Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Pogrzeb Magnolii był całkiem okazały. 

było dużo krewnych, dużo łez i dużo białych kwiatów z przewagą lilii i róż. Niestety, jej imiennych kwiatów nie było. Jesienią magnolie kwitły z rzadka, a nikomu nie chciało się podejmować trudu ogołacania krzewów ogrodowych z kwiatów. 

Problem w tym, że nikt nie był zaskoczony zgonem ledwie dwudziestopięcioletniej kobiety. Cała rodzina byłaby zaskoczona, gdyby Magnolia umarła w wieku lat co najmniej sześćdziesięciu. Wszyscy wiedzieli, że to była klątwa. Wszyscy wiedzieli, że prędzej czy później się skończy. Wszyscy wiedzieli, ale nikt nie zapobiegał, bo i nie było jak. 

Magnolia oszalała. Z dnia na dzień traciła kontakt z rzeczywistością i bredziła bez ładu i składu o szarej istocie. Posunęła się do tego, by zaatakować nożem Andrew, jej męża, a potem doznała rozległego krwotoku mózgu. Nazywali to "ziarenkiem śmierci", które lęgło się w mózgu. Guzem przekazywanym genetycznie członkom rodziny Who, nie wszystkim. Dlatego też na ostatnim ze spotkań rodzinnych ustalono, że najlepiej, aby nie było już potomków. Najlepiej, aby Who wymarli, nie przekazując dalej morderczych genów.  

Wkrótce trumna opuszczona do dołu została zakopana i teraz tylko kopiec z ziemi wieńczył miejsce wiecznego spoczynku Magnolii. Za kilka tygodni, kiedy ziemia się ubije, postawią nagrobek. 

Ruby, która nie była szczególnie bliska Magnolii, stała w czarnej sukience tuż obok ojca, Stephena i matki, Alexandry. Judy, matka Magnolii, była siostrą Alexandry, toteż odejście kobiety bardzo dotknęło matkę Ruby. Dotknęło wszystkich bez liku. 

Pogoda była chmurna i zapowiadało się na deszcz. Cmentarz na obrzeżach Dublina pogrążony był w spokojnej ciszy, drzewa na pagórkach szumiały pod wpływem wiatru, a żałobnicy z wolna rozchodzili się w stronę domostw. 

- Chodź, Ruby - powiedział ojciec i pociągnął dziewczynę w stronę wyjścia, żelaznej bramy. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna nie chciała iść za rękę, toteż poszła za ojcem jednak samodzielnie. Magnolie, dlaczego nie można było zdobyć kwiatów których nazwa brzmiała jak jej imię? Była tym z lekka zniechęcona. kiedyś wróci do kuzynki z jej imienną rośliną w doniczce, tak by po prostu sobi  rosła. Dawniej chciała mieć na imię Tulipan, ale szybko o tym zapomniała. Szła normalnym krokiem za rodzicami. Ze zwyczajnym dla niej wyrazem twarzy. Spokojnym, skupionym, bardzo poważnym. Klątwa. To nie miało sensu. Takie coś nie istnieje, po prostu nie. Nie ma swojego miejsca w świecie. I z powodu jakiejś "klątwy" ma zginąć i nie mieć potomstwa? O nie. Tak to się nie skończy. Bo jest to nie logiczne, bardzo nie logiczne. Nie ma prawa istnienia. Nikt nie będzie jej zabraniał... A jeżeli tak, przecież może uciec. Podeszła bliżej ojca i odchrząknęła.

- Pragnę powiedzieć iż wnoszę sprzeciw co do ustaleń większości rodziny. Klątwa? Nie wierzę w istnienie takowych rzeczy. Żyję rzeczywistością i nie wierzę w takie zabobony - powiedziała spokojnie, oschłym tonem. Wyciągnęła z kieszeni płaszcza drobny zegarek. - Świat jest jak zegar tato. Wszystko ma w nim swoje miejsce. Każda zębatka to inny aspekt życia. Ale w plątaninie mechanizmu nie ma miejsca na magię i klątwy. Po prostu nie - powiedziała tym samym tonem.

