Elizabeth Eden

[GRA] Długo i Zawsze Szczęśliwie (Akademia Dobra i Zła) (~Magus)

Recommended Posts

Akademia Zła, Gabinet Crystal

Oskarżenie Crystal wprawiło Klarysę w oszołomienie; kobieta zamrugała szybko, unosząc brwi i odchylając głowę do tyłu. W momencie przestała przypominać zrelaksowaną, życzliwą wróżkę, a jej niebieskie oczy pociemniały z niewypowiedzianą urazą. Wiedźmy były oczywiście znane ze swojej bezpośredniości, jeżeli miały ochotę przekazać nieprzyjemne wieści rzadko robiły to owijając je dla pozoru w kolorowy papier. Mimo tej wiedzy, dziekan Dovey musiała przyznać sama przed sobą, że słowa koleżanki ją zabolały; wyczuła to również Lady Lesso, która rzuciła stojącej za biurkiem blondynce krótkie, niemal wrogie spojrzenie zanim znów obojętnie skupiła się na oglądaniu własnych, głaszczących obicie paznokci. Zdawała sobie sprawę, że Dovey nie potrzebowała wsparcia w tej konkretnej konfrontacji, nawet jeżeli policzki jej poróżowiały, a oddech przyspieszył. Dziekan Dobra nigdy nie kierowała się w swoich naukach tym, by uniemożliwiać uczniom rozwijanie indywidualnych opinii. Znaczny procent z nich obejmował po szkole najważniejsze stanowiska kierownicze w zawszańskich królestwach, więc byłoby to zupełnie niepotrzebne i szkodliwe. Crystal na pewno zdawała sobie sprawę, że niezależnie od sposobu, w jaki zostało to powiedziane, Klarysa nie miała niczego tak absurdalnego na myśli. Nie chciała ograniczać Magdalene, a jedynie wyprowadzić ją z niebezpiecznej drogi. Chociaż domeną tego rodu było jakże sławetne powiedzenie, że nie ma rzeczy pewnych, nie wszystkie tajemnice czekały na to, by je odkryć; nie wszędzie powinno się wtykać nosy. Dovey naprawdę nie zależało na tym, by stemplować w uczniach jedyne właściwe zdanie na temat Dyrektora Akademii, w swoim gronie mogli dyskutować ile chcieli, lecz była różnica między uczniami, którzy zadawali pytania i szukali odpowiedzi w książkach, a takimi, którzy włamywali się nocą do obcego zamku i siali zamęt z przeświadczeniem, że Dyrektor Akademii uratuje ich w każdej sytuacji, ponieważ ma taki obowiązek. 

Tu chodziło o ich bezpieczeństwo i o wierność najbardziej podstawowym regułom.

 

Mimo wszystko, gdy uprzejmie dawała Crystal dokończyć odpowiedź, pod osłoną frustracji pojawił się okruszek wstydu. Być może rzeczywiście wpadała w histerię - być może Magdalene kierowała jedynie ciekawość, a ona teraz rozmawiała o niej na forum dziekanów i szanowanej nauczycielki w taki sposób, jakby była młodą zarozumiałą panną, która próbuje dokopać sobie drogę do luki w przepisach. Mimowolnie zarumieniła się na ciemniejszy odcień różu, który uwydatnił zazwyczaj niewidoczne piegi. Ponieważ Crystal miała rację - Czytelniczki w istocie widziały Dyrektora Akademii w takiej formie w jakiej chciał się im pokazać, a w naturze Magdalene i jej brata leżało, by zawsze o wszystko pytać, nieustannie dociekać. Miała już o tym pojęcie z rozmów z pozostałymi nauczycielami Dobra. Odetchnęła, odsuwając rękę od twarzy i decydując się nie ciągnąć tego tematu, tylko po to, by przypadkiem nie pogrążać uczennicy w sposób nieuczciwy.

Nie był to jednak koniec emocji; ledwo twarz Klarysy zdążyła wrócić do naturalnego, delikatnie rumianego odcienia, wykładane przez Crystal karty momentalnie znów odebrały jej dech.

Przez kilka sekund słuchała blondynki w milczeniu, a gdy ta zadała ostatnie pytanie nie odpowiedziała, lecz pochyliła się do przodu i ukryła oczy za dłońmi.

- Klaryso, czy wszystko w porządku? - zapytała Lady Lesso momentalnie, oglądając się ostrożnie na jej zgarbioną postać. Sama nie zareagowała przesadnie na przekazane przez dziekan informacje, ponieważ walczący i grożący sobie śmiercią uczniowie nie byli dla niej niczym obcym (ostatecznie zdołała już poznać charakter pracy w Akademii Zła, szczególnie z równie niewyszkolonymi co aroganckimi pierwszoroczniakami). Zainteresowała ją natomiast reakcja gargulców, które - szczególnie po stronie nigdziarzy - wydawały się szczerze nie cierpieć uczniów. Zanim jednak rozpoczęłaby temat, rozproszyło ją zachowanie Dovey.

- W najlepszym, Lady Lesso. Moja uczennica, księżniczka, prawie zabiła innego ucznia - wymamrotała i dopiero po chwili kobiety mogły zauważyć, że przyciska kciuk do nasady nosa, jakby nagle złapał ją uciążliwy ból zatok. - Przecież to stoi w sprzeczności ze wszystkim, czego ich uczymy. Wydawało mi się, że zdążyłam poznać Elisabeth na tyle, by wiedzieć, do czego jest zdolna, ale ta dziewczyna wciąż potrafi mnie zaskoczyć. Negatywnie.

 

Lady Lesso zmrużyła fioletowe oczy, rzucając Crystal kolejne, tym razem bardziej porozumiewawcze spojrzenie.

- Elisabeth się broniła - zauważyła z nieznaczną ironią, ledwo powstrzymując przed zniecierpliwionym westchnięciem. - To nie stoi w sprzeczności z regułami zawszan.

Klarysa wyprostowała się nagle, układając dumnie ramiona.

- Wiem. Co nie zmienia faktu, że zaangażowała się w walkę z nigdziarskim chłopcem, który był bardzo niebezpieczny. Z tego co powiedziała Crystal być może nawet ją zainicjowała. Nie powinna... Jest na to zbyt delikatna. To już kolejny raz, gdy w tak głupi sposób naraziła swoje życie - odwróciła głowę do Crystal, jakby nagle o czymś sobie przypomniała. - A propos, droga Crystal: od kiedy w waszej Akademii uczniowie pierwszych klas mogą nosić przy sobie noże? - zapytała z lekkim przekąsem, zapominając już o poprzednio zadanym jej pytaniu.

Lady Lesso zrezygnowała z tłumaczenia młodego durnia za swoją przełożoną, nie omieszkała jednak rzucić równie złośliwego komentarza na temat wizji zawszanek, którą zdawała się przedstawiać Klarysa.

- Jest zbyt delikatna? Została złapana przez nigdziarza na balkonie, co miała zrobić, jeżeli nie się bronić? Wychylić przez barierkę i śpiewem przywołać księcia

Dziekan Dovey i nauczycielka Zła spiorunowały się wzrokiem, choć więcej było w tym wyzwania niż rzeczywistej kłótni.

- Dlaczego nigdziarz miał przy sobie nóż? - powtórzyła wróżka z naciskiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crystal

Reakcje obu kobiet, nie uszły uwadze Dziekan Zła. Jednak nie zwróciła większej uwagi na wrogie spojrzenie Lady Lesso, bo zdążyła już przywyknąć, że ta kobieta je często rzuca w jej kierunku. Inaczej jednak było z Klarysą Dovey. Ona zawsze była tak miła i uśmiechnięta, że czasem miała wrażenie, że wywołanie u niej innych emocji jest niewykonalne. Oczywiście, to nie tak, że była szczęśliwa, że teraz jej się udało to zmienić. W obecnej chwili, wolała jednak aby Dziekan Dobra kierowała się logiką i nad wszystkim dokładnie myślała. Na szczęście zdawała się wracać do normy na dalsze wyjaśnienia kwestii ciekawskiej księżniczki. Niestety norma była chwilowa. Crystal miała nadzieje, że opowieść o Christianie wywoła raczej przemyślenia obu kobiet dotyczące obecnej sytuacji. Zaczną kierować się logiką, a nie emocjami. Sukces został odniesiony w połowie. Lady Lesso, znów zwróciła uwagę na to co ważne, podczas gdy Dziekan Dobra znów skupiła się na mniej istotnych sprawach. Coraz bardziej cieszyła się, że zaprosiła tu nauczycielkę Klątw i pułapek. Jednak reakcje Dziekan Dovey, sprawiały, że nadal nie potrafiła zrozumieć, jak zło mogło tak wiele lat przegrywać z takimi ludźmi. Nie wtrącała się w dyskusje obu kobiet, uważając, że chwilowo nie ma sensu. Przynajmniej tak było do czasu, aż Klarysa zaczęła zadawać to samo pytanie nie chcąc ustąpić. Crystal lekko westchnęła, jakby nie uważała, że stało się coś złego. Przynajmniej była szczera, bo widziała faktycznie już zbyt wiele, by utarczki uczniów ją ruszyły, nawet jeśli mogły mieć tragiczny finał. Cóż, ale tu zachodzą kwestie doświadczenia, których najwyraźniej Dziekan Dobra brakowało.

 

- Pierwsza sprawa - powiedziała beznamiętnie. - Christian sprowokował twoją Czytelniczkę do ataku Klaryso. Nie wiem jak to jest z dobrem, ale złożył jej propozycje. W zamian za milczenie na temat próby jej ucieczki, chciał by wystawiła mu jakąś czarnowłosą zawszankę z twoje Akademii, to ją chyba trochę zirytowało, no cóż ja tam się jej nie dziwie - machnęła lekceważąco dłonią. - Co do noża... - zmarszczyła lekko brwi. - Nie mogę powiedzieć, że nie jestem winna, bo to byłoby zaprzeczenie samej sobie. Powinnam bardziej mieć na niego oko. Niestety mimo bycia kompletnym kretynem, ten nigdziarza zawsze znajdzie jakiś sposób by znaleźć nowy noż.... - spojrzała na Lady Lesso. - Po tym jak zabrałaś mu  jego  "zabawki" z pokoju znowu moje ptaki przyniosły trzy kolejne, pochowane w innych miejscach. Ostatnio nawet próbował wykraść jeden ze stołówki, gdy mu się nie udało zaczął nawet ostrzyć kości, tak by mogły mu je zastąpić - skrzywiła się lekko. - Ponadto nie przejawia żadnych talentów, nie licząc sztuczek z nożem - zacisnęła zęby. - Dałam mu najbardziej tępy nóż jaki znalazłam, a on w jakiś sposób zdołał go naostrzyć - uderzyła palcami po biurku. - Obawiam się, że jak wielu mu się ich nie zabierze, zawsze znajdzie sposób by znaleźć nowe lub je zastąpić. Musiał się tego nauczyć w swojej krainie- spojrzała na Dziekan Dobra. - Musisz mi wybaczyć Klaryso, ale moje kruki nie są w stanie być wszędzie. Od dłuższego czasu włamuje się do Akademii Zła zawszanka. Muszą patrolować korytarze z wilkami, by się upewnić czy znowu tu nie wróciła. Mam skretyniałego psychopatę na głowie, nie mówiąc o młodym czarnoksiężniku piromanie, którego bardzo polubiła Annabelle - spojrzała na węża, który lekko uniósł głowę słysząc o Raverze. - Wychudzonej Czytelniczce, która słabnie na każdej lekcji, a ja muszę przywracać ją do zdrowia. Jak i dwójce nigdziarzy, którzy wydają się być siebie za blisko, co jest wręcz dziwne biorąc pod uwagę naszą naturę - pokręciła głową, a potem usiadła na krześle jakby wyczerpana. - Nie twierdzę, że to nie są moje obowiązki, ale ciężko być wszędzie, nawet ja mam granice. Jeśli mamy nie dopuszczać do takich sytuacji, musimy albo poróżnić obie Czytelniczki albo przekonaj swoją uczennicę, że nie ma czego szukać w tej Akademii. Teraz spotkała Christiana, ale co jak następnym razem spotka Ravera lub innego groźniejszego nigdziarza?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akademia Zła, Gabinet Crystal

