fiolek i wlał błyszczącą zawartość do ust. Po chwili rany i guzy zaczęły się goić. Nie było to wystarczająco, aby jego ciało w pełni się zregenerowało, ale na dokończenie walki powinno wystarczyć.

Gdy zobaczył przeciwnika rzucił kolejną zasłonę szmaragdowego dymu. Zaraz potem błyskawicznie położył ręce na ziemi, szepcząc zaklęcie. Na rozgrzanym bazalcie otworzył się świetlisty portal przypominający błyszczącą sadzawkę. Z plamy tej zaczęły wyłaniać się długie, cienkie nogi, szkaradne głowy z paciorkowatymi oczami i rozdęte odwłoki. Siedem ogromnych pająków ustawiło się przed Nyxem. Pochylił się on nad największym z nich i położył dłoń na jego tułowiu. Owad zaczął błyszczeć niebieska poświatą z której wystrzeliły świetliste więzy. Więzy oplotły pozostałe stwory, otaczając je dziwaczną, eteryczną zbroją. Pierwszy pająk, który utrzymywał zaklęcie został przy swoim panu, a pozostałe z zaklęciem ochrony weszły do dymnej zasłony. Dwoje z nich unieruchomiło Mephista siecią, a dwa pozostałe zaatakowały. Kąsały, odskakiwały i znowu zbliżały się, aby ugryźć. "Czary są przeciw nim bezużyteczne puki mam ciebie" - powiedział Nyx, głaszcząc stwora po odwłoku.                          

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to się jednak udało, oponent po prostu trafił w samo sedno, przyzwanie pająków w walce z osobą mającą arachnofobię. Szczęście? Najpewniej. Nie dość że te poczwary go uwięziły to jeszcze gryzły tak więc opracowanie taktyki musiało być jak najszybsze. Na razie musiał dawać się gryźć co było bolesne, na szczęście, im większy pająk tym słabszy jad więc te najpewniej takowego wcale nie miały... ale co mu po tym jeśli mogą odgryźć mu całą kończynę i to na raz! Po chwili wymyślił że może się teleportować, najlepiej na szczyt wulkanu, jak pomyślał tak zrobił. Krótki błysk światła i Mephisto był już na szczycie, leżał tak przez chwilę starając się odetchnąć od tych pająków. Po chwili jego kamienna jaszczurka zaczęła przegryzać pajęczynę dzięki czemu Mephisto mógł się uwolnić. Rany były paskudne, no i bolały jak diabli, na razie chłopak tylko leżał na plecach na szczycie i oddychał. Po chwili stanął na samej krawędzi i spojrzał w dół. Jak już ma tam zejść musi pozbyć się wszystkich poczwar. Złożył ręce jak do modlitwy, zamknął oczy i po chwili pojawił się pod nim krąg magiczny, włosy i luźne części ubioru kierowały się ku górze, jakby z kręgu wylatywał wiatr. 

- Idziemy w Ogień, bez powrotu, na dół od Światła zesłani, do Piekła ze Słońcem i do Raju z Ostrzem. Ruszamy w Mrok, by powstrzymać klątwę głodu. - wyrecytował inkantacje. - Czar: Duch Gromu! - zawołał, pojawił się na dolę uniósł ręce do góry, po chwili nad każdym pająkiem pojawił się krąg magiczny z symbolem błyskawicy, na każdego pająka jednocześnie spadł magiczny piorun, pozbawiając tego utrzymującego zaklęcie życia, reszta jeszcze stała ale na to też był sposób. - Bliźniaczy Grom! - zawołał i każdego pająka ponownie poraził piorun. W ten sposób wszystkie były martwe, niestety, Mephisto wciąż był poważnie ranny tak więc zaraz po rzuceniu zaklęcia zatoczył się, przyjmował na klatę więcej niż był w stanie i chyba najpewniej wkrótce jego ciało tego nie przetrzyma. Po chwili upadł na ziemię, pierwsze dwie próby powstania zakończył się porażką ale ostatnia mimo wszystko się powiodła, nawet jeśli to nie stał zbyt stabilnie, wręcz ledwo. Musiał zapamiętać żeby zacząć uczyć się alchemii aby narobić sobie mikstur leczniczych i antidotum. Spojrzał na wroga, po chwili ustawił ręce tak jakby trzymał w nich jakąś sferę, przesunął je obok lewego boku, stanął w pozycji jakby chciał rzucić Kamehameha. Co okazało się prawdą bo mówił pod nosem ,,KA-ME, HA-ME...'' a w dłoniach kula energii rosła i stawała się coraz większa. Ostatni krzyk ,,Ha!" zakończył tę jakże znaną umiejętność, prosty laser błękitnej energii poleciał szybko w stronę wroga. Właściwościami atak zdawał się być identyczny, może to naprawdę było to. Po chwili czar uderzył we wroga, po prostu go raniąc, bez dodatkowych efektów..

