Skocz do zawartości

Wampirze opowiastki [Seria][Adventure][Fun]


Foley

Recommended Posts

Dzińdybry.

W końcu miałem chwilę, żeby siąść i zająć się fanfikiem z ostatniego konkursu. Jedyne zmiany to poprawione kilka błędów, które rzuciły mi się w oczy i przebudowane dwa zdania, reszta została taka sama. Pomysł, który tu wykorzystałem spodobał mi się na tyle, że postanowiłem zrobić z tego serię opowiadań, stąd daję na zaś tag [Seria] (chyba tak można... można?). Docelowo mają to być takie luźne, zabawne (acz nie stricte komediowe) przygodówki z masą easter eggów, chociaż czas pokaże co wyjdzie z tego naprawdę. :ppshrug:

 

1. Nie ma tego złego... [Fun][Adventure]

 

Następne opowiadanko będzie jak tylko je napiszę, bo pomysł już jest.

 

 

Epic: 1/10

Legendary: 1/50

Edytowano przez Dolar84
Otwarcie głosowania na epic
  • +1 2
  • Mistrzostwo 1
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Ach, więc teraz nadszedł ten czas, gdy będę miał wreszcie nieco więcej czasu i ochoty, by zapoznać się lepiej i nadrobić zaległości z twórczością fandomową. Miałem już zaplanowane fanfiki do przeczytania, ale patrząc na to, co zostało wrzucone ostatnio na forum, postanowiłem przeczytać wszystko od najświeższego do najstarszego.

Tak więc Wampirze Opowiastki. Póki co mamy tak właściwie jedną opowiastkę, na dzień pisania tego postu. A czy jest ona porządnym fanfikiem, godnym tagów adventure, fun?

 

Początek jest całkiem interesujący, poprawny, zaczynamy śledzić akcję, jak już coś się dzieje i tylko podążamy za biegiem wydarzeń, aby zobaczyć dokąd nas to wszystko zaprowadzi. Lubię, gdy  opowieść szanuje mój czas i nie zalewa mnie zbędnymi opisami, które to według autora mają budować klimat, a na dłuższą metę potrafią zmęczyć i wręcz ten klimat wypaczyć. A skoro już wspomniałem o klimacie, to jak się ma w tym opowiadaniu? Jest naprawdę niezły. Spodobał mi się. To taki powrót do starych, dobrych wampirów (nie tych słodko-pedaliskich ze Zmierzchu, które posiadały
moce x-menów), które są postrachem wsi, budzą respekt wśród maluczkich i powiewają kultową już peleryną, a także szczerzą obowiązkowe kły. Dawno już nie miałem styczności z tymi motywami, fajnie było do tego wrócić. Cała historia tak naprawdę kręci się wokół znanych nam motywów. Fajnie by było zobaczyć później jakąś innowację, która choćby starała się czymś zaskoczyć, bo jak na dzień dzisiejszy wszystko jest takie standardowe, prostolinijne. 

Historia w sumie nie opowiada niczego specjalnego. Wiadomo, jest to póki co wstęp, jak sądzę, taka miniaturka, która miała pokazać z czym my tu będziemy mieć do czynienia, choć brakujemy mi jakiegoś teaser, czegoś, co zapowie jakieś ciekawe akcje na przyszłość. 

 

Jeżeli chodzi o błędy to nie było ich jakoś dużo. Zdarzały się nieuzasadnienie zbyt długie zdanie, które spokojnie można by rozdzielić kropką, powtórzenia, powracanie do informacji, które już znaliśmy, interpunkcja, a także zbędne słowa, które odsuwały od właściwego sensu i były taki zapychaczem.

 

Cóż jeszcze mógłbym dodać? Może coś o postaciach i parę moich spostrzeżeń.

 

– Lekoy; nie wyróżnia się niczym specjalnym, ot taki typowy wiejski kucyk, nawiązujący również do tego archetypu z powieści fantasy
– Annares; fajna postać, niejednoznaczna, ani jest dobra, ani zła, choć póki co i tak mało o niej wiemy. Nie jest zbyt mroczna jak na prawdziwego wampira, lecz z drugiej strony potrafi pokazać kły. Wydaję mi się być zbyt pewna siebie i mam wrażenie, że nie ma żadnego dobrego planu na przejęcie władzy nad okolicami zamku. No ale pożyjemy, zobaczymy.
– Clarky; to taki typowy sługus, jakiego mogliśmy spotkać w wielu bajkach. Postać poprawna, choć schematyczna.
– Nyszyt'ahn; przypomina mi Sagitę z Gothica 2. Taka zielarka, mieszkająca na uboczu, właściwie Zecora, ale też nie do końca, bo lubi januszować w biznesie. W sumie oprócz tej Sagity, skojarzyła mi się z lichwiarką ze Zbrodni i Kary. Przypadek?

