Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Hoffner

Pięć Nocy ze Spasee'im [FNAF] ~ peros81, Arceus

Recommended Posts

Pizzeria Spasee’ego znajdowała się na obrzeżach centrum Ponyville i stanowiła mocną konkurencje dla Sugarcube Corner, co w tamtym czasie stał w niemałym remoncie po... Nie wiadomo dokładnie czym, ponieważ po miasteczku rozniosło się masę niepotrzebnych plotek i spekulacji mniej lub bardziej realnych, co zagłuszyły prawdę, która to uleciała i nikt nie zdążył o niej dobrze usłyszeć...  Jedni mówili że to Pinkie... Inni że nieszczelna instalacja. Może i lepiej się stało? Jedno było za to stu procentowo pewne. Większość tamtejszego życia kulturalnego przeniosła się właśnie w tamto miejsce... Przez to nie mogło tam zabraknąć znanej i lubianej Pinkie Pie, co spędzała tam większość czasu, często denerwując niestety części obsługi...
 
Ten interes od początku zarządzany był przez już 48 letniego Iron Hoof'a, którego interesowały tylko tak naprawdę by interes dobrze szedł, rachunki się zgadzały i absolutnie nikt nie mówił niepochlebnie o jego lokalu. Nie wahał się płacić komu trzeba demontując plotki z pomocą gazety, reklamować... Nie miał sumienia jeśli chodziło o utrzymanie tego wszystkiego na właściwym torze... Według jego wizji.
 
Największym jego utrapieniem byli stróżowie nocni cierpiący na omamy wzrokowe i słuchowe z niewiadomych powodów. Jakby coś było nie tak z maskotkami, jak mu wielokrotnie mówiono,  przecież w dzień też by źle szło, a szło bardzo dobrze, wiedział przecież wszystko ze swej małej klitki. Wszystko grało według niego, a przynajmniej on tak myślał. Nie wpatrując się w przyczynę. Nie chcąc tego robić lub też po prostu im nie wierzył jako że nie miał powodu... Jak nie chcieli pracować za coraz wyższe stawki to była naprawdę ich sprawa.
 
Ciężko było zaprawdę spojrzenie tego ziemnego ogiera, mimo że było to spojrzenie niebieskich oczu wyrażających wolność jak morze i spokój ducha. Ale nie w tym leżał problem... Cała jego sympatyczność uciekła po tym jak jego głowa została praktycznie pozbawiona i tak krótkiej, blond grzywy, tylko dlatego że uważał to za praktyczniejsze że nie musiał tracić czasu na jej mycie i doprowadzanie jej do porządku rano... Przecież na jego białej sierści zobaczyć można było każdy okruch... Co było jego utrapieniem. Nienawidził brudu i jak coś kompletnie odbiegało od harmonogramu...
 
Obsada w kuchni wielokrotnie się zmieniała z upływem lat. W tamtym momencie były to 4 klacze o przeróżnych charakterach pracujących na dwie zmiany... Najbardziej narzekała najstarsza z tego towarzystwa Romantic Heart... Zwłaszcza jak do lokalu trafiła PP i zwiększyła swoją obecnością panującą naokoło liczbę decybeli. Co nie leżało specjalnie w jej guście. Co jednak mogła zrobić jak nie mogła... To przez nią obroty się zwiększyły, a Iron nie śmiał myśleć jej wyrzucać tylko przez małe nieudogodnienia przez nią sprowadzone. Inną sprawą że nie do końca wiadomo jak włamywała się do jej kuchni próbując pomagać... Mimo że nie musiała...
 
Była ona typową przedstawicielką starego pokolenia znającą się na rzeczy... Czyli kręceniu pizzy z pomocą lewitacji bez kuglarskich sztuczek tępionych przez nią piorunami ze swoich szczerozłotych oczu kontrastujących z już matowiejącą obsydianową sierścią zdradzającą tym jej wiek do którego się głośno nie przyznawała. Była powoli bliska zasłużonej emerytury...
 
Szła ona zwykle w parze na zmianie z o wiele młodszą i przez to nie umiejącą postawić na swoim Solar Chaser będąca tam bardziej w roli pomocy przy kasie, sprzątaniu i szykowaniu pomniejszych dodatków do placków... Już sama postura pegaz zdradzała że raczej nie jest to osóbka mogąca się przeciwstawić swojej towarzyszce... Za to miała inną zaletę... Umiała dogadać się z szalejącą "Różową Zarazą" i wszystkimi źrebakami w lokalu co jej uśmiech zmuszał do mówienia wolniej i głośniej, jeśli to lisica nie zdążyła przyjąć do niej, lub też wolały nie ryzykować z nieznanym... Tak jak większość dorosłych, co nie uznawała robotów za żyjące istoty tylko za atrakcję...
 