Share this post


Link to post
Share on other sites

W chwili w której pocisk trafił Nyxa pożałował on, że nie obejrzał ani jednego odcinka Dragonballa. Gdy zbierał się z ziemi jego ciało dygotało z bólu. Stanął niepewnie, a świat wirował wokół niego. Pierwszą myślą jaką zdołał z siebie wykrzesać, było to, że kompletnie nie wie jak przewidzieć następny ruch przeciwnika. Nie wiedział jak chronić się przed nieznanymi mu zaklęciami. Pozostało więc tylko jedno - całkowicie zrezygnować z defensywy i skupić się na ataku. Potrzebował jednak czegoś bardziej nieuchwytnego. Coś przed czym ciężko się bronić. Wiedział już co robić za nim przestał widzieć podwójnie.  Położył ręce na ziemi i zaczął szeptać zaklęcia. Po chwili na podłożu rozbłysła pieczęć dorównująca rozmiarom dziedzińcowi zamku. Rozległ się wstrząs i z pieczęci buchnął gejzer złotego piasku. Uformował on niewielki pagórek, zaczął rozszerzać się po krawędzie areny, wpadać do lawy. Nim piasek do niego dotarł Nyx otworzył kolejną pieczęć w powietrzu i wrzucił do niego dwa małe kształty. Gdy przeleciały one przez pieczęć błyskawicznie się powiększyły. Jednym ze stworzeń był wielki czarny czerw, a drugim gigantyczny mrówkolew. Nyx wszedł na pierwszego z nich i popłynął na nim przez sypki piasek. Mrówkolew zanurzył się głęboko i uformował w piasku wielki lej. Mephisto zaczął zjeżdżać do  środka, prosto w rozchylone szczękoczułki potwora. Nyx obserwował to wszystko z krawędzi leja, stojąc na czerwiu. "Tylko spróbuj się wynurzyć" - pomyślał Nyx łapiąc za jedną z butelek.         

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piasek? Owszem, piasek, masa piasku. I kolejny wielki robal. Lepsze to niż Rek'Sai. Powoli zjeżdżając w kierunku wrogiego stwora, Mephisto wymyślał nowy plan, a że na arenie był piasek mógł użyć rzeczy której wcześniej nie mógł, mianowicie pobawić się w Azir'a i przywołać piaskowych żołnierzy. Podniósł rękę do góry i powiedział coś w stylu ,,Powstańcie'' pojawiło się trzech żołnierzy w złotych zbrojach, każdy miał włócznie, twarzy jednak nie stwierdzono. Po chwili wskazał na stwora i powiedział ,,Maszerujcie moi wojownicy!'' i wszystkie piaskowe stwory zaszarżowały. Każdy wbił włócznie tak aby zranić stwora ale po chwili zniknęli. Jedna z włóczni została wbita tak że stwór nie mógł do końca zamknąć swoich szczękoczułek. To zdecydowanie ułatwiało sprawę. 

