Elizabeth Eden

Brony
  • Zawartość

    2565
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

119 Wzorowa

O Elizabeth Eden

  • Ranga
    Eliza ;)
  • Urodziny 18 Wrzesień

Informacje profilowe

  • Płeć
    Klacz
  • Miejsce zamieszkania
    Polska
  • Ulubiona postać
    Twilight Sparkle

Ostatnio na profilu byli

7281 wyświetleń profilu
  1. Akademia Zła Uczniowie wstawali i szybkim krokiem udawali się do wyjścia. Prawie każdy chciał już po prostu opuścić lodową klasę i wrócić na korytarz, który, choć wcześniej chłodny, teraz wydawał się być wypełniony wiosennym ciepełkiem. Ciężkie buciory stukały po lodzie. Wyraźnie widać było, kto zajął jakie miejsce, po zaciśniętych pięściach i grymasach na twarzy. Już przy drzwiach zaczęło robić się gwarno, uczniowie dyskutowali, żalili się i przechwalali. Tylko Adelia wciąż siedziała jak skamieniała na swoim miejscu, przełykając ciężko ślinę i z mocno bijącym sercem oczekując chwili w której zostanie w klasie sama ze straszną nauczycielką. Czego mogła się spodziewać? Czy czeka ją kara za tak słaby wynik? A może już chcieli wyrzucić ją z Akademii? Ale przecież z tymi, którzy nie zdali, miały się dziać straszne rzeczy, tak mówili na Ceremonii! Mówili tam też, że nie zdaje się po zajęciu trzy razy z rzędu ostatniego miejsca... a może nie? Sama już nie nie miała pojęcia. Drzwi trzasnęły głośno, Sava wychodziła jako ostatnia. Lady Lesso spojrzała w ich stronę z irytacją, a potem znów skupiła się na jakimś dzienniku na swoim biurku. Adelia trzęsła się mocno, szczękając zębami i spoglądając ukradkiem zaszklonymi oczami na kobietę, oczekując najgorszego... - Podejdziesz tu w końcu, czy będziesz tak siedzieć na końcu klasy? Dziewczyna bardzo powoli zsunęła się z lodowej ławki, odgarniając brudnym rękawem włosy, które z powodu stresu przykleiły jej się do czoła. Owinęła się ochronnie ramionami i zaczęła z opuszczoną głową kierować się w stronę biurka nauczycielki, powłócząc przy tym nogami. Skostniałe z zimna stawy protestowały i dodatkowo spowalniały jej ruchy, całą sobą sprawiała wrażenie, jakby właśnie zmierzała na ścięcie. To najwyraźniej irytowało Lady Lesso. - Jeśli w przeciągu trzech sekund nie znajdziesz się przede mną, to będziesz w ten żałosny sposób szła do Sali Udręki. Adelia pisnęła i mimo strachu i bólu podbiegła szybko do biurka, przy okazji uderzając w nie kolanami. Jej wargi drżały, kiedy podparła się na lodzie i spojrzała z wyrzutem na o wiele wyższą od siebie kobietę, która jednak była jej rozpaczą kompletnie niewzruszona. Pochyliła się, żeby złapać ją za brodę, ignorując to, że znów zapiszczała i próbowała odsunąć się do tyłu. Jej ostre, granatowe paznokcie wbijały się w czerwoną od zimna, łez i strachu twarz dziewczyny. Przez chwilę mierzyły się spojrzeniami. Chłodne, elektryzujące, fioletowe oczy Lady Lesso kontra duże, przerażone, jasnobrązowe Adelii. Jak można się było spodziewać to właśnie ta druga w końcu zacisnęła powieki, oddychając szybko i czekając, tak naprawdę nie mając pojęcia na co. Nauczycielka jednak puściła ją wtedy i wyprostowała się, obserwując uczennicę z góry. - Ty jesteś naszą tegoroczną Czytelniczką. Jak wszyscy z Lasu za Światem nic ze sobą nie masz, prawda? Adelia otworzyła szeroko oczy, słysząc pytanie, którego kompletnie się nie spodziewała. Nieco nieświadomie skinęła głową, wciąż nie rozumiejąc o co właściwie chodzi. Nauczycielka uśmiechnęła się ponuro, jakby właśnie tego się spodziewała, a potem usiadła za swoim biurkiem. - I pani dziekan nadal nic ci nie zorganizowała? No coś takiego... każę wilkom przynieść ci do pokoju jakąś torbę, coś do pisania, piżamę i ręcznik, tylko nie oczekuj żadnych luksusów, nauka w Akademii Zła ma was przede wszystkim nauczyć wytrwałości - znów na nią spojrzała, wychylając się do przodu. - Oczywiście zakładając, że w ogóle zdasz ten pierwszy dzień. Przestań się nad sobą użalać, bo w niczym ci to nie pomoże. Im dłużej będziesz walczyć z prawdą tym gwałtowniej cię ona potem uderzy. Gdyby Adelia się tak nie bała, to prawdopodobnie zatkałaby uszy. Nie chciała słuchać kolejnej osoby, która wmawia jej, że jest zła, co jest przecież tak oczywistą nieprawdą. Jak niby mogłaby być wiedźmą, skoro jest delikatna, grzeczna i nieśmiała? Czarne charaktery w baśniach takie nie były. O wiele bardziej pasowała tutaj Margo, ten straszny chłopak z łazienki i tak na dobrą sprawę wszyscy poza nią. Lady Lesso jeszcze przez chwilę obserwowała ją ponuro, jakby dokładnie zdawała sobie sprawę z tego o czym myśli. - Wiedźma i księżniczka nie mogą być przyjaciółkami - powiedziała nagle kobieta, a Adelia zamrugała i odwróciła głowę. - Najlepiej będzie, jeśli przekonasz się o tym na własnej skórze. A teraz idź już na następne zajęcia i dla twojego własnego dobra lepiej, żebyś zachowywała się na nich mniej żałośnie niż na moich Wychodząc, a raczej uciekając z klasy, Adelia nie miała już żadnych problemów z szybkością. W tym czasie uczniowie Akademii Zła zmierzali leniwie w stronę klasy w której odbywać się miała lekcja Osobistych Talentów, prowadzona przez profesor Crystal. Wilki przeciągłym wyciem obwieszczały koniec jednych zajęć i zbliżający się początek drugich, a nigdziarze dyskutowali na temat tego, o czym będzie ich uczyć pani dziekan, przy okazji wymieniając przechwałki na temat swoich talentów, które każdy jeden uczeń uważał za bardziej wyjątkowy od innych. Były też takie osoby, które nie wiedziały jeszcze, co jest ich mocną stroną, na przykład Margo, która i tak była już naburmuszona wynikiem, jaki otrzymała na zajęciach Lady Lesso. Chociaż ruda dziewczyna pędziła przed siebie z mocno zaciśniętymi pięściami, nie patrząc na nikogo, to Judith i tak cały czas szła obok niej. W końcu były zmuszone zatrzymać się w pobliżu klasy i zanim Margo zdążyłaby po raz kolejny ostrzec Judith, że nie chce jej głupiego współczucia, ta wtrąciła się, a jej chrapliwy, świszczący głos zabrzmiał jakoś tak straszniej niż zwykle. - Słuchaj, nie jestem zawszanką, żeby cię pocieszać i wspierać albo dawać bezsensowne rady, więc przestań patrzeć na mnie, jakbym miała taki zamiar. Jedyne, co chcę ci od początku powiedzieć, to to, żebyś wzięła się do cholery w garść, bo jak do tej pory idzie ci żałośnie. Margo przez chwilę wyglądała na oszołomioną, jakby zupełnie się tego nie spodziewała, a potem na jej popękanych wargach pojawił się ostry uśmieszek. Razem stanęły pod klasą i zaczęły tak jak wszyscy wymieniać uwagi na temat nadchodzących zajęć. W tym czasie także Elvira, wraz ze swoimi dwiema współlokatorkami, zmierzały mrocznymi korytarzami na następną lekcję. Blondynka nie zwracała kompletnie uwagi na zawistne spojrzenia innych nigdziarzy, którzy najwyraźniej uważali za niesprawiedliwe, że ktoś tak drobny i zdecydowanie zbyt piękny na czarny charakter mógł zająć pierwsze miejsce. Kim jak zwykle błądziła w obłokach, nieprzytomnym wzrokiem rozglądając się wkoło, a Walburga najwyraźniej wyzbyła się już złości z poprzednich zajęć i była zdeterminowana, by na kolejnych wypaść o wiele lepiej. W każdym razie tak można było wywnioskować po jej dumnej postawie i pogardliwych spojrzeniach, jakie rzucała wszystkim, zupełnie jakby to ona zgarnęła jedynkę, a nie idąca obok niej Elvira. Sama blondynka natomiast od początku wypatrywała Thomasa. W sumie nie miała pojęcia, dlaczego tak jej zależy na tym, żeby nadal się z nim droczyć. Sprawiało jej to po prostu dziwny rodzaj satysfakcji, jakiego wcześniej nigdy nie czuła. Zobaczyła go jednak dopiero pod drzwiami klasy profesor Crystal, gdzie stali już prawie wszyscy uczniowie. Nie zatrzymała się, aby z nim porozmawiać, tylko wykorzystała bardziej subtelny sposób zwrócenia jego uwagi, jakim było przejście niezwykle blisko, tak, żeby miała szansę po raz kolejny posłać mu tajemniczy uśmiech. Tak na dobrą sprawę nie chciała przekazać Thomasowi nic konkretnego, a jedynie wprawić go w zakłopotanie. Zaraz potem drzwi klasy się otworzyły, akurat wtedy, kiedy ostatnia uczennica, Adelia, zmachana dobiegła do grupy i stanęła na jej dalekim końcu. *** W oknie srebrzystej wieży, stojącej dokładnie pomiędzy dwiema szkołami, pojawiła się ciemna, przygarbiona sylwetka. Zamaskowany Dyrektor przez parę chwil obserwował swoją Akademię, majestatyczne zamki, jeden błyszczący w promieniach słońca, a drugi zachmurzony i ponury, a potem wyciągnął rękę, prawie w całości zakrytą przez błękitny rękaw togi. Z dwóch stron do okna nadlatywały mgliste cyfry, które potem unosiły się pod niebo i rozpływały. Zanim jednak tak się stało, Dyrektor przesuwał po nich kościstymi palcami, a liczby ustępowały, jakby były zrobione z dymu. W ten właśnie sposób mógł zobaczyć czyja to była ocena i za co została otrzymana. Wypatrzył tak oczekiwaną płomienistą jedynkę, a chwilę później jego oczom ukazała się piękna blondynka, o urodzie niezwykle podobnej do jego własnej, która z wielką pewnością w głosie odpowiadała na pytanie nauczycielki. Uśmiechnął się ponuro. Na pewno była inteligentna, ale czy coś ponad to? Wątpliwe. Jeszcze przez chwilę pozwalał sobie na przeglądanie śmiesznych odpowiedzi uczniów, oskarżających go o faworyzowanie dobra, a potem zwrócił swoją uwagę na drugi zestaw liczb, tych o wiele piękniejszych i wytworniejszych. Do nich wyciągnął rękę wydawałoby się, że nieco bardziej niechętnie. Bez zaciekawienia przeglądał występy ślicznych księżniczek i eleganckich książąt, czekając tylko, aż pokaże mu się ta dwójka, której wczoraj udało się włamać do Akademii Zła. Alan ze Śnieżnych Wzgórz, miejsce 4, nic specjalnego. Zwykły, honorowy i czarujący książę. Elisabeth z Lasu za Światem, miejsce dwunaste, Czytelnikom zdarza się to dość często. Mimo wszystko z uwagą przyglądał się temu jak błędnie wykonuje przywitanie, a potem zaciska pięści i z wściekłością wpatruje się w profesora, który rzucił jej nieprzyjemną uwagę. Wyciąga rękę do drugiej zawszanki, która zaczyna się śmiać. Wracają do ławki, ignorując profesora. Ta druga wciąż się śmieje, ale Elisabeth z Lasu za Światem nie wygląda, jakby była rozbawiona. Po chwili widmo podniszczonej dwunastki rozpłynęło się, tak samo jak wizja. Dyrektor Akademii jeszcze przez chwilę obserwował szkoły, połączone nad zatoką Mostem Połowicznym, a potem po raz kolejny zniknął w cieniu.
  2. Akademia Dobra Lisa wyszła z klasy nieznacznie zirytowana. Nie żeby przejmowała się tym, jakie dostała miejsce, po prostu realnie zaczęła się martwić, czy w ogóle dotrwa do końca dzisiejszego dnia, żeby móc ponownie włamać się do Akademii Zła. Najgorsza była jednak jeszcze inna myśl. Kiedy wyszły na korytarz mogła zobaczyć za oknem wystające z mgły, czarne, ostre wieżyczki mrocznego zamku i w jej głowie zaczęły pojawiać się wątpliwości. Skoro ona sobie nie radzi, to co dopiero Adelia? A jeśli to jej przyjaciółka nie przetrwa dzisiejszego dnia i spotka ją coś strasznego? Z tym jednak nie mogła nic na tę chwilę zrobić i chyba właśnie to napawało ją takim strachem. Już czuła, że jej serce zaczyna szybciej bić, kiedy z tego błędnego koła stresu na szczęście wyrwała ją Stephanie. Lisa odwróciła się w jej stronę ze słabym uśmiechem, dochodząc do wniosku, że Adelia na pewno jakoś sobie poradzi. Musi. To tylko jeden dzień. Na pewno znajdzie się ktoś gorszy. - Wyglądasz jakoś tak słabo - powiedziała jej współlokatorka, szturchając ją w bok, kiedy schodziły po różowych, szklanych schodach. - Rozchmurz się. Następna lekcja to Historia Bohaterstwa w Teatrze Baśni, więc jest szansa, że nie pójdzie nam tak tragicznie jak na Etykiecie. Lisa skinęła głową. To prawda, historia była ciekawym przedmiotem. W każdym razie na pewno ciekawszym niż nauka odpowiedniego przywitania. Co nie znaczyło jednak, że ruda dziewczyna nie wolałaby, żeby ten dzień po prostu się już skończył. Na parterze zderzyły się przypadkiem z kościstą Monicą, która odwróciła się przerażona, a potem zaczęła szybko je przepraszać. Kiedy dała sobie w końcu wyjaśnić, że nic się nie stało i ruszyły dalej, zostawiając ją w okolicy schodów, wpatrzoną w portrety, Lisę przeszył jakiś bardzo nieprzyjemny dreszcz. Zanim zniknęły na korytarzu prowadzącym do Teatru Baśni, odwróciła się jeszcze, żeby ostatni raz na nią spojrzeć. Coś w tej dziewczynie ją zmartwiło, ale nie była w stanie powiedzieć co. Księżniczki takie jak Vivienne klasę opuściły jako jedne z ostatnich, prawie idealnie wtedy, kiedy wróżki zaczęły brzęczeć, obwieszczając oficjalny koniec pierwszych zajęć. Tym razem Emeralda dołączyła do Nerysy i Arii, w końcu ignorując Sophie, w przeciwieństwie do Vivienne, Lucindy i Constantine, które wciągnęły księżniczkę ze Śnieżnych Wzgórz do swojej grupy, rozprawiając o dopiero co skończonej lekcji. - Gratulacje za zajęcie tak wysokiego miejsca, moja droga - powiedziała miło Vivienne, uśmiechając się lekko do Sophie. O tym, że sama była oczywiście pierwsza nie wspomniała, jakby była to oczywistość, do której wszystkie powinny się przyzwyczajać. Zaraz potem przeszła do kolejnego tematu - Naprawdę jestem pod wrażeniem kontroli profesora Polluksa. Ja na jego miejscu wyrzuciłabym z klasy Czytelniczkę i tą drugą za tak bezczelne zachowanie. Droga schodziła im na plotkowaniu, przynajmniej dopóki w głównym holu nie spotkały się z książętami. Abraxas, Ambrosius, Eryk oraz Edward schodzili właśnie grupą po schodach jednej z męskich wież. Kiedy książę z Kyrgios zauważył Vivienne, natychmiast ruszył w jej stronę, a towarzyszący mu chłopcy ruszyli za nim. Sama blondynka wystąpiła kilka kroków w ich stronę, wyciągając przy tym ręce jak księżniczka uwięziona w wieży. Jej chłopak wziął ją w ramiona i pocałował delikatnie w policzek, a zaraz potem odsunął się lekko, wciąż jednak trzymając jej bladą dłoń. - Nie wątpię, że poradziłeś sobie wspaniale, najdroższa - powiedział pewnie Abraxas, obserwując Vivienne z satysfakcją. Ta w odpowiedzi malowniczo odgarnęła swoje długie, lśniące włosy. - Oczywiście, zajęłam pierwsze miejsce. Tak jak ty, nieprawdaż? Abraxas spojrzał w jej śliczne, błękitne oczy i zmarszczył brwi, jakby był niezadowolony z tego, co musi powiedzieć. - Niestety, Vivienne, byłem drugi. Stojący obok niego Edward uśmiechnął się figlarnie, ale, co nieco dziwne, skierował ten uśmiech do Sophie. Vivienne natomiast wyglądała na niezwykle zdziwioną i przyłożyła sobie jedną dłoń do serca, na jej twarzy wyraźnie widać było niezadane pytanie. Abraxas jednak potrafił zgrabnie wybrnąć z tej sytuacji i delikatnie odgarnął jej włosy do tyłu, mówiąc: - Naszym dzisiejszym zadaniem, dość śmiesznym muszę przyznać, było jak najlepsze skomplementowanie i wychwalenie zalet księżniczki, którą profesor nam przydzielił. Miało ono sprawdzić nasze zdolności w obyciu z damami. Mi dostała się księżniczka Constantine - spojrzał mimochodem na niską dziewczynę z mocno pomalowanymi szminką ustami i bardzo zarozumiałą miną - i chociaż o jej urodzie i elegancji można powiedzieć wiele, to rozumiesz chyba, że nie jestem w stanie zobaczyć perfekcji i prawdziwego piękna w nikim poza tobą. Eryk uśmiechnął się, unosząc jedną brew, najwyraźniej pod wrażeniem, natomiast Ambrosius tylko odwrócił głowę, ewidentnie nadal wkurzony. Vivienne wyglądała jednak na udobruchaną i pozwoliła mu jeszcze raz się przytulić, zanim całkiem się od niego odsunęła i dołączyła do grupy księżniczek. Zanim ktokolwiek zdążyłby kontynuować rozmowę, głos zabrała Constantine, spoglądając niemal surowo na księcia Piaszczystych Wydm. Jej głos był wysoki, słodki, ale też nieco pretensjonalny, a powieki zmrużyła tak, że długie rzęsy prawie zakryły ciemnowiśniowe oczy. - A jak poszło tobie, księciu Ambrosiusie? Opalony blondyn nagle zaczął wyglądać na bardziej zawstydzonego niż rozgniewanego. Na jego policzkach zaczął się nawet formować rumieniec, kiedy przesunął niezręcznie dłonią po swoich gęstych włosach. Zanim odpowiedział, spojrzał z prośbą na Eryka, ale żaden z książąt nie kwapił się do tego, żeby pomóc mu w tej sytuacji. - Cóż... ostatnie... ale to nie była moja wina! Profesor przydzielił mi tę okropną Stephanie, a przecież chyba sama rozumiesz, księżniczko, że o niej nie można powiedzieć praktycznie nic dobrego! Już kiedy mówił Constantine odwróciła ostentacyjnie głowę i prychnęła pod nosem. Ambrosius wyraźnie spochmurniał, ale jego dalsze tłumaczenie się uniemożliwiła Vivienne, z pytaniem, które wyraźnie chciała zadać już wcześniej, ale jej przerwano. - A więc kto zajął pierwsze miejsce? Książę Edward opuścił głowę, uśmiechając się nieznacznie, czarne włosy malowniczo opadły mu na czoło. Sam jednak się nie odezwał, zrobił to za niego Abraxas, brzmiąc tak jakby z jednej strony był pod wrażeniem, a z drugiej ciągle zirytowany tym, że to nie on może tytułować się tym pierwszym. - Edward, jak pewnie się spodziewałaś - Vivienne skinęła głową, spoglądając na syna Śnieżki z sympatią, która jednak wyraźnie miała zabarwienie koleżeńskie. Wydawała się po prostu uważać, że książę jest dla niej godnym towarzystwem - Profesor przydzielił mu księżniczkę Sophie - Abraxas spojrzał w stronę ciemnowłosej zawszanki, jakby dopiero teraz ją zauważył - Ja sam muszę przyznać, że opisał ją w sposób... wyjątkowy. - Nie mógłbym dostać przyjemniejszego zadania - odezwał się w końcu Edward, uśmiechając się czarująco do Sophie. Zrobił też krok w jej stronę i po książęcemu ucałował jej dłoń. Wydawało się, że chciał zrobić to już wcześniej, ale najwyraźniej czekał na odpowiedni moment, aby nie urazić innych obecnych tu dam. - W pewnym sensie można by powiedzieć, że zwyciężyłem dzięki tobie, księżniczko - dodał żartobliwie. Chociaż zgodzili się mówić do siebie po imieniu, w towarzystwie nadal odpowiedniejsze było używanie zwrotów grzecznościowych. Zaraz potem w oddali rozległo się brzęczenie wróżek, które oznaczało, że zbliża się czas kolejnych zajęć, musieli więc zacząć kierować się w stronę Teatru Baśni. Aidan oczywiście nie mógł iść w milczeniu, więc kiedy razem z Alanem i Hectorem schodzili na parter, cały czas gadał o dopiero co minionych zajęciach, przy okazji lekko podskakując, najwyraźniej w takim stopniu podekscytowany tym, że nauczyciel ukarał ucznia za obrażanie Stephanie. Hector raczej się nie odzywał, obserwując go tylko z uśmiechem, chociaż w pewnym momencie pokiwał głową, wyraźnie się z nim zgadzając. W pewnym momencie dołączył do nich także Damien, który wyglądał na nieco ponurego, choć kiedy zobaczył entuzjazm Aidana, sam nie mógł powstrzymać lekkiego uśmieszku. - Te pierwsze zajęcia były dziwne. Jestem za to bardzo ciekaw, czego będziemy uczyć się na Historii Bohaterstwa - stwierdził poważny chłopak, kiedy wychodzili na parter. Minęli sporą grupę książąt i księżniczek, wśród których Alan mógł na pewno dojrzeć Sophie, jednak w tej chwili Edward mówił coś do niej, przy okazji unosząc do ust jej dłoń, więc ciężko było oczekiwać, aby zwróciła na nich uwagę. W korytarzu spotkali natomiast księżniczkę Monicę, która samotnie i powoli kierowała się w stronę Teatru Baśni. Aidan natychmiast ze swoim typowym entuzjazmem wciągnął ją do ich grupy, ale dziewczyna w odpowiedzi tylko spojrzała na nich oszołomiona, a potem, nadal w milczeniu, kontynuowała marsz obok nich, niby między ludźmi, ale jakby wciąż sama. Największą uwagę zwrócił na to chyba Damien, który obserwował ją aż do momentu w którym podeszli pod zamknięte, wielkie drzwi Teatru Baśni. Tam spotkali Emeraldę, Nerysę, Magdę, Arię, Juliana, Daylę, Lisę, Stephanie oraz Kato i Odiona, wszystkich najwyraźniej czekających na przybycie profesora. Co oczywiste Aidan natychmiast podskoczył w stronę Stephanie, która spojrzała na niego ze zdziwieniem, ale też i szerokim uśmiechem. - Co jest? - zapytała, widząc jego rozbawienie, a chwilę później śmiała się razem z nim, kiedy opowiedział jej dokładnie o czym były zajęcia i jak skończył Ambrosius. Damien zdążył już od nich odejść, dołączając do swojej siostry i przy okazji pociągając Monicę za sobą. Został z nimi jednak Hector, który teraz także cicho się śmiał, bardziej na widok pozytywnej energii, jaką rozsiewali Aidan i Stephanie, niż z powodu tamtej sytuacji. Wkrótce ich uwagę zwróciła jednak Lisa, która do tej pory tylko przysłuchiwała się temu wszystkiemu z rozbawieniem. - Skoro o tobie mówili takie rzeczy, to jestem ciekawa co wymyślali o mnie. - Nie no, ciebie dostał Alan - nie wiele myśląc powiedział Aidan, w ogóle nie zwracając uwagi na to, że jego współlokator może się teraz poczuć skrępowany. Lisa nie wyglądała jednak, jakby miała zamiar go o to dopytywać. Zamiast tego wychyliła się w ich stronę, jakby chciała zdradzić im jakąś wielką tajemnicę. - Ale chyba ty, tak dla odmiany, nie nazwałeś mnie czaplą, nie? - Aidan i Hector unieśli brwi, a Stephanie znów zaczęła się śmiać. To ona zresztą była tą, która zdecydowała się to wyjaśnić. - My na zajęciach Etykiety musiałyśmy robić jakieś głupie dygnięcia na przywitanie. Profesor stwierdził, że... czekaj, jak to było... Lisa "powinna dygnąć, a nie udawać czaplę", no i Lisa się trochę wkurzyła, ja też swoją drogą, no więc po prostu podałyśmy sobie ręce na przywitanie i wróciłyśmy do ławki. Żebyście widzieli minę tego profesora... który tak na marginesie był kotem z głową psa. No ogólnie kosmos. Aidan nie zaśmiał się, tylko cały czas unosił wysoko brwi, jednak to Hector uprzedził go z najważniejszym pytaniem. - I które wam przydzielił miejsca? - brzmiał na nieco niepewnego. - Mi ostatnie, a Stephanie przedostatnie - Lisa wzruszyła ramiona i zmarszczyła brwi. - Muszę się teraz już pilnować na tych zajęciach, bo dwa ostatnie miejsca i tak mam murowane. - Dwa? - zapytała Stephanie, odwracając się w jej stronę. - No a Pielęgnacja Urody? Proszę cię, wystarczy, że wejdę do klasy, jak tylko nauczycielka mnie zobaczy, to już będę miała dwunastkę nad głową. - Nie przesadzaj - odpowiedziała Stephanie, szarpiąc za wstążki swojej sukienki. Brzmiała teraz o wiele poważniej, bo choć uważała jedno ostatnie miejsce za nic wielkiego, to dwa niebezpiecznie ocierały się już o granicę, którą wszyscy znali. Lisa widząc, że wszyscy nieco spochmurnieli, szturchnęła stojącego najbliżej Hectora w bok. - No dajcie spokój, przecież nic się jeszcze nie stało - uśmiechnęła się lekko. No dobra, sama się stresowała, no ale przecież nie zamierzała pozwolić na to, żeby inni się o nią martwili. I tak jej tu wkrótce nie będzie, a pozgarnianie tych kilku ostatnich miejsc, póki jeszcze nie uciekła, jest jedyną przysługą, jaką może wyświadczyć tym uczniom, których zdążyła już trochę polubić.