Klarysa nie odczuła, by jej reakcja na rewelacje Crystal stanowiła przejaw braku doświadczenia w trzymaniu emocji na wodzy. Jako zawszanka z krwi i kości nie widziała potrzeby w tym, by chować się za wielowarstwowymi maskami w znajomym towarzystwie, pozwalała sobie na wyrażenie troski wobec uczniów nawet wtedy, gdy była to krótka przerwa na odetchnięcie. Miały wystarczająco wiele czasu, spotkanie nie musiało przebiegać w trybie ekspresowym; jakby na przekór twardemu stoicyzmowi Crystal Klarysa pokusiła się nawet o to, by po zakończeniu krótkiej wojny na spojrzenia z Lady Lesso sięgnąć znów po ciepłą herbatę i powolnym, eleganckim ruchem unieść ją do ust. Uniosła wyżej głowę i obserwowała drugą dziekan uważnie znad krawędzi filiżanki, pokazując tym samym w prosty, wróżkowy sposób, że nie czuje wyrzutów sumienia, co więcej; nie zauważa nawet, by wydarzyło się cokolwiek niepożądanego. Pomimo lekkiej nuty surowości (ostatecznie kwestia noża wciąż wymagała wyjaśnień) jej błękitne tęczówki nie mogłyby być bardziej serdeczne i figlarnie nieświadome. Lady Lesso uniosła bladą dłoń do policzka i ukryła za palcami przelotny uśmieszek. Nikt nie potrafił tak jak zawszańscy nauczyciele samą postawą ciała udowodniać na każdym kroku, że ich nigdziarska powściągliwość i wytrwałość w oskubywaniu sedna sprawy z niepotrzebnych uzupełnień jest bardziej niecodzienna niż czysta woda w Jeziorach Pirany. Dziekan Dovey potrafiła być dużo bardziej irytująca niż dało się to wyrazić w uprzejmych słowach, lecz obserwowanie jej teraz - unoszącej ledwie dostrzegalnie jedną brew, jakby prowokowała spokojną jak lodowa statua Crystal do komentarza - było dużo bardziej zabawne niż wypadało. Całe szczęście potrafiła zachować twarz bez wyrazu, dzięki czemu - jako bezstronny obserwator tej niemej potyczki -  nie ściągnęła na siebie uwagi żadnej z kobiet.

- Czarnowłosą zawszankę - wymamrotała Klarysa, odkładając filiżankę na oparcie fotela i wbijając intensywne spojrzenie w oczy Crystal w taki sposób, jakby nareszcie opanowała początkowe zaskoczenie. - To bez wątpienia Sophie ze Śnieżnych Wzgórz. Nie przypominam sobie, by którakolwiek z pozostałych uczennic miała tak ciemne włosy - uśmiechnęła się lekko, z satysfakcją. - Tym razem napawa mnie to dumą. Elisabeth i Sophie dogadują się z wielkim trudem, do tego stopnia, że jedna z nich więcej niż raz prosiła mnie o zmianę pokoju, który są zmuszone dzielić. Wspaniale, że instynkt nawet w sytuacji zagrożenia nie pozwolił jej na takie negocjacje - emocje na twarzy Klarysy zmieniały się szybko; od zastanowienia, po zadowolenie i niepewność. Jak gdyby Elisabeth z Lasu za Światem wciąż stanowiła dla niej wielką zagadkę. Choć ten konkretny monolog prowadziła tylko dla siebie we własnej głowie, ostatecznie chyba doszła do jakiegoś wniosku, ponieważ szepnęła - To dobra dziewczyna.

 

Lady Lesso zerknęła z ukosa na przyjaciółkę, nie uzupełniając tego o własne przemyślenia na temat drugiej z Czytelniczek. Jeszcze nie teraz, skakanie po tematach miało zły wpływ na merytoryczną wartość rozmowy.

- Christian to problem nas wszystkich jako nauczycieli Zła, nasza odpowiedzialność, jednak Crystal ma rację; zarządzanie szkołą pełną młodych uczniów z ambicją na zostanie wielkimi czarnymi charakterami to czasami więcej wysiłków do rozłożenia na jednostki niż w Akademii Dobra - Klarysa przechyliła głowę z uznaniem; naprawdę rozumiała różnice między młodymi zawszanami, którzy dla stopni i prestiżu chcieli zachowywać się jak najlepiej oraz nigdziarzami, którym wydawało się, że ich przeznaczeniem jest łamanie reguł i mają prawo robić, co im się żywnie podoba. - Z naszymi uczniami jesteśmy sobie w stanie poradzić, lecz rozdzielenie dwóch Czytelniczek będzie wymagało wspólnej pracy - dodała Lady Lesso rzeczowym tonem, wychylając się nieco w swoim fotelu.

 

Klarysa westchnęła; wiedziała dobrze, że to prawda i że problem dwóch przyjaciółek będzie musiał zostać rozwiązany jak najprędzej, dla dobra ich oraz pozostałych dzieci. Nie mogła jednak powstrzymać się przed pytaniem;

- Droga Crystal, czy to naprawdę problem, że dwójka nigdziarzy czuje do siebie przywiązanie? - nawiązywała oczywiście do poprzednich słów kobiety. - To jasne, że w waszym statucie leży samodzielność - podkreśliła nieco ponuro. - Ale wszyscy wiemy dobrze, że także wśród nigdziarzy zawiązują się grupy i duety, które można byłoby nazwać przyjaźnią - rozłożyła pytająco dłonie. Szczególnie po podziale na grupy. Zło naprawdę miałoby dużo większą szansę na osiąganie sukcesów, gdyby nauczyło się ze sobą współpracować - dodała prawie pomocnie, na co Lady Lesso zacisnęła zęby.

- Myślę, że relacja między dwójką nie sprawiających większych problemów uczniów to najmniej istotny element tego spotkania - wtrąciła stanowczo, choć uprzejmie. Dziekan Dovey westchnęła bezgłośnie, nie protestując - Poruszony został jednak temat Ravera z Kruczego Boru. Ten chłopiec...  - spojrzała przelotnie na Annabelle. - jest bez wątpienia jednym z najbardziej uzdolnionych na tle swoich kolegów. Nie czyni go to mniej problematycznym. Zespolenie z żywiołem jest trudne do ujarzmienia i wymaga szczególnego nadzoru grona pedagogicznego. A o ile mi wiadomo dzieciak zainteresował się w ostatnim czasie Czytelniczkami. Obiema. - zmrużyła powieki. - Nie chodzi jedynie o ten sławetny chaos na pierwszym obiedzie, w którym jako jeden z niewielu nie brał udziału, choć ostatecznie okazało się...

- Że poświęcił ten czas na to, by gnębić Adelię i Elisabeth i grozić śmiercią mojemu innemu uczniowi - uzupełniła natychmiast Klarysa, jakby wcześniej już o tym z Lady Lesso rozmawiała.

Nauczycielka Klątw i Pułapek nie zareagowała, najwyraźniej niewzruszona tym, że jej przerwano. 

- Ponadto dowiedziałam się również z rozmów między uczniami, że śledzi Czytelniczkę jak cień, a ona potem skarży się na to koleżance-księżniczce, która czuje się w obowiązku ją przed nim bronić - zakończyła nieco ironicznym tonem; na bladej twarzy pojawiły się przez chwilę oznaki zmęczenia w postaci opuszczonych kącików ust i ściągniętych brwi. 

Historie jakie miały miejsce na terenie Akademii bywały czasem bardziej zawiłe i nieprawdopodobne niż baśnie spisane w księgach.

Edited by Elizabeth Eden

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crystal

Opowieść o dwóch zawszankach była mało interesująca dla Dziekan Zła. Niewiele ją obchodziły relacje nie dogadujących się ze sobą dziewczyn. Głównie jednak powodem było to, że zwykle kłótnie zawszan były trywialne, podczas gdy zło, było gotowe się nawzajem pozabijać. Gdyby ona, reszta nauczycieli i wilki ich nie pilnowały, to najpewniej w ciągu jednego dnia około sześćdziesiąt procent nigdziarzy byłoby martwych. Zawszanie nawet gdy się kłócili, nie byli gotowi się jednak pozabijać. Nauczycielka Klątw i pułapek miała jednak racje. Christian był ich problemem, z którym trzeba było coś zrobić. Jeśli jednak chodziło o Czytelniczki, wymagana była współpraca, to prawda. Zwłaszcza po ostatniej nocy była co do tego pewna. Myślała, że zdoła je rozdzielić sama, jeśli jednak naprawdę Dyrektor maczał w tym wszystkim palce, to nadal nie było pewne czy łącząc siły sobie poradzą. Jednak czemu by mu miało zależeć na ich przyjaźni?

 

Nie skomentowała w żaden sposób kwestii Thomasa i Elviry. Dziekan Dobra nie mogła zrozumieć w końcu jak skomplikowana realacja zachodzi u obojga. Chłopak z Mruczących Gór, pochodził z zawszańskiej rodziny, podobnie jak Elvira. Ich przypadek się jednak różnił. On został zmuszony do życia niczym nigdziarz. Odebrano mu brutalnie wszystko co było w nim dobre i niewinne, czego efektem jest obecna sytuacja. Elvira natomiast z własnej woli wybrała zło, nikt jej do tego nie zmuszał. Oboje jednak nie byli typowymi nigdziarzami, nadal mieli emocjie, które mimo, że niemal z nich znikły, to gdzieś tam się nadal tliły. Efekt ich wzajemnej bliskości był niezwykle problematyczny, nawet jeśli Klarysa tego nie rozumiała. Jednak teraz były ważniejsze sprawy jak sama wcześniej zauważyła Lady Lesso. Sprawa Ravera jak zwykle była niezwykle skomplikowana, a przy tym irytująca. Ten przypadek ucznia był niezwykle irytujący, bo nigdy nie było pewne jak się za niego zabrać.