Jednak nie był to koniec problemu, po chwili zrobił obiema rękami ruch jakby chciał coś pchnąć i z piasku stworzyło się pięciu żołnierzy z tarczami, wpadli na stwora i stali tak przed nim pchając jego szczękoczułki przed siebie, sam Mephisto wskoczył na nich, oni nie zareagowali, to nie byli ludzie tylko piaskowe posągi. Złapał ranną szczękoczułkę i zaczął ją wyrywać, po chwili takiego siłowania na tyle poluzował swój cel że był całkowicie niezdatny do użycia. Złapał włócznie jednego z piaskowych posągów, którą ten miał na plecach, i rzucił ją w samo centrum stwora. Teraz stwór był nieszkodliwy. Po chwili odwrócił się do swojego prawdziwego wroga.

Teraz, stojąc twarzą do wroga przyglądał się mu. Wiedział że te ciągłe tworzenie stworów zabiera mu więcej czasu niż sama walka z oponentem. 

- Deformacja Spektrum: Wysyp Anatomiczny - powiedział i pstryknął, przed nim pojawił się, cienki, wykonany z czerwonego szkła, pryzmat. Uniósł się na chwilę w powietrze, przez pryzmat przeleciał czerwony laser, typowy jak ze wskaźnika laserowego, po chwili przeleciał przez niego promień światła który w kontakcie z pryzmatem podzielił się na kolorowe wiązki i poleciał we wroga. Sam Mephisto stanął w pozie rodem z Sailor Moon. - In the name of Shurima I will punish you. - powiedział rozbawiony. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nyx zareagował instynktownie. Zeskoczył z grzbietu czerwia w samą porę, aby uniknąć ataku. Spadając na piasek zobaczył jeszcze jak przywołane przez niego stworzenie znika w chmurze kurzu i błysku magii. Gdy upadł do głowy przyszły mu dwie rzeczy. Po pierwsze przestać korzystać z przywołań. To zbyt niepraktyczna strategia na tak dynamicznego przeciwnika. Po drugie - zacząć walczyć osobiście. Ale potrzebował czegoś. Inspiracji. Spojrzał na butle, którą miał na plecach. Nie. Wciąż jest na TO zbyt wcześnie.  

Wtedy rozejrzał się dookoła. Ten cały piasek. Niechcący stworzył wielką donice. To chyba dobry czas, aby z przywołań przerzucić się na magie roślinną. Wyjął zza pasa niewielki mieszek i wysypał będące w nim małe czarne ziarna na ziemie. Następnie uformował wokół nich szmaragdową pieczęć. "Wzrost" - ryknął. Po  chwili cały piasek zatrząsł się i wystrzeliły z niego pędy, z początku cienkie, potem jednak stały się grube niczym pień dębu. Pajęczyna pnączy oplotła cały piasek, a część z nich zaczęła dotykać jeziora ognia. "Synteza" - krzyknął Nyx stojąc na jednym z pędów i uderzając w nań swoją dłonią w chwili, w której rośliny zaczęły płonąć od wrzącej lawy. W jednej chwili kora roślin sczerniała i pojawiły się na niej czerwone, błyszczące żyłki. Potem na całej powierzchni roślin wyrosły bazaltowe ciernie. Część z nich błyskawicznie wystrzeliła w Mephista i będąc blisko niego eksplodowały, rozpryskując wokół lawę, ogień i kawałki skały. Przeciwnik Nyxa musiał być teraz paskudnie ranny. Będąc jednak zapobiegliwy dotknął rośliny i wystrzelił ponownie tyle cierni ile tylko zdołał.                 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rośliny, ciekawa odmiana, jednak gdy wszystkie pnącza wybuchły obok niego Mephisto użył czaru który wzmocnił jego odporność, wzmocnił nie oznacza że uczynił go niezniszczalnym, po prostu mniej oberwał, wciąż poparzyło go na twarzy i dłoniach, ale ubranie miało odporność na ogień więc go nie przepalił. Podleczenie się nie miało za bardzo sensu, nie znał magii która pozbawiła by go oparzeń więc tym zajmie po walce. 