  3. Akademia Zła Odpowiedź Christiana była banalna i mało który uczeń zwrócił na nią jakąś szczególną uwagę. Skulona w kącie klasy Adelia wydawała się już całkiem przestać zauważać, co się wokół niej dzieje, skupiając tylko na tym, żeby jakoś przetrwać ten dzień. Lady Lesso natomiast spojrzała na Christiana surowo, marszcząc brwi, a potem bez słowa odeszła dalej. Bardzo widocznym jednak było, że nie uznała jego odpowiedzi za słuszną i coś ją w niej zirytowało. Kiedy nauczycielka zbliżyła się do uczennicy z długim, splątanym warkoczem i o nieco obłąkanym spojrzeniu, Elvira z ciekawością podparła brodę na dłoni, zastanawiając się w jaki sposób jej współlokatorka odpowie na to pytanie. Wywołana dziewczyna przez kilka chwil beztrosko przesuwała nogami po lodzie, a potem uśmiechnęła się i powiedziała głośno: - Kim. Prawdziwy nigdziarz powinien być taki jak ja - Lady Lesso uniosła z zainteresowaniem jedną brew. Wielu uczniów odwracało się w ławkach, spoglądając na nią gniewnie, w sposób wyraźnie mściwy i prześmiewczy. Kim jednak nie przejęła się tym, tylko uśmiechnęła się ostro i opuściła głowę. - Robić to co chce, bez strachu ściągając na siebie ewentualną niechęć innych. Elvira uśmiechnęła się lekko, powstrzymując chęć, by powoli zaklaskać. Niektórzy uczniowie wyglądali teraz na nieco oszołomionych, inni kiwali z uznaniem głowami, a pozostali odwracali się gwałtownie, mrucząc coś pod nosem. Chociaż Lady Lesso zachowywała przez całą lekcję idealną maskę, teraz w kącikach jej ust można było zauważyć realne rozbawienie. Nic jednak nie powiedziała, tylko przeszła dalej. Ostatnią osobą, która otrzymała pytanie "Jaki powinien być prawdziwy nigdziarz?" był Alaric, który odpowiedział, że powinien bezwzględnie dążyć do postawionych sobie celów, nie przejmując się tym, czy inni na tym ucierpią, co było w końcu przeciwieństwem działań zawszan. Następne pytanie wydawało się być jednym z trudniejszych, ponieważ brzmiało "W jaki sposób pokonałbyś swojego nemesis?". Lady Lesso zadała je najpierw groźnie wyglądającej, umięśnionej dziewczynie o całkowicie czarnej skórze i dość jasnych włosach. A przynajmniej jasnych w porównaniu do jej cery. - Labrenda - odpowiedziała nigdziarka. Jej głos był mocny i surowy. - Zastawiłabym jakąś pułapkę albo na niego zapolowała, a potem zabiła w najbardziej brutalny sposób, jaki można sobie wyobrazić - powiedziała bez skrępowania. - Nemesis na to zasługuje, za niszczenie nam życia. Siedząca niedaleko niej Margo zacisnęła pięści na lodowej ławce. Lady Lesso obserwowała przez chwilę Labrendę, przesuwając wzrokiem po głębokiej szramie na jej twarzy, a potem odwróciła się i przeszła na drugą stronę klasy, aby zażądać odpowiedzi od ponurego, jasnowłosego Polluxa. Chłopak wzruszył tylko ramionami. - Pollux. Nie wiem, wszystko zależy od tego jak się baśń ułoży, prawda? Inaczej musiałbym się zachować w przypadku nemesis, którym jest obca mi osoba, a inaczej, gdyby się okazało, że to moja siostra, nie? Wiadome jest jedno, nemesis musi zginąć - skrzyżował ramiona, patrząc na nauczycielkę z nieco aroganckim grymasem. Kobieta jednak nie odwzajemniła spojrzenia, tylko prawie natychmiast podeszła do chłopaka o fioletowej skórze, stukając po lodzie ostrymi obcasami. Nigdziarz, zauważając profesor przy swojej ławce, zmrużył ciemnofioletowe oczy i w sposób niezwykle teatralny podparł brodę na kciuku, kładąc palec wskazujący na policzku. Potem uśmiechnął się czarująco. - Vin. Przekonałbym go najpierw, że jestem przyjacielem. To oczywiste, że o wiele łatwiej jest zniszczyć kogoś, kto ma do nas zaufanie, prawda? - siedząca w ostatniej ławce Adelia zamrugała szybko, nie mając pojęcia dlaczego przez jej ciało przeszedł nagle dreszcz paniki. Minął on jednak na tyle szybko, że nie zastanawiała się nad nim zbyt długo. Vin natomiast kontynuował. - A gdyby moim nemesis okazała się kobieta... wtedy zabawy byłoby jeszcze więcej - jego uśmiech stał się bardziej nieprzyjemny. Ostatnim pytaniem na dzisiejszej lekcji okazało się być całkiem ciekawe "Co sądzisz o zawszanach?", a pozostała trójka uczniów, która wiedziała już, że powędruje ono do nich, wierciła się w ławkach, zastanawiając nad odpowiedzią. Lady Lesso jako pierwszą wybrała zwalistą dziewczynę, która ewidentnie miała w sobie krew olbrzymów. - Bathilda - zaczęła niskim głosem. Nawet jej imię brzmiało surowo. - Zawszanie to dla mnie puści, egoistyczni, dbający tylko o własny wygląd i wygodę snobi, którzy kompletnie nie potrafiliby sobie poradzić w takich warunkach w jakich my żyjemy na co dzień - wielu uczniów mruknęło potwierdzająco, a Bathilda wzruszyła ramionami i nie dodała już nic więcej. Z postawy nauczycielki nie dało się wyczytać ani aprobaty ani nagany, a pytanie trafiło teraz do drobnej, nieco apatycznie wyglądającej nigdziarki, która przedstawiła się jako Prisma i po dłuższej chwili zaczęła mówić cicho o tym, że zawszanie są wrogami, z którymi nie wolno im się spoufalać ani do nich upodobniać, ponieważ tylko w ich porażkach mogą odnaleźć własne szczęście. Lady Lesso przyjrzała się ze zmarszczonymi brwiami licznym bliznom na jej rękach i twarzy, a potem powoli zwróciła się do ostatniej uczennicy, która nie zabrała jeszcze głosu. - Scarlett - dziewczyna o czarnych, nieco skołtunionych włosach i brudnej cerze oparła się wygodniej o lodowatą ławkę i uśmiechnęła krzywo. Miała pewny siebie, twardy i nieco wyzywający ton głosu. - Zawszanie to nasze przeciwieństwa, całkiem inny rodzaj ludzi. Tylko, że kiedy my jesteśmy szczerzy co do własnej natury, oni udają ideały, kiedy tak naprawdę są dobrzy tylko dla siebie, a nas traktują z góry jak śmiecie i potwory. Szczerze, to uważam zawszan po prostu za fałszywych - kiedy skończyła mówić uczniowie po raz kolejny zaczęli się z nią na głos zgadzać, ale wszelkie szepty urwały się, kiedy Lady Lesso wróciła do swojego lodowego biurka i oparła się o nie, obserwując ich teraz z bardzo niepokojącym uśmiechem. Nigdziarze zdali sobie sprawę, że przyszła kolej na przyznawanie ocen i większość z nich usiadła bardziej sztywno, wpatrując się w nauczycielkę z oczekiwaniem. Tylko nieliczni, jak wciąż drżąca Adelia, czy leniwie składająca przed sobą dłonie Elvira, wyglądali na nieporuszonych. Lady Lesso jeszcze przez chwilę obserwowała ich w zastanowieniu, najwyraźniej podejmując ostateczne decyzje. - Największymi błędami, jakie popełnialiście... - powiedziała w końcu. - ...było generalizowanie i spłycanie. Zamiast poważnie zastanowić się nad tymi problemami, powoływaliście się na stereotypy i korzystaliście z najbardziej banalnych odpowiedzi. Te pytania będą kluczowe na waszej drodze do stania się prawdziwymi czarnymi charakterami, więc powinniście przed podziałem na specjalizacje odnaleźć właściwe dla siebie odpowiedzi, którymi będziecie mogli się kierować. A teraz pokażę wam na jakie miejsca zasługujecie według mnie. Osoby z drugiej połowy niech się wstydzą i intensywnie pracują, aby poprawić swoje wyniki - podsumowała surowo i machnęła ręką. Zazwyczaj oceny nad głowami pojawiały się wszystkie na raz, jednak dziś Lady Lesso przydzielała je stopniowo od najwyższej do najniższej, aby mieć możliwość ewentualnego skomentowania odpowiedzi danego ucznia. Płonąca, majestatyczna jedynka dzisiaj przyznana została Elvirze. Blondynka spojrzała na nią z zaciekawieniem, przechylając głowę na bok, a na jej ustach pojawił się pełen zadowolenia uśmiech. - Elvira. Inteligentne, odważne spostrzeżenia. Brak korzystania ze stereotypów i usprawiedliwiania się. Gratulacje - skwitowała Lady Lesso, która najwyraźniej odznaczała się niezwykłą pamięcią, pozwalającą jej na skojarzenie imion uczniów po usłyszeniu ich tylko jeden raz. Wielu nigdziarzy odwróciło się teraz i obserwowało Elvirę z niechęcią i zazdrością, tak typową dla tej Akademii. Groźna, połyskująca dwójka pojawiła się nad głową Ravera, który spoglądał na nią bez szczególnego zdziwienia. Lady Lesso nazwała jego słowa "niezwykle trafnymi i przemyślanymi". Uczniowie czekali z napięciem, żeby zobaczyć komu przypadnie trójka, a kiedy, dymiąca i żarząca się, przydzielona została Judith, większość nigdziarzy zmarszczyła z niezadowoleniem brwi. Sama dziewczyna uniosła lekko głowę, starając się ukryć zaskoczenie. Nauczycielka natomiast skomentowała tylko cicho jej rozsądne podejście do nauki, chociaż wydawała się myśleć o czymś jeszcze. Przypominający wampira Eudon zdobył srebrzystą, ostro wykończoną czwórkę, ale w tym przypadku Lady Lesso nic nie powiedziała, kiwając tylko pochwalnie głową. Odezwała się za to do fioletowego Vina, któremu przypadła ciemna, lśniąca piątka, stwierdzając, że jego pomysły są dobre, ale powinien być ostrożniejszy i mniej pewny siebie. Surowo zdobiona szóstka przypadła Thomasowi, do którego Lady Lesso tylko nieznacznie się uśmiechnęła. Każda ocena wyglądała coraz mniej majestatycznie, w pewnym momencie stawały się one nawet popękane i żałosne. Uczniowie, którzy wciąż nie mieli przydzielonego miejsca wpatrywali się też coraz bardziej niechętnie w tych, którym poszło dobrze. Siedem, co nieco dziwne, pojawiło się nad głową Kim, którą nauczycielka pochwaliła za pomysłowość. Walburga skrzyżowała ze złością ramiona, przeczuwając już, że poszło jej słabo, ale równocześnie obiecując sobie, że na następnych lekcjach nie będzie dawała się tak łatwo spychać na dno rankingu. Ósemkę otrzymała Scarlett, której sposób myślenia Lady Lesso nazwała "interesującym", natomiast dziewiątkę Hadrion, którego rozważania podobno obierały odpowiedni kierunek. Alisa wydawała się niezadowolona z na wpół przeźroczystego i porysowanego dziesięć, które pojawiło się nad jej ławką, ale wciąż była ona w tej lepszej połowie, a nauczycielka obdarzyła ją nieznacznym uśmiechem, jednak bez żadnego komentarza. Miejsce jedenaste, za "całkiem zadowalającą odpowiedź", otrzymał natomiast Alaric. Ostatnią osobą, która uplasowała się na dość dobrej pozycji, był Pollux ze swoją dwunastką, któremu Lady Lasso jedynie nieznacznie skinęła głową. Pierwszym nigdziarzem, który według Lady Lesso powinien się wstydzić i robić wszystko, by się poprawić, była Prisma, która jednak nie wyglądała na szczególnie zmartwioną otrzymaną trzynastką, jakby i tak była to lepsza ocena od tej, której się spodziewała. Zupełnie inaczej wyglądało to w przypadku Walburgi, która wydawała się oburzona przyznaną jej czternastką, ale nic nie powiedziała, tylko odwróciła gwałtownie głowę i wbiła mordercze spojrzenie w oszronione okno. Kim nachyliła się i coś do niej szepnęła, natomiast Elvira, która siedziała bardziej z tyłu, jedynie rzucała jej ponure spojrzenia. Lady Lesso obserwowała ją przez chwilę z powagą, a potem przeszła do dalszego oceniania. Piętnastka pojawiła się nad ławką Lavalle'a, który widząc ją zaczął sprawiać jeszcze bardziej ponure i chłodne wrażenie. Ewidentnie musiał zmusić się do tego, żeby spokojnie wysłuchać nauczycielki, która, choć pochwaliła to, że słuchał na Ceremonii, zaznaczyła też, że spoczywanie na banalnych odpowiedziach często prowadzi do zguby. Margo, która do tej pory coraz mocniej zaciskała pięści pod ławką, spojrzała zirytowana na szesnastkę, którą Lady Lesso wyczarowała nad jej głową. Zdawała sobie sprawę, że takie miejsce w rankingu plasowało by ją na granicy sługusów i mogryfów i napawało ją to olbrzymim gniewem, ale także, musiała to przyznać, stresem. Nie spodziewała się tego i odwróciła szybko głowę od Judith, która chciała chyba coś jej powiedzieć. Nigdziarka pomyślała, że łatwo by jej było mówić, skoro sama zajęła aż trzecie miejsce, ale kiedy usłyszała jeszcze od nauczycielki, że "mogłoby być lepiej, za dużo emocji, za mało logiki", musiała przygryźć wargę do krwi, żeby powstrzymać niepotrzebną odzywkę. Obróciła się wymownie plecami do Judith, pokazując jej, że nie chce ani jej współczucia ani jej rad. Rozwiąże to wszystko samodzielnie, w końcu to właśnie sobie obiecała, kiedy porywał ją stymf. Równie zdenerwowana ze swojej niskiej pozycji była Labrenda, która znajdowała się już bezpośrednie w strefie uczniów zaliczających się do mogryfów i natychmiast sobie obiecała, że szybko ją opuści. Nauczycielka przyznała jej siedemnastkę, przypominając surowo, że bezsensowna przemoc to nie to, na czym powinien opierać się nigdziarz. Wybitnie zrozpaczony swoim miejscem wydawał się za to Navin, któremu Lady Lesso przyznała nudną, wyglądającą na kamienną osiemnastkę. - Ale dlaczego? - zapytał, marszcząc brwi i schylając głowę. Nauczycielka tylko spojrzała na niego bez żadnego współczucia i nic nie powiedziała. Bathilda przyjrzała się znużona przyznanej jej dziewiętnastce i wysłuchała spokojnie profesor, która zganiła ją za generalizowanie i niedocenianie wroga. Co ciekawe, przypominający olbrzyma De otrzymał miejsce dwudzieste i Lady Lesso z wyraźnym niezadowoleniem stwierdziła, że jego odpowiedź, choć poprawna, była oczywista i po prostu nudna. Nigdziarz w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. Gilbert zmarszczył brwi i zacisnął pięści, starając się nie patrzyć na numer dwadzieścia jeden, który pojawił się nad jego głową. Profesor nie musiała nawet komentować jego odpowiedzi, sam zdawał sobie sprawę jak żałosna była. Był na siebie wściekły, że pozwolił sobie na tak rażący brak skupienia i zastanowienia. Poza tym czuł na swoich plecach pogardliwy wzrok Ravera, swojego współlokatora, który był dla niego dodatkową karą. Przy następnych ocenach Lady Lesso zwlekała trochę dłużej, najwyraźniej wciąż się zastanawiając, ale ostatecznie miejsce dwudzieste drugie trafiło do Christiana. Ostatnia trójka otrzymała specjalną uwagę nauczycielki, która surowo skomentowała ich odpowiedzi. - Christian. Pokazałeś w sposób wyzywający, że nie obchodziło cię to, co mówiłam na początku lekcji. W ogóle mnie nie słuchałeś i takie są tego skutki. Zaznaczałam wyraźnie, że bezsensowna przemoc nie czyni z was nigdziarzy, tylko bezmózgie potwory - ostatnie zdanie skierowała do całej klasy. - Wstydź się - powiedziała jeszcze chłodno do nigdziarza, a potem odwróciła się do Savy, która w tej chwili wyglądała już, jakby miała ochotę wstać z ławki i bezceremonialnie wyjść z klasy. Nad jej głową pojawiła się cuchnąca liczba dwadzieścia trzy, ale dziewczyna tylko zacisnęła zęby i wpatrywała się morderczo w Lady Lesso. Nauczycielka była tym jednak kompletnie niewzruszona. - Sava. Najpierw pokaz arogancji i braku posłuszeństwa, a potem usprawiedliwianie się plotkami. Jeśli dalej będziesz zachowywać się w ten sposób, to nie zostaniesz niczym więcej niż deptanym przez wszystkich chwastem - skomentowała bezlitośnie kobieta, a Sava tak mocno wbiła ostre paznokcie w lodową ławkę, że zrobiła w niej wgłębienia. Jakimś cudem udało jej się jednak powstrzymać od odezwania się choćby słowem. Adelia, która jak do tej pory tylko przyglądała się ze strachem innym uczniom i otrzymywanym przez nich stopniom, zacisnęła powieki, kiedy nad jej głową uformowała się pokruszona dwudziestka czwórka. Inni nigdziarze obserwowali ją z politowaniem i rozbawieniem, kiedy drżąc skuliła się, oczekując na słowa nauczycielki jak na uderzenie batem. Lady Lesso jednak tylko spojrzała na nią z pogardą i syknęła: - Adelia. Zostań po lekcji. Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała z niedowierzaniem na oddalającą się kobietę i powiewający za nią długi warkocz. Po jej minie można było wywnioskować, że ze wszystkich rzeczy, które mogła usłyszeć, ta była dla niej najgorsza. W ten oto sposób lekcja Klątw i Pułapek dobiegła końca.