 

- Raver to nieprzyjemna sprawa... - zacisnęła zęby kobieta. - Jest niczym irytujący odcisk, na który ciężko znaleźć dobrą metodę - przekręciła lekko oczyma. - Fakt, że interesuje się czytelniczkami wyjątkowo niepokoi. Zdążyłam już zauważyć, że on nikim nie wykazuje większego zainteresowania. Uważa się za lepszego niż inni - skrzywiła się. - Przydałoby mu się utrzeć nosa, jednak nie można celowo go oblewać, bo to nic nie da. Rywalizuje nieco z Elvirą, z którą też ma spięcia. Co całkiem ciekawe nie raz spostrzegłam, że Thomas staje w jej obronie, niczym książę - wzdrygnęła się na samą myśl. - Jednak wracając do tematu naszego młodego czarnoksiężnika, obawiam się, że mam związane ręce, a on o tym dobrze wie. Nie możemy go karać za to, że z kimś rozmawia lub za kimś chodzi. Dopóki nie zacznie otwarcie komuś grozić, nie można nic zrobić. A niestety, nie dotarły do mnie informacje by wygrażał twojemu zawszaninowi Klaryso, więc teraz już za późno bym mogła go za to ukarać, chociaż naprawdę szkoda - lekko się rozmarzyła najwyraźniej wcale nie udając, ale zaraz wróciła na ziemię. - Teraz przynajmniej już wiem jak uszkodził sobie żebra w czasie tego obiadu. Jednak jak tak o tym myślę, mam wątpliwości, czy w jego przypadku Sala Udręki byłaby w stanie go naprostować. Ponadto niefortunną sprawą jest kwestia grup, gdzie również jest z dwoma Czytelniczkami, a nawet Elvirą. Powiem szczerze, w jego przypadku jestem w kropce i nie mogę nic zrobić dopóki nie zrobi czegoś głupiego, co wydaje się niemożliwe

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akademia Zła, Gabinet Crystal

Po przeciągającej się wymianie sprzecznych zdań temat ucznia władającego mocą ognia na nowo zjednoczył wszystkie uczestniczki zebrania w jedną, ukierunkowaną na ten sam wniosek całość. Każda z kobiet zdawała sobie sprawę z zagrożenia, jakie sprawiali nigdziarze lub zawszane, którzy pojawiali się w szkole z mocą, którą częściowo umieli już władać, będąc przy tym przepełnionymi nastoletnimi hormonami. Lady Lesso nie kryła złośliwego uśmiechu, gdy usłyszała wyraźną niechęć, jaką Dziekan Zła odczuwała wobec Ravera; prawda, nigdziarz był wyjątkowo arogancki i problematyczny, sama nie raz miała ochotę zmusić go siłą do tego, by choć raz opuścił pokornie głowę i przyznał, że nie jest wszechwiedzący. Lecz drażliwość idąca tak daleko, że Crystal pragnęła utemperować ucznia dla samej satysfakcji i wyraźnie szukała dziur w jego poprawnym sprawowaniu tylko po to, by ten cel osiągnąć? Mimowolnie zaczęła zastanawiać się za jakie struny w sercu niewzruszonej dziekan musiał pociągnąć ten chłopiec, co jej przypominał i w jaki dawny siniak uderzył, by z kobiety, która zazwyczaj traktowała wszystkich po równo surowo, wyciągnąć takie pragnienie zemsty. Spojrzała kątem oka na Klarysę, która historii zachowania Ravera słuchała w milczeniu, podpierając policzek na dłoni i marszcząc z niepokojem brwi. Oczywiście nie mogła mieć zbyt wiele do powiedzenia na temat nie swojego ucznia, jeżeli nie dotyczyłoby to również jej zawszan.

- Bardzo mi przykro, że nie poinformowałam cię o tym wcześniej, droga Crystal, lecz sama wiem o tym od niedawna - zauważyła z nutą żalu w głosie, jakby perspektywa ukarania nastoletniego chłopca w Sali Udręki nie była dla niej wcale tak odpychająca, gdy w grę wchodził agresywny piroman.

Ach, zawszanie. Ludzie, w których sercach miłosierdzie toczyło nieustający bój z potrzebą sprawiedliwości.

 

Lady Lesso nie mogła jednak dłużej zwlekać z tym, do czego sama musiała się jeszcze przyznać. Poprawiła długi, czarny warkocz z fałszywym zamyśleniem, obierając najlepszą taktykę na to, by opowiedzieć o tym, czego teoretycznie nie wolno jej było robić. Lekkie zażenowanie wypadło idealnie, nawet jeżeli osobiście uważała za bzdurną zasadę, że każdorazowe problemy z uczniami oraz własne próby ich rozwiązywania powinno się na bieżąco relacjonować dziekanowi. Przy takiej ilości katastrof, jakie jednego dnia potrafili sprawiać nigdziarze? Jeżeli pozostali nauczyciele rzeczywiście się do tego stosowali to wcale jej nie dziwiło, że Crystal woli spędzać dnie zamknięta we własnym gabinecie.

- Dobór grup okazał się niekorzystny, niestety na tym etapie nie można ich już zmienić. Okazja nadarzy się przed rozpoczęciem drugiego roku. Zawsze znajdzie się powód, by ich rozdzielić, nawet jeżeli nie tak poważny jak nigdziarka i zawszanka będące w połowie siostrami - zgrzytnęła zębami na wspomnienie chaosu z Alisą z Jezior Pirany i księżniczką Arią, który przyniósł im wszystkim to, czego tak przecież potrzebowali; kolejną wiedźmę, która o niczym nie marzyła jak tylko o tym, by wepchnąć pojedynczej zawszance sztylet w samo serce. Dyrektor Akademii zawsze potrafił odnaleźć w Puszczy najbardziej skrajne i nieprawdopodobne przypadki, choć biorąc wszystko pod uwagę, powinni mu być za to wdzięczni. Gdyby nie nadawali się do kształcenia takich ewenementów to nigdy nie zaczęliby tutaj pracować, a jeżeli miałaby być szczera: wolała zagubione dusze i niedojrzałych morderców do utemperowania od pompatycznych, przekonanych o własnej wyższości potomków władców. Klarysa nie raz zwierzała jej się z przypadków książąt lub dam, którzy narzekali w listach rodzicom na to, że nauczycielka dała im szlaban albo profesor kazał siedzieć w ławce obok syna młynarza. Nigdziarze mieli znacznie większe powody do tego, by się żalić (Bestia miał ich cały arsenał w lochach) ale wszyscy dobrze wiedzieli, że gdyby którykolwiek czarnoksiężnik poskarżył się z czegoś mamusi to równie dobrze mógłby przeprowadzić się do piwnicy ze wstydu przed reakcją kolegów. Zło potrafiło znieść najgorsze i robiło to w milczeniu. W ten właśnie sposób zyskiwali doświadczenie i siłę.

 

Lady Lesso westchnęła, przechodząc do sedna.

- Właściwie to rozmawiałam już z Raverem na temat jego przesadnego zainteresowania Czytelniczkami. Być może powinnam zamiast tego poinformować o tym ciebie i go tutaj przysłać, uznajmy jednak, że oszczędziłam ci kłopotu, wiemy dobrze jak działa na ciebie ten chłopiec - zmrużyła fioletowe oczy; drobny przytyk był niezamierzony, lecz po wszystkim nie była w stanie go pożałować. - Zatrzymałam go po zajęciach - zaczęła, przytaczając wszystko, co usłyszała tamtego przedpołudnia...

___

 

- Raver, stój. Zamknij drzwi za pozostałymi i podejdź tutaj - zażądała surowym tonem, gdy większość uczniów zdołała już przecisnąć się przez przejście i odetchnąć z ulgą na chłód korytarza, który w porównaniu z jej klasą był jak promień słońca po wyjściu z lodowatej wody. Niektórzy odwracali głowy; złapała wzrokiem Adelię, chudą jak kościotrup i ponurą jak topielica, która uniosła na sekundę szarą twarz, spoglądając ukradkiem w stronę wysokiego chłopca. Elvira położyła dłoń na ramieniu czarnowłosej koleżanki z pokoju, Walburgi, i szepnęła jej coś do ucha ze złośliwym uśmiechem. Zaraz potem zauważyła jednak Thomasa, marszczącego brwi z niezadowoleniem i zamilkła, a wyraz jej twarzy zrobił się niemalże dziewczęco niewinny. Wszystkie te dzieciaki były w swoich emocjach zdecydowanie mniej subtelne niż mogłoby im się wydawać. Typowa młodość.

Nawet nigdziarz, który zatrzasnął pewnie drzwi za umięśnioną Labrendą, patrzył na nią w sposób, który tylko jemu musiał wydawać się neutralny. Nie miała problemu z dostrzeżeniem ostrożności w sposobie, w jaki zaplótł ręce za plecami. Trzymanej w ryzach irytacji w głębokich odmętach czarnych oczu.

- O co chodzi, pani profesor? - zapytał, lawirując między lodowymi ławkami i zatrzymując się przy ostatniej, kilka metrów od jej biurka. Gdyby była bardziej złośliwa, kazałaby mu podejść bliżej, nie miała jednak nastroju na niepotrzebne gierki.

- Dobrze wiesz, o co chodzi. Adelia z Lasu za Światem - na wspomnienie dziewczyny przez twarz chłopca przeszedł grymas, którego nie zdążył ukryć. Uśmiechnęła się nieprzyjemnie. - Nie muszę chyba po raz kolejny zaczynać opowieści o tym, że Czytelnicy są tak samo wartościowymi uczniami Akademii jak spadkobiercy baśni? Nie interesują mnie twoje powody; masz przestać śledzić tę dziewczynę i wprawiać ją w poczucie zagrożenia. Dowartościowuj się w inny sposób - liczyła na to, że Raver szybko zauważy, że nie ma szansy na to, by jakakolwiek dyskusja z nią okazała się skuteczna. Potrzebowała potwierdzenia, w innym wypadku bez wyrzutów sumienia ukaże go za zlekceważenie bezpośredniego polecenia nauczyciela.

 

Nie chodziło jedynie o Adelię; nie mogli być wszędzie i chronić uczniów przed każdą nieprzyjemnością, nigdziarze chcąc nie chcąc musieli nauczyć się tutaj samodzielności. Zachowanie Ravera pociągało jednak za sobą efekt domina. Zdrowie dziewczyny wydawało się bezustannie pogarszać pomimo leków, popadała w obłęd, podczas gdy jej zawszańska koleżanka niemal wyrywała sobie rude kudły, by w jakiś sposób ją uratować, narażając się wciąż i wciąż. Jeżeli czegoś z tym nie zrobią będą mieli dwójkę martwych studentów jeszcze przed Próbą Baśni. Pierwszym krokiem było odcięcie Ravera od tej całej sprawy; straciła cierpliwość po tym jak wraz z Klarysą odkryła jego wyczyny na pierwszym obiedzie. 

- Nie śledzę jej ani nie staram się przestraszyć, pani profesor - odpowiedział Raver cicho po dłuższej chwili milczenia. - Ta Czytelniczka mnie tylko intryguje, chciałbym móc poznać ją lepiej - zaznaczył przekonująco, choć Lady Lesso nie omieszkała skwitować tego krótkim prychnięciem.

- Nie jesteś księciem, Raver. Nie zabiegaj o względy dziewczyny, która cię nie chce.

Chłopiec uśmiechnął się nagle w sposób tak uprzejmy, że niemal złowrogi.

- Myślę, że to nie mi powinna pani profesor o tym przypominać. Adelia nie interesuje mnie jako dziewczyna, tylko jako wiedźma. Chciałbym pomóc jej wyciągnąć się z okowów fałszywej przyjaźni z zawszanką - ostatnie słowo wysyczał tak niskim, gardłowym głosem, że mimowolnie pomyślała o Annabelle - Oczywiście, że mam w tym ukryte intencje. Każdy z nas, Liderów, rozgląda się już w Akademii za godnymi sługami - wyciągnął ręce zza pleców, krzyżując teraz kościste ramiona na piersi; wyglądał na coraz mniej niepewnego, jakby odkrycie tematu rozmowy go uspokoiło. Choć Lady Lesso czuła, że kłamie, nie miała żadnego sposobu na to, by mu to udowodnić. 

Arogancja Ravera osiągnęła jednak poziom, przy którym trzeba było zwrócić na nią uwagę.

