Wizio

[Sesja] "Szutka umierania" Arcybiskup z Canterbury, Mephisto the Undying

Recommended Posts

   Gdy rasie ludzkiej obiecano zmartwychwstanie oraz życie wieczne, to nie spodziewano się, że będzie to wyglądało jak na filmach, gdzie żywe trupy powstawały z grobu i szwendały się po powierzchni ziemi, aby zaspokoić swój niepohamowany głód. Nikt nie wie skąd się to wzięło oraz dlaczego tak się stało. Wiadomo jednak, iż tak szybko się to nie skończy, gdyż za późno zareagowano na wieść o wracających do życia zmarłych. Ludzie zostali zdominowani i niekiedy zmuszeni do życia w warunkach, które uwłaczały ludzkiej godności. Wszystkie prawa, które przez wiele setek lat były ustanowione przestały istnieć, a poza walką z chodzącą śmiercią oraz głodem... do konfliktu dołączyła także wojna z innym człowiekiem. 

 

***

 

   Nieraz miał wrażenie, że życie jest niczym spektakl na jego scenie, która zwana jest Ziemią. Był on głównym bohaterem oraz reżyserem, który starał łączyć się koniec z końcem.  Osamotniony mieszkał w bezpiecznej części Teatru Globe, którą zmuszony był wyczyścić z marionetek. Kierowane one były w jednym celu, którym miało być zjedzenie każdej żywej istoty. Jednakże według Gabriela to One właśnie chciały pozbyć się go, aby zając główną rolę w przedstawieniu, którym był on głównym bohaterem. Wszystko traktował niczym sztukę teatralną, co w pewnym stopniu pomagało mu przeżyć na tym świecie. Nie mniej jednak zapasy, które znalazł onegdaj w niewielkim, stworzonym na szybko bufecie tuż przy wyjściu, powoli zaczęły się kończyć. Musiał jednak zaspokajać potrzeby znajdujące się na samym dole piramidy Maslowa, gdyż chcąc lub nie był on człowiekiem. Zapasy starczyły mu na dzień lub dwa, toteż musiał streszczać się ze swoimi dalszymi poczynaniami. Na zdobycie pożywienia było kilka sposobów. Najtrudniejszym było coś samemu wyhodować, lecz w aktualnie panujących warunkach mijało się to właściwie z celem. Jednoosobowa grupa artystyczna nie miała czasu na takie bzdury. Do wyboru było wyjście na zewnątrz w celu próby szabrowania pobliskich budynków, wśród których zapewne umiejscowione byłby jakieś domy, restauracje, fastfood'y, sklepy i inne budowle. Drugim sposobem było dostanie się do odciętej części Teatru Globe, która znajdowała się w piwnicy. Miała tam kryjówkę grupa ocalonych, lecz przez przypadkową śmierć jednej ze znajdujących się tam osób wszyscy zginęli, a to co z nich zostało dalej tam się znajduje. Piwnica jest szczelnie zamknięta i marionetki nie mają szans się z niej wydostać, lecz posiadali oni duże ilości dobrze zakonserwowanego jedzenia. Pytanie teraz brzmi: co zdecyduje sceniczny aktor?

 

***

 

   Miasto niemalże całkowicie wymarło, gdyż ludzie zostali zastąpieni przez szwendające się bez celu żywe trupy, które tylko czekają na możliwość wrzucenia czegoś na ząb. To skutecznie trzymało Arta od bliższego kontaktu z tymi zimnymi draniami. I tak miał już wiele szczęścia, gdy udało mu się uciec z wymierającego budynku korporacji, w której pracował. Na własne oczy widział coś, co wydarzyć się nie powinno... no chyba, że na filmie, który miał kiedyś nagrać.Nie było to jednak na ten czas możliwe, W najbliższym czasie prawdopodobnie także nie było na to najmniejszych szans. To co miało być filmem zostało jego życiem, z którym niestety musiał się zmagać. A było one wyjątkowo upierdliwe. Niedoszły reżyser dość długo szwendał się po mieście i unikał śmierci ze strony monotematycznych istot, które niegdyś były ludźmi takimi samymi jak on. Żywymi i świadomymi. Teraz jednak natrafił na pewny problem, gdyż musiał przedostać się na drugą stronę dość szerokiej ulicy, po której niefortunnie roiło się od nieprzyjemniaczków. Było to jedno z miejsc, w którym miał miejsce masowy karambol i bardzo dużo osób poginęło w najróżniejszy sposób. Do teraz wiele z trupów uwięziona jest w pojazdach lub pod nimi. Budynki były dość gęsto rozłożone, toteż była możliwość manewrowania między nimi oraz możliwość znalezienia bezpieczniejszej drogi okrężnej, która mogłaby pozwolić ominąć przytłaczającą ilość worków zgniłego mięsa. Kto wie? Może nawet znalazłoby się coś ciekawego po drodze. Było jednak ryzyko, gdyż okolica ta była bohaterowi zupełnie nieznana. Nie mógł on stwierdzić, czy będzie to opłacalne, gdyż zachód słońca powoli się już zbliżał, a noc nie zawsze będzie sprzymierzeńcem. Przylepiony do jednego z budynków nagle usłyszał dobiegające zza rogu jęczenie oraz powolne stąpanie. Nadszedł czas decyzji.