  4. Akademia Dobra, dziewczęta Kiedy Lisa usiadła z powrotem do ławki, wciąż była bardzo zirytowana. Serio, czy to było ważne w jaki sposób się z kimś wita? Chyba chodziło po prostu o to, żeby się sobie przedstawić i stworzyć miłą atmosferę, a takie sztuczne, rygorystyczne zasady na pewno temu nie sprzyjały. Po co sobie utrudniać życie? Poza tym nauczyciel obraził ją i choć zazwyczaj nieszczególnie się takimi rzeczami przejmowała, to jeszcze nikt nie skrytykował jej za taki banał. Musiała jednak zacisnąć zęby, bo pewnie dzisiaj czeka ją jeszcze wiele takich sytuacji. Przypominanie sobie, że przecież i tak uciekną zdecydowanie pomagało, ale musiała też zwrócić uwagę na to, żeby nie lekceważyć tak całkiem tych zajęć, bo jak trzy razy zajmie ostatnie miejsce (a teraz miała je murowane) to zostanie wyrzucona ze szkoły i nigdy już nie zobaczy domu, jak to ujęli na Ceremonii Powitalnej. Nie miała pojęcia co tutaj robili z takimi uczniami, ale po tym świecie mogła spodziewać się wszystkiego. Spojrzała z ukosa na Stephanie, która nie wyglądała jakby bardzo przejmowała się tym, że tak słabo jej poszło. Znów usiadła niedbale, opierając łokieć na ławce i z rozbawieniem przyglądała się staraniom innych księżniczek. Lisa nie miała pojęcia dlaczego, ale kiedy tak na nią patrzyła poczuła jakieś dziwne ściskanie w gardle. W tym czasie Polluks okrążał Nerysę i Sophie, spoglądając na nie z zadowoleniem. Ciężko był jednak stwierdzić, czy uważał je za tak dobre, czy po prostu cieszył się z powrotu do normalności po tym co pokazały Lisa i Stephanie. - Księżniczko Neryso, bardzo dobrze, tylko troszkę mniej energicznie, więcej subtelności i delikatności. Choć, nie przeczę, że twój sposób także ma swój urok - Nerysa pokiwała głową z szerokim uśmiechem, najwyraźniej w ogóle nie przejmując się tym, że nie wyszło jej idealnie. - Księżniczko Sophie, jestem pod wrażeniem, choć po tobie nie powinienem spodziewać się niczego innego - uśmiechnął się uprzejmie. - Było prawie idealnie. Zabrakło mi tutaj prawdziwych emocji. Na pewno na uroczystościach i balach będziesz lśnić elegancją, ale potrzebujesz też czegoś, co sprawi, że inni zwrócą na ciebie uwagę - kontynuował łagodnie, a potem wezwał kolejne księżniczki, którymi okazały się być surowa Emeralda i Constantine o nieco ciemniejszej karnacji. Obydwie księżniczki wykonały zgrabne dygnięcia, przedstawiając się jako "Księżniczka Emeralda z Akgul" i "Księżniczka Constantine z Krainy Oz". Niektóre dziewczęta spojrzały na Emeraldę ze współczuciem, powszechnie wiadomym było przecież, że Akgul jest krainą prawie w całości nigdziarską. Nawet Polluks zwrócił na to uwagę. - Mieszkałaś w Świetlistej Wieży, prawda? - zapytał, a gdy uczennica odpowiedziała, że tak, dodał - Naprawdę podziwiam zawszan strzegących tamtego wodospadu, to życie w praktycznie nieustannym zagrożeniu - Emeralda nieznacznie wzruszyła ramionami. - Dobrze, księżniczko. Zadanie wykonałaś poprawnie technicznie, ale zabrakło ci odpowiedniej gracji. Mniej zamaszyste ruchy, więcej łagodności, na pewno rozumiesz o co mi chodzi - dziewczyna zmarszczyła brwi. - Natomiast księżniczka Constantine... cóż, nie zabrakło księżniczce elegancji, ale proszę, trochę więcej szczerości w mimice! Musisz sprawiać wrażenie serdecznej zawszanki, a nie porcelanowej lalki! Constantine nie wyglądała na oburzoną, zupełnie jakby się tego spodziewała. Odpowiedziała tylko cicho "oczywiście", dzięki czemu mogły usłyszeć, że nawet jej głos był bardzo słodki i wysoki. Następne były Magdalene i Dayla. W tym przypadku Lisa przyglądała się im staraniom nie tylko dlatego, żeby się pośmiać, ale także z czystej ciekawości, bo zdążyła już odczuć do tych dziewczyn pewien rodzaj sympatii. "Magdalene ze Wzgórz Banialuki" wykonała powitanie jak dla Lisy idealnie, natomiast "Dayla z Piaszczystych Wydm" trochę niezgrabnie, ale zdecydowanie uroczo (Jej niezgrabność była całkiem inna niż niezgrabność Elisabeth. Dayla sprawiała wrażenie pisklaczka, który dopiero uczy się latać i chwieje na gałęzi, natomiast Lisa, kiedy próbowała być elegancka, przywodziła raczej na myśl antylopę, która przypadkiem nastąpiła na ogon tygrysowi) - Księżniczko Magdalene, powitanie teoretycznie wyszło ci idealnie, ale myślę, że przydałoby ci się trochę więcej ciepła - dziewczyna uniosła lekko ciemną brew, słysząc słowa Polluksa - Nie wydaje ci się, że jesteś zbyt poważna? Pozwól sobie na okazanie prawdziwej wrażliwości, jesteś wciąż bardzo młodą księżniczką - Magda skinęła głową i uśmiechnęła się ponuro, nic jednak nie mówiąc. - Natomiast księżniczka Dayla... powinnaś jeszcze przećwiczyć równowagę i postawę - skomentował uprzejmie. - Rozumiem, że nigdy nie miałaś z takimi zadaniami do czynienia, ale po to tutaj jesteś, by się tego wszystkiego nauczyć - dodał ciepło, a Dayla pokiwała głową. - Dla nas nie był taki uprzejmy - szepnęła Stephanie do Lisy. - Myślę, że lekkie drżenie nóg, a "robienie czapli" to jednak dwie różne rzeczy - odparła ruda dziewczyna, powstrzymując cisnący jej się na twarz uśmiech. Ostatnią parą, która miała zaprezentować odpowiednie powitanie, były Vivienne i Lucinda, obydwie z takimi wyrazami twarzy, jakby były przekonane, że nauczyciel specjalnie zdecydował się wcześniej ich nie wybierać, w myśl zasady "najlepsze na koniec". Kiedy jednak stanęły na środku, miały już na ustach idealne, życzliwe uśmiechy. "Lucinda z Tęczowych Bryz" wykonała zadanie bardzo dobrze, ale nie wyróżniała się szczególnie wśród księżniczek takich jak Sophie, czy Constantine, jednakże "Vivienne z Dziewiczej Doliny" udało się w jakiś sposób przybrać taki ton głosu, wyraz twarzy i tak płynnie poruszyć rękoma, że naprawdę mogło to poruszyć za serce. Przez chwilę można nawet było odnieść wrażenie, że Vivienne już jest bohaterką jakieś pięknej baśni i właśnie przybyła na uroczysty bal. No chyba, że było się Lisą lub Stephanie, dla których było to po prostu dygnięcie ładniejsze od poprzednich. - Księżniczko Lucindo, wspaniały popis elegancji i uroku, ale powinna księżniczka spróbować w przyszłości spróbować zrezygnować z przesadnej wyniosłości. Próba onieśmielenia drugiej osoby nie zawsze wychodzi na dobre. Natomiast księżniczka Vivienne... - uśmiechnął się, wyraźnie zachwycony. - ...wykonała dzisiejsze zadanie najlepiej ze wszystkich. Właśnie o to chodzi, moje drogie uczennice. Idealnie odmierzona gracja i subtelność z ciepłem i wrażliwością. Jeśli uda nam się zachować perfekcyjną technikę, równocześnie okazując serce i życzliwość, na pewno od razu oczarujemy swojego rozmówcę... Lisa i Stephanie w pewnym momencie przestały słuchać Polluksa i zaczęły odpływać na siedząco, ale ocknęły się, kiedy nauczyciel w końcu przeszedł do oceniania. Pies z ciałem kota wskoczył z powrotem na swój podest i spojrzał na nie z miłym uśmiechem. Potem machnął łapką, a nad ich głowami pojawiły się numerki z miejscami, które zajęły. Vivienne, która zdążyła już wrócić do swojej ławki, przypadła oczywiście mieniąca się kolorami, kryształowa jedynka, na którą spoglądała z zadowoleniem, ale również z pewnością, jakby od początku spodziewała się tego, że ją otrzyma. Lucinda spojrzała, również bez zdziwienia, na pozłacaną dwójkę, którą otrzymała, a na jej ustach, pomalowanych szminką na kształt serca, pojawił się drobny uśmiech. Sophie przypadła natomiast śliczna, błękitna trójka i niektóre księżniczki spojrzały na nią z lekką zazdrością, jakby liczyły na to, że to one ją dostaną. Szybko jednak wróciły do życzliwych uśmiechów, wiedząc, że zawszanki nie powinny być zawistne. Constantine podparła brodę na wierzchu dłoni i przyjrzała się lśniącej czwórce, przyozdobionej kwiatami, która lewitowała ponad nią. Siedząca obok Lisy Magdalene otrzymała wysmukłą, elegancką piątkę, którą teraz uważnie obserwowała. Emeraldzie przypadła srebrna, błyszcząca szóstka, jednak dziewczyna nie wyglądała na zbyt zadowoloną z takiej oceny i była całkowitym przeciwieństwem Nerysy, która uśmiechnęła się ciepło do swojej słonecznie żółtej siódemki. Nad głową drobnej Arii pojawiła się cienka, na wpół przeźroczysta ósemka, której przyglądała się niepewnie, choć na jej twarzy dało się również wyczytać, że nie spodziewała się niczego więcej. Dayla uniosła głowę i z lekkim smutkiem przyjrzała się prostej, solidnej dziewiątce w kolorze ciemnej zieleni, natomiast Monica unikała spoglądania na brązowe, matowe dziesięć, które otrzymała. Był to ciekawy kontrast do Lisy i Stephanie, które swoimi stopniami wydawały się nie przejmować w ogóle. Dziewczyna z Lisiego Gaju parsknęła na widok popękanego jedenaście, natomiast Lisa uniosła rude brwi, widząc przerdzewiałą i sypiącą się dwunastkę. - Dlaczego ty dostałaś słabszą ocenę ode mnie, skoro poszło mi tak samo źle? - szepnęła Stephanie. - Bo to ja zaczęłam to zamieszanie. No i ty nie jesteś czaplą. Obydwie zaczęły się cicho śmiać, dopóki Polluks nie spojrzał na nie karcąco. W ten oto sposób lekcja Etykiety Księżniczek dobiegła końca. Akademia Dobra, chłopcy Po słowach Alana w klasie na kilka chwil zapadła głucha cisza. Aidan uśmiechnął się lekko pod nosem, ale opuścił głowę, żeby współlokator nie mógł tego zauważyć. Miał w końcu dziwne wrażenie, że Alan mówił to z głębi serca, a nie tylko po to, żeby dobrze wypaść na zadaniu. Jako pierwszy odezwał się profesor Daramis, który pokiwał głową z uznaniem. - Bardzo dobrze, to chyba jedna z najlepszych wypowiedzi jak do tej pory. Tylko mała uwaga: to oczywiście zależy od księżniczki, ale stwierdzenie, że dziewczyna ma "płomienistą" naturę nie zawsze jest bezpiecznym wyjściem. Natomiast wspomnienie, że żadne słowa nie są w stanie jej opisać potrafi być naprawdę skuteczne. Uczniowie zaczęli powoli wybudzać się z oszołomienia. Niektórzy obserwowali teraz Alana z podziwem, inni ze zdziwieniem, a jeszcze inni (między innymi Ambrosius) z odrazą. Nie mieli jednak czasu na komentarze, po profesor natychmiast zwrócił się do Abraxasa, przydzielając mu do skomplementowania Constantine (Ambrosius westchnął z zazdrością). Edward wykorzystał chwilę, kiedy profesor od nich odszedł i szepnął do Alana: - Jestem pod wielkim wrażeniem, Alanie. Trzeba być inteligentnym, by tak szybko wymyślić przekonujące komplementy. W tym przypadku to naprawdę nie było łatwe zadanie. Aidan również to usłyszał i prychnął z irytacją. Edward rzucił mu znużone spojrzenie, a potem skupił się na lekcji. - Abraxas. Księżniczka Constantine jest wyjątkowa pod wieloma względami - zaczął pewnym tonem, uśmiechając się czarująco. - Kiedy tylko ją mijałem, mój wzrok przyciągnęły jej wspaniałe, wiśniowe loki, jakich nie spotkałem jeszcze u żadnej innej księżniczki. Jej oczy lśnią dobrocią, ale równocześnie mogłyby zgubić młodego księcia, który zatraciłby się w nich, nie chcąc nigdy więcej opuszczać jej boku. Skóra tej egzotycznej księżniczki wydaje się być arystokratycznie delikatna i jedwabista, ale nie ośmieliłbym się tego sprawdzić, ja, niegodny dotyku tak zacnej damy - Ambrosius mimowolnie pokiwał głową, jakby się z tym zgadzał. - Ale cały czas pozostajemy w tematach jej cudownej urody i choć zdecydowanie można by się o niej rozwodzić godzinami, hańbą byłoby nie wspomnieć o jej delikatności, serdeczności, o jej czystym sercu... w końcu samo przebywanie w obecności tej księżniczki koi zmysły, dodaje siły i woli do dalszej walki... Profesor Daramis, wyraźnie pod wrażeniem, uniósł lekko dłoń, aby pokazać mu, że to zdecydowanie wystarczy. Zaraz po tym odchrząknął. - No cóż, nie ukrywam, że trochę mnie zatkało. Ale oczywiście bardzo pozytywnie, nie mam nawet czego poprawiać - nauczyciel pokiwał z uznaniem głową i w tym momencie w pierwszej ławce rozległ się nieco zdezorientowany głos Eryka. - Czy tym aby czasem nie jesteś z księżniczką Vivienne? Abraxas spojrzał na niego oburzony, jakby to była najgłupsze pytanie, jakie kiedykolwiek usłyszał. - Oczywiście, że tak. Co nie znaczy, że nie potrafię komplementować innych księżniczek - uniósł dumnie głowę. - Poza tym, dobrze, że jej nie dostałem. Próba opisania zwykłymi słowami tego, jak idealna jest moja Vivienne, byłaby już zbrodnią. Profesor uśmiechnął się pod nosem, a potem podszedł do następnego księcia. Potem wydawało się, że wszystko szło już z górki. Erykowi całkiem nieźle poszło skomplementowanie księżniczki Emeraldy, chociaż profesor wytknął mu, że zbyt mocno podkreślał jej surowość i determinację, co mogłoby dziewczynę urazić. Julianowi, któremu profesor przydzielił Arię, zadanie poszło świetnie, co nie było niczym dziwnym skoro znał ją od dzieciństwa i najwyraźniej, jak zauważył cicho Aidan, był nią nieco zauroczony. Kato, energiczny i wesoły, całkiem ciekawie wypowiadał się o Magdzie, chociaż trochę przejaskrawiał. W pewnym momencie, kiedy padły słowa jakoby Magdalene miała być "świetną towarzyszką przygód", Damien wychylił się w ławce i spojrzał na Kato z wysoko uniesionymi brwiami. Ostatecznie i profesor zwrócił księciu uwagę, że komplementy powinny być trochę bardziej subtelne i najlepiej powiązane z osobą, do której się je kieruje. Kiedy przyszła kolej na Leona, przedostatniego księcia, któremu nauczyciel przydzielił księżniczkę Lucindę, Edward zaczął sprawiać wrażenie nieznacznie zestresowanego. Do tej pory był bardzo spokojny i nie wydawał się w najmniejszym stopniu obawiać tego zadania, teraz jednak wiedział już kogo będzie musiał skomplementować i, pomijając to, że siedział zaraz obok jej kuzyna, to księżniczka Sophie wciąż chodziła mu po głowie i nie był pewien, czy będzie w stanie w odpowiedni sposób oddać jej osobę. Wciąż tak naprawdę nie wiele o niej wiedział i nagle doszedł do wniosku, że nie chciałby przez przypadek powiedzieć o niej czegoś płytkiego lub nieodpowiedniego. Leon dostał co prawda księżniczkę, której urodę nie trudno było skomplementować w taki sposób, w jaki pewnie życzył sobie profesor Daramis, ale ostatecznie i tak nie poszło mu to zbyt dobrze, co wskazywało na ewidentny brak doświadczenia. Profesor pocieszył go jednak, mówiąc, że jego słowa były dobre, po prostu zbyt banalne i mało wyszukane. W końcu przyszła kolej na Edwarda. - Podaj swoje imię i powiedz mi coś miłego o księżniczce imieniem Sophie - powiedział jak zwykle nauczyciel, a Edward uśmiechnął się lekko, unosząc głowę do góry i odgarniając z czoła jedwabiste włosy. - Edward - odpowiedział spokojnie, a potem na chwilę zamilkł, po raz kolejny zastanawiając się nad doborem słów. - Księżniczka Sophie ma jedne z najpiękniejszych, najbardziej głębokich oczu, jakie kiedykolwiek widziałem. Zwróciłem na nie uwagę, gdy tylko pierwszy raz ją ujrzałem, kryły w sobie bowiem wyjątkową wrażliwość i dobro. Jestem przekonany, że jej uśmiech byłby w stanie ogrzać nawet najbardziej lodowate serca, a łagodny głos uspokoić największych awanturników. Te cudowne, jedwabiste włosy o barwie obsydianu przyciągają wzrok nawet w najgwarniejszym tłumie, a kiedy podała mi swoją dłoń, nie mogłem uwierzyć w to jak delikatna i szlachetna może być skóra księżniczki. To wszystko jest jednak niczym w porównaniu z tym, co kryje się w jej duszy. Wystarczy chwila rozmowy, by móc ujrzeć jej życzliwość, skromność i inteligencję. Jak wiemy, najważniejsze rzeczy kryją się jednak głębiej i jestem przekonany, że dla każdego zaszczytem byłaby możliwość poznania jej lepiej. W każdym razie na pewno dla mnie - pochylił lekko głowę, kończąc wypowiedź, a profesor Daramis po raz kolejny uśmiechnął się z podziwem. - No no, widzę, że w tym roku trafiło mi się wielu zdolnych uczniów. Wspaniale, po raz kolejny nie mam nic do dodania. Jesteś synem Królewny Śnieżki, prawda? Edward powstrzymał chęć przewrócenia oczami. - Tak, panie profesorze. - Widać - odpowiedział pogodnie Daramis, a potem z powrotem ruszył w stronę swojego biurka. Profesor podsumował zajęcia, mówiąc, że niektórym zadanie poszło lepiej, innym gorzej, ale ogólny poziom był bardzo dobry. Wspomniał także, że warto zapamiętać rady, jakie dzisiaj dawał, bo naprawdę mogą im się one w przyszłości przydać. Na sam koniec, kiedy zostało już tylko kilka minut lekcji, przeszedł do wyczekiwanego przydzielenia miejsc. Przez kilka sekund obserwował ich, marszcząc brwi w zastanowieniu, a potem uśmiechnął się i machnął lekko ręką, w efekcie czego nad ich głowami znikąd pojawiły się różne liczby. Edward spojrzał nieco zaskoczony na lśniące, diamentowe jeden nad swoją głową. Spodziewał się wysokiego miejsca, ale nie podejrzewał, że pójdzie mu aż tak dobrze. Komplementowanie Sophie okazało się jednak dla niego przyjemnością, być może większą niż powinno. Złote, majestatyczne dwa dostało się Abraxasowi, który spoglądał na ocenę z zadowoleniem, ale też pewnego rodzaju irytacją, co ewidentnie wskazywało, że niezbyt spodobało mu się to, że nie okazał się najlepszy. Odwrócił się, żeby zobaczyć, komu przypadła jedynka, a potem zmrużył oczy, obserwując Edwarda ze złością. Ten jednak tylko uniósł jedną brew, a potem nieznacznie mu pomachał. Po chwili na ustach obu książąt malowały się już lekkie uśmiechy. Widać, nie miały tutaj powstać żadne niepotrzebne napięcia, i dobrze. Julianowi udało się zdobyć błyszczące trzy ze złotym obramowaniem, na które spoglądał teraz z wyraźnym zdziwieniem, jakby nie spodziewał się takiej oceny. Czwórka, srebrna i elegancka, ozdobiona różnego rodzaju grawerami, przypadła Alanowi. Aidan poklepał go z uznaniem po plecach, przy okazji obserwując z niechęcią swoje nudne, brązowe dziesięć. Eryk westchnął cicho, wbijając spojrzenie w lekko przeźroczyste, jasnozielone pięć, lewitujące nad jego głową. Hector był wyraźnie niezwykle zaszokowany niebieską, lekko błyszczącą szóstką, która została mu przydzielona. Zamrugał kilka razy, a potem poprawił okulary, a jego twarz rozjaśniła się w nieśmiałym uśmiechu. Damien przypatrywał się swojej wysmukłej i jakby drewnianej siódemce z miną wyrażającą głębokie zastanowienie, natomiast Kato jedynie lekko się uśmiechnął i wzruszył ramionami, widząc wyraźne, żółte osiem. Leon sprawiał wrażenie, jakby zielona, przyozdobiona mchem dziewiątka nieco go zasmuciła, ale szybko się pozbierał i zaczął rozglądać po klasie, żeby zobaczyć, co dostali inni. Odion co prawda nie wydawał się być zaskoczony przykurzoną jedenastką, ale i tak westchnął ciężko na jej widok. Kato natychmiast się do niego nachylił i zaczął coś do niego szeptać, pewnie by się nie przejmował, bo to nic nie znaczy i by walczył na kolejnych lekcjach. Najbardziej zaszokowany ze wszystkich zdecydowanie był jednak Ambrosius. Jego reakcja była też najbardziej burzliwa. Kiedy zobaczył nad głową brudne, pokruszone dwanaście, przez chwilę obserwował je szeroko otwartymi oczami, a potem wstał i spojrzał ze złością na profesora. - Ja przepraszam bardzo, ale co to niby ma być?! - krzyknął, wskazując ręką na ocenę. Abraxas złapał go za mundurek, próbując ściągnąć z powrotem na krzesło, ale książę był teraz zbyt wzburzony. Daramis spojrzał na niego spokojnie, jakby się tego spodziewał. - Najniższa ocena, za niewykonanie mojego polecenia. - Jak to?! Przecież powiedziałam, że ta cała Stephanie jest jak skarb! - To była drwina, a nie komplement - odparł natychmiast nauczyciel, przybierając bardziej surową minę. - Siadaj. Ambrosius co prawda to zrobił, ale nadal nie zamierzał przestać się kłócić. - Proszę pozwolić mi wykonać to zadanie jeszcze raz! Nie wiedziałem, że tak to pan odebrał! - Miałeś jedną szansę, jak wszyscy. A teraz skończ się awanturować, bo i tak nic to nie zmieni. Dostałeś miejsce jakie dostałeś, teraz tylko postaraj się, by to się więcej nie powtórzyło. Dla twojego własnego dobra. Ambrosius aż poczerwieniał ze złości, ale zacisnął zęby i, nie mówiąc już nic więcej, zaczął gwałtownie zagarniać książki do swojej eleganckiej torby. Obok Alana Aidan całkiem przestał przejmować się swoją oceną, zamiast tego położył głowę na ławce i za wszelką ceną próbował powstrzymać głośny śmiech. Kiedy z powrotem się podniósł, w jego oczach można było znaleźć łzy rozbawienia i nawet potępiające spojrzenie Edwarda nie było w stanie zepsuć mu humoru. - Co jak co, ale musisz przyznać, że na to zasłużył - szepnął do Alana. W ten oto sposób lekcja Kodeksu Rycerskiego dobiegła końca.