- Rozwiązywanie problemów między księżniczką, a wiedźmą nie jest twoim obowiązkiem. Nie ingeruj w sprawy, które cię nie dotyczą, a w szczególności te, gdzie nikomu nie jesteś potrzebny - oparła dłonie na chłodnym biurku, wychylając się lekko, by spojrzeć mu w oczy. Nie obawiała się pomarańczowych błysków w jego tęczówkach ani delikatnego zapachu popiołu, który zawsze go otaczał. - Odpuszczenie sobie relacji z Adelią z Lasu za Światem jest jedynie moją sugestią, która ma cię uchronić przed ośmieszeniem - zacisnęła zęby - Natomiast od zawszanki Elisabeth będziesz trzymał się z daleka i to rozkaz - oczy chłopca pociemniały na to słowo, naturalny instynkt, który wyrobił sobie przez lata, podczas których ewidentnie nie miał nikogo, kto nauczyłby go posłuszeństwa.

 

Przez kilka sekund mierzyli się wzrokiem; Lady Lesso czuła, jak wzbiera w niej mroźna satysfakcja, gdy ciemne brwi chłopcy drżały intensywnie, jakby gotował się do kłótni, która skończyłaby się dla niego wizytą w Sali Udręki. Ostatecznie jednak westchnął bezgłośnie, opuszczając posłusznie głowę i uderzając pająkowatymi palcami o ramiona. Uległość też nie była rzeczywista, ponieważ z jego cienkich ust nadal nie zniknął drobny uśmiech, który drażnił nauczycielkę, choć równocześnie wprawiał ją w stan łagodnego podziwu. Co też jeszcze ten niedojrzały piroman mógł chować w rękawie? Czym zamierzał ją zaskoczyć?
- Oczywiście, postaram się, pani profesor - przytaknął słodko, ale to nie koniec. - Czy gdyby jednak okazało się, że wśród zawszan kryje się osoba, która może okazać się moim nemesis, to czy sięganie po wszystkie środki, by dowiedzieć się o niej jak najwięcej nie byłoby słuszne? Nie byłoby tym, co zrobiłby prawdziwy nigdziarz? Niczym żmija w ukryciu? - rozplątał ramiona i oparł bezwiednie dłonie na lodowej ławce; choć jego ręce nieznacznie iskrzyły, struktura wody pozostała nienaruszona, meble w tej klasie chroniła magia - Może mi pani profesor zaufać, unikam konfrontacji na wrogim terenie.

Przez kilka sekund nie wiedziała co odpowiedzieć na te rewelacje, potem jednak uśmiechnęła się znów, mniej złośliwie, a bardziej z politowaniem, gorzko.

- Raver... nie zasłaniaj się nemesis, gdy nie wiesz jeszcze nawet, co oznacza to słowo - pokręciła głową, obserwując jak jego blade policzki różowieją nieco z powodu poniżającej sugestii w jej słowach. - Kiedy spotkasz swojego nemesis nie będziesz miał co do tego najmniejszej wątpliwości. Nie licz na to, że stanie się w to szkole - ciągnęła, z powrotem nabierając uszczypliwości. - Nemesis to ktoś, kto rośnie w siłę, kiedy ty słabniesz. Jeżeli takie jest twoje wytłumaczenie na to, że znów przegrałeś z Elvirą, to powinieneś popracować nad retoryką - oczy Ravera rozszerzyły się z zaskoczenia, ramiona zadrżały ze wstrzymywanej złości - To koniec tej rozmowy. Jeżeli jeszcze raz dojdzie do mnie informacja, że zaatakowałeś zawszanina lub doprowadziłeś Czytelniczkę do histerii, czeka cię adekwatna kara. Pamiętaj, że Bestia nie przyjmuje żadnych usprawiedliwień. A teraz idź na lekcję, profesor Crystal nienawidzi spóźnień.

Nigdziarz przez kilka sekund trwał bez ruchu, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią, ostatecznie jednak odpuszczając; ruszył w stronę drzwi, przed samym uchwyceniem klamki decydując na ostatni komentarz.

- Mogę panią profesor zapewnić, że żadna dziewczyna nie będzie w stanie mnie pobić - wyszeptał z determinacją, choć spokojnie.

Lady Lesso, która zdążyła wstać i odwrócić się do niego plecami, pokręciła głową z cichym westchnieniem.

- Wydaje mi się, że pobicie przez dziewczynę masz już za sobą. Profesor Angle opowiedział mi o tym, co Adelia zrobiła ci na Pielęgnacji Brzydoty - zagryzła wargę, nie mogąc powstrzymać się przed dodaniem: - Naucz się panować nad sługami zanim ich zwerbujesz.

Jedyne co usłyszała w odpowiedzi to ciche trzaśnięcie drzwi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crystal

Najwyraźniej nie tylko ją męczyła sprawa Ravera, co było intrygujące. Nawet miła i uczynna Klarysa Dovey zdawała się przejawiać niechęć do ucznia, a Lady Lesso jak słusznie zauważyła, grupy zostały dobrane niewłaściwie. Oczekiwanie do drugiego roku by coś zmienić... Niby tak niewiele, a jednak... Zawszanka cały czas włamywała się do Akademii Zła, chcąc ratować przyjaciółkę i teraz mają przez cały rok użerać się z tą dziewczyną? Sama myśl była wręcz nie do zniesienia. Musiały jak najszybciej coś z tym zrobić. No i pozostaje sprawa Ravera... Uczeń, który uwziął się na dwie Czytelniczki, a przy tym okazuje się, że groził śmiercią innemu uczniowi, to było całkiem nurtujące i Dziekan Zła podejrzewała, że gdzieś tu musi kryć się klucz. Co do jednego można było być pewnym, grupy były źle ułożone. W innym wypadku siostry nie trafiłyby do jednej grupy. Czy kiedyś już zdarzały się takie sytuacje? Nie przypominała sobie tego.

 

Dalsze myślenie jednak nad tym zakończyło się z chwilą, gdy ponownie Lady Lesso doszła do słowa. Na przytyk, kobieta nie zareagowała szczególnie, poza tym, że zmarszczyła lekko brwi. Nie mogła uwierzyć, że Lady Lesso sama się tym zajęła o niczym jej nie mówiąc. Normalnie uznałaby, że nauczycielka stara się wbić jej nóż w plecy i pokazać wszystkim niekompetencje obecnej Dziekan Zła. Byłoby tak, gdyby nie to, że sprawa była poważna i stanowiła problem dla nich wszystkich. Oczywistym było, że jeśli coś się stanie, pierwsi oberwą dziekani, ale nauczyciele nie pozostaną tylko pogłaskani po głowie przez Dyrektora. Z uwagą więc słuchała całej opowieści nauczycielki, starając się za bardzo nie wyrażać emocji. Zdusiła w sobie wszystkie chwile, gdy miała ochotę coś powiedzieć i słuchała w milczeniu. Arogancja Ravera była wręcz porażająca. Czy naprawdę mógł widzieć w Adelii swojego przyszłego sługę? Sam powiedział, że nie robi nic bez celu, więc dobroć serca można wykluczyć. Czytelniczka jednak mimo zasmarkania i ukrywania się przed każdym z powodu strachu, nie wykazywała cech na sługę. O nie... Adelia mimo, że taka krucha, skrywała zło, o które nikt długo jej nie posądzał. Maskowała się tak dobrze, że nawet Crystal nie była w stanie tego ujrzeć. Ktoś taki nie był przeciętnym nigdziarzem, więc o co mogło chodzić Raverowi? Może tylko kłamał, a tak naprawdę chciał jednak pozbyć się Czytelniczki aby mu nie zagrażała? Na dodatek pomysł, że w Akademii Dobra ukrywa się jego nemezis... Nigdziarz przodował w rankingach, ale chyba za szybko obierał siebie na przyszły czarny charakter. Ale czy naprawdę sądził, że Elisabeth z Lasu za Światem może być jego nemezis? Coś tu nie grało. Jeszcze te ostatnie słowa, że żadna dziewczyna go nie jest w stanie pobić? Może był seksistą, wcale by się nie zdziwiła. Kolejny powód by dodać mu kreskę. Po zakończonej opowieści, kobieta trwała w milczeniu, starając się to wszystko przemyśleć. Dopiero po długiej chwili zdecydowała się otworzyć usta.

 

- Nie powinnaś była robić tego sama... - spojrzała na nauczycielkę Zła, ale w jej głosie nie było czuć urazy. - Podobnie jak ja nie powinnam była sama polować na Czytelniczki - spojrzała teraz zmęczonym wzrokiem na Dziekan Dovey i ciężko westchnęła. Położyła szczupłe palce na ławce i kilka razy nimi delikatnie uderzyła. - Wiesz, że ciebie nie posłucha to oczywiste - skrzywiła się lekko, mówiąc do Lady Lesso. - On wie, że nic nie możemy mu zrobić poza gadaniem i to go bawi - w dłoni kobiety pojawiło się krucze pióro. - Najchętniej umieściłabym je na jego mundurku lub skórze wtdy bym wiedziała wszystko co robi - powiedziała przez zaciśnięte zęby, a zaraz potem się uśmiechnęła, gdy zmieniło się w pył. - Wszystkie jednak wiemy, że nie mogę tego zrobić, a łabędź skutecznie chroni uczniów. Cóż za wysokie mniemanie o sobie ma ten chłopak. Czyli uważa, że w Akademii Dobra kryje się jego nemezis? Chyba naprawdę może cierpieć na kompleksy. Najrozsądniej byłoby powiedzieć, że za swoje nemezis uznał Elisabeth z Lasu za Światem, ale rozsądek nie zawsze jest faktem - zmrużyła delikatnie oczy. - Lady Lesso, ja sobie nie przypomina by Raver choć raz dał się złapać na łamaniu regulaminu. Musi to robić tak, że tego nie widzimy albo naprawdę tego unika. Miał starcia z Thomasem z Mruczących Gór, a jednak nie dał się ponieść emocjom i grozić mu śmierciom. Tylko w jednym przypadku jak słyszę dał się złapać na wygrażaniu - spojrzała na Klaryse Dovey. - Którego z twoich uczniów chciał zabić Raver i czy twoja Czytelniczka może mieć z nim jakąś większą relacje?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akademia Zła, Gabinet Crystal

To nie było tak, że Klarysa odczuwała wyjątkową niechęć do konkretnego ucznia Akademii Zła; zawsze starała się być wyrozumiała, jednak jako dziekan zawszan musiała przejawiać ostrożność wobec tych, którzy mogli zrobić jej podopiecznym rzeczywistą krzywdę. Raver udowodnił już raz taką zdolność, więc Klarysa nie zamierzała udawać, że myśli o nim równie łagodnie jak o pozostałych dzieciach w jego wieku lub że nie jest zdania, że chłopiec zasługiwał na naganę. Chociaż większość kar stosowanych w Akademii Zła uważała za zbyt brutalne, ufała słowom Lady Lesso, która nie raz upominała ją, że w niektórych przypadkach jedynie to mogło przynieść jakikolwiek efekt. Nigdziarze nie byli Dobrzy i nie mieli tacy być; ta Akademia powinna ich ukształtować na doświadczonych czarnych charakterów, a ból był jednym ze środków. Nie ważne, jak bardzo brzmiałoby to okrutnie, Dovey nie zamierzała z tym walczyć. Wtedy równie dobrze zawszańskie reguły mogłyby zawładnąć oboma zamkami, a tego nie chciała; szanowała równowagę i wierzyła w swoich uczniów. W głębi ducha czuła, że w ich zwycięstwach więcej kryło się potęgi miłości i odwagi niż domniemanej przez nigdziarzy interwencji Dyrektora, ale nie zamierzała wymawiać tego na głos w tym towarzystwie, by nie urazić dwóch wiedźm - bez wątpienia równie zdolnych nauczycielek i pedagogów.

