Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Czarne zagrożenie

Recommended Posts

Aion był bezpieczny. Wyprawa ratunkowa udała się i choć po ciężkich przejściach najbliższy przyjaciel został odbity. Teraz Arceus spokojnie przechadzał się po ulicach Canterlotu. Stolica jak zawsze zapierała dech w piersiach. Jej złote kopuły na śnieżnobiałych, marmurowych wieżach olśniewały. Czarny płaszcz, jak zawsze powiewał na dzisiejszym silnym wietrze. Na niebie pojawiły się gęste chmury, które ekspansywnie wydzierały wielkiemu błękitowi pole na nieboskłonie. Słońce świeciło już ostatnimi promieniami, gdyż zaraz miała je pochłonąć istna lawina białego puchu. 

Krok Arceusa był pewni i jak zawsze sprężysty, gotowy do uników. W końcu jako płatny zabójca kucyk uczy się tego i owego. Ogier dostał dzisiaj oficjalny list z królewską pieczęcią, wzywający na spotkanie z samą księżniczką Celestią. Miał zgłosić się w pałacu o wyznaczonej godzinie, która właśnie się zbliżała. Minął kolejny rząd murów i wszedł na dziedziniec twierdzy Canterlockiej. Wszędzie stacjonowała straż i krzątali się urzędnicy, a ogier po prostu pokazywał świstek kolejnym oficerom i przechodził. Bywał tu już wcześniej dość często, więc nie zadziwiały go piękne zdobienia i płaskorzeźby oraz zrobione ze szczerego złota posągi bohaterów.

W końcu dotarł do komnaty, zobaczył salę tronową i księżniczkę zajmującą odpowiednie miejsce. Monarchini klasnęła kopytami i wyprosiła wszystkich z sali. Następnie zwróciła się do Arceusa:

- Witaj, usiądź proszę- tu pokazała wygodne krzesło - Przypominasz sobie pewnie twoją ostatnią samowolną wyprawę, w poszukiwaniu przyjaciela. Raniłeś wtedy jednego Changelinga. Na twoje i nasze nieszczęście był to mąż córki głównego generała wojska Changeli. Do tej pory już mieliśmy z nimi napięte stosunki, teraz wystawili rządanie, że albo oddam im księstwo Ertovel, albo będzie wojna. Nasze siły, choć liczne są związane w walkach na południu w Siodłowej Arbii nie damy rady odeprzeć tej potężnej armii podmieńców. Equestria stanęła na krawędzi przepaści, a ty jesteś temu winien. Jednakże nie wezwałam cię, abyś otrzymał karę, wręcz przeciwnie mam zlecenie. Armia bez dowódców nie jest zdolna zagrozić takiej dobrze dowodzonej i ufortyfikowanej. Właśnie o to nam chodzi, masz wyrżnąć wszystkich ważnych przywódców Changeli, a przed wszystkim głównego generała. Ja będę prowadziła działania dyplomatyczne i opóźniała wojnę, dokonuj zabójstw cicho i szybko, bo inaczej cały plan na marne. Masz mało czasu, chyba to rozumiesz, jakieś pytania?- Wszystko to Celestia mówiła niezwykle szybko i nerwowo, i wdać ,że była zmartwiona całą sytuacją i nie panowała nad tym co działo się na arenie międzynarodowej, a tego wyraźnie nie lubiła. Na koniec spojrzała dobitnie na ogiera, czekając odpowiedzi.  

   

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Zlecenie od księżniczki? coś nowego, zobaczymy co to będzie..." Przeleciało przez głowę pegaza.

-Cóż sytuacja jest poważna wiem że główną nagrodą dla mnie jest perspektywa dożycia następnego dnia, ale mimo to zapytam dostanę jakąś sumę na wyprawę? Pakować się solo do Changei to samobójstwo nie mówiąc już o siedzibie ich armij, wolał bym mieć jakieś wsparcie mam kilku znajomych znających się na tej robocie jednak ich usługi tanie nie są... Po za tym wszystko jasne.-odpowiedział na pytanie księżniczki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Celestia zamyśliła się i spojrzała surowo na mniejszego od siebie ogiera.

