Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
kapi

Czarne zagrożenie

Recommended Posts

​Arceus szybko rzucił się w wir śnieżny. Poczuł przenikliwe zimno. Jego oczy pokryła biel płatków sypiących zewsząd. Jednak przed sobą dostrzegł światło. Za sobą słyszał głos Blooda, który pędził tuż za nim z toporami. Ogier dopadł do świecącej kuli i zatopił w niej swój sztylet, wbijając go aż po swój łokieć. Tuż za nim od góry uderzyły dwa topory Blooda. Cała kula zaczęła falować i wyginać się. Zamieć w okół osłabła, ale Arceus poczuł w ręce przejmujące zimno. Nagle gdzieś z tyłu zabłysła czerwień. Języki ognia mknęły w stronę kuli, ominęły łukami dwa kuce, które przymarzały do tajemniczej kuli i uderzyły w nią. Wszędzie buchnął błękitny i czerwony ogień, Arceus został po chwili odrzucony w tył dość silną eksplozją.

 

Gdy wstał zobaczył, że nie ma już golema. Za nimi stała Gravelyn, lekko dysząc.

- Nie spodziewałam się tego. Ten stary tłuk zabezpieczył swoje stwory. Nie macie magicznej broni prawda?

- Ja nie, nigdy nie była mi potrzebna.

- Chyba zwykłą bronią nie można zabić tych stworzeń, choć chociaż można je okaleczyć. Ciekawe skąd Morothen wziął tyle mocy aby utworzyć coś takiego. Sam nie byłby na tyle silny. 

W oddali drużyna usłyszała powolne kroki, na niebie szybował wysoko jakiś wielki ptak pokryty niebieskimi piórami, który krążył nad nimi.

- Poczekajcie...

Gravelyn złożyła kopyta i zamknęła oczy. Jej róg lekko rozbłysł.  Wokół niej pojawiła się lekko czerwona pulsująca aura. Chwilę później rozeszła się przezroczysta fala uderzeniowa, która zaniknęła kilka metrów od niej. Klacz otworzyła oczy

- Będziemy mieli towarzystwo. Jeszcze parę takich tutaj idzie, co robimy?  

   

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Znasz jakąś pułapkę na takie stwory? mamy chwilę, możemy odpocząć. A swoją drogą skąd to wiesz?-zapytał-I czy ma to związek z tym?-zapytał wskazując na ptaka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gravelyn spojrzała przenikliwie na Arceusa.

- To na górze to koniec planu ukrywania się. Najprawdopodobniej kolejny szpieg, którego nie mamy jak zdjąć, jeśli przekazuje wieści swemu panu na bieżąco on już o nas wie, jeśli Morthen dalej jest takim idiotą jak dawniej ,to to ptaszydło musi jeszcze dolecieć. Wiem, że zbliża się zagrożenie, bo przed chwilą rzuciłam czar lokalizacji. Kilka punktów magicznej energii się tu zbliża, a to mogą być praktycznie tylko te lodowe ludki. Co do pułapki, to nie ma szans, na magię nie ma pułapek, choć w tym przypadku... zadziała wszystko, co uderzy w rdzeń i ma odpowiednią masę.

- Czy jak nabiję trochę lodu na moje strzały, to zadziała?

- Jest taka szansa.

- Dobrze... - powiedział Blood i niespodziewanie z wrednym uśmiechem napiął kuszę. Skierował ją do góry, przymrużył jedno oko i nacisnął spust. Cięciwa zabrzęczała lekko, a pocisk poszybował w górę. Bełt miał olbrzymią prędkość i na początku zdawało się, że kusza Blooda jest na tyle silna, aby ustrzelić ptaka tak wysoko nad ziemią, niestety po długiej chwili pocisk zatrzymał się i zaczął opadać.

- Cholera wysoko lata - stwierdził Blood i splunął na ziemię, po czym odrąbał kawał lodu i zaczął nabijać na strzały.

- Mamy jeszcze chwilę, zanim tu dojdą.   