– Trochę to głupie, że sarkofag otworzył się ot tak, przypadkiem, ale to jeszcze jest do wybaczenia, bo można to uznać za punkt wyjścia, no i nie szkodzi klimatowi.
– Tak się zastanawiam... dlaczego wampiry mają odruch oddychania i krztuszenia się, skoro nigdy nie musiały oddychać? Jak ten odruch się wykształcił w takim razie?
– Besterek? Czyżby...
– Nie lepiej było najpierw ogłuszyć tego ogiera, a potem czerpać krew?

 

Podsumowując; fajny, przyjemny ff. Nie specjalnego, póki co zaznaczam, bo jeszcze nie wiem, co wydarzy się w przyszłości.

Tak czy siak ja zaczynam obserwować ten temat i czekam na kolejne opowiadania.

Powodzenia przy pisaniu!

 

Pozdrawiam! 

  • +1 1
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

49 minut temu, Grento YTP napisał:

Przypadek?

Widocznie tak, gdyż Gtohica 2 absolutnie nie znam, zaś ZiK czytałem tak dawno temu, że zdążyłem już wszystko z tego zapomnieć. Inspiracja dla tej postaci jest zupełnie, zupełnie inna.

52 minuty temu, Grento YTP napisał:

Tak się zastanawiam... dlaczego wampiry mają odruch oddychania i krztuszenia się, skoro nigdy nie musiały oddychać? Jak ten odruch się wykształcił w takim razie?

To zależy jaką koncepcję "wampira" kto uznaje, gdyż jako stworzenia fikcyjne są one różnie przedstawiane i różnie rozumiane. Generalnie jednak skoro wampir posiada ludzkie ciało (kucze w tym wypadku), a takież ciało posiada konstrukcję umożliwiającą oddychanie odruchowe... To dla mnie wniosek był jasny. :sweetie2:

1 godzinę temu, Grento YTP napisał:

Besterek? Czyżby...

Jeżeli przyjrzysz się jeszcze raz imionom, to 2/3 z nich ma jakieś drugie dno. ;)

1 godzinę temu, Grento YTP napisał:

Nie lepiej było najpierw ogłuszyć tego ogiera, a potem czerpać krew?

Pewnie, że byłoby lepiej! Ale to zbyt proste, zbyt nudne i nie takie zabawne. :applebloom:

 

1 godzinę temu, Grento YTP napisał:

Powodzenia przy pisaniu!

A to się przyda bardzo, dziękuję, dziękuję. :D

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 weeks later...

Wypowiedziałem się już w temacie konkursowym, więc tu tylko dorzucę krótkie podsumowanie.

 

Beware the spoilers

 

Opowiadanie dostało ode mnie 10/10 z minimalnym brakiem do perełki. Dostaliśmy tutaj doskonale "typową" przygodową komedię z minionami. No, może nie aż tak typową, bo zarówno sługusy jak i samo zło wcielone okazuje się być zaskakująco kompetentne i pomysłowe w pokonywaniu przeszkód, jakie stawia przed nimi bezlitosna fizjologia (i autor). Co ciekawe właśnie ta wspomniana "typowość" jest jednym z najmocniejszych punktów opowiadania - wiemy mniej więcej czego się spodziewać i otrzymujemy to w doskonałej jakości. Przyznaję, że po lekturze jestem ciekaw dalszych losów skrzydlatej zarazy.

 

No a imiona to już w ogóle ubaw po pachy. Nadal w mojej ocenie wygrywa Kołatek. Taki funkcjonalny!

 

Głosuję na Epic. Bo mogę i w mojej ocenie opowiadanie na to zasługuje.

  • +1 1
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 months later...

Urocza inspiracja. Naprawdę, uśmiechnąłem się pod nosem na to paintowe stworzonko, a potem zszedłem na dół i znalazłem przedmowę. Odetchnąłem z ulgą – nie ścigam z piskiem opon za takie rzeczy, więc środkowy palec nie jest skierowany w moją stronę ;) Nie pozostało więc nic innego jak zapoznać się z właściwym fanfikiem, który, choć jest pracą konkursową, być może otworzy coś większego. Kolejną serię opowiadań, nową przygodę.

