Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Darkbloodpony

Baśnie i mity z Hollow Shadles [Seria] [Slice of Life] [Adventure] [Mit] [Baśń] [Bajka] [Legenda]

Recommended Posts

Witam Chciałbym przedstawić wam rezultat małej eksperymentalnej serii krótkich opowiadań pisanej na luźno. Pomysł jest prosty i jest próbą rozszerzenie kultury batponych o bajki, baśnie, mity, legendy itp... W końcu pośród każdej nacji istnieją opowieści przekazywane z ust do ust, spisane baśnie oraz legendy. Dlaczego batpony nie miałyby mieć własnych? 
Oto kilka z nich (na razie jedna :-) ) , których udało mi się spisać. 


Srebrny dzbanek #1 [Oneschot] [Slince of Life] [Bajka]

 

Addonis & Zirana #2 [Oneschot] [Slince of Life] [Legenda]

 

 

W tej serii jestem bardzo otwarty na propozycję dotyczące tematu, więc jak ktoś ma jakiś pomysł proszę śmiało pisać.  

Edited by Darkbloodpony
  • Upvote 2
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jako dzieciak namiętnie zaczytywałem się w różnej maści mity, legendy i klechy (ot takie wrodzone zamiłowanie do fantastyki), toteż mam pewne pojęcie o gatunku "baśni". Ogólnie jest to specyficzny gatunek nastawiony na "edukację i wychowanie" poprzez przekazywanie pewnych morałów w swojej treści.

No i nie jestem pewny czy bajka w której królewna puszcza się na boku z jakimś kuchcikiem ma przesłanie, które Night Wing chciałby przekazać swoim źrebakom (nawet jeśli dzięki temu baśń jest ciekawsza bo przełamuje schemat typowy dla baśni), poza tym jest to ciekawa reinterpretacja i skucykowanie typowych baśniowych motywów. 

No i dochodzi do tego specyfika Equestrii, w tym świecie każda "baśń" okazuje się w jakiś sposób prawdziwa. Daring Do, Filary Equestrii, a nawet historie z komiksów, to wszystko w serialu okazywało sie rzeczywistością. Dlatego taka bajka mogłaby stanowić dobry punkt wyjścia do pełnoprawnej historii gdzie bohaterowie szukają tego srebrnego dzbanka. ;)

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jestem kimś, kto zaczytywałby się w bajkach/baśniach, ale postanowiłem zerknąć.

 

Generalnie patrząc na sam styl autora, nie mogę powiedzieć by był w jakikolwiek sposób porywający czy wyrafinowany, ale też absolutnie nie określiłbym go jako zły. Po prostu - przeciętny. A może to ja miałem podczas czytania zbyt surowe podejście, bo ostatnimi czasy naczytałem się setki stron Hoffmana... :rarity3: Co do fabuły "Srebrnego dzbanka" mam mieszane uczucia. Z jednej strony plus za zakończenie, które na swój sposób miało nieco oryginalności, bo jednak w przypadku "księżniczek zakochanych w prostych postaciach" mamy do czynienia z tzw. "nieszczęśliwą miłością" i surowym ojcem-królem. Z drugiej jednak strony, historia ta nie była dla mnie w żaden sposób porywająca, a do pewnego stopnia wręcz mocno przewidywalna. Myślę, że zabrakło jakiegoś zagłębienia się w nią, większego rozbudowania, bo kończy się bardzo szybko.

 

Podsumowując: mnie nie porwało, ale to w dużej mierze kwestia gustu, toteż jeśli autor zdecyduje się napisać coś jeszcze z tej serii, to pewnie się temu przyjrzę. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Musze przyznać, że była to bardzo przyjemna, krótka baśń. W sam raz na dobranoc ;) Napewno na plus zasługuje wstawienie ojca, oraz trójki dzieci, któa komentuje i trochę dokazuje. Niby takie nic, które można by pominąć, ale dodaje trochę uroku do samej baśni. Choć może nie ułatwiać pisania kolejnych baśni. Bo liczę, że będą kolejne. 

 

Co do samej baśni o magicznym dzbanie i turnieju rycerskim, to jest to motyw bardzo ciekawy. Do tego jak najbardziej pasuje moim zdaniem do uniwersum. Zwłaszcza to wyjście w stronę miłości księżniczki i kuchcika, oraz samo rozwiązanie całej historii. I nie do końca się zgodzę z poprzednikiem, że taki romans niekoniecznie jest dobrym przesłaniem. Spojrzałbym na to raczej z perspektywy, że księzniczka sama znalazła sobie szczęście (no chyba, że kuchcik okazał się mieć coś za uszami). 