Nie miała też tak straszliwego wyglądu. Młoda, o żywym spojrzeniu z pewną iskrą zapału że chce to robić w swoich niebieskich oczach tylko dlatego że życie jeszcze nie pogoniło jej przed siebie... Jej obliczę zdobyła jasno tycjanowa sierść i długa, zadbana cynamonowa grzywa... Związana czarną gumką zgodnie z przepisami sanepidu...
 
Sam lokal z zewnątrz niczym szczególnym się nie wyróżniał. Duży napis czerwonymi literami z nazwą lokalu... Zimne niebieskie ściany... Płaski dach z pofalowanej blachy nagrzewającej się latem do wysokich temperatur więc szybko do otoczenia dołączył dźwięk masywnych klimatyzatorów. Pizzeria jakich wiele w całej Equestrii, nie licząc animatroników...
 
Tam właśnie kierowała się Rainbow Dash z pewnym zamiarem, a może nawet dwoma... Po pierwsze została podpuszczona przez Pinkie by polubiła roboty, które jej zdaniem były sztuczne, ale nie mogła od tak odmówić swojej żywej przyjaciółce, chcącej ją przekonać że te istoty to też kucyki tylko w innym opakowaniu... "Przecież z każdym można się zaprzyjaźnić." To brzmiało w jej głowie, ale ona krzywiła się na samą myśl o tym... Inną sprawą że mogła przy okazji zarobić dodatkowo na specjalny numer swojego ulubionego cyklu o Daring Doo... A to już było coś ~ jakiś cel.
 
Szła więc tam raczej ze swojej woli z nadzieją że po prostu prześpi noc i dostanie za to należną kwotę za pilnowanie robotów na razie przez miesięczny okres próbny. Co złego mogło się stać? Który z kucyków z Ponyville włamie się do lokalu i wyniesie roboty... Z takim zamysłem weszła do pizzerii późnym wieczorem, gdy całość była już sprzątana przez wyżej wymienioną dwójkę klaczy z obsługi, a była to końcówka poniedziałku ~ dnia pierwszego, gdy lokal już nie grzmiał głosami gości...
 
Animatroniki już parę dni wcześniej mogły ją zobaczyć, gdy przyszła i poszła bezpośrednio do stróżówki w której też znajdowało się również biuro Iron Hoof'a... Oznaczać to mogło tylko jedno. Miała być nowym stróżem nocnym...
Edited by Hoffner

Share this post


Link to post
Share on other sites

(kolorem będę oznaczać wypowiedzi mojej postaci. A reszta animatronów też mogła by kolorem, jak możesz oczywiście)

Ja i reszta moich przyjaciół mamy specjalny kanał na którym możemy się porozumiewać. Przydatne jest to kiedy Spasina ominie jakiegoś dzieciaka, albo coś innego. Tak czy siak stoimy na scenie, a Spasina nieopodal kasy i pewnie wszyscy śledzimy wzrokiem udając chwilowo nieaktywnych tą nową klacz Nowy stróż nocny... nowa ofiara...

A więc nowy stróż nocny się nam trafił... więc znowu mamy co robić - powiedziałem na naszym kanale. Do czasu aż tamte dwie nie pójdą, nie możemy się ruszyć... chce widzieć Nocnych stróżów w kaftanach.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak zwykle na swoim miejscu po kolejnym dniu pracy. Uśmiech się na twarz wylewa na myśl o tych wszystkich uszczęśliwiinych źrebaczkach. Dziś los dał też nam powód do radości, nareszcie ktoś do zabawy. Usłyszałem głos mojego przyjaciela. Korzystając z tego samego kanału odpowiedziałem.

-Tak, nareszcie trochę rozrywki. Miejmy nadzieję że będzie z nim więcej zabawy niż z jego poprzednikami.

Teraz trzeba było tylko czekać. Czas dłużył się nieznośnie, ale co może z tym zrobić... Trzeba wytrwać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak... też mam taką nadzieje. Najdłuższy rekord to 2 dni... może ta wytrwa ten tydzień. Zobaczymy - powiedziałem. Następnie śledzę wzrokiem te dwie klacze co w kuchni też pracują. Jak wyjdą to po 10 minutach, schodzę ze sceny i rozglądam się po znajomych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Chyba 3 bo stawił się tamtej trzeciej nocy, ale ktoś za nim wzrokiem wodził i jakoś tak wcześniej wyszedł.