Lady Lesso natomiast wspominała tamtą rozmowę z mieszanymi uczuciami; Raver był zapatrzonym w siebie egoistą o szczeniackich poglądach, jednak wciąż jego przechwały nie były całkiem puste i - Crystal miała rację - nie wydawał się przejawiać bezsensownej agresji, którą tak potępiała wśród nowych uczniów. Nigdziarz naprawdę uzdolniony, zazwyczaj trzymający się w cieniu... Lady Lesso była rozdarta pomiędzy gniewem a podziwem i wiedziała, że odpowiedź na to, jaką wartość dla ich Akademii chłopiec przejawiał naprawdę kryła się w tym, co takiego robi w tym cieniu, w którym przebywał. Jeżeli, tak jak podejrzewała, znęcał się nad innymi dla samej przyjemności, próbując podporządkowywać sobie pozostałych uczniów strachem... wtedy był jedynie kolejnym dzieciakiem czekającym na to, by Akademia pokazała mu gdzie jego miejsce. Lecz jeśli naprawdę miał jakiś skryty plan, który ułożył i próbował wprowadzić w życie, wtedy Lady Lesso z chęcią obedrze go z niego kawałek po kawałku, a potem pokaże mu, co należy w nim poprawić i w jaki sposób zrealizować go lepiej, jeżeli tylko okaże się warty realizacji.

Szanowała uczniów, którzy mieli rozsądne cele, nie takich, dla których szczytem nigdziarskiego sukcesu było doprowadzanie innych do płaczu.

 

Obie nauczycielki spojrzały z zaciekawieniem na krucze pióro, które pojawiło się w dłoni Crystal, lecz po jej słowach reakcje rozbiły się na dwa bieguny; Dovey zmarszczyła brwi, jakby sama idea śledzenia uczniów za pomocą podsłuchu wprawiła ją w dyskomfort, natomiast Lady Lesso pokiwała ze zrozumieniem głową, najwyraźniej równie zawiedziona tym, że reguły Akademii to uniemożliwiały. 

Nauczycielka Klątw i Pułapki sięgnęła po swoją wychłodzoną, gorzką herbatę i przystawiła ją do cienkich ust, sugerując tym samym, że na ten moment zrezygnowała z odpowiedzi. Pytanie zostało skierowane bardziej do Klarysy niż do niej, a sama nie miała do dodania nic poza potwierdzeniem (Tak, zdawała sobie sprawę, jak niewielki wpływ na chłopca miała tamta rozmowa, lecz wcale nie taki był jej cel; chciała mu jedynie uświadomić, że nauczyciele uważnie go obserwują, by bardziej zastanawiał się nad swoimi krokami. Dodatkowo dało jej to łatwy powód do wysłania go na surową karę, gdyby znów go na czymś przyłapała, nawet z opóźnieniem). Mogłaby jeszcze ewentualnie przeprosić Crystal za swoje samodzielnie podejmowane decyzje, lecz, co oczywiste, nie zamierzała tego zrobić. Nie wtedy, gdy dostrzegała sens tamtego działania, który z pewnością nie umknął również jej przełożonej.

Klarysa Dovey w tym czasie przesuwała spojrzeniem po wysokiej, szczupłej sylwetce Crystal; robiła to mimochodem, pogrążona we własnych myślach do czasu, aż zdołała uformować z nich odpowiedź;

- Nemesis, jeszcze tego by brakowało... To się w tej Akademii nie zdarzyło od lat. Gdy pomiędzy nigdziarzem, a zawszaninem zaczyna nawiązywać się relacja bohater-nemesis, zazwyczaj oznacza to kolejną baśń. A to niemożliwe, jeszcze nie teraz - zacisnęła mocno usta, jej policzki poróżowiały - Obserwujemy jednak uważnie tę sytuację dla dobra uczniów. Myślę, że to jedno wielkie nieporozumienie, ale już samo to, że dzieci mogą się uznać za nemesis stanowi wielkie niebezpieczeństwo dla wszystkich - odetchnęła i odwróciła wzrok, przez kilka chwil obserwując ciemne okno, za którym z daleka błyskały w ich stronę pojedyncze światła w wieżach Akademii Dobra, jak wróżkowy pył rozsypany we mgle - Jeżeli chodzi o ucznia, był to Alan ze Śnieżnych Wzgórz. O ile mi wiadomo próbował pomóc Czytelniczkom, gdy te wdały się w kłótnię z Raverem. Lisa spędza z nim sporo czasu, jak już mówiłam wcześniej. Utworzyli drobną grupkę, do której włączyli Stephanie z Lisiego Gaju i Aidana z Nottingham... To dobrze, Czytelniczce potrzebni są przyjaciele, którzy mogliby uświadomić jej, jak wygląda nasz świat - westchnęła, przechylając swoją filiżankę; była pusta, na dnie ostało się jedynie kilka bursztynowych kropel.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crystal

Mimo, że specjalnie tego nie okazywała, z uwagą słuchała słów Dziekan Dobra. Emocje pozostawały cały czas jednak na jej twarzy niezmienne, a chłód w oczach nie potrafił zdradzić co dokładnie może czuć kobieta. Analizowała jednak każde słowo. Alan ze Śnieżnych Wzgórz przewijał się już kilkakrotnie w różnych sytuacjach. Najpierw wtedy przy obiedzie stanął w obronie Czytelniczek przed nią, a teraz jak się okazuje, że narażał życie przeciwko groźnemu nigdziarzowi. Ale czy zaprawdę stawał w obronie obu Czytelniczek? Nadal podejrzewała, że to właśnie ten książę pomagał pierwszej nocy Elisabeth z Lasu za Światem wejść do Akademii Zła. Wtedy gdy prosiła o wydanie wspólnika tych eskapad, Adelia wyszła w końcu pierwsza do przodu. Mogła łatwo założyć, że ta Czytelniczka nie przepada za księciem, który miał ją bronić dwukrotnie. A może to wcale nie było tak, że go nie lubiła, a czuła po prostu zazdrość o swoją zawszańską przyjaciółkę?

 

- Ciekawa sprawa - powiedziała w końcu, po dłuższej chwili. - Śnieżne Wzgórza często pozostają spornym królestwem z tego co wiem. W końcu nadal są tacy co nie dowierzają, że pierwsza władczyni była zawszanką z metodami, które przejawiała. Nie mówiąc o tym, że na tronie zawsze musi być ktoś z jej rodu, inaczej królestwo przepadnie. Dyrektor jednak ściągnął tego Alana i tą Sophie. Gdyby oboje nie zdali królestwo najpewniej przepadłoby wraz ze śmiercią ich rodzin - lekko się zamyśliła. - Wracając jednak do naszego problemu. Moim zdaniem, Raver chce być w centrum uwagi. Chciałby wzbudzać podziw, ale nie tylko innych uczniów, ale i nauczycieli, a może nawet Dyrektora. Lady Lesso ty już zwróciłaś na niego uwagę, nawet jeśli nie w sposób, którego oczekuje, to już wie, że go widzimy, a on postara się by tak już zostało. Czy nie ma więc lepszego sposobu na zwrócenie na siebie uwagi i wybicie się ponad wszystkich znajdując własne nemezis szybciej niż wszyscy inni? - nie oczekiwała na to odpowiedzi, bo mówiła dalej. - Klaryso, podejrzewam, że to Alan ze Śnieżnych Wzgórz pierwszej nocy pomagał Lisie się tu włamać. Adelia go nienawidzi lub przynajmniej za nim nie przepada. Chyba uważa, że twoi zawszanie zabierają jej przyjaciółkę. A może chodzi o samego księcia, a jego relacje z Elisabeth sięgają nawet dalej niż przyjaźń, w końcu to tak zawszańskie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akademia Zła, Gabinet Crystal

Wysłuchały Crystal w neutralnej ciszy; najważniejszy, najbardziej dotkliwy problem obu szkół, czyli nocne łamanie regulaminu przez Elisabeth z Lasu za Światem mieli częściowo za sobą, nawet jeżeli większość tajemnic wciąż pozostała niewyjaśniona. Lady Lesso zachodziła w głowę, jak dziewczyna tak skutecznie była w stanie umykać wszelkim problemom, jaki związek mógł lub nie mógł mieć z tym Dyrektor Akademii i dlaczego uczniowie tak bardzo uparli się w tym roku, by drążyć temat Baśniarza i jego Strażnika. Klarysa Dovey natomiast podchodziła do wszystkiego spokojniej; pracowała w tej szkole już wystarczająco długo, by wiedzieć, że zawsze musiała się trawić dwójka lub trójka uczniów o nadzwyczajnej ciekawości, zdolności do łamania regulaminu, a także takich, którzy zafascynowani srebrną wieżą Dyrektora stawialiby zakłady, kto zdoła dostać się do niej pierwszy. Nie wiedziała, kto mógł mieć bardziej dość dzieciaków podejmujących próby obejścia wilczych strażników - nauczyciele, czy sam Dyrektor. Klarysa pamiętała przypadki takich, którzy jako zmogryfikowane nietoperze zamierzali przemknąć pomiędzy patrolującymi wróżkami, a nawet jeden przypadek zawszańskiego księcia, który z balkonu wieży Honor próbował dorzucić magiczne lasso aż do okna wieży Dyrektora. Pokręciła głową, uśmiechając się sama do siebie. Wspominała tego chłopca z sympatią, nawet jeżeli wpadał na nieprawdopodobne pomysły, a ostatecznie został złotą biedronką.

Tak, to nie byli pierwsi uczniowie tak zainteresowani tajemnicą Baśniarza. Crystal miała rację i to powinno nieco ukoić ich nerwy. Dlaczego więc nadal rozmyślała o tych dziewczynkach z takim niepokojem? Być może chodziło o to, że to Czytelniczki albo o fakt, że obie ustawicznie ryzykowały zdrowiem. A może - co dużo bardziej frapujące - o tę serię niewytłumaczalnych zdarzeń, których pewnego źródła nadal nie sięgnęły.

 

Gdy jednak Crystal zakończyła swoją wypowiedź, wróżka sięgnęła najpierw łagodnie po pustą filiżankę i wychyliła się w fotelu.

