Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Lunatic vs Jonah  

2 members have voted

  1. 1. Kto zwyciężył w tym pojedynku?

    • Lunatic
      0
    • Jonah
      2


Recommended Posts

To była jedna z największych i najbardziej okazałych aren. Znakomici architekci projektowali ją dość długo tylko po to, aby całymi tygodniami wykłócać się z dekoratorami wnętrz o wystrój tego pomieszczenia. Ktoś mógłby powiedzieć, że architekt, który "tylko" projektuje nie powinien się martwić o sprawy estetyczne... Możliwe, ale nie w tym przypadku, bo NIKT nie przechodzi obojętnie obok takiego obiektu! Nawet budowniczy mieli własne uwagi i spostrzeżenia dotyczące spraw wystroju!

 

Mając za sobą wszystkie dość dziwne i niecodzienne dyskusje ze wszystkimi osobami zamieszanymi w budowę tejże areny Hoffman sięgnął do kieszeni i wydobył z niej sporych rozmiarów klucz.

 

Po prostu nie mógł być większy...

 

Kilka sprawnych ruchów i zębatki zaskoczyły uruchamiając drugi mechanizm, który powolutku otworzył masywne i bogato zdobione wrota, co z kolei wprawiło w ruch kolejne koła zębate które należały do mechanizmu otwierającego okna w suficie areny. Po chwili do areny wpadły promienie Księżyca które przechodząc przez specjalny pryzmat rozdzieliły się zasilając lewitujące lampiony, które z kolei...

 

Nah, starczy już tej epickości. Jeszcze przyćmię tym wstępem wojowników oraz ich starcie, a to ono ma być gwoździem programu. Ekhem...

 

 

eclipse_eternia_by_atryl-d59hklw.png

 

 

Panie, panowie, klacze, ogiery, smoki, zebry, gryfy, gobliny, orki, hydry, mantykory... Ekhm... Przepraszam, znów przedawkowałem "hirołsy".

Oto przed Państwem po raz kolejny staje Lunatic - magiczny wojownik posługujący się magią światła i iluzji. Ten jednorożec walczy już drugi raz na naszej arenie i jako absolwent Szkoły dla Utalentowanych Jednorożców, posiadający niemałe doświadczenie żywi nadzieję, że to starcie będzie zdecydowanie bardziej emocjonujące niż jego ostatnia potyczka. Co tu dużo mówić, to nawet więcej niż pewne, gdyż jego oponentem w tym starciu będzie Jonah - szesnastoletni wojownik potrafiący stapiać się z cieniem, obdarzony umiejętnością bezszelestnego poruszania się, złodziejski fach ma w małym palcu. To właśnie złodziejskie praktyki, konflikty z gildią i inne przeciwności losu doprowadziły go do odkrycia swojej mocy. Chciwości. Jak powszechnie wiadomo, żądza i chęć posiadania czegoś i nieustannego powiększania swojego majątku potrafi pchnąć delikwenta do czynów do których normalnie nie byłby zdolny. To potężna moc. Godna mocy Lunatica.

 

Nie zapomnijcie o zasadach i walczcie całą swoją mocą. Jak ustaliliście, na każdego z Was przypada piętnaście odpowiedzi. Dobrze je wykorzystajcie.

 

Powodzenia!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pewnym, choć wciąż bezszelestnym, krokiem wszedł na arenę. Oczom zebranych ukazał się młodzieniec o ciemnej karnacji choć włosy miał białe niczym śnieg. Wielu drwiło w Gildii z niego, wszak takie umaszczenie ujawniało go nawet w najciemniejszych mrokach. I szybko musieli przełykać własne słowa gdy ten im znikał z widoku. Podszedł do jednej ze ścian gdzie widocznie jedna z lampek nie wydalała bo u skraju areny powstało trochę cieni. I kiedy zarzucił kaptur na głowę, niektórzy mogli by stwierdzić że Jonah zniknął. Lecz kiedy wysilili wzrok mogli stwierdzić że jednak chłopiec stoi tam, gdzie pierwotnie zniknął im z oczu. I tak oparty o ścianę czekał na swojego przeciwnika. Zaś pod jego stopami zaczynała zbierać się kupka złota, monet i innych drobiazgów. Ciekawiło go kiedy publiczność areny zauważy że zaczynały im znikać kosztowności.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lunatic był w głębokim skupieniu. Za ogromnymi wrotami, które niewzruszenie stały przed nim, miała się odbyć jego druga walka na magię. Pierwsze doświadczenie nie pozostawilo dobrych wspomnień, pomimo faktu iż wtedy wygrał. Jednak młody jednorożec czuł niedosyt, ponieważ tamto zwycięstwo było jedynie formalnością! Jego przeciwnik po prostu zniknął, i przez swoją długą nieobecność przegrał walkowerem! Dla Lunatica taki obrót spraw był niedopuszczalny i miał on nadzieję, że tym razem walka będzie się toczyć od początku do samego końca, gdzie zwycięsca zapracuje na swój triumf!

 

Pozostawała jeszcze kwestia wejścia. Poprzedni pojedynek nieco się opóźnił, ale to wszystko była wina tej po tysiąckroć przeklętej mantikory! Niechcąc powtarzać poprzednich błędów, Lunatic tym razem zajwił się bardzo wcześnie przed wyznaczoną godziną rozpoczęcia. Dzięki temu mógł obmyśleć plan na zaskarbienie sobie przychylności widowni już na samym początku starcia!

 

Wybrał kilka iluzjonistycznych zaklęć ze swojego repertuaru, odpowiednio je posegregował i ustalił w jakiej kolejności je rzucić, aby uzyskać najlepszy efekt. Gdy Lunatic usłyszal zapowiedź Hoffmana, kasztanowy ogier uznał że pora wcielić swój plan w życie.

 

- No to jazda z tym koksem!

 

http://www.youtube.com/watch?v=RQDFNYv1YaE

 

Publiczność zebraną, aby obejrzeć kolejny magiczny pojedynek przywitała nagła ciemność, tak nieprzenikniona że nie można było zobaczyć czubka własnego nosa. Wokół zaczęły rozlegać się tajemnicze odgłosy, coś jakby... śpiew? Muzyka? Wtedy to na środku areny zapłonęły cztery płomienie, rozpraszając nieco panujący mrok. Między tymi małymi ognikami stała samotnie zakapturzona postać, a przed nią w magicznej poświacie lewitował prosty flet. Nie minęła chwila, gdy tajemniczy kucyk w kapturze zaczął grać (02:26 -> 03:26). Odgłos instrumentu oraz prosta, aczkolwiek piękna melodia, uspokoiły serca przesiąkniete lękiem przed ciemnością, dając nadzieję wszystkim zgromadzonym na arenie i podnosząc ich na duchu.

 

Kiedy flet umilkł, rozległ się donośny śpiew dzwonów, a do zakapturzonego ogiera dołączyło siedem pięknych klaczy (03:27 -> 04:20). Zabrzmiała nowa muzyka, skromna i pełna harmonii. Tajemniczy flecista oddalił się w cień, a klacze zaczęły tańczyć, ich ruchy płynne i pełne gracji jaką rzadko można zobaczyć, zgrane tak że tworzyły jedną harmonijną całość (4:25 -> 5:29).