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Skąd nadejdzie pierwszy?-zapytał czarnoksiężniczkę.-Blood czuwaj, Gravelyn odpocznij chwilę, Blood utoruje ci drogę a ty go wykończysz, ja powstrzymam kolejnego i kiedy uporacie się z pierwszym pomożecie mi.-podał plan i nachuchał sobie w kopytka po włożeniu ich w zamrażane powietrze były zimne i skostniałe to nie najlepiej przed zbliżająca się walką. Po uporaniu się z chłodnym problemem pegaz był gotów do boju, zapytał jeszcze-Ile mamy czasu?-i rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu czegokolwiek co mogło by się przydać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gravelyn wyprostowała się i uśmiechnęła

- Mamy może minutę, a nadejdą z tej ścieżki, którą przyszliśmy.  Musieliśmy ich minąć. Cóż będzie gorąco.

Czarodziejce zapłonęły oczy, a jej kopyta oblały się płomieniami. Śnieg wokół zaczął lekko topnieć.

- Pokażmy temu nieudacznikowi czym jest magia.

Wszyscy czekali w napięciu. Arceus zobaczył tylko kilka nasypów śnieżnych powyżej ścian kanionu, w którym znajdowała się ścierzka. Z każdego nawisu wystawały potężne sople. Z oddali co raz wyraźniej słychać było kolejne kroki. W końcu zza wzgórza wyłoniły się trzy lodowe golemy. Jeden przy drugim. Minęło kilka sekund, zanim zorientowały się, że ktoś znajduje się na ich drodze. Arceus rzucił się do szarży na pierwszego, podczas gdy jego towarzysze czekali. Wszystkie golemy zaszarżowały w równej linii, pegaz postanowił zająć się tym z boku. Wraz ze swym sztyletem zaczął okrążać lodową ścianę konstruktów. Blood wycelował i błyskawicznie oddał strzał. Jego bełt z grudą lodu na końcu poszybował i prawie trafiłby cel, gdyby nie to, że golem z boku osłonił rdzeń drugiego swą ręką. Pocisk odbił się nie czyniąc większych szkód. Kusznik, widząc że nie zdąży oddać kolejnego strzału znów dobył toporków i stanął przed czarodziejką. Gravelyn uniosła się i skierowała kopyta w ziemię wymawiając namiętnie kilka sów. śnieg rozstąpił się i w środkowego golema uderzył, wystrzeliwujący z ziemi słup płomieni. Te ogarnęły całkowicie potwora i systematycznie topiły. On sam otworzył paszczę w grymasie bólu, choć nie wydał żadnego dźwięku. Pozostałe dwa go zostawiły rozbijając formację. Czarodziejka nie mogła długo utrzymywać czaru, gdyż musiała uniknąć potężnego ciosu, który golem wykonywał zamachując się swą maczugą. I ona i Blood odskoczyli w bok. Teraz Arceus stwierdził, że należy dobić tego stopionego, który właśnie miał zamiar się odrodzić. Wpadł pędem w rdzeń i przebił go sztyletem. Poczuł silny, zimny wiatr, który odepchnął go w tył. Jednocześnie z odrętwiałym z zimna ciałem Arceusa w tył odleciały fragmenty golema, który rozpadł się na kawałki. Ogier szybko wstał i podniósł głowę. W tym momencie dobiegł go krzyk jego towarzyszy. Zobaczył ich oplecionych jakimiś lodowymi łańcuchami wychodzącymi z ziemi. Ogniwa na sobie ostre kolce, po których spływała krew kucy. Co gorsza golem, który ich zaatakował właśnie szykował się do przebicia Gravelyn swym długim soplowatym ramieniem. Nie było czasu na zastanawianie się, gdyż Arceus spostrzegł jakiś ruch przed sobą i zorientował się, że wielka śnieżna kula napakowana kolcami z lodu mknie w jego kierunku, prowadzona ramieniem drugiego golema.      

