Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Foley

Adventure Found Me [Z][Adventure][Violence]

Recommended Posts

A zatem startuję z moim największym projektem, przewidzianym na 2017 rok! Sam pomysł przyszedł do mnie już dawno temu, ale uznałem, że tym razem zrobię inaczej niż zwykle. I tak zamiast pisać ekspresowo czy pozwalać sobie na improwizację, zacząłem żmudny proces planowania tak precyzyjnego i przemyślanego, jak jeszcze nigdy dotąd. Potem pisanie, poprawianie i tak w kółko (Foley poprawiający fika po napisaniu, to się normalnie nie zdarza). Cieszę się, że w końcu udało się wszystko sprowadzić do tego momentu, czyli publikacji.

 

Bez zbędnego przedłużania, prezentuję Wam klasyczną przygodówkę, okraszoną elementami akcji. Jeśli kogoś interesują takie klimaty jak Indiana Jones, Lara Croft czy też oczywiście Daring Do - serdecznie zapraszam, to powinno być coś dla Was.

 

Daring Do otrzymuje niecodzienną propozycję uczestniczenia w ekspedycji na tajemniczą wyspę, na którą jeszcze niedawno nie wolno było wysyłać żadnych wypraw archeologicznych. Będzie musiała stawić czoło nie tylko wielu przygodom, ale również niebezpieczeństwom oraz jej własnej niechęci do współpracy z innymi kucykami. Czy ekspedycja zakończy się pomyślnie?

 

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Epilog

 

 

Podziękowania dla Bestera i Hoffmana za wiele cennych uwag oraz wsparcie.

 

Miłego czytania życzę.

Edited by Foley
  • Upvote 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem tę przyjemność zapoznać się z najnowszym dziełem Foleya na długo przed publikacją, w związku z czym, wiem też co będzie w kolejnym rozdziale. I cóż mogę rzec po lekturze? Mogę powiedzieć, że chyba wreszcie dostałem coś czego zaczynało mi brakować: wyważonego opowiadania przygodowego. Bo na taki tekst zapowiada się "Adventure Found Me". Fabuła powoli się rozwija już od pierwszych zdań opowiadania i bez zbędnych dłużyzn przechodzi dalej, jednocześnie zachowując póki co spokojną narrację, bez skoków akcji i nagłego pospieszania. Wszystko ma swoje miejsce i czeka na swoją kolej.

 

Bohaterowie są zarysowani bardzo wyraziście, postaci charakteryzują się zróżnicowanymi osobistościami, choć jeszcze nie wiem komu mogę ufać, a komu nie - co jest plusem, ponieważ nie od razu połapiemy się co i jak, kto i gdzie. Ciężko też stwierdzić, co się wydarzy ponieważ ewentualne wskazówki są dobrze ukryte, bądź jeszcze nie wszystkie powiązania zostały zaprezentowane.

 

I cóż, zapowiada się wciągające i dobrze napisane dzieło. Drugi rozdział zapewne już czeka na publikację a kolejne się piszą i przetrawiają. Czekam na kolejne części i ciekaw jestem dalszego rozwoju wydarzeń. :twiface:

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

I mamy kolejny rozdział. Kolejna część trzyma poziom poprzedniczki i dalej rozwija akcję. Zaczyna się robić ciekawie, choć dalej nie wiemy co się dokładnie święci.

I powtórzę się, ale podoba mi się tępo historii, to jak powoli się rozwija i jak spokojnie wszystko idzie przed siebie. Pozostaje czekać na więcej :D

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mamy więc kolejny rozdział.

Akcja zaczyna się rozkręcać, dzieje się nieco więcej niż poprzednio, ale nie w kontekście akcji, ta dalej jest spokojna i stonowana, dzieje się w samej historii, pojawiają się nowe wątki i nowe możliwości. Wreszcie nasza archeolog staje twarzą w twarz z prawdziwym wyzwaniem i przygodą, a mimo to, nadal jest spokojnie i bez skoków dynamiki opowiadania, co naprawdę mi się podoba. Czekamy zatem na kolejne części.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu Bester napisał:

nie w kontekście akcji, ta dalej jest spokojna i stonowana, dzieje się w samej historii, pojawiają się nowe wątki i nowe możliwości.

 

5 minut temu Bester napisał:

nadal jest spokojnie i bez skoków dynamiki opowiadania

Temu sam się dziwię. Normalnie jakbym to nie ja pisał, nie? :rainderp:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czwarta część ukazał się już dość dawno temu, wiec wypadałoby zostawić po sobie jakiś komentarz.

Zatem, akcja wydaje się nieco przyspieszać na początku rozdziału, w końcu dowiadujemy się jakie niebywałe szczęście towarzyszy naszej podróżniczce :badass:

Dalej znów wszystko się uspokaja, ustępując miejsce planowaniu i obmyślaniu kolejnych kroków, co nasza ekipa ma począć dalej. Nadal nie dowiadujemy się za dużo, a przesłanki na temat tego co mogą odnaleźć bohaterowie są na tyle drobne, że ciężko się zorientować co kryje się gdzieś tam, kto wie gdzie :wow:

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zatem jesteśmy po piątym rozdziale.

Dostaliśmy tutaj sporą dawkę eksploracji i zwiedzania pradawnych tuneli i zakamarków. W prawdzie akcja nadal posuwa się bardzo powoli, ale autor obiecuje, że już niedługo zacznie się dziać dużo więcej, liczę na jakieś zdemolowanie świątyni czy chociaż wysadzenie jakiegoś mostu :badass:

Na końcu mamy małe zaskoczenie i lekki cliffhanger, a bohaterowie zostają postawieni przed niemałą zagwozdką.

 

Inna sprawa o której chcę wspomnieć, jest absolutny brak komentarzy... Po moich postach może tego nie widać, ponieważ nie tworzę rozbudowanych mini-recenzji w stylu @Hoffman , ale opowiadanie jest naprawdę dobre i wciągające. Przyjemna przygodówka, bez OP bohaterów i jakichś głupot fabularnych. Po pięciu rozdziałach możemy snuć jedynie domysły, nie wiem co będzie dalej, co zaplanował autor, więc fik nie jest przewidywalny. Foley zapewnia, że chce by ten fik był jego najlepszym, na co wskazuje fakt, że mimo braku czytelników, nadal się nie poddaje i pisze kolejne rozdziały. Wiem, że na publikację czeka szósty a siódmy jest w trakcie pisania. Może warto dać szansę i przeczytać kilka rozdziałów, kilka stron, a może się spodoba? Szkoda, żeby dobry kawałek tekstu sobie przepadł na dalszych stronach działu.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejny rozdział za nami. Tutaj najfajniejsze są wycinki ze znalezionego pamiętnika, które nadają jeszcze więcej klimatu i przedstawiają historię wyspy z szerszej perspektywy. Fajny zabieg, czekam na więcej podobnych, oraz na totalny rozpierdziel :D

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zanim przejdę do fanfika, chciałbym unieść kciuk w górę i rzucić gromkie „Doskonale!” za zmianę podejścia autora, czyli zaplanowanie, uprzednie rozpisanie fabuły co z reguły przekłada się na staranniejszą realizację, bardziej organiczne opowiadanie historii. Oceniając po opisie i wprowadzeniu – niewiele nowego, jednak z drugiej strony mam BARDZO solidne podstawy przypuszczać, iż Foley po raz kolejny doskonale odnajdzie się w roli (nie dosłownie, chodzi o kreację postaci) Daring Do, a poza tym już wie jak pisać akcję oraz przygodę, toteż może to być coś co znamy w nowej, świeżej oprawie.