Po chwili żołnierze pod nogami Mephista zaczęli się rozsypywać więc musiał szybko zmienić pozycje. Wskoczył na jedno pnącze które nie było obok niego i nie wybuchło, wiedział że to głupie, ale na chwile wystarczy. Po chwili zaczął biec w kierunku oponenta, korzystając z pnączy, po chwili gdy znalazł się obok niego naładował pięść energią magiczną i walnął mu w szczękę od dołu. - Shoruken! - zawołał podczas ciosu. Następnie wykonał dłonią jakiś gest, coś na wzór wiedźminskich znaków, po chwili wycelował dłonią we wroga i wystrzelił pocisk energii który wytrącił wroga z równowagi. - Wormhole! - zwołał a za Nyx'em pojawił się portal do którego wpadł i znalazł się na piasku pola walki. Sam Mephisto zeskoczył z pnączy. - Dużo tego draństwa masz. - stwierdził patrząc na wroga, - Ebonflesh. - mruknął i po chwili delikatna aura otoczyła chłopaka sprawiając że jego obrona wzrosła. Był to efekt czasowy ale i tak się przyda, w końcu nie wiadomo czym oberwie potem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Od teraz będę dawał odpowiedzi częściej, żeby walka nie ciągnęła się do nowego roku)

 

Nyx zdał sobie sprawę, że walka właśnie osiągnęła punk krytyczny. Musi działać szybko. Nadszedł czas. Zdjął z pleców wielkie naczynie, otworzył je i wylał je sobie na głowę. Po chwili cały był w zielonym, fosforyzującym płynie. Jego ciało zaczęło się zmieniać. Ręce przekształciły się w dwa sierpowate szpony, tułów przekształcił się w długi odwłok  z którego wyrosło sześć owadzich nóg. Twarz maga niemal w niczym nie przypominała już ludzkiej. Spojrzał swoimi ośmioma oczami na przeciwnika. - Kiedy z tobą skończę będziesz zazdrościł mi urody! - zakłapał szczękoczułkami. Chityna na jego odwłoku rozwarła się, ukazując parę skrzydeł. Wzbił się w powietrze z dźwiekiem przecinanego powietrza, przypominając przerośniętą osę. Najpierw trzeba zrobić coś z jego obroną. Zaklęcie osłabiające. Nyx podleciał nad przeciwnika i zaczął rozpylać wokół błyszczący pył. Zneutralizował on obronny czar oponenta i sprawił, że zaczął się dusić. Świetnie. Trafienie go nie powinno być teraz trudne. Odwłok Nyxa wydłużył się nagle przypominając teraz ogon skorpiona. Jego koniec uzbrojony w kolec, zaczął żarzyć się magiczną poświatą. Machnął nim silnie w powietrzu wytwarzając szeroki strumień niszczycielskiej energii w kształcie sierpu. - Oto kosa ponurego żniwiarza.               

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cholerny pyłek, trzeba się tego draństwa pozbyć, ale jak? Do atak już się szykował, co robić, co robić? Olśnienie, on zaczął walczyć wszystkim czym miał to czemu by nie zrobić tego samego? Niezgrabny unik nie pozwolił uniknąć całego ciosu, zranione ramię. No trudno, to na potem. Na razie trzeba wstać, no i ustać. Machanie rękami pomogło, pył zaczął się rozwiewać. No teraz można wstać. Jeszcze tylko otrzepać spodnie. 