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pegaz próbował sobie przypomnieć poradę kompanki "To w środku to rdzeń energetyczny, uderzajcie tam albo w głowę, nigdzie indziej nie ma sensu!" jako że rdzeń na tą chwilę był dla niego nie osiągalny pegaz rzucił się ku głowie stwora. Nóż wbijał zazwyczaj do oporu lub momentu w którym uznaje że starczy, w tym wypadku wbicie noża całą jego długością to za mało. Arceus celował w tył głowy. Nie zamierzał na tym poprzestawać, po pierwsze to za mało, po drugie drugi przeciwnik. Pegaz przeleciał na przeciw golema i przeciągnął nóż do siebie, tak, jakby chciał przeciąć jego głowę na pół. Przy okazja sądził że te stwory nie są najmądrzejsze i kula uderzy w ranionego golema za którym się skrył. Jego problemem był chłód, przyzwyczajony do klimatów Equestrji nie przepadał za ujemną temperaturą, ale tym razem musiał ja przetrzymać inna sprawa że nie ma specjalnie wyboru. Walka i wysiłek fizyczny też potrafią rozgrzać, ale to ciut za mało. Teraz miał na głowie rzeczy ważniejsze niż swój egoizm, miał na głowie i pod komendą kogoś kogo mógłby nazwać przyjaciółmi, kogoś na kim mu zależy i kogoś kto teraz jak nigdy wcześniej potrzebuje jego pomocy. "Pomogę im, tak jak oni pomagają mi" pomyślał sobie lecąc ku przeznaczeniu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus wyleciał w powietrze i rzucił się na golema, który zagroził jego przyjaciołom. Z prędkością błyskawicy spadł na głowę przeciwnika i wbił głęboko swój sztylet. Z trudem przeciągnął go, poważnie raniąc golema. Nie było to jednak łatwe, śnieg i lód stawiały znaczny opór. Szybko jednak odskoczył, licząc na uderzenie kulą lodu w głowę konstrukta. Tu Arceus się jednak przeliczył, bowiem maczuga wylądowała w śniegu, tam gdzie przed chwilą stał ogier. Wtedy kuc poczuł, że wlepiają się w niego dwa oczy golema, na którym siedział. O dziwo nie wyrażały żadnych emocji, co zdziwiło ogiera. Ta chwila dekoncentracji spowodowała, że zabójca za późno poczuł podmuch powietrza z prawej. Tuż po tym jak chłodny wicher owionął jego grzywę, uderzył go boczną stroną kolec. Cios był na tyle silny, że Arceus odleciał na 5 metrów i wbił się w śnieg. Poczuł duży ból i mógł się uważać, za szczęściarza, że żadna kość mu nie pękła. Podniósł się i z zadowoleniem zobaczył, że jego przyjaciele jeszcze żyją.

 

Niestety teraz oba golemy zamierzały się do potężnych miażdżących uderzeń, które miały zakończyć życie Gravelyn i Blooda. Arceus zerwał się do lotu, jednak coś zabolało go w skrzydle i skręcił raptownie, znowu spadając na ziemię. Zwrócił głowę ku przyjaciołom. Ci starali wyrwać się z potężnych łańcuchów. Całe ich ciała były zakrwawione i rozszarpane kolcami. Na ich twarzach malował się wyraz bólu. Blood dobrze to ukrywał, ale Gravelyn płakała. Nagle coś zdziwiło Arceusa. Klacz bowiem cały czas poruszała ustami, nie krzycząc, a wypowiadając słowa. W jej oczach kryła się żądza mordu. Nagle cała krew, pokrywająca jej łańcuchy i łzy zaczęły płonąć czerwonym ogniem. Oczy rozżarzyły się ostrą purpurą. Po chwili wszystko zajęło się ogniem. Łzy przeistoczyły się w potężne kule płomieni, a cała postać klaczy zmieniła się w żywą pochodnie. Łańcuchy momentalnie się roztopiły. Padający śnieg zmieniał się w wodę, a huk wydawany przez zaklęcie przypominał dźwięk pożaru lasu. Nagle ogień ustabilizował się, a klacz zamarła w bezruchu. Płomienie zaczęły pulsować. Najpierw słabo, później co raz mocniej, aż w końcu po kolejnym skupieniu wybuchnęły istną burzą pytromantyczną, ogarniając oba golemy i Blooda. Arceusowi zabrakło tchu w piersiach. Pożar trawił olbrzymią sferę przez piętnaście sekund, a później momentalnie zgasł. Oczom ogiera ukazał się Blood odrzucony w bok i lekko osmalony, spalona ziemia, z której cały śnieg wyparował w kilka chwil. Po golemach nie było najmniejszego śladu, natomiast zakrwawione, poranione ciało Gravelyn upadło na ziemię bez przytomności.         