Z tymi pozytywnymi prognozami, zabrałem się za pięć kawałków tekstu, a później za najnowszy, szósty. Tyle na dzień dzisiejszy udostępnił nam autor.

 

No tak... Początek i na szybko kilka rzeczy – nie wydaje mi się by „wieźć” było odpowiednim określeniem dla statku. Ja napisałbym to zdanie: „Z kilkorgiem kucyków na pokładzie okręt pruł przez fale, na Wyspę Wilczego Kła”. Poza tym kiedyś wspaniała osoba zwróciła mi uwagę, że „słońce” piszemy wielką literą kiedy jest to „nasze” Słońce. W momencie gdy jest to słońce fikcyjne, equestriańskie, tak to nazwijmy, wówczas powinno się pisać małą. Podobnie z księżycem. Skoro już jesteśmy przy tym, to napomknę, że w wielu miejscach zgrzytał mi czas. To znaczy, najpierw tekst pisany był w czasie przeszłym, a potem teraźniejszym, co wewnętrznie gryzło się ze sobą i po prostu lepiej by to brzmiało, gdyby zostało napisane w czasie przeszłym w całości. Poza tym, miejscami zgrzytał szyk, pewne słowa ja sam, osobiście bym poprzestawiał. Ale to tylko moje wrażenie. Zresztą, jakoś od drugiej połowy drugiego rozdziału tego jest już tyle co nic, więc widocznie coś początkowo tam się nie zgrywało... No, nie wiem na sto procent, nie jestem jasnowidzem ;)

 

W każdym razie, przechodząc do treści, zupełnie szczerze muszę przyznać, że początkowo szału nie było, a nawet posunąłbym się do stwierdzenia, że tekst nieszczególnie zachęcał do siebie po dwóch pierwszych rozdziałach. Ot, opowiadanie zaprezentowało się jako standardowe, pozbawione barwniejszych opisów, a także interesujących postaci. Rzeczy wydawały się szaro-bure, suche. Wrażenie po dwóch pierwszych rozdziałach może bardzo zmylić, gdyż po dosyć mało zachęcającym wprowadzeniu następuje rozdział trzeci, krótszy niż poprzednie, ale za to skupiający się na bardzo istotnym zwrocie akcji. Potem jest tylko lepiej – ciekawiej, bardziej sympatycznie, no i te postacie zaczynają pokazywać swój charakter, po prostu w suchą treść zostaje tchnięty właściwy klimat. Bardzo dobrze!

 

„Znowu” – pomyślałem sobie kiedy znalazłem się w połowie drugiego rozdziału. Daring Do była tą „foleyową” Daring Do, realia zostały zarysowane bardzo podstawowo, a postacie nie budziły jakiejś szczególnej sympatii. Wszystko wydawało się zwyczajne. W rozdziale trzecim dzeje się coś niespodziewanego i zostaje nam przedstawiony kucyk, który najwyraźniej będzie naszym antagonistą... Na chwilę obecną. Wprawdzie jego wprowadzenie również nie budzi emocji, a ponadto okazuje się kolejnym szarym kucykiem z białą grzywą... Hej, serio ile jeszcze będzie tego szarego z białym? Odkąd pamiętam, aż od wojskowych kucyków, wiele postaci nosiło takie barwy. To się serio zaczyna przejadać :P

 

W każdym razie, w tymże rozdziale następuje coś niespodziewanego, bo nasza bohaterka zostaje schwytana. Bardzo wcześnie w historii, dosyć niespodziewanie, gdyż poprzednie kawałki tekstu wskazywały na coś innego. Kolejny rozdział i nasza Do zostaje uwolniona, co również jest niespodziewane, bo szybko, ale okazuje się, że całe to porwanie nie zostało dodane bezcelowo. Klacz odnajduje notes, mapę i to od tego momentu rozpoczyna się eksploracja, pojawia się wiele tajemnic i dopiero od czwartego rozdziału czuć, że autor powrzucał naraz poszlaki i sekrety, póki co nie łączy się to w żadną sensowną całość, ale podczas lektury coś nas przekonuje, że z czasem te elementy zostaną ułożone. Czasami tak jest - czuć, że ktoś nie ma pojęcia co robi, albo czuć, że wszystkie te rzeczy są gdzie są z jakiegoś powodu. W przypadku "Adventure Found Me" mamy do czynienia z tym drugim wariantem :D

 

To godne podziwu jak nagle w opowiadanie zostaje tchnięty prawdziwy klimat. Na tym etapie (po rozdziale trzecim) postacie naprawdę dają się polubić. Verbose jest bardzo interesująca, gdyż łączy w sobie cechy każdej z Mane6 i to w poszczególnych sytuacjach udziela jej się konkretna natura. Najczęściej jest rozbrykana i wesoła niczym Pinkie, ale potrafi robić użytek ze swej wiedzy jak Twilight, jednocześnie będąc chętną do pracy jak Applejack. Potrafi wykorzystać słońce by się poopalać i pożałować, że nie ma w pobliżu jakiegoś przystojniaka trochę jak Rarity, a w podziemiach nie chce być na końcu grupy, bo nieco się cyka, jak Fluttershy. Verbose jest dynamiczna, charakterystyczna i naprawdę sympatyczna, kiedy przebrniemy przez pierwsze rozdziały. Podoba mnie się jej numer ze Skyverem. Nie dość, że on zyskał jako postać, to jeszcze całość przypomniała mi jakiś „Piątek trzynastego” albo podobny camp slasher z lat 80 :] Po akcji ratunkowej zyskał również Sharp. Wydaje się twardy i kompetentny w tym co robi, ma swoje mocne i słabe strony. Dostał nieco więcej czasu w tekście i pokazał charakterystyczne cechy.

Na czele tejże grupy stoi profesor Discover, który ze wszystkich tych postaci wybija się... No, prawie w ogóle się nie wybija :P Po prostu jest. Nie więcej, nie mniej. Wolę go bardziej od innego profesorka, ale to wciąż po prostu kolejna "jakaś postać". Zobaczymy, czy potem rozwinie skrzydła, jak reszta.