Personel w kuchni zabierał im trochę czasu, ale bądź co bądź koledzy z pracy. Może można im trochę strachu napędzić... Moja łapa zastygła w powietrzu, jakby spadła i pałeczką uderzyła o jeden z bębnów... Heh chcę zobaczyć ich minę.
- Mogę tu trochę hałasu narobić? Zobaczymy czy nasze znajome zlękną się tak samo jak stróż.

Edited by Hoffner
znak nie ten

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Może... sam nie wiem. Nie chce iść na przegląd po nie udanym wybryku. Jeśli chcesz kogoś nastraszyć to czekajmy aż Nocny stróż zostanie sam. Narazie poudajmy że włączył nam się ten słynny "Nocny Tryb", dzięki temu nie musimy tu stać jak idioci całą noc - powiedziałem i powoli schodzę ze sceny. Z zabawą musimy poczekać aż zostaniemy w piątkę.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Znowu mnie na części nie wezmą - powiedziałem z drobnym przerażeniem, przeglądy prowadzone przez tych "majstrów" do miłych nie należą. Nie raz pojawia się pytanie czy będą w stanie mnie ponownie złożyć. To nie miłe uczucie i nie warto nim ryzykować dla tej chwili radości.

Edited by Hoffner
dialogi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Romantic jak zwykle sprzątanie po wszystkich traktowała jak przykry obowiązek i nie zwracała uwagi na nic, myśląc po prostu by to skończyć raz na zawsze i pójść spać, żeby później znów wrócić w to samo miejsce póki jeszcze może... Tylko Chaser odwróciła wzrok ku nowej postaci. Tęczowej pegaz co stała chwilę tam chwilę nie wiedząc co ze sobą zrobić zanim jej charakter wziął nad nią górę i ruszyła.

 

- Heja! - rzuciła dziarsko do obydwu klaczy ale tylko ta młodsza odpowiedziała tym samym. Starsza tylko się delikatnie ukłoniła by tylko przypadkiem nie nadwyrężyć szyi... Szybko słychać było również załączenie mikrofonu.

- Zapraszam tutaj panno Dash - rzucił zachrypniętym głosem z komórki Iron. Wołana miała ruszyć ale przerwała jej ta co milczała.

- Uważaj na siebie... Patrz w kamery. Zamykaj drzwi. Nie daj się dorwać... Słuchaj uważnie otoczenia, bo to nie będzie zabawa - rzuciła od niechcenia swoim obojętnym głosem. Jej to nie dotyczyło ani trochę... Mogła mieć to wszystko gdzieś, a jednak zrobiła to... Co nią kierowało... Nie było wiadome. Jednak właściciel tego nie słyszał, bo inaczej pożegnała by się z tą pracę.

- Co ty gadasz? - rzuciła z kontrą demontując to Solar. - Przecież tu nie straszy. Taka prawda... - Zasłoniła sobie usta jakby powiedziała odrobinę za dużo... Dash na nią spojrzała podejrzliwie ale nie zdążyła zabrać głosy gdy wołanie zostało ponowione, tym samym głosem tylko odrobinę mniej cierpliwym. Ruszyła więc wołana ale w tej sytuacji musiała dowiedzieć się czegoś więcej o tym... Nieznana była jej historia lokalu, bo nie było powodu by ją znała... Zamierzała zrobić to rano jak się wyśpi. Nie zwracała większej uwagi na animatrony nie domyślając się że to o nie może właśnie chodzić.

 

Rainbow dziarsko i pewnie zajrzała do klitki... Pod ścianą znajdowała się spora, otwarta szafa pancerna w której znajdowało się dość miejsca, by wskoczył do niej pojedynczy kuc, a na przeciw na szerokim biurku stał komputer klasy odrzutowca i 3 monitory z podłączonymi kamerami a także spora konsola do przełączania poglądu... Jednak swój obraz nagrywała tylko jedna przy wejściu patrząca kto wchodzi i wychodzi... To przy nim siedział ogier, a pomieszczenie było dość dziwne nie mówiąc już o tym że po prostu małe... Dwoje mocnych drzwi otwieranych na przyciski na których widać było uderzenia, które były niewidoczne dla klaczy bo oboje były zamknięte... Grube szyby po obydwu stronach... Widziała już to wcześniej ale nie wiedziała tylko po co to wszystko.