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Gravelyn? Gravelyn!-krzyknął i podbiegł do niej. Przytknął jej ucho do ust a wzrok skierował na jej klatkę piersiową, chciał zprawdzić czy oddycha. Zwrócił uwagę na strzelca. Zabójca nadal trzymał sztylet, przystawił go szerszą stroną od czoła klaczy, cały czas próbując dowiedzieć się czego potrzebuje drżącym głosem pytał czy czegoś potrzebuje. Mimo tego że śmierć kucyka widział wiele razy dopireo teraz poczół ból i pustkę z nią związaną. "Gravelyn" powtórzył jeszcze raz gdy łza spływała mu po policzku. Wtedy przypomniał sobie o strzelcu zawołał do niego tłumiąc wszelkie emocje-Bloodeyes choć tu!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus podbiegł do leżącej, krwawiącej klaczy. Nie wyczuł oddechu, ani go nie zobaczył. Zawołał do Blooda.

- Co do cholery... ale mnie łeb boli, co się stało... do jasnej Celestii... - rzucił na koniec zaskoczonym głosem i podbiegł do klaczy. Poszukał różnych przedmiotów w swojej sakwie, dobył małą buteleczkę z czerwonym płynem.

- To powinno pomóc, oby zadziałało...

Wlał spokojnie trochę płynu do ust nieprzytomnej, poruszył tak jej głową, że płyn wlał się do żołądka. Zabójca dobył następnie jakieś zioła i zaczął nimi obkładać rany klaczy. Następnie zdarł z siebie kawałki ubrania i zaczął bandażować.

 

Arceus dalej uważnie obserwował klatkę piersiową Gravelyn. Nagle na policzku poczuł lekki i płytki oddech, a klatka piersiowa zaczęła się poruszać w górę i w dół w nieregularnych odstępach.  

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Gravelyn? spokojnie, wszystko w porządku?-powiedział z ulgą, objął jej kopytko i obserwował co się z nią dzieje. Cały czas patrząc na klacz zapytał strzelca-Nigdy wcześniej nie wspominałeś że znasz się na medycynie.

Tak powinni iść dalej, jednak Gravelyn musi odpocząć, a i Bloodeyes zasłużył. Drobny postój na odzyskanie sił, później dalsza wyprawa, teraz z pewnym celem pobocznym. Idą po głowę tego który zrobił to czarnoksiężniczce. Arceus zrozumiał o co chodzi z tamtym czarnoksiężnikiem, zrozumiał że jest pewnym problemem i zrozumiał jakie ma stanowisko w tej sprawie. Pomścić rany towarzyszy, pomścić wszystkich którzy na niego wpadli. Zemsta.

Edited by Arceus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Blood widząc, że czas na odpoczynek, usiadł, lekko się uśmiechnął do Arceusa, po czym rzekł powoli.

- Różne sytuacje zmusiły mnie do nauczenia się tego i owego. Z tego co widzę, wszystko będzie z nią dobrze, choć głowy nie dam. Uffff, przyda się nam odpoczynek. Wiesz nie lubię stworów, których nie da się zabić kuszą, denerwują mnie. Swoją drogą ładnie walczyłeś, dzięki za pomoc.

Gravelyn zaczęła oddychać co raz głębiej, śnieg w okół niej zaczął topnieć, a grzywa poruszała się niczym płomień małej świeczki. Klacz lekko jęczała przy każdym oddechu.

