PrinceKeith

Brony
  • Content Count

    902
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

423 Wzorowa

About PrinceKeith

  • Rank
    Hej Światełko, gdzie zgubiłeś Ezreala?
  • Birthday 08/02/2002

Kontakt

  • Skype
    gogonc1

Informacje profilowe

  • Miasto
    Golub-Dobrzyń
  • Zainteresowania
    EZREAL
  • Ulubiona postać
    Wszystkie

Recent Profile Visitors

5,996 profile views
  1. PrinceKeith

    Tak myślałem ale wolałem się upewnić.
  2. PrinceKeith

    Hej! Tak to wszystko gra tylko która rolę wybierasz... W sensie napisz mi którym z tych czterech rebeliantów jesteś.
  3. PrinceKeith

    Max czasu na zapisy. Możesz się zapisać kiedy chcesz. I jestem mężczyzną wypraszam sobie xDD
  4. PrinceKeith

    No myślę że max czasu
  5. PrinceKeith

    Jeżeli nie zrozumiałeś, Republika jest tu nazwą kraju, nie ustrojem. Realia przyziemne, technologia jak w Mass Effect. Historia będzie taka średnio długa, wszystko zależy od graczy, ale ja mam wszystko rozpisane. I ja nie zniknę, ale mam nadzieję że gracze też nie.
  6. PrinceKeith

    Akceptuję obie karty. Witam w ekipie! ^^
  7. PrinceKeith

    ||Fabuła|| Świat jest rozległym miejscem, który dzieli się na kilkanaście państw. Niestety większość osób dzieli go na Republikę i to co jest poza nią. Republika to tak zwane serce świata, państwo wysoko rozwinięte-mlekiem i miodem płynące. To tutaj odbywają się najważniejsze wydarzenia, to właśnie o tym kraju dzieci słyszą bajki na dobranoc, a młodzież przybywa by rozpocząć swoje życie. W każdym odbiorniku można usłyszeć o sukcesach jakie odnosi ten kraj za sprawą rządów królowej Sereny i jej wiernych doradców, jednak to co z pozoru wydaje się idealne jest tylko obłudą. A, więc jak naprawdę wygląda Republika? Na pierwszy rzut oka niczego tutaj nie brak, a mieszkańcy mają wszystko pod dostatkiem, można nawet powiedzieć, że panuje tu przesyt. Jeśli natomiast skupisz swój wzrok dostrzeżesz liczne patrole białych kruków, ściśle pilnujących porządku, a raczej brzegów miasta,aby żaden niechciany plebs nie dostał się w wyższe rejony metropolii i nie skaził reputacji Republiki. Odgrodzeni od świata ludzie, często trafiali do zakazanej strefy miasta przez zwykłe potknięcie w życiu zaczynając od braku funduszy na życie, a kończąc na tych którzy urodzili się po drugiej stronie "muru". Dla slumsów nie było ratunku na lepszy byt, a przynajmniej tak wydawało się większości z nich. Natomiast cała reszta miała wciąż niewielką nadzieję, na lepsze życie dlatego walczyła z całych sił, aby się stąd wydostać dlatego nazwano ich rebeliantami, których królowa Serena rozkazała pozbawić życia. ||Świat|| Republika - Kraj znajdujący się na środku oceanu Vinere, dzięki swojemu położeniu przez lata nie udało się go podbić. Imperium szybko rozwinęło technologię, a wraz z nią swoje wojska. Obecnie krajem rządzi królowa Serena. Kraj podzielony jest na kilka części ; ● Górną - położony jest tam pałac, sala obrad i siedziba białych kruków, znajduje się też tam niewielka ilość domków dla służby . Część zamieszkała przez rodzinę królewską, doradców, białe kruki, wojsko i wybraną służbę. ● Środkową - zajmuje większość królestwa i jest jej tak zwanym sercem. Znajdują się tu uczelnie, rynki, sklepy itd. Część jest zamieszkała przez mieszkańców Republiki, jak i przejezdnych. ● Dolna (tzw.slumsy) - niewiele o niej wie,a jeszcze mniej może tam wchodzić. Obecnie jest to teren strzeżony z zakazem wejścia. Jest to najbiedniejsza strefa kraju, miejsce gdzie technologia niezbyt się ruszyła, a ludzie żyją w nędzy. Trafiają tam ludzie,którzy podpadli rządzącym, łamali prawo lub po prostu się tam urodzili. Białe kruki - Słowo białe wzięło się od ich białego munduru, zaś kruki od tych ptaków ponieważ tak jak one, żołnierze bronią zaciekle swojego rewiru i nie wahają się zaatakować, są też strażnikami tajemnic w tym wypadku chronią sekrety królowej i jego doradców. Są uwielbiani przez mieszkańców republiki, zaś w slumsach budzą strach i są znani ze swojej bezlitosnej strony. Posługują się najnowszym sprzętem,a do dyspozycji mają praktycznie wszystko. Rebelianci - To ludzie w różnym wieku, zamieszkującym dolne rejony Republiki. Najczęściej dołączają do grupy rebeliantów z myślą, że wyrwą się ze slumsów lub po prostu czystej nienawiści do monarchy, co niektórzy mają też własne pobudki. Mimo braku najnowszej technologii, walczą tym co mają pod ręką lub tym co udało im się ukraść, a jest tego całkiem sporo. ||Regulamin|| 1.Ogólny regulamin forum. 2.Zero OTP. 3.Jeśli się zapisujesz, i chcesz odejść to po prostu pisz. 4.Postacie mogą się kłócić, my już nie koniecznie. 5.W razie niejasności/pytań zapraszam na PW, podobno nie gryzę. 6.Posty w miarę ogarnięte ortograficznie, interpunkcji się nie czepiam, a długość postów dowolna. 7.Ogólnie myślę nad zrobieniem nam serwera na dis dajcie znać co myślicie. ||Role|| BIAŁE KRUKI @ as -|- ~ Zastępca dowódcy @ as -|- ~ Android @Hetman WK as -|- ~ Kruk @Kongou as Kaito ~ Kruk, przyjaciel rebelianta/ki który/a była kiedyś Białym Krukiem REBELIANCI @ as -|- ~ Dobry przyjaciel dowódcy rebelii @ as -|- ~ Medyk @ as -|- ~ Haker/Hakerka @ConQrM as -|- Były Biały Kruk (W razie co napisz na PW coś zmienimy/dopiszemy) ||Wzór KP||
  8. PrinceKeith