 

W historię wprowadzą nas – a to niespodzianka – dwa nietoperze o dźwięcznych ksywkach Clarky i Mądrala. Nietoperze, nie kucoperze, warto dodać. Tak, prawdziwe nietoperze. Drobna nowość, można rzec. W każdym razie, nasi dzielni bohaterowie, podjęli się karkołomnego zadania przedarcia się przez lepkie pajęczyny (serio, wzmianki o lepieniu się nici i o pajęczynach są tak częste, że jest to moje pierwsze skojarzenie z tym tytułem) celem odnalezienia sarkofagu, w którym złożono pewną wampirzycę. Zwie się ona Annares i jest prawowitą spadkobierczynią zamku Schloss (:D)  i prawdziwa panią dworu. Wiele lat temu między wampirami, a lokalną społecznością rozgorzał konflikt, w wyniku którego twierdza popadła w ruinę, a o szlachetnym rodzie wampirów zapomniano, jednakże za sprawą nietoperzy – minionków – pani powraca do swojego zamku, a proste kucyki już niebawem znów zaznają terroru.

 

Ta dosyć prosta fabuła została ujęta w niedługim opowiadaniu, napisanym w sposób przystępny, jasny, prosty, bez zbędnych udziwnień, trudniejszych do znalezienia określeń, czy drugiego dna (no, może nie licząc paru easter eggów), ogółem mamy tu wszystko czego należałoby spodziewać się po autorze, bez rewolucyjnych zmian. Opisów jest wystarczająco dużo, by wyobrazić sobie jak może wyglądać wnętrze zamku Schloss, czy chłopska chata, chociaż częściej otrzymujemy opisy czynności. Akcja biegnie stałym tempem, nie uświadczymy żadnych dłużyzn, czy nagłych przeskoków do przodu. Kolejne scenki po prostu z siebie wynikają, jedna po drugiej. Treści nie brakuje klimatu, czy to podczas główkowania i rozwiązywania zagadek, czy też zjawienia się w zamku Annares, na uwijaniu się minionków jak w ukropie kończąc - świetna sprawa od początku do końca.

 

Najciekawiej wypadają minionki (nietoperze), zaskakują organizacją, pomysłowością, a także kompetencją, nie tylko Annares, ale także nas, czytelników. Od razu widać, że przygotowywały się na to wielkie wydarzenie, gdy w tekście pojawiają się np. nietoperze w muszkach, elegancko serwujące swej pani kolacje, czy też wzmianka o tym, że jedno ze zwierzątek aż się zarumieniło gdy dostało od niej całusa, to sprawia, że treść wypada naprawdę sympatycznie i zabawnie. Czyli zgodnie z założeniami autora. Funny and cool ;)

 

Pojawiają się również małe urozmaicenia. Dostajemy kilka scenek, w których udział wezmą zamieszkujące okolicę kucyki, poznamy także postać miejscowej zielarki, oczywiście pasiastej. Miły dodatek, zwłaszcza, że ma to i owo do powiedzenia, dowiadujemy się też, że to całkiem obrotna zebra, nie kupująca wsiowych zabobonów. W ogóle, widać, że te proste kucyki prowadzą sobie spokojne życie, nie można ich nie lubić... Ale „tej złej” oraz jej sługusów również również nie można nie lubić.

 

No i w pewnym momencie nadchodzi zakończenie, całkiem niezłe, nie przewidziałem, że lokalna społeczność wyciągnie właśnie takie wnioski po znalezieniu kolejnej ofiary. Opowiadanie wydaje się być nieco urwane, sprawia wrażenie preludium do czegoś większego – otrzymaliśmy powrót w chwale, a teraz pora na odbudowanie potęgi i zdobycie rozgłosu, tak to widzę. Albo jakieś perypetie, nietypowe sytuacje, random, czy też coś a'la seria "D&D", tyle że z Clarky'm i Mądralą w roli głównej. Pole do popisu jest szerokie, a autor już nieraz pokazał nam na co go stać, więc nie pozostaje nic innego jak trzymać kciuki za ciąg dalszy.

 

Pod kątem technicznym jest solidnie, choć mógłbym doszukać się paru zgrzytów stylistycznych, czy drobnych błędów, ale nie jest to nic co rzuca się w oczy, ani nic co jakkolwiek wpływa na pozytywne wrażenia z tejże krótkiej, niezobowiązującej lektury. Mam nadzieję, że seria nieco się rozwinie, a my zobaczymy w akcji nietoperkowego MacGyvera :)

 

 

Pozdrawiam!

 

 

 

 

PS: Scenka, w której wampirzyca budzi się i niechcący „zasysa” nietoperza do ust wydała mi się trochę creepy. Nie wiem, ja nie chciałbym być pożarty, miał koleś farta.

 

PS2: Jak zobaczyłem rysuneczek na otwarcie, to w uszach rozbrzmiały mi ośmiobitowe dźwięki wydawane przez nietoperze (to zielone takie) z „Chip and Dale 2” na NESa (nie pamiętam który poziom, coś na początku raczej).

  • +1 1
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 6 years later...

Przeczytałem ostatnimi czasy sporo opowiadań i zaczynam sądzić, że tagi „Legendary” i „Epic” nadaje się nazbyt często, a już na pewno zbyt wcześnie.