 

Nagle muzyka nabrała tempa, zagrzmiały bębny, a na scenę wyskoczył Lunatic! (5:46) Odgłos jego kopyt uderzających w szybkim rytmie o twardą posadzkę sprawiły, że widownia zawiwatowała w euforii, ich krzyki tylko dodawały pikanterii do całego spektaklu. Przy rytmicznym dźwięku skrzypiec jednorożec stepował, wyczynijąc niesamowite akrobacje, jakie prawdopodobnie tylko doświadczeni tancerze mieliby odwagę spróbować. W końcu Lunatic stanął w miejscu, kończąc swój solowy występ, ale wtedy widzowie otrzymali kolejna dawkę doznań, kiedy do ogiera tanecznym krokiem dołączył tłum kucyków i wszyscy zaczęli razem i równo stepować, jak jedna istota (6:46 -> 7:57). Taki pokaz sprawił, że tłum oszalał wręcz z zachwytu, wnioskując po ogłuszających owacjach jakie dostali wykonawcy były jakimkolwiek znakiem.

 

Lunatic zrobił ostatni gest głową, jego róg zalśnił, i w odgłosie gromu wszyscy tancerze oraz sceneria zniknęły, jak sen który właśnie się zakończył (8:24), zostawiając jednorożca samego na samym środku areny, wciąż oklaskiwany przez widownię.

 

- Dziękuję kochani! Jesteście wspaniali, najlepsza widownia jaką miałem! - Lunatic był dumny ze swojego występu, dziękując w duchu swojej kuzynce, która nauczyła go kilku kroków tego tańca, dzięki czemu cała iluzja miała tak znakomity efekt. Teraz jednak nie czas był na pławienie się w pochwałach od fanów, ponieważ jednorożec wiedział już, że jego przeciwnik jest na arenie.

 

- Wiesz, że nieładnie jest kraść, prawda? - Lunatic skomentował, widząc  kosztowności u stóp Jonah'a. - Czas odpokutować za to niegodne zachowanie. Rezus Solemn! - Z rogu kasztanowego jednorożca wystrzelił świetlisty pocisk magicznej enrgii, który pomknął z zawrotną predkością w stronę oponenta.

 

yg2.gif

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jonah patrzył na występ z rozbawieniem. Całość nie zrobiła na nim wrażenia, niejeden dom schadzek w jego stronach oferował więcej. Nie żeby sam Jonah z nich korzystał, nic z tych rzeczy. Lecz niejedno miejsce się okradało to i na wystrój można było rzucić okiem.

Jego przeciwnik po zniesieniu iluzji zechciał go uczyć o tym co wolno a co nie.

 

Wystrzelony pocisk znikł w powietrzu. Zwyczajnie, w jednej chwili tam był, w drugiej już go nie było. Jonah uśmiechnął się pod kapturem. Jeśli jego przeciwnik planował iść z nim w otwarte zawody siły, to będzie się musiał nieźle namęczyć.

- Raktis.

Słowo wypowiedziane szeptem, prawie że bezgłośnie. I jego dłoń zaświeciła. A kiedy wystawił ją w kierunku przeciwnika, z samej dłoni wyleciały setki świetlistych kul, złudnie podobnych do pocisku Lunatica. Do tego obok kupki kosztowności, na arenie zaczęła pojawiać się kupka piasku.

Edited by Zegarmistrz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lunatic spojrzał na grad pocisków jaki szybko zdąrzał ku niemu. Pomimo oczywistego zagrożenia, ogier nie wykazywał oznak wielkiego przerażenia.

 

- Heee... Mogą być kłopoty, gdyby coś takiego mnie trafiło - powiedział bez większych emocji. Następnie uśmiechnął się szeroko do swojego przeciwnika. - Dobrze, że mnie tu w ogóle nie ma!

 

Po tym stwierdzeniu jego postać rozpłynęła się w powietrzu, tuż zanim pociski uderzyły w miejsce, w którym przed chwilą stał. Jonah był zdziwiony takim obiegiem spraw, szczególnie że nie mógł nigdzie dostrzec jednorożca. Nie zauważył kiedy ten zakradł się do niego pod osłoną zaklęcia niewidzialności oraz niewykrywalności. Wada tych dwóch czarów polegała na tym, że Lunatic nie mógł atakować pod groźbą ujawnienia własnej pozycji. Dlatego chciał najpierw zająć bardziej dogodną pozycję.

 

- Tu jestem - szepnął cicho, a zanim Jonah mógł zareagować jednorożec uderzył go mocnym kopnięciem tylnymi nogami, posyłając przeciwnika kilkanaście metrów dalej, a nastepnie znów skupił energię w rogu, który zalśnił złotym światłem.

 

- Uniknąłeś jednego z moich magicznych pocisków, to co powiesz na kilka na raz! Lumus Sagitta!

 

Z rogu Lunatica wystrzeliło kilkanaście szybkich i silnych świetlistych strzał, które niczym piranie rzuciły się w stronę wciąż bezwładnie lecącego Jonah'a.

 

Heaven-Arrows.gif

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odległość zero. Strzał z przystawienia. Jego przeciwnik miał pewne interesujące umiejętności, ale dał się nabrać jak mało który nowicjusz.

 

- To siła Chciwości - głos nijak nie dochodził od lecącego Jonaha. Właściwie, to zdanie zostało wyszeptane do ucha Lunatica. Co ładnie się zgrało z rozmazującą się w powietrzu iluzją chłopca.

I kiedy Lunatic zdziwiony mógł obrócić głowę, w dłoni Jonaha przystawionej do boku kuca nastąpił wybuch.

Sporo dymu pokryło arenę. Wykorzystując ten element Jonah ukrył się we wcześniej stworzonym dole. Wbrew pozorom maskowanie to BYŁA jego specjalność, magia natomiast była tylko pomocnym dodatkiem do złodziejskiego fachu. Zastanawiał się jak szybko przeciwnik zrozumie że nie ma do czynienia z dzieckiem. Cóż, pozostaje nadzieja że wybuch choć trochę zaskoczył kuca. Nawet jeśli okaże się że ten też był iluzją, to dym pokrywający arenę udaremni szybkie zlokalizowanie Jonaha.

Miał też nadzieję że trucizna w dymie zrobi swoje. Mieszanka halucynogenna bywa co najmniej...denerwująca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ugh... moja śledziona... - Luntic jęknął, próbując utrzymać się na swoich czterech nogach. Ten ostatni manewr wyjątkowo mu nie wyszedł, a w dodatku dał się złapać jak naiwny źrebak! Jeszcze to dudnienie w głowie i posmak melona w ustach... jednorożec nie cierpiał melonów! Dlaczego to nie mogło być jabłko albo banan? Banany są dobre i mają potas.

 

Lunatic potrząsnął mocno głową, jego myśli zaczęły tracić sens, a to nigdy nie był dobry znak. Na szczęście, dzięki swoim podróżom, ogier znał pewną sztuczkę na takie dolegliwości, której nauczył się od pewnego szamana w Zebricani. Prosta inkantacja czterech słów, które potrafił wypowiadać nawet w tak osłabionym stanie.

 

- Zub. Zol. Zeb. Zag. - Efekt był prawie natychmiastowy, ciało jednorożca oczyściło się z toksyn, myśli przestały kłębić się w jego głowie jak rozszalała ławica ryb, a wcześniejsze obrażenia zostały w pewnym stopniu wyleczone. Była to jedna z dwóch wad tego zaklęcia, mogło ono oczyścić ciało z toksyn, ale leczyło tylko niewielki procent ran z czego wewnętrzne zawsze stawiały największy opór. Drugą wadą był czas, jako że nie mógł wypowiedzieć tych słów więcej niż tylko raz na dwa miesiące. Kiedyś spróbował dwa razy złamać tę zasadę, najpierw po tygodniu, a potem po miesiącu... Powiedzmy, że rezultat obu tych eksperymentów był taki sam - długie godziny spędzone w toalecie...

 

Wracając do pojedynku, Lunatic poszukał wzrokiem swojego przeciwnika, ale przez gęsty kurz i dym nic nie było widać, a poza tym z jakiegoś powodu nie chciał wejść tam osobiście go szukać. Jego instynkty kazały jednorożcowi trzymać się od tego dymu z daleka. Wymyślił więc inny fortel.