- Dobry wieczór panno Dash... - zwrócił się po raz kolejny do niej. Po czym wskazał na wieszak na którym znajdował się uniform strażnika nocnego. - Tam jest pani mundur... Praca na warunkach, które już omawialiśmy. Prawda?

- Noo tak... - rzuciła patrząc dość nieprzychylnie na to co zostało jej pokazane... Nie bardzo chciała w ogóle myśleć że miałaby się w tym pokazać.

- Życzę powodzenia... Zamknie Pani lokal i zobaczymy się rano... - Zakończył rozmowę... Idąc w stronę wyjścia... Minęli się, a wzrok klaczy spoczął na kluczach... Dwie klacze co sprzątały też szybko się wyniosły... Powoli zaczynała być sama w lokalu gdy w zębach niosła klucze by zamknąć główne drzwi...

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Nareszcie" pomyślałem i spojrzałem na swojego przyjaciela. Schodził ze sceny, a ja spojrzałem na kamerę, jeśli zapali się czerwona kropka wypadało by zacząć przedstawienie.

-Zaczekamy chwilę aż zaśnie? Czy ruszamy od razu?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Powiedziano jej o tym, że możemy się poruszać... więc pewnie będzie miała gdzieś, że łazimy. Widać, że nie przejęła się tym co mówiła ta starsza. Za parę minut zaśnie... i dowie się, że teraz zacznie się zabawa - powiedziałem i staje w jadalni i wpatruje się na kamerę jakbym patrzył przez nią na tamtą klacz... jak bym pożerał jej duszę. Hehehe.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nie wyglądała na zadowoloną tym faktem - odpowiedziałem krótko po czym przypomniał mi się Słynny "nocny tryb". Oj ile jest z nim zabawy, sam sposób oświetlenia oczu daje spore pole do popisu, może można z tego skorzystać. Ha! Czemu nie? Zafundujmy jej drobne przewidzenie. Po kilku latach bycia animatronikiem wiem wiele o swoich możliwościach, wśród nich jest kontrolowanie każdej swojej części, w tym także oczu. Patrzyłem na kamerę i... Mam swoje pięć minut. Wszystko było w najlepszym porządku, moje robotyczne ślepia wesoło świeciły żółtawym światłem, po chwili zamknąłem oczy, a gdy otworzyłem je ponownie żółty był zastąpiony krwawoczerwonym blaskiem, jakże kontrastujący z moim wiecznym uśmiechem. To tylko "przewidzenie" więc szybko wróciłem do stanu podstawowego ogarniając salę wzrokiem. Ileż to miejsce imprez pamięta, nakryte stoły, na ścianach kartki z dziełami źrebaczków. Z tym że ich talent plastyczny aż tak duży nie był i uznajmy, że niektóre prace straszą do dziś... Nocą jest to zupełnie inne miejsce niż to jakue znają kucyki odwiedzające je za dnia.
(Mam komendę na taki kolorek, mogę nim pisać wypowiedzi postaci?)

Edited by Hoffner
Dialogi... Przestawione litery... Niekonsekwencja stosowanego czasu ~ zmień sam...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rainbow Dash przekręciła z radosnym trzaskiem drzwi, oznajmiając tym wszystkim wewnątrz, a zwłaszcza animatronom, że właśnie odcięła lokal od świata tak jakoś do szóstej plus minus kwadrans, zanim ktoś do nich zacznie się dobijać... Ona liczyła że raczej przyjdzie wcześniej, ale co do tego nie mogła mieć całkowitej pewności... Plan w jej głowie złożony został z naprawdę prostych punktów, niemogących nie wyjść, bo tylko sprowadzał się do jednego... "Założyć uniform zanim otworzy." Tak brzmiało postanowienie w jej głowie. Czyż to nie było dobre wyjście z tej sytuacji? Ona nie będzie musiała się z nim męczyć całą noc, w tym czymś, co Rarity spisała by na straty kulturowe, a wszyscy będą zadowoleni. Zwłaszcza ten Iron, który nie podobał się jej tak do końca. Dawał uczciwe bity ale wyglądał na kuca z pod naprawdę ciemnej gwiazdy, a takim się nie ufało... Czytała przecież o takich w książkach o Daring Doo, więc miała stuprocentowe, pewne porównanie... Nie mogła się pomylić. Daring Doo nigdy się nie myliła w swoich opiniach.