 

„Nie ma tego złego” to pierwsze opowiadanie z serii wampirach. Pierwsze i ostatnie, gdyż od 2019 r. nic nowego w temacie na forum nie zostało opublikowane. 

 

Bohaterami fanfika jest wampirzyca Annares i jej stado nietoperzy, które obudziły wampirzycę z kilkuwiekowego snu. Fanfik opowiada o tym, jak wracała ona do formy… można w sumie stwierdzić, że to fanfik trochę o niczym. 

 

Naprawdę nie dzieje się tutaj wiele. Ilość wydarzeń można policzyć na palcach jednej ręki i przypominają one część fabuły z dowolnego filmu o wampirach, poczynając od wprowadzenia postaci wampira. Potem mamy urządzanie sobie „leża”, pierwszą ofiarę, zauważenie przez wieśniaków, że coś się zaczyna dziać, w związku z czym pojawia się sceptyczny „pogromca wampirów”, w tym wypadku byłaby to być może zebra, Nyszyt’anh, ale co do tego już nigdy nie będziemy mieli pewności. Wszak fanfik jest porzucony.

 

Nie będę tutaj wspominał poszczególnych dowcipów, które mnie rozśmieszyły. Nie to jest celem komentarza. Mam jednak podejrzenia, że zarówno tytuł, jak i ten nieco sarkastyczny fragment są motywem przewodnim jakiegoś konkursu:

 

Cytat

 

Za dawnych czasów biała klacz była zaledwie jednym z wielu przedstawicieli swojego gatunku i w zasadzie nie posiadała wielkiej władzy. W sumie to żadnej, od wykonywania poleceń była ona sama. Sytuacja, w jakiej się teraz znalazła, stanowiła miłą odmianę i klacz stwierdziła, że nie ma za złe rodzicom, że zamknęli ją w sarkofagu na kilkaset lat w jakimś sobie tylko znanym celu.

 

“Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” pomyślała.

 

 

 

Nie mogę zaprzeczyć, że „Nie ma tego złego” to fanfik napisany lekko, ale nie będący komedią tego rodzaju, które lubię (piszę, że to komedia, bo ma więcej wątków komediowych niż przygodowych, których nie ma wcale). Gdybym miał utwór porównać do komedii o wampirach, które lubię to „Nie ma tego złego” przypomina mi raczej „Nieustraszonych pogromców wampirów” w reżyserii Romana Polańskiego niż „Dracula: Wampiry bez zębów” z Leslie Nielsenem wyreżyserowany przez Mela Brooksa. Oba filmy bazują na motywach znanych z powieści Dracula, a raczej na jej adaptacjach tych klasycznych z lat 30. czy też z brytyjskiego studia Hammer, czy też, w przypadku drugiego z przytoczonych tytułów „Dracula” Forda Coppoli.

 

Humor w „Nie ma tego złego” lekko nawiązuje do kanonu. Jest to zabawne, ale nie jest to śmieszne. Podczas czytania „Nie ma tego złego” zaśmiałem się może dwa razy. Jednym z dowcipów, który mi się spodobał było:

 

 

Cytat

o ile dobrze się orientuję, jesteś ostatnią istniejącą przedstawicielką rodu czystej krwi wampirów z zamku Schloss.

 

Nie każdy to wyłapie, ale wampirzyca jest z rodu wampirów z zamku, który nosi nazwę „Zamek”. To się nazywa inteligentny humor.

 

Styl jest bardzo dobry, postacie mówią w zróżnicowanym stylu i można odróżnić styl wykształconych postaci od mieszkańców wioski. Poza tym fanfik jest ładnie napisany pod względem językowym.

 

Czy widać, że „Nie ma tego złego” jest fanfikiem konkursowym? Nie widać. Nie ma tutaj nadmiernych skrótów fabularnych albo uproszczonej logiki zachowań bohaterów. Jest to fanfik, natomiast urwany. Przez większość czasu mam wrażenie, że akcja nie zmierza donikąd, że jest to taka długa ekspozycja jednej postaci. Potem pojawia się nagle zebra, która ma chyba zadatki na pogromcę wampirów i… fanfik się kończy. Przecież to nie jest skończona opowieść. Tag „Przygoda” w ogóle nie jest wykorzystany. Dlatego lepsza z tego komedia (i tak oceniam ten utwór, jako próbę napisania czegoś śmiesznego), chociaż nie jest to utwór tak oznaczony niż „przygoda”, chociaż jest to fanfik tak otagowany. 

 

Czy polecam? Fanom wampirów i owszem. Czy jest to materiał na „Epic” albo „Legendary”? Po pierwszym (i jedynym) rozdziale nie dałbym tej oceny.

Edytowano przez Obsede
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×
×
  • Utwórz nowe...