 

Skoro o tym mowa, rozdział szósty jest tym, w którym swe skrzydła rozwija Sharp. Już wcześniej zaczynał być coraz bardziej „lubialny”, ale na obecnym etapie naprawdę przeistacza się w solidną postać, będącą kolejnym dodatnim punktem opowiadania. Przejawiając własną inicjatywę, przeniósł obóz, zapewnił lepsze schowanko przed tubylcami, kilkukrotnie nawet zażartował sobie z Verbose i Skyvera. I świetnie! „Koleś z woja” nie jest nudnym cynikiem rzucającym śmiesznymi one-linerami, jakich pełno w fanfikach, filmach, grach. Rozmawia z innymi, jest zaangażowany, współpracuje, udziela mu się czasem szydera, naprawdę da się go polubić. Świetnie po raz drugi! No i po rozdziale szóstym chcę jeszcze bardziej kibicować Verbose i Skyverowi. Naprawdę fajna z nich parka. Bardzo ich polubiłem ;)

 

Fanfik bardzo wiele zostawia wyobraźni, pomimo tegoż tchnięcia klimatu. Nie uświadczymy tu jaskrawych, rozbudowanych opisów otoczenia (poniekąd szkoda), zabraknie nawet bardziej szczegółowego designu postaci (też szkoda), czy zaglądania w umysły postaci. Owszem, przez to treść wydaje się nieco uboższa niż mogłaby być, ale z drugiej strony tempo akcji, proporcje między rozdziałami są niemalże idealnie wyważone. Zapewnia to spokojną, lekkostrawną lekturę. No i przyznam, że po zakończeniu najnowszego rozdziału pojawiło się znane z „D&D” uczucie - co będzie dalej, dawajcie następne części!

 

Foley stopniowo buduje charakter swojej historii i pomimo dosyć nijakiego otwarcia, treść skokowo zyskuje i jestem praktycznie pewien, że teraz wszystko będzie stabilnie iść w górę – rozwój postaci, tajemnice, zagadki, klimat oraz nowe elementy. Na pewno będę śledził ten tytuł, zachęcam do dania mu szansy, bo choć nie jest to może najbarwniejsza forma, nie jest to może historia największego kalibru, ale ma ogromny potencjał wyrosnąć na coś dużo, dużo większego niż to czym jest teraz, a w ostatnich rozdziałach autor pokazał, że wie w którą stronę ma ją prowadzić by go zrealizować. Wygląda to obiecująco i podoba mi się. Bez wątpienia autor dokądś zmierza i jestem ciekaw co to takiego będzie :D

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu Hoffman napisał:

Poza tym kiedyś wspaniała osoba zwróciła mi uwagę, że „słońce” piszemy wielką literą kiedy jest to „nasze” Słońce. W momencie gdy jest to słońce fikcyjne, equestriańskie, tak to nazwijmy, wówczas powinno się pisać małą.

Od dawna zastanawiałem się, kiedy ktoś w końcu zwróci mi na to uwagę, więc odpowiedź mam już gotową. Otóż uznaję, że w Equestrii słońce oraz księżyc są niejako "atrybutami" obu władczyń, stąd też wymyśliłem sobie, że będą u mnie pisane wielką literą, jako oznaką... hm... szacunku, powiedzmy. Taka moja fanaberia. :giggle: A że jest niepoprawna? Ekhm... Trudno. :flutterblush:

 

9 minut temu Hoffman napisał:

a ponadto okazuje się kolejnym szarym kucykiem z białą grzywą... Hej, serio ile jeszcze będzie tego szarego z białym? Odkąd pamiętam, aż od wojskowych kucyków, wiele postaci nosiło takie barwy. To się serio zaczyna przejadać :P

Oj wiem, że akwamarynowy, lawendowy, maślany czy jeszcze inny fikuśny kolorek byłby zdecydowanie lepszy, ale... No co poradzę, że jestem facetem, a facet rozróżnia tylko trzy kolory? :lol: A tak na serio, to z kolorami u mnie kiepsko, jeśli chodzi o ich rozróżnianie czy dobieranie ze sobą, więc operuję tylko i wyłącznie podstawowymi, żeby nie zaliczyć wtopy.

 

12 minuty temu Hoffman napisał:

Verbose jest bardzo interesująca, gdyż łączy w sobie cechy każdej z Mane6 i to w poszczególnych sytuacjach udziela jej się konkretna natura.

"Kobieta zmienną jest" :rdblink:

Chociaż przyznam, że porównanie do M6 jest... trafne. Nie sugerowałem się nimi, ale faktycznie coś jest na rzeczy. Hoffman, Ty to masz oko!

 

14 minuty temu Hoffman napisał:

Na czele tejże grupy stoi profesor Discover, który ze wszystkich tych postaci wybija się... No, prawie w ogóle się nie wybija :P Po prostu jest. Nie więcej, nie mniej.

Czyli wszystko się zgadza, he he. :suspicious:

 

Cóż mogę rzec... Oprócz standardowego "sam już nie wiem, jak Ci dziękować za niezwykle rozbudowane, trafne, rzeczowe i bardzo pomocne komentarze", jedyne, co mógłbym dodać to to, że bardzo się cieszę, że zdołałeś "przeboleć" ten szary początek i dałeś fanfikowi szansę. Cieszę się również, że bohaterowie wyszli tak, jak powinni, gdyż to zawsze było słabym punktem mojej twórczości... No i mam nadzieję, że nie zawiedziesz się na przyszłych rozdziałach, chociaż absolutnie nie jestem w stanie tego zagwarantować na sto procent. :twiblush2:

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwszy post został zaktualizowany o brakujące dotychczas rozdziały 7-15 oraz Epilog.

 

Przy okazji raz jeszcze chciałbym podziękować @Bester oraz @Hoffman za ich cenne uwagi.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Opowiadanie nareszcie jest kompletne, nareszcie stało się ogólnodostępne, toteż nie pozostaje mi nic innego jak podzielić się z Wami pełnymi wrażeniami i wytłumaczyć dlaczego jest to fantastyczny tytuł i dlaczego powinniście się z nim zapoznać ^^

 

Uprzedzam, że poniższa recenzja jest W CAŁOŚCI PRZESIĄKNIĘTA SPOILERAMI, toteż nie zaleca się czytania jej przed uprzednim przeczytaniem fanfika w całości. Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś/ nie zrobiłaś, gorąco namawiam, scroll do góry, klik w pierwszy rozdział, a potem w następne ;) Naprawdę warto. Poniżej wyjaśnienia dlaczego. Spoilery!