 

- Słuchajcie wszyscy... - rzuciła poważnym głosem, dodając sobie tym animuszu przy swojej wzniosłej postawie. - Nie chce problemów i mam nadzieję ich nie doznać... Róbcie co tam sobie chcecie ale nie przeszkadzajcie mi... - Machnęła lekceważąco kopytem, by zaraz po tym sobie ziewnąć ukradkiem, nie dbając o kulturę osobistą. - Nie hałasować... Ale po co to mówię i tak nic się nie stanie... - mruknęła już ciszej gestykulując tylko prostując skrzydła wzruszając nimi tak, gdy wchodziła do komórki, myśląc przez moment czy naprawdę nie kusiła losu... I czy na pewno nie brzmiało to przypadkiem głupio gdyby to ktoś usłyszał... Ale przecież nie usłyszał. Nikt nie mógł usłyszeć, bo była sama w lokalu.

Edited by Hoffner

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gada a jest tutaj sama... jako kuc... nie wie jeszcze, że zapisała się na prawdziwy koszmar. Naprawdę głupi musiała mieć powód by zgłosić się do tej roboty. Początkowo udajemy normalne animatrony na Nocnym Trybie. Czyli łazimy sobie bóg wie gdzie. Czekam aż zaśnie, a wtedy staje w prawym korytarzu i tam stoję. Podczas przemieszczania się będę wykonywał swój popisowy numer czyli będę się mroczno śmiał, a na kamerę będę patrzeć z Krwisto czerwonymi oczami. Ciekawe jak zareaguje ta klacz na to... na pewno z wrażenia spadnie z krzesełka swojego. Robie te czynnośći DOPIERO jak ona zaśnie. Wcześniej tylko sobie chodzę i ładnie wyglądam... jak na robota.

Więc moi Przyjaciele... rozpoczynamy zabawę.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nareszcie! - odpowiedziałem szybko i rozejrzałem się, widok ten co zwykle. Wstałem i poszedłem w lewo, tak żeby chociaż jeden z nas mógł ją powitać. Po drodze oprócz pilnowania kamer sprawdziłem nowe nabytki. Rysunki były wszędzie ale po tylu latach każdy zna się na pamięć a każdy nowy zwraca na siebie uwagę. Tutaj z tego co zauważyłem nic się nie zmieniło. Może to i lepiej... Przynajmniej mogłem lepiej kamer dopilnować.

No właśnie, kamery... Oczy nocnego stróża, które są zarówno zabawką i utrapieniem, kuszą strasznie by pokazać jakąś sztuczkę, ale nie, to się może źle skończyć.

Swoją drogą zastanowiłem się co robi nasz "królik" i "kurczak" czyżby naprawdę nie zauważyli naszego gościa. Chciałem im o tym przypomnieć, ale uznałem że po prostu po dniu pracy chcieli odpocząć, albo po prostu dać szansę nowemu. Kto wie, ja niestety nie. Cóż pozostało mi jedynie włuczyć się po korytarzu, zanim podejdę do "gościa"

To będzie zabawne...

Edited by Arceus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz usiadła sobie na wysiedzianym już siedzeniu, obracając się na nim parokrotnie... Było mało wygodne i skrzypiało przy każdym najmniejszym ruchu... Nie dziwić się można było temu, przecież Iron przesiadywał na nim chyba codziennie, poddając inwigilacji wszystkich swoich pracowników z pomocą systemu kamer... Co i ona miała robić, tylko nikogo nie było w lokalu, więc po co? Drzwi zamknęła... Jeśli ktoś chciałby je wyważyć, usłyszałaby to nawet przez sen... Drzwi wejściowe nie należały do najlżejszych... Spojrzała na konsole i przerzuciła parę obrazów... Nic jej się nie rzuciło w oczy jako zrobiła to tylko z dwoma kamerami koło siebie... Działało... Nic się nie zmieniło pomiędzy przejściami na ekranie.

 

Trzasnęła zrezygnowana kopytem o blat i usłyszała pusty dźwięk uderzania butelki o coś... Otworzyła szafkę... Nic oprócz dokumentów w niej nie było... Uderzyła jeszcze raz ciekawa co się stanie, a do szuflady wytoczyła się butelka jabłkowej wódki ... Nie musiała się nawet domyślać kogo. To wyjaśniało naprawdę wiele... Co on tu robił całymi godzinami. Tylko dlaczego nikt tego nie zauważył?. Podniosła butelkę i schowała ją na miejsce . Nie musiała więcej wiedzieć, a rozpatrywać tej tajemnicy nie chciała, bo mogło ją to kosztować więcej zdrowia psychicznego niż było po prostu warte.