- Annabelle, moja droga, czy mogę prosić o jeszcze odrobinę herbaty? Dawno nie miałam okazji pić tak wyśmienitej - dopiero potem obejrzała się z uśmiechem na Lady Lesso, która z nietęgą miną kołysała w dłoni własną; od dawna wystygłą. - Plotki zawsze były i będą, Crystal, ale wszyscy wiemy, że Królowa Śniegu była zawszanką; nie tylko skończyła Akademię Dobra, ale i otrzymała własną historię według reguł Baśniarza. Nie jedna osoba powiedziałaby zapewne, że Elisabeth z Lasu za Światem przejawia zachowania podpadające pod chuligaństwo, ale pod przykrywką roztrzepanej nastolatki z pewnością skrywa dobre serce - umilkła raptownie. Po kręgosłupie przebiegł jej dziwaczny dreszcz, jakby nagle ktoś zaczął intensywnie się jej przyglądać; obejrzała się przez ramię, lecz w gabinecie nikogo nie było. Musiało jej się tylko zdawać. - Tak samo Królowa Śniegu skrywała dobroć pod pozornym chłodem. Popatrzmy chociażby na Alana; to jej potomek z krwi i kości, potrafi mrozić spojrzeniem prawie równie skutecznie, co ty, moja droga, ale równocześnie zajmuje bardzo wysokie miejsce w rankingach - mrugnęła przyjaźnie, składając dłonie na kolanach, najwyraźniej niewzruszona faktem, że właśnie porównała Dziekan Zła do młodego księcia - Co do tego chłopca, Ravera... - Lady Lesso zmarszczyła brwi, niezadowolona z sugestii Crystal, jakoby miała mu dać to, czego chciał; zalety jej działań i tak przewyższały wady, nawet jeżeli nigdziarz poczuł się chwilowo bardziej wyjątkowy - Wszystkie zgadzamy się z pewnością, że to jeszcze nie czas na nemesis. Nie lekceważmy zagrożenia, ale zachowajmy rozsądek w obliczu młodzieńczej brawury - nagle odwróciła się całym ciałem do biurka Złej dziekan, poważniejąc na tyle wyraźnie, jakby znów miała zamiar kłócić się z nią w którejś z poruszanych spraw. Okazało się jednak, że jej nagła bezkompromisowa postawa wynika z czegoś całkiem odwrotnego - Crystal, zgadzam się z tobą. Mi również wydaje się, że to Alan włamywał się do Akademii Zła w towarzystwie Elisabeth. Nie mam na to jednak żadnych dowodów, a co za tym idzie, nie mogę go ukarać. Nie wiem, czy miałabym serce zrobić to nawet, gdyby okazało się to prawdą, ponieważ, jak zauważyłaś, to zachowanie prawdziwie rycerskie, pomimo łamanych reguł. Zabrzmię może nieco surowo, ale naprawdę nie wątpię, że to wina Elisabeth, że chłopiec również się tam znalazł i to ona inicjowała każde z tych włamań - westchnęła, oglądając się na okno. - Siatka zależności i motywów, jaką otaczają się te dziewczynki jest doprawdy frustrująca. Człowiek zaczyna się wręcz zastanawiać, co jest naprawdę dobrem, a co złem - urwała, zdając sobie sprawę z tego, co właśnie powiedziała.

Zarumieniona opuściła głowę i nie dodała już nic, podczas gdy Lady Lesso rzuciła Crystal spojrzenie zbyt krótkie, by dało się odczytać jego intencje.

Edited by Elizabeth Eden

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crystal

Ciężko było zauważyć jak wąż zareagował na prośbę, bo ciężko było tu o jakąś mimikę z jej strony. Nic nie powiedziała, tylko ruszyła po kolejną filiżankę. Crystal w międzyczasie zmarszczyła lekko brwi, gdy nagle Dziekan Dobra przerwała mówić, w momencie wspomnienia o Czytelnicze. Zastanawiała się nad tym jak ta nagle się obróciła, a potem na chwilę kątem oka spojrzała na samotną wieże. Czyżby jednak nie popadała w paranoje? Może za myślą, że Dyrektor interesuje się czytelnikami rzeczywiście kryło się coś więcej. A może nie wszystkimi, a tą konkretną? W sumie to nie powinno być dziwne. Dobry Dyrektor, który interesuje się zawszanami, wydaje się to, aż nazbyt normalne. Dlaczego jednak jakieś niejasne przeczucie mówiło jej, że jakiś ważny element układanki wciąż jej umyka i pozostaje poza jej zasięgiem.

 

Fala tych rozmyślań sprawiła, że nawet nie zwróciła większej uwagi na porównanie wzroku jej i zawszańskiego księcia. Skupiła jednak się ponownie na słowach Dziekan Dovey. Zasady zawszan jak zwykle pozostawały dla niej niezrozumiałe. Książę może faktycznie zachował się jak na zawszanina przystało, ale z drugiej strony czy nie powinien był raczej zabrać zawszanki z powrotem do zamku? Jej można było jeszcze wybaczyć brak wiedzy. Na inteligentną jednak nie wyglądała, nie mówiąc, że Czytelnicy nic niemal nie wiedzieli o ich świecie, ale mieszkaniec Puszczy, który zna zasady, a mimo to pomaga jej się wkraść do Zamku Zła, zamiast przemówić jej do rozsądku? W jej opinii był równie winny, ale nie mogła jednak karać zawszanina. W międzyczasie, Annabele przyniosła herbatę dla Dziekan Dobra i znów odpełzła w kąt nic nie mówiąc.

 

- To oczywiste, że w tym wypadku nie ma co myśleć, co jest dobre, a co złe. Wszystkim nam chodzi o dobro naszych uczniów, a to jest najważniejsze - w jej tonie nie było żadnych wątpliwości. - Klaryso, nie mam zamiaru wchodzić w twoje kompetencje, bo ty najlepiej wiesz jak traktować swoich uczniów - lekko zmarszczyła brwi, jakby walczyła ze swoimi myślami. Widać było, że coś dręczyło jej głowę, a były to wspomnienia, które zawsze starała usunąć się z pamięci. Nienawiść do zawszan tak głęboko zakorzeniona, że naprawdę potrzeba jej było masy czasu by zakopać ją jak najgłębiej w sobie aby móc zacząć tu pracować. - Powiedziałaś jednak, że zawszanka ma wielu przyjaciół. Teraz poszedł za nią książę, a jak następnym razem pójdzie kto inny? Zawszanie są jednak lojalni wobec przyjaciół - skrzywiła się lekko. - Wszystkie jesteśmy zgodne co należy zrobić, a jest to na początek ukrócenie nocnych włamań Czytelniczki. Potem trzeba zrobić coś w sprawie Ravera, ale nie wszystko na raz. Proponuje skłócić obie Czytelniczki, jednak wiem, że to nie jest coś co chciałabyś zrobić Klaryso - lekko westchnęła. - Sianie niezgody to jednak specjalność wiedźm, takich jak ja czy Lady Lesso. Pamiętamy jednak jak to się skończyło ostatnio - spojrzała ponuro na wierzę. - Możesz porozmawiać ze swoją Czytelniczką i uświadomić ją, że ucieczki nie ma. Została wybrana i musi z tym żyć. Powiedz jej jakie te ucieczki niosą zagrożenia dla niej i jej przyjaciół, a może nawet Adelii, może wtedy to do niej dotrze albo... - coś nagle uderzyło ją w myśl. - Jak ona w ogóle tu przechodzi? Na moście połowicznym powinna być bariera, która blokuje przejścia naszym uczniom. Kanałami też nie mogła wejść, bo Bestia by ją dostrzegł. Masz jakieś przejście do Zamku Zła, o którym nikt nie wie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akademia Zła, Gabinet Crystal

Stwierdzenie Crystal zdawało się uspokoić Klarysę, która na kilka sekund wyłączyła się z rozmowy, wpatrując z zażenowaniem we własne dłonie. Dysonans w odróżnianiu Dobra od Zła mógł charakteryzować każdego - ale nie dziekanów Akademii, którzy przysięgali prowadzić swoich uczniów jasno po jednej z dróg! Z ochotą przyjęła więc to wyjaśnienie; jakkolwiek Elisabeth z Lasu za Światem mogła łamać regulaminy i mieszać nastoletnią arogancję oraz brak poszanowania dla zasad ze szlachetnymi motywami i potrzebą niesienia pomocy, najważniejsze dla nich - jako dla grona pedagogicznego - było zapewnienie dzieciom bezpieczeństwa. To był oficjalny koniec eskapad Czytelniczki, a także przyjaciół, których pociągała za sobą. Sięgając po drugą filiżankę herbaty, przyjemnie parującą i słodką, dziekan Dovey poprzysięgła sobie, że czas na gierki się skończył i wszyscy uczniowie łamiący reguły będą karani, na tyle surowo na ile przewidziano to w regulaminie Dobra. Lady Lesso obserwowała kątem oka nową determinację, jaka przyoblekała rumianą twarz jej przyjaciółki, odczuwając w głębi serca łagodne rozbawienie. Zawszanie trzymali swoje emocje na dłoni, rozkosznie naiwnie otwierali mimikę i gesty na interpretacje wrogów, a jednak potrafili robić to w sposób tak wyzywająco szczery, tak butny, że kryła się za tym siła, która wciąż pozostawała poza jej zrozumieniem.

 

Pomysł ze skłóceniem dwóch dziewcząt podstępem znów nie przypadł Klarysie do gustu, jednak tym razem powstrzymała się od obszernego komentarza. Uniosła jedynie jedną brew nad krawędzią filiżanki, by dać Crystal do zrozumienia, że angaż Elisabeth w wiedźmie plany pozostawał poza dyskusją. Nie miała prawa przykładać ręki do tego, w jaki sposób jej Złe koleżanki potraktują młodą Adelię, lecz - jak sama zresztą słusznie zauważyła - Dobro nie niszczyło bezdusznie ani nie stosowało kłamstw jako środka zaradczego. 

- Osobiście zajmę się sprawą Elisabeth. Zanim sięgnę po dosadniejsze metody, poświęcę czas na to, by długo i dokładnie z tą dziewczyną porozmawiać - zaznaczyła cicho, nie próbując podjąć tematu krótkiego zawahania Crystal; domyślała się, że blondynka, jak większość wiedźm, musiała radzić sobie z demonami przeszłości, nigdy jednak nie naciskała na to, by je poznać. Nie robiła tego Lady Lesso, więc tym bardziej nie zamierzała Crystal.

Ostatnie pytanie dziekan Zła okazało się jednak strzałem w dziesiątkę; w jaki sposób Elisabeth tak często i skutecznie przedostawała się do drugiego zamku? Przy wszystkich zabezpieczeniach wydawało się, że nie da się zrobić tego więcej niż jeden, przypadkowy i pełen szczęścia raz.
- Oczywiście, że nie ma takiego przejścia. Bariera na Moście Połowicznym przepuszcza nauczycieli, dlatego nie byłoby to zupełnie koniecznie - odparła nieco zrzędliwe, a potem odwróciła do Lady Lesso, chcąc zaangażować ją w dyskusję; ostatecznie od dłuższego czasu już siedziała w uprzejmym milczeniu. - Lady Lesso, a co ty o tym myślisz? W jaki sposób Czytelniczka może włamywać się do waszego zamku?

Fioletowe oczy kobiety zmrużyły się lekko, sygnalizując, że zrozumiała cel, w jakim zadano jej to pytanie.

- Jeżeli odrzucimy wcześniejszą hipotezę o tym, że według dziewczyny to Dyrektor Akademii jej pomaga - rzuciła nieco kąśliwym żartem, nie spodziewając się, że Klarysa zareaguje tak poważnie; wróżka zacisnęła mocno usta, spoglądając na nią z przyganą - Wtedy najbardziej prawdopodobny staje się Most - zakończyła pewnie, nie dając zbić się z tropu. - Bariera nie jest w stu procentach pewnym zabezpieczeniem. Nie odsyła uczniów natychmiast z powrotem, ale biernie blokuje przejście, dając co sprytniejszym czas na znalezienie luki - z zastanowieniem przyłożyła paznokieć do ust. - Rozważanie tego, w jaki sposób Elisabeth ją ominęła bądź udowodniła, że tak naprawdę jest Zła... - dodała tylko dla samej satysfakcji usłyszenia tego, jak Klarysa z oburzeniem wciąga powietrze; sama nie wierzyła bowiem w to, że wybrana przez Dyrektora zawszanka może mieć nigdziarską naturę - ...nie ma raczej większego sensu. Opowiedzieć mogłaby o tym jedynie sama uczennica. Bardziej pilny jest problem tego, w jaki sposób w ogóle znalazła się na tym Moście; o ile mnie pamięć nie myli, w Zamku Dobra te drzwi pojawiają się jedynie wtedy, gdy wezwie je nauczyciel - spojrzała pytająco na Klarysę.

Ta natychmiast pospieszyła z odpowiedzią.