- To dobry znak. Napój pomaga, jeszcze chwilę i odzyska przytomność - powiedział Blood i uśmiechnął się. Sam sprawdzał swoje liczne otarcia i rany i zacżał je opatrywać.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus cały czas trzymał ją za kopytko, uścisk był znikomy, tak jakby kopytko klaczy było z najkruchszego materiału. Pegaz wzruszył się cudem życia, cały czas żyjąc pod presją, mając nad szyją gilotynę i miecze nie jednego kucyka zabójca coraz śmielej oszukiwał sam siebie myśląc że wymyka się śmierci, sądził że rany i trucizny to za mało aby pozbawić go życia, fakty jednak były inne. Życie jest strasznie kruche, można się oszukiwać że jest inaczej jednak prawdy się nie zmieni. Po policzku pegaza spływała łza, wzruszenie i szczęścia jakie dało mu wyrwanie przyjaciółki ze szponów śmierci. Ujawniającym wiotką stronę swojej duszy, lekko drżącym głosem powiedział do strzelca-Dziękuję-po czym już normalnym, stanowczym i pozbawionym głębszych uczuć głosem odpowiedział, cały czas patrząc na Gravelyn-Trzeba pomagać sobie nawzajem, najgorsze co może być to wróg wśród tych, których nazywamy przyjaciółmi. Ty też całkiem nieźle sobie radziłeś.-łza spłynęła na śnieg i zmieniła się w lód, Arceus wytarł jej resztki z twarzy, odłożył delikatnie kopytko klaczy na śnieżnym puchu i zajął się swoimi obrażeniami, bo z potyczki bez szwanku też nie uszedł.

Share this post


Link to post
Share on other sites

​Arceus zaczął sam siebie opatrywać każda rana bolała, ale był do tego przyzwyczajony. Blood uśmiechnął się do niego po czym podszedł zobaczyć jak się czuje Gravelyn. Ta akurat zaczęła się ruszać niespokojnie. Ogier chwycił jej kopyto, a ona wbrew wszelkim oczekiwaniom zwinęła się w kłębek, przytulając jednocześnie kopyto ogiera. Ten lekko się speszył, co rozśmieszyła Areusa, widział, jak klacz otwiera powoli oczy mrucząc coś pod nosem, po czym szklisty i nieobecny ich wyraz zmienił się na surowy realizm. Natychmiast puściła kopyto Blooda, odsunęła się od niego lekko. Najwyraźniej poczuła ból, gdyż skrzywiła się, po czym powiedziała lekko zdyszanym i w dalszym ciągu niepewnym, zmęczonym głosem:

- Dziękuję za ratunek, czy Wy jesteście cali?

- Podziurawieni... -   wtrącił Blood, po czym odrzekł już bardziej na poważnie - Żyjemy, dzięki naszemu wysiłkowi. No i mi znacznie lepiej się zrobiło jak tak bezbronnie się we mnie wtuliłaś słodka.

Grzywa Gravelyn zafalowała gniewnie niczym wybuchający pożar. Klacz otworzyła usta, szukając dobrego słowa, podczas gdy ogier śmiał się w najlepsze. Klacz zdałą sobie sprawę, że będąc nieprzytomną nie zanotowała wydarzeń, więc moimo chęci nie była w stanie zripostować bezczelność kompana. Stała więc tak z otwartymi ustami, przez co wyglądała głupio. Blood postanowił to wykorzystać i zarzucił kolejnym żartem rodem z wulgarnych koszar.

- Słuchaj jak chcesz mnie pocałować, to są lepsze metody niż otwieranie ust i czekanie, aż podejdę.

 Tu wybuchnął istną kanonadą śmiechu. Gravelyn wręcz gotowała się ze złości.

- Co na takie teksty poderwałeś swoją pierwszą dziewczynę? Byliście wtedy w przedszkolu, że zadziałało, czy po prostu klacz była głupia?

Tak poważna odpowiedź zbiła trochę z tropu Blooda, który jednak przypomniał sobie coś, bo chwilę siedział zamyślony, a potem znów parsknął śmiechem, Gravelyn nie mogła tego znieść podeszła do Arceusa i zapytała szorstkim i płomienistym głosem

- Przypomnij mi dlaczego ciągamy tę łachudrę ze sobą, aby swoim śmiechem zwabić na nas stado bestii?

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arceus nie jest wypranym z uczuć zbójcą, nadal potrafi się śmiać. Brakowało mu trochę tego, tak często działając solo nie miał za bardzo okazji do śmiechu. Teraz się takowa nadarzyła. W tym sporze był bezstronny, więc zarówno płytki humor kompana jak i rewanż kompanki zaowocowały u niego w szczery nawet ciepły hihot.