 

- Skoro nie wiem gdzie jest, to będę usiał go wykurzyć. Lumnus Arca! - Jak na komendę admirała, z rogu Lunatica wystrzelił w powietrze słup światła, który kilka metrów nad ziemią przybrał postać wielkiej, złotej łodzi. Gdy tylko się pojawiła z burt błysnęła kanonada, która objęła swoim zasięgiem niemal całą arenę. Co prawda jeden taki pocisk nie był groźniejszy od użądlenia pszczoły, ale biada temu kto znajdzie się na drodze setek takich małych pocisków.

 

npll.gif

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przezorność to naprawdę dobra cecha. Specjalnie kiedy nad głowa uderza ci cała kanonada. Zastanawiał się jak długo wytrzyma ten fragment gruzu który ukradł. I kiedy organizatorzy zauważą że w jednej z szatni brakuje sporego kawałka ściany. Przeliczył dokładnie czas.

- 3, 4, 5, 6, 7,

Liczył kolejne uderzenie serca. Spokojnie i z rozwagą. Zastanawiał się czy przeciwnik przesunął się z miejsca. Jeśli nie, to dobra jego, jeśli tak, cóż, jedna pułapka nie zmieni wyniku pojedynku, choć miał nadzieję, że jednak nie zostanie zmarnowana.

- 27, 28, 29...

Kiedy serce Jonaha uderzyło 30 raz u stup Lunatica eksplodowały kolejne ładunki. Tym razem jego nozdrza zalał słodki zapach truskawek i gruszek. I alkoholu. W granatach bowiem ukryte były mocno ugazowione perfumy wymieszane z przednim spirytusem.

I nie było by to groźne gdyby nie drugi ładunek, nie robiący nic więcej niż generowanie malutkiej iskry. W ciągu sekundy pachnąca mieszanka zamieniła się w istne inferno.

A w środku tego wszystkiego stał Lunatic.

 

Jonah bardziej poczuł wybuch poprzez drganie ziemi aniżeli usłyszał. W międzyczasie przeglądał pozostały sprzęt który udało mu się pozyskać od różnych osób. Zastanawiał się kiedy magowie odkryją, że brakuje im tego i owego w ich ekwipunku. Ciągle też kradł różne drobnostki różnym osobom, ciągle szukając tego jednego czegoś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przez chwilę była tylko cisza, kłęby kurzu oraz dymu. Wszyscy na widowni zastanawiali się, czy Lunatic rzeczywiście został pochłonięty przez tę ostatnią eksplozję, oraz czy była ona na tyle silna, że nie pozostał po jednorożcu żaden śl-...

 

- PALI SIĘ! MÓJ OGON SIĘ PALI!

 

Nagły wrzask przerwał ponury tok myśli, a wszyscy odwrócili się w stronę, z której dobiegały krzyki. Kasztanowy ogier jakimś cudem uniknął fatalnego losu, chociaż nie bez uszczerbku. Jak sam to przed chwilą wykrzyczał, koniec jego ogona rzeczywiście wyglądał na przypalony i wciąż wydobywał się z niego dym. Na szczęście Lunatic znalazł pękniętą rurę w łazience (ciekawe kto wyrwał ten kawał ściany?), z której strumieniami lała się woda. Szybko zgasił swój ogon, i bez większej zwłoki wrócił na arenę zgrabną teleportacją, która nawiasem mówiąc była przyczyną, dla której nie był teraz spaloną koniną.

 

Lunatic zaczął analizować przebieg pojedynku i nie wyglądało to dobrze. Jego przeciwnik był skryty, działał z ukrycia i miał wiele nieprzewidywalnych taktyk, zarówno ofensywnych jak i defensywnych. Walka bezpośrednia oraz próby wyciągnięcie Jonah'a na otwarte pole nie przyniosły rezultatu, a tylko stworzyły dla niego idealne warunki do ukrywania się. Trzeba było więc sięgnąć po inne środki i działać trochę mniej bezpośrednio.

 

- Phantasma Agminis... - szepcząc po cichu nazwę zaklęcia, Lunatic znów zniknął wszystkim z oczu, ale było w tym coś bardziej złowieszczego, coś upiornego.

 

Nazywamy się Legion... Bo jest nas WIELU...

 

Wśród chmur dymu i pyłu dało się słychać przerażający szept, raz po raz postać kucyka pojawiała się w kurzu, by zaraz potem rozwiać się razem z nią. Cały czas można było usłyszeć stukot wielu kopyt, o wiele więcej niż jeden kucyk mógłby wydobyć.

 

Wszyscy zaczęli się zastanawiać, jak dalej przebiegnie ten pojedynek...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jonah wyczuł zmianę. To jakby szósty zmysł który zaczyna cie kopać po żebrach w odpowiednim momencie. Wychylił się z kryjówki i po sprawdzeniu tego co dzieje się na zewnątrz postanowił działać. Sięgnął do kieszeni płaszcza i wyciągnął z niego kilkanaście kulek. Jakiś czas temu podwinął je jakiemuś facetowi w zbroi kiedy ten udał się na turniej. Wyrzucił po kilka z nich w rożnych kierunkach i samemu sobie rzucił granat dymny pod nogi. Iluzja iluzją, ale iluzja nie dawała widoczności. A tym prostym zagraniem Jonah wyrównał szanse. Szybko porozrzucał jeszcze kilka innych niespodzianek i sięgnął do pasa wyciągając stamtąd malutką kulkę ze śmigiełkiem. Patrząc przez jej "oko" widział arenę w dwóch kolorach - niebieskim tam gdzie temperatura była niska - i pomarańczowym, czyli tam gdzie teraz był jego przeciwnik. Iluzja nie działa na sprzęt, bo ten nie ma umysłu który można oszukać. Szybko namierzył poruszającego się przeciwnika i wysłał w powietrze kilka takich "uśmiglonych" kuleczek. Każda z metalicznym "wrrrrrrrrrrrr" pognała do celu. Były to bomby dotykowe, jeśli uderzą w cel to wybuchają. Jeśli w coś innego, zwyczajnie opadają by wstać i ponownie wzbić się w powietrze.

Sam Jonah przygotował w rekach jeszcze jeden gadżet i czekał na wybuch.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lunatic odkrył z niemałym zdumieniem, że jego oponent wysłał jakieś małe, latające kulki, które szybko zwróciły się ku jednorożcowi, ignorując niewidzialne klony maga. Miał raczej złe przeczucia kiedy te robociki ruszyły na niego z dużą szybkością i precyzją. Nie namyślając się długo Lunatic porzucił niewidzialną zasłonę i teleportował się stamtąd na drugi koniec areny, co kupiło mu kilka chwil na przemyślenia swojej strategi. Zanim roboty zdążyły go ponownie zlokalizować, co nie zajęło im dużo czasu, Lunatic obmyślił pewien fortel na zneutralizowanie tych małych natrętów.

 

- Hej! Tu jestem! - krzyknął w stronę chmary, która natychmiast pomknęła ku niemu. Jednak jednorożec nie ruszył się ze swojego miejsca, stał niczym posąg, a jego róg ponownie zalśnił of magii. Kiedy robociki były dosłownie na wyciągnięcie kopyta, Lunatic szybkim gestem wzniósł tarczę ochronną, jedno z najbardziej podstawowych zaklęć jakie może się nauczyć mag.