- Kim oni są? Zareagują na królewski rozkaz czy nie? Z resztą to nie jest kluczowe, w razie potrzeby królewski skarbiec może zostać wykorzystany, ale ostrzegam, iż wszystkie korony zwracasz co do sztuki, a w zależności od powodzenia zadania mogą zostać nałożone dodatkowe opłaty. W wypadku Twej śmierci obciążymy kosztami Twoją rodzinę, zatem sam rozumiesz, że lepiej, jeśli Twoi koledzy zareagują na rozkaz niż na pieniądze, a zatem czy chcesz coś brać ze skarbca?- powiedziała spokojnie władczyni, choć w oczach dało się zobaczyć zdenerwowanie całą sytuacją międzynarodową. 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Kolega i koleżanka po fachu, dla nich raczej nie liczy się dla kogo pracują ważne aby zapłacił, ale sądzę że zwrócą mi pewną przysługę...-urwał na chwilę.-To wszystko?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Chyba tak, życzę Ci powodzenia, śpiesz się ,bo wojna wisi w powietrzu, my zajmiemy się polityką i wojskiem ,a ty przeszkodź w tym naszemu wrogowi. Potrzebujesz czegoś do tej akcji?- spytała z małym entuzjazmem księżniczka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus odwrócił głowę od księżniczki

-Pieniądze-warknął pod nosem, tak aby go nie dosłyszała, po czym zwrócił się do księżniczki-nie, niczego nie potrzebuję.- i skierował się do wyjścia z pałacu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Księżniczka bez słowa pozwoliła odejść skrytobójcy i zajęła się swymi naglącymi sprawami. Arceus wyszedł przed zamek, chmury pokryły już całe niebo, a wiatr hulał, trzepocząc chorągwiami. Zapanowała ciemność, złowróżbny mrok nad całą stolicą. Wspaniałe wierze i mury nie wyglądały już tak dostojnie, ale ogier wiedział, iż ma ważną misję do spełnienia, a czasu było co raz mniej. 

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Cóż najpierw pójdę po dobrego strzelca, zazwyczaj jest w tym swoim barze... może tam go znajdę."Pomyślał i poszedł w stronę baru.

-Strach księżniczki bezcenne-szepnął i z uśmiechem poszedł po kompana.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus odszedł z głównego rynku i skierował się wprost do dolnej dzielnicy miasta, gdzie znajdował się wspomniany bar. Wiatr jeszcze się wzmógł i poruszał szyldami, które skrzypiały. Ciemność gęstniała, a na stolicę spadały pierwsze krople deszczu. Wszystko stało się bardziej ponure. Jednak po chwili Arceus doszedł do "Baru Poszukiwaczy". Wszedł do środka, przywitała go standardowa karczemna atmosfera. W kącie stał jakiś bard i grał na lutni, a pijące i jedzące kuce były wszędzie. Ogier wszedł spokojnie do środka, zamykając drzwi, przez które zimno wpadało do ciepłego pomieszczenia. Płomień na kominku migotał radośnie, a wzrok Arceusa padł na ciemna postać siedzącą w kącie. Blood Eyes jak zwykle nie zwracał niczyjej uwagi i obserwował, nasłuchiwał oraz sączył pomału trunek. Zdawał się początkowo ignorować nowoprzybyłego, jednak ten zbliżał się. W końcu niski, ciemny kuc skierował swe krwistoczerwone oko na Arceusa.

- Jakież to wieści cię tu przygnały, pomyślne, czy też złe, a może pamiętałeś o mnie i po prostu się stęskniłeś, ty stary łobuziaku - rzucił swym standardowym, grubym tonem, z udawaną powagą, choć w rzeczywistości w głębi cieszył się ze spotkania.  

