Jump to content

Księżniczka Luna i Król Sombra [Oneshot] [Romans] [Violence] [Random] [Dark]


Recommended Posts

Dość szybko wrzucam nowy fanfick. Po prostu miałam wenę. Obawiam się jednak, że kolejny nie pojawi się tak szybko. Ten fanfick jest bardzo podobny do poprzedniego, ale jednak trochę inny. Osobiście podoba mi się bardziej od poprzedniego. Wy swoje zdanie możecie wyrazić w komentarzach. Życzę miłego czytania. :) 

 

 

Księżniczka Luna i Król Sombra

Edited by Nightmare Princess
  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

Po kolei:

- Kryształowe Imperium - nazwy własne piszemy z wielkiej litery

- Cadance, nie Cadence (sam często przekręcam to imię) :) 

- Nie stawia się spacji przy znaku zapytania/wykrzykniku ("Co!?" a nie "Co !?")

- Luna opowiadając o swojej przeszłości nie powinna mówić "-powiedziała Luna"

- Wątek miłosny... Ech. Oglądałeś "Krainę Lodu"? Tam też tak było: "Cześć nazywam się X, zakochałem się w tobie, ożeńmy się". Poza tym Celestia zaprotestowała nie ze względu na troskę, a politykę :/

 

Podsumowując: opowiadanie na 3/10. Powinieneś to rozbudować, bo wszystko dzieje się zbyt szybko i jest słabo opisane. Pisz dalej, nabierz wprawy i nie słuchaj osób piszących teksty typu: "daj sobie spokój z pisaniem". 

 

  • Upvote 2
Link to comment
Share on other sites

  • 3 years later...

Przeczytałem. I chyba żałuję. 

 

Księżniczka Luna. Niedoceniana, niej lubiana i rozpoznawalna, zawsze w cieniu swej siostry. I król Sombra. Dżentelmen i kochany władca Kryształowego Imperium, będącego ,,prowincją" Equestrii.

Spoiler

Tak, król jest poniżej księżniczek

Razu pewnego przybywają do niego Celestia z Luną. Podczas gdy pani słońca siedzi w bibliotece, Sombra i Luna spacerują. Szybko jednak on się jej oświadcza i chce ją pojąć za żonę. 

Spoiler

Znamy się pięć minut, a już cię kocham. Wyjdź za mnie

Oczywiście Luna zgadza się od razu i natychmiast idzie pochwalić się Celestii. Ta oczywiście jeszcze szybciej wybija siostrze małżeństwo z głowy

Spoiler

- Słuchaj, znasz go pięć minut, a już chcesz się hajtać? Poza tym jesteś ksieżniczką i nie możesz wychodzić za byle króla z prowincji. 

- Aha, szkoda. 

Niezadowolony odmową Sombra stwierdza, że jak odłączy się od Equestrii, to luna będzie mogła go poślubić. Wypowiada więc wojnę, która trwa 5 minut i kończy się jego porażką i wygnaniem kryształowego na dwa tysiące lat (bo tak). 

Sombra wraca, zbiera armię i wypowiada Equestrii wojnę. Armie walczą, Celestia z Twilight leca pokonać Sombrę i Ceśka przegrywa w trzy sekundy, a Twilight ucieka. 

Przybywa Luna, Sombra się z nią spotyka i zabiera do zamku. Kiedy oni se łażą po ogródku, Twilight rozwala jego armię. 

Potem wpadają elementy, zabijają Sombrę, Luna w ostatniej chwili poświęca swą moc by go ocalić i zamieszkują w małej chatce w lesie. A gdy Sombra umiera, Luna wraca do bycia Luną. 

Koniec, streściłem streszczenie fabuły. 