 

Kolejne zaskoczenie przyszło, gdy małe maszynki odbiły się od osłony, spadły na ziemię, by następnie wstać na pajęczych nóżkach i ponownie wzbić się w powietrze. Najwyraźniej ich sztuczna inteligencja była dość zaawansowana, ponieważ zamiast uporczywie nacierać na niego, kulko-podobne urządzenia wisiały wokół niego, czekając tylko na okazję kiedy tarcza opadnie, a Lunatic stanie się bezbronny. Mag wiedział, że nie będzie mógł utrzymać osłony przez długo czas, musiał więc wymyślić jakiś inny fortel. Próbował sobie przypomnieć, jakie słabości miała zaawansowana technika i wtedy go olśniło. Dziękował gwiazdom w tej chwili za opanowanie sztuki rzucania dwóch zaklęć na raz. Ponownie naładował swój róg magiczną energią, by następnie uwolnić ją w jednym, silnym ataku. Na polu siłowym zaczęły pojawiać się iskry elektryczności, z czasem było ich coraz więcej, a powietrze wypełnił zapach ozonu. Lunatic uznał, że wystarczy już przygotowań.

 

Bariera pękła nagle i gwałtownie, przeradzając się w falę uderzeniową, wypełnioną energią elektryczną. Kiedy fala dosięgła maszynki, te pospadały na ziemię, już całkowicie nieruchome. Wyładowanie, które spowodował jednorożec całkiem spaliło obwody i układy scalone miniaturowych robotów, czyniąc zupełnie nieszkodliwymi. Jedyna wada takiego zagrania było niesamowite wyczerpanie, jakie nagle ogarnęło kucyka - rzucanie dwóch zaklęć jednocześnie było opcją, której Lunatic nie mógł stosować często, ponieważ bardzo uszczuplało to jego rezerwy many. Na szczęście miał jeszcze dość pary, by kontynuować walkę.

 

- Ciekawe czy Jonah wie, że iluzje nie muszą być wzrokowe...Nidoris Dulce - arenę zaczął wypełniać bardzo aromatyczny i słodki zapach, a wokół unosiła się różowa mgiełka. Każdy kto przez chwilę wdychał tajemniczą substancję, natychmiast wpadał w stan upojenia i szczęścia. Nie była to euforia, czy też gaz rozweselający, ale coś o wiele bardziej subtelnego. Iluzja powodowała uwolnienie endorfin w mózgu, co w efekcie powodowało odczuwanie niepohamowanej radości i szczęścia. Lunatic wychodził z założenia, że jeśli jego przeciwnik się zrelaksuje, to popełni błąd, a on będzie mógł to wykorzystać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jonah wyczuł subtelny zapach w powietrzu i wiedział że coś się święci. A kiedy poczuł zrelaksowanie, w jego głowie rozśpiewały się czerwone lampki. Mało kto wiedział w jakim fachu specjalizuje się Jonah, tym bardziej jego przeciwnik nie mógł wiedzieć że w jego fachu relaks to była śmierć. Jeśli złodziej czuł się zbyt pewny siebie, jeśli przestawał podejrzewać, rdzewiał. Popełniał błędy i w ich konsekwencji częstokroć umierał. Uczucie relaksu było przyjemne, ale Joinah wiedział że jeśli mu się podda, to równie dobrze mógłby skończyć w jakiejś alejce, dźgnięty sztyletem z zaskoczenia. Szybko namierzył przeciwnika przez jeszcze jedną z latających bombek i uśmiechnął się. Jego przeciwnik znowu popełnił błąd i nie przemieszczał się. Szybkim ruchem Jonah sięgnął po mały patyk który trzymał za pazuchą i złamał go w palcach. Bardzo prosty ale skuteczny czar poleciał do leżących na ziemi robocików. Nie mógł ich ożywić, nie, ale za to mógł w jednym sporym wybuchu zdetonować ładunki które w nich były. I jak uprzednio tak i teraz, Lunatica otoczyły kolejne eksplozje.

Następnie przygotował jeszcze jedną niespodziankę. Wyrzucił wcześniej trzymany przedmiot w powietrze a ten rozpadł się i zaczął rozchodzić w powietrzu niczym srebrna chmura. Po tym chłopiec znowu rzucił sobie od nogi bombę dymną i schował się w swoim bezpiecznym bunkrze który stanowiła dziura w ziemi przykryta kupką gruzu i piachu.

Tymczasem pył powoli rozchodził się po arenie, niczym mgła, świecący niczym brokat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ough... - Lunatic nie czuł się zbyt dobrze. Ta ostatnia eksplozja mocno nim wstrząsnęła. Gdyby nie szybki refleks i teleportacja, po jednorożcu zostałyby prawdopodobnie tylko strzępy. Kiedy w końcu doszedł do siebie, Lunatic ponownie nie mógł zlokalizować swojego przeciwnika, a nad areną, niczym zły omen, wisiała srebrzysta mgła. Sądząc po dość powolnym tempie rozchodu chmury, Lunatic wydedukował, że ma przynajmniej kilka solidnych minut, zanim ten srebrzysty obłok dotrze blisko jego pozycji. Wykorzystując ten fakt, Lunatic rzucił na siebie proste zaklęcie regeneracyjne, które choć nie mogło go całkowicie uleczyć, było przydatne w pozbyciu się drobnych niedogodności oraz odnowienia części jego utraconych sił.

 

Jednocześnie Lunatic intensywnie myślał i analizował poczynania swojego przeciwnika. Jak dotąd żaden frontalny atak nie odniósł skutku, Jonah zawsze krył się w cieniu, jak zlodziej, którym oczywiście jest. Poza tą srebrzystą mgłą wszelki inny kurz zdążył już opaść, co nasuwało bardzo ważne pytanie: gdzie Jonah mógł się ukryć? Nie mógł przecież na długo opuścić areny, sędziowie uznaliby, że oddal walkę. Jedyne rozsądne wytłumaczenie jaki przychodziło magowi do głowy to kryjówka pod ziemią. Nawet jeśli miał rację, odnalezienie tego złodzieja nie stawało się w żadnym wypadku prostsze, teren areny był dość duży, a zatem Jonah mógł być dosłownie wszędzie.

 

- Nie mam wyboru... - Lunatic szepnął do siebie. - Najpierw ta chmura. Flans Saltatio Pulverea! - Kiedy jednorożec wypowiedział te słowa jego róg ponownie zalśnił od magi, by po chwili z czubka wystrzelił podmuch skoncentrowanego wiatru. Co prawda pegazy były odpowiedzialne za pogodę, ale magia jest w stanie zduplikować niemal każdy fenomen, a spośród nich żywioły. Odpowiednio manipulując energią zaklęcia, Lunatic zdołał utworzyć trąbę powietrzną, a w jej środku efekt próżni, dzięki czemu bez problemu zassał całą mgłę. Dzięki drobnej sztuczce, całość nieznanego pyłu została skupiona w jedno miejsce, a następne po wpływem rosnącego ciśnienia zgnieciona z powrotem w jedną całość w postaci bryły, która z niemałym hukiem upadła na ziemię.

 

Widząc, że jedno zagrożenie zostało zażegnane, Lunatic użył telekinezy, aby wyrzucić bryłę na przeciwny koniec sali. Teraz nadszedł czas na fazę drugą.

 

- Resti Magi Sterum... Sarco Dega Omoko... Dasregi Nerve Utare... - inkantacja ciągnęła się przez kilka długich chwil, a z każdym kolejnym słowem magiczne aura maga rosła. W krótkim czasie energia osiągnęła poziom, gdzie zaczęła być odczuwalna przez obserwujący tłum, a ciało kucyka emitowało własne światło w tęczowych barwach. Szykowało się coś naprawdę ogromnego...