Edited by Clockwork Ruby Who

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ojciec Ruby był mężczyzną postawnym i przystojnym. Nosił czarne, kręcone włosy i bródkę z wąsami, na nosie nosił okulary i melonik na głowie. Prezentował się bardzo poważnie w swoim czarnym płaszczu. Spojrzał na Ruby wzrokiem bez wyrazu. 

- Pragnę powiedzieć, że porozmawiamy o tym w domu. I to nie żadna magia, Ruby. Twoja babka i dziadek nazwali to klątwą, a to zwyczajna wada genetyczna. Wściekle zła i niesprawiedliwa, ale to się zdarza. I możesz się nie zgadzać, to oczywiste. Też bym się nie zgodził. Ale o nas chodzą plotki - przyciszył głos. -...Znalezienie kandydata na męża graniczy z cudem, moja droga. A takiego żeby ci się podobał to już w ogóle. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna skinęła głową.

- Jasne, ludzie mają skłonności do obgadywania. Z małej drobnostki mogą zrobić wielką potworność. Zgadzam się, byśmy porozmawiali w domu. Jednak uważam, iż ostatnia część twojej wypowiedzi ojcze zabrzmiała tak jakbym była niezwykle wybredna, a taka nie jestem. Może po prostu... Ugh... Zegary mi w głowie - powiedziała bez emocji by następnie spojrzeć na swoją matkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobra, póki co czeka nas ostatnia przyjemność przed upragnionym powrotem do domu... Stypa. 

 

Na stypie wiele się nie działo. Oczywiście każdy z krewnych wymienił tradycyjne "co słychać?", jedzenie które zostało rozdano gościom i tak mineło ostatnie pożegnanie Magnolii Who. 

Niebawem Alexandra, Stephen oraz Ruby znaleźli się z powrotem w swoim domu na obrzeżach miasta. Mieszkali paręset metrów od wysokich klifów i półtorej godziny drogi od centrum miasta. Ruby siedziała więc  w swoim pokoju z dużymi oknami, mając przed sobą widok na zachmurzone niebo, klify i może. Rodziców chwilowo nie było w domu, wrócić winni za godzinę. 

Pokój nie był wielki, ale całkiem wystarczający. Łóżko stało naprzeciwko okna, pod ścianą prostopadłą do drzwi. Wzdłuż kolejnej ściany stała biblioteczka, był też spory fotel i toaletka z kosmetykami, a nad łóżkiem znajdował się wielki zegar z kukułką. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rozmowa nie była kontynuowana, choć sama dziewczyna na to liczyła. Potem stypa, spożyła dość niewielez raczej w milczeniu obserwując wszystko dookoła. A potem wrócili do domu. Została sama, bo rodzice wyszli. Powinni wrócić za godzinę. Dziewczyna podeszła do okna i otworzyła je. Oparła się o ramę łokciami. Prawą dłoń miała owiniętą łańcuszkiem zegarka którego wprawiała w ruch tak by kołysał się na boki, jakby kogoś hipnotyzowała. 

- Zegary mi w głowie, też coś! - prychnęła cicho. - Klątwa, też mi coś. Klątwy nie istnieją. Szare coś... Zaraz jeszcze powiedzą, że idzie to po mnie. No kurcze. Wiem! - powiedziała po czym odeszła od okna, stając prosto i dalej patrząc na zegarek. - Dowiem się czym jest ta "klątwa" i ją unieważnię. A ty mi świadkiem - powiedziała po czym złożyła pocałunek na klapce zegarka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie. No tak, ojciec nie miał w zwyczaju pukać. 

- Jak nastrój? Mama poszła się położyć, wiesz jaka jest emocjonalna. Śmierć Magnolii ją okrutnie ubodła. No, to o czym to my mieliśmy dyskutować? I na Boga, zamknij że to okno! Zaraz będzie padać, Ruby. Przeziębisz się i żaden guz w mózgu nie będzie ci straszny,jak już dostaniesz zapalenia płuc - ostrzegł, siadając ciężko na łóżku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakie wyczucie czasu, pomyślała tylko spoglądając na wchodzącego ojca. Szybko schowała zegarek do kieszeni. Potem posłusznie zamknęła okno. Nie siadła na łóżko, zamiast tego stała w patrzona w dal okna. Westchnęła cicho. Ułożyła w głowie to, jak chce opowiedzieć o swojej decyzji ojcu. 