 

Spojrzała przez szyby wychodzące z stróżówki po czym odchyliła się na krześle sprawdzając czy przypadkiem się nie przewróci... Było dobrze... Cisza wokół... Warunki nie idealnie ale nie mogła nic na to poradzić skoro już podpisała umowę... Nie mogła zadawać sobie pytania co dalej... Tylko zamknęła oczęta i próbowała się zdrzemnąć jak należy... 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podchodzę do okna, powinna już spać jak dobrze się orientuje. Kiedy będę tam spoglądam przez okienko. Śpi... tak słodko śpi... niech śpi... mam sporo czasu na to. Ciekawe czy skończy się prąd jak będzie miała ciągle tak zamknięte. Jak tak to ja mam wyłączność do Ostatecznego Uderzenia. Tak czy siak spoglądam na nią przez szybę pancerną i zmieniam swoje oczy na Krwistą Czerwień, z białymi punkcikami. Tak smacznie śpi... oj tak smacznie śpi. Ciekawe ile nocy wytrzyma, ja stawiam, że dwa ale nie można nigdy zakładać... może ona się okazać tą która pokona mnie i przeżyje te 5 nocy. Więc robię to co ustaliłem. Krwiste oczy, z białymi punkcikami, i robię swój popisowy śmiech. Najgłośniej jak potrafię... tak by ona się obudziła. Wtedy zobaczy mnie który patrzy się na nią Krwisto czerwonymi oczami z białymi punkcikami i od lekkiego, do mocniejszych uderzeń w szybę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sapnąłem mowolnie widząc że zgasła czerwona kropka symbolizująca to że jestem obserwowany. Z jednej strony był to drobny zawód, moje "pięć minut" minęło, z drugiej jednak wył to wyraz ulgi, w końcu mogłem robić wszystko. Poszedłem do stróża. Pierwszy nie byłem, zobaczyłem swojego kompana dobijającego się do kuca. przystawiłem palec do ust i przykucnąłem, nieświadoma klacz nie powinna mnie zobaczyć. To będzie piękne, jeśli zechce uciec wpadnie na mnie, a ja będę czekał. Chciałem nie tylko zafundować jej jeszcze więcej strachu, chciałem ją pozbawić nadziej na ucieczkę.

W pewnym sensie jest już uwięziona, teraz tylko pokazać jej w jak strasznym miejscu. Wśród ciszy i spokoju, wśród zabawek i smacznego jedzenia byliśmy jeszcze my, za dnia słodziutcy w nocy bestie, a ta mała przekona się niebawem jak straszne.

Wyskoczę na nią jeśli tylko spróbuje uciec. Pokażę jej swój endoszkielet z naprawdę małej odległości, już w środku tacy mili nie jesteśmy. Na razie bez krzyku i innych drobiazgów, takie rzeczy od jutra... Jeśli odważy się tu wrócić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rainbow jeszcze nie spała... Nie mogła. Oparcie wpijało jej się boleśnie w grzbiet uniemożliwiając drzemkę w takim komforcie jakby chciała. To nie była mięciutka i chłodna chmurka, tak własnie myślała, bo jej się właśnie taka marzyła do wypoczynku, gdy jej uszy jak radary kierunkowe wyłapały kolejne dziwne dźwięki. Śmiech... Dziwny śmiech niepodobny do kucykowego, co odbijał się w jej głowie parę dobrych chwil, ponawiając się parokrotnie. Nie mogła go wyrzucić ze swojej świadomości... Strzepnęła parokrotnie uchem próbując przegonić źródło dźwięku, gdy nie mogła się go pozbyć. To nie mogło być przesłyszenie. Nie przy takiej częstotliwości... Otwarła leniwie jedno swoje oko spoglądając na jedną z szyb, a tam widziała jednego z animatronów. Na początku znów je zamknęła ale za chwile je znowu otworzyła, a jej źrenice się gwałtownie zmniejszyły... Podskoczyła w miejscu po czym spoważniała. Słowa Romantic nabrały znaczenia... Chciała wyskoczyć z fotela, by zamknąć raptownie drzwi...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chce ruszyć by zamknąć drzwi od mojej strony. Widać, że jest szybka więc też muszę działać szybko. Poczekam sekundkę dwie i staram się zdążyć przed drzwiami. Najprawdopodobniej nie uda mi się ich zablokować, bo nie stałem zbyt długo tutaj. Kiedy zamknie mi przed nosem Drzwi... co swoją drogą nie grzeczne było... patrzę się na nią i ruszam do kuchni by tam po rozrabiać. Powinna być tam też Spasina, a Roger gdzieś w Jadalni. Choć... wciąż mi nie daje coś spokoju... jak bym tego nocnego stróża już kiedyś spotkał... jak bym ją znał. E tam... pewnie mi się zdaje. Sprawdzam co u Spasiny w Kuchni. Niech się teraz Vlad pobawi z nią.