 

- Mastero Eregium... Gasto Erebus! - Z tak zakończonym zaklęciem Lunatic skierował swój róg w ziemię, kilkanaście metrów od siebie, a promień czystej magicznej mocy wystrzelił, aby wypełnić wolę swojego pana. Kiedy uderzył we wskazane miejsce, stało się coś niezwykłego. Ponad punktem, do którego przyległ wciąż płynący strumień magicznej energii, pojawiła się sześcioramienna gwiazda many. Każde ramię było zakończone runą, a całość miała sześć metrów wysokości i cztery szerokości.

 

a_noivce_swordsman__twilight_s_runespell

 

Wtedy to wnętrze gwiazdy zapadło się, a oczom wszystkich zgromadzonych ukazał się potwór. Długi na kilkanaście metrów smok, którego łuski lśniły niczym najwyższej wartości brylanty.

 

Light_dragon_by_vandervals.jpg

 

Bestia rozejrzała się powoli po arenie, węsząc przy tym głośno, kiedy to naglę zaryczała ogłuszająco i rzuciła się w kierunku, gdzie wyczuła ofiarę.

 

- Gdziekolwiek jesteś Jonah, ten smok cię znajdzie! - Lunatic krzyknął donośnym głosem, cały czas ładując zaklęcie magią. To było jedno z jego najbardziej skomplikowanych zaklęć - magiczna konstrukcja światła. Smok, którego przywołał nie był prawdziwą bestią, ale wytworem jego magicznej energii. Na podobnej zasadzie działa większość zaklęć obronnych, takich jak najbardziej pospolite pole siłowe, ale nie zmienia to faktu, że takie smoki nie istnieje w rzeczywistości. Nie była to bynajmniej zwykła iluzja, ale żywa konstrukcja światła oraz magi, która mogła być równie zabójcza co prawdziwy smok. Jedyna różnica była taka, że gad ten nie miał żadnego oddechu - ognia, pary, kwasu, czy jakiegokolwiek innego.

 

Najlepsze w tym zaklęciu było jednak to, że dana konstrukcja, jeśli odwzorowywała drapieżnika, mogła wykryć wrogów swojego twórcy za pomocą tych samych zmysłów, co ich pierwowzór używał do polowania. W tym przypadku, smok posiadał zarówno niesamowity węch, jak i termowizyjne spojrzenie. Nie było szans, żeby Jonah mógł mu teraz umknąć.

Edited by Ookami88

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widział jak smok rzucił się w jego kierunku. I tylko dzięki gadulstwu swego przeciwnika wiedział co zrobić. Ukradł wodę. W dziurze w której siedział Jonah pojawiła się spora ilość wody. W przeciągu sekundy ciepłota ciała Jonaha znikła z wizji smoka, zaś naturalny zapach który roztaczał Jonah idealnie maskował go przed węchem bestii. Wszak Jonah śmierdział skopaną ziemią.

Bestia rozpędziła się, przystanęła raptownie i zaczęła szukać celu. To blokowało możliwości chłopaka, nie mógł przecież wyjść bo stwór go zobaczy, nie mógł też rozrzucać kolejnych zabawek. Teraz trzeba było użyć tego co dostał wcześniej. Złamał kolejny patyczek wyciągnięty zza pazuchy. Bryła która była w kącie areny wybuchła. Nie pozostał po niej żaden ślad, tyle tylko że teraz wszyscy zebrani, z Jonahem włącznie, mogli poczuć zapach lawendy i cytryny. Tyle tylko że widownie chroniła bariera...

Jonah szybko przełknął kilka pigułek które trzymał w kieszeni. Antidotum na truciznę która teraz mieszała się w powietrzu areny. Specyficzna mieszanka miała kilka zalet. Lecz to jedna z jej wad była przyczyną dla której została użyta.

Istota poddana działaniu trucizny, magiczna czy też nie, zyskiwała chwilowy zapas siły, szybkości, nawet mądrości. Lecz to trwało tylko chwilę a potem przychodziły skutki uboczne. Czasami istota zaczynała płonąć, innym razem nie potrafiła rozpoznać swoich wrogów od przyjaciół. A że wchłaniała się poprzez kontakt fizyczny, nie trzeba było martwić się że ofiara wstrzyma oddech.

Lunatic mógł zauważyć że coś jest nie w porządku kiedy jego twór z o wiele większą szybkością niż wcześniej rzucił się na niego.

A kiedy Jonah wykonał kilka znaków dłonią, stworów okazało się kilka. Co prawda wszystkie prócz jednego były iluzją, ale trudno było powiedzieć który to który, specjalnie że skutki uboczne właśnie powinny zacząć dopadać i Lunatica.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lunatic'a nie zmartwił widok jego własnego smoka, pomnożonego o kilka nieprawdziwych kopii, szarżujących prosto na niego. Jednym prostym gestem odesłał potwora tam skąd przybył, zostawiając po sobie jedynie chmurę błyszczącego pyłu. Pozostałe smoki zniknęły równie szybko, w końcu iluzje były jego specjalnością. Niepokojąca jednak była ciągła nieobecność jego przeciwnika... Kiedy Lunatic pomyślał o tym, nagle wszystko stało się bardziej klarowne. Szybko analizując cały pojedynek od początku ogier domyślił się, gdzie Jonash może się ukrywać, a także jak go stamtąd wykurzyć.

 

- Gaia Aquatius! - Kierując swój róg w ziemię Lunatic wyzwolił zaklęcie, które natychmiast zaczęło działać, sprawiając że grunt wokół niego stał się płynny, jakby nagle wielkie bagno zmaterializowało się pod jednorożcem, gwałtowne fale kleistej substancji rozlewały się we wszystkie strony. Tylko mały skrawek był nienaruszony, a stał na nim Lunatic.

Liquid_Ground.gif

 

- Ugh... Nie czuję się dobrze... - Z nieznanej mu przyczyny, młody mag poczuł się osłabiony, a oprócz tego niewesoła sensacja napadła jego żołądek. To prawda, że zbyt długie używanie silnej magii mogło powodować niepowołane skutki uboczne, ale to nie mógł być powód. Stan nadużycia magii był jednorożcowi dobrze znany, a to co w tej chwili działo się z jego ciałem było kompletnie inne. Na szczęście Lunatic znał dość proste remedium na takie dolegliwości.

 

- Vitae - szepnął cicho. Jego ciało ogarnęło jasne, zielone światło. Czuł jak wracają mu siły, ale był to proces powolny i mógł zająć długi czas. Ale przynajmniej nudności złagodniały.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widząc co dzieje się wokół niego szybko sięgnął do kieszeni. Przetrzebienie jej zajęło raptem sekundy, a już całość falowała wokół niego. Ale znalazł co trzeba. Wrzucił, a raczej wbił, w otaczającą go ziemię kilka kulek po czym zdetonował je. Ziemia raptownie zamarzła, zatrzymując skutecznie falowanie. Umiejscowił ładunki tak, że teraz znajdował się w lodowej kuli, pod ziemią, niewrażliwy na bagniste wady podłoża. Ale nie mógł też atakować stąd, a to był spory minus. Trzeba było przejść do ofensywy.

*Jak zaatakować kogoś kogo się nie widzi?* - te i wiele innych myśli przechodziło Jonahowi przez głowę. Musiał rozgryźć przeciwnika i jego styl.

- No więc tak - mówienie na głos zawsze pomagało mu się skupić - przeciwnik stosuje iluzje, potrafi też stosować różne wariacje światła, błysków i im podobnych udziwnień. Gdybym był iluzjonistą, czego bym się bał? Na pewno nie ciemności, tą mogę rozświetlić. Więc czego?

I wtedy Jonaha naszło.

Pora na metody może nie widowiskowe, ale wrednie skuteczne.