 

 

O fundamentach słów kilka, czyli czym jest „Adventure Found Me”

Chociaż Foley napisał już mnóstwo fanfików, to jednak prawdą jest, że różnorodność nie jest celnym określeniem opisującym całokształt jego dorobku. Z drugiej strony, należy przyjrzeć się czemu służy brak różnorodności czy radykalnych „twistów”, chociażby w doborze tagów opowiadań, co przecież przekłada się na ich klimat. Nieustanne opisywanie akcji, przygód, czasami „tradycyjnych”, a czasami stricte wojskowych, tudzież skupianie się na stałym gronie postaci za każdym razem owocuje coraz lepszym oddaniem charakterów, coraz ciekawszymi, lepiej dopracowanymi scenami akcji, a także coraz bardziej rozbudowanymi historiami. Co nie oznacza, że autora nie stać na innowacje, ale przy „Adventure Found Me” to nie jest na rzeczy. Może inaczej: niekoniecznie to jest na rzeczy.

 

Opowiadanie jest wspaniałym rozwinięciem wszystkich tych elementów, które mogliśmy odnajdywać w twórczości autora chyba wręcz od jego pierwszego opowiadania. Jest to także historia dłuższa, lepiej przemyślana, a obok ulubionych postaci Foleya znajdziemy kilka zupełnie oryginalnych. Tym razem jednak nie można powiedzieć, że czegoś im brakuje i nie zapadają przez to w pamięć.

 

Jest to przede wszystkim opowiadanie przygodowe, a więc oprócz akcji powinniśmy znaleźć w nim odpowiednią dozę tajemniczości, zwrotów akcji, a nierzadko również i sekrety stwarzające pole do własnych spekulacji i teorii po zakończonej lekturze. „Adventure Found Me” celuje we właśnie takie oto założenia. Jak celne okazały się kolejne strzały?

 

 

Fabuła, postacie

Daring Do, znana archeolog oraz pisarka z zamiłowania, trafia na Wyspę Wilczego Kła w poszukiwaniu rozwiązań nowych tajemnic oraz drogocennych skarbów. Jednak tym razem nie wybiera się tam sama. Zrywając ze swoimi zasadami, nakazującymi jej samotne podróżowanie, zgadza się na propozycję niejakiego Bitsa. Wkrótce Daring poznaje doktora Discovera, a także resztę ekspedycji: utalentowaną i energiczną Verbose, nieco lekkomyślnego speca od sprzętu Skyvera oraz tajemniczego Sharpa. Niebawem grupa zmierzy się z tajemnicami wyspy, na którą zakazała udawać się sama Celestia.

 

Powyższy akapit streszcza główny zarys fabularny opowiadania, jednak w miarę odkrywania kolejnych rozdziałów okazuje się, że ta w gruncie rzeczy prosta linia fabularna zaczyna się dzielić i iść w kilka różnych kierunków naraz, poznajemy nowe szczegóły, motywy postaci, a także zupełnie nowe okoliczności oraz możliwości. Początek faktycznie nie zachwyca, ale jednocześnie nie budzi negatywnych wrażeń; po prostu jest, realizuje założenia fabularne przewidziane na ten etap historii, wydaje się być typowo rzemieślniczą robotą, choć nie da się ukryć, że poznawanie głównych postaci jest przyjemne i skutecznie zachęca do dalszego brnięcia w historię.

 

Z związku z powyższym, początek opowiadania może bardzo zmylić. Sprawy wyglądają zwyczajnie i absolutnie nic z tych pierwszych rozdziałów nie zwiastuje ani zwrotów akcji, ani niespodzianek w ramach puli występujących postaci, ani tym bardziej dodatkowych tajemnic skrywanych na Wyspie Wilczego Kła. Bardzo szybko jednak czytelnik zdaje sobie sprawę, że przedstawione w „Adventure Found Me” postacie są po prostu sympatyczne i z każdym kolejnym kawałkiem ich wizerunek staje się coraz barwniejszy, a opowiadana historia wciąga, w miarę wprowadzania kolejnych sekretów.

 

W moim przypadku po raz pierwszy poczułem się zdecydowanie bardziej związany z postaciami aniżeli w przypadku czysto rzemieślniczych dzieł, w momencie w którym autor postanowił lepiej nakreślić relacje między poszczególnymi postaciami. Przykładowo, rozczochrana Verbose ze Skyverem wychodzą z jednego namiotu, czy to Sharp poprawiający nieco obozowisko aby potencjalny wróg miał trudniej z zakradnięciem się w te strony, wszystko to są małe rzeczy, które jednak wszystkie razem pomagają zbudować sympatyczny wizerunek oraz bohaterów którzy coś robią, poza podstawową fabułą i których losy chce się śledzić.

 

Verbose jest zdecydowanie najbarwniejszą i najciekawszą z oryginalnych postaci. Przede wszystkim dlatego, że skupia ona w sobie wszelkie cechy Mane6, które to cechy ujawniają się w danych sytuacjach, ale nie wypadają jak wymuszone przebłyski, po prostu budują przyjemny charakter, czynią z niej postać wyjątkową. Verbose jest energiczna i niekiedy hałaśliwa niczym Pinkie Pie, bywa strachliwa jak Fluttershy, ale nie można jej odmówić wiedzy oraz magii jak u Twilight, jest też szczera, pewna siebie kiedy trzeba, lojalności jej nie brakuje, ma też pewne wyczucie stylu oraz nie waha się westchnąć za jakimś atrakcyjnym, ogierzym ciałem co pomogłoby się poczuć jak na wakacjach. Po prostu różne oblicza Harmonii, spojone kilkoma swoimi cechami i również przez nie utrzymywane w jakichś ryzach. Verbose jest po prostu doskonałą, sympatyczną, barwną postacią i fakt, że coś może ją łączyć ze Skyverem nadaje nie tylko jej, ale również jemu pewnej dynamiki, gdyż obok ekspedycji mamy parę kucyków która chce ze sobą być i która się o siebie troszczy, i jest to zupełnie inny rodzaj relacji. W praktyce po prostu się im kibicuje, toteż momenty akcji i zagrożenia, gdzie Verbose natychmiast rzuca się na pomoc (nie tylko Skyverowi zresztą), są to jednocześnie momenty gdy da się poczuć napięcie, nabierają one również większej wagi.

 

Skyver nie jest tak dokładnie zarysowaną postacią, ale ma mnóstwo czasu fanfikowego i daje się poznać jako kompetentny towarzysz ekspedycji, z którym można porozmawiać i się nieco pośmiać, a któremu nie brakuje odwagi. W tym sensie jest on podobny do Sharpa, chociaż to ten drugi jest bardziej tajemniczy, wydaje się większym twardzielem, jest też lepiej doświadczony w pojedynkach, ale nie brakuje mu percepcji, co czyni z niego bystrą i ogólnie wszechstronną postać; pomoże w wykopaliskach, pomoże rozwikłać zagadkę, ale również obroni i wywalczy co trzeba, byle zapewnić powodzenie misji. Jest w tym sensie również lojalny i bezwzględny. Czy jemu również da się kibicować? Owszem. Zwłaszcza w późniejszych scenach, gdzie widać jego poświęcenie i nieustępliwość. Ale co cieszy najbardziej, nie jest to typ cynicznego przyjemniaczka który nie ma do powiedzenia nic więcej poza jednozdaniowymi komentarzykami. Tak się zapowiadał, takie było pierwsze wrażenie, ale na przestrzeni kolejnych rozdziałów, podobnie jak reszta, rozwija się jako postać, daje się poznać coraz lepiej.