Edited by Wizio

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odrobina chaosu zazwyczaj wychodziła na dobre, ale na własnym podwórku wypadało mieć porządek. A podwórkiem Gabriela była tylko część teatru i to nieco psuło mu humor, choć oczywiście wiedział, że nie mogło być zbyt pięknie. Nie od początku.

Właściwie, nie znał się na broni innej niż biała. Mogło to wynikać z tradycjonalizmu, albo z różnych innych, dziwnych przekonań mężczyzny. Poza tym, kule były nieco niepraktyczne w tak wielkim mieście. Po pierwsze, strzał był potwornie głośny, a tym samym stawał się wabikiem na marionetki.

Siedział teraz na fotelu, który zapewne służył niegdyś jako rekwizyt, wpatrując się w ścianę przed sobą. Brodę miał opartą o pięść, palce drugiej dłoni stukały o podłokietnik. Gabriel ubrany był w białą koszulę i czarne spodnie. Kontrasty, kontrasty... Jeszcze lepiej kontrastowałaby na tej koszuli świeża krew, chociaż po ożywionych nie było warto spodziewać się zbyt wiele. Jedynym elementem stroju który nie musiał zgadzać się z resztą, były skórzane buty - wychodzone i dzięki temu praktyczne.

Zastanawiał się, ilu przeciwników siedzi zamkniętych w piwnicy i czy długotrwały głód osłabił ich, cy wprost przeciwnie - sprowokuje do bardziej zajadłej walki. Tuż przy wejściu do piwnicy, na wysokości szyi postanowił umieścić garotę, to jest metalowy kawałek liny znaleziony przypadkiem gdzieś przy sprzęcie. Mogło to nieco ostudzić zapędy wiecznie głodnych zombie. Jako swoją wyższość nad nimi uznał znajomość ukrytych przejść między pomieszczeniami i znajomością planu okrągłej budowli. Dzięki temu mógł wykańczać swoich przeciwników pojedynczo, bez ryzyka bycia otoczonym. Spojrzał na futerał ze skrzypcami leżący nieopodal. Tuż obok leżała szabla, która jakimś cudem nie okazała się być ani repliką, ani rekwizytem. Bywały lepsze narzędzia do odcinania głów, ale póki co Gabriel nimi nie dysponował. Zresztą, może to i dobrze?

- Jeśli to, co się ma stać, stać się musi,

Niechby przynajmniej stało się niezwłocznie...

Wstał z fotela i rozprostował kości.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przyjemny dzionek na spacer. No gdyby nie kilka niedogodności.

Ulica pełna trupów. A cel znajduje się po drugiej stronie. Masa chodzących worków mięsa. To była wyjątkowa niedogodność, jedna z tych uniemożliwiająca spokojny spacerek. No ale trzeba z tym żyć. Nawet jeśli jest to maksymalnie nieprzyjemne. 

Art, gdyż tak nazywał się mężczyzna stojący pod ścianą budynku, rozejrzał się, starając się nie zwrócić niczyjej uwagi. A raczej uwagi niczego co jest w pobliżu. 

Kiedyś to była porządna okolica... chyba...

Przemknęło mu przez myśl. Ponownie się rozejrzał, budynki były dość dogodnie rozstawione, można by pójść na około, ale zaczynało się ściemniać. Nawet jeśli wzrok miał przyzwoity to i tak w mieście będzie dość ciemno. Ale taki wybór miał też wiele plusów. Rozmyślania nad wyborem ścieżki przerwały jednak pojękiwania i odgłos człapania. Kolejny zgnijec. Chwycił swoją prowizoryczną broń. Nasłuchiwał... zza rogu, obok. Trzeba się bronić. Przysunął się bliżej zakrętu i nasłuchiwał, odliczył w myślach do trzech, wedle logiki, idąca istota winna się zbliżyć, uznał że  to dobry moment na atak. Płynnym ruchem, a trzeba mu przyznać że poruszał się całkiem płynnie, wyszedł za róg z zamiarem ataku, cios od boku, celując w głowę.