    [Asra Arlas] Ta chwila, gdy berło przyłożone było do jego rogu, zdawała się wręcz magiczna, odległa i jakaś taka... Niespodziewana może. Na prawdę poczuł się jakby ktoś go obserwował, a sama energia była dla niego czymś nieznanym, ale wywołującym lekkie mrowienie na grzbiecie. Uczucie jednak szybko minęło, on odetchnął i spojrzał na berło, którego kula przybrała barwę fioletu. Kapłan powiedział, że ma wielką moc, pisane mu duże rzeczy. A więc jednak! Ale wybór był trudny czyż nie? Do wioski miał za daleko by wrócić, przemyśleć sprawę i potem ponownie tutaj przybyć. Decyzję musiał podjąć teraz, innego sposobu nie było. Chciał się rozwinąć, jakoś przyczynić dla dobra wioski, ale miał też obawy, bo czy każdy by ich nie miał, gdyby opuszczał rodzinne miejsce. Najwyżej na miejscu napisze do Kybele. Ona wytłumaczy wszystkim co i jak. Nie potrwa to długo, na pewno nie. Musiał się szkolić, by lepiej pomagać innym. Takie było zadanie żniwiarzy. Postąpił kroku do kapłana. - Ja... - zaczął. - Już podjąłem decyzję. Chciałbym się kształcić. Proszę mi więc powiedzieć co muszę zrobić.
  9. PrinceKeith

    [Asra Arlas] Bogato zdobione wnętrze mogło wręcz przyprawiać o uczucie bólu głowy, szczególnie, gdy wpatrzyłeś się w mozaikę, przedstawiającą Crystal. Więc tak wyglądała... Ta która obaliła księżniczki, powierniczki elementów i wybawiła świat. Przynajmniej niektórzy tak mowili, inni mowili że po prostu przejęła władzę. Bo czyż tak bie było? Jednak ogier nie stał po żadnej ze stron, bo i jego wioska nie stała po żadnej. Żyło im się dobrze, zdala od kłopotów i mieszania się w sprawy polityczne. Jak kazano, tak robiono, nadal żyjąc chwilą. Czy obecna ceremonia mogła coś zmienić? Czy jeżeli Asra okaże się kimś, czy będzie to miało skutek na wioskę? Miał nadzieję że nie. Lubił tam cała społeczność i nie chciał od niej odchodzić. Byłoby mu przykro. Uśmiechnął się delikatnie, gdy kapłan powiedział, że zrobił im niespodziankę. Czy przychodziło tu aż tak mało osób? Choć patrząc na to że w jego osadzie wssyscy po za nim byli kucykami ziemnymi, to nic dziwnego. Podszedł do ołtarza, wolnym, ostrożnym krokiem i zaczekał na kapłana z berłem. A gdy przybył, skinął tylko głową nieznacznie, przybliżając się jeszcze bardziej.
  10. PrinceKeith