 

Jeżeli miałbym wskazać jakieś kucyki, które tego rozwoju jednak otrzymują mniej w związku z czym nie wybijają się tak jak pozostali, to jest to doktor Discover. Nie oznacza to jednak, że to postać słabo napisana, po prostu swój wielki moment dostaje najpóźniej ze wszystkich i ze wszystkich wielkich momentów ten wywiera najmniejsze wrażenie. Początkowo był niepokój, czy przypadkiem doktora nie spotkało coś złego, ale to nie było na rzeczy. Po prostu się ulotnił, wraz ze skarbem.

 

Mam kłopot z dokładniejszym określeniem jak poradził sobie profesor Gravel, jako postać w fanfiku, jako antagonista. Przede wszystkim, jak na kogoś kto był kreowany na mąciciela, przeszkodę dla naszych bohaterów i bohaterek, Gravel okazał się taki dosyć... Łagodny. Nie odczuwałem rozczarowania, podświadomość kazała sądzić, że on tam jest gdzieś w głębinach i może w każdej chwili zaatakować, ale koniec końców, choć realnie zagroził ekspedycji, to jednak pozostał trochę wycofany. Choć uznaję za plus jego elastyczność, gdyż potrafił w tym samym fanfiku zapędzić Daring do narożnika, pogrozić jej, a potem posłuchać, nawet zapewnić w miarę cywilizowane warunki egzystencji, wliczając w to posiłki i przytulne schronienie... No, przynajmniej do momentu w którym klacz już na nic nie mogłaby mu się przydać.

 

 

O fabule ciąg dalszy – zwroty akcji a motywy bohaterów

Zwroty akcji są czymś co nadaje historii nowego tempa, potrząsa czytelnikiem, przy okazji daje całości nowego wymiaru, poszerza możliwości spekulacji, a także dodaje nowe układy odniesienia. Co cieszy niezmiernie, widać, że był to starannie zaplanowany element opowiadania. Ale co raduje jeszcze bardziej to to, że każdy taki zwrot idzie równolegle z rozwojem poszczególnych bohaterów. I te zwroty wcale nie są jakieś przekombinowane! Są dosyć proste, a jak wiadomo, siła tkwi w prostocie ;)

 

Po raz pierwszy możemy zderzyć się z ostrym zakrętem historii, kiedy Sharp trzyma Daring na muszce, żądając aby ta oddała dopiero co odnaleziony posążek. Mówiąc szczerze, zakręt ten nie był aż tak trudny do pokonania, jako że „ten tajemniczy, małomówny twardziel z blizną” był pierwszym podejrzanym na wypadek scenariusza ze zdrajcą. Ale to co się dzieje później, to istne, nagłe przyspieszenie historii i otwarcie kolejnych ścieżek którymi kolejne wątki mogłyby podążyć. Okazuje się bowiem, że Daring od początku była potrzebna tylko do odnalezienia posążka, wszyscy o tym wiedzieli, przez cały czas był to plan. Ale czy w związku z tym postacie okazały się właściwymi antagonistami? No właśnie nie i w tym oto momencie kreacja oryginalnych kucyków w pełni rozwija skrzydła; widzimy, że np. Verbose tego nie chciała, że jest przez to rozdarta. Dowiadujemy się, że każdy z nich miał jakiś szalenie ważny motyw i po prostu takiego dokonał wyboru.

 

Szczególnie spodobał mi się development jaki otrzymał Sharp, gdyż był na idealnej drodze by ujawnić swoje prawdziwe oblicze jako nieczuły dupek, ale prowadzony przez Foleya wybrnął z tego wzorowo – Sharp oszczędził Daring Do i w sumie tak ją „unieszkodliwił” by ta mogła mieć szansę na przeżycie, to było fajne. Poza tym, przy Verbose okazał się całkiem przyzwoitym facetem, kiedy w prosty sposób przekonał ją, że Daring ma się dobrze i nic jej nie będzie, dzięki czemu klacz odzyskała swój humor i energię. To znaczy my, czytelnicy, już wiedzieliśmy co się stało z Daring, ale wciąż, miła sprawa, a jeszcze bardziej cementuje ekipę. Dlatego podążanie za nimi nadal wciąga i daje nie lada satysfakcję.

 

Jest to również moment, w którym Daring wymyśla plan nawiązania współpracy z profesorem Gravelem, tylko po to by odzyskać figurkę i uciec z nią zostawiając wszystkich w tyle. Daring wierzy, że nie rozumiejąc ewentualnych, nadzwyczajnych właściwości artefaktu, jej byli towarzysze sprowadzą na Equestrię wielkie nieszczęście. Poza ową elastycznością profesora-antagonisty, zauważyłem coś jeszcze. Po tym jak poznałem powody dla których, również wbrew sobie, ekipa wykorzystała Daring Do, zobaczyłem jak funkcjonują te kucyki, jakie mają plany, w ogóle, jak się zachowują po wykonaniu misji, a po tym co zaczęła planować Daring, przez moment przeszło mi przez myśl, że może to właśnie musztardowa pani archeolog wyjdzie na antagonistkę, a przynajmniej postać neutralną-dobrą. Ciekawie jest czytać fanfik i odkrywać, że w związku z nowymi układami odniesienia i faktami nie można jednoznacznie wskazać kto tutaj jest zły, a kto dobry i wychodzi z tego taki rollercoaster, co uwielbiam! :D

 

 

O fabule po raz trzeci – aftermath i znajome pyszczki

Oczywiście akcja z powodzeniem, jasno i klarownie zmierza do punktu kulminacyjnego, w którym podwładni profesora Gravela znajdują obóz (co było możliwe dzięki Daring Do) i atakują ekspedycje. Nie okazują się jednak jedynymi nieprzyjaciółmi, gdyż z głębin wychodzą nieumarli strażnicy posążka, którzy zaatakują obie strony. Mamy wielki pojedynek, napięcie, a także nagłe cięcie i przeskok akcji do chwili w której jest już po wszystkim. Warto odnotować, że również jest to moment w którym opowiadaniu udziela się nutka survivalowa, gdyż obserwujemy samotną Verbose, organizującą schronienie i udzielającą pomocy Skyverowi, później również Sharpowi, który udowodnił, że jest twardym zawodnikiem, trudnym do pokonania i niezwykle odpornym.