- Nigdy takiej mordy bym nie zazdrościł. - takie dogryzanie może być głupie ale trudno. Po chwili jednak przyklęknąłem na jedno kolano i dotknąłem ziemi, po chwili coś z niej się wysunęło, drzewiec glewii, długi na około dwa metry, gdy w końcu cała broń była wyciągnięta dało się zobaczyć że grot został wykonany z kryształów przypominających lód, wydawały się jednak bardzo ostre i mocne. Pod ostrzem było sporo białych, szarych, czarnych, czerwonych, złotych i błękitnych piór, musiały należeć do wielkiego opierzonego stwora. Na przeciwległym końcu był metalowy fragment z kolcem na końcu i niedużym hakiem na boku, dzięki czemu broń była stabilniejsza. Cała glewia miała dwa metry długości, wliczając w to grot. Po chwili złapałem broń mniej więcej na 3/5 dystansu do ostrza i zrównałem całość z ramieniem kierując ostrze ku ziemi. 

- No to jedziemy z tym koksem. - powiedział. - Stworze, pewnym jest iż nie jesteś istotą ludzką, takie rzeczy mogą wywołać jedynie konszachty z diabłem, wiedźmami lubi czarną magią. Moim obowiązkiem jako Nocnego Łowcy jest oczyszczenie twojej duszy i ciała poprzez pozwolenie mu na spoczynek. - powiedziawszy to założyłem kaptur. - Niestety, nie mogę przygotować stosu dlatego też muszę walczyć. Jeśli poddasz się będzie łatwiej dla nas obojga. Ale mam nadzieje że będziesz stawiać opór będzie więcej zabawy. - Po przemowie na twarzy pojawiła mi się maska, do złudzenia przypominająca tę pewnego antagonisty z Fable The Lost Chapters, białka mych oczu stały się czerwone a tęczówki złoto-żółte, przez to jak i przez czerwoną bluzę byłem podobny do tego antagonisty. Po chwili skupiłem magię wokół broni i złapałem je dwiema rękami, wreszcie wykonując pchnięcie wystrzeliłem lodowy pocisk który po trafieniu we wroga pozwolił mi do niego doskoczyć, tak więc uczyniłem, będąc przed owadem kopnąłem go w twarz jednocześnie odbijając się nieco dalej od niego i nieco wyżej. Będąc w powietrzu skupiłem magię w dłoni i strzeliłem zielonym pociskiem w oponenta, jak się okazało, pocisk był kulą ognia. Po chwili wylądowałem na arenie i skupiwszy energię w prawej ręce wystrzeliłem promień z ciemnej energii w kierunku wroga. Następie wystawiłem dłoń przed siebie i zacząłem strzelać zaklęciami przypominającymi igły sosnowe, jednak po tej krótkiej serii sferą wyglądających jak kula z trawy jednak w kontakcie z pierwszą przeszkodą wybuchła pozostawiając zielony ogień na około siebie, po chwili ogień zniknął a ja stałem patrząc na wroga i czekając na jego ruch. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak wiele ataków w tak krótkim czasie nieco oszołomiło Nyxa. Chityna na jego ciele była w wielu miejscach zdarta, pokryta szramami i zadrapaniami. Pancerz jednak dość szybko się regenerował. Ale nie to było teraz ważne. Trzeba wyprowadzić atak. Nie kilka ataków. Nyx zauważył, że kilka słabszych zaklęć potrafi zadziałać lepiej niż jedno potężne, kosztujące sporo energii. Patrząc na przeciwnika coś sobie przypomniał. Przekształcił swoje kosopodobne odnóża w parę szponiastych rąk. Następnie zaczął kreować podłużny kształt za pomocą zielonej poświaty. Po chwili aura znikła ukazując miecz o czarnej klindze podzielonej na dwie części. Był on podobny do pewnej broni z gry Fable: The Lost Chapters jednak na środku jego jelca lśnił szmaragd, a rękojeść była zielona. Nyx wzbił się w powietrze, dzierżąc miecz w ręku. Następnie skumulował magie w ostrzu i skierował je do góry. W niebo wystrzelił strumień jasnozielonej energii. Po chwili na Mephista spadł grad małych, magicznych pocisków. Zalały one również obszar wokół niego, rozpryskując na wszystkie strony fontanny iskier. Skutecznie utrudniło do widoczność. Nyx podleciał bliżej ziemi. Zataczał koła wokół obezwładnionego przeciwnika, ciskając w niego wydobywającymi się z miecza pociskami. Unosił się coraz wyżej, aż w końcu zwisł nad Mephistem. Wtedy zebrał magie i uderzył centralnie z góry. Fala energii uderzyła jego przeciwnika z góry, wbijając go w ziemie. "Rzadko zdarza się żeby owad miażdżył człowieka" - pomyślał Nyx, obserwując krater, który pozostawił po sobie czar.                    