 

Jeśli chodzi o część techniczną, to było dość dobrze. Dołożyłem sugestię czy dwie, ale to naprawdę nic wielkiego. Oczywiście mogłoby być lepiej, ale to pewnie z czasem. 

 

Ogólnie polecam jako krótką, odprężającą lekturę i chętnie zobaczę jeszcze jedną czy dwie baśnie o kucoperkach. 

 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Koncepcyjnie, seria opowiadań opierających się na lokalnych bajkach, baśniach i mitach, przeplatana z wydarzeniami „w czasie rzeczywistym”, to dosyć duży potencjał, również na światotworzenie. Lokalny folklor, który tłumaczy co niektóre zwyczaje kucoperzy, ich przekonania, ale i uprzedzenia, nadając Hollow Shades niepowtarzalny klimat, czyniąc ze znanej z serialu lokacji miejsce z odrębną mitologią, do pewnego stopnia historią, z własnymi bohaterami, przesądami, duchami, obchodami... No, mogło być ciekawie.

 

A tymczasem, okazało się, że wizja autora jest dużo prostsza i najwyraźniej nie interesuje go szersze rozbudowanie Hollow Shades wraz z jego społecznością, wzbogacenie tegoż miejsca o rzeczy, o których już wspominałem. Po prostu mamy do czynienia z lekką, niezobowiązującą i radosną twórczością, w której to trójka rodzeństwa, w postaci Rubby, Stealtha i Aster, w wyniku różnych okoliczności – czy to opowiadanka do poduszki, czy też gorączka – zapoznaje się z poszczególnymi bajkami, baśniami, czy legendami, które to rzucają nieco światła na to, co wydarzyło się w przeszłości, co być może ma jakieś przełożenie na to, jak wygląda świat obecnie. No, tutaj spoglądam bardziej w stronę „Addonisa i Zirany”, ale myślę, że mają już Państwo pojęcie, co tym razem zaserwował nam autor ;)

 

Cóż, o ile ta pierwsza koncepcja wydaje mi się bogatsza, a na pewno stwarzająca szersze pole do popisu oraz dająca nieco bardziej ambitne cele do zrealizowania, to jednak zwykła rozrywka to też fajna i potrzebna sprawa, a jeśli przy okazji autor stworzy odpowiedni nastrój, to chyba nie będzie na co narzekać, a jedynie przyklasnąć i oczekiwać na kolejne kawałki tekstu, prawda? :D

 

Rzućmy zatem okiem, co fabularnie mają do zaoferowania dwa pierwsze kawałki, czyli „Srebrny dzbanek” oraz „Addonis i Zirana”.

 

Srebrny dzbanek” niespecjalnie bawi się w introdukcję, czytelnik z miejsca trafia do domostwa wspomnianego wyżej rodzeństwa, dosyć szybko orientuje się też, jak będą tytułowe baśnie i mity skonstruowane – akcję będziemy śledzić na dwóch płaszczyznach, czyli z losami Rubby, Stealtha oraz Aster (niekoniecznie występujących równocześnie) oraz ich rodzicieli przeplatać się będzie akcja danej bajki, czy baśni, w zależności od tego, co komu wpadnie w kopyta. Z jednej strony, jest to całkiem elastyczna struktura, która umożliwia prowadzenie dwóch wątków i żonglowanie nimi, toteż autor nie ryzykuje, że znudzi czytelnika, dodatkowo, zwięzła forma wydaje się stanowić dodatkowe zabezpieczenie, a my możemy spodziewać się wartkiej akcji oraz wrzucanych między wierszami komentarzy rodzeństwa, tudzież analogii pomiędzy wydarzeniami opisywanymi w danej opowiastce, a tymi, które przytrafiają się kucoperzom w świecie realnym.