  5. Akademia Zła Lady Lesso słuchała uważnie słów Thomasa i wydawało się, że uznała je za słuszne. W klasie wciąż było cicho, część uczniów przewracała oczami na ich zdaniem zbyt wyszukane słowa nigdziarza, a inni kiwali lekko głowami. Wielu z nich zaczynało już powoli przyzwyczajać się do zimna i nie drżeli tak mocno jak na początku. Być może z czasem chłód tej klasy całkiem przestanie im przeszkadzać. Chyba tylko Adelia wciąż wyglądała na tak samo zrozpaczoną, ale to dlatego, że ona miała przecież całkiem inne powody. Nauczycielka rzuciła Thomasowi ostatnie spojrzenie i poszła dalej, jej ostre obcasy głucho stukały po lodzie. Stanęła nad uczniem, któremu zimno wydawało się wybitnie nie przeszkadzać, zresztą nawet jego uroda była niezwykle chłodna, miał w końcu stalowoszare oczy, białe włosy i blade usta. - To samo pytanie - powiedziała nauczycielka, najwidoczniej uznając słowa Adelii za tak nic niewarte, że powinni usłyszeć odpowiedź kogoś jeszcze. Sama dziewczyna jednak i tak nie zwróciła na to uwagi i po prostu czekała, kiedy ta lekcja się wreszcie skończy. - Lavalle - zaczął chłopak chrapliwym głosem. W jego przypadku nie był on jednak tak niepokojący i chorobliwy, jak u Judith, brzmiał po prostu jakby było to dla niego naturalne. - Na Ceremonii Powitalnej powiedziano nam, że rodzimy się albo nigdziarzami albo zawszanami. Więc ja najwidoczniej urodziłem się tym pierwszym - Lavalle uniósł brwi, jakby uważał to za najbardziej oczywistą odpowiedź na to pytanie. Lady Lesso nie obdarzyła go nawet jednym spojrzeniem, tylko od razu przeszła dalej, tym razem zbliżając się do drugiej współlokatorki Adelii. Wiedźma siedziała dumnie wyprostowana i od samego początku uważnie śledziła to, co mówi nauczycielka oraz inni uczniowie. Teraz uniosła głowę, gotowa na pytanie, które brzmiało "Co chcesz osiągnąć jako nigdziarz?" - Judith - odpowiedziała dziewczyna spokojnie, a jej chroboczący i niemal bolesny do słuchania głos sprawił, że profesor zmrużyła nieznacznie oczy, wpatrując się w nią z zainteresowaniem. - Chcę rozwijać swoje umiejętności po to, aby kiedyś stać się inteligentnym i potężnym czarnym charakterem, któremu być może uda się zwyciężyć. Poza tym mam zamiar także sprawdzić siebie i udowodnić, że nie należy mnie lekceważyć - bardziej wprawny słuchacz potrafiłby wyczuć, że Judith nie powiedziała całej prawdy, ale Lady Lesso tego nie skomentowała, tylko skinęła głową i odeszła od jej ławki. Tym razem wskazała na szczupłego, ruchliwego współlokatora Thomasa i Christiana, który wyglądał na bardzo podekscytowanego tym, że może odpowiedzieć na jakieś pytanie. - Navin - zaczął szybko, prawie wyskakując z ławki. - Chciałbym stać się kiedyś kimś wielkim i znanym w Puszczy, żeby wszyscy się mnie bali, ale też szanowali. No i oczywiście chciałbym zwyciężyć w baśni, bo co mi po sławie, jeśli będę martwy? Lady Lesso uniosła jedną brew, ale jak zawsze nic nie powiedziała. Najwyraźniej wszelkie komentarze miała zamiar pozostawić na koniec, gdy będzie przydzielać im miejsca. Rzuciła chłopakowi ostatnie spojrzenie, a potem zwróciła się do groźnie wyglądającej wiedźmy o czarnych, lejących się włosach i żółtych oczach. Dziewczyna od początku lekcji nie zwracała żadnej uwagi na chłód i podpierała się łokciem na ławce, obserwując innych uczniów z niepokojącym uśmieszkiem na ustach. Kiedy nauczycielka zwróciła się do niej, powoli wyprostowała się, by spojrzeć na nią leniwie. - Alisa - miała syczący i zimny głos, a gdy mówiła, można było zauważyć, że część jej zębów jest spiłowanych na nienaturalnie ostre. - Co chcę osiągnąć jako nigdziarz? - powtórzyła pytanie, przeciągając sylaby, a potem przechyliła lekko głowę, choć wyraźnie widać było, że to wszystko gra. - Zabić nemesis. Lady Lesso uśmiechnęła się ponuro, choć trudno było stwierdzić, czy aby na pewno była to aprobata wobec jej odpowiedzi. Następne pytanie sprawiło, że niektórzy zaczęli wiercić się niespokojnie w ławkach. Brzmiało ono bowiem "Dlaczego nigdziarz musi być samotny"? Nie trudno było stwierdzić, że w tej klasie znajdowały się takie osoby, które nie były do tego do końca przekonane i wciąż nie odbierały tego na poważnie, szczególnie chodziło o tych, którzy żyli we w miarę pełnych rodzinach. Taką osobą była właśnie Walburga, która przecież od urodzenia mieszkała ze swoimi nigdziarskimi rodzicami i sama zamierzała założyć kiedyś rodzinę, żeby kontynuować linię rodową. Kiedy jednak pytanie padło w jej stronę, musiała powstrzymać cisnące się na usta ironiczne komentarze i choć przyszło jej to z trudem, to przecież nie zamierzała uplasować się ostatecznie na dole rankingu. - Walburga. Bo wtedy jest w stanie lepiej zrozumieć samego siebie? - uniosła jedną brew, jej głos jak zwykle był donośny i, mimo starań, lekko ironiczny. - Bo wtedy skupia się tylko na sobie? Chociaż jak dla mnie samotny nigdziarz, to wcale nie "potężniejszy" nigdziarz - dodała mimo wszystko na koniec. - Jesteś z Krwawego Potoku? - niektórzy zmarszczyli brwi, zdziwieni tym, że nauczycielka jednak wdała się w rozmowę z uczennicą. Kiedy jednak Walburga uniosła dumnie głowę i odpowiedziała "tak", Lady Lesso pokiwała tylko ze zrozumieniem głową i wywołała do odpowiedzi kolejną osobę. Był to barczysty chłopak o rozczochranych włosach i aparycji przywodzącej na myśl wilka. - Hadrion - powiedział najpierw powoli, a potem przez dłuższą chwilę się zastanawiał. - Bo... nasza natura nie pozwala nam na tworzenie głębszych relacji z innymi. W sensie, że... i tak ostatecznie dążymy do samotności i odrzucamy wszystkich wokół - chłopak nie brzmiał jakby był do końca pewny swoich słów, ale gdy skończył i spojrzał na Lady Lesso, doszedł do wniosku, że nie mogło pójść mu tak źle. W końcu nauczycielka zbliżyła się także do ławki Christiana, który od samego początku patrzył na nią lekceważąco. Kobieta zmierzyła go ostrym spojrzeniem, a potem zadała pytanie, które na pierwszy rzut oka mogło wydawać się proste, choć wcale takim nie było. - Jaki powinien być prawdziwy nigdziarz? Przy okazji chciała sprawdzić na ile uczniowie słuchali i zapamiętywali to, co mówiła na początku zajęć
  6. Akademia Dobra, dziewczęta Lisa musiała włożyć bardzo wiele wysiłku w to, by przerwać plątaninę ponurych myśli i skupić się na lekcji. Chociaż wcale nie miała ochoty uczyć się, jak być słodką księżniczką, to wyzywający brak zainteresowania z jej strony na pewno nie pomógłby im w ucieczce. Postanowiła po prostu zignorować tamtą sytuację. Okej, pomogła Sophie, to dobrze. I nie ważne, dlaczego to zrobiła. Wkrótce i tak stąd znikną i będzie mogła zapomnieć o niej, o tej absurdalnej szkole, o Alanie... . Zrobiło jej się jakoś tak smutno, więc rozejrzała się naokoło, próbując skupić na czymś innym. Siedząca po jej lewej stronie Magdalene rozłożyła już swoje podręczniki, choć Lisa zauważyła, że nie wyjęła wszystkich i zrezygnowała z kartek oraz czegoś do pisania, najwyraźniej uznając, że nie będzie jej to dziś potrzebne. Mogła również zauważyć, że Magda straciła nieobecny wyraz oczu i skupiła się na Polluksie, składając na blacie szczupłe, blade dłonie i subtelnie przesuwając palcami po okładce jednej z książek. Natomiast Stephanie, która siedziała po jej prawej stronie, wyjęła praktycznie wszystko i niedbale porozkładała przed sobą. Teraz siedziała z łokciem na ławce, podpierając policzek na dłoni i ponuro wpatrując się w "Zaawansowany Savoir-Vivre dla prawdziwych księżniczek". Lisa w końcu westchnęła i sama wypakowała książki z niewielkiej torby, którą dostała rano od nimf. W tym czasie Polluks rozglądał się po klasie, uśmiechając uprzejmie do nowych uczennic. Kiedy jednak jego wzrok zatrzymał się na rozczochranych włosach Lisy, mina nieznacznie mu zrzedła, choć najwyraźniej nie zamierzał tego komentować, uznając, że do takich spraw jest przecież osobny przedmiot. - Moje drogie księżniczki - zaczął, stając na podwyższeniu, aby wszystkie mogły go dobrze widzieć. - To wspaniałe uczucie móc po raz kolejny ujrzeć tyle pięknych, pełnych potencjału młodych dam. Żeby jednak młode pąki mogły rozkwitnąć i stać się kiedyś wspaniałymi różami, potrzebujecie cierpliwości, motywacji i przede wszystkim wiary we własne możliwości. Czy macie to wszystko? - zapytał, a księżniczki melodyjnym chórkiem odpowiedziały "Tak". Lisa i Stephanie także się w to włączyły, choć niemrawo i z niechęcią. Polluks to zauważył i posłał im nieznacznie karcące spojrzenie. - Pierwsze lekcje są bardziej zapoznawcze. Dostaniecie łatwe zadania, abyśmy mogli wybadać wasze aktualne zdolności i poznać słabsze strony - po raz kolejny uśmiechnął się uprzejmie. - Naszym dzisiejszym tematem będzie jedna z najbardziej podstawowych rzeczy: przywitanie księżniczki. Musicie wiedzieć, że młode zawszanki obowiązuje pewna procedura grzecznościowa na którą składa się postawa, mimika, oraz oczywiście słowa... Stephanie spojrzała na Lisę, wykrzywiając usta w czymś pomiędzy rozbawieniem, a rozpaczą. No pięknie, spodziewała się, że lekcje w Akademii Dobra będą denne, ale nie myślała, że aż tak. Sama Lisa natomiast, choć starała się słuchać Polluksa, żeby zapamiętać choć część z tego, co będzie od niej oczekiwane, szybko straciła zainteresowanie i zajęła się wymienianiem ze współlokatorką porozumiewawczych spojrzeń i cichych komentarzy. - ...jeśli chodzi o zasady bardziej oficjalne, to wiadomym jest, że osoba młodsza jako pierwsza wita osobę starszą, tak jak osoba o niższym statusie osobę o wyższym. Bardzo istotne jest jednak to, aby pamiętać, że w przypadku władców i ważnych członków rodów królewskich standardowe powitanie może być nie na miejscu, a nawet karalne, w takich sytuacjach stosuje się gesty szacunku typowe dla danego królestwa. W momencie rozpoczęcia nauki w Akademii Dobra każda z was otrzymała status księżniczki, dlatego podczas naszego dzisiejszego ćwiczenia nie musicie się tym przejmować, w tej klasie wszystkie jesteście sobie równe... - On naprawdę będzie nas oceniał z tego jak się witamy? - szepnęła Stephanie do Lisy, a ta w odpowiedzi wzruszyła ramionami i również oparła łokieć na ławce. - ...powszechnie uznaje się, że książę powinien jako pierwszy powitać księżniczkę, choć zasada ta nie musi być twardo przestrzegana, nie będzie żadnym nietaktem... - Uff, czyli jednak nie muszę stawać chłopakom pod nosem i znacząco chrząkać... - ...jeśli powitaliśmy osobę znacznie starszą lub o znacznie wyższym statusie, zasady grzeczności mówią, że to ona powinna zainicjować rozmowę, jeśli tego nie zrobi powinniśmy się subtelnie wycofać... - Serio? - ...czy księżniczki z ostatniej ławki mogłyby przestać rozmawiać i usiąść jak prawdziwe damy, a nie jak zmęczeni rolnicy po żniwach? Wszystkie uczennice odwróciły się, rzucając im krótkie, ale zadziwiająco i jak dla Lisy sztucznie uprzejme spojrzenia. Do końca nudnego wykładu Polluksa Lisa i Stephanie starały się więc siedzieć w miarę elegancko, choć najchętniej położyłyby głowy na ławce i zasnęły. W końcu nadszedł czas podziału na pary, który sprawił, że mogły wstać i trochę się rozruszać. Choć minęła im dzięki temu senność, to Lisa miała wrażenie, że za chwilę będzie żałować, że nie mogą jeszcze trochę posiedzieć i posłuchać. Lisa oczywiście została dobrana do Stephanie, Magda do Dayli, Sophie do Nerysy i tak dalej według tego, jakie miejsca zajęły. Aria uśmiechała się nieśmiało do Monici, która wyglądała na niezwykle skupioną i zdeterminowaną, Vivienne z pewnością siebie odrzuciła do tyłu swoje wspaniałe włosy, szepcząc coś do Lucindy, a Emeralda stanęła naprzeciw Constantine. Polluks dał im krótki na czas na przećwiczenie swoich powitań, ale Lisie i Stephanie nawet to nie poszło zbyt dobrze. - Em... Cześć, jestem Lisa? - wyciągnęła rękę do Stephanie, a ta niepewnie ją chwyciła. W tym momencie Lisa poczuła, że ktoś delikatnie złapał ją za ramię. Odwróciła się i zobaczyła Magdę, która wpatrywała się w nią z lekkim uśmiechem na ustach. - Musisz użyć pełnego imienia, wcześniej dodając słowo "księżniczka". Poza tym zawszanki nie mówią "cześć" i nie podają sobie rąk, tylko wykonują drobne dygnięcie - zaprezentowała im to, a Stephanie przyłożyła dłoń do czoła, już mając przed oczami to, jak idiotycznie będzie brzmieć i wyglądać. Żadna z nich nie zdążyła tego jednak wypróbować, bo Polluks już zaczynał wywoływać uczennicę na przód klasy, blisko podwyższenia. - Zapraszam, zapraszam. Jako pierwsze na środek wyszły ruda i nieco szczurowata dziewczyna o bardzo przenikliwych zielonych oczach, oraz Aria, którą i Sophie i Lisa zdążyły już poznać. Obydwie wykonały lekkie dygnięcie, przedstawiając się jako "Księżniczka Aria z Zasiedmiogórogrodu" i "Księżniczka Monica z Kamelotu". Polluks przyglądał im się uważnie, a potem zeskoczył ze swojego podestu i zaczął je okrążać. - Dobrze, dobrze... tylko... księżniczko Ario, chyba zapomniałaś o kontakcie wzrokowym, a jest on bardzo ważny. Poza tym uśmiech, łagodny uśmiech! Nie możesz wyglądać, jakbyś obawiała się osoby, którą witasz. Księżniczko Monico, na przyszłość pamiętaj, aby witać się wolniej i ciszej. Księżniczki powinny być subtelne i delikatne! Jako następne Polluks wywołał, ku ich wielkiemu niezadowoleniu, Lisę i Stephanie, stwierdzając na głos, że