- To prawda, ale... - położyła dłoń z zawstydzeniem na karku. - Nie jestem już pewna, ale wydawało mi się, że August opowiadał coś kiedyś o tym, że każda ze Szkół ma drogi ewakuacyjne na wyższych partiach wież, na wypadek gdyby klatki schodowe wyłączono z użytku... Nie wydaje się, by miało to sens, ostatecznie odkąd Dyrektor Akademii zabezpieczył szkołę i odciął ją od Puszczy Błękitnym Lasem, nie doszło do żadnego poważnego ataku. Z drugiej strony, jako nauczyciel historii mógłby zapewne mieć na myśli te, które pozostały z dawnych, niebezpiecznych czasów - urwała z zastanowieniem, czekając na to, co miałaby do powiedzenia Crystal; być może ona również kiedyś o tym słyszała.

Edited by Elizabeth Eden

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crystal

Kolejna próba rozmowy z Czytelniczką wydawała się dla niej zwykłą stratą czasu. Naprawdę, czy takie kary mogły w jakikolwiek utemperować zbuntowanego zawszanina? Karze jej pójść do kąta, a może powie żeby poszła spać bez kolacji? Sposób w jaki zawszanie starali się sobie radzić z niewłaściwym zachowaniem był tak absurdalny, że coraz bardziej ciężko było się dziwić, że Czytelniczka nie boi się wracać do Akademii Zła. Pewnie myślała, że tutaj nauczyciele potraktują ją podobnie. Gdyby tylko dostała ją sam na sam na pięć minut, szybko by ją wytresowała. Niestety to pozostanie marzeniem, bo nie mogła się mieszać w sposób dawania nagany przez Dziekan Dobra, chyba, że sama prosi ją o pomoc.

 

Bardziej jednak zastanawiające było to co powiedziała Lady Lesso. Okazywało się, że nie było innego przejścia, poza tymi, które znają. Czy jednak bariera naprawdę mogła zostać oszukana przez te ograniczoną dziewczynę? Odkąd tu uczyła, nie pamiętała by jakikolwiek uczeń był zdolny tego dokonać. Z drugiej strony, zawszanie nigdy do tej pory tego nie próbowali, bo czego mieliby szukać u brudnych ich zdaniem nigdziarzy. Jeśli chodziło o nigdiarzy, to zdarzały się przypadki, że mieli ochotę dotrzeć do Akademii Dobra i zrobić coś niemiłego tamtejszym uczniom. Pamiętała nawet wiedźmę, która próbowała rzucać zaklęcia na barierę, aż ta nie ogłosiła alarmu. Nikt jednak do tej pory nie zdołał jej sforsować. Czy więc Dyrektor doprawdy jej pomagał? Przypomniała sobie scenę na obiedzie i oskarżanie Czytelniczki przez zawszan o bycie wiedźmą. Tak łatwo wtedy uwierzyli, że może nią być. Czy mogła wykorzystać właśnie ten fakt, by znaleźć sposób na minięcie bariery? Nagle spojrzała z zainteresowaniem na Dziekan Dovey.

 

- Lady Lesso poruszyła bardzo dobry temat - pochwaliła swoją koleżankę, marszcząc przy tym brwi, ale widać było, że nie ze złości, a zamyślenia. - Klaryso, jednak ja tego nie bardzo rozumiem - teraz spojrzała na Dziekan przeciwnej Akademii. - Wszystkie wiemy, że nie należy ignorować słów Augusta Sadera, nieważne jakby brzmiały. Sama robisz wszystko z jego instrukcjami, ale zignorowałaś być może tak kluczową informacje? - uniosła brew. - Nie mam pojęcia jak dawno temu podzielił się nią z tobą i być może tego nie sprawdzałaś, bo do tej pory nie było potrzeby, ale jak widać w końcu się stało i ktoś być może to wykorzystuje - skrzywiła się lekko. - Pierwszego dnia gdy się tu włamała, próbowała przebić się przez gałęzie, ale jej nie pochwyciły. Zakładam, że dzięki temu księciu. Można założyć dzięki temu wydarzeniu, że u nas nie znalazła podobnego przejścia i zwykle biega na ślepo. Jednak nie przerwiemy obecnego problemu, jeśli nie dowiemy się gdzie są te wyjścia ewakuacyjne - zmarszczyła ponownie brwi. - August Sader na pewno nam nie powie ich dokładnej lokalizacji jeśli go spytamy. Wniosek zostaje jeden, trzeba samemu to sprawdzić. Jak do tej pory to nasz najlepszy trop, który trzeba zbadać. Nawet w przyszłości może być to niezwykle istotne gdyby znów pojawił się podobny uczeń zainteresowany wycieczkami do Akademi Zła

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akademia Zła, Gabinet Crystal

Lady Lesso zachowała neutralną pozycję zarówno wtedy, gdy została przez swoją przełożoną pochwalona (co nie zdarzało się często, szczególnie biorąc pod uwagę ich niewypowiedzianą rywalizację), jak i podczas karcącego monologu, jaki skierowała do Klarysy. W każdym innym przypadku zapewne stanęłaby w obronie przyjaciółki, która była starsza, bardziej doświadczona i wrażliwsza od Crystal, jednak obecnie nie byłaby w stanie się z nią nie zgodzić. Ciężko uwierzyć, by dziekan Dobra, zazwyczaj tak sumienna i pedantyczna w stosunku do zasad, mogła przymknąć oko na sprawę tak istotną. Drobne wskazówki zostawianie przez Augusta Sadera rzeczywiście z rzadka brzmiały poważnie, a Lady Lesso sama podczas pierwszego roku pracy w Akademii łapała się na ignorowaniu dziwnego mężczyzny i jego pozornie niewiele znaczących komentarzy, jednak Klarysa znała mężczyznę dłużej. Był nawet czas, gdy młoda nauczycielka Zła odczuwała podziw, widząc jak lekko przychodzi kobiecie tolerowanie wszechwiedzącego uśmieszku i lakonicznych odpowiedzi wieszcza. Z bólem serca musiała przyznać, że w tamtym czasie osobiście nie odznaczała się równie dojrzałą cierpliwością.

Osaczona i osamotniona dziekan Dobra musiała samodzielnie zmierzyć się z subtelnym oskarżeniem i zrobiła to wyprostowana, z uniesioną głową, nawet jeżeli na jej policzkach zakwitł bladoróżowy rumieniec wstydu.

- Musisz mi wybaczyć, Crystal, jeżeli w nawale zajęć i obowiązków zlekceważyłam historyczną ciekawostkę jaką podzielił się ze mną August. To nie byłby pierwszy raz, gdy wpadały mu do głowy takie opowieści; historia to jego prawdziwa pasja, mówi o niej znacznie chętniej i wylewniej niż o sprawach teraźniejszych, czy tym bardziej przyszłych - westchnęła, kręcąc lekko głową i opuszczając wzrok. - Przyjmuję na siebie tę odpowiedzialność i zbadam to najszybciej jak będę mogła. Być może w tym wypadku uda mi się wyciągnąć z Augusta więcej informacji - dodała z nadzieją.

Lady Lesso uniosła sceptycznie brwi, ale nic nie powiedziała. Po chwili przeciągającego się milczenia, podczas którego Klarysa odzyskiwała koloryt i dobry nastrój popijając swoją przesłodzoną herbatę, zdecydowała się jednak zabrać głos, by wyrównać poziom spoczywających na nich obowiązków.

- My również zbadamy obecność takich przejść w Akademii Zła. To, że Elisabeth ich nie znalazła, nie oznacza, że nie znajdzie się uczeń, który to zrobi - uśmiechnęła się chłodno, rzucając Crystal krótkie, ironiczne spojrzenie. Dziekan wiedziała z pewnością, że mógł to być zarówno ktoś inteligentny, jak Elvira, Raver, czy Judith, jak i kompletny imbecyl pokroju Christiana czy Savy, który natknąłby się na nie przypadkiem.

 

Temat Czytelniczek zdawał się wyczerpywać. Choć w gruncie rzeczy nie doszły do żadnych satysfakcjonujących odpowiedzi, każda miała już ułożony plan działania w celu zapobiegnięcia dalszym incydentom. Nie były Dyrektorem, nie mogły decydować o tym, który uczeń pasował do Akademii, a którego trzeba byłoby odesłać do domu - wiedziały zresztą, że w przypadku Czytelników w ogóle nie było to możliwe i tylko sam Dyrektor wiedział, gdzie znajduje się ich świat i jak do niego dotrzeć. Mając jednak konkretne cele - oddzielenie dziewcząt od siebie drogą łagodniejszą lub bezpośrednią, zbadanie dróg ucieczek z zamków i wzniesienie dodatkowych straż - czuły się pewniej ze świadomością, że nie tkwią bezradnie w bezczynności. Mogłyby zresztą siedzieć tutaj do rana i prawdopodobnie nie udałoby im się dojść z jakiego powodu Elisabeth powoływała się z taką pewnością na pomoc Dyrektora Akademii.

Nic więc dziwnego, że Lady Lesso z ulgą przyjęła zmianę tematu zaproponowaną przez Klarysę.

- Żeby nie przeciągać spotkania i nie sprowadzać go jedynie do dwójki uczennic... czy jest jeszcze coś, o czym powinnyśmy porozmawiać, Crystal, Lady Lesso? - zanim kobiety zdążyłyby się do tego odnieść, sama kontynuowała - Mi chodzi w tym momencie po głowie sprawa Alisy z Jezior Pirany i Arii z Zasiedmiogórogrodu. Tak niefortunna, tak baśniowa - westchnęła. - Nie jest to może równie pilne, nie słyszałam bowiem, by doszło między nimi do rękoczynów, wiem jednak, że Alisa to jedna z twoich najlepszych wiedźm i prosiłabym, żebyście miały ją na oku, a najlepiej spróbowały udzielić dydaktycznego pouczenia - zaproponowała tak uprzejmie, jakby próba wytłumaczenia czegoś młodej i buntowniczej nigdziarskiej dziewczynie, nie będącej nawet do końca człowiekiem, było zadaniem lekkim i nie sprawiającym większych problemów - Po tym jak jeden z książąt ogłosił publicznie na obiedzie, że ta nigdziarka powinna zostać wydalona ze szkoły, a najlepiej stracona... - Klarysa westchnęła, pocierając sobie z zażenowaniem czoło na samo wspomnienie Juliana stojącego z mieczem na stole, niczym na królewskim przemówieniu. - ...Aria raz po raz przychodzi do mnie zapłakana, twierdząc, że Alisa grozi jej śmiercią. Och, nie twierdzę, że w Akademii Zła nie jest to codziennością - dodała nieco ostrzej, widząc jak Lady Lesso zakrywa dłonią usta w ironicznym geście niedowierzania. - Ale byłabym spokojniejsza, gdyby jedna siostra nie zostawiała drugiej na lunchu karteczek z rysunkami dziewczyn bez głowy i dopiskami "twój koniec jest bliski". To utrudnia mojej uczennicy przygotowywanie się do zajęć i wpędza ją w bezsenność. W szczególności zwróciłabym uwagę na to, czy Alisa nie ściąga do tej kampanii innych nigdziarek, ponieważ wróżka Willow twierdzi, że na zajęciach w Nekrodolinie Scarlett z Kruczego Boru zamknęła Arię w pustej trumnie. To się oczywiście zdarza, ale zauważyłam, że Scarlett i Alisa trzymają się względnie blisko - zakończyła Klarysa, spoglądając na Crystal ze zmęczeniem.

