Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Sign in to follow this  
kapi

Pony Skyrim [tymczasowo zamknięta z powodu braku odpisów graczy]

Recommended Posts

Staram się znaleźć jakąś szparę gdzie usłyszę rozmowę i pozostanę niezauważony przez tego kuca. Mam nadzieje że nie zrobi niczego pochopnie z tą książką. Nie mam czasu by tworzyć nową książkę, a on w ogóle przepadł. Muszę wiedzieć co robi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aik podleciał w pobliże okna i przycupnął, ale tak, by pozostać niezauważonym. Usłyszał rozmowę najprawdopodobniej tutejszego władcy i jakiegoś strażnika.

- No cóż w tej dziwnej sytuacji nie możemy pozostać bezczynni.

- Ale panie, droga jest długa, a przecież pozbawienie miasta straży, może być niebezpieczne.

- Tak, ale ta sprawa jest priorytetowa, a poza tym na granicy ostatnio było spokojnie, trzeba zaryzykować, zatem wykonacie ten rozkaz, poczekajcie na świt i tyleż macie czasu na przygotowanie się do drogi. Wraz z pierwszymi promieniami Celestiańskiej gwiazdy macie wyruszyć do Kryształowego Imperium. Mam złe przeczucia co do tego.

Aik usłyszał dźwięk odsuwanego krzesła i otwieranych drzwi, a potem ujrzał przywódcę miasta, który wyszedł z budynku i skierował się do swego domu. Dovakiin nie dostrzegł jednak aby kuc niósł księgę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zawiodłem się na nim... mógł pozbyć się swoich wrogów, a wolał zostać praworządny. No cóż... jego strata. Może inny kuc się zadowoli tą książką, ale w tym czasie muszę ją wydostać z tej siedziby. Sprawdzam czy ktoś tej księgi pilnuje czy nie. Jeśli ktoś jej nie pilnuje to po cichutku ją biorę i wracam do zamku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czarny ptak wejrzał przez okno, do budynku straży. Siedziało tam przy stole kilkoro kucy. Grali w karty, rozmawiając. Książka leżała na środku stołu, na którym leżała pula. Aik policzył, w pokoju było pięcioro grających i jeden siedzący za biurkiem, który coś pisał. Kilka pochodni na ścianach oświetlało pomieszczenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli książkę będzie trudno wsiąść. Jest już tak późno a ci biedni strażnicy muszą siedzieć i pilnować a nie spać. Może zaklęcie usypiające im pomoże w tym. Rzucam owe zaklęcie na nich, a kiedy już zasną to po cichu biorę książkę, mapą kraju też bym nie pogardził.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aik skupił się i wykonał skrzydłami inkantację zaklęcia, pod sufitem pojawił się na chwilę, ledwo dostrzegalny znak snu, z którego poszły smugi przezroczystej, lekko czarnej energii do głowy każdego z kuców. Powoli zaczęli im się zamykać oczy, zasypiali jeden po drugim, jeden nawet oparł się o stół, przewracając go. Nagle jedno z dziwnych stworzeń, posiadające róg, wstrząsnęło głową, otworzyło swe oczy i podbiegło do towarzyszy. Wszyscy zaczęli się wybudzać, nieświadomi, że jeszcze przed sekundą spali. 