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Mam robótkę... całkiem sporą. Wchodzisz w to?-Zapytał kompana łagodnie choć poważnie i czekał z lekkim uśmiechem na odpowiedź. Arceus cieszył się z tego spotkania bo dość dawno się z nim nie widział, a wiedział że w jego branży umiejętności to nie wszystko, są też "znajomości". 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A jakaż to robota, ile ryzykujemy i co za to dostajemy? - spytał z lekkim uśmiechem Blood Eye. Było to niedziwne, że pyta o takie sprawy, Arceus sam też tak robił przy każdym zleceniu, bo nie ma sensu porywać się na coś, co nie jest warte zachodu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Cóż trzeba się pozbyć śmietanki dowódczej armij, ja otrzymuje perspektywę dożycia następnego dnia, Ty powinieneś nie małą kasę dostać.-Odpowiedział w zamyśleniu a przez jego głowę przeleciała jedna myśl "Celestio bądź przeklęta". 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogier wykazał lekkie zdziwienie podnosząc brwi. 

- No cóż spora kasa jest dość względnym powiedzeniem. Ile mniej więcej  przewidujemy? A co ze szczegółami? Jakaż to armia, ile kucy trzeba sprzątnąć i co najważniejsze za co podpadłeś? - po wypowiedzeniu ostatnich słów ogier się uśmiechnął i wyszczerzył zęby. Wziął w kopyto swój kufel i wypił kilka porządnych łyków.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus nie był specjalnie zadowolony z ciekawości kompana ale wiedział że musi mu odpowiedzieć, poukładał sobie wszystko w głowie i odpowiedział przyjacielowi.

-Zależy jak wypełniony jest królewski skarbiec. Czego przewidujemy?-tu się trochę zdziwił nie wiedział, czasu, wynagrodzenia, czy jeszcze czegoś innego więc wolał się zapytać-Ilu kucy? Zero, Chagelingów garstka, ile sam nie wiem zobaczymy, za co podpadłem... za okaleczenie zięcia głównego dowódcy ich armii.-To powiedział nie mal z pogardą w głosie.-Ten naskarżył teściowi i... no sam wiesz. A teraz szczegóły cóż czasu jest tak mało że powiem Ci to w drodze, na razie weź broń na każdą ewentualność, bandaż i trochę więcej strzał niż zwykle, później tak o 13 przyjdź na stacje kolejową, w drodze powiem Ci co i jak, a jeszcze jedno w drodze zabierzemy jeszcze jedną osobę.-urwał ale po krótkim namyśle dodał.-Nie pytaj kogo w drodze się poznacie. Coś jeszcze?-Zapytał niemal od niechcenia, ale żeby rozwiać wszelkie wątpliwości lepszej metody nie było.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Blood Eye wstał, w jego oku widniała chęć przygody. Poklepał Arceusa po plecach.

- Wreszcie znalazłeś coś ciekawego, może to być wręcz wyzwanie. Cóż to szalona wyprawa, ale gdzie jak nie w czymś takim mam pokazać wszystkim kto jest najlepszy w swoim fachu. Od naszego ostatniego spotkania załatwiłem sobie nowy sprzęt, mam jednak jeszcze parę rzeczy do kompletu, które potrzebuję. Są w większości drogie, a ten królewski skarbiec brzmi kusząco. Zatem widzimy się o 13:00 na dworcu, wreszcie rozruszam swoje kości, a na przyszłość, nie gadaj, że podpadłeś zięciowi armii Changeli w karczmie, bo teraz wieść o tym szybko się rozniesie, już siedem kucy wyszło z dziwną miną, a kolejni nawet teraz się na nas gapią - ogier lekko przechylił głowę i uśmiechnął się złowieszczo do towarzystwa, które podsłuchiwało. Gdy Arceus się odwrócił zobaczył tylko ,że wszyscy momentalnie wrócili do swych posiłków i pogaduszek z przerażeniem w oczach.   

 

- No to do zobaczenia. Ciekawe ile razy będę musiał Ci zad ratować, ale grunt, że masz fart do dobrej zapłaty, to ci się chwali - to powiedziawszy ogier wstał od stołu, założył swój kaptur i wyszedł z pomieszczenia.  