- Ojcze, wiem że to zabrzmi niezwykle głupio jednak... Postanowiłam dowiedzieć się czym jest rzekoma "klątwa" i ją unieważnić. Tylko nie mów proszę, że nie dam rady i to głupie. Mam ambicje i nie wiem jak ale to zrobię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Co też pleciesz, Ruby? Wiemy, czym to jest. Nie ma żadnej klątwy. Magnolia bredziła o jakimś szarym upiorze, bo nasłuchała się wcześniej, że inni chorzy to widzieli. Nakręciła to wszystko babcia  twoja niebiszczka świętej pamięci, niech jej ziemia lekką będzie i to jest kwestia autosugestii. Rozumiesz? A te guzy to... Cóż, to choroba przekazywana przez krew. Możesz oczywiście próbować to rozwikłać, ale tu trzeba lat badań medycznych - odparł. Podobnie jak Ruby, Stephen Who również pewnie stąpał po ziemi i wszelkie zjawiska nadprzyrodzone były dla niego bredniami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Westchnęła.

- Kiedy mówimy "klątwa" brzmi to bardziej jak zagadka do rozwiązania. Dlatego też będę to tak nazywać. Ale skoro to guz... Czy nikt nie podjął próby usunięcia go? Wiem, że medycyna nie jest zbyt rozwinięta ale nikt na prawdę nie próbował? Nie chcę tego tak zostawić. Nie zamierzam tego tak zostawić. Bez względu na to co myślisz ojcze musisz to zaakceptować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Przeciwnie, jest bardzo rozwinięta! Ale nie wszystko da się wyleczyć. Wycięcie czegoś z mózgu? Moja droga, przecież wówczas trzeba byłoby otwierać całą czaszkę! A wycinanie z mózgu to jego uszkodzenie. No cóż, zrobisz jak zechcesz, ale nie narażaj się nazbyt. I pamiętaj, od jutra szkoła - powiedział ojciec i wstał z łóżka. - Wiesz gdzie mnie szukać. Muszę iść, bo zleceń nie ubywa. Wpadnij potem do matki, dobrze? 

I wyszedł. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

I znowu sama. Może to i lepiej. Podłoga. Położyła się na niej z myślą, że może jest zimma i nieco ją obudzi. Jednak to było głupie. Postanowiła po prostu się przejść. Nawet jeżeli miało padać. Od jutra szkoła. Ale dzisiaj to teraz, musi zacząć działać. Tylko nie wiedziała od czego. Najlepiej będzie po prostu się przejść i pomyśleć. Nawet jeżeli miałoby padać. Deszcz tylko bardziej ją obudzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Właściwie od momentu w którym wyszła z domu czuła uporczywe uczucie bycia obserwowaną. Po minięciu bramy i ruszeniu w stronę klifu tylko wzrosło. Ale wokół nie było wiele drzew i niewiele było też kryjówek za którymi coś mogłoby się skryć. 