Twoja kolej, Vlad.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki. - Odpowiedziałem szybko i postanowiłem namieszać. Zamknęła drzwi przed nosem mojemu koledze, to nieuprzejme zachowanie, ale przynajmniej przeszła na drugą stronę, czyli że mogłem się rozgościć. Tak, wszedłem dyskretnie do jej pokoiku. Widziałem dumę wymalowaną na jej pyszczku, która zostanie zastąpiona strachem i krzykiem gdy tylko się odwróci. Moje oczy dalej były krwistoczerwone, a usta otwarte pokazujące paskudne wnętrze. Cóż postanowiłem że nie będę krzyczał, ale może ją przywitam. Powiedziałem swym robotycznym głosem "cze-cześć, chcesz coś zgiń... zjeść?" tekst prosty i typowy dla pizzeri, ech po tylu latach ciężko mi było wymyślić coś co nie miało by związku z jedzeniem. Ustawiłem się przed drzwiami i ręką zasłoniłem przyciski, aby nawet nie próbowała. Jej buźka zostanie w mej pamięci na zawsze...  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rainbow Dash udało się zamknąć drzwi przed nosem liso~kuca... Pinkie mówiła jak się nazywał, ale w tamtej chwili nie pamiętała, gdy słyszała uderzenia własnego serca bardzo wyraźnie w swoich uszach, gdy lekko opadła na ziemie. Jej przyjaciółka się jednak myliła co do tej jednej sprawy. Nie z każdym można się zaprzyjaźnić... Prychnęła za to zadowolona że jej się udało. W ostatnim momencie, jak na suberbochaterkę przystało... Jeszcze w oknie ujrzała jak się tamten oddala w stronę kuchni... 

 

Jej samozadowolenie nie trwało długo, gdy jej uszy odwróciły się do tyłu w stronę nowego głosu. To nie brzmiało dobrze. Trzeba było wiedzieć jedno o Rainbow... Miała praktycznie tyle samo siły co Applejack pracująca na farmie, a jej szybkość nie należała do tych miernych... Rozwalała przecież stodołę... Pierwsza zasada samoobrony brzmiała; wszystko co masz pod kopytem może posłużyć za broń... W kątem oka dostrzegła czerwoną butle gaśnicy wiszącą zaraz przy futrynie zamkniętych drzwi... To było coś, gdy nie wiadomo kiedy zaczęła ona lecieć w drugiego animatrona mając na celu wyrzucenie go tym pociskiem z jej przyczółku na zewnątrz. W tym czasie chciała sama zamknąć tamte drzwi... O ile by się jej udało...

Edited by Hoffner

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idę w stronę kuchni, aż wkońcu do niej dochodzę i spoglądam na Spasine. Co ona konkretnie robi? Jakoś nie widziałem u niej narazie zinteresowania nową strażniczką nocną. A to ona wpadła na pomysł z "zabawą" z nimi. Tak czy siak podchodzie do niej i pytam się.

Cześć... co tutaj robisz? - spytałem się jej.

No... ostatnimi dniami trochę rzadziej gadamy... mam nadzieje, że nie palnąłem czegoś kiedyś co mogło ją obrazić. Wiem, że ona najbardziej z nas tęskni za dawnym życiem. Kurcze, ja go nie pamiętam poza jedną osobą. Żółta sierść i Różowa grzywa... pegazica... imię nie może mi wyjść z ust, ale wiem, że musiała być kimś ważnym w mym życiu, skoro pamiętam ją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