- Panowie, wyczuwam tu jakąś magię, lepiej się zgłośmy z tą księgą do Crimson Cloack'a. Mam złe przeczucia.- na te słowa czterech z nich ociągając się, na wpół przytomna podniosła się z krzeseł, reszta została i zasnęła. Na czele z żółtym ogierem z rogiem wyszli z budynku i skierowali się w stronę domu pana tego miasta.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy wyjdą na zewnątrz to przyśpieszam swoje ruchy i przechwytuje książkę raz a dobrze. Jak się uda to lecę w stronę lasu by potem w jakimś krzaku zmienić się w sprowrotem w moje ciało. Jeśli nie to przywołuje Draugi przed bramą by odciągnęły uwagę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aik szybko zleciał w dół i swymi szponami błyskawicznie uchwycił księgę. Poderwał się do góry, gdzieś przez myśl przeszedł mu głos kuca, który wołał "co do Celesti...?" Dovakhin szybko zmienił kierunek lotu i wylądował w lesie, gdzie odmienił się z powrotem w swą ludzką postać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zawiodłem się na tym czło... kucu. Miał szansę na pozbycie się wszystkiego co mu zagrażało, ale nie, musiał być taki dobroduszny i oddać tą książkę strażnikom. Jarl Pękniny i Markartu mają swoje książki i są zadowoleni z usług, a Jarl Pękniny dosłownie obsypuje nas złotem za to byśmy usuwali mu żony by mógł więcej zarabiać. Więc nic, wracam do swojego zamku i sprawdzam czy ktoś nie przybył z mojego świata, ktoś kto mi pomoże w misji.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aik powrócił do zamku. Kiedy otworzył bramy, wszedł do środka i podszedł do portalu. Wielkie fioletowe koło, nasączone czystą mocą pulsowało miarowo. Pioruny sypały się z okręgu. Jednak wzrok Dovakhina skierował się ku podłodze. Była mokra, plamy układały się miarowo, ale po chwili zanikały. Nagle Aik usłyszał szybkie kroki zza siebie. Obrócił się, nic nie dostrzegł, a po chwili poczuł zimne żelazo przy swojej szyi. Jego krtani dotykał, lekko zakrzywiony, finezyjny, bogatozdobiony i szybki miecz, postać, która wykonała ten ruch stała teraz za nim.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nieźle, kim jesteś? - spytałem się mojego oponenta który jak się okazuje jest dobry w skradaniu i szybki gdyż nie zdążyłem zareagować. Mam nadzieje że to jeden z tych których mi matka przysłała do pomocy w celu wprowadzenia tu woli Sithisa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miecz odsunął się od krtani Aika, dzięki temu ten mógł się odwrócić. Ujrzał widok bardzo nietypowy, przed nim stała wysoka i smukłą dziewczyna. Ubrana cała w czarny strój z utwardzanej skóry. Prawa ręka była osłonięta przez fragment zbroi płytowej z czarnej stali, która nie miała połysku i stapiała się z resztą kruczoczarnego stroju. Część metalowa chroniła całą prawą rękę, w której postać trzymała finezyjnie rękojeść swego ostrza. Dziewczyna nosiła buty od spodu opatrzone tkaniną tłumiącą kroki, na plecach, nosiła pochwę na swój oręż, mocno przytwierdzoną do tułowia skórzanymi rzemykami. Przy pasie miała kilka małych, czarnych zawiniątek z nieznaną zawartością, choć po kształcie można było przypuszczać, iż są wypełnione. Ubranie ściśle przylegało do ciała, ukazując doskonałą figurę dziewczyny, która nie pozwalała odwrócić wzroku. Na jej ramiona opadały kruczoczarne, falujące włosy, obdarzone lekkim, majestatycznym połyskiem. Zakrywały część twarzy. Dziewczyna miała ciemnozielone oczy i gładką, lekką cerę. Wzrok wydawał się bystry, pojętny i rzeczowy. Po chwili odezwała się, a jej głos przypominał słodką melodię ptaków o poranku w wiosennym lesie.

- Jestem Lothurena, ale mów mi Lothel. Choć nie wiem czy na to zasługujesz, skoro dałeś się tak podejść jak dziecko. Miałam przybyć z pomocą do jakiegoś dobrego zabójcy, a no cóż nie popisałeś się jak na razie. Udało ci się w ogóle tu coś zrobić? Jak się w ogóle nazywasz?- Z każdą chwilą jej głos stawał się co raz bardziej ironiczny i prześmiewczy, w trakcie wypowiadania słów schowała majestatycznie i delikatnie miecz do pochwy na plecach, czemu towarzyszył lekki dźwięk pocieranej stali.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jestem Aik, i przyznam że nieźle sobie radzisz. Spotkałem tutejszych i powiem że na razie nie spotkałem godnego dla sprawy naszego Bractwa. Ten wspaniały opuszczony pałac posłuży nam jako siedziba bractwa. Sam wygląd rozprasza, więc powinniśmy tu mieć dobre schronienie. A jak by co, to tutejsza sala tortur jest większa i bardziej pojemna w "zabawki". Tutejsi wyglądają jak nasze konie, i mówię to poważnie - powiedziałem. Przyznam, urodziwa kobita. - Są dwie duże sale wyposażone jak dla lordów, więc możesz sobie jedną wsiąść. Kiedy my będziemy zbierać członków i podrzucać godnym Książki Czarnego Sakramentu, Draughi będą pilnowały zamek i zrobiły tutaj porządek. Mam nadzieje że uda nam się zaprzyjaźnić. Jeśli chcesz zrobić rozpoznanie to musisz poczekać aż zrobię eliksir który cię zmieni w tutejszego i odtrutkę by znów wrócić do swojego kształtu. Wiadomo czy przybędzie ktoś jeszcze?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Co do dalszego wsparcia to nie mamy raczej na co liczyć, zaistniało zagrożenie wykrycia naszego bractwa przez cesarskie siły i bracia w Syrim mają swoje własne problemy. Miałam dopilnować i sprawdzić, czy sobie na razie dajesz radę z powierzonym zadaniem, nie chcemy aby tak ważna ekspedycja zakończyła się fiaskiem. Tyle na razie, ale czy coś jeszcze udało ci się odkryć tutaj, czy ktoś już wie ,że tu jesteśmy? - tym razem ton zdawał się już przyjaźniejszy, choć dalej zdystansowany, dziewczyna spojrzała w oczy Aikowi czekając na odpowiedź. 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie sądzę. A nawet jeśli to będzie trudno go spenetrować, zamek jest ogromny i znalazłem jak by co parę przejść by można się wycofać. Zagrożenie od strony Cesarstwa? No to nieciekawie się potoczyło. - spytałem się jej. Przydała by mi się tutaj, nie mówię że kwestionuje prawa mej matki, ale jeśli zostanie będzie większy zasięg rozesłania ksiąg.