I sięgnął w głąb, tak mocno jak tylko mógł. Szukał na oślep, potrzebował dobrych kart i zamierzał je ukraść w iście widowiskowy sposób. Drążył i drążył, poszukiwał i kopał. Aż w końcu znalazł. Uśmiechnął się kiedy kradł to czego mu było potrzeba. A potrzebował wiedzy.

Otworzył oczy i przygotował się do działania. Najpierw przygotował kolejne dwie bombki i odpalił je w zaciśniętych dłoniach. Z sykiem bólu spojrzał na swoje zamarznięte, teraz skute lodem, dłonie. Ale to musiało być konieczne, to tylko drobny ból w porównaniu do tego, co mógłby sobie zrobić bez tego zabezpieczania. Skupił się i poczuł otaczające go ciepło, płynęło z jego dłoni i powoli roztapiało lód. W tym czasie cała arena zaczęła skuwać się lodem, twardym, niczym morze zimą. Warstwa szybko urosła, przez co Jonah liczył że jego przeciwnik zostanie przykuty do ziemi, specjalnie że lód pojawił się dosłownie w mgnieniu oka. Ale to była tylko faza wstępna, gdyż po chwili Lunatica otoczyły zewsząd płomienie świętego Elma. Kompletnie nieszkodliwe, wykwitły w wielu miejscach areny, na jego rogu, lekko go łaskocząc, też. Lunatic nie mógł wiedzieć że jego pole elektryczne, jego potencjał z każdą chwilą malał. A kiedy różnica była gwałtownie inna, wprost w niego uderzył piorun. Pojęcie "Z jasnego nieba" nigdy nie był tak dosłowne jak teraz. Uderzenie tak wielkie i potężne, żę cała arena pokryta lodem zaczęła się kruszyć. Grzmot o natężeniu wielu decybeli przyśpieszył ten efekt, ogłuszając wiele osób na trybunach. Jonah nie musiał widzieć celu by trafić - piorun sam poleciał do "zmodyfikowanego magnesu".

Jonah ponownie syknął z bólu kiedy resztki lodu eksplodowały na jego rekach parząc mu skórę. To była wada jego umiejętności, skradzione dobra pojawiały się w jego dłoni. Więc cale ciepło które wyssał z areny i ładunek elektryczny który należał do Lunatica - oba te czynniki nagle pojawiły się na jego dłoniach. Cieszył się, że w otaczającym go lodzie nie ma zbyt dużo wodoru, w przeciwnym razie Lunatic zobaczył by gigantyczny wybuch z Jonahem w swoim epicentrum...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lunatic naprawdę nie czuł się dobrze. Nie dość, że z nieznanych mu przyczyn miał poważny atak nudności, to jeszcze jego przeciwnik użył jakiejś pokrętnej sztuczki, która trafiła go jak grom z jasnego nieba... Dosłownie! Dobrze, że zaklęcie Vitae nie tylko leczy, ale także zapewnia minimalną ochronę pacjentowi. Nie było to nic dużego, ale pozwoliło młodemu magowi na uniknięcie poważnych obrażeń od bycia trafionym piorunem, choć teraz całe jego futro było naelektryzowane, już nie wspominając o jego grzywie i ogonie. Na szczęście dla niego, Jonah popełnił jeden duży błąd w swojej taktyce - co prawda zamrożona ziemia była już niezdatna do użytku w celu wykurzenia złodzieja z jego kryjówki, ale Lunatic miał w zanadżu inne fortele, które w tych warunkach sprawdzą się znakomicie.

 

- Marvae Draconis! - To proste zaklęcie służyło do wzmocnienia wizji czarodzieja na określony okres czasu. Jedynym dowodem jego działania były oczy rzucającego, które na około pół godziny przemieniały się w oczy smoka. Smoki to naprawdę niebywałe stworzenia, ich wzrok potrafił przebić się przez najgłębsze ciemności, a ponadto zmieniać spektrum widzenia, nawet na podczerwień... i to właśnie spektrum wykorzystał Lunatic, aby w zimnym otoczeniu znaleźć swojego ciepłokrwistego przeciwnika! Nieważne, że był pod ziemią, smocze oczy potrafiły wykryć ciepło nawet przez zbrojony beton o grubości kilku metrów!

 

- Tu cię mam! Ikarus Tremoris! - Z jednym machnięciem lśniącego od magi rogu Lunatic posłał destrukcyjne zaklęcie światła prosto w kryjówkę Jonah'a. W miejscu, gdzie zaklęcie trafiło pojawił się blask, a następnie silna eksplozja.

 

Jelllal-Heaven_Breakdown.gif

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jonah poczuł wstrząs. Dość spory nawet. Lecz to co ukazało się jego przeciwnikowi musiał o być o wiele zabawniejsze. Wiązka trafiła w ziemię, no i zdetonowała jej spory kawałek. A raczej sporu kawałek od Jonaha. Smocze oczy owszem widzą jak te wężowe i Lunatic namierzył go dość trafnie. Znaczy w linii prostej od siebie, bowiem węże w podczerwieni nie widzą w 3 wymiarach a w 2. Owszem, widział go, nawet wyraźnie, ale nie mógł określić jak daleko od niego jest, przez co jego wybuch nie był nawet w zasięgu słowa blisko.

Z kolei musiał liczyć się z innymi wadami owego wzroku. Smoki są ślepe w chwili gdy słońce wstaje i zachodzi. A to oznaczało że następny ruch Jonaha oślepi wroga i to jego własnymi czarami.

Jonah wygrzebał się z kuli i rozejrzał. Nie było mowy o pomyłce, dziura w ziemi pomiędzy nim a Lunaticiem i wzrok tego drugiego skierowany wprost w chłopca. Tak, jego przeciwnik strzelał do niego i z jakiegoś powodu nie trafił. Co poradzić, Jonah mógł tylko podziękować bogom i dalej robić swoje.

Najpierw wyrzucił kilka kulek które szybko wystrzeliły dość gęstym dymem. Jonah nie mógł wiedzieć, że to nie zasłoni go przed wzrokiem przeciwnika. I z tą nieświadomością, chcąc zaskoczyć przeciwnika błyskami w dymie(których ten nie zobaczy wszak węże nie mogły widzieć światła i nie mogły zostać nim oślepione), wyciągnął parę flar i odpalił.

Smok który widzi w ciemności ciepły punkt na pewno oślepnie kiedy punkt zamieni się w palącą blaskiem plamkę. Temperatura flary w porównaniu z Jonahem, była około  8 do 10 raza większa. Blask który ukłuł jego oczy nie był światłem a żarzącą się plamą na jego termowizji. Na dodatek owych plam przybywało bo Jonah zaczynał rozrzucać flary w różnych kierunkach. Spowodowało to tez że sam chłopiec znikł w licznych ciepłych plamkach zakłócających widoczność przeciwnika. Ale trzeba było przejść do natarcia. I to perfidnego w swojej prostocie.

Jonah wyciągnął pistolet.

Żelazny, pokryty magicznymi znakami pistolet, poczciwe magnum o 5 komorach.

Przez dym nie widział gdzie stoi jego przeciwnik więc załadował 3 kule, nałożył na oko przepaskę z kilkoma magicznymi symbolami i wystrzelił pociski w kierunku w którym ostatni raz widział przeciwnika.

Lunatic usłyszał 3 huki a potem 3 głuche uderzenia czegoś o ściany i podłoże areny. Dwa daleko od siebie i jedno dość blisko.