 

Nie jest różowo, ale na horyzoncie wkrótce pojawia się łódź, która ma zabrać ekspedycję do Equestrii. Wciąż musi jeszcze pokonać pewien dystans, a rozdział się urywa. Napięcie jest nadal, bo jeżeli nieumarli idą za figurką, no to mają dostatecznie dużo czasu na atak. Również Gravel nie powinien próżnować. A tymczasem...

 

Kolejny rozdział i niespodzianka! Gardę miałem opuszczoną, więc oberwałem. Przeskok w czasie i Equestria, a w niej wielkie poruszenie w związku z powrotem niekompletnej ekspedycji oraz rzekomą śmiercią znanej pani archeolog. Oczywiście Rainbow Dash reaguje natychmiast i po raz kolejny widzimy jak jest dobrze napisana, oddana dosyć wiernie, jej kwestie rozbrzmiewają w głowie, wypowiedziane jej głosem, a kolejne jej poczynania śledzi się z zaciekawieniem. Znów – trening z tymi postaciami (ulubionymi postaciami autora) przy okazji poprzednich opowiadań zaowocował konsekwentną, przyjemną kreacją która znacząco ubogaciła, odświeżyła wręcz opowiadanie po jego punkcie kulminacyjnym.

 

Warto dodać, że Rainbow Dash nie jest jedynym znajomym pyszczkiem który czeka na nas w tych ostatnich kawałkach tekstu. Sądzę też, że Rainbow rzucająca się na pomoc Daring nie będzie dla nikogo żadnym zaskoczeniem. Ale to kto wesprze ją logistycznie, to dopiero niespodzianka ;) Akurat ten aspekt pragnąłbym pozostawić do odkrycia czytelnikom, jako że i tak już wyjawiłem bardzo wiele. Po należytych ostrzeżeniach, ale jednak.

 

No dobrze, ale co zatem porabia Daring, sama na wyspie? Przede wszystkim, kryje się przed wściekłym profesorem Gravelem. To całkiem ciekawa drobnostka – profesor został bez statuetki, jest wściekły na Daring, ale w żadnym momencie nie widzimy go, ani nie mamy żadnej z nim sceny. Wiemy, że nadal tam jest i knuje, z pościgów za Daring, ale sam Gravel się już nie pojawia fizycznie. Ciekawy zabieg.

Poza ucieczkami i organizowaniem sobie bezpiecznego kąta, Daring musi zbierać zapasy żywności, co znów daje nam pewną survivalową nutkę. A co z sekretami? Są. I robią smaka nie tylko na jakiś sequel czy dodatek, ale nawet przez chwilę sprawiają wrażenie jakby fanfik wcale się nie kończył, a wręcz miał za moment naprawdę się rozkręcić. Tutaj również, wyjątkowo, powstrzymam się przed wyjawieniem finałowych tajemnic, ale powiem, że poszerza to wszelkie możliwe spekulowanie, a także daje nowe pytania bez odpowiedzi, które pogłębiają warstwę fabularną opowiadania. Podkreślam: nie są to pytania bez odpowiedzi wynikające z nieprecyzyjnego pisania, braku konsekwencji czy też dziurawej historii, ale wynikające z zamierzonych zabiegów i zwrotów akcji, pytania które w zamierzeniach autora mieliśmy móc sobie zadać. Dzięki temu opowiadanie pozostaje w głowie.

 

Zakończenie opowiadania zamyka całą tę historię godnie, zwięźle, nie rezygnując z kilku mrugnięć okiem, ze wskazania, że być może na rzeczy jest o wiele więcej niż widzą nasze oczy. Zatem mogę tylko polecić tę historię :)

 

 

Atmosfera oraz słowa

Jak już wspomniałem, opowiadanie zaczyna się niepozornie, ale proces rozkręcenia historii oraz to jak nagle wszystko zaczyna nabierać znakomitego smaku, a czytelnik nawiązuje silną więź z postaciami których losy śledzi, wszystko to wpływa dodatnio na klimat opowiadania, który jest z jednej strony całkiem serialowy, a z drugiej typowy dla Foleya. Jednak udało się te style zmiksować w taki sposób, by nie gryzły się ze sobą, tylko współgrały w trakcie opowiadania tej historii.

 

Pojawiają się pościgi, pojedynki, mamy istoty nieumarłe, nieco mroczniejsze elementy, a także uszkodzenia postaci, zadrapania, krew i pot. Absolutnie nie godzi to w ogólną atmosferę, sceny te są napisane przystępnie, czyta się je sprawnie, bez żadnych skrajnych reakcji. Są to również te sceny gdzie do skutku dochodzi tag [Adventure], a akcja znana z poprzednich opowiadań autora zapewnia rozrywkę oraz przykuwa uwagę.

Tym co nieco narusza budowaną atmosferę są okazyjnie wyskakujące wulgaryzmy. Może to tylko moje wrażenie, ale pomimo tych nieumarłych, walk i krwi, to naprawdę wygląda jakby na spokojnie mogło się pojawić na ekranie. Elementy kreskówkowej naiwności, pewne uproszczenia oraz skróty zdają egzamin; kiedy trzeba, są pewne mroczniejsze elementy czy sceny zawierające przemoc, ale to naprawdę nie jest za dużo. Sam nie wiem, ale jakoś te wulgaryzmy średnio mi pasują, ale żeby cokolwiek psuły i powodowały reakcje skrajnie negatywne, to nie, skądże znowu. Jest to taki mój nitpick, którym zechciałem się podzielić. Po prostu te pojedyncze słowa – jakoś tak „łe”, ale cała reszta – jest okejka.

 

Tym co podoba mi się najbardziej to to, jak nostalgicznie to opowiadanie wypada. Mam na myśli to, że „Adventure Found Me” prezentuje się niczym klasyczny film przygodowy z lat 70, czy 80. W czasach, w których kolejne sequele powinny wychodzić do kilka lat, w sytuacjach skrajnych również co roku (chociaż to niekoniecznie przygodówki), pytania bez odpowiedzi, możliwość swobodnego spekulowania co jeszcze mogłoby się wydarzyć, co mogłoby być dalej, były bardzo pożądane bo budowały wokół tytułu tzw. hype, jakby kreacje postaci, styl, fabuła oraz klimat nie były wystarczającymi elementami które przecież oryginalnie przyciągnęły do kin tłumy widzów i pobudziły apetyt na więcej ;)

Tutaj zdecydowanie ma się apetyt na więcej i chce się do opowiadania powracać, za każdym razem poszukując kolejnych ukrytych smaczków czy też wcześniej niezauważonych szczegłów, no bo przecież za drugim razem znane jest już zakończenie, więc można zbadać treść pod tym kątem.