Jednak po chwili radości nadeszła smutna rzeczywistość. Odpowiedź najpierw otrzymał strzelec, zbójca ponownie z tą samą rezygnacją powiedział.-Ech mówiłem łapy precz, l w sumie ocaliłeś ją więc przymknę na to oko.-Zaraz po tym odpowiedzi doczekała się Gravelyn-Tak dobrze słyszałaś koniec końców to on cię ocalił, może to dobrze że go tu przywlokłem... Mniejsza jest z nami by nam pomagać i jak widzimy robi to, ty też nie ukrywam wiele zrobiłaś... Jak już to Blood wyjaśnił żyjemy, a ty jak się czujesz? Jeśli już wystarczająco dobrze ruszamy dalej, jeśli potrzebujesz jeszcze chwilę by dojść do siebie nie ma pośpiechu.-mówiąc to usiadł przy niej i z ledwo wyczuwalną troską w głosie powiedział do niej-Cieszę się że nas teraz nie zostawiasz.-owszem była to ledwo wyczuwalna zmiana w głosie, ale w końcu z Gravelyn zna się nie od dziś.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Czuję się już lepiej, w prawdzie przydałby się odpoczynek, ale nie tutaj. Słuchaj, tak jak mówiłam, spodziewałam się ze strony Morthena mniejszej biegłości magii. Coś tu jest nie tak. Nie wiem czy chcemy dalej ryzykować. O przekradaniu się nie ma mowy, zaraz nas znowu wykryją jego szpiedzy. Nie wiem też czy rozsądnie byłoby się mierzyć z nim w jego górskiej twierdzy. Może lepiej zawróćmy?

- Co przyprowadziłaś nas tu, żebyśmy sobie powalczyli z bałwanami i poszli. Jak kojarzę alternatywą będzie przedostanie się przez normalną granicę Changeli, a oni raczej dość skrupulatnie sprawdzają bagaże...

- Mówię tylko, że zostając tu dużo ryzykujemy, gdyż nie wiem czemu moc Morothena aż tak wzrosła.

- Jak na razie daliśmy radę, może to jedyne takie stwory tego gościa. Poza tym czarownika łatwiej ściągnąć z kuszy.

- Nie bądź tego taki pewien... Gdyby nie sytuacja chętnie pokazałabym ci co czarodziej może zrobić z kuszą. Niemniej jednak może masz racje, może to były jedyne potwory Morothena. Jestem zbyt słaba, aby stwierdzić, czy w dużej odległości znajdują się jakieś nienaturalne skupiska magii.

- Arceus chyba decyzja znów należy do Ciebie... Zawracamy, czy po mojemu wbijamy gościowi na chatę i zabijamy go za to jak nas poharatał.

To powiedziawszy Blood uśmiechnął się porozumiewawczo. Natomiast Gravelyn spojrzała dość dobitnie, wyczekując w napięciu decyzji.      

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites
-Mówisz że jego moc nagle wzrosła? Czy przyczyna może leżeć w Changei? Jeśli tak to ta droga może być mniejszym złem. Po za tym musimy jeszcze mieć jak wrócić i o ile changelingi mogą się przegrupować tak on sam tego nie dokona. Idziemy po niego! Gravelyn jesteś w stanie iść, czy wolisz żeby ktoś ci pomógł? Blood nie denerwuj jej, lepiej rozejrzyj się czy coś na nas nie czyha.-Powiedział i pomógł jej wstać. Żarty się skończyły, teraz będzie już tylko trudniej. Bloodeye i czarnoksiężniczka powinni już wiedzieć że będzie ciężko, w końcu Arceus nie słynął z tego że bierze kompanów na wyprawy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gravelyn zareagowała na słowa Arceusa zamyślonym wyrazem twarzy.

- Cóż jakaś pomoc ze stony Changeli była by wyjaśnieniem, ale Morothen i Chrysalis? Jakoś coś mi tu nie leży. Ostatnio, jak z niem "współpracowałam" działaliśmy w zupełnie innych rejonach, ale nawet wtedy nie wyrażał się pochlebnie w stosunku do podmieńców...