    Ziewnęła. - Nie wiem kto ją rzucił. Iseleen był przy mnie i szary upiór się go boi. Ja, widzę to od pogrzebu kuzynki. Która była ostatnią ofiarą klątwy. Teraz wybaczcie panowie. Możemy się spotkać jutro, jednak teraz, już na mnie pora. Dobranoc - rzekła, udając się z Isleenem do pokoju.
  11. PrinceKeith

    Westchnęła głośno. - Pracujemy nad tym. Po prostu teraz ważniejsza była Judy. I co chciał zrobić? Może dotknąć mojego czoła żebym oszalała tak jak inni członkowie mojej rodziny? To brzmi jak cholerna głupota, ale to jest prawda - wychrypiała, nadal przestraszona, bo i teraz nie wiedzieli, gdzie szara postać zniknęła. A to było chyba gorsze.
  12. PrinceKeith

    I[Asra Arlas] Został sam. I tak aż do popołudnia, ścierając kurze z licznych pułek i książek, myjąc podłogi, zrywając zioła z ogrodu i przygotowując je do suszenia. Zabierał z piwnicy już wysuszone, układając kolejne mieszanki, czy to herbat czy to ziół na demony, czy konkretne dolegliwości i pakując je do niewielkich opakowań, które ułożył na regale, w prosty ale estetyczny sposób. Wymył jeszcze okna i zmienił bandaż na klatce piersiowej. Rana po bezkoście wyglądała już lepiej, ale nadal nie był to zaciekawy widok, dlatego polał ją krwią świętego Jana dla pewności, że lepiej się zagoi. Wstawił wodę na herbatę i dokładnie wtedy usłyszał pukanie do jego domostwa. Chciał krzyknąć proszę, by przybysz sam do niego wszedł, jednak skąd mógł wiedzieć czy to nie wróg? Miał jakiś wrogów? Sam nie był pewien, ale w tym świecie nie było bezpiecznie, prawda? Przynajmniej tak mu mówiono. Podszedł więc do drzwi, otwierając je i uśmiechnął się, gdy zobaczył za nimi panią Kybele, szamankę, około sześćdziesiątego roku życia. - No nareszcie! Ile mam czekać żebyś mi otworzył, co? Asra? Już myślałam, że zapomniałeś że przyjdę i poszedłeś na polowanie - burknęła, wymachując przy tym swoją białą ogromną grzywą, z licznymi pasemkami błekitu, granatu i fioletu. Jej fryzura była tak na prawdę miszmaszem. Tu dredy, tam kilka warkoczyków, normalne pasma, jakieś koraliki i inne ozdoby. Ale czego można było się spodziewać po szamance? Weszła do domu, nie krępując się i nie czekając aż on ją przepuści. Zaśmiał się cicho. - Przecież przychodzi pani zawsze w ten sam dzień tygodnia, o tej samej porze. Jak miałbym zapomnieć? - zapytał rozbawiony. - Nie dwij ze mnie chłopcze. Widzę że posprzatałeś - rzekła, rozglądając się. - To dobrze, to dobrze - dodała bardziej do siebie, wchodząc do kuchni, gdzie czajnik gwiżdzał na palenisku. Ogier wyłączył go pośpiesznie. - Jak mija pani dzień? - A dobrze, dobrze... Tylko widziałam tą... Młodą, od burmistrza. Jak jej? Ach tak! Sindbad! Bardzo się spieszyła i nawet nie powiedziała mi dzień dobry. - Och, jak mogła. - No właśnie. Kogo jak kogo, ale mnie szanuje się w tej wiosce - rzekła, stawiając koszyk na stole. - Przyniosłam ci jedzenie, co byś z głodu nie umarł. Dwa bocheny chleba, dżem, owoce, warzywa. I gazeta... - mówiła, wyjmując to wszystko. - Złe czasy nadchodzą, chłopcze, złe czasy. Dzisiaj wydano ogłoszenie. Mamy sądzić więcej na polach! I więcej im oddawać! Co to będzie Asra! Możemy głodować... - To dlatego Sindbad była dziś taka - nie dokończył, bo klacz uderzyła kopytem w stół. - Była u ciebie?! - No... Hmm, tak. - Co za młodzież! Ojciec szukał jej cały poranek a ona szlaja się po ogierach! - Właściwie... - Już ja powiem jej ojcu co ona wyprawia! Ja w jej wieku uczyłam się, żeby mieć jakąkolwiek przyszłość. Chciałeś coś powiedzieć kochanieńki? - Tylko to, że była u mnie na wróżeniu. - Ach... To inna sprawa. - Podejrzewam, że spiskuje ze sponyfikowanymi. - Sindbad?! Nie mogłaby! To przyniósłby zgubę na naszą wioskę, wiesz przecież! - Wiem... Dlatego trudno mi dopuścić taką myśl. - Miejmy nadzieję, że to tylko twoje paranoje chłopcze. - Miejmy nadzieję - powtórzył, rozkładając gazetę. - O co chodzi z tymi rytuałami? I świątyniami? - Och! Tak! Przecież! Jesteś jednorożcem! Powinieneś się tam udać! Przy odrobinie szczęścia może pomoże to naszej wiosce, jeśli masz super magiczną moc. Jak wiesz, tutaj nikt ci nie pomoże, ale tam, mogą cię czego nauczyć kochanieńki. - Tak pani myśli? - Tak myślę. I powinieneś udać się od razu. Zanim spotkają cię nieprzyjemności z powodu, że nie przeszedłeś ceremoni. - Rozumiem... - powiedział spokojnie, choć było to dla niego dziwne i zawiłe. Bo czyż to jedno wydarzenie, nie mogło zmienić jego życia całkowicie? Tak przynajmniej myślał. Klacz wstała, zabierając przedmiot. - To ja będę już wracać. Kucyki na pewno mnie potrzebują. - Pani poczeka, mam dla pani zioła - rzekł, pakując jej kilka paczek do kosza. - Dziękuję Asro. I pomyślnych wiatrów w podróży. Poinformuję kucyki że cię nie będzie - rzekła na pożegnanie. - Bardzo dziękuję - odpowiedział, rozpoczynając pakowanie. Zabrał tylko te niezbędne rzeczy i gdy był gotowy, wybrał się w podróż do najbliżej świątyni, do której miał dzień drogi. *** Gdy nareszcie dotarł, był nieco zmęczony, ale wiedział, że to dla jego dobra. Napił się wody z bukłaku, po czym wszedł do budynku rozglądając się dookoła i szukając jakiegokolwiek kapłana. - Halo? Jest tu kto? - zapytał tylko, dla pewności, by jeżeli ktoś był o wiele dalej, usłyszał go.
  13. PrinceKeith