 

W budowaniu odpowiedniego klimatu pomaga zastosowany język: jest on jasny, prosty, bez zbędnych ekstrawaganckich synonimów, bez przeintelektualizowanych fragmentów, bez niepotrzebnych przedłużeń. Ot, mamy same konkrety, całość wypada zwięźle, czyta się ją wartko, a czas zlatuje niezauważalnie, po prostu natychmiast po zakończeniu rozdziału mamy paląca chęć sięgnięcia po ciąg dalszy. Co cieszy, większość kolejnych rozdziałów zamyka się w piętnastu stronach, co, jak sądzę, pomaga w ogólnym flow opowiadania. Przyglądając się bliżej od razu widać znany, foleyowy styl w swej najwyższej jak do tej pory formie. Co prawda wiele wskazuje na to, że taką pierwszą przymiarką do projektu wielorozdziałowego, przygotowego, było „No Way Back”, które również dzieliło prosty język, konkrety i dopracowany styl, jednak to w „Adventure Found Me” ukazuje się w pełnej krasie. Oczywiście mogę sobie wyobrażać jak wyglądałyby kolejne kawałki „No Way Back”, kiedy autor ma za sobą „Adventure Found Me” oraz nowe doświadczenie. Ale znów, ciekawość zżera człowieka tak czy inaczej ;)

 

 

Teorie oraz spekulacje

Jak wspominałem, na historię można spojrzeć z kilku różnych perspektyw i w zależności od tego zupełnie zmienia się obraz czy to dużej części fabuły, czy poszczególnych postaci. Na przykład: załóżmy, że Daring Do powiódł się plan i napuszczając profesora Gravela odzyskuje figurkę, a potem ucieka... W jakiś sposób. Zostawia za sobą swoich byłych towarzyszy, których bezpieczeństwo będzie stale zagrożone. A nawet jeżeli nie stanie im się krzywda i uciekną z wyspy, to przecież ich misja i tak będzie niewykonana, więc z wypłaty nici. Verbose potrzebuje tej doli aby wesprzeć finansowo rodzinę, Skyver ma długi, doktor Discover nadal będzie się „kurzył” na tle reszty grona naukowego, a Sharp... No, na pewno z czegoś będzie musiał zrezygnować. Daring, jak mogłaś? :P

 

Osobiście rozmyślam nad taką tezą, że Sharp nigdy tak naprawdę nie chciał pozbawić Daring Do życia, co najwyżej zranić, jednocześnie odgrywając zimnego zabójcę... Chodzi mi o to, że gość ewidentnie jest żołnierzem/ najemnikiem/ survivalowcem, przecież musiał wiedzieć, że jeżeli tak się „pozbędzie” Daring, to oczywiste, że ona zaraz ucieknie. Kasa kasą, ale nie uważam, żeby był to morderca.

 

Tak jak wspominałem, najpewniej umarli podążali za figurką, więc grupa i tak wiele ryzykowała trzymając ją przy sobie. Poza tym, osobiście mi się wydaje, że strzała którą został zraniony Skyver mogła być zatruta i biedak mógł tego nie przeżyć, jako że na końcu, kiedy Verbose wymienia towarzyszy,akurat jego pomija... Ale tutaj nie jestem pewien.

 

No i wielki logistyczny cudotwórca, który wsparł Rainbow i popłynął po Daring! Come on, musiał zasięgnąć języka co się może znajdować na Wyspie Wilczego Kła, przekalkulować sobie co się dla niego długoterminowo opłaci i wówczas podjąć decyzję: „Aha. Ja ją teraz uratuję, ale będę obserwować i ewentualnie odwołam emeryturę.” No i zastanawiające jest to ostatnie znalezisko na wyspie... Coś czuję, że Daring nie wytrzyma i jakoś sama tamwyruszy z powrotem bo nie będzie mogłą ścierpieć myśli, że ktoś inny miałby na tym położyć kopyta.

 

 

Di end, gejm ołwer!

Wydaje mi się, że o niczym nie zapomniałem. Fanfik przemyślany i ciekawy, masa rozrywki i satysfakcji, bardzo przyjemny klimat oraz świetne postacie, których losy śledziłem z zaciekawieniem aż do samego końca. I które cholernie polubiłem. Kawał dobrej roboty, do którego pewnie powrócę nie raz. Instant Classic. Uwielbiam. Polecam :D

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No cóż, mój poprzednik wyżej walnął taką ścianę tekstu że nie wiem czy jest sens coś pisać. Ale mimo wszystko coś naskrobię by nie było że tylko dwie osoby go przeczytały.

Otóż gdzieś z miesiąc temu postanowiłem po dobrym pół roku przerwy, jak nie więcej wrzucić na telefon jakiś fanfik, myśląc że przeczyta się go ,,kiedyśtam''

Lecąc z tematami po kolei patrzę a tu coś od Foley'a więc myślę porządna firma, do tego wielorozdziałowiec z tagiem Adventure, więc nie namyślając się długo pobieram.

No i tak leżał sobie grzecznie aż trafiła się parę dni temu okazja by przeczytać pierwszy rozdział i...

...odpadłem. Dosłownie ten fanfik udowodnił mi że Polacy są jeszcze w stanie zrobić dobry fanfik przygodowy, czego mi od bardzo dawna brakowało.

I to mimo że moim zdaniem fanfik czasem jest mocno sztampowy, przypominając mi Tomb Raidery z Angeliną Jolie. Czasem wręcz nieprzyzwoicie jak ta scena ze związaniem głównej bohaterki i nawieszeniem na drzewie, gdzie aż mi się przypomniały te wszystkie amerykańskie seriale przygodowe lat 80. Gdzie złoczyńcy chyba przed każdym rozpoczętym sezonem zawsze siadają przy stole i zastanawiają się jak się pozbyć głównego bohatera w taki sposób by mu czasem nic nie zrobić.

Ale na szczęście dodanie tego tekstu o plutonie egzekucyjnym (o czym nie miałem pojęcia że tak było) mocno ten fragment zrehabilitowało.

Ale przede wszystkim w fanfiku wygrywa płynność i lekkość pisma. To jest wspaniałe że człowiek ma zamiar przeczytać jeden rozdział, a gdy zaczyna patrzeć na zegarek jest już po trzecim.

Do tego gdyby wyleciały wulgaryzmy i większa przemoc myślę że na upartego dałoby się z takiej fabuły zrobić odcinek serialu co uważam za najlepszą rekomendację.

Jedynie zakończenie było dla mnie dość niespodziewane i liczyłem na coś zupełnie innego, chyba że autor chciał sobie zostawić furtkę do ewentualnych kontynuacji.