Jonah skupił się na zaklęciu wizji które było zaklęte w opasce, ot prosta sztuczka do oszukiwania w karty. Wymaga by na czymś narysować oko wizji a potem nosząc na oku materiał z odpowiednim symbolem widzimy wszystko wokół "oka". Na każdym pocisku Jonaha z kolei było takie oko. Namierzył Lunatica i ponownie wycelował.

tym razem precyzyjnie, załadował wszystkie 5 kul po czym wystrzelił 2. Patrząc gdzie upadają, zmienił kont i ponownie wystrzelił dwie. A widząc że dobrze obrał kont odchylił lufę lekko w prawo i odrobinkę wyżej, tak o 1-2 centymetry. Smoki mogły być silnymi przeciwnikami, ich wzrok bywa potężny. Ale ma też swoje wady, na przykład nie widzi metali innych jak szlachetne. Więc Lunatic nie widział ołowianej kuli która poleciała w jego stronę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wystrzały zaskoczyły młodego maga, a na domiar złego, jego własna broń została obrócona przeciwko niemu. W jego termowizji było za dużo jasnych punktów, które skutecznie zakłócały pracę smoczego wzroku. Plan Jonah'a był sprytny, a zarazem przerażający w swojej prostocie i skuteczności. Jednak, gdy Lunatic usłyszał pierwsze wystrzały, od razu pojął strategię przeciwnika, szczególnie kiedy jeden ze strzałów trafił blisko jego kopyt. To prawda, że w pewnych okolicznościach smoczy wzrok by bardziej zawadą niż atutem, ale Matka Natura wyposażyła te potężne gady w bardzo lekceważoną umiejętność - otóż smoki mają aż sześć nerwów wzrokowych, co pozwala im zmieniać spektrum swojej wizji, i tak samo uczynił Lunatic.

 

Kiedy padły pierwsze trzy strzały, a po nich dwa kolejne, Lunatic miał już dosłownie inne spojrzenie na świat. Teraz jego wzrok był bardziej skupiony na ruchu, ale miał dosłownie milisekundy zanim dosięgnie go następna kula. Na szczęście w pogotowiu miał przygotowane na prędce zaklęcie tarczy, które co prawda wymagało czasu na zasilenie odpowiednią ilością mocy, aby zatrzymać kulę, jednak nie to planował jednorożec. Zamiast całkowicie zatrzymać pocisk, Lunatic użył swojej słabej tarczy, aby ten zmienił lekko tor lotu, i zamiast trafić ogiera prosto w czaszkę, tylko zadrapał mu policzek.

 

Nie tracił jednak czasu na świętowanie, ale od razu przygotował następną iluzję. Mało kto mógł skojarzyć, że wszelkie emocje jakie odczuwamy, nie muszą być manipulowane bardzo potężną magią. Wystarczą tylko iskry, żeby rozkrzesać płomień gniewu, rozpalić żar namiętności, czy też zdusić ducha walki. Następnym posunięciem Lunatic'a było sięgnąć do samych podstaw magii iluzji, i wykorzystać je w mniej bezpośredni sposób niż dotychczas.

 

- Mortum Terroris - zaledwie szept uszedł z ust maga, a zaklęcie zaczęło już działać. Cała arena stała się teraz jednym, wielkim kłębowiskiem strachu, na który tylko Lunatic był odporny. Nie była to bardzo potężna magia, większość energii szła bowiem na poszerzenie obszaru w jakim owo zaklęcie działało, natomiast efekty były tylko małym fragmentem. Każda żywa istota będąca w zasięgu tego zaklęcia, w jednej chwili zaczęła odczuwać irracjonalne lęki, najpierw niewielkie, ale z czasem mózg sam zaczynał podpowiadać coraz straszniejsze scenariusze, tym samym karmiąc i nasilając moc zaklęcia. "Paranoja" była tutaj niewłaściwym słowem, ponieważ efekt był o całe niebo większy niż ordynarna choroba psychiczna. Ofiary tego zaklęcia zaczynały lękać się wszystkiego wokół, tak jakby cały świat miał ich zniszczyć: ubranie groziło uduszeniem, ziemia pod stopami była zapowiedzią wypadków i złamań, a powietrze stawało się albo zatrute albo zbyt rzadkie. To tylko kilka przykładów jakie efekty ofiara może odczuwać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zasadniczo Jonah nie wyczuł żadnej zmiany. Może i odczuwał by strach wywołany iluzją gdyby nie fakt że jakiś czas temu łyknął uniwersalną odtrutkę która jeszcze krążyła w jego organizmie. Bo po co nosić antidotum na konkretną rzecz, skoro można mieć takie działające wszechstronnie? Czas działania specyfiku gwarantował jeszcze kilka godzin odporności na pewne mankamenty, więc jeśli jego przeciwnik będzie stosował pewne zagrywki bez owej wiedzy o chwilowej odporności Jonaha, to była szansa, że wypstryka się z magii.

Jonah widział gdzie stoi jego przeciwnik dzięki opasce, ale sam miał coraz mniej możliwości działania. Wyciągnął z kieszeni małe pudełko i otworzył znajdujący się na nim zatrzask. W środku znajdowała się najcenniejsza z jego zdobyczy, łup który nie miał swojej ceny. Skarb w trakcie zdobywania którego prawie zginał, a gdyby został pojmany to śmierć była by wybawieniem. Skarb za który do dzisiaj Jonah jest ścigany przez wiele ważnych i potężnych osobistości.

W pudełku znajdowało się 7 pierścieni.

W innych okolicznościach wolał by tego nie używać, ale teraz moment wydawał się najodpowiedniejszy. Specjalnie, że miał przygotowane podłoże do dalszych działań a kończyły mu się możliwości...

Jonah zaczął nakładać pierścienie, jeden po drugim.

- Ogniu, który rozpalasz nadzieje w sercach, usłysz mnie - pierwszy pierścień z symbolem płonącej czaszki, wykonany z zapomnianych już metali. Kiedy tylko znalazł się na palcu, można było poczuć ciepło bijące od Jonaha.

- Wodo, która dajesz życie a która umiesz też je odebrać, usłysz mnie - kolejny, tym razem opatrzony symbolem płatka śniegu. Gdy znalazł się na swoim miejscu, ciepło znikło, zaś miast niego dało się czuć przejmujący chłód.

- Roślinności, owocu Matki Ziemi, usłysz mnie - z symbolem małego liścia. W chwili nałożenia wokół stup Jonaha arena zaczęła pokrywać się drobną trawą.

- Wietrze, tyś który nigdy nie dał się spętać, usłysz mnie - pierścień opatrzony symbolem ptasiego pióra. Kiedy chłopiec nałożył go na palec, spod jego stup wzbił się kurz, jakby coś zdmuchnęło kruszyny.

- Metalu, co chronisz pokornych, usłysz mnie! - pierścień z symbolem kuli ozdobionej kolcami. Kiedy nałożył go na palec jego skóra trochę pociemniała, co przy jego naturalnym umaszczeniu było dość specyficzne, bowiem jego skóra z ciemnego brązu przybrała odcień prawie że czarny.

- Bestio, co drzemiesz w oczekiwaniu na pełnię, usłysz mnie - na pierścieniu wyryty był emblemat kła zatopionego w obręczy. Kiedy Jonah wymówił inkantację jego ciało urosło odrobinę. Gdyby nie miał płaszcza, ludzie mogli by obserwować jak jego mięśnie rosną i napinają się.

I ostatni z pierścieni, na który Jonah spojrzał z uśmiechem. Przyozdobiony malutką błyskawicą.

- Piorunie, który grzmisz ponad Niebiosami a który niszczysz to co pod nimi, usłysz mnie!

Jonah zniknął. Dosłownie i w przenośni.

Widownia mogła zaobserwować że w jednej chwili stoi i nakłada pierścienie, w drugiej znika. Co chwilę jednak gdzieś na arenie widać było drobne smugi, podbicia kurzu.

Bo Jonah dalej znajdował się na arenie. Tyle tylko że jego szybkość była iście piorunująca.

- Pora na drobne przebudowanie podłoża!