    Wyszła jak najszybciej z powozu, krocząc powoli, ale dość ożywionym krokiem. Szare straszydło przypominało jej teraz mumię, którą kiedyś widziała i może nią było, jednak oni o tym nie wiedzieli. Trzymała się za Isleenem, dalej roztrzęsiona skinęła głową w stronę kamerdynera. - Podobno - powiedziała spokojnie.
  14. PrinceKeith

    Czemu liczyła, że wypiją tą herbatę? Czy po prostu nie była to zmyłka, by dostać od niej informacje? Bo tak jej się zdawało. Było jej głupio, bo Isleen pewnie to przewidział, ale ona zbyt liczyła na to, że i ona czegoś się dowie. I dowiedziała, ale nie było to istotne. Tymczasem zaważyła szarą postać, tak doskonale znaną i przerażającą. Skuliła się, sięgając do kieszeni po śrubokręt, choć raczej ciężko byłoby tym kogokolwiek pokonać. - I--isleen - wydukała. - Widzisz to co ja prawda? Idzie po mnie! Albo po Marie! Trzeba coś z tym zrobić! Przepraszam panicza, musi panicz wybaczyć ale tu chodzi o życie moje lub obecnej współlokatorki. Muszę natychmiast wyjść - mruknęła, nadal zaszokowana i spiorunowana strachem.
  15. PrinceKeith

    Ruby usiadła wygodnie w karocy, składając dłonie na swoich kolanach i obserwując towarzystwo. Wypowiedź Hrabiego dała jej do myślenia, nie była pewna czy chce coś mówić. A wzrok Isleena coraz bardziej potęgował uczucie, że nie powinna nic mówić. Bie chciała skłamać, dlatego sformułowała zdanie tak, by nie było kłamstwem. - Musi mi Hrabia wybaczyć, nic takiego nie zauważyłam - powiedziała spokojnie. W końcu to nie ona to widziała a Isleen.