 

To znaczy, mogło tak być. W „Srebrnym dzbanku” niekoniecznie to jest na rzeczy, jako że bajka w zasadzie nie ma nic wspólnego z akcją w rzeczywistości i stanowi po prostu zwykłą opowiastkę na dobranoc. Szkoda, troszkę niewykorzystany potencjał, ale ok, to wszakże pierwsza część serii, podejrzewam, że Darkbloodbony potrzebuje czegoś na zajawienie klimatu, rozkręcać będzie się potem ;)

 

Wprowadzenie okazuje się całkiem sympatyczne i fajne jest to, że dzieciaki dokazują sobie nawzajem, są energiczne, najchętniej jeszcze by poharcowały, skoro dzień jeszcze młody, ale cóż, rodziciel nakazuje położyć się spać, no to trzeba. Miła sprawa, pasująca do klimatu serialu, no i ogólnie solidne wprowadzenie do pierwszej bajki, o tytułowym srebrnym dzbanku. W gruncie rzeczy, historyjka ta jest bardzo prosta i również jakoś-tam wpisuje się w serialowe realia. Oto poznajemy władcę pewnej krainy, rezydującego w zamku Mitblood króla Sallema II-go, który to król przez lata sprawowania urzędu zdążył zgromadzić niewyobrażalne bogactwa, w tym tytułowy srebrny dzbanek, który, jeśli napełnić go wodą dokładnie w porze pełni księżyca, pozwala właścicielowi zaczerpnąć ambrozji, dawnego napoju alikornów. Jaką owa ambrozja ma właściwość? Ano pozwalała królowi podejmować najkorzystniejsze decyzje, dzięki czemu konsekwentnie unikał wojen, kryzysów, prowadząc kraj ku dobrobytowi.

 

Jednakże pewnego razu król postanawia w blasku pełni księżyca zaczerpnąć ze srebrnego dzbanka, by dowiedzieć się, co powinien uczynić, by jego jedyna córka – księżniczka Nasi, oczko w głowie tatusia – była po wsze czasy szczęśliwa. Jak to w bajkach bywa, okazuje się, że gwarancją szczęścia młodej Nasi jest poślubienie odpowiedniego ogiera, najodważniejszego w królestwie. Ale gdzie Sallem miałby szukać najlepszego kandydata? W tym celu, postanawia ogłosić fakt zamążpójścia Nasi, coby szlachetnie urodzeni kandydaci zaczęli spływać do zamku, by wziąć udział w trzech próbach – ognia, wody i cienia. Pomyślne ukończenie wszystkich prób winno wyłonić idealnego kandydata, który uczyni Nasi szczęśliwą, już na zawsze.

 

Tak przedstawia się zarys fabularny, oczywiście przemilczałem kilka szczegółów, po to, by nie zdradzać Państwu od razu całej fabuły, jako że rozwiązanie zagadki... wydało mi się na swój sposób błyskotliwe i o ile nie był to zwrot akcji stulecia, o tyle zawiera się to w szeroko pojętej konwencji i zadziałało. Nawet doszukiwałbym się w tym wszystkim małego morału, czyli...

 

Spoiler

...droga życiowa dziecka, to jest decyzja dziecka i to niech dziecko określa co daje mu/ jej szczęście i samo/ sama decyduje o sobie, skoro to jest jego/ jej jedno, jedyne życie.

 

Jasne, nic nowego ani przełomowego, w sumie, już to gdzieś słyszałem, chyba również widziałem, ale z tego, co pamiętam to również była bajka...

 

Spoiler

...też był król, księżniczka, mocni rycerze, bogaci szlachcice i ten nieciekawy, ubogi śmiałek, który jednak wykazuje się nadzwyczajną odwagą, sprytem, nie wspominając już o autentycznym, bezwarunkowym uczuciu. Znajome wątki oraz archetypy postaci.

 

Ogółem, czytało się to w porządku, był wyczuwalny pewien bajkowy, lekko serialowy klimacik, to jak najbardziej ok. Jednakże, bez rewelacji. Jasne, nie każde opowiadanie musi być przełomowe, czy wstrząsające, tekst może być przecież zupełnie zwyczajny i tym właśnie cieszyć oko czytelnika, jednakże w przypadku „Srebrnego dzbanka” miałem wrażenie czysto rzemieślniczej pracy, tu i ówdzie dostrzegam pewne przebłyski, które mogą świadczyć o tym, że autor naprawdę próbował, miał więcej pomysłów, ale oceniając całościowo, tekst kończy się bez szczególnych emocji. Jest w porządku, ale tylko w porządku. Trudno powiedzieć o nim coś więcej, poza tym, że forma wydaje się... tak jak cały tekst – w porządku, aczkolwiek przyuważyłem kilka dywiz w miejscach, gdzie powinny być półpauzy. Poza tym, zdarzają się powtórzenia, np.:

 

Cytat

„Król najchętniej użyłby w tym celu srebrnego dzbanka, jednak do pełni brakowało tygodnia, a zamkowych zapasów brakowało.