Tym razem to Lady Lesso pokręciła z niezadowoleniem głową. Młodzi uczniowie Akademii bywali doprawdy niemożliwi.

Edited by Elizabeth Eden

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crystal

Musiała przyznać, że nawet w chwili przyznawania się do błędu, Klarysa Dovey potrafiła zachować niesamowitą klasę. Nigdy jej tego oczywiście nie powie na głos, bo to było wbrew jej naturze, jednak nie zmieniało to faktu, że potrafiła imponować takim zachowaniem. Nigdy nie będą ze sobą zgodne, ale nie można było zaprzeczyć, że Dobro nie mogło obecnie liczyć na lepszego Dziekana. Normalnie pewnie jakoś skomentowałaby niedopatrzenie, którego dopuściła się Klarysa i jej tłumaczenie nadmiarem pracy. Sama jednak była Dziekanem i wiedziała jak wiele czasem człowiek ma na głowie i ciężko nad wszystkim zapanować. Sama nieraz w końcu miała z tym problem, zwłaszcza gdy zbyt wielu nigdziarzy zaczynało przejawiać powszechny imbecylizm, wtedy problem naprawdę stawał się spory, a w tym roku niestety takich przypadków nie brakowało. Słowa Dziekan Dovey o tym, że zajmie się sprawą tajnych przejść, nie skomentowała w żaden sposób tylko skinęła głową. Potem jednak spojrzała na Lady Lesso i zmarszczyła lekko brwi. Zawsze wiedziała kiedy dodać coś od siebie, a najgorsze było gdy miała racje, tak jak teraz, bo nie była w stanie dać jej żadnej ciętej riposty.

 

Oczywiście i ten temat musiał minąć, bo były także sprawy innych uczniów. Crystal mogła spodziewać się wszystkiego, ale nie, że temat zejdzie akurat na Alise z Jezior Piranii. Wiedźma miała niebywały talent, była zimna niczym bryła lodu, a przy tym bardzo niebezpieczna. Słyszała już w końcu jak się to skończyło dla Christiana z Lodowych Pól. Szybko się przekonał, że lepiej tej "dziewczyny" nie irytować. Nie mówiąc o tym, że wiedźma była niezwykle tajemnicza i skrywała prawdę o tym czym jest naprawdę. Nie jeden nauczyciel się nad tym głowił. Nikomu jednak nie chciała zdradzić tego sekretu. Nigdziarka mimo wszystkich tych cech zawsze wykazywała się spokojem i milczeniem, jakby nikt niemal nie był godny rozmowy z nią. Tymczasem właśnie teraz słyszy, że jest coś co ją prowokuje. Fakt że odkryła istnienie siostry musiał naprawdę ją zirytować, że ktoś tak spokojny jest gotowy do takich zachowań. Słysząc całą historie jaką powiedziała Dziekan Dovey, niemal parsknęła śmiechem, ledwo zdołała się powstrzymać na samo wyobrażenie zapłakanej zawszanki, która dostaje tak miłe listy od siostrzyczki. Musiała jednak zachować profesjonalizm jak na Dziekan przystało.

 

- Spróbuje porozmawiać z Alisą - nagle powiedziała. - Wiedz jednak Klaryso, że jej gniew nie minie. Powinnaś uświadomić swojej zawszance, że gdy już wie, że są siostrami, ta będzie ją ścigać nawet po Akademii. A jestem niemal pewna, że tak utalentowana wiedźma zdoła sobie poradzić i ją ukończy. Może Alisa podobnie jak Raver zaczęła wierzyć, że znalazła swoje nemezis - lekko się zamyśliła. - Muszę to dokładnie sprawdzić - zaraz potem spojrzała na Lady Lesso. - Skoro już mówimy o innych uczniach, chciałam teraz wrócić do tematu z początku i spytać Lady Lesso o opinie - zmarszczyła lekko brwi. - Jak wiemy Thomas z Mruczących Gór urodził się w zawszańskiej rodzinie. Być może gdyby nie fakt zabójstwa jego rodziców dziś byłby zawszaninem, ale los bywa przewrotny. Elvira również pochodzi z zawszańskiej, rodziny ale jest utalentowaną wiedźmą. Mimo to mam wrażenie, że ma pewną słabość do tego nigdziarza, podobnie jak on do niej. Chce więc poznać twoją opinię Lady Lesso. Uważasz, że te dwójkę łączy zwykła nigdziarska relacja, czy może też masz wrażenie, że to coś więcej? - spytała zaciekawiona.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akademia Zła, Gabinet Crystal

Klarysa westchnęła, słysząc insynuację wysnutą przez swoją koleżankę. Oczywiście, że zauważyła wcześniej, a nawet podkreśliła we własnej wypowiedzi jak bardzo sytuacja Arii i Alisy wpisywała się w kanony baśni. Dziekan Zła musiała jednak zdawać sobie sprawę z tego, że żadna historia nie mogła zaczynać się na korytarzach szkolnych - Baśniarz nie działał w ten sposób i nigdy nie wybierał niedokształconych, rozchwianych i niepewnych swoich ideałów nastolatków. Nie pozostawiało najmniejszych wątpliwości, że gdy Aria ukończy Akademię - a mimo delikatności i wrażliwości dziewczyny wierzyła w to, że uda jej się osiągnąć wysoki wynik - będzie ona przygotowana do ewentualnej konfrontacji. Jednak nie teraz, nie w pierwszej klasie, kiedy ich nauki ograniczały się właściwie do najbardziej podstawowych walorów Dobra i Zła, a nie walki pomiędzy dwiema stronami.

- Aria poradzi sobie z Alisą, jeżeli zostaną swoimi nemesis - szepnęła wróżka z niewielką tylko dozą satysfakcji, zupełnie jakby była tego absolutnie pewna - Zanim to się jednak stanie, musimy zadbać o to, by obie dziewczęta bezpiecznie przetrwały wszystkie lata nauki.

Lady Lesso zerknęła na swoją przyjaciółkę z ukosa, filiżanką zakrywając gorzkie skrzywienie ust. W którymś momencie dla wszystkich, także dla najstarszych i najbardziej doświadczonych mieszkańców Puszczy, jasne stało się, że Dobro zawsze wygrywało i będzie wygrywać w baśniach. Jako wiedźma nie była w stanie do końca powściągnąć niechęci. 

Kiedy jednak chwilę później Klarysa odwróciła się do niej z uśmiechem, w oczekiwaniu na to, aż odpowie na pytanie Crystal, w oczy rzuciło jej się bardziej niż zwykle jak łagodne zmarszczki w kącikach oczu i ust starszej dziekan paradoksalnie nadawały jej twarzy wyrazu młodzieńczej niewinności. 

Jakakolwiek siła mąciła w równowadze, jej przyjaciółka z pewnością nie miała nad nią kontroli. Cieszyła się jedynie z sukcesów swoich uczniów, jak na rozsądnego nauczyciela przystało.

 

Lady Lesso złączyła palce bladych dłoni i zatknęła je pod brodą, zastanawiając się teraz nad pytaniem przełożonej. Było ono bardzo przewrotne i wymagało ostrożnej odpowiedzi; tak naprawdę bowiem nie mogła być pewna, ile będzie ona miała wpływu na przyszłą sytuację tej bądź co bądź utalentowanej dwójki. Milczała więc przez dłuższą chwilę, analizując w głowie wydarzenia, których była świadkiem i rozpatrując je pod kątem realnych poszlak oraz podświadomych domysłów.

- Crystal, moja opinia nie będzie miała aż tak wielkiego znaczenia jak bezpośrednia konfrontacja z tą dwójką - powiedziała w końcu, skupiając na blondynce swoje przenikliwe, fioletowe spojrzenie - Będąc jedynie zewnętrznym obserwatorem nie da się właściwie ocenić ich relacji. Jeżeli jednak chcesz znać moją opinię; tak, uważam, że łączy ich coś więcej. To nie musi być miłość i najprawdopodobniej nią nie jest - podkreśliła, zdając sobie przecież sprawę z tego, że młode Zło z miłością nie miało nic wspólnego. - Ale nie byłoby dla mnie zaskoczeniem, gdyby okazało się, że testują oni na sobie zawszańskie relacje, które mogli mieć okazje podpatrzeć. Może chcą się wyróżnić. Może naprawdę są samotni i uważają, że potrzebują bliskiego kontaktu z drugą osobą. A może to coś jeszcze innego. Jestem natomiast pewna, że nie jest to dla nich korzystne i narażają się na wielką krzywdę. Jako nigdziarze nie dojrzeli jeszcze do takich wyzwań, ich natury będą się ze sobą ścierać i mogą stanowić im przeszkodę - urwała i rzuciła Klarysie wymowne spojrzenie, gdy kątem oka zauważyła, że wróżka poruszyła się niespokojnie w fotelu, jakby miała zamiar się wtrącić. W ten niemy sposób poprosiła ją o to, by nie próbowała. Rzeczy, o których mówiła Lady Lesso, mogła zrozumieć jedynie druga wiedźma. - Należy jednak pamiętać, że relacje pomiędzy nigdziarzami nie stoją w sprzeczności z regulaminem - zakończyła nieco cichszym tonem, tracąc chęć na dalsze dywagacje.

W głębi serca miała bowiem wrażenie, że wszystko co powiedziała w niewielkim, ale tylko niewielkim stopniu czyniło z niej hipokrytkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Crystal

To oczywiste, że nie można było zabraniać uczniom relacji. Tworzenie ich było normalne, zwłaszcza, że pewnego dnia ci uczniowie będą w większej lub mniejszej mierze zależni od siebie. Czarne charaktery musiały sobie jak najszybciej wybrać najlepszych kandydatów na przyszłych sługusów. Silny sługus mógł zapewnić zwycięstwo. Nie dziwiło ją, że Elvira spośród wielu nigdziarzy wybrała właśnie jego. Młoda wiedźma była niezwykle inteligentna i zdawała sobie też na pewno sprawę ze swoich słabości. Thomas idealnie łatał te dziury. Na dodatek mimo braku w edukacji w przeszłości, chłopak nie był głupi. Posiadał własne zakresy wiedzy, a ona starała się je poszerzać. Najpewniej normalnie nie zwróciła by na to uwagi, ale Thomas... Nigdziarz nie zachowywał się przy niej typowo. Bronił jej niemal za każdym razem, a nawet dawał się poniżać, co jest nietypowe na tym etapie nauki. Zupełnie jakby zaakceptował swój los, a na dodatek zdawał się mu on nie przeszkadzać. Nawet się nie starał rywalizować o główne miejsce w rankingu. a być może mógłby. Mało kto miał taki talent jak on. Ponadto Elvira też wydawała się czasem wykazywać troskę o niego. co było tak nietypowe dla tej nigdziarki. Musiała jeszcze przyjrzeć się tej dwójce. bo nadal jej się to nie podobało. Nie chciała by taki talent jak Elviry się zmarnował.

 

- Zapewne masz racje Lady Lesso - ciężko westchnęła. ignorując niedawne spojrzenie nauczycielki. To, że nie do końca się z nią zgadzała postanowiła zachować dla siebie. - Czyli mamy plan w sprawie Czytelniczek, a ponadto omówiliśmy sprawy dwóch sióstr i nietypowej relacji nigdziarskiej. Czy jest coś jeszcze co mogłybyśmy omówić, czy na tym poprzestaniemy? - uniosła brew w zaciekawieniu. Nadal miała wrażenie, że Dyrektor w to wszystko ingeruje, mimo tego co zostało powiedziane. Mogła przynajmniej powiedzieć, że zrobiła co mogła by przemówić im do rozsądku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now