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to kiepsko, natłok zaklęć sprawił że jedynym czarem obronnym jaki zdążyłem rzucić była tylko prosta tarcza, szybko więc padłem na ziemię, podkuliłem nogi i trzymając ręce w górze starałem się zakryć jak najwięcej ciała, szło nieźle chociaż i tak obrywałem to mniej, no i na koniec ta fala energii. No po prostu combo, ledwo udało mi się po tym pozbierać. Po całej tej serii tarcza pękła a ja po prostu leżałem na ziemi. Maska pękła ale nie spadła. Ledwo dosięgłem glewii i chwyciłem ją w lewą rękę. Po chwili podniosłem się, z trudem, potem opierając się o broń wstałem. 

- To bolało... - powiedziałem z trudem, po chwili stanąłem normalnie, no prawię, na prawej nodze miałem mnóstwo ran. No to pięknie, wciąż opierałem się o broń. - Dobra, koniec z zabawą. - powiedziałem po chwili, Na glewii pojawiły się pęknięcia z których biło jasne światło. Wokół mnie pojawiło się sporo czegoś co przypominało mgławicę. - Pokażemy ci potęgę Filaru. - rzuciłem jeszcze. Skupiłem magię w prawej ręce. - Arkana Mgławicy! - wystrzelony czar wyglądał jak sfera otoczona mgłą identyczną jak ta wokół mnie. Czar leciał w stronę wroga, mimo iż nie leciał zbyt szybko kierował się bezpośrednio we wroga. Szybko jednak wystrzeliłem dwa inne ataki, wyglądające jak zwyczajne jaskrawe pociski magiczne, ich celem była tylko dezorientacja wroga. Sama Arkana po uderzeniu we wroga nie zadała obrażeń od razu, przez chwilę Nyx czuł jakby coś lekko go drapało jednak po chwili sfera eksplodowała, eksplozja jednak szybko przerodziła się w implozję która wywołała uczucie pustki i utraty sił. Gdy jednak pył opadł dało się zobaczyć lewitujące w powietrzu kryształy, fioletowy, czerwony, zielony oraz błękitny. Dawały dziwne światło, po chwili jednak wszystkie cztery kryształy wystrzeliły promienie przez które połączyły się. - Zaginiona Technika, Furia Filarów Kreacji! - zawołałem, kryształy przesłały swoją energię do mnie a ja przy jej pomocy uderzyłem we wroga, cios był potężny, najpotężniejszy jak dotąd. Jednak, miałem jedną rzecz nieco mocniejszą w zanadrzu. Jednak sam cios przyjął formę kręgu który pojawił się pod wrogiem i zaczął ściągać wszystko w obszarze do centrum, następnie, gdy wszystko się załadowało krąg eksplodował pozostawiając po sobie więcej mgławicy. Teraz dym wulkanu mieszał się z mgławicą. Ja zaś pozbawiony masy energii przygotowałem się na następny cios. Miałem mało sił ale trzeba walczyć. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Teraz zaczynają się schody." - pomyślał Nyx, zbierając się z ziemi. Musi zapobiec aktywowaniu zaklęcia przeciwnika i równocześnie go zranić. Będzie musiał użyć przynajmniej dwóch czarów. Chwycił stworzony wcześniej miecz obiema rękami i przetransformował go w łuk. Włożył rękę do swojej zębatej paszczy i wyjął z niej stworzoną ze stwardzonego śluzu strzałę. Wystrzelił owy pocisk, który wbił się w ziemie tuż pod nogami jego przeciwnika. Strzała natychmiast rozbłysła, tworząc energetyczną bańkę, która zaczęła się rozszerzać, tworząc cos na kształt klosza. Po jego powierzchni tańczyły zielone wiązki błyskawic. „To zatrzyma go wewnątrz”.  Nyx wystrzelił kolejne strzały, dookoła bariery, które rozbijając się w powietrzu uformowały okrągłe wyrwy w przestrzeni. Bariera była teraz otoczona przez portale. Nyx zdematerializował łuk i wystrzelił z rąk kule energii. Sfera wleciała do portalu, wyleciała z innego i trafiła Mephista. Nie wybuchła jednak tylko rozpadła się na dwie mniejsze kule, nabierając prędkości i wpadając do innej wyrwy, by powtórzyć proces. Nyx wystrzelił jeszcze kilka kul, które rozpadały się przy uderzeniu, stając się coraz liczniejsze. I szybsze. W końcu Mephista ledwie można było zobaczyć przez śnieżyce energetycznych kulek. „Jak szwajcarski ser.” – pomyślał Nyx z satysfakcją.        