 

Jednocześnie, widać pewne potknięcia w stylistyce, ale nie jest to nic, co z miejsca rozprasza, czy też powoduje szczególnie negatywne wrażenia. Tym bardziej, że to przecież krótki, niezobowiązujący tekst, jak resztą określił to sam autor – pisany na luźno. Można przymknąć oko... tym razem ;)

 

W ten sposób chciałbym przejść do „Addonisa i Zirany”, acz poczekać z omówieniem fabuły oraz samego fika, coby zostać jeszcze trochę przy formie. Ponieważ, w porównaniu do „Srebrnego dzbanka”, to niemalże jak niebo i ziemia. Niemalże. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale w drugim opowiadaniu znalazłem masę błędów i aż dziwi mnie to, że najwyraźniej umknęły one uwadze autora. Fakt, że opowiadanie jest całkiem krótkie, powoduje, że wyskakują one często i gęsto, no i tym razem owszem, rozpraszają uwagę czytelnika. Poniżej trochę przykładów.

 

Cytat

„Rozległ się przeciągłe bulgot, połączony z mlaskaniem podczas pękania bomblów z bajora.”

 

Jeden z pierwszych błędów ortograficznych, jakie ujrzymy rozpoczynając lekturę. Powinno być „bąblów”, jeżeli już, a najlepiej „bąbli”, odmieńmy to poprawnie.

 

Cytat

„Klaczka nie znosiła horować.”

 

„Chorować”, przez „ch”.

 

Cytat

„Źrebię sięgnęło po leżącą obok sześcian z kolorowymi kwadratami ułożonymi przy sobie.”

 

Po „leżący” sześcian, to jest on.

 

Cytat

„Któregoś dnia w pradawnych czasach, nie pamiętanych nawet przez nawet najstarszych alikornów.”

 

Powtórzenie, pewnie pozostałość po wersji alpha/ beta opowiadania. Albo coś, co umknęło autorowi w pisarskim ferworze ;)

 

Cytat

„Bramę wąską, zabarykadowaną wrotami strzegły dwa posongi przedstawiające iglice z wbitymi wewnątrz ostrzami.”

 

OK, tutaj autentycznie nie wiem, skąd się to wzięło, co się stało :wut: „Posągi”.

 

Cytat

„Ziranae ten widok przeraża jednocześnie pociągając. Ciekawość Ishrance rozbudziła się z każdą mijającą sekundą.”

 

Coś tu jest bardzo nie tak ze stylistyką. Po pierwsze, „Ziranę”, a po drugie, w pierwszym zdaniu z jakichś powodów mamy czas teraźniejszy, a w następnym przeszły (czyli tak, jak powinno być, oceniając po całokształcie fanfika), lecz formy zostały dobrane źle, przez co zdanie brzmi fatalnie. Może byłoby lepiej, gdyby znalazło się tam coś al'a: „Widok ten przerażał i jednocześnie pociągał Ziranę. Ciekawość Ishranki rosła z każdą mijającą sekundą.”

 

Sugerowałbym autorowi powrócić do tekstu i wypatrzyć podobne fragmenty, a następnie lekko je przebudować. Powinno pomóc ;)

 

Cytat

„(...) po czym przypieczętował zwycięstwo przygnieceniem podeszwom rywala do piachu.”

 

Poza stylistyką (konkretnie – dziwnym szykiem), wydaje mi się, że powinno się tam znaleźć „podeszwą”.

 

Cytat

„Wnętrze przywitało klaczkę chłodnym powiewem z kojarzącym się kucykowi z ojcem zapachem starego papieru.”

 

Kolejne kiepsko brzmiące, dziwnie skonstruowane zdanie, którego drugiej szczęści nie za bardzo rozumiem :stare: Chłodny powiew kojarzył się jej z ojcem, czy z zapachem starego papieru? Czy z tym i tym? Coś tam jest nie tak.