Tak czy inaczej jeszcze raz gratulacje Foley za ten fanfik i po cichu liczę że jeszcze kiedyś naskrobiesz jakiś fanfik z tagiem Adventure, bo naprawdę wartych uwagi fanfków tego typu można liczyć na palcach dwóch rąk, a chętnie bym jeszcze coś podobnego przeczytał ;)

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, mariusz391 napisał:

I to mimo że moim zdaniem fanfik czasem jest mocno sztampowy, przypominając mi Tomb Raidery z Angeliną Jolie. Czasem wręcz nieprzyzwoicie jak ta scena ze związaniem głównej bohaterki i nawieszeniem na drzewie

W TR z Angeliną była taka scena? :wat: Bo przyznam się, że filmy to ja widziałem wieki temu i wiele z nich pozapominałem, więc mogło mi to wyjść co najwyżej przypadkiem. Za to gdybyś znalazł jakieś nawiązania do Tomb Raidera 2013, to one będą już w pełni zamierzone.:squee:

 

4 minuty temu, mariusz391 napisał:

Jedynie zakończenie było dla mnie dość niespodziewane i liczyłem na coś zupełnie innego, chyba że autor chciał sobie zostawić furtkę do ewentualnych kontynuacji.

<zerka na otwartą kartę z google docsem>

Eee... Możliwe...? :lie:

 

6 minut temu, mariusz391 napisał:

Tak czy inaczej jeszcze raz gratulacje Foley za ten fanfik i po cichu liczę że jeszcze kiedyś naskrobiesz jakiś fanfik z tagiem Adventure, bo naprawdę wartych uwagi fanfków tego typu można liczyć na palcach dwóch rąk, a chętnie bym jeszcze coś podobnego przeczytał ;)

Bardzo dziękuję za komplementy i recenzję, jednocześnie ogromnie się cieszę, że fanfic Ci się spodobał, a już słowa, że

9 minut temu, mariusz391 napisał:

Dosłownie ten fanfik udowodnił mi że Polacy są jeszcze w stanie zrobić dobry fanfik przygodowy, czego mi od bardzo dawna brakowało.

utwierdzają mnie w przekonaniu, że cały włożony w pisanie trud nie poszedł na marne. :yay: Raz jeszcze dzięki!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nareszcie przeczytane. Czas na jakiś komentarz :)
 

Spoiler

Przede wszystkim - gratuluję ukończenia. Wbrew pozorom napisanie "wielorozdziałowca", nawet krótkiego, jest męczące, czasochłonne i kosztuje wiele nerwów (bez porównania z "łanszotami"), dobrze więc, że mamy tu tag [Z]. A teraz o fanfiku. Nie będę ukrywał, że czytanie Adventure Found Me sprawiło mi dużą przyjemność. Jest to fanfik ciekawy, wciągający i zgrabnie napisany. Tag [Adventure] sugeruje podróż(e), zagadki i odkrywanie tajemnic. I dokładnie tego tu jest od groma. Daring Do w roli głównej bohaterki sama się nasuwa na myśl przy takim tytule i tagach, świetnie zatem, że to ona gra tu pierwsze skrzypce. O fabule nie będę pisał wiele (bo spoilery). W każdym razie mamy tu wyspę pełną tajemnic i nie mniej tajemniczą grupkę kucyków, gotowych wszystkie starożytne sekrety odkryć. Do tego agrezywni tubylcy i bezmózgie szkielety. A w całym tym galimatiasie mniej lub bardziej chętna na wspólną wyprawę i pracę Daring Do. To tyle, teraz o bohaterach zdań kilka. Ekspedycja składa się z kilku postaci, które, pozwolę sobie wtrącić, są dość sztampowe (ale dla mnie to nie wada, lecz zaleta). Mamy tu więc starego, niby-mądrego naukowca, który ze względu na swój wiek i doświadczenie, powinien świecić wiedzą i przykładem, a  może co najwyżej czyścić Daring Do jej ukochany kapelusz korkowy. Mamy też ponurego, agresywnego, podejrzanego gościa z tajemniczą przeszłością. Jest też "elektorspec", co to ma się zajmować sprzętem i czasem w czymś pomóc oraz sympatyczną i dziecinną nieco, młodą panią doktor, która chyba sama nie wie, co na wyspie robi i na dłużą metę raczej do niczego się ekipie nie przyda, ale jest rezolutna i fajna, więc wszyscy ją lubią (szczególnie "sprzętowiec", z wzajemnością, hy, hy, hy...). Jest nawet taki, że tak powiem, szalony pułkownik Kurtz, i do tego lideruje gromadzie krwiożerczych tubylców! :) Cały ten opis chyba (za)brzmi dość złośliwie, a miał być pocieszny i niebanalny (bo nie lubię opisów w stylu "postacie są jakie są, zresztą i tak liczy się tylko główna bohaterka"), ech... Wracając do samego fanfika, to choć liczy aż 15 rozdziałów, nie jest przesadnie długi. Każda część jest odpowiednio długa i ciekawa. No i epilog (a także ostatni rozdział) poniekąd sugerują wg mnie kontynuację, którą chętnie bym ujrzał... :) Jeśli chodzi o jakieś wady, to dla mnie jest tylko jedna. Mianowicie - wulgaryzmy. Osobiście nienawidzę przekleństw, więc zawsze, kiedy na jakieś natrafiam, czy to w fanfiku, czy w filmie, albo i "ot tak" gadając z kumplami, trudno mi je znieść. Dobrze, że jest ich jak na lekarstwo, a w dalszej części fanfikfa już ich nie ma wcale. Niemniej - wada, to wada. Parę słów o stronie technicznej - jest jak najbardziej w porządku, ale dostrzegłem kilkanaście literówek, czyli chyba całkiem sporo. Chciałem zasugerować zmiany, ale dokumenty można niestety tylko wyświetlać. Dziwne w sumie. Szkoda, przydałoby się je poprawić... Tak czy inaczej, ogólnie jest dobrze, więc się nie będę czepiał.
BTW - zapomniałem wspomnieć o samej Daring Do. Głowna bohaterka jest postacią fajną, wiarygodną i "dobrze napisaną". To tyle, nie będę porównywał jej z tą "serialową", bo niezbyt ją lubię i w sumie ledwo kojarzę jej charakter i zachowanie. W każdym razie "ta tutaj" jest fajna i "wyszła" ok.

I to tyle. Polecam. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję za merytoryczną opinię. ^^

 

Cieszę się, że fanfic Ci się spodobał, a z komentarza mogę wywnioskować, że te ważniejsze aspekty, na których mi zależało, zostały przez Ciebie dostrzeżone, więc mogę się cieszyć podwójnie. :) Co do tu i ówdzie występujących wulgaryzmów - zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy ich nie lubią (ja osobiście również), ale jako że są one (niestety) powszechnie używane przez sporą część ludzkości, to zdarza mi się je wrzucić do tekstu tam, gdzie faktycznie mogą pasować. Oczywiście rozumiem, że dla niektórych jest to wada i jak najbardziej szanuję takie podejście.

 

Pozdrawiam.:fluttershy5:

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...