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obrona przed taką ilością czarów była trudna. Na dodatek brak energii znacznie to utrudniał. Tak więc musiałem zasłonić się tylko rękoma. A to nie dało za wiele, czułem jak na skórze tworzą mi się rany. Ale za to zniszczone ubrania uwalniał magię którą w nie włożyłem więc część mocy zaczęła wracać. Teraz trzeba było wydostać się z tej śmiercionośnej kuli. Straciłem sporo czarów teleportujących, a te które znałem wymagały zbyt wiele mocy. Tak więc musiałem użyć czegoś prostego, co było proste a mogło rozwalić magiczną ściankę? Obsydianowy Gad, zwierzątko zrobione przy pomocy niedużej ilości magii. Tak więc wyciągnąłem z kieszeni tę samą jaszczurkę którą użyłem na początku i ona sama podeszła do ściany i zaczęła ją zjadać. Wystarczyła wyrwa przez którą mogłem wyjść. Gdy mi się to udało byłem cały obolały, ale i tak mogłem walczyć. Potworek dalej jadł moje byłe więzienie.

- No... to jedziemy dalej. - powiedziałem, przez chwilę stałem tylko patrząc na wroga, po chwili podniosłem ręce do góry. - Jedyne dobrzy przetrwają. Jedynie nieliczni, odnajdą zbawienie! - wskazałem na wroga jedną ręką. - Chwyć się ognia, jeśli przetrwać chcesz! Sięgając po objawienie! - dokończyłem, po chwili pode mną pojawił się krąg magiczny, - Nie odwracaj się, albo pochłonie cię ciemność. - powiedziałem. Pod maską nie było widać emocji, ale uśmiechnąłem się. - Apollion! - zawołałem po chwili, z kręgu wydostała się energia przypominający granatowy ogień. Otoczył mnie a następnie podpalił całą mgławicę w otoczeniu, jednak zamiast ranić, ogień zebrał się  wokół mnie, a potem wokół moich rąk. - Estachion! - cisnąłem dużą chmurą ognia w oponenta. Gdy ta dotarła zaczęła zadawać ból, sporo bólu. Ja sam podniosłem glewie, która wyglądała na strasznie zniszczoną, jednak na pęknięciach, zamiast żółtego światła, jak ostatnio, pojawiło się granatowe światło. Teraz trzeba było gotować się na atak. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy ogień się rozwiał kaszlnąłem, dusząc się swądem własnego przypalonego ciała. Chityna w wielu miejscach sczerniała i popękała, na szczęście w nieszczęściu z przypalonych mięśni nie sączyła się krew. Moje ręce rozbłysły zielonym światłem, a ja pogładziłem nimi rany, powierzchownie się lecząc. Następnie popatrzyłem na przeciwnika. Ostatni atak okazał się niezwykle skuteczny. Trzeba go znowu zdezorientować. Wcześniej ataków było zbyt dużo... to niech teraz nie wie gdzie jest on sam. Uniosłem się w górę ponad arenę. Z mojego odwłoka zakończonego żądłem wystrzeliły cztery wiązki światła, które wbiły się w ziemię i stwardniały, tworząc świetliste kryształy. Tworzyły one wielki kwadrat. Następnie opadłem na ziemię i wbiłem żądło w