Na zewnątrz była zimna mżawka, a wiatr niósł od morza jego zapach, niezbyt zachęcający i słone krople wody. Klif był dosyć wysoki, bo miał z dwadzieścia metrów. Dalsze klify wznosiły się lekko wyżej, a na dole widać było wąski pas maleńkiej plaży. Dało się do niej zejść kamiennymi schodkami, ale w takiej pogodzie było to zwyczajnie głupie. Stopnie wykute w skale były strome, śliskie i nie miały poręczy, a upadek z trzydziestu metrów kończył się śmiercią. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ruby miała swoje zdanie, siadła na jednym zchodku nie zważając na deszcz. Uczucie bycia obserwowaną. Było niezwykle dziwne. Nigdy nie czuła się w ten sposób. Zaraz, to tylko pewnie jej się zdaje. Ma jakieś urojenia bo boi się że przez tę "klątwę" zepsuje sobie życie. Na pewno tak jest. Nie ma żadnego innego logicznego wytłumaczenia. Czy ona głupieje. Nie, spokojnie. Wzięła kilka głębokich wdechów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Schody przylegały do wyższego z klifów i opasały go. Ze swojego miejsca Ruby widziała więc przepaść na zacienioną przez wysokie skały plażę w kształcie półksiężyca i czuła zapach glonów. I nagle, spośród wielu dziur i rozpadlin w ścianie skalnej coś błysnęło, a zaraz potem, gdzieś kątem oka zauważyła ruch. Coś wokół niej chodziło, a ona nie miała wielu opcji do ucieczki. Po schodach by nie zdążyła, a istniała opcja, że zginie gdy się poślizgnie. Jedynym co było możliwe były groty w skale, ale do tego musiała zejść kawałek niżej. Ledwie kilka stopni. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uciekać bo coś tu chodzi dookoła. Nie wiedziała czy jest to racjonalne. Może jej się zdawało. Ale równie dobrze mogło to być jakieś zwierzę. Ale czy spodziewała się niebezpieczeństwa w takim miejscu. Raczej nie. Myślała by po prostu pozostać dalej nieruchomo jednak po chwili zdecydowała się do zejścia kilku stopni i schowania się w grocie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raz tylko poślizgnęła jej się noga. Zaraz potem weszła do bezpiecznej jaskini, a stopa Ruby natrafiła na zimne kałuże zielonkawej wody brudnej od porostów i glonów. 

W środku słychać było fale uderzające o skały, ale od groty szerokiej może na półtora metra odchodził dalej tunel. 

Ale nawet przez szum morza i wiatru Ruby słyszała... no właśnie, co? Kroki? Nie, było zbyt nieregularne. Jakby ktoś kto ma problem z chodzeniem próbował zsunąć się po schodkach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kroki. Raczej nie mogło więc być to zwierzę. Ktoś ją śledził? Jakiś pedofil, gwałciciel, seryjny zboczeniec? Spokojnie. Nic jeszcze nie wiemy. Dźwięki były nieco dziwne. Jakby coś zasuwało się po tych schodkach. Wysunęła głowę z groty by zobaczyć co wydaje ten dźwięk.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rzeczywiście było szare, ale to wszystko co zobaczyła Ruby nim kreatura zniknęła. Rozwiała się w powietrzu. Po prostu jej nie było.

Kształt jaki zarejestrowały oczy przypominał coś z grubsza bliskiego człowiekowi, ale tylko z grubsza.

Tak więc Ruby została w niewygodnych ubraniach, w jaskini i z dziwnymi zwidami. Był jeszcze niepoznany tunel. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tunel. Niewygodne ubrania i zwidy. Cholera. Gorzej chyba być nie mogło. Jutro szkoła. Będzie trzeba się uspokoić. Tymczasem pozostaje teraźniejszość. Tunel wydawał się ciekawy. Postanowiła tam ruszyć. Może nie znajdzie tam nic co pomogłoby jej odkryć tajemnicę "klątwy" ale zawsze może być ciekawe. 

- Na przód, mruknęła do siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tunel ciągnął się coraz niżej i niżej, aż w końcu Ruby musiała iść na kolanach, żeby jakkolwiek się przedostać dalej. Skutkowało to tym, że była dosyć mocno przemoczona, a że wewnątrz groty było zimniej niż na zewnątrz... Cóż, wizja przeziębienia była bardzo realna. 

Tunel prowadził do nieco mniejszej komnaty, w której... 

W której na niewielkiej świeczce płonął fioletowy ogień. Świeczka znajdowała się pośrodku pomieszczenia i już to wpędziło rozsądek Ruby na dziwne tory. Gorsze było to, co znajdowało się za świecą. 

Tym czymś była mumia o strasznym obliczu zastygłym w wyrazie przerażenia albo bólu. Na jej przegubach znajdowały się kajdany, a trup klęczał, pochylony mocno do przodu. Tyle, że mumii było za dużo jak na człowieka.