Edited by peros81

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na większe wsparcie na razie nie ma co liczyć, ja tu zostaję, ale dopóki nie uporamy się z tymi poplecznikami Cesarstwa, to nic więcej nie dostaniemy. Co teraz zamierzałeś zrobić, w ogóle masz jakieś pomysły i wiedzę na temat jak te dziwne stworzenia przyjmują naszą księgę?- powiedziała spokojnie Lothel. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Stworzenia z wyglądu przypominają kuce, tylko że te są różnych kolorach, mają róg, skrzydła a niekiedy bez obydwu. Nieopodal jest miasteczko, mam potrzebną wiedzę by użyć zajkęcia by się zmienić w to stworzenie a później stać się spowrotem sobą. Jak będziesz chciała możemy się tam wybrać z tym zaklęciem i bardziej zobaczyć jak one żyją...

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To dobry pomysł, chodźmy. Jakie zagrożenia czają się w tym świecie, czy można sobie spokojnie spacerować, czy wszystko dookoła chce cię zabić?- spytała ze złowrogą słodyczą w głosie Lothel i uśmiechnęła się upiornie, a choć wyraz twarzy nie wróżył nic przyjemnego ,to jednak dla człowieka był słodki niczym miód i piękny jak zachód słońca w zimowy wieczór.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Raczej nie spotkałem żadnego poważnego niebezpieczeństwa jeśli o to chodzi. Za niedługo powinno świtać więc możemy się tam udać - powiedziałem po czym za pomocą magii zmieniam się w Szarego kuca jednorożca o błękitnej grzywie z księgom jako znaczek. Jednocześnie tłumacze jej jak wygląda samica tejże rasy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po wytłumaczeniu Lothel zmieniła i siebie. Była piękną czarną pegazicą z ciemno niebieską grzywą i ciemnymi oczami. Rozpostrała swe skrzydła i przeleciała kawałek.

- Hm całkiem praktyczne... zatem prowadź do ich wioski - rzuciła po chwili.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Macham kopytem i zaczynam ją prowadzić do owej wioski. Powinniśmy tam dojść do godziny lub dwóch, wcześniej było krócej bo byłem w formie jastrzębia. Jednocześnie opowiadam jej o tej wiosce, o tandetnie zrobionej palisadzie która nawet godziny oblężenia nie przetrzyma nie co norskie wioski, które są dobrze wyposażone na wypadek oblężenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lothel słuchała uważnie, rzadko się odzywając. Nie lubiła najwyraźniej mowy, nie zadawała także dużo pytań, a jeśli już to było ono bardzo rzeczowe i krótkie. Słonce powoli wstawało oświetlając całą krainę. Od kryształowych gór zaczęły odbijać się rozszczepione tęczowe promienie, sprawiając niezapomniane widowisko świetlne ładniejsze niż zorze polarne. W świetle słońca zauważyli, że każdy kolor w tym świecie jest nad wyraz pełny i nienaturalnie czysty. Trawa była o wiele bardziej zielona niż u nich, a niebo o wiele bardziej błękitne. Szli wąską ścieżką, mniej więcej tyle ile zapowiedział Aik. W końcu ujrzeli majaczący obraz budzącej się do życia wioski. Tradycyjne odgłosy rannej krzątaniny dobiegały gwarnie zza zaniedbanej palisady, w której brama, a raczej spora furta była już otwarta, a przed wejściem czekał strażnik, obserwując ścieżkę. Lothel w końcu się odezwała.

- Te stworzenia wpuszczają tak po prostu, czy będziemy musieli się tam zakraść?        

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Z tego co zauważyłem za dnia można wchodzić do środka jak u nas, więc można - powiedziałem beznamiętnie i podchodzę do bramy i przechodzę przez nią. Może trochę nie miła ale jeszcze zrozumie mój styl pracy, ja robię swoje zlecenia nie od razu, moje zlecenia potrafią trwać nawet dwa tygodnie, nie z powodu że mi się nie chce, głównie z tego że ja najpierw zdobywam zaufanie danej osoby, by myślała że jest przy mnie bezpieczna. Kiedy już tak będzie myślała... jest już martwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lothel ruszyła bezszelestnie za Aikiem. Strażnik wyciągnął kopyto, miał dość stary i zmęczony wzrok, w pobliżu oka widniała blizna po jakiejś broni siecznej. Średniej długości siwa broda opadała na starą kolczugę. Jednak ogier wyglądał całkiem krzepko i pewnie. Przeleciał spojrzeniem przez przybyszów. 

- Nie widziałem was tu wcześniej, co chcecie i jak się nazywacie? - spytał dość szorstko, zagradzając wejście.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Fire bolt, a ta tutaj to moja przyjaciółka. Jesteśmy podróżnikami i chcemy odpocząć w tym mieście... - powiedziałem normalnie jak na kuca przystało. Nie jesteśmy zagrożenie, taką będę rozwiewać aurę, w sumie to prawda. Puki nie dostaniemy zlecenia na zabicie któregoś z nich, to są bezpieczni. Jeśli będą mi podskakiwać to będzie ich czekać kara, taka by nie skapnęli się że to Mroczne Bractwo...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...