skoro podczas jego wykładu potrafiły tak żywo dyskutować o powitaniach, to teraz na pewno olśnią ich swoimi wybitnymi zdolnościami. Stephanie, słysząc to, zrobiła taką minę, jakby miała ochotę założyć nauczycielowi kaganiec. Lisa natomiast wyszła szybko na środek, chcąc mieć to już po prostu za sobą. Powitała swoją partnerkę jako pierwsza, wymawiając to denne i totalnie do niej niepasujące "Księżniczka Elisabeth z Gawaldonu". Zanim jednak Stephanie zdążyłaby odpowiedzieć jej tym samym, Polluks przerwał im gwałtownie, znów wskakując na podest. - Ale co to jest za poza? Dlaczego trzymasz nogę w powietrzu?! I po co rozkładasz ręce tak szeroko?! Miałaś dygnąć, a nie udawać czaplę! Kilka dziewcząt zachichotało. Lisa zacisnęła gniewnie zęby i machnęła ręką do przodu, prawie uderzając Stephanie w ramię. - Cześć, jestem Lisa z Gawaldonu. Jej współlokatorka przez chwilę wyglądała na zaskoczoną, ale potem uśmiechnęła się i ścisnęła jej dłoń. - Cześć, ja jestem Stephanie z Lisiego Gaju. - Nie, nie, nie... Księżniczki nie witają się w ten sposób! - zajęczał Polluks, ale Lisa tylko wzruszyła ramionami i wciąż zirytowana wróciła do ławki. Stephanie przez chwilę stała sama na środku, a potem wykonała dziwną parodię dygnięcia, rozkładając ręce w geście rezygnacji i powstrzymując chichot ruszyła za Lisą. Polluks przez chwilę spoglądał na nie z niedowierzaniem, a potem jęknął po raz kolejny i przyłożył sobie kocią łapę do czoła. - Dobrze... Następne księżniczki. Zapraszam - wywołał do przodu Sophie i Nerysę. Księżniczki podeszły w stronę podestu i stanęły naprzeciw siebie. Nerysa przywitała się jako pierwsza, używając formuły "Księżniczka Nerysa z Nibylandii". Chociaż jej uśmiech był może zbyt szeroki i ciepły, a dygnięcie energiczne, to zdecydowanie nie brakowało jej gracji i pewnej słodkości. Teraz przyszła kolej Sophie. Akademia Dobra, chłopcy Edward wsłuchiwał się w słowa Alana, elegancko opierając brodę na wierzchu bladej dłoni. Kiedy jego rozmówca zamilkł, książę zamrugał, jakby wyrywając się z zadumy i nieznacznie do niego uśmiechnął. - Dziękuję ci bardzo za to, że zgodziłeś się mi o niej opowiedzieć. To dla mnie bardzo ważne - nie powiedział na temat Sophie już nic więcej, pozostając w tej kwestii tajemniczym. - A co do tamtego chłopca - dodał, nawiązując do tego, co Alan wspomniał o szacunku dla jego przyjaciół - Czy on czasem nie pochodzi z Nibylandii? - zapytał, unosząc ciemną brew i odnajdując go wzrokiem. Hector siedział przed nimi w milczeniu, z nieco pochyloną głową, obok Damiena, który właśnie przeglądał podręczniki. - Krainy wiecznego dzieciństwa i szczęścia... Temu to musi być dobrze - stwierdził uprzejmym tonem, ale w jego głosie kryła się nie tylko ciekawość, ale także pewne lekceważenie, jakby nie uważał kogoś pochodzącego z Nibylandii za człowieka poważnego. Zaraz potem znów uśmiechnął się olśniewająco do Alana i zajął wypakowywaniem swoich podręczników. - Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu, bym z wami spędził dzisiejszą lekcję? Nie zdołali mu już jednak odpowiedzieć, bo do klasy wparował szybkim krokiem nauczyciel. Aidan zdążył jeszcze tylko szturchnąć lekko Alana i posłać mu na wpół rozdrażniony na wpół rozbawiony uśmiech, przy okazji lekko kręcąc głową. - Witajcie, moje młode książęta - nauczyciel dziarsko oparł się o swoje biurko, posyłając im drobny uśmieszek. - Jestem profesor Daramis... - odgarnął malowniczo włosy - ...i będę waszym nauczycielem Etykiety Książęcej oraz Pielęgnacji Męskości. Uczniowie wpatrywali się w niego ze zdziwieniem. Profesor Daramis był całkiem przystojnym mężczyzną i choć na jego twarzy można było już znaleźć zmarszczki, emanował olbrzymią energią i pewnością siebie oraz pewnego rodzaju zadziornością. Profesor w skrócie opowiedział im o tym, czego dotyczyć będą te lekcje i o tym, jak to kiedyś był znanym rycerzem na dworze jakiegoś odległego królestwa, a potem, zauważając znużenie niektórych z nich, przeszedł do dzisiejszego tematu. - Dobra, słuchajcie - usiadł na swoim biurku i spojrzał na nich z taką ekscytacją, że niektórzy aż unieśli brwi. - Powinienem na tej pierwszej lekcji w jakiś sposób was ocenić, żeby zrobić podwaliny pod ranking i żebyście mieli szansę obadać swoją sytuację i zapoznać się z tym, jak to w tej Akademii działa. No ale nie oczekuję od was na pierwszych zajęciach, że będziecie na przykład znali na pamięć Kodeks Rycerski od deski do deski. Choć nie wątpię, że są tutaj takie osoby - uśmiechnął się do nich lekko, mając na myśli głównie rodowitych książąt. - Tak więc pomyślałem, że na początek powinniśmy zacząć od czegoś lekkiego, żebyśmy mogli się nawzajem lepiej poznać bez niepotrzebnego stresu. Jak już mówiłem, na tych lekcjach będziemy się uczyć o tym, jak prawdziwy książę powinien się zachować w różnych sytuacjach, o honorowych pojedynkach i też trochę o odmiennych zasadach w różnych królestwach Puszczy... Ale ważnym elementem tych zajęć będzie także... - uśmiechnął się znacząco. - ...traktowanie dam, okazywanie im należnego szacunku, oraz, nie będę ukrywał, trochę z tego jak im zaimponować. Chociaż to może bardziej na Pielęgnacji Męskości - mrugnął, a niektórzy zachichotali - No więc dzisiaj chciałbym dać wam takie małe zadanie... Czy od wczoraj daliście już radę poznać księżniczki ze swojej grupy? Nie chodzi mi o głębsze relacje, ale tak, żebyście je kojarzyli po imieniu. Uczniowie niepewnie skinęli głowami. - To doskonale - sięgnął do tyłu po jakąś niewielką, poskładaną kartkę - Bo ja tutaj właśnie mam ich imiona. I chciałbym, żebyście pokazali mi, czy potraficie komplementować księżniczki, jak na prawdziwego księcia przystało. Z taktem, ale i z urokiem. Każdą księżniczkę... nie tylko taką, która akurat się wam spodoba. Uczniowie przez dłuższą chwilę patrzyli na niego z niedowierzaniem. Niektórzy zaczęli się nieznacznie uśmiechać, jeszcze inni z zakłopotaniem przesuwali rękami po włosach. W końcu głos zabrał Kato, który mówiąc wychylił się lekko do przodu. - I pan... pan nas zamierza z tego ocenić? - Tak - odpowiedział pogodnie profesor, rozkładając kartkę. - No dajcie spokój, chyba mi nie powiecie, że nie potraficie powiedzieć o damie kilku miłych słów. - Ale my księżniczek jeszcze nie znamy tak dobrze - wtrącił cicho Damien, ale Daramis machnął na to ręką. - Nie musicie znać kobiety, by poprawiać jej humor komplementami. Oczywiście, jeśli wiecie jak je prawić. Właśnie to sobie dzisiaj sprawdzimy. Odbierzcie to bardziej jako zabawę - dodał na koniec dla rozluźnienia atmosfery, ale część uczniów wciąż nie wyglądała na do końca przekonanych. - Współczuję temu, kto dostanie Czytelniczkę - szepnął Edward, kierując swoje słowa bardziej w przestrzeń niż do kogoś konkretnego. Zresztą nie on jeden tak myślał, ponieważ siedzący z przodu Ambrosius zapytał głośno: - Czy za Czytelniczkę są jakieś dodatkowe punkty? Jego słowa sprawiły, że uczniowie w pierwszej ławce wybuchnęli cichym śmiechem. Edward, który siedział przecież koło Alana, również lekko parsknął, obserwując jednak ciemnymi oczami profesora Daramisa, który nie wyglądał na zadowolonego z tych żartów. - Jeśli będziecie mieć takie podejście, to wątpię, byście pozytywnie zaliczyli to zadanie - jego słowa sprawiły, że śmiechy się urwały. - Dobrze, zacznijmy może od ciebie. Jak masz na imię? - wskazał na Damiena, który uniósł głowę i się przedstawił. - Powiedz mi, czy kojarzysz księżniczkę o imieniu Magdalene? - Tak. To moja siostra. - Och - profesor zmarszczył lekko brwi, a w klasie znowu rozległy się śmiechy. - No dobrze... więc może Monica? Damien zmarszczył brwi, jakby próbował ją sobie przypomnieć, a potem znów spojrzał na Daramisa. - Mam się zwracać tak, jakbym mówił do niej? - Nie ma takiej potrzeby - odpowiedział pogodnie profesor. - Dobrze... Księżniczka Monica ma proste, ale dźwięczne i przyjemne dla ucha imię. Jest szczupła, chyba nawet trochę wychudzona, ale dodaje jej to uroku. Co nie znaczy, oczywiście, że nie powinna jeść trochę więcej, żeby uniknąć niebezpiecznych powikłań - niektórzy odwrócili się, żeby popatrzeć na niego z niedowierzaniem. - Ma piękny i bardzo wyrazisty odcień włosów, czyni on ją wyjątkową, bo rzadko spotyka się ludzi tak intensywnie rudych. Jej oczy - urwał. - Są bardzo przenikliwe, ma się wrażenie, że kryją w sobie jakieś tajemnice, warte potrzebnego do ich rozwikłania wysiłku. Poza tym wydaje się być bardzo ambitna i zdeterminowana. To chyba wystarczy. Profesor zamrugał szybko. - Em... mówiłem o komplementach, a nie... opisywaniu. - To były komplementy - odpowiedział natychmiast Damien - gdybym ją opisywał wspomniałbym o pierwszym wrażeniu, jakie sprawia, jej stylu chodzenia, odcieniu skóry, posturze i kształcie twarzy... - Dobra, dobra. Rozumiem - przerwał mu szybko Daramis. - To teraz może... ty. Jak masz na imię? Lekcja toczyła się dziś w ten sposób. Następnym wybranym przez profesora chłopcem był Hector, który dostał do skomplementowania Nerysę. Chociaż wcześniej wydawał się być bardzo zestresowany, to taki dobór wyraźnie go uspokoił. Opisywał głównie jej radość, entuzjazm i dobre serce, co znaczyło, że musiał ją już trochę znać z Nibylandii. Profesor nazwał jego słowa "dobrym tropem", ale wspomniał, że księżniczki lubią usłyszeć też miłe słowo na przykład o swoich włosach lub oczach. Hector wzruszył tylko ramionami i zarumienił się z zakłopotania. Potem profesor Daramis zwrócił się do Odiona, któremu przydzielił Daylę. Siedzący w pierwszej ławce Leon wydawał się być tym niezwykle zawiedziony. Sam Odion natomiast nie popisał się zbyt wielką elokwencją, ponieważ wymyślanie komplementów wyraźnie przychodziło mu z trudem i ostatecznie zakończył na powtarzaniu tego, że wydaje się być "miła", "słodka" i "piękna". Profesor odpowiedział wtedy, że co jak co, ale żadna księżniczka nie chciałaby usłyszeć, że "wydaje się być piękna". Aidan, który do tej pory tylko z rozbawieniem przysłuchiwał się wypowiedziom kolegów zesztywniał, gdy usłyszał, że nauczyciel przydzielił Ambrosiusowi Stephanie. - No nie, dlaczego jemu - szepnął ze złością, a potem jakby się zreflektował i spojrzał szybko na Alana i Juliana, starając się ukryć rosnący rumieniec. Ambrosius wydawał się być jednak tak samo niezadowolony jak Aidan. - Naprawdę? - zaczął, ale widząc karcący wzrok profesora, wzruszył ramionami i prychnął. - Dopóki się nie odzywa, wydaje się być całkiem w porządku. Aidan syknął coś pod nosem, a Daramis zmarszczył brwi. - To jest komplement, twoim zdaniem? Ambrosius jęknął. - No ale co niby można powiedzieć o dziewczynie, która... - urwał i westchnął, kontynuując przez nieznacznie zaciśnięte zęby. - Ma całkiem ładne oczy, jest wysportowana... pewnie ma dobrą naturę, skoro tu trafiła. Jest... - nagle jakby go olśniło. - ...jest jak skarb... pełna zalet, które trzeba tylko najpierw odkopać. Niektórzy znowu wybuchnęli śmiechem, a profesor pokręcił głową z rezygnacją. Aidan nadal był zirytowany prześmiewczymi słowami Ambrosiusa, kiedy profesor zwrócił się do niego, prosząc o przedstawienie się. Kiedy jednak usłyszał, kogo ma skomplementować, to naprawdę zbladł. Siedzący w pierwszej ławce Abraxas odwrócił się do tyłu i zaczął go obserwować, mając w oczach coś, co można było nazwać tylko groźbą. - Księżniczka Vivienne, eee... - Aidan przełknął ślinę. Naprawdę odpowiadałoby mu się lepiej, gdyby nie to ostrzegawcze spojrzenie blondyna. Poza tym niektórzy mogliby powiedzieć, że księżniczka jaką dostał jest chyba najprostsza ze wszystkich, ale on zdecydowanie więcej mógłby powiedzieć na temat Stephanie, czy choćby Lisy. - Jest piękna... ma długie, jasne włosy... i bardzo ładne oczy - wymieniał powoli, a Abraxas prychnął, jakby te słowa nie oddawały nawet w najmniejszym procencie urody jego wybranki. - Chociaż wydaje się być trochę... - urwał nie tylko ze względu na to, że słuchał go Abraxas, ale też dlatego, że profesor wspominał, że to miały być komplementy - ...trochę... zbyt idealna? - szybko zmienił to, co chciał powiedzieć, chociaż i tak nie wyszło mu najlepiej. Daramis zmarszczył brwi. - Hmmm... Idealność to dobra opcja, ale o wiele lepiej brzmiałoby to, gdybyś powiedział, że jej perfekcja wydaje ci się być nie z tej ziemi. Musicie jednak pamiętać, że tego typu wyszukane określenia nie działają na każdą księżniczkę, niektóre mogłyby poczuć się zirytowane lub nawet urażone. Dobrze jest najpierw trochę obadać, co daną zawszankę zdenerwuje, a co sprawi, że jej serce zabije szybciej. Abraxas prychnął po raz kolejny i odwrócił się z powrotem w stronę profesora, ani razu nie spoglądając już na Aidana. Profesor natomiast kontynuował zajęcia i zwrócił się teraz do Alana, który przecież siedział zaraz obok chłopaka z Nottingham. - Podaj swoje imię i powiedz, co dobrego byłbyś w stanie mi powiedzieć o księżniczce imieniem... Elisabeth. Prawie wszyscy uczniowie odwrócili się, żeby na niego spojrzeć. Chyba tylko Hector, Damien i Aidan nie wydawali się być tym przejęci. Nawet Kato i Odion okazali się zaciekawieni tym, co takiego Alan mógł powiedzieć o Lisie. Ich zainteresowanie miało jednak całkiem inny podtekst niż Eryka, Ambrosiusa, czy chociażby Edwarda, który nawet poklepał go pocieszająco po ramieniu.