Wyglądało to trochę, jakby miała zarzucony na plecy czarny płaszcz, ale niewystarczająca ilość światła nie pozwalała na dokładne rozpoznanie. Na czoło opadały długie, czarne włosy i kolejny problem pojawiał się w zębach. 

Zęby nie były ludzkie. Były ostre i trójkątne, w dodatku było ich dwa rzędy. Pytanie tylko kto zapalił świecę i jak długo już płonęła?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co to było to, co przed nią stało? Nie była do końca pewna. Podeszła bliżej. Trochę się bała. Ale chyba to co przed nią stało już nie żyło. Bo w nim coś mega dziwnego.

- Ktoś tu jest? Halo? - zapytała cicho. Głos jej drżał. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Echo dźwięku Ruby rozeszło się po komnacie i po tunelu.

Jest, est, est... Halo, lo, lo... 

Co zaś się tyczy trupa klęczącego przed dziewczyną, zrobił to, co zrobiłby każdy porządny trup na jego miejscu. W skrócie: nic. Dalej trwał w swojej wiecznej pozycji, skrępowany kajdanami i wgapiający się spod opuszczonych, wyschniętych powiek w płomień. Wosk ze świecy nie topniał. Wyglądała, jakby nie spaliła się ani trochę, a przecież już po pierwszych minutach na świecach widać, że spływa z nich wosk.

Z bliska mumia była jeszcze bardziej makabryczna. Najgorsze były szeroko rozwarte usta i zapadnięty nos, bo na szczęście oczodołów nie było widać. Gdyby ktoś był badaczem, określiłby stan mumii jako "wyśmienity", bo rzeczywiście, zakonserwowana była fenomenalnie. Tak fenomenalnie, że jej ciało pokrywało nie ubranie, ale wciąż trzymające się skóry pióra, które pokrywały całą mumię poza twarzą. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ruby była przestraszona istotą która znajdowała się przed nią. Świeca. Dziewczyną spróbowała ją zdmuchnąć. Czemu wosk się nie stapiał? To było niemożliwe. Coraz bardziej myślała, że po prostu oszalała. Co się z nią działo? Przecież na wszystko jest logiczne wytłumaczenie!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ziemia lekko się zatrzęsła, kiedy fioletowy płomień świecy zgasł. I dopiero wówczas pojawił się wosk. 

Świeca dosłownie zaczęła się roztapiać i spływać po skale w stronę mumii. Na nieregularnych ścianach komnaty pojawiły się znaki - pismo skonstruowane z prostych linii i spirali. Ruby widziała kiedyś takie na wykładzie o barbarzyńskich ludach zamieszkujących w zamierzchłych czasach tereny Imperium Brytyjskiego. Znaki świeciły tak jasno, że rozświetlały każdy makabryczny szczegół komnaty.

Czarny płaszcz na grzbiecie zwłok nie był w rzeczywistości płaszczem, ale wielkimi, czarnymi skrzydłami. Obok tego trupa leżała marna kupka kości w łachmanach, która ku przerażeniu dziewczyny zaczęła się ruszać.

Ale najdziwniejsze było to, co zaczęło dziać się z ową nadnaturalną mumią. Wosk ze świecy (którego było zaskakująco dużo) zaczął zlewać się z ciałem i wypełniać obumarłe tkanki. Zwłoki zaczęły się ruszać, najpewniej przestając być zwłokami. Wkrótce po tym kajdany pękły, a przed Ruby klęczał... stwór.

Tak jak wcześniej, pokryty był piórami. Ruby widziała dłonie o długich palcach, zakończone szponami. Nie widziała twarzy, bo twarz skierowana była na ziemię i skryta pod czarnymi włosami. Póki co widziała więc, że ręce humanoidalnej istoty przekształcone były w wielkie skrzydła i że najprawdopodobniej miała ludzką twarz. Póki co jednak zajęta była nie Ruby, a próbami złapania oddechu. I nic jej nie krępowało - kajdany uległy zniszczeniu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...