Pomijając naiwnośc i głupotę ,,fabuły", oraz samego romansu w taki sposób, fanfik cierpi na całą masę innych problemów. Po pierwsze, fabuły tu w zasadzie nie ma. To co jest dzieje się tak szybko, jakby na całość był dwudziestominutowy odcinek. Do tego jest kompletny brak opisów scenerii i, co karygodne przy jakimkolwiek romansie, absolutny brak opisów uczuć. Gdzie te poetyckie wspomnienia o trzepoczących motylach, mięknących nogach i dziwnym uczuciu przypominającym efekt działania kiszonych ogórków i maślanki? gdzie wzdychanie po nocach? Gdzie ból rozłąki?

Przemyśleń też nie ma. Nic, zero. Luna nawet przez sekundę nie zastanawia się, jak będą wyglądać ich dzieci, ile ich będzie i czy w ogóle warto tak szybko wiązać się z Sombrą? A może mu śmierdzą kopyta? Albo chrapie? 

Przecież już same oświadczyny mogą budzić tyle emocji, tyle różnych reakcji, tyle przemyśleń... A tu mamy tylko: Aha, tak. 

Ten motyw to materiał na powieść o długości co najmniej Past Sinsów (albo i znacznie więcej, jeśli spojrzeć na słynne romanse wśród książek). Tu jednak mamy bardzo krzywe streszczenie. 

Dialogi są niestety drewniane i sztuczne. Nie ma w nich ani krzty emocji. Postacie brzmią jakby odmawiały formułki albo dialogi z najsłabszych, brazylijskich telenoweli. Choć nie. W telenoweli Luna by się zbuntowała i uciekła z Sombrą do Zebrici. 

Tak więc niestety treść jest zwyczajnie bolesna. Nawet śmianie się z głupotek fika szybko się kończy, zastępowane przez ból. 

 

i jeszcze forma. Główny problem jaki widzę, to brak justowania i dialogi jako lista wypunktowana od myślników. Błędów czy literówek było naprawdę niewiele. A przynajmniej prawie ich nie zauważyłem. Ogólnie, forma jest do poprawek, bo niestety boli

Choć nie aż tak jak treść. 

 

Bardzo przykro mi to mówić, ale nie mogę tego nazwać fanfikiem. To co najwyżej szkic fanfika, który zapowiadałby się raczej jako jakaś brazylijska telenowela (albo gorzej). Zdecydowanie zmarnowany potencjał, zmarnowany temat i w ogóle nie polecam tego czytać. Sugeruję autorce więcej czytać i zwracać uwagę na to, co się czyta (nie chodzi mi o wybór dzieł, tylko raczej o to, jak prezentują pewne kwestie). Zapraszam tez do klubu konesera polskiego fanfika. Zawsze gotowi jesteśmy pomóc i doradzić.  

A samego dzieła niestety radze unikać. 

Link to comment
Share on other sites

  • 3 months later...

Hm, naprawdę nie skomentowałem tego wcześniej? :fswhat: Pamiętam, że swego czasu wczytywałem się w twórczość autorki – początkującej pisarki – od czasu do czasu komentując to i owo. „Lunę i Sombrę” kojarzyłem, ale po ponownym zapoznaniu się z tekstem chyba przypomniałem sobie, dlaczego zrezygnowałem z komentarza. Niestety, nie mam zbyt wielu pozytywów odnośnie tego tekstu, chociaż myślę, że pomysł był, może nie taki najświeższy, zapewne w jakimś sensie naiwny, oklepany, ale był i wydaje mi się, że gdyby został odpowiednio napisany... no, może byłby z tego niezły średniak, jeśli tekst miałby być odbierany na poważnie. Natomiast, jako komedia romantyczna... Pewnie byłby z tego fanfik z białą okładką i księżniczką Luną.