... Tak jak ta gaśnica lecąca w moją stronę. Przyznam nie wielu było takich, którzy potrafili zachować zimną krew w takiej sytuacji. Rozumiem reakcję tej klaczy, jednak co ona próbowała zrobić? Zranić mnie? Poobijać? Jestem robotem, maszyną, nie czuję bólu, ale martwię się o swoje części, dzięki nim mogę umilać kucykom czas. Części dość mocne, ale przy tym ciężkie. Nie zdążył bym odskoczyć, musiałem się obronić. Po za tym ta mała na zbyt wiele sobie pozwoliła. To ona miała się tu bać, nie ja. Gdybym wystawił kopyto, lub po prostu się nim zasłonił miałbym pewne problemy, aby ich uniknąć machnąłem swym lewym kopytem w prawo, po drodze zahaczając nim o gaśnicę. Przy odrobinie szczęścia powinna mnie ominąć.
Na kanale dałem upust emocją "Ta psychopatka we mnie gaśnicą rzuciła!" rzekłem szybko po czym znowu skupiłem się na klaczy, muszę wiedzieć przed czym się zasłonić.

Edited by Hoffner
Ort

Share this post


Link to post
Share on other sites

//Za dużo LoLa dziś... ale lecimy z tym koksem.

Gdy jakaś istota zostaje zaskoczona i zmuszona do ucieczki, czy obrony życia w sposób racjonalny lub też nie, serwuje się każdą możliwą metodą, którą podsunął jej strach, co stwarzał w umyśle niemały chaos wraz z kolejnymi porcjami adrenaliny, pompowanymi przez rozszalałe serce, walące tuż pod wilgotniejącą skórą.

 

Gaśnica nie zrobiła wrażenie na tym czymś. Pegaz nie wiedziała z czym tak naprawdę walczy, więc jej decyzje były w pełni spontaniczne i niedopasowane do sytuacji...Mogła przecież spróbować wylać całą butelkę wódki do środka doprowadzając do jakiegoś zwarcia maszynerii. Walczyła z tym jak z drugim kucem... Nie z maszyną, która powiedziała że ją zabiję.

 

Nie stała w miejscu, gotowa do ciągłego zmieniania kierunku, by znaleźć się jak najdalej od przeciwnika, a jej oczy tym bardziej nie pozostawały w jednym położenie. Cały czas przeszukiwały pomieszczenie aż spoczęły na kolejnym przedmiocie, a mianowicie na wieszaku, na którym to jeszcze wisiał jej mundur, co miała założyć po prostu później. Chwyciła go niemal wskakując na niego jak tancerka mająca za partnera metalową rurę przechylając go. Uderzyła bardzo mocno kopytami o wykładzinę, skracając przy tym dystans między nimi. Wykorzystała odważniki u podstawy, a także zasadę dźwigni do wyprowadzenia ciosu z boku, wycelowanego w pierś przeciwnika tą zaimprowizowaną maczugą...

 

W jej głowie kształtowało się wiele scenariuszy... Teraz miała zamiar przyłożyć w pierś napastnika, by wybić mu powietrze z płuc. To pozwoliłoby jej na zatrzaśnięciu drzwi, gdy tamten leżałby na zewnątrz... Nie podejrzewała że mogłoby być inaczej... Nie zastanawiała się czy to zadziała. W jej głowie już to zadziałało.

Edited by Hoffner

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Zapomniałem, że wcześniej usaliliśmy, że ja prowadzę animatrony [prócz Vlada rzecz jasna] a ty całą resztę. Muszę w takim razie przerzucić się na Third Person Perspectiv

: 3 )

 

Spogląda na Spasee'iego, a następnie odpowiada.

Nic... hałasuje i myślę jak tutaj rozproszyć naszego Nowego Przyjaciela - Powiedziała Spasina. W międzyczasie rozglądała się po kuchni, która była robiona wedle wzoru. Czarno-Białe Kafelki, ściany w kolorze jaśniejszej Szarości. Stół, piec do Pizzy, kuchenka i inne przyrządy które w kuchni są niezbędne. Jej oczy skierowały się na wentylacji, która łączyła kuchnie i koniec korytarza przy Budce Strażnika.

Rozumiem. Vlad się bawi z Nową Strażniczką, a jego komentarz na kanale ogólnym mówi, że jednak będzie walczyć - powiedział Spasee.

 

W międzyczasie, Królik Roger był w pokoju Części & Serwis, czyli w miejscu gdzie są zapasowe elementy do robotów i ich kostiumy. Wpatrywał się na kamerę, a następnie kiedy straciła by nim zainteresowanie, ruszył powoli przez prawy korytarz do budki strażnika.

Pokaże ci Vlad, jak to się powinno robić - powiedział królik, idąc w stronę kabiny. Staje w korytarzu, jeśli patrzy na niego kamera, a jak nie to idzie powoli do drzwi.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...