  7. Akademia Zła Ostre obcasy Lady Lesso stukały przenikliwie po lodzie, kiedy przechadzała się między ławkami, przyglądając się wszystkim po kolei. Adelia drżała, owinąwszy ramiona wokół siebie. Tunika nigdziarzy była zrobiona z dość sztywnego materiału, ale był on zbyt cienki, by naprawdę chronić przed chłodem. Jeśli by tak rozejrzeć się po klasie, można było zauważyć, że uczniowie podzielili się na trzy grupy. Pierwszą z nich byli tacy, którzy nie ukrywali tego, że im zimno i robili wszystko, żeby zatrzymać choć trochę ciepła, jak na przykład Navin, Pollux, Prisma, czy właśnie Adelia. Drugą tworzyli uczniowie usilnie próbujący udawać, że wszystko jest w porządku i chłód im nie przeszkadza, byli to choćby Margo, Hadrion, Elvira czy Scarlett. Pozostawali również ci, na których zimno najwyraźniej naprawdę nie robiło żadnego wrażenia i do nich należeli między innymi Eudon, Alisa, Raver i Lavalle. Przez dłuższą chwilę w klasie panowała cisza, przerywana jedynie stukotem obcasów oraz szczękaniem zębów niektórych uczniów, aż w końcu na ustach Lady Lesso pojawił się niewielki uśmiech i kobieta wróciła do swojego obszernego biurka. Usiadła za nim, ani trochę nie przejmując się chłodem, do którego musiała być przecież przyzwyczajona. - Dzisiaj nie będziemy zaczynać nowych tematów. Na początek chciałabym lepiej was poznać, ocenić waszą wiedzę oraz nastawienie - zetknęła ze sobą końcówki swoich szczupłych palców. - Dzisiejsze stopnie możecie uznać za próbne i wprowadzające, przedsmak tego, co czeka was podczas nauki w Akademii. Już dowiedzieliście się jak istotne jest każde zaliczenie, teraz odczujecie to w praktyce. Nie tylko sprawdzicie samych siebie, ale też zmotywujecie do pracy. Być może wśród was jest jakaś osoba zdolna do tego, by przywrócić złu dawną świetność - zmrużyła lekko powieki, a potem kontynuowała. - Radzę wam porządnie zastanowić się nad pytaniami, które padną dzisiaj w tej sali - przerwała dla podkreślenia swoich słów. - Kiedy zwrócę się do któregoś z was, macie podać swoje imię i odpowiedź. Czy to jasne? - zapytała, przesuwając ostrymi paznokciami po lodowym biurku. Uczniowie skinęli głowami. Niektórzy wyglądali na podekscytowanych, inni na wystraszonych. Adelia pochyliła głowę, mając nadzieję, że nauczycielka nie wybierze właśnie jej. Na szczęście tak się nie stało, przynajmniej nie teraz. Lady Lesso znów wstała i zbliżyła do ławki w której siedziała niedbale dziewczyna o zielonych włosach i krwistoczerwonych oczach. Na twarzy miała wyzywający i nieco pogardliwy wyraz. Nauczycielka spojrzała na nią surowo i zapytała: - Dlaczego puste i aroganckie Dobro wygrywa w każdej baśni od ponad stu pięćdziesięciu lat? - niektórzy zbledli i rozejrzeli się po sobie, słysząc jakiego typu pytania zadawała profesor. - A niby skąd mam to wiedzieć? - odparła napastliwie dziewczyna. Nauczycielka pochyliła się nad nią, zaciskając ostre paznokcie na lodowej ławce. Nigdziarka jedynie odchyliła się bardziej do tyłu, ale wciąż miała w oczach ten sam upór i złość. - Imię. I. Odpowiedź - syknęła Lady Lesso z wyraźną groźbą w głosie, a Sava jeszcze przez chwilę wpatrywała się w nią wyzywająco, aż w końcu z zaciśniętymi zębami powiedziała: - Sava. Bo Dyrektor jest po ich stronie, tak? Ma władzę nad Baśniarzem i ją wykorzystuje! Nauczycielka zmarszczyła nieznacznie brwi, a potem odwróciła się i zrobiła krok w stronę Elviry, wyraźnie pokazując, że to jej kolej na odpowiedź. Blondynka nie wydawała się być zdenerwowana ani zestresowana. Odwzajemniła spojrzenie Lady Lesso, a potem podparła brodę na jednej ręce, najwyraźniej w zastanowieniu. - Elvira. Ponieważ... Młodzi nigdziarze przyzwyczaili się do nieustannego pasma porażek i stracili motywację do rozwoju, uznając, że nie ma to sensu, skoro wyższa siła, w tym przypadku domniemana stronniczość Dyrektora Akademii i tak sprawia, że wszystko spisane jest od początku na straty? - uniosła jedną brew, ignorując wściekły syk Savy i kilku innych uczniów. Po paru sekundach namysłu dziewczyna uzupełniła. - Oczywiście takie przekonanie musiałoby kryć się w podświadomości, nie wątpię, że nigdziarze chcieliby znów zacząć zwyciężać. Lady Lesso skwitowała jej wypowiedź drobnym uśmiechem, co blondynka odebrała za dobry znak i sama odpowiedziała jej tym samym. Zaraz potem nauczycielka odwróciła od niej wzrok, spoglądając na bezustannie milczącego, bladego chłopca, któremu ciemna grzywka opadała na twarz. - A jaka jest twoja odpowiedź? Nigdziarz podniósł głowę, pokazując przy tym przekrwione, ciemne oczy i chorobliwie bladą twarz. - Eudon - kiedy mówił można było zauważyć, że jego kły są nieznacznie wydłużone, choć jeszcze nie przypominały tych wampirzych. - Ja myślę, że racja leży po środku. Ale skoro nie możemy być pewni, czy Dyrektor jest stronniczy, na co zresztą i tak nie moglibyśmy nic poradzić, trzeba chyba po prostu skutecznie zwiększać i kształtować własne umiejętności i strategie, nieprawdaż? Niektórzy w klasie mruknęli potwierdzające, jeszcze inni prychnęli pogardliwie, ale wystarczyło jedno spojrzenie Lady Lesso, by wszyscy umilkli. Kolejnym pytaniem, jakie zadała nauczycielka, było "Co różni nigdziarzy od zawszan?" i jako pierwszemu zadała je wysokiemu nigdziarzowi siedzącemu pod oknem. - De. My jesteśmy źli, a oni są dobrzy - odpowiedział chłopak, wzruszając potężnymi ramionami. - To chyba największa różnica. Temu stwierdzeniu ciężko było zaprzeczyć, ale Lady Lesso i tak nie wyglądała na usatysfakcjonowaną. Odwróciła się w stronę wiedźmy o zniszczonych rudych włosach, współlokatorki Adelii, a ta zacisnęła dłonie w pięści. - Margo. Zawszanie są faworyzowani i uwielbiani w Puszczy, a nas traktuje się jak znienawidzone odmieńce - odpowiedziała dziewczyna warkliwym tonem. Nauczycielka rzuciła jej zaciekawione spojrzenie, ale nie skomentowała jej słów, tylko zwróciła się do chudego, ciemnowłosego chłopca, który siedział w jednej z ostatnich ławek, podpierając brodę na kościstych dłoniach i nie wyglądając ani na zmarzniętego ani na zestresowanego. - Raver - natychmiast odpowiedział chłopak, jego głos był cichy i jedwabisty. - Zawszanie walczą dla innych, a nigdziarze dla siebie. Był on kolejną osobą, która zasłużyła na nieznaczny uśmiech Lady Lesso. Zaraz potem nauczycielka przeszła się wzdłuż ławek, zbliżając do drugiego końca lodowej klasy. - Co czyni z ciebie nigdziarza? - zapytała, spoglądając na chłopca, który dzielnie usiłował powstrzymywać drżenie. - Gilbert. Cóż... moi rodzice są nigdziarzami? - odpowiedział, a nauczycielka zacisnęła usta. Gilbert chyba uświadomił sobie jak głupio zabrzmiał i zaczął się jąkać, próbując dodać coś jeszcze, ale Lady Lesso już odeszła dalej. Chłopak spuścił zrezygnowany głowę, starając się na nikogo nie patrzeć. Kobieta w tym czasie zbliżyła się do najdalej wysuniętej ławki i stanęła nad drobną dziewczyną, która kuliła się z zimna i chyba nawet nie zauważyła, że ktoś do niej podszedł. Adelia do tej pory słuchała odpowiedzi innych uczniów z zamkniętymi oczami, na przemian próbując skupić się na czymś innym i zaciskając dłonie ze zdumienia. Wszyscy tutaj odpowiadali jakby uważali, że bycie nigdziarzem jest najnaturalniejszą rzeczą na świecie, nim się właśnie czuli i naprawdę interesowały ich problemy takie jak to, dlaczego dobro od lat nie przegrało. Dla niej wciąż była to totalna abstrakcja i kiedy usłyszała znaczące chrząknięcie i uniosła głowę, zauważając wpatrującą się w nią nauczycielkę, całkiem sparaliżował ją strach, do tego stopnia, że nawet nie pamiętała jakie było pytanie. Lady Lesso przez dłuższą chwilę obserwowała ją w milczeniu, aż w końcu westchnęła i je powtórzyła. - Co czyni z ciebie nigdziarza? Adelia otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Przełknęła ślinę i spróbowała znowu. - Ja... ja nie jestem nigdziarzem - dała taką odpowiedzią, jaką uznawała za prawdziwą. W klasie rozległo się kilka szeptów i chichotów. Lady Lesso zmrużyła oczy i nieco się do niej nachyliła. - Gdybyś nim nie była, nie trafiłabyś do tej Akademii - odparła, a łagodność w jej głosie wydała się Adelii złowieszcza. Drobna dziewczyna poczuła, że w jej gardle formuje się gula, a oczy znów zaczynają piec. Zamrugała szybko. Wszystkie histeryczne pytania, które krążyły po jej głowie wczoraj, spadły na nią teraz jak stos ciężkich ksiąg. Dlaczego tu trafiłam? Dlaczego oni sądzą, że jestem zła? Czy jestem zła? Czy to jest jakaś pomyłka? Czy mogę wrócić już do domu? Nie wiem, nie wiem, nie wiem, nie wiem nie wiem nie wiem niewiemniewiemniewiemniewiem... - Nie wiem - szepnęła drżącym głosem i położyła głowę na ławce, nie zważając na to, że jest ona zrobiona z lodu. Wszyscy musieli ją usłyszeć, tak przynajmniej wnioskowała po kilku szyderczych śmiechach, które wydawały się dzwonić w jej głowie, dopóki coś nagle ich nie urwało. Możliwe, że znów było to spojrzenie nauczycielki. Przez dłuższy czas nie podnosiła głowy. Potem usłyszała stukot ostrych obcasów i tylko po tym mogła poznać, że Lady Lesso odeszła zadać pytanie komuś innemu. Chociaż nadal była roztrzęsiona, wydała z siebie ciche westchnienie ulgi i usiadła w bardziej wygodnej pozycji, tak, żeby nie stykać się czołem z lodowatą ławką, choć wciąż ukrywała twarz przed innymi uczniami. Lady Lesso natomiast zbliżyła się teraz do Thomasa, stając nad nim z lekko uniesioną brwią. - Co czyni z ciebie nigdziarza? - powtórzyła pytanie po raz trzeci, choć wcześniej tego nie robiła.
  8. Akademia Dobra, dziewczęta Według planu lekcje tego dnia miały dla dziewcząt rozpocząć się Etykietą Księżniczek. Zajęcia odbywały się w klasie znajdującej się na niższych poziomach wieży Dobroć, więc siłą rzeczy mieszkające tam zawszanki dotarły na miejsce jako pierwsze. Nie, żeby Lisie czy Stephanie jakoś szczególnie się spieszyło. Lisa była całkiem pewna, że żadna z rzeczy, których tu uczą na nic jej się nie zda i czeka ją po prostu cały dzień znoszenia dziewczęcych paplanin, śpiewu i rozczulania się nad własną urodą, czyli po prostu wszystkiego, czym się nie interesowała. Już podczas drogi krystalicznymi pasażami, gdy mijała przepiękne płaskorzeźby i malowidła oraz zaciągała się duszącym zapachem kwiatów i perfum, wiedziała, że będzie dzisiaj wielokrotnie żałować tego, że nie udało jej się w nocy uciec. Nawet Stephanie, która szła zaraz obok niej i zazwyczaj kipiała energią, teraz powłóczyła nogami, wyraźnie zniechęcona. Dziewczyna z Lisiego Gaju mogła znosić Akademię Dobra, kiedy jedynym co miała tu do zrobienia było jedzenie i spanie, ale perspektywa lekcji sprawiała, że znów przypominała sobie, dlaczego nie chciała tu przyjeżdżać. Jak mogły się spodziewać, pod klasą znalazły się jako jedne z ostatnich. Wszystkie dziewczęta stały już w eleganckim szyku, czekając na przybycie nauczyciela. Na samym przodzie była oczywiście Vivienne, a zaraz obok nieodłączna Lucinda, która wydawała się być wszędzie tam, gdzie śliczna blondynka z Dziewiczej Doliny. Stephanie i Lisa stanęły z tyłu za dwoma innymi księżniczkami. Jedną z nich była Magdalene, która natychmiast odwróciła się, żeby skinąć im na powitanie głową. Spotkały ją już wcześniej, zaraz po trafieniu do Akademii, sprawiała wtedy wrażenia kogoś bardzo poważnego, momentami wręcz znużonego i teraz było podobnie, chociaż na ustach wysokiej dziewczyny znajdował się przecież lekki uśmiech. Lisa spojrzała mimowolnie na jej torbę i musiała przyznać, chociaż zazwyczaj nie interesowały ją takie rzeczy, że chyba nigdy nie widziała czegoś, co byłoby tak pięknie uszyte. Intensywnie granatowe i fioletowe tkaniny, poprzecinanie złotymi nitkami i zdobieniami przywodziły trochę na myśl nocne niebo. Obok Magdalene stała natomiast znacznie niższa od niej Dayla o dziecinnej twarzy. Dziewczynka miała oczy jak sarenka, ozdobione długimi rzęsami oraz jeden z najbardziej życzliwych wyrazów twarzy, jakie można było sobie wyobrazić. Z nią również się przywitały, a potem Lisa zwróciła się do Stephanie: - Czego będziemy się uczyć na Etykiecie Księżniczek? - Etykiety księżniczek - odpowiedziała dziewczyna, wzruszając ramionami. - Dzięki, teraz już wszystko wiem. Po raz kolejny tego dnia zaczęło jej się zbierać na śmiech, ale powstrzymała go, ponieważ właśnie przybył ich nauczyciel, który okazał się być... kotem z głową psa. Lisa uniosła wysoko brwi, a Stephanie oparła się o jej ramię, żeby lepiej widzieć. Pollux szybko zauważył zdziwione spojrzenia swoich nowych uczennic, kiedy podchodził do drzwi, aby otworzyć im klasę. - Czy coś was dziwi, moje drogie? - zapytał retorycznie, a jego ton był na tyle surowy i karcący, że wszystkie dziewczęta natychmiast odwróciły głowy i wróciły do spokojnej postawy i uprzejmych uśmiechów. - Kastor ma w tym tygodniu ciało - mogły usłyszeć jego pomruk, kiedy wpuszczał ich do środka na lekcję. Klasa Etykiety Księżniczek okazała się być przestronnym i dobrze oświetlonym pomieszczeniem na którego końcu znajdował się wysoki, zdobiony perłami podest dla nauczyciela. Wszystko tutaj było albo śnieżnobiałe albo mglistobłękitne i jego perfekcja napawała Lisę niechęcią. Ławki wykonane z marmuru, oraz wygodne, obite dla komfortu tkaniną krzesła ciągnęły się, tworząc w rzędach miejsca dla czterech dziewcząt. Pierwsza ławka została błyskawicznie zajęta przez Vivienne, Lucindę, Constantine i Emeraldę, natomiast Lisa i Stephanie planowały usiąść po prostu tam, gdzie będzie miejsce. W drzwiach zatrzymała je jednak krótka i niezauważona przez wielu scena. Emeralda wchodząc do klasy po raz kolejny brutalnie przepchnęła się obok Sophie, tak, że ciemnowłosa dziewczyna poleciała w bok, a żółta parasolka wyleciała jej z rąk. Lisa, widząc to, wykorzystała nabyty na boisku refleks i przemknęła przed Magdalene, łapiąc parasolkę w locie, zanim spadłaby na ziemię. W sumie nie miała pojęcia dlaczego to zrobiła, chociaż już nie raz ulegała impulsom, decydując się zaufać instynktowi. Zresztą, gdyby ona tego nie zrobiła, to nie zrobiłby tego nikt inny, bo Dayla nie wydawała się odznaczać szybkością, Magda najwyraźniej była tak zamyślona, że zauważyła to z dużym opóźnieniem, a Stephanie na pewno nie miała ochoty pomagać Sophie i Lisa już teraz widziała zdziwienie na jej twarzy, spowodowane tym, że ona się jednak na to zdecydowała. - Uważaj jak chodzisz - powiedziała Lisa sucho i po prostu wetknęła współlokatorce absurdalny gadżet do ręki. No dobra, zauważyła, że jakaś inna księżniczka ją popchnęła, ale wciąż miała w pamięci to, jak dziewczyna obrażała ją i Stephanie. Z drugiej strony jej pomogła, więc w sumie można powiedzieć, że wypełnia prośbę Alana. Tylko znowu, dlaczego ciągle wraca do niego myślami? W klasie zajęła miejsce pomiędzy Magdalene i Stephanie. Wzruszyła ramionami na pytające spojrzenia współlokatorki, a potem odwróciła głowę w stronę Magdy, zauważając, że dziewczyna również wpatruje się ww nią z ciekawością. Nagle zaczęła czuć się nieswojo. Dlaczego instynktownie doszła do wniosku, że powinna złapać jakąś durną parasolkę i to jeszcze dla tak zarozumiałej księżniczki? Dlaczego zaraz potem pomyślała o Alanie? Czy naprawdę mogła być dla kogoś miła tylko dlatego, żeby przypodobać się jakiemuś chłopcu? Akademia Dobra, chłopcy Chłopcy lekcje Kodeksu Rycerskiego odbywali na wieży Męstwo w sali, która również była jasna i przestronna, ale nieco bardziej męska i surowa, niż ta, w której zajęcia miały właśnie księżniczki. Zdobienia wykonane były z ciemnego drewna (z którego zrobiono także podłogę) oraz ciepłego złota. W kilku miejscach na ścianie można było znaleźć wymalowane kaligrafią fragmenty oficjalnego Kodeksu Rycerzy, a krzesła wykończone zostały skórą i przysunięte do drewnianych, ale starannie wypolerowanych ławek. Kolejną różnicą pomiędzy chłopcami a dziewczętami było to, że książęta siedzieli już w klasie zanim pojawił się ich nauczyciel. Salę wypełniał szum rozmów, przechwałek i domniemań na temat tego, czego będą się dziś uczyć. Miejsca najbardziej z przodu zostały oczywiście zajęte przez Abraxasa, Ambrosiusa i Eryka, ale, co dziwne, nie było wśród nich Edwarda, a na czwartym miejscu siedział drobny Leon. Chłopak raz na jakiś czas spoglądał niepewnie na dyskutujących kolegów, ale poza tym nie wydawał się mieć problemów z ich towarzystwem. Jako jedni z ostatnich wchodzili do środka Aidan, Alan i Hector. Chłopak z Nottingham energicznie opowiadał swoim współlokatorom jakąś historię o Robin Hoodzie. - ...no ale to wszystko usłyszałem w mieście, sam nie widziałem, niestety, a tak bardzo bym chciał... - ciągnął, kiedy zajmowali miejsca. Chwilę później jednak zamilkł, spoglądając z wysoko uniesionymi brwiami na scenę, która właśnie rozegrała się na jego oczach. Sam Aidan usiadł obok milczącego Juliana, obok niego miał zająć miejsce Alan, a na końcu ławki Hector. Zanim jednak ich współlokator zdążyłby chociaż złapać za krzesło, znikąd pojawił się Edward, który, nie przejmując się Hectorem, usiadł obok Alana, kładąc na biurku swoją elegancką, czarną torbę. Hector przez chwilę stał z rozchylonymi ustami nad ławką i miał zamiar chyba wyciągnąć rękę i powiedzieć Edwardowi, że przecież właśnie zamierzał tu usiąść, ale ostatecznie wygrała w nim nieśmiałość. Wzruszył ramionami, zagryzł wargę i z nieco pochyloną głową odszedł dalej, żeby zająć miejsce obok Damiena. Edward za to natychmiast zwrócił się w stronę Alana, obdarzając go promiennym uśmiechem idealnie białych zębów. Cała ta sytuacja wydawała się być zdecydowanie zbyt dziwna. - Witaj, Alanie - po przywitaniu wzrok księcia powędrował nieco niechętnie na Aidana, któremu tylko nieznacznie skinął głową. - Wybacz mi proszę, że tak niespodziewanie do ciebie przychodzę, ale zależy mi na tym, żeby z tobą porozmawiać - Edward rozejrzał się wymownie po klasie. Nauczyciela wciąż nie było i prawie wszyscy swobodnie dyskutowali. Zaraz potem poprawił elegancko swój mundurek i starannie złożył ręce na blacie ławki, wciąż obserwując Alana z lekkim uśmiechem i nieco uniesioną brwią. - Chciałbym tylko wiedzieć... choć to może niecodzienne pytanie... - odchrząknął. - Jesteś kuzynem księżniczki Sophie, prawda? - zapytał, ale nie dał mu odpowiedzieć, tylko ciągnął dalej. - Byłbym więc bardzo rad, gdybyś mógł... opowiedzieć mi coś więcej o tej wyjątkowej damie - zakończył uprzejmie, a potem rzucił szybkie, teraz już znacznie bardziej niechętne, spojrzenie Aidanowi, który schował twarz w dłoniach, żeby stłumić śmiech.
  9. Akademia Zła Thomas złapał Elvirę w taki sposób, że młoda nigdziarka przez dobrych parę sekund była do niego praktycznie rzecz biorąc przytulona. Nie widziała żadnego problemu w tym, że owinęła wokół niego ramiona, w końcu zrobiła to tylko i wyłącznie dla stabilizacji i możliwości szybkiego podniesienia się na własne nogi. Dłonie oparła na chłodnym murze za chłopcem, a potem, po wzięciu jednego uspokajającego oddechu, uniosła głowę w górę, spoglądając mu w twarz z nieprzyzwoicie bliskiej odległości. Po raz kolejny - nie krępowało jej to. Jej niebieskie oczy miały spokojny i analityczny wyraz, a na wąskich ustach wciąż widniał ten drwiąco-wyzywający uśmieszek, chociaż przecież dopiero co została zepchnięta ze schodów. Ta dziwna chwila jednak szybko minęła, ponieważ Elvira odepchnęła się od ściany, stanęła prosto i otrzepała nigdziarską tunikę, rzucając Kim na wpół karcące a na wpół zaciekawione spojrzenie. - Musisz się jeszcze wiele nauczyć. Tego typu testy nie mają wiarygodności, kiedy wiadomo, że tego typu odruchy występują u niektórych ludzi naturalnie. To, że Thomas złapał mnie, chroniąc od bolesnego upadku, nie musi oznaczać troski, tylko nie do końca przemyślaną, automatyczną reakcję - powiedziała spokojnie, przypominając sobie szok w oczach nigdziarza. Walburga, która do tej pory spoglądała raz na Kim, raz na Elvirę, najwyraźniej zdenerwowana tym, że nie rozumie o co chodzi, teraz uniosła głowę dumnie do góry i skrzyżowała ramiona. Sama Kim natomiast stanęła na palcach i splotła palce dłoni, wydając się być niezwykle szczęśliwa i zmotywowana tym, że ktoś zrozumiał intencje jej działań, co pewnie nie zdarzało się zbyt często. - Mówisz, że to naturalne, ale ja jakoś nie odczułam potrzeby złapania cię - odparła przemądrzale Walburga, na co Elvira rzuciła jej znużone spojrzenie. - U niektórych ludzi - powtórzyła, starając się nie okazać w głosie irytacji jaką odczuwała, gdy ktoś nie słuchał jej dostatecznie dokładnie. Nie pozwoliła już jednak nikomu się odezwać, osobiście kończąc dyskusję - Za chwilę spóźnimy się na pierwsze zajęcia. Wiedźmy zgodziły się z nią i jako pierwsze ruszyły na dół, natomiast Elvira wykorzystała chwilę, żeby posłać Thomasowi ostatni, tajemniczy uśmiech. Elvira, Walburga, Kim i Thomas dotarli w pobliże klasy Klątw i Pułapek akurat wtedy, gdy chłodne drzwi otworzyły się, ukazując im wysoką i surowo wyglądającą kobietę, którą mieli okazję zobaczyć już na Ceremonii Powitalnej. Miała na sobie ciemnogranatową, elegancką suknię, a jej ciemne włosy zostały splecione w długi warkocz, który wyglądał jak o wiele bardziej zadbana wersja fryzury Kim. Nauczycielka przyjrzała się im, w jej fioletowych oczach można było dostrzec zainteresowanie ale również dziwną złość. Adelia szybko schowała się za Judith, która uniosła bez strachu głowę i spokojnie wpatrywała się w nauczycielkę, uprzejmie czekając na to, co powie. Lady Lesso, bo właśnie tak zapisano ją w planie lekcji, nie miała jednak możliwości powiedzieć zbyt wiele, ponieważ uczniowie, przede wszystkim Margo i Hadrion, dyskretnie, ale z użyciem znacznej siły popchnęli Christiana w jej stronę, tak, że chłopak niemalże na nią wpadł. Kobieta wyciągnęła bladą dłoń, zwieńczoną ostrymi, pomalowanymi na niebiesko paznokciami, sprawiając, że nigdziarz zatrzymał się nagle, nawet nie dotykając jej szaty. Potem spojrzała z pogardą najpierw na niego, a potem na przybierających jak najbardziej niewinne miny uczniów i dochodząc do wniosku, że nie zamierza nawet skomentować tej dziecinady, odwróciła się i wróciła tam skąd przyszła, pozostawiając drzwi otwarte. - Do klasy - rozległ się jej surowy, chłodny głos, który miał w sobie jednak dziwnie przyjemną nutę. Uczniowie szybko wykonali to polecenie. Nauczycielka już od pierwszej chwili wydawała się wzbudzać respekt. Adelia ciągle trzymała się Judith, w pewnym momencie odważając się nawet na to, żeby złapać ją z tyłu za szatę. Wystarczyło jednak tylko jedno jej oburzone spojrzenie, aby zadrżała i jak najszybciej odeszła do tyłu, wybierając najbardziej odległą i niewidoczną ławkę. Jeśli jednak mówić już o drżeniu, to dziewczyna nie była jedyna. Już przy drzwiach dało się odczuć ten dziwny, lodowaty powiew, który wyjaśnił się po wejściu do środka. Cała klasa była wykonana praktycznie w całości z lodu, który jednak nie topił się ani nie powodował poślizgów. Powietrze było tutaj tak chłodne, że oddech uczniów szybko zaczął zamieniać się w parę, nie była to jednak na pewno temperatura zagrażająca życiu. Nad ich głowami znajdował się żyrandol ze złowieszczo skierowanych w ich stronę lodowych sopli, a wysokie okna były tak oszronione, że ledwo dało się za nimi zobaczyć Bezkresną Puszczę. Nauczycielka podeszła szybkim krokiem do swojego biurka, stukając wysokimi obcasami ze sztyletów o na wpół przeźroczystą podłogę. Dopiero po przyjrzeniu się jej można było zauważyć niewyraźne zarysy czegoś, co przypominało pochowane głęboko pod lodem ciała. Alisa i Raver przez dłuższą chwilę przyglądali się im z zaciekawieniem, a Adelia z przymrużonymi oczami otuliła się własnymi ramionami, cały czas dygocąc. - Dlaczego tu jest tak zimno? - rozległ się zirytowany głos, który okazał się należeć do Savy. Dziewczyna z zielonymi włosami przesuwała z irytacją dłonią po lodowej ławce. - W Sali Udręki jest cieplej - odparła natychmiast Lady Lesso, a Sava zmarszczyła brwi, ale nic więcej nie powiedziała. Dopiero wtedy nauczycielka całkiem odwróciła się w ich stronę i zaczęła przyglądać uważniej każdemu z osobna, zatrzymując dłużej wzrok na siniakach na twarzy Christiana, zmodyfikowanej szacie Walburgi, spiłowanych zębach Alisy, czy fioletowej skórze Vina. Jako ostatniej przyjrzała się Adelii, która wciąż z uporem wbijała wzrok w ławkę. - W tej Akademii... - zaczęła nagle kobieta, sprawiając, że wszyscy, którzy jeszcze zajmowali się czymś innym, zwrócili na nią uwagę. - ...zostaniecie wykształceni na prawdziwe czarne charaktery. Będziecie się uczyć jak zrezygnować z powierzchowności na rzecz rozwoju, jak pielęgnować swoje talenty, a także jak wyszkolić wiernego sługusa - ciągnęła tonem, który pasowałby do dziekan. - Moje lekcje natomiast poświęcone będą samej esencji bycia nigdziarzem. Będziecie się na nich uczyć nie tylko jak skutecznie walczyć z użyciem magii, ale również jak rozpoznać swojego nemesis, jak wspiąć się na wyżyny wielkości i stać się legendą Zła. Tutaj dowiecie się, że bezmyślne okrucieństwo czyni z was bestie, a nie prawdziwe czarne charaktery - oczy nauczycielki błysnęły, a Judith podparła brodę na jednej ręce, wsłuchując się w jej słowa. - Prawdziwy nigdziarz musi nauczyć się skupienia, dokładności i cierpliwości, aby móc odnaleźć i zniszczyć tego jednego zawszanina, który pewnego dnia stanie mu na drodze. Tego, który będzie rósł w siłę, gdy on będzie słabnąć - zacisnęła usta, znów omiatając ich spojrzeniem. - Zło nie zwyciężyło w żadnej baśni od ponad 150 lat. Teraz to właśnie wy staliście się jego kolejną nadzieją - zmrużyła oczy powątpiewająco, jakby nie do końca w to wierzyła. Niektórzy uczniowie wiercili się zdenerwowani w swoich ławkach. Uznania tej nauczycielki na pewno nie będzie łatwo zdobyć, ale dla wielu stało się to właśnie jednym z celów, które zamierzali osiągnąć.