 

Przechodząc do rzeczy, muszę przyznać, że jestem deczko skołowany, gdyż naprawdę ciężko mi na temat owego dzieła się rozpisać, z uwagi na tempo akcji pędzące na łeb, na szyję, niewywiązanie się z przyjętych tagów, nieciekawe kreacje postaci, szczątkową warstwę emocjonalną, ogólnie nieciekawą konstrukcję opowiadania, sprowadzającą się do zbioru króciutkich scenek, w których z reguły przodują dialogi, natomiast jeżeli już przewijają się nieco dłuższe opisy, jakkolwiek przybliżające to, co się dzieje w fabule, przeważnie są pozbawione polotu, bezbarwne. Efekt jest taki, że opowiadanie, pomimo tych czternastu stron (chociaż na pierwszej, tytułowej stronie uświadczymy głównie okładkę), tekst wydaje się strasznie ubogi, wyprany z czegokolwiek, czego moglibyśmy spodziewać się po tagach. Trudno również oprzeć się wrażeniu, jakoby fanfik powstawał naprędce, istotnie pod wpływem weny, jednakże bez pomyślunku w jaką formę go ubrać i jak zrealizować akcję. I rzeczywiście – w obecnej postaci „Księżniczka Luna i Król Sombra” jawi się bardziej jako draft, szkic, nieco osobliwie napisany plan wydarzeń, ale z całą pewnością nie pełnoprawny fanfik. Nawet tytuł sugeruje jakiś prototyp. Zresztą, przypomina mi to początki developmentu pierwszego „Resident Evil” (właściwie, to „Biohazard”, gdyż to produkt japoński), kiedy projekt funkcjonował pod nazwą „Horror Game”.

 

Wiadomo, „Księżniczka Luna i Król Sombra” brzmi lepiej niż „Fanfik Miłosny”, niemniej, ponieważ dosłownie wszystko dzieje się tu w pięć minut, nie można mówić o wiarygodnym (nawet jak na realia kreskówkowe/ bajkowe) wątku miłosnym, ani tym bardziej o otaczającej go warstwie emocjonalnej, toteż więź tytułowych postaci wypada strasznie sztucznie i naiwnie, wręcz infantylnie. Zresztą, fabularnie, fanfik robi niewiele, by przedstawić rozterki księżniczki Luny, jej wątpliwości, wciąż tlące się w sercu uczucie, a także żal do siostry, czy chęć zdecydowania o sobie samej, ocalenia ukochanego... Który to ukochany tym bardziej wypada bardzo standardowo, bardziej jak zły król, który chce pokonać dobrą księżniczkę, bo jest zły, zaś Lunę zagarnąć prędzej z chęci zysku dla zysku, niż uczucia. Wprawdzie widzę pewne przebłyski, pomysły, jednakże forma całkowicie pogrzebała jakikolwiek potencjał, jaki mógł w tym drzemać :ajsleepy:

 

Dobrze, że autorka pokusiła się o wytłumaczenie, dlaczego Sombra powrócił i dlaczego będzie powracać. Miło, że powiązała ten szczegół z historią jego znajomości z Luną. W ogóle, uważam, że pomysł, jakoby to ona opowiadała o przeszłości, ze swojej perspektywy, okazał się trafiony. Słabo zrealizowany, ale jednak. Co nie zmienia faktu, że de facto nie mamy tutaj żadnego wstępu. „Księżniczko, Sombra powrócił i zebrał armię!” – serio, to się tak zaczyna. No, jeszcze Cadance, Shining i Flurry zostali uwięzieni. Zero wstępu, zero wprowadzenia w realia, zero klimatu. Nie mamy pojęcia ani kiedy powrócił, ani jak zebrał armię, ani w jaki sposób uwięził wspomniane postacie, ani jak odzyskał władzę, ani jak się przygotowuje do marszu na Equestrię, żadnej z tych rzeczy nie widzimy w fanfiku. Zostajemy od razu wrzuceni w główny wątek, który ani trochę nie angażuje.