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

-To do zobaczenia-Wyszedł z baru "no to do domu" powiedział sobie w myślach i skierował się do swojego domku na skraju Canterlot.

Edited by Arceus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus szybko przemierzył wietrzne ulice miasta. Wiatr wdzierał się aż do głębi ciała, przepełniając je dreszczem. Deszcz lał, a wysoko w górach błyskały pioruny. Sytuacja nie byłą zbyt przyjemna, dlatego, gdy kuc znalazł się w swym ciepłym i miłym domku poczuł się lepiej. Była to w miarę solidna budowla z białego marmuru, jak większość tych miejskich zabudowań. Arceus szybko rozpalił w kominku i zaraz zapanowało przyjemne ciepełko. Szczęk drewna częściowo zakłócał odgłosy burzy, a wesoły płomień poprawiał nastrój.  

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus spojrzał na zegar po czym poszedł do drugiego pokoju a konkretnie składziku z nim. "no zobaczmy" Pomyślał sięgając po jakąś butelkę-nie-sięgnął kolejną-nie-i jeszcze jedna.-Morfina? pewnie.-Powiedział butelkę do torby. Środek nasenny też się znalazł, a wzrok Arceusa spoczął na czarnej butelce z żółtą czaszką. "Cóż to?" Pomyślał i wziął ją "nie wypiję tego, może by tak roślinka?" Mała paprotka stała przy oknie w salonie, skrytobójca poszedł tam przetestować nienazwaną truciznę, otworzył butelkę i z ciekawości powąchał zawartość, nie miało jakiegoś specjalnego zapachu, a i dość gęste to było, wziął więc wystruganą nie dawno krótką strzałę i zamoczył w ciemno fioletowej substancji "Cóż ze strzałą nic ciekawego się nie dzieję więc to nie kwas" Na koniec aby zaspokoić ciekawość przytknął zatrutą strzałę do rośliny. Roślina zwiędła natychmiast.

-To co się stanie z rośliną a z kucem to dwie różne rzeczy, ale i tak do niczego innego mi się to nie przyda.-Powiedział i odłożył butelkę do torby, po za tym jeszcze jedną truciznę do rozcieńczenia w napojach.

"no to teraz broń" Tu wybór był prosty, Nóż, podmieńczy sztylet, mały łuk i kilka strzał.

Po spakowaniu się Arceus usiadł na fotelu czekając na 13, gdy nagle zaburczało mu w brzuchu. Poszedł do spiżarni za kuchnią i sięgnął sonie ciasto. Jedząc jeden kawałek przypomniał sobie że wyprawa zajmie jak nic kilka dni, wziął więc parę jabłek, wodę, suchary i kawałek ciasta zmierzał ale ograniczona pakowność torby mu zabroniła, za miast tego spakował do bocznej kieszeni bandaż pamiętając o swojej ostatniej walce z changelingami.

Po spakowaniu się poszedł do kuchni po ciasto i wrócił do salonu aby mieć cały czas czas pod kontrolą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas minął szybko na wpół na zastanawianiu się na wpół na drzemce. Zegar wybił 12:00 wybudzając z niej ogiera. Ten dokończył ciasto, sprawdził, czy zabrał wszystko i... został w domu, bo na dworze lało. Do stacji miał 15 minut drogi więc po co moknąć. Czas dłużył się niemiłosiernie. W końcu skrytobójca zaczął od niechcenia konserwować swą broń olejami, aby woda jej nie zniszczyła. To zajęcie było wbrew pozorom pochłaniające i gdy skończył był kilka minut spóźniony. Wyleciał z domu jak strzała i biegł przez uspokajającą się ulewę. Dostał się do centralnego dworca kolejowego i przeszedł do części pasażerskiej. Tam na peronie, siedział jego kolega Blood Eye. Zawinięty był w czarny płaszcz, tak że nie było widać jego kopyt. W ustach trzymał obskubany kawałek marchewki,k którą się bawił. Szybko zauważył Arceusa.