  10. Akademia Dobra Po słowach Sophie przy stole zapadła krótka cisza. Tylko Edward wciąż zerkał na nią z nieznacznym uśmiechem, jakby widział w niej coś bardzo wyjątkowego, coś, czego najprawdopodobniej nie dostrzegali inni. Vivienne przez kilka sekund wpatrywała się uważnie w ciemnowłosą księżniczkę, jakby zastanawiała się jak to możliwe, że udało jej się odpowiedzieć tak grzecznie i dyplomatycznie. Ostatecznie elegancko skinęła głową i spojrzała na nią nieco łagodniej. - To zrozumiałe. Jestem pewna, że dziekan Dovey wysłucha twojej sugestii. O wiele bardziej pasowałabyś w naszej wieży - zamrugała długimi rzęsami, a potem uniosła głowę i spojrzała z czułością na Abraxasa, który delikatnie poprawił opadający jej na czoło kosmyk lśniących włosów. Przez chwilę wszyscy w spokoju spożywali śniadanie, dopóki sielskiej atmosfery nie przerwał Eryk, spoglądając wymownie w stronę tarasu. - Księżniczko Sophie, twój kuzyn za to wydaje się nie mieć problemów z Czytelniczką. Skinął głową w stronę stolika, przy którym siedzieli samotnie Alan i Lisa. Z tej odległości nie dało się usłyszeć o czym rozmawiali, ale wszyscy mogli zauważyć, że Lisa uśmiechała się lekko i szeptała coś do Alana. Siedzieli tak blisko siebie, że jej długie, rude włosy ocierały się o jego ramię. - Eryku - skarcił go cicho Edward, jakby to co powiedział książę było niestosowne, a potem posłał Sophie pokrzepiające spojrzenie. W tym czasie Lisa i Alan rozmawiali ze sobą półgłosem, siedząc samotnie przy stoliku. Stephanie i Aidan już nie wrócili, ale widziała ich rozmawiających przy stołach z jedzeniem, najwyraźniej na nich czekali. Obok do wyjścia zaczęli zbierać się także Hector, Damien i Leon co wskazywało na zbliżający się koniec śniadania. Lisa jednak w dużej mierze skupiała się na słowach siedzącego obok niej księcia i jego dłoni, która w pewnym momencie spoczęła na jej własnej. Nie było to krępujące, ale... trochę dziwne. Rzadko zdarzały jej się takie sytuacje. Trzymała chłopaków za ręce tylko podczas potańcówek w Gawaldonie albo wtedy, gdy akurat któryś z nich próbował ją w szkole powstrzymać przed zrobieniem czegoś głupiego. Ale żeby któryś z nich złapał ją za dłoń tak po prostu i to wręcz delikatnie? Zanim zdążyła zastanowić się, jak dokładnie się z tym czuje, Alan zdążył ją zabrać, najwyraźniej speszony. Lisa, widząc to, nie mogła powstrzymać cichego śmiechu. - Nie przejmuj się - odpowiedziała i dla dodania mu odwagi sama na kilka chwil złapała go pokrzepiająco za rękę. - No i dobrze słyszeć, że tego nie żałujesz. To była całkiem niezła przygoda. Tylko szkoda, że nieudana - zagryzła wargę. Słysząc pytanie Alana, zamrugała oszołomiona i uniosła dłoń do szyi, chwytając w palce prosty, srebrny łańcuszek. Po jej minie można było wywnioskować, że teraz dopiero sobie o nim przypomniała i niezwykle ją to wzruszyło. Wzięła drżący oddech i uśmiechnęła się lekko, odwracając głowę. - Ta. Dostałam go od babci, kiedy byłam mała. Dobrze, że go tutaj mam - nagle zmieniła temat, zauważając, że Alan zjadł już swoje śniadanie. - Pomóc ci z naczyniami? - uniosła przekornie jedną brew, choć nadal sprawiała nieco smutne wrażenie. Kiedy zbliżali się do stołów z jedzeniem, Aidan energicznie opowiadał Stephanie o łucznictwie. Dziewczyna słuchała go z szeroko otwartymi oczami, najwyraźniej coraz bardziej zainteresowana. Lisa nawet nie zauważyła, kiedy współlokatorka wepchnęła jej w ręce małą fiolkę z jakimś żółtawym płynem. Szybko wypiła jej zawartość i chociaż smakowała obrzydliwie, to rzeczywiście poczuła, jak po jej ciele rozchodzi się przyjemne ciepło, a ból w podbrzuszu ustaje. Teraz przyszła pora na przygotowaniu się do dzisiejszych zajęć. Co oczywiste - Lisa była daleka od ekscytacji. Zawszanie przy stoliku Sophie zbierali się do wyjścia jako jedni z ostatnich. Abraxas odniósł naczynia Vivienne, Eryk Lucindy, a Edward Sophie. Księżniczki na kilka chwil zostały same, co Lucinda wykorzystała do poprawienia elegancko spiętych włosów, a Vivienne do podziwiania swojego idealnego oblicza w niewielkim lustereczku z posrebrzaną, zdobioną diamentami rączką. Widząc pytające spojrzenie swojej współlokatorki, dziewczyna z Dziewiczej Doliny uśmiechnęła się łagodnie. - Dostałam w prezencie od Abraxasa - zaraz potem jasnowłosa zawszanka spojrzała ukradkiem na Sophie i wykorzystała tę chwilę samotności, by subtelnie do niej mrugnąć. - Ciekawe - szepnęła, najwyraźniej mając na myśli Edwarda. - Abraxas opowiadał mi, że książę Edward rzadko zwraca uwagę na księżniczki, chociaż wywiera się na niego taką presję. Podobno szuka tej jedynej. Co takiego mu zrobiłaś? Sophie nie zdążyła jednak odpowiedzieć, ponieważ chłopcy wrócili i wspólnie z dziewczętami udali się do głównego holu. Kiedy nadszedł moment, w którym musieli rozejść się, by przygotować do osobnych zajęć, Edward pochylił się lekko i gdy nikt na nich nie patrzył, szepnął swojej towarzyszce do ucha: - Nie mogę się doczekać, aż znów się spotkamy, Sophie. Potem, jak prawdziwy książę, delikatnie ucałował jej dłoń na pożegnanie. Gdy wszystkie zostały same, Lucinda i Vivienne natychmiast zaczęły dyskutować o zbliżających się lekcjach. W momencie, w którym miały wejść na schody prowadzące do wież, dołączyły do nich kolejne dziewczyny. Constantine i Nerysa rozmawiały o czymś pogodnie, a zaraz za nimi szła Emeralda, która ostentacyjnie przepchnęła się obok Sophie, niemal przewracając ją na ziemię. Pozostałe zawszanki zdążyły już zniknąć na schodach i tego nie zauważyły. - Och, przepraszam - powiedziała jadowicie blondynka, wpatrując się morderczo w Sophie, a następnie sama zniknęła, wspinając się na wieżę Dobroć.
  11. Akademia Zła Uczniowie po raz kolejny tego ranka spotkali się całą grupą dopiero pod pod drzwiami klasy Lady Lesso na wieży Szkoda. Adelia ściskała w ramionach podręczniki i z nietęgą miną spoglądała zza pleców jakiegoś wysokiego nigdziarza na elegancką tabliczkę przypiętą do całkiem zadbanych drzwi. Klątwy i Pułapki. Wśród zniszczonych korytarzy i brudnych ścian wydawało się to być wręcz nie na miejscu. Adelia miała jednak w tej chwili zbyt dużo zmartwień, by się nad tym zastanawiać. Wiedziała, że nie chce uczyć się o rzeczach takich jak klątwy, czy brzydota, więc zamierzała po prostu zająć jakieś odległe i mało widoczne miejsce, żeby przesiedzieć te godziny w ciszy. Co jednak będzie, jeśli któryś z nauczycieli zwróci się bezpośrednio do niej? Albo już pierwszego dnia każą im wykonywać jakieś praktyczne ćwiczenia? Mocniej przycisnęła do siebie wilgotne książki, zupełnie jakby się do nich przytulała. Wciąż chowała się za Margo i Judith, które wymieniały ciche uwagi, najwidoczniej podekscytowane perspektywą pierwszych zajęć. Tak całkiem szczerze to prawie wszyscy czekający pod klasą najwyraźniej cieszyli się z tego, że trafili do Akademii i chcieli z tych okropnych lekcji wynieść jak najwięcej. Adelia nie przyglądała im się jednak zbyt dokładnie. Starała się unikać podnoszenia wzroku odkąd przypadkiem złapała spojrzenie jakiejś barczystej, przypominającej chłopca nigdziarki. Najzwyklej w świecie udawała, że jej tu nie ma, w myślach cały czas wołając o pomoc, choć wiedziała już przecież, że na nic jej się to nie zda. W pewnym momencie, z czystej ciekawości, wykorzystała moment, gdy wszyscy skupili się na czymś innym i sięgnęła ręką do drzwi, jednej z niewielu rzeczy w tym zamku, które nie wyglądały tak tragicznie. Cofnęła ją prawie natychmiast i ledwie powstrzymała westchnięcie zaskoczenia. Prawie natychmiast przyłożyła blade palce do policzka i zadrżała. Były tak zimne, jakby dopiero co dotykała bryły lodu. Oczywistym było, że uczniowie, którzy mieszkali na wieży Szkoda, mogli na lekcję zejść jako ostatni. W końcu nie mieli oni dalekiej drogi do przebycia, wystarczyło, że zeszli kilka pięter w dół po spiralnych schodach i weszli na odpowiedni korytarz. Thomas i Christian nie mieli okazji porozmawiać z Navinem, który najwyraźniej spakował i zabrał książki już rano i nawet nie wrócił do dormitorium, wciąż poznając nowych nigdziarzy i zastanawiając się z którymi najlepiej byłoby utrzymywać dobre stosunki. Thomas miał za to okazję spotkać się na schodach z trójką dziewcząt, schodzących z wyższego piętra. Dumna, ubrana w zmodyfikowaną na suknię tunikę Walburga, o czerwonych jak krew oczach, dziwna i nieco dzika Kim ze splątanym warkoczem, oraz jasnowłosa, piękna Elvira, na którą w ostatnim czasie bezustannie wpadał. Także i teraz nigdziarka z Nottingham bez żadnego skrępowania obrzuciła go spojrzeniem i powiedziała cicho, ale nie na tyle, by jej współlokatorki nie mogły tego usłyszeć. - Mam nadzieję, że nagroda ci odpowiadała - dziewczyna wydawała się czerpać wielką satysfkację z droczenia się z Thomasem. Walburga, która nigdy nie przejmowała się rzeczami takimi jak takt, czy subtelność również obrzuciła go władczym spojrzeniem i powiedziała głośno: - To jest ten twój pachoł? Elvira obejrzała się na nią powoli. Wydawała się być teraz znużona i nieznacznie zirytowana. - Nie nazywaj go w ten sposób - odpowiedziała obojętnie, nie przejmując się, czy jest to rzecz, którą mógłby powiedzieć nigdziarz. Zaskoczeniem dla wszystkich było, że do rozmowy nagle przyłączyła się Kim, uśmiechając się niepokojąco do Thomasa. Choć uśmiech może jest tutaj złym słowem, bardziej przypominało to szczękościsk. - Mam pomysł. I wtedy, bez żadnego ostrzeżenia, z całej siły kopnęła Elvirę w kolana. Blondynka szła przed nimi i nagły ból sprawił, że gwałtownie wciągnęła powietrze. Uderzenie skierowane było w takie miejsce, że niemożliwym było, żeby dziewczyna utrzymała równowagę, więc jedynie wyciągnęła ręce obronnie do przodu, żeby chronić twarz i głowę przed upadkiem. Walburga spojrzała na Kim oburzona, ale nie zareagowała, najwyraźniej ciekawa o co jej chodzi. Elvira spadając w ten sposób ze schodów nie mogła zrobić sobie trwałej krzywdy, ale na pewno boleśnie by się obiła, zarabiając kolejne siniaki lub nawet zdarte do krwi rany.
  12. Akademia Dobra Edward wciąż spoglądał na Sophie, kiedy zbliżali się do stołu zapełnionego różnego rodzaju jedzeniem i napojami. Choć nadal sprawiał wrażenie zmęczonego, jego wzrok znacznie złagodniał i wydawało się, że potrafi ją zrozumieć, chociaż jego sytuacja była przecież inna. - Jestem w stanie to sobie wyobrazić, Sophie - odpowiedział jej spokojnie, kiedy nakładali sobie śniadanie na porcelanowe talerze. Pokazał również, że ma zamiar dostosować się do jej propozycji zwracania się do siebie nawzajem po imieniu. Dziewczęta miały do wyboru różnego rodzaju sałatki, lekkie owsianki z rodzynkami i bananami, herbaty z imbirem i ziołami, soki owocowe, jak również same owoce, oraz malutkie kanapeczki na pełnoziarnistym chlebie. Kiedy Sophie wybrała sobie to na co ma ochotę, Edward delikatnie wyciągnął jej talerz z rąk, nie mając żadnego problemu z tym, by nieść oba, przy okazji wciąż pozwalając, by dziewczyna trzymała go pod ramię. - Jestem przekonany, że uda ci się sprostać wszystkim wyzwaniom. Skoro Dyrektor cię wybrał, to znaczy, że są ci pisane wielkie rzeczy - uśmiechnął się do niej nieznacznie, przesuwając wzrokiem po jej twarzy. - Poza tym wystarczy na ciebie spojrzeć, by się tego domyślić. Zajęli miejsce przy stoliku razem z Vivienne, Abraxasem, Lucindą i Erykiem. Przepiękna, blondwłosa księżniczka spoglądała na nich z zaciekawieniem, jakby zastanawiała się, czy to możliwe, że w tak krótkim czasie powstała w tej szkole kolejna para. Jej jasna, szczupła dłoń była na stole spleciona z dłonią Abraxasa, który delikatnie gładził palcami jej skórę. Lucinda jak zawsze miała trochę chłodny wyraz twarzy i wargi pomalowane na niemal idealne serduszko. Skubała dietetyczną owsiankę, ledwie otwierając usta. Obok niej książę Eryk, jak zwykle uśmiechnięty, popijał swoją poranną kawę. To on zresztą odezwał się jako pierwszy, kiwając uprzejmie głową nowo przybyłym. - Witaj, Edwardzie. Witaj, księżniczko. Wyspaliście się? Książę skinął nieznacznie głową, cały czas ukradkiem spoglądając na siedzącą obok niego, ciemnowłosą dziewczynę. - Sophie, słyszałam o twoich współlokatorkach. Dałaś radę z nimi wytrzymać? - podchwyciła od razu Vivienne współczującym tonem. Jak zawsze w jej przypadku ciężko było wyczytać, czy było to szczerze, czy jedynie ze zwykłej uprzejmości. Lucinda spojrzała na nich z zaciekawieniem, natomiast Abraxas jeszcze przez dłuższą chwilę nie odrywał wzroku od Vivienne. Najwyraźniej jego piękna księżniczka była dla niego ważniejsza niż to, jak Sophie poradziła sobie z Lisą i Stephanie. Edward natomiast, po usłyszeniu tego, zmarszczył nieznacznie brwi, ale w jego postawie nie było odrazy, tylko współczucie. Nie należał do osób, które bezustannie oczerniały tamte dwie uczennice, ale był w stanie sobie wyobrazić, że Sophie ciężko jest z nimi mieszkać. Mało kto zauważył mordercze spojrzenia, jakie z innego stolika rzucała księżniczce Emeralda. Nawet siedzący obok niej Constantine i Ambrosius byli zbyt zajęci rzucaniem do siebie ironicznych uwag, by to wychwycić. Zauważył to za to Aidan, który marszcząc brwi, obserwował pozostałych uczniów w sali, przez jakiś czas ignorując trwające przy jego stoliku rozmowy. Kiedy Alan pojawił się w końcu w stołówce, Lisa nie mogła powstrzymać nieznacznego uśmiechu, kiedy obserwowała jak nakłada sobie śniadanie i idzie w ich stronę. To nie tak, że on był dla niej kimś jakoś specjalnie ważnym. Po prostu... chyba każdy czułby sympatię do człowieka, który tak łatwo dał się porwać w niebezpieczną przygodę, swego rodzaju akcję ratunkową, ryzykując złamanie tylu szkolnych reguł. No cóż, w każdym razie Lisa tak myślała. - Cześć, Alan - odpowiedziała mu od razu, odsuwając się trochę i wskazując krzesło obok siebie. Spojrzenia wszystkich przy stoliku spoczęły zaraz potem na Stephanie, która wstała i dygnęła ironicznie. - Dzień dobry, czcigodny książę Alanie - zaraz potem wskazała na niego surowo palcem i z powrotem usiadła. - Mów do mnie dalej "księżniczko", a będę się z tobą witać w ten sposób za każdym razem. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Aidan oderwał w końcu spojrzenie od sali i nagle złapał Stephanie za obie ręce. Dziewczyna uniosła zaskoczona brwi, a chłopak z Nottingham uśmiechnął się figlarnie. - Jeśli będę do ciebie mówił "Moja droga księżniczko Stephanie", to też będziesz mnie tak witać? Stephanie wyrwała szybko dłonie z lekkiego uścisku i z rozbawieniem uderzyła go w ramię. - Grabisz sobie, Aidan. Lisa znów zaczęła się śmiać, ale prawie natychmiast syknęła z bólu i obejmując ramionami brzuch zgięła się w pół. Stephanie widząc to, odsunęła się od stołu i znów zaczęła wstawać. - No właśnie, przypomniałam sobie, że miałam zapytać nimfy o to lekarstwo na ból pęcherza dla ciebie. Ruda dziewczyna pokręciła głową i wyprostowała się. - Daj spokój, jest już lepiej. Dam sobie radę. Jej współlokatorka w odpowiedzi wzruszyła ramionami i chwyciła za pusty talerz swój i Lisy, wyraźnie dając do zrozumienia, że i tak miała je odnieść i prawdopodobnie zapyta o lek nawet, jeśli dziewczyna stwierdziła, że go nie potrzebuje. Stephanie, zanim odeszła, nachyliła się jeszcze lekko do Aidana i spojrzała na niego poważnie. Chłopak wyraźnie się spiął i zaczął szybko mrugać. - Mogę zanieść te talerze sama, prawda? To się nie podpina pod rzeczy z cyklu "zrób to, a nie zdasz"? Z Aidana wyraźnie uleciała cała nerwowość i z uśmiechem pokręcił głową. - Wydaje mi się, że nie, ale jak chcesz to mogę na wszelki wypadek pójść z tobą - odpowiedział szybko i wstał, zabierając swój talerz na którym przecież wciąż było niedojedzone śniadanie. Kiedy ich współlokatorzy odeszli, Alan i Lisa zostali przy stole sami. Ruda dziewczyna przez dłuższą chwilę się nie odzywała, nie chcąc przeszkadzać chłopakowi w jedzeniu, ale po jakimś czasie jednak wygrała w niej niecierpliwość i spojrzała na niego z nieznacznym uśmiechem. Nachyliła się do niego lekko, żeby w razie czego nikt nie mógł ich podsłuchać. - Też się nie wyspałeś, prawda? - po chwili dodała. - Przepraszam, to w sumie moja wina. Nie powinnam była cię w to wciągać. Wzruszyła powoli ramionami, jakby chciała powiedzieć "tak jakoś wyszło".