 

Cytat

„Batpony wybrała najgrubsze tomisko stojące obok powieści szerokich w czarnej obwolucie i położyła księgę na podłogę. Następnie sięgnął w głąb powstałej luki i nacisnął powierzchnię ściany, która utworzyła kwadrat wielkości podeszwy dorosłego kucyka, po czym zapadła się w głąb. odsłaniając schowek.”

 

Po pierwsze, mam wątpliwości odnośnie używania formy „batpony”, myślę, że nasze, polskie „kucoperz”, „kucoperka” sprawdziłoby się lepiej. Niekonsekwencja w wykorzystywanym rodzaju – batpony najpierw „wybrała”, a w kolejnym zdaniu „sięgnął”, dobrze by było obrać jeden rodzaj i jego się trzymać, przynajmniej na rozpiętości całego akapitu. Pod koniec mamy kropkę zamiast przecinka. Plus, brakujące przecinki, tu i ówdzie.

 

Cytat

„Klaczka zamknęła szufladę, schował klucze i upewniwszy się, że nie pozostawiła śladów. Wróciła pod kołdrę.”

 

Tak jak powyżej, przez całe zdanie mamy rodzaj żeński, ale raz występuje męski - „schował”. Ale tym razem mogła to być zwykła literówka, zdarza się :rdblink:

 

Cytat

„ー Na co czekasz sistro?”

 

Brakujący przecinek, zjedzona literka.

 

Cytat

„Dali początek istotą zwanymi alikornami (...)”

 

„Istotom” :celgiggle:

 

Tak to wygląda. Generalnie, forma jestbardzo niedopracowana, miejscami troszkę jakby opowiadanie było pisane zbyt szybko, tudzież na jeden raz, bez ponownego przeczytania i sprawdzenia przez autora. Na przyszłość, myślę, że jeżeli nie uda się samodzielnie wyłapać wszystkich potknięć, warto by było zapytać kogoś o pomoc, mały prereading tudzież korektę. Większość błędów jest dosyć banalna (tj. moim zdaniem) i myślę, że wystarczy ponowna lektura przed publikacją, żeby je wyłapać i poprawić, natomiast co do stylistyki, szyku, myślę, że tutaj mógłby pomóc ktoś z zewnątrz.

 

To by było na tyle, jeśli chodzi o formę. A jak fabuła? Cóż, tym razem, sub-wątkiem jest gorączka Rubby, przez którą ta musi zostać w domu, jak się okazuje, zupełnie sama. Ponieważ nie do końca jej idzie z kostką rubika, postanawia poszukać czegoś do czytania, dla zabicia czasu. Padło właśnie na tytułowy mit, traktujący o dwóch, najwyraźniej przeciwstawnych do siebie krainach – Ishrandzie oraz Hontlandzie – z których wywodzą się w jakimś sensie przeciwstawne do siebie gatunki, czyli odpowiednio Solefaluny oraz Stallionowie (Acz tutaj zapytam – czemu nie jakaś bardziej oryginalna nazwa dla tych ostatnich?). Jak się niebawem dowiadujemy, granica między tymi krainami, pod groźbą wojny, jest nieprzekraczalna dla zamieszkujących je istot, za wyjątkiem jednego, specjalnego czasu, kiedy oba gatunki wspólnie biesiadują. Ale poza tym, przekroczenie granicy grozi śmiercią. Jak nietrudno się domyślić, tytułowi bohaterowie decydują się popełnić grzech ciekawości i przejść między światami. Jak próbowali się zakamuflować? Czy zostali wykryci? Jakie konsekwencje zrodził ich występek? Odpowiedzi na te pytania szukajcie w tekście ;)

 

Ogółem, początkowo miałem silne skojarzenia z mitologią grecką/ rzymską, ale sam nie wiem konkretnie dlaczego. W każdym razie, to wystarczyło, by zachęcić do dalszego czytania, chociaż bardzo mi przeszkadzały napotykane błędy. Koncepcyjnie, to nawet niezła historia, natomiast fakt, że Rubby otrzymała nieco więcej czasu antenowego i ma ona własny sub-wątek, przeplatany z historią zawartą w micie, urozmaica nieco ten niedługi kawałek tekstu i bardzo dobrze. Niemniej, mam bardzo podobne wrażenie, co przy okazji „Srebrnego dzbanka”, czyli trzymało się mnie wrażenie rzemieślniczej roboty, na pierwszy rzut oka nawet niezłej, ale tylko niezłej.