 

Konstrukcja fabuły, prowadzonej w tym tempie, jest dosyć komiczna, co z całą pewnością nie było zamierzeniem autorki. Dlaczego Sombra powrócił? Ano został stworzony pod wpływem goryczy i nie da się go zniszczyć, zawsze będzie powracać, niczym Dracula. Czego on chce? A okazuje się, że n i Luna kiedyś się w sobie zakochali. Jak? No zobaczyli się i polubili, po co nam opisy i naturalne rozwijanie uczucia? Dlaczego się nie pobrali? No bo Celestia zabroniła. Czy to tak Sombra stał się zły? Owszem. Czy Luna powinna się z nim skonfrontować? Lepiej nie, niech zostanie i broni Equestrii. Oczywiście, Celestia zostaje z łatwością pokonana, nawet Twilight nie ma szans, więc jednak Luna rusza do akcji. Dwie armie ścierają się, a Sombra przypomina Lunie o starych czasach. W międzyczasie, armia Twilight jednak wygrywa i Sombra porywa Lunę. Ma miejsce finałowa bitwa, którą Sombra oczywiście przegrywa, ale Luna zasłania go piersią, a ten przeprasza, wyjawiając, że zrobił się zły, bo chciał dowieść, że był jej godzien. Co na to Celestia? W sumie, to nic, bo Luna używa swojej mocy, żeby ocalić Sombrę, żeby znów był dobry. Pobierają się i sobie szczęśliwie żyją. Tyle.

 

Przez pierwszą połowę opowiadania autentycznie miałem wrażenie, jakby samo sobie zadawało pytania i samo sobie odpowiadało, oczywiście nie dając nam, czytelnikom, żadnego satysfakcjonującego tłumaczenia odnośnie tego, jak oni się poznali, jak się rozwinęło ich uczucie, skąd ta postawa Celestii, jak zmieniał się Sombra, co czuła Luna, nic. Potem jest jeszcze zabawniej. Mamy bitwy, akcję, zwroty akcji, interakcje między postaciami, ponowne spotkanie Luny z Sombrą. I nic, zero opisów. Ani nie widzimy tych ścierających się akcji armii, ani nie mamy pojęcia o tym, jak przebiegała walka, dowiadujemy się tylko o jej rezultatach, do tego dosyć lakonicznie. I jak tu się zaangażować w treść? :boredstarlight:

 

Co gorsza, nie towarzyszą temu żadne emocje, czego wisienką na torcie wcale nie wydaje mnie się:

 

– Sombro, kocham cię!

– Ok.

 

Ale scenka, w której losowy wojskowy wygłasza przemówienie motywacyjne do Twilight, po którym ta odnosi spektakularny sukces, jak wspomniałem wcześniej. Jak, kiedy, dlaczego? A skąd mam wiedzieć? Tak się stało i już, po jaką Trixie drążyć temat? To jest motyw, który utrzymuje się - niestety - przez całe opowiadanie. Dlaczego w tym fanfiku prawie NIC nie jest pokazane, ani opisane?

 

Może w ramach przerywnika kilka słów o formie. Jak się domyślacie, jest ona bardzo niedopracowana, pal licho już dywizy zamiast półpauz w zapisie dialogowym, ale to przedziwne formatowanie, polegające na tym, że dialogi w całości są odsunięte od akapitu, co normalnie powinno obejmować tylko pierwszą linijkę poszczególnych kwestii, brak justowania, niekiedy brak wcięć akapitowych przy poszczególnych fragmentach, na niewiarygodnych dla mnie błędach ortograficznych kończąc.

 

Cytat

„Była jeszcze młoda i nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego co to znaczy być księżniczką.”

 

Jak widać, mamy zjedzoną literkę, a poza tym, coś jest nie tak z interpunkcją. Gdzie są przecinki?

 

Cytat

„Muszę przyznać, że się rozczarowałem. – ciągną dalej Sombra zdając się nie słyszeć co mówi księżniczka.”

 

Interpunkcja po raz drugi, a poza tym, „ciągną”? :facehoof: Jeden z tych niewiarygodnych błędów, o których wspominałem. Innym razem, jest to np. „krzykną”. Jak to się stało?

 

Cytat

„Kocham cię Sombra, ale nie mogę tego zrobić! - powiedziała Luna ze  łzami w oczach.

Król Sombra! Łapać go! - krzyknęła Twilight, która właśnie wróciła z ekspedycji.

Sombra zmienił się w dym i uciekł, a Luna stała osłupiała.”