Arceus dokończył wypowiedź. Natychmist Blood spoważniał rzucił jeszcze tylko szybkie:

- No i to rozumiem, już lecę. A Twoją koleżankę lubię, dokuczam, bo chce rozluźnić atmosferę.

Tu uśmiechnął się rozbrajająco w kierunku Gravelyn. Ta również lekko się uśmiechnęła i mrugnęła potwierdzająco oczami. 

- Siły mi już trochę wracają. Iść mogę, choć na razie w tych warunkach za dużo w walce nie pomogę. Jeśli mamy po niego iść to pamiętajcie, że najlepiej zbić go jak najszybciej.

 

Arceus przeszedł jakiś kilometr z Gravelyn, która stąpała z zamkniętymi oczami, emanując ciepłą aurą. Najwyraźniej zbierała siły. Nagle usłyszeli jakieś szybkie kroki. Blood wrócił biegiem, zbliżył się do nich, po czym rzekł:

- Hej, znalazłem tę wieżę. Czy ten sopel lodu, w którym pewnie mieszka ten popapraniec. Jakieś pół kilometra stąd, za zakrętem. Staży brak, a wejście jest otwarte. Nikogo nie widziałem.

-Głupiec albo myśli, że nas zabił, albo gdzieś wyjechał, albo nie jest w ogóle świadomy co się tu dzieję, jednak lepiej być ostrożnym.

- Widziałem tam jakieś okno na szczycie. Dałbym radę się tam wspiąć, mam linkę s hakiem do kuszy. 

- Nie wiem czy to rozsądne się rodzielać. Okno pewnie prowadzi do głównej komnaty Morothena, jeśli tam wejdziesz możesz uruchomić magiczne pułapki, albo

- Widać, że mnie nie znasz, Arceus idę tam, wy dolnym wejściem.

To mówiąc zaczął odchodzić zdecydowanym krokiem. Gravelyn tylko westchnęła i spojrzała bez słowa na Arceusa.  

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Zaczekaj. Wierzę w twoje umiejętności, jednak to nadal nieobliczalny typ. Nie wiemy co planuje, ale zero straży, otwarte drzwi. To by było za proste. Gravelyn, jesteś w stanie sprawdzić czy faktycznie nie ma straży?-Powiedział szybko idąc za strzelcem. Lubił podejście Bloodeyes'a, szybko i skuteczie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gravelyn prawie od razu odparła:

- Już sprawdzam...

Nagle jej źrenice zwężyły się. Przez ciało przebiegł jakiś dominujący dreszcz, aż w  końcu cała upadłaby na ziemię, gdyby nie szybkie kopyta Arceusa, który ją pochwycił. Cała była wiotka, ledwo oddychała, płytkimi haustami. Jej źrenice zaczęły blaknąć.

- Co to u licha za magia. Co ten gość jej zrobił?! Wiesz jak ją z tego wyciągnąć?

Arceus zastanawiał się usilnie przez kilka dłużących się w nieskończoność sekund, aż w końcu przez ciało Gravelyn przeszedł kolejny wstrząs. Złapała powietrze potężnym wdechem, niczym topiący się kuc. Zamachała kopytami, a jej oczy wyostrzyły spojrzenie na Arceusie.

- Cholera on o nas wie i zaraz

 

 - Witajcie podróżnicy i Ty moja koleżanko! Widzę, że dalej jesteś na tyle potężna, aby obejść moją pierwszą magiczna zaporę przed infiltracją i przeżyć, no cóż jestem pod wrażeniem. Co robicie w moich skromnych progach? Czego chcecie od Morothena?

Na dźwięk pierwszych słów ze śniegu z gór, tworzących przełęcz zbiły się kolejne lodowe golemy. Tym razem było ich osiem. Zza zakrętu, na wielkim, rosnącym lodowcu sunęła w ich stronę jakaś postać. Była owiana białą, śnieżną zawieją. Gdy ogier dokończył swej przemowy, lodowiec zniżył się na 2 m nad ziemią, a biała zasłona wichru opadłą. Wszyscy troje zabójcy zobaczyli kuca średniego wzrostu, opatulonego w biały płaszcz, z niebieskimi akcentami, przedstawiającymi płatki śniegu. Jego twarz zakrywał kontrastujący ciemno fioletowy kaptur. Kuc wysunął swe kopyto, szczelnie odziane w strój i odsunął zakrycie głowy. Na bok opadła długa, zwiędła i podziurawiona siwa grzywa, zakrywała połowę twarzy czarodzieja. Druga połowa, którą było widać była szaro niebieska, a oczy zostały pozbawione tęczówek. 