- Jesteś spóźniony 3 minuty i 12 sekund. Nie wróży to dobrze, zwłaszcza, jeśli masz zamiar to powtarzać przy naszej robocie. Heh, dobra który pociąg zmoczony geniuszu?

Ogier spojrzał bystrym, lekko rozbawionym i dość przyjacielskim, jak na skrytobójce wzrokiem, po czym uśmiechnął się na wpół szyderczo na wpół przyjaźnie.  

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus stał zmoknięty, zdyszany i lekko podenerwowany wysłuchał kolegi, złapał oddech i po chwili milczenia odpowiedział strzelcowi.

-Jedziemy do kryształowego królestwa, a nawet kawałek dalej. Przydały by się bilety, zająłeś się tym przez te moje 3 minuty i 12 sekund nieobecności?-zapytał mściwie, mile ale lekko wrednie i odwzajemnił Blood Eye-sowi uśmieszek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Widzę, że dowcip cię nie opuszcza, to akurat dobrze wróży. Bilet mam.

To powiedziawszy wręczył kawałek papieru Arceusowi.

- Ciesz się, że kupiłem długodystansowe, bo byśmy nigdzie nie pojechali, a koro o tym mowa wisisz mi za nie 150 srebrnych koron cwaniaczku. Płacisz teraz, czy teraz?

Arceus szybko wydedukował ,zę cena musi być znacznie zawyżona, gdyż 1 bile nie powinien kosztować więcej jak 50 srebrnych. Jego towarzysz patrzył się na niego chciwie i zadziornie, a uśmiech nie schodził mu z twarzy.

- Jak tylko dasz kasę mogę wsiadać z tobą i jechać. Z tego co kojarzę za 3 minuty tego ekspresu już tu nie będzie, a nam się chyba śpieszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Łapaj 75 koron, swój kupiłem, a ty swój i nie dyskutuj tylko łaskawie wnieś swoje cztery litery do pociągu.-powiedział i z dna torby (na którym jest mnóstwo drobniaków i chyba nigdy nie było sprzątane) wyjął gotówkę. Po czym skierował się do pociągu i wzrokiem pogonił kompana żeby nie został na dworcu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Blood znów roześmiał się i wziął kasę. Kompan cały czas uśmiechał się i na prośbę wejścia, sarkastycznie się ukłonił i wszedł do pociągu. Ekspres niebawem ruszył. Na szczęście w ich przedziale nie było żadnych nieproszonych gości. Ogier cały czas uśmiechał się i bawił swoją kuszą. W końcu spytał:

 - Dobra zabawa zabawą, a teraz przejdź do konkretów miałeś mi wyjaśnić co i jak i kto będzie dosłownie trzecim kołem u wozu, innymi słowy kto z nami jeszcze jedzie i dlaczego?

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Śpieszy ci się? Sam ją zobaczysz, wypytasz o wszystko i tak dalej-Odpowiedział z rezygnacją-Nazywa się Grawelyn, a jedzie z nami ponieważ dobry czarnoksiężnik się przyda i do walki i do ucieczki, a i przy okazji ma parę fajnych drobiazgów które mogą nam się przydać. Coś jeszcze?-zapytał na zakończenie, o czym wyją mapę przedziurawioną mniej więcej na środku. "W Changeli się nie przyda, ale lepiej sprawdzić jak ta trafić"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Blood uśmiechnął się i powiedział:

- Ech opryskliwy jesteś... Widać, że dobrze się uczysz ode mnie. Powiadasz, że to klacz i jeszcze czarodziejka? Słuchaj a ładna chociaż jest, czy bierzemy jaką fąfarę ze sobą na niebezpieczną misję, żeby nam zawadzała. Jak ładna, to chociaż pomoże swymi wdziękami, bo nie sądzę, że czymkolwiek jeszcze będzie w stanie. Nie ufam magom, oni są tacy... tchórzliwi, boją się otwartego boju, zasłaniając się umysłem.

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...