ziemię. Pojawiło się na nim wiele linii biegnących w różnych kierunkach. Następnie wyrosły z nich wysokie ściany z zielonego światła. Wielka konstrukcja przypominająca ogromną kostkę uniosła się w powietrze i zaczęła obracać. Był to świetlny labirynt. Zawiłe korytarze w połączeniu z rotacją potrafią skutecznie zmylić kierunek. Mało? Położyłem dłonie na ziemi, a chwile potem z pod nich wystrzeliły dwa światła, które, ryjąc w podłożu, utworzyły wokół labiryntu koło. Ze znaku tego wyłoniła się sfera, która otoczyła konstrukcje, a następnie zaczęły pojawiać się w jej wnętrzu promienie, które biegły od jednego końca na drugi. Przenikały one przez ściany labiryntu, nie czyniąc mu żadnych szkód. Jego zawartość to już inna sprawa. Lepiej? Po chwili powtórzyłem proces tworząc jeszcze jedną sferę okalającą całość, w której wnętrzu pojawiały się świetlne pociski. "Albo zginie, albo dostanie epilepsji, albo zwymiotuje." - pomyślałem patrząc na niesamowite widowisko blasków.                  

Share this post


Link to post
Share on other sites

((Zupełnie o tym pojedynku zapomniałem ;___;)) 

Widowisko świetlne, to było nieprzyjemne, jednak epilepsji nie dostanę, a przynajmniej nie od razu. Widać było że wróg chcę mnie zabić. A ja głupi z większości energii się wypłukałem. Musiałem zdobyć jej więcej, co jednak mogłem zrobić, musiałem uciekać z tej śmiercionośnej pułapki. Ale jak się orientować w takiej przestrzeni? Ano da się, ale to przy pomocy zaklęcia. Padłem na kolana i zwymiotowałem, trochę pomogło. Po chwili skupiłem te niewielką ilość magii jaką miałem i użyłem zaklęcia które stworzyło małą ścieżkę kierującą się do wyjścia. Próbowałem za nią ruszyć ale... cóż było to trudne w takim otoczeniu więc padłem na ziemię i zamknąłem oczy. Leżałem tak przez chwilę, w końcu olśniło mnie. Moja magia była niestabilna, często też chciała pochłaniać inne magie. W zasadzie to pożerać ją. Nie zawsze, nie zawsze też całą. Zawsze można było spróbować. Położyłem dłoń na ściance. Po chwili trochę światła zaczęło znikać. Nie otrzymałem jej ale pozbyłem się trochę z labiryntu. Światło zbladło. Było mniej irytujące. No i nie wywoływało wymiotów. Teraz trzeba było pozbyć się ścian. Tylko jak... rozwalenie jej może być trudne, ale może spróbować, ale nie rozwalić go ręcznie, raczej magicznie. Wstałem i dotknął jej i przesłałem przez nią magie tak by przebić ją na wylot. Ją i kilka następnych. Gdy już ścian nie było, a raczej były wyrwy, poszedł do wyjścia i zaczął skupiać magię. Podniósł ręce do góry. Potem wycelował rękami w wroga i strzelił magicznymi pociskami. Trzema. Kosztowały go mało energii ale i tak trochę uderzą. 
- Wciąż żyję. - zawołał zadowolony. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...