 

Blood zaklął pod nosem i momentalnie bez ostrzeżenia podniósł kuszę. Dźwięk cięciwy i lecącego bełtu rozszedł się w powietrzu. Jakiś niebieski błysk. To lodowa tarcza, wyrzucona z kopyta, osłoniła Morothena od śmiertelnego pocisku.

- Cholera...

- Jak śmiałeś!

- Napchaj się tym i się zamknij!

Blood ponownie naładował kusze w mgnieniu oka i posłał następny bełt. Tym razem golem zasłonił swego pana, przyjmując bełt na siebie.

- Co tak stoicie ruszcie się!

- Nawet nie wiesz Gravelyn jak długo czekałem na tę chwilę... Pamiętasz te chwilę, kiedy porzuciłaś mnie samego na pastwę tym changelingom?!

- O czym Ty mówisz?! To Ty chciałeś mnie im wydać!

- Zawsze taka byłaś... nic nie rozumiałaś, nie potrafiłaś przejrzeć zamiarów i duszy kucyka! Ja tylko zawarłem układ, dostarczę im ciebie, a oni dadzą mi pieniądze. Ty nie wiesz co to znaczy mieć śmiertelnie chorą siostrę. Ja wtedy miałem, potrzebowałem tych pieniędzy na lekarstwa! Przez to, że uciekłaś kilku zasadzkom musiałem złapać cię sam. Nie rozumiałaś, jak zwykle, że uwolniłbym cię zaraz po otrzymaniu nagrody. 

- Bredzisz!

- A ty dalej nie słuchasz. Przez ciebie umarła mi siostra! Rozumiesz to?! Umarła, bo nie chciałaś mnie wysłuchać. Gdy walczyliśmy nie dałaś mi powiedzieć słowa! Wtedy byłem słabszy, chciałem ci powiedzieć, ale ty ciskałaś we mnie kulami ognia. Nie mogłem nic ci powiedzieć. Musiałem walczyć, bo oni patrzyli! Rozumiesz! Nie usłyszeliby, ale widzieli! Przez ciebie umarła moja siostra. Wtedy, gdy uciekłaś, nie obchodziły ich moje wyjaśnienia i kolejne plany. Uwięzili mnie i zabrali do swej mrocznej twierdzy. Tam eksperymentowali na mnie i zrobili mi TO!

W tym momencie kuc odtrącił grzywę na bok i ukazała się druga część jego twarzy. Była to twarz changelinga. Nie poruszała się i nie wyrażała emocji. Blood był już w trakcie walki z golemem. Udało mu się naładować kusze i wykrzyknął:

- Udław się robalu! 

- Ignoranci, teraz ja nawet nie dam wam niczego powiedzieć i będę patrzył jak giniecie! 

Skinął ręką i golemy ruszyły. Gravelyn stałą z opuszczoną głową, a jej grzywa sypała iskrami.

- Nikt nie będzie mi mówić, że to ja jestem temu winna. Sam uśmierciłeś swoją siostrę! Wtedy ze mną przegrałeś teraz też tak się stanie! 

To mówiąc cisnęła kulą ognia, która w okamgnieniu przemknęła i roztopiła kolejną, utworzoną jeszcze szybciej magiczną barierę.

- Teraz przegrasz, a ja pomszczę swą siostrę!

- Arceus, on został wzmocniony magią robali! Będzie ciężko!

- Odsuń się ty bałwanie! - Krzyknął Blood i swym toporkiem wbił się w rdzeń golema. Ten zachwiał się i rozpadł, tworząc kupę śniegu. Chwilę później poleciał kolejny bełt. Wbił się w lodową ścianę, która z każdą sