Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
PrinceKeith

[Gra][Arcybiskup z Canterbury]Gdy dwa światy stają się jednym

Recommended Posts

Świat magi i realny zetknęły się już bardzo dawno temu... W starożytnej Grecji kiedy to bogowie poczynali mieć potomstwo ze zwykłymi ludźmi. Magia towarzyszyła ludziom od zarania dziejów.  Jedni studiowali ją biegle, inni zaś chcieli na zawsze zakończyć jej istnienie na świecie. Wiele osób praktykujących magię zostało spalonych na stosie, a stworzenia magiczne poczęto zabijać wierząc, że tym samym odgonią od siebie magię. Ale to było błędne myślenie... Wiele stworzeń a także ludzi potrafiących czarować przeżyło, i cały czas rodzili się nowi, co utrudniało niektórym władzą prace. W końcu odpuszczono, pomiędzy stronami zapanował pokój... Ale nie mogło przecież być tak zawsze. Przyszły czasy obojętności a jednocześnie walki. Czasy kiedy technologia przerastała magię, i wielu posiadających jej dar po prostu go zignorowało. Niektórzy zaczęli bać się magicznych stworzeń dlatego wyznaczono dla nich specjalne strefy na świecie. Mogli tam żyć bezpiecznie, nie czując strachu, wśród swoich. Aby przejść do świata ludzkiego musieli zdobyć przepustkę co wcale nie było takie łatwe. Pomyśl ile osób ucierpiało, ponieważ mieli bardzo silne relacje z jakimś stworzeniem. Cierpieli, tak jakby była to strata kogoś z rodziny. 

 

Szedłeś spokojnie chodnikiem po mieście. Trzeba przyznać, dziś było wyjątkowo spokojnie. Żadnych wybuchów czy wypadków na drodze które się zdarzały. Spokój... Niebo było czyste, ani jednej chmury, miało kolor pięknego, czystego błękitu. Powietrze było niezwykle rześkie. Nie miałeś nic do roboty w domu, dlatego postanowiłeś się przejść. Mijałeś wysokie budynki ze szkła w których odbijało się światło. Na drogach też nie było dziś zbytniego ruchu. Ot, zwykła środa. Nawet nie zauważyłeś kiedy byłeś dosłownie kilometr od granicy z bezpieczną strefom dla stworzeń magicznych. Stałeś przy ostatnim domu na terenie ludzi. Dosyć ciekawym domu. Było to w sumie zwykły budynek z dobudowaną do tyłu okrągłą częścią, która była zwieńczona kopułą. Kopuła połyskiwała niezwykle i przykuwała uwagę. Była zrobiona z delikatnego szkła w lekkim kolorze fuksji. Ściany ściany były w odcieniu ecru, a sama dachówka domu miała kolor karmazynowy. Ogród był dosyć skromny ale niezwykle zadbany, pomyślałeś, że pewnie robiony przez ogrodnika bo nikomu, kogo byłoby stać na taki dom nie chciałoby się samemu urządzać ogródka. Na ganku domu wylegiwał się czarny kot, zaś do balustrady przywieszone były dzwonki, które były miniaturowym układem słonecznym. Właśnie ich dźwięk tak bardzo cię irytował. Spojrzałeś w stronę gdzie znajdowała się granica. Stała tam tylko tabliczka oraz budka ze strażnikiem. Czyli w sumie, normalka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dom jak dom, nic interesującego. Przynajmniej nic, co zainteresowałoby Finna Morvena, przeświadczonego o snobizmie mieszkańców domu. Zmierzał dalej spokojnym krokiem, mając w poważaniu tabliczkę, strażnika i budkę. Morven miał genetycznie zakodowane ignorowanie wszelkich granic, łącznie z tym że od urodzenia przekraczał tą najważniejszą. Widział więc otaczający świat z filtrem dodatkowego, nieziemskiego wymiaru i budka strażniczka była dla niego niczym ważnym. Szedł dalej. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Twoim oczom zaczęła się ukazywać ta część miasta, która należała do magicznych stworzeń. Z oddali widziałeś już mieszkańców na ulicach i ich domu. Tutaj o dziwo były one bardziej kolorowe i wymyślne niż te ludzkie. Kiedy przekraczałeś granicę, strażnik chyba spał bo nie zauważył tego jak przeszedłeś. Wkraczałeś powoli coraz głębiej, i głębiej. Widziałeś coraz więcej miasta. Mijały cię różne stwory. Wilkołaki, elfy, wróżki i wszytko co ten świat jeszcze nie widział. Patrzyli na ciebie nieco zadziwieni, tak, jakby człowiek w tym miejscu nie był częstym gościem. 

- Ani kroku dalej! - usłyszałeś za sobą, niechętnie odwróciłeś się do tyłu i ujrzałeś strażnika. Chyba ktoś z mieszkańców strefy poinformował go o tobie. - Papiery i przepustka. - powiedział mierząc w ciebie pistoletem. Był młody, miał czarne potargane włosy oraz wory pod oczami. Od razu widać było, że nie do końca ogarnia co ma robić. Po za tym lekko drżał, jakby nie odpowiadała mu obecność magicznych stworzeń wokół siebie. - No dalej! Albo dajesz papiery albo wracasz do swojego miejsca!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odwrócił się powoli w stronę strażnika. Zmarszczył brwi,jakby chciał zganić chłopaka. Wciąż trzymał dłonie w kieszeni. 

- Dlaczego celujesz do mnie z broni palnej? - zapytał spokojnie. - Celując do mnie z broni, sugerujesz, że jesteś gotów mnie zastrzelić. Nie chciałbym zinterpretować twojego działania pochopnie, ale na to wygląda. Odłóż broń, to zapomnimy o całej sprawie, i... Na mą duszę, odwróć się, człowieku! Szybko, ratuj życie!

Oczywiście, zadbał o to, aby za strażnikiem ktoś stał.

Cień z nieprzeniknionej ciemności. Zupełnie nieszkodliwy, jeśli nie licząc siły psychologicznej. Morven wiedział, jak takie tanie sztuczki działają na ludzi.

W momencie w którym strażnik zajęty byłby cieniem, on postanowił się oddalić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Strażnik począł uciekać przed cieniem a ty mogłeś spokojnie iść dalej. Każdy kolejny budynek był coraz to bardziej kolorowy i nietuzinkowy, okna zdobiły zwykle kolorowe mozaiki. Przechodziłeś właśnie obok targu.

- Najlepsze amulety ochronne, tylko u mnie! - krzyczała grubsza kobieta.

- Wróżki, sprzedam wróżki! - krzyknął mężczyzna w podeszłym wieku kiedy przechodziłeś koło jego stoiska. Istotnie na jego stole leżało wiele słoików. W środku znajdowały się wróżki, miały one wielkość dłoni, nie wyglądały na zachwycone tym, że ktoś trzyma je w słoiku. Miały różnokolorową cerę i włosy a także fantazyjne skrzydła. Były niezwykle delikatne i posiadały duże szklane oczy. Nagle usłyszałeś za sobą czyjeś sapanie.

- Wyzywam pana na pojedynek, sir! - rzuciło coś co stało z tyłu. Głos pasował raczej do chłopaka w wieku dwunastu, może trzynastu lat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za nim stał chłopiec, w wieku dwunastu może jedenstu lat. Miał on wilcze uszy i ogon a w dłoni trzymał długi nóż. Niedaleko stali czterej chłopacy, również tej samej rasy i patrzyli co się dzieje. Gdy tylko usłyszeli "Nie" z ust Finna wybuchli śmiechem na co chłopak nieco podkulił uszy i ogon. O nie, tak łatwo się nie da. Postanowił iść za tobą.

- No proszę. To nie chonorowe nie przyjąć wyzwania. - nalegał. Szczerze, był bardzo wkurzający. Kilkanaście metrów za wami szli jego ruwieśnicy. - Nie może Sir mnie tak zignorować! - krzyknął w końcu. Ludzie momentalnie na was popatrzyli, a sprzedawcy zamilkli. Młodziak szedł jeszcze kawałek jednak po chwili przewrócił się o kamień. Dało się słyszeć kolejne śmiechy. - Ugh... Muszę z panem walczyć by pokazać im że nie jestem słaby. Proszę... - wymamrotał leżąc na ziemi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- I żeby udowodnić im, że nie jesteś słaby błagasz o pojedynek bezbronnego człowieka, nad którym masz przewagę w postaci kłów i pazurów. Brzmi jak plan - skomentował Morven, nie odwracając się do szczeniaka i nie zaszczycając go spojrzeniem. - Moja odpowiedź wciąż brzmi: nie. Odejdź.

W oczach Finna Morvena chęć pokazania się była czymś absolutnie w porządku. Gorzej, kiedy ktoś nie potrafił sam sobie zapracować na społeczne uznanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szczeniak po chwili odbiegł. Aż dziwne, że się od ciebie odczepił. Dotarłeś na skraj miasta, gdzie znajdowało się jezioro. Nogi bardzo cię bolały, nie byłeś pewny czy dasz radę wrócić do domu. Postanowiłeś usiąść na trawie. Była miękka i dosyć gęsta. Jezioro miało prawie idealny kolisty kształt. W świetle słońca wydawało się, że ma ono kolor liliowy. Na dnie jeziora połyskiwały niewielkie kryształy w różnych kolorach. Przynajmniej tu było spokojnie. Ani jednej żywej duszy, żadnego szczeniaka który uprzykrzałby ci życie. Na reszcie mogłeś odetchnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Morven wezwał Annę, dziewczynkę z czasów wiktoriańskich. Umarła na zapalenie płuc wiele lat wcześniej i zawsze uważał, że była zabawna. Dlatego lubił jej towarzystwo.

- Ach, tak? - zapytał. Nikt oprócz niego nie mógł jej zobaczyć, choć wszyscy mogli wyczuć jej obecność. Gdy tego chciała.

- Nie, Anno. Jedyne podobieństwo między tym jeziorem, a Tamizą jest takie, że są wypełnione wodą. Chociaż w przypadku Tamizy nie wiem, ile procent jej zawartości stanowi woda. myślę, że mało. Obrażasz się? Jak uważasz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słońce powoli zachodziło nad horyzontem. Nad jezioro zaczęły zlatywać małe, niepozorne wróżki. Jedna z nich usiadła ci na ramieniu. Miała turkusową cerę i włosy w kolorze fuksji. Para błękitnych oczu spoglądała na ciebie bardzo zaciekawiona. Wiele wróżek stało nad brzegiem jeziora i przeglądało się. Kryształy na dnie zaczęły świecić, co nieco oświetliło to miejsce. Po chwili zleciały się tu też świetliki. Usłyszałeś szelest w krzakach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie odwrócił głowy. Nawet nie spojrzał w tamtą stronę.

- Anno, bądź tak miła i sprawdź, kto lub co siedzi tam, skąd dobiega szelest - mruknął cicho. Tak, żeby usłyszała to tylko martwa dziewczynka. Potem zaś czekał na jej powrót i informację.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zza krzaka wyszedł chłopak, wysoki blondyn o zielonych oczach. Spojrzał na ciebie. Miał na sobie turkusowy płaszcz a na plecach miał kuszę, w dłoni trzymał jakiś notatatnik. Przy spodniach miał pas do którego przyczepione były cztwry fiolki. Dwie z substancją o zabarwieniu różowo-fioletowym, oraz dwie o zabarwieniu zielono-czerwonym, zapewne trucizny. Od razu rozpoznałeś w nim łowcę. Łowcy byli osobami na stałe mieszkającymi w strefach wydzielonych dla magicznych stworzeń, jednak mogli bez problemowo przechodzić przez granicę. Zajmowali się zwykle eliminowaniem stworzeń które stanowiły duże zagrożenie. Podobno mogli tkać proste zaklęcia. Szkolenie na łowcę trwało pięć lat, i tylko nie liczym udawało się na serio dostać tę robotę. 

- Przekadzam? Jeśli tak to przepraszam. - powiedział. - Zasadzam się tu na takiego jednego nielegalnego chandlarza wróżkami. Tu jest ich najwięcej dlatego pomyślałem, że mogę go tu znaleźć. Jest strasznie niebezpieczny i był wciągnięty w wiele brudnych spraw. - powiedział. Na jego ramieniu siedziała mała wróżka, miała karmazynową cerę i białe włosy. Skrzydła miała podobne do tych motyli, miały one kolor błękitny. Para turkusowych oczu wróżki patrzyła na łowcę z niezwykłym zaufaniem.

Edited by Clocky

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie lepiej szukać takowego na targu? - zapytał mężczyzna. - Zwłaszcza, że siedział tam sobie jak gdyby nigdy nic z twoimi wróżkami w słoikach. Spryt goni spryt - skomentował. Póki co wróżki były interesującym rozróżnieniem. Małe i kolorowe... Uroczo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak zaśmiał się.

- Widzę, że dałeś się wrobić, tak jak wszyscy. To nie są wróżki, tylko kamienie które mają na sobie zaklęcie iluzji. Wszyscy znają tamtego typa, nikt nic by u niego nie kupił, chłopie. Ten osobnik jest o wiele bardziej niebezpieczny. Prowadzi przemyt dla kolekcjonerów poza granicę... Nie rozumiem jak kogoś może bawić oglądanie wróżek w słoikach, są o wiele bardziej zadziwiające na wolności. - powiedział po czym posadził wróżkę która siedziała na jego ramieniu na dłoń. - Prawda, Santhia? - powiedział po czym uśmiechnął się. Mała istotka na jego dłoni też wydawała się zadowolona.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Doprawdy, nie mam pojęcia. Chociaż... W zasadzie to nie takie trudne do zrozumienia. Wyglądają jak owady. Niektórzy kolekcjonują owady - odpowiedział, strzepując z ramienia swoją wróżkę. Wstał z trawy i przeciągnął się, strzelając kośćmi dłoni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Arcybiskup z  Canterbury]

Nataniel również wstał po czym otrzepał się i poprawił kuszę.

- Wiesz, dla osób które nie są obdażone darem widzenia wróżki są zwykłymi motylami, ważkami czy pszczołami. To rodzaj kamuflarzu. - stwierdził po czym westchnął. - A w sumie, jeśli mogę wiedzieć. Co sprowadza cię do miejsca poza granicą? Raczej nie jesteś łowcą a ludzie tak po prostu bywają tu rzadko.  - powiedział.

 

[Mephisto The Undying]

Wędrowałaś spokojnie lasem, dzisiejszy dzień był cudowny i nic nie mogło go popsuć. To ty wprowadziłaś niezgodę pomiędzy kilka młodych wilkołaków i byłaś z tego niezwykle zadowolona. Nagle usłyszałaś głosy. Były to dwa, męskie głosy. Jeśli podeszłaś bilżej ujrzałaś zwykłego mężczyznę oraz łowce, na jego ramieniu siedziała wróżka. Nigdy czegoś takiego nie widziałaś, to tak jakby byli przyjaciółmi. Owi ludzie, czy nie byli odpowiednim celem niewielkiej niezgody?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak słodko, rozmawiająca parka nad brzegiem jeziora. Ciekawe jakie są ich relacje. Im bliższe tym lepsze

Wyglądała teraz jak zwykły człowiek, więc raczej nikt nie zauważy z kim ma do czynienia. Podeszła nieco bliżej, nic niezwykłego. Nawet jej nie zauważyli. Przyjrzała się im z ukrycia. Dotknęła swoich ust koniuszkiem palca. Jakby ich skłócić? Może by tak wywołać agresje? Jest jakiś prosty sposób? Może by tak banał? Dotknęła pnia drzewa, przez chwilę nic się nie działo, jednak po chwili korzeń, wysunął się z ziemi. Obok nogi blondyna. bardzo delikatnie, pełzł cicho. Po chwili dotknął jego stopy i pociągnął ją, tak że jeśli nie złapałby równowagi upadłby w kierunku drugiego mężczyzny. To pierwsza część. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chłopak w ostatnim momęcie nieco zmienił swoją pozycję w ten sposób by upaść, ale nie na Finna. Podparł się i wstał po czym otrzepał się z ziemi.

- Cholera. Ktoś tu jest. - stwierdził. Szybko zdjął kuszę z pleców. 

Niedobrze, przyuważył  że coś jest nie tak albo ma bardzo dobre czucie magii. Jak jeszcze mogłabyś doprowadzić do kłutni? Może mądrzejszym krokiem byłoby zrobienie coś z drugim mężczyzną niż z łowcą. Nataniel nałorzył bełt na kuszę i zaczął rozglądać się dookoła w poszukiwaniu wroga. - To nie mógł być sam korzeń. Ktoś zaklnął drzewo. Też czujesz magię? - zapytał. Istotnie, wisiała ona w powietrzu.

Edited by Clocky

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Anno - poprosił Finn, patrząc na spłoszonego łowcę ze stoickim spokojem. Ach, magia? Może być. Kimkolwiek był jej użytkownik, zachował się naiwnie. Zwykły człowiek po tej stronie świata powinien wzbudzać zdziwienie. A jeśli wzbudzał zdziwienie, należało najpierw dowiedzieć się, kim jest. A potem wykorzystywać przeciwko niemu magię.

- Kobieta. Ale nie człowiek. Półbóg. Związana z chaosem. Marna próba zajęcia sobie wieczoru czyimś kosztem - wyrecytował Finn Morven.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna złożyła palce w dziwacznym geście, przysunęła je do ust. Poruszyła ustami, jednak było to bezdźwięczne. Potem rozłączyła palce. W tym momencie dało się słyszeć ciche brzęczenie komara. Takie tuż koło ucha. Strasznie wkurzające. Typowe, brzęczenie komara. Skoro jeden z nich wyjął broń, niech chociaż się trochę rozproszy. A ona w tym czasie poszuka kogoś kto nie będzie mierzyć w nią kuszą. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna spojrzał w stronę krzaków.

Jego czarny płaszcz zaczął się rozwiewać, jakby był zrobiony z materii połączonej z dymu i piasku. Chwilę później rozwiała się także jego twarz, aż w miejscu w którym stał nie został po nim ślad.

Podążał za nie-do-końca-tajemniczą kobietą po czym zatrzymał się tuż przed nią i zmaterializował.

- Nie podoba mi się sposób w jaki wykorzystujesz swoje umiejętności.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kobieta przyjrzała mu się krytycznie. Ale niezbyt poruszona. 

- Mi nie podoba się twój styl. A skoro to już sobie wyjaśniliśmy możesz odejść. No sio. - pomachała ręką żeby spławić mężczyznę. Wyglądała przy tym niespotykanie wręcz dumne, a zarazem obojętnie, jakby słowa mężczyzny wcale jej nie ruszały. Zaraz potem dotknęła jego policzka i minęła go przy okazji opuszczając dłoń niżej, aż wreszcie przejechała po jego barku i zdjęła z niego dłoń, wciąż idąc przed siebie. Poszła szukać innej rozrywki. Może by tak pograć w pokera? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

[Mephisto The  Undying]

Jak postanowiłaś, tak zrobiłaś. Już po chwili znajdowałaś się wśród kolorowych budynków miasta. Pomimo iż nastawał z mrok na ulicach nadal panował gwar. Jeśli szukałaś jakiegoś baru gdzie można pograć w pokera to znalazłaś go po kilku sekundach. W środku było więcej gości niż zazwyczaj, niektórzy pili, inni jedli. Znaleźli się terz tacy, co grali w pokera.

 

[Arcybiskup z Canterbury]

Robiło się ciemno, a ty, nie do końca miałś gdzie spać. Chyba nadeszła pora na powrót do domu. Po chwili łowca I jego niewielka toważyszka dogonili cię.

- Ej, stary, robi się ciemno. Jak nie chce ci się wracać so domu, to możesz przenocować u mnie. - stwierdził.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...