 

Czy opowiadaniu towarzyszy jakiś rodzaj nastroju? Chyba tak, ale tym razem głównie przy okazji wstawek z Rubby. Taka delikatna, serialowa otoczka, niby nic szczególnie wyrazistego (No cóż, saga „Owsa na tysiąc sposobów” to to nie jest, ale może, gdyby seria poszła dalej...?), ale daje się poczuć i również wnosi swoje do całokształtu. To jednak zbyt mało, by odbiorca pozbył się wrażenia rzemieślniczej roboty.

 

Na plusik mogę odznaczyć też to, że pod koniec mit nawiązuje do historii Equestrii oraz pochodzenia alikornów. Podobnie jak to, że finalnie okazuje się, że zbiór mitów został wypożyczony z biblioteki przez brata Rubby, Stealtha, celem napisania wypracowania, za które zresztą otrzymał całkiem dobrą ocenę. Drobne szczegóły, które na sam koniec ubarwiają fanfik, robią robotę, ale wielka szkoda, że tego typu smaczków nie znalazło się w treści więcej. Wówczas być może drugie opowiadanie z serii oceniłbym wyżej, niż poprzednie... Ale póki co, powiedziałbym, że są równe sobie, gdyby nie to, że „Addonis i Zirana” ma aż tyle widocznych błędów, ortograficznych, interpunkcyjnych, stylistycznych, you name it.

 

Ogółem, czy seria ma przyszłość? Jak najbardziej. Wyobrażam sobie kolejne historie, nie tylko bajki czy mity, nawiązujące do znanych, zakorzenionych na dobre w kulturze dziełach i podaniach, ale również lokalne miejskie legendy, czy przesądy, przechodzące z pokolenia na pokolenie drogą przekazów ustnych, a to wszystko, np. w ramach biwaku, przerwy między lekcjami, tudzież innych codziennych aktywności, w których znajome rodzeństwo mogłoby brać udział. Może gdyby częściej nawiązywać do historii Equestrii, alikornów, magii, wspominać o legendarnych artefaktach, zapomnianych miejscach, zadziwiających istotach, a może i od czasu do czasu nawiązywać do czegoś niepokojącego... Zależy, mogą to być typowe opowiadania o charakterze bajki, baśni, mitu, przesądu, a może być coś a'la straszna historia, znana lokalnej społeczności, opowiadana niepokornej dzieciarni, by zachowywała się porządnie i grzecznie. Możliwości jest mnóstwo i wydaje się, że autor mógłby pisać i pisać, przedstawiając coraz to nowe opowieści, jedne niezwiązane ze sobą nawzajem czy z czymkolwiek, drugie nawiązujące do siebie, trzecie przybliżające dawne wierzenia o pochodzeniu alikornów, Equestrii, tudzież jej sąsiadów, a jeszcze inne poświęcone folklorowi Hollow Shades, takie stare opowieści, podejmujące różne sprawy związane z regionem, jej społecznością, itd.

 

W sumie, raz po raz można rozszerzać obsadę bohaterów i tak do Rubby, Stealtha oraz Aster, mogliby z czasem dołączyć różni koledzy, koleżanki, kuzyni i inni. Zdecydowanie, jest niemałe pole do popisu. Co prawda nie można tego samego powiedzieć o możliwościach kreacji postaci, niemniej uważam, że pisząc je detalami, poprzez cechy charakterystyczne, specyficzne dla każdego z osobna maniery, czy nawyki, można wykreować odróżnialne od siebie charaktery. Na pewno warto spróbować, czemu nie? :D

 

Ogółem, na razie bez rewelacji, jest nad czym pracować i co poprawiać, acz w tym wszystkim nie ma tragedii. Tylko mocno po rzemieślniczemu. Ale pomysł ma potencjał i pozwala realizować przeróżne rzeczy. O ile autor nie porzucił projektu, jestem ciekaw, co jeszcze mógłby nam zaprezentować w ramach kolejnych legend, czy mitów. No i czy w miarę upływu czasu będzie widoczny postęp, nie tylko w materii spraw technicznych, ale również realizacji swoich koncepcji, tudzież kreacji postaci, czy okazjonalnego światotworzenia. Jestem otwarty na kolejne kawałki tekstu, no i życzę powodzenia w ich pisaniu :)

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...