 

Przykład tempa akcji oraz tego, w jaki sposób wydarzenia następują po sobie. Bitwy rozgrywające się w minutę, off-screen. Kryształowe kucyki zostają uwolnione od tak, off-screen. A teraz Twilight powraca sobie z ekspedycji, której opisów praktycznie nie uświadczyliśmy w ogóle. Dobrze, że chociaż widzimy, że Sombra się zmienia i ucieka. Nie wspominając już o błędach oraz to, jak nieciekawie się to czyta.

 

Cytat

„Staną na czele swojego wojska i odszukał księżniczkę Lunę.”

 

Ano tak, bywa jeszcze „staną” ;)

 

Cytat

„Nagle klacze wyciągnęły kryształowe serce (odzyskane podczas penetracji zamku) i elementy harmonii (zabrane z Ponyville przez przyjaciółki Twilight). Klacze połączyły ich moc (miłość i przyjaźń).”

 

Pomijając wtrącenia w nawiasach, które osobiście zapisałbym inaczej, a najlepiej, to nie jako wtrącenia, ale pełnoprawne opisy, pamiętacie, gdy wspominałem o tym, że fanfik nie przypomina kompletnej historii, ale wczesnego drafta? To jest właśnie jeden z tych fragmentów, który według mnie wręcz krzyczy: „Ej, to tylko draft, wersja alpha niedługo będzie!”

 

Cytat

„Przepraszam. - odezwał się cicho Sombra. - Wiem, że moje czyny nie mają żadnego usprawiedliwienia. Chciałem tylko zasłużyć na twoją siostrę. Żałuję wszystkiego co zrobiłem. Przepraszam.

Wybaczam ci Sombra. - odparła Celestia z uśmiechem. - Widzę, że szczerze żałujesz.”

 

Wiemy już, jak rozwijają się emocje i relacje między postaciami. Wiemy, jak są opisywane kluczowe bitwy oraz zwroty akcji. Teraz możemy przekonać się, jak rozwiązywane są problemy i konflikty. W pięć minut. A mogło być tak... nieźle.

 

Ogółem, raczej zdecydowanie nie polecam tego fanfika. Mimo wszystko, będę się upierał, że to zmarnowany potencjał na niezłego średniaka. Brak wstępu, satysfakcjonującego rozwinięcia, jest jedynie jakieś-tam standardowe szczęśliwe zakończenie, co nie zmienia faktu, że tempo akcji jest za szybkie, opisów bardzo brakuje, dialogi są słabe i bez polotu, czy to romantyczna relacja między Luną, a Sombrą, czy też sprzeciw Celestii, zwątpienie i ponowna determinacja Twilight, wszystko wypada niewiarygodnie, nieciekawie, nie widzimy rozgrywających się bitew, nie widzimy kluczowych momentów, takich jak powrót/ pojawienie się Sombry (to mógłby być dobry materiał na prolog), zniewolenie kryształowych kucyków i zbieranie armii, schwytanie i przemienienie w kamień Cadance, Shininga i Flurry Heart, można wymieniać i wymieniać, ale ostatecznie chodzi o to, że kreacje postaci są bezbarwne, nieciekawe, zaś fabuła, opisana szczątkowo, nie angażuje, słowem, w tekście brakuje wszystkiego.

 

Wyszła z tego – mimo pomysłu posiadającego pewien potencjał oraz, jak mniemam, szczerych chęci – infantylna historyjka, pozbawiona klimatu, czy też rzeczy, które mogłyby zapaść w pamięci i stanowić swoisty highlight tekstu, nie wspominając już o niedoskonałej formie oraz ogólnym braku polotu. Cóż, może innym razem. Taka to praca twórcza – raz się udaje znakomicie, raz średnio, raz niezupełnie, a jeszcze innym razem wcale, niemniej, tak czy owak, doświadczenie leci dalej. Warto próbować, chociażby po to, by mieć dane o tym, co nie wyszło i poprawić się w przyszłości ;)

 

 

Pozdrawiam i powodzenia!

Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...