  13. Akademia Zła Słowa Thomasa wcale nie sprawiły, że nigdziarzom, szczególnie tym z rodzinami na wpół zawszańskimi, przeszła ochota na danie Christianowi nauczki. Wywołały jednak powszechne rozbawienie, ponieważ były potwierdzeniem tego, co wszyscy podejrzewali - że to Thomas urządził go w ten sposób, a nie Bestia w Sali Udręki. Mało kto zwrócił uwagę na to, że chłopak tak wcześnie wyszedł ze stołówki, oczy wszystkich wciąż skupione były na ofierze. Gdzieniegdzie dało się usłyszeć jadowite szepty "To nie będzie pierwsza zawszańska podróbka, która...", ale reszta słów utonęła w wilczych warknięciach i brzdęku podnoszonych tacek. Śniadanie powoli dobiegało końca. Elvira wykorzystała ogólne zamieszanie, oraz to, że sama nie miała żadnych naczyń do wyniesienia i szepnęła coś swoim współlokatorkom. Zaraz potem przemknęła się prawie niezauważona do drzwi i pobiegła korytarzem, ignorując echo, jakie wytwarzały uderzenia jej ciężkich buciorów. To było tak bardzo niepraktyczne! Swój cel jednak osiągnęła, udało jej się dogonić Thomasa i bezceremonialnie zarzucić mu ramię na plecy. To, że był od niej nieznacznie wyższy nie było zbyt wielką przeszkodą. Zanim zdążyłby zareagować, stanęła na palcach i szepnęła mu do ucha. - Brawo. Możesz sobie wmawiać, że to nie było ze względu na mnie, ale nagroda dla wiernego sługi i tak ci się należy - odsunęła się nieznacznie, żeby mógł zobaczyć jej zimny uśmieszek i figlarnie uniesioną brew. Wetknęła mu do ręki jabłko, a potem praktycznie odepchnęła od siebie i szybko wyprzedziła, jako pierwsza wskakując na schody wieży Szkoda. Jasne włosy powiewały za nią malowniczo. Choć przed chwilą rozpierały ją emocje, takie jak to nieokreślone zadowolenie, teraz oczyściła już swój umysł, zostawiając miejsce tylko dla chłodnej logiki. Musiała przygotować się do pierwszej lekcji. Uczniowie tłoczący się przy wyjściu ze stołówki wyraźnie zamierzali zrobić wszystko, by Christian wyszedł z niej jako ostatni i nawet jeden z wilków złapał go ostatecznie za ramię i przytrzymał, zupełnie jakby chciał w ten sposób powstrzymać niepotrzebną burdę. W przypadku Adelii euforia, jaką wywołała widziana na stołówce scena, bardzo szybko minęła. Idąc ciemnym korytarzem znów skupiała się tylko na tym, jak przetrwać dzisiejszy dzień, czy Lisie tym razem uda się ją uratować, co tak właściwie Lisa mogła teraz robić, oraz, oczywiście, na próbach powstrzymania napływających do oczu łez, które pojawiały się za każdym razem, gdy przypominała sobie o tym, co stało się w nocy. Zauważyła, że najlepszym sposobem na to było skupianie się na słuchaniu lub nawet rozmawianiu z Judith i Margo, które, choć napawały ją lękiem, nie wydawały się mieć ochoty na to, żeby ją skrzywdzić. W przeciwieństwie do niektórych innych nigdziarzy, których samo spojrzenie sprawiało, że na plecach Adelii pojawiał się zimny pot. - Pierwsza lekcja to... - zaczęła Margo, próbując sobie przypomnieć plan, który został w pokoju. - Klątwy i Pułapki - podpowiedziała chrapliwie Judith, nie patrząc w ich stronę. Kiedy Adelia na nią spoglądała, wydawało jej się, że wiedźma niezwykle się spieszy, jej oddech stawał się wyraźnie coraz bardziej ciężki i chrobotliwy. Młodą Czytelniczkę napawało to lękiem i miała nawet ochotę uciec od nich, żeby czasem nie widzieć na własne oczy czyjegoś omdlenia albo, co jeszcze gorsze, śmierci. W pewnym momencie Judith spojrzała na nią jednak surowo, zupełnie jakby potrafiła czytać jej w myślach i chciała przekazać, by przypadkiem nie zachowała się głupio. Adelia w odpowiedzi przełknęła ślinę i spuściła głowę. Wszystko wyjaśniło się dopiero w pokoju. Kiedy Margo i Adelia zbierały swoje książki (Adelia siłą rzeczy będzie musiała nieść je w ramionach), Judith, która najwyraźniej spakowała się już wcześniej, usiadła po turecku na łóżku i wyciągnęła ze swojego kufra jakieś dziwne fiolki, malutki garnuszek, metalową podstawkę i kilka innych przyrządów. Adelia obserwowała ze zdziwieniem, jak jej współlokatorka rozpala pod miską maleńki ogień, a potem wlewa do niej wodę i po kilka kropel z różnych fiolek. - Powinnam zrobić to przed śniadaniem - mruknęła, widząc pytające spojrzenie Margo, ale nie dodawała już żadnych więcej wyjaśnień, tylko nachyliła się nad parującym płynem i zaczęła głęboko nad nim oddychać, najwyraźniej w ten sposób się inhalując. Tego ranka żadna z dziewczyn już ją o to nie zapytała. Margo pewnie po prostu zbyt się spieszyła, zazwyczaj w końcu była bezpośrednia. Adelia natomiast pomyślała, że jej na pewno mama uznałaby takie wypytywanie za niegrzeczne. Oczywistym było przecież, że problemy zdrowotne Judith sięgały dalej, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.
  14. Akademia Dobra Zanim Aidan wyszedł z pokoju, skinął jeszcze głową Alanowi, przełykając ciężko ślinę. Wydawało się, że z trudem wydusił z siebie to krótkie "Jasne", które pewnie odnosiło się do zajęcia mu miejsca na stołówce. Kiedy jednak chłopak dotarł do holu, wydawało się, że humor nieco mu się poprawił, w każdym razie nie wyglądał już na tak podłamanego. Ostatecznie Alan mógł mieć rację, a nawet, jeśli jej nie miał, to przecież dostał szansę na to, żeby udowodnić Dyrektorowi i nauczycielom, że naprawdę ma jakąś wartość i być może nawet stać się w przyszłości pomocnikiem Robin Hooda. W sali jadalnianej było już całkiem sporo osób. Wyraźnie dało się rozróżnić stoły przy których siedzieli pewni siebie i nienagannie wyszykowani księżniczki i książęta, oraz te zajęte przez zwykłych uczniów, którzy albo nie byli zainteresowani ściąganiem na siebie uwagi albo w ogóle nie byli pewni, czy powinni znaleźć się w tej Akademii. Aidan zmarszczył nieznacznie nos na ten widok, a potem spojrzał się w stronę stolika na tarasie, przy którym samotnie siedziały Lisa i Stephanie. Dziewczyny dyskutowały o czymś zaciekle, a na ich talerzach można było zobaczyć jajecznicę i bułki, czyli rzeczy, których księżniczki zazwyczaj nie jadły. Aidan jednak wiedział doskonale, że jeśli Alan miałby sam wybrać miejsce, to chciałby usiąść właśnie tam. Na wszelki wypadek odszukał jeszcze wzrokiem Hectora, ale ten usiadł z Damieniem i jakimś innym, nieznanym mu niskim chłopakiem. Nie musieli więc martwić się tym, że ich współlokator będzie jadł śniadanie sam. Aidan podszedł do stołów z jedzeniem, obsługiwanych przez nimfy i zaczął przyglądać się misom owsianki, jajecznicy i bekonu, oraz pieczonym kiełbaskom i koszykom różnego rodzaju pieczywa. Ostatecznie zdecydował się nałożyć sobie trochę mięsa i bułkę, a do picia wziąć szklankę soku pomarańczowego. W domu w Nottingham zazwyczaj pił rano kawę albo mocną herbatę, które dobrze rozgrzewały przed pracą przy boku taty, ale w Akademii mógł sobie chyba pozwolić na próbowanie rzeczy z którymi wcześniej styczność miał raczej rzadko. Kiedy podszedł do stolika Lisy i Stephanie, te natychmiast zaoferowały mu jedno z wygodnych krzeseł. Aidan odgarnął z twarzy włosy, które przyjemnie rozwiał mu panujący na tarasie delikatny wietrzyk. - Cześć, Aidan - zaczęła szybko Stephanie po tym, jak przywitała się Lisa. - Wyspałeś się? Chłopak po raz kolejny wydawał się nieco spłoszyć, kiedy spojrzał na dziewczynę z Lisiego Gaju, ale ostatecznie uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami. - W sumie to niezbyt... - Ja też - odpowiedziała natychmiast Stephanie, wgryzając się w swoją bułkę. Lisa uśmiechnęła się i uniosła brwi. - Ty się nie wyspałaś? Wstałaś jako pierwsza! - Ktoś musiał, gdyby nie ja to spałybyście do obiadu. Jeśli w Aidanie pozostały jakieś ślady stresu, niepewności i smutku, to chwila przebywania w towarzystwie tych dziewczyn, sprawiła, że natychmiast zniknęły. Chłopak dołączył do zbiorowego droczenia się, które zakończyło zadane przez Lisę pytanie. - Gdzie jest Alan? - ruda dziewczyna bez martwienia się o maniery położyła łokieć na stole i oparła brodę na zaciśniętej pięści. Aidan jedynie wzruszył ramionami. - Powinien zaraz tu przyjść, poprosił, żebym zajął mu miejsce. Lisa skinęła głową, zastanawiając się, dlaczego tak właściwie czeka na niego z taką niecierpliwością. Trochę wcześniej Sophie szła powoli w stronę stołówki, trzymana pod ramię przez księcia Edwarda. Ciemnowłosy chłopak wydawał się być nieco zaskoczony jej pytaniem. Spojrzał w jej ciemne oczy z ciekawością, jakby zastanawiał się jak zauważyła jego roztargnienie oraz, co bardziej zadziwiające, dlaczego zdecydowała się na to, by o nie zapytać. Nie czuł się przez to urażony, jego zaskoczenie miało zabarwienie raczej pozytywne, choć nie był pewny, czy może udzielić tej obcej dla niego dziewczynie szczerej odpowiedzi. Ale uczniowi Akademii Dobra przecież nie przystało kłamać, uśmiechnął się więc łagodnie po raz kolejny, pokazując przy tym idealnie białe zęby. - Pewnie masz rację, księżniczko. To bardzo miłe z twojej strony, że o to pytasz - westchnął cicho. - Jednak nie musisz się tym przejmować. Moją głowę zaprząta wiele spraw związanych z moim królestwem. Jestem przecież nie tylko dziedzicem tronu, ale również synem jednej z najsłynniejszych baśniowych par. Spoczywają na mnie wielkie wymagania, którym mam zamiar sprostać - nie była to pełna prawda, ale ta jej część, której nie krępował się zdradzać obcej księżniczce. A skoro już o tym mowa, to właśnie zbliżali się do stołówki i powinien w elegancki sposób zaprosić ją do wspólnego posiłku. Zatrzymał się więc powoli przed drzwiami i wyciągnął szczupłą dłoń, by delikatnie odgarnąć jej włosy za ucho. - Księżniczko Sophie - podkreślił, że pamięta jej imię. - byłbym zaszczycony, gdybyś zgodziła się usiąść z nami podczas śniadania - spojrzał na nią z góry i uniósł jedną brew. - I gdybyś zdecydowała się mówić mi po imieniu - uśmiechnął się nieco figlarnie. Kiedy Sophie i Edward weszli do stołówki i ruszyli po swoje śniadanie, byli w niej już prawie wszyscy uczniowie Akademii z niewielkimi tylko wyjątkami. Na tarasie siedziała jedynie Lisa i Stephanie oraz, przy innym stoliku, Damien, Hector i Leon. Reszta zawszan zdecydowała się pozostać w eleganckiej sali i to właśnie tam zaproponował jej miejsce książę, przy jednym stole z Abraxasem, Vivienne, Erykiem i Lucindą.
  15. Akademia Zła Kiedy Christian nagle zaczął krzyczeć, zaburzając spokój na stołówce, wszyscy znów zwrócili na niego uwagę, wpatrując się w niego z mieszaniną irytacji i ciekawości. Niektóre wilki zaciskały potężne łapy, najwyraźniej zastanawiając się, czy mu przeszkodzić, ale ostatecznie żaden z nich nie zareagował, najwyraźniej uznając, że najlepiej dla nich będzie, jeśli załatwią to między sobą. Adelia, która z głodu zjadła połowę swojej owsianki, ale więcej już nie była w stanie, kuliła się teraz, najwyraźniej mając nadzieję, że nikt z nigdziarzy nie zwróci na nią uwagi. Bała się wrzasków i kłótni, ale na jej szczęście wszyscy skupiali się teraz na Christianie. Chyba tylko Elvira nie patrzyła na niego, tylko na obrażanego właśnie Thomasa. Przy tym podpierała brodę na ręce i uśmiechała się lekko, najwyraźniej zadowolona z jego spokojnej reakcji. Nawet jeśli Christian na początku zaimponował niektórym spośród uczniów tym, że postawił się drwinom prawie całej Akademii, to wydawało się, że bardzo szybko ten szacunek stracił. Po jego słowach w stołówce zapadła niemalże grobowa cisza. Nikt się nie odzywał, nikt nie jadł, niektórzy chyba nawet wstrzymali oddech. Jeden z wilków uśmiechnął się szyderczo, jakby wiedział o czymś, o czym Christian wiedzieć nie miał prawa. Część uczniów obserwowała w tej chwili stojącego chłopca z wyraźnym gniewem, niechęcią, lub niebezpiecznym zadowoleniem. Pozostali natomiast zerkali ostrożnie na swoich towarzyszy, najwyraźniej zastanawiając się o co chodzi. Milczenie jako pierwszy przerwał Raver, który siedział przy jednym stole z Polluxem i Gilbertem. Wyglądał na niemal obojętnego, kiedy opierał się luźno o ławkę i powoli stukał bladymi, pająkowatymi palcami o swoje kolana. Chociaż jego policzki były zapadnięte, a oczy podkrążone i w pewnym stopniu zasłonięte przez ciemne włosy, wyraźne dało się zauważyć w jego spojrzeniu pewną irytację. Bo choć żaden nigdziarz nie zamierzał stawać w obronie Thomasa, w końcu nie leżało to w ich naturze, to przecież niemożliwym jest, aby siedzieli cicho, kiedy poczuli się prawie osobiście znieważeni. - Czyżby nasz kolega uważał, że... zawszańska rodzina... czyni nigdziarza słabym i niezdolnym do zaliczenia zajęć? - zapytał prawie łagodnie - Chyba jestem zmuszony się z tym nie zgodzić - jego głos stał się nagle tak zimny i wyprany z wszelkich emocji, że Adelia przyłożyła dłonie do twarzy i jeszcze bardziej skuliła się na swojej ławce. - Bądź co bądź mnie również urodziła zawszanka - atmosfera w stołówce była w tej chwili tak gęsta, że można by ją ciąć nożem, ale wilki wciąż były rozbawione i najwyraźniej nie zamierzały interweniować. Raver odwrócił na chwilę głowę i spojrzał na Polluxa. Ten natychmiast zareagował, jakby doskonale zrozumiał o co chodzi. - Mój ojciec jest zawszaninem - syknął gniewnie. Ciężko było stwierdzić, czy był wściekły na Christiana, czy po prostu tak działały na niego wspomnienia o rodzinie. - Moja mama była wróżką - wypaliła nagle Kim, zupełnie jakby chciała przyłączyć się do wyliczanki. Sprawiło to, że przez kilka sekund wszyscy uczniowie spoglądali na nią zdziwieni, ale sytuację załagodziła Elvira, która najwyraźniej uznała, że korzystnym byłoby pociągnąć to dalej. - Moi rodzice to zawszanie - blondynka rozłożyła obojętnie ręce, uśmiechając się do Christiana, tym razem w sposób jawnie szyderczy. - Mój ojciec to zawszanin - ktoś w stołówce również zdecydował się do tego dołączyć. Niektórych przeszły dreszcze, ponieważ głos ten był lodowato chłodny, niski i chrapliwy, jakby właścicielka rzadko go używała. Wkrótce okazało się, że była to Alisa, która widząc wbite w nią spojrzenia, uśmiechnęła się okrutnie, pokazując nienaturalnie ostre zęby. - Mój ojciec też był zawszaninem - wtrącił szybko Navin, który, choć może nie był najlepszym przykładem potężnego nigdziarza, również chciał przyłączyć się do zbiorowych wyznań. Judith spojrzała ostrożnie na Margo, jakby zastanawiała się, czy ta zdecyduje się odezwać. Ruda wiedźma prychnęła. - Mam kuzynkę w tamtej Akademii - sarknęła mściwym tonem. - Moja matka była dobrą czarownicą - w stołówce rozległ się kolejny głos. Chłopak o całkiem fioletowej skórze podpierał brodę na ręce i uśmiechał się do Christiana jak iluzjonista, który właśnie miał zamiar przeciąć swoją ofiarę na pół, bez ostrzeżenia jej, że to nie będzie jedynie sztuczka. - A moja była zawszanką z Piaszczystych Wydm - wtrącił się warkliwie Hadrion, krzyżując potężne ramiona. Ostatnią osobą, która zdecydowała się odezwać, była ciemna Labrenda, przez której twarz przebiegała głęboka, nieprzyjemna blizna. Była to dziewczyna, która przez ciężkie wychowanie barbarzyńskiej matki stała się wysoka i umięśniona jak facet. - Mój ojciec również nie jest nigdziarzem - stwierdziła, gniewnie zaciskając pięści. - I brat pewnie też. Po krótkiej chwili ciszy jaka zapanowała po tych słowach, w stołówce rozległ się zimny i pełen satysfakcji śmiech Ravera. Wszyscy po raz kolejny wbili wzrok w Christiana, a atmosfera stała się nagle jakoś tak bardziej niebezpieczna. Elvira oparła się wygodniej o ławkę, najwyraźniej całkiem dobrze się bawiąc. Rolę podsumowującą przejął Vin i to jego uwodzicielski głos przykuł uwagę wszystkich uczniów. - Cóż, nasz kolega najwidoczniej w nas nie wierzy. Chyba trzeba będzie udowodnić mu, że się myli. Po sali rozległ się szum potwierdzeń, ktoś krzyknął "Pokażmy mu, jaki jest prawdziwy nigdziarz!". Dopiero wtedy wtrącił się jeden z wilków. - Śniadanie kończy się za pięć minut, lepiej się pospieszcie! - warknął, a po chwili namysłu dodał również. - Jeszcze nikt nie stał się przez Akademię kaleką i tak ma pozostać. Na wielu twarzach pojawiły się mściwe uśmieszki.