Jonah zatrzymał się gwałtownie. Energia którą wytworzył przemieszczając się po arenie krążyła w postaci drobnych błyskawic po jego ciele. Zebrał je wszystkie w dłoni i uderzył w podłoże.

- Ryk Lwa!

Najpierw błysk wniknął w podłoże areny. Potem ziemia się wybrzuszyła i Jonah wyleciał w powietrze wraz ze sporą ilością głazów. Lecz będąc już w powietrzu, zarówno Jonah jak i głazy nie zaczęły spadać.

- Skrzydła Ikara!

Na plecach Jonaha wykwitły dwa gigantyczne skrzydła pokryte czarnym pierzem. Pierścień powietrza mógł stworzyć wszelakie sposobności do przebywania w przestworzach.

- Gniew Bestii! - Jonah uderzył w jeden z głazów a ten pomknął w kierunku Lunatica. Kilka uderzeń i w stronę przeciwnika leciał mini deszcz składający się z dość twardych skał.

- Furia Natury! - Jonah spadł ciężko jak kamień i tylko dzięki sile bestii i wytrzymałości metalu nic sobie nie zrobił. Lecz w miejscu gdzie uderzył w ziemię ta zaczęła się kruszyć jeszcze bardziej. Krater który powstał w wyniku wyrwania ziemi teraz zaczął wypełniać się korzeniami wszelakiej maści. W przeciągu kilku sekund cała arena pokryła się różnoraką roślinnością, od drobnych kwiatów i trawy poprzez grube pnie wijących się drzew.

- Tchnienie Smoka Ognia i Lodu - na jednej dłoni zaczął gromadzić ciepło, na drugiej mróz. Potem przystawił obie dłonie do jednego z większych korzeni i nastąpił wybuch. Tyle tylko, że mgielny, bowiem większość roślin zaczęła emitować sporo mgły poprzez drastyczne podgrzanie wody w nich zawartej a jednoczesne schłodzenie ich kory by drzewa się nie spaliły. Efekt był widowiskowy, lub raczej ograniczający widok do minimum.

- Stalowy Płacz Bestii! - podciągnął rękawy i wystawił w górę oba ramiona. Przez chwilę nic się nie działo, lecz było to tylko złudą ze względu na ciemny kolor skóry. Na obu ramionach wyrosło długie futro. Sama długość nie była tu niczym dziwnym, bardziej dziwił fakt że po chwili owa sierść wystrzeliła w powietrze, niczym kolce jeżozwierza. A wszystkie były z metalu. Powbijały się w losowe miejsca areny, zaś ich ilość pozwalała na dość gęste pokrycie powierzchni. Mógł nie widzieć Lunatica lecz to nie przeszkadzało szczęściu na trafienie.

Wszystko było przygotowane do ostatniego szczegółu. Teraz czekałach widowiskowy finał. Lunatic ściągnął płaszcz i koszulę. Jego ciało już całkiem pokryło się włosiem, wyglądał teraz jak kuzyn coś z rodziny Adamsów.

- Arnament Kuli, Serce z Żelaza! - włosy zebrały się w kulę i utwardziły. Jonah dosłownie zamknął się w metalowej kuli. Tyle tylko że nie była to idealna kula, wszak pokryły ją kolce niczym Gwiazdę Zaranną.

Jeden z kolców był trochę dłuższy niż inne, bowiem przebijał kulę i "wystawał" też w środku. Jonah skupił się na tym co ukradł wcześniej Lunaticowi - na jego ładunku elektrycznym. Generował go sporo a teraz dodał do tego energię pierścienia.

- Furia Zeusa - dość spory ładunek elektryczny wykwitł na dłoni Jonaha. Przez chwilę chłopiec wahał się. To co planował można by uznać za co najmniej lekko drastyczne.

Stalowy błysk wrócił do jego oczu, potrząsnął głową i wyzbył się wahania. Wiedział doskonale n co się pisze i wiedział po co to robią. Alby ty albo on, tak było od zawsze i tak będzie.

Chwycił za swój koniec kolca.

- Wyzwolenie!

Wcześniej Lunatic pokazał, że błyskawice nie są mu zbytnio straszne. Pokazał też, że zna się na różnego rodzaju barierach. Więc Jonah musiał uderzyć na tyle mocno, by żadna bariera nie ochroniła przeciwnika przed tym co miało się stać. Nie wiedział gdzie ten jest, więc uderzy w cała arenę. Lecz nie punktowo, bo wtedy można robić uniki. Nie, Jonah uderzy w cała arenę. Jednocześnie.

Kiedy dotknął kolca ładunek przeskoczył po nim na drugi koniec tego metalowego pręcika. I wtedy zaczęło się piekło.

Z prędkością światła błyskawica rozeszła się po arenie. Dzięki licznym "włosom" z metalu powbijanym w drzewa ładunek przeskakiwał z nieprawdopodobną prędkością po całej arenie. Lecz to był tylko fragment tego co się rozpętało. Kiedy elektryczność wnikała w rośliny, te zaczęły płonąć zamieniając arenę w piec do kremacji. Na domiar wszystkiego mgła która się unosiła miała spore stężenie alkoholowe - dzięki roślinom z których pochodziła - przez co dosłownie całe powietrze na arenie zapaliło się na ta krótką chwilę. A potem nastąpił wybuch. Ogień doszedł w końcu do korzeni wypełnionych alkoholową mieszanką. Nawet najlepsi magowie mieli by problem z rzucaniem czarów w próżni. Bowiem w ciągu jednej zaledwie sekundy, całe powietrze na arenie(prócz tego które Jonah kradł zza areny do swojej kuli) wypaliło się. A to co zaczęło ową próżnie wypełniać, było toksyczną mieszanką najsilniejszych trucizn. Wiele z nich uchodziło nawet za takie na które nie istniało lekarstwo, magiczne czy też nie. Jonah nie przyzywał byle jakich roślin na pokaz, zadbał by w większości były to toksyczne gatunki.

Sam poczuł gigantyczny wstrząs i tylko solidne mocowanie jego kuli w kraterze utrzymało go na miejscu. Postanowił jeszcze z niej nie wychodzić, wszak nawet jego antidotum nie mogło go ochronić przed tym wszystkim co teraz tam szalało. Dobrze, że widownia była chroniona barierą, inaczej pojedynek już musiał by się zakończyć z powodu zatrucia u większości oglądających...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z racji generalnych porządków (wersja 2.0), porządkujemy i rozstrzygamy co nierozstrzygnięte. Ponieważ od dłuższego czasu w temacie zabrakło odzewu jednej ze stron, aczkolwiek postów jest wystarczająco dużo, założona zostaje ankieta, której wynik pozwoli nam poznać zwycięzcę.

 

Zatem, moi drodzy, kto okazał się silniejszy? Czy był to Lunatic, czy też Jonah? Zapraszam do komentowania i głosowania!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas wyłonić zwycięzcę tego niemalże zapomnianego, a wcale nie mało widowiskowego pojedynku, między dwoma potężnymi i nieustępliwymi postaciami. Zobaczmy, jak rozłożyły się głosy.

 

Lunatic - 0

Jonah - 2

 

A więc, starcie to wygrywa Jonah, który uzyskał dwa głosy. Cóż, generalnie rzecz biorąc, głosów zbyt wiele nie było... Najwyraźniej, zaklęcia i strategie walczących stron wywołały takie wrażenie na publiczności, że strach było chociażby wstać i skandować, a co dopiero wskazać, kto okazał się lepszym magiem. Cóż, kolejny pojedynek za nami, mam nadzieję, że Lunaticowi i Jonahowi nie zabraknie sił i determinacji i jeszcze nie jeden raz ich zobaczymy, wrzuconych w wir walki...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...