Zniszcz mózg, zniszcz zombie. To sobie powtarzał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rzut pierwszy - 3

 

  Trudno było dokładnie stwierdzić ile zgniłych person siedziało w piwnicy. Mogły być to zaledwie trzy sztuki, a może nawet trzykrotnie więcej. Trudno było powiedzieć, jeśli nie znało się podziemnego pomieszczenia, bądź ich większej ilości. Osoby kryjące się tam nie miały szczęścia i przypłaciły go "po-życiem" w ciemnej piwnicy. Zapewne nie był to ich największy problem. Trudno powiedzieć, aby miały jakikolwiek problem. Do inteligentnych nigdy stworzenia te nie należały, toteż sprytny człowiek mógł bez przeszkód górować nad nimi.

   Gabriel jak pomyślał tak też miał zamiar zrobić. Umieszczenie stalowej linki miało być skutecznym zabezpieczeniem, które z pewnością pomogłoby uporać się z niewiadomą liczbą przeciwników. Niefortunnie dla niego drzwi otwierały się w jego stronę, toteż umieszczenie linki przed ich nawet najmniejszym uchyleniem było niemożliwe. Te same w sobie wyglądały dość mocno. Były odrapane, przez co można było twierdzić, iż ktoś lub coś w przeszłości próbowało się tam dostać. Widniał na nich napis "Death Inside" Nie może zabraknąć również niewielkich plam zaschniętej krwi, które kontrastowały z metalowymi drzwiami oraz białym i niechlujnym napisem. Gdyby przyłożyło by się do nich ucho, to można by usłyszeć jakieś dźwięki. Prawdopodobnie szwendanie się bez celu oraz liczne powarkiwanie. Nie było to jednak mocno słyszalne. Można było więc stwierdzić, zaraz przy drzwiach nie było żadnego ze stworów.

 

***

Rzut pierwszy - 3

 

   Art z zamiarem uporania się z niechcianym gościem postawił na frontalny atak, który nie był tak skuteczny, jakby się spodziewał. Wychodząc zauważył trupa, który był zaledwie metr od jego persony. Był on bardzo chudawy, a w brzuchu brakowało zawartości jelit. Nie posiadał jednej ręki, która musiała zostać oderwana, gdyż rany na niej nie wyglądały na cięcie. Gdy go tylko spostrzegł to warknął, aczkolwiek było już trochę późno. Własnoręcznie zrobiona broń uderzyła trupa w okolicach szyi. Uderzenie było na tyle mocne, aby posłać go na pobliskie barierki od schodów, które prowadziły do piwnicy jednego z domów. Przeleciał przez nie i spadł na dół wydając głuchy odgłos upadku. Nie był to jednak koniec, gdyż nie było to w stanie pozbawić życia tego stworzenia, które w tej właśnie chwili powoli wpełzało po schodach, aby spróbować posilić się osobą, która go przed chwilą uderzyła. Tuż za nim był jeszcze kolejny, który musiał być na dole, a którego spadający zombie "poruszył" do życia. Oboje jednak pełzali i w dalszym ciągu byli na schodach. Wspinaczka będzie trochę trwała, gdyż wybrakowanym ex-presoną wdrapanie się na szczyt będzie zapewne jeszcze trochę trwało. Okolica w dalszym ciągu była spokojna i nie zapowiadało się na wizytę kolejnych nieproszonych gości. Nie trzeba było się więc martwić o ewakuację przed hordą głodnych przyjemniaczków przez połowę miasta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna uśmiechnął się, widząc drzwi. Ha, to i lepiej! Chwycił metalowy drut i na jego końcu zrobił pętlę, którą kilka razy obwiązał, zasupłał i sprawdził kilka razy, czy aby na pewno nie puści. Przyłożył drut do framugi, odmierzył odpowiednią długość - tak, aby drzwi mogły otworzyć się na daną, niewielką szerokość, nie dalej. Na drugim końcu drutu zrobił to samo. Ponieważ jednak nie ufał pojedynczemu drutowi, podobny proces przeszedł drugi jego kawałek. 

Wziął gwoździe i młotek znalezione gdzieś na kulisach. Był pewien, że dźwięk oprzytomni nieco trupy, ale nie było innej możliwości. Wbił dwa gwoździe po obu stronach framugi na wysokości szyi albo klatki piersiowej (w zależności od wzrostu), potem nałożył na nie pętle drutu i zagiął gwoździe, aby przypadkiem drut się z nich nie ześlizgnął. Sprawdził, czy gwoździe są dobrze zakleszczone, na wszelki wypadek uderzył je jeszcze raz i odsunął się od drzwi. Chwycił szablę pewnie w dłoń i kilka razy mocno uderzył w drzwi. 

- Hop, ho-op! Jest tam kto?

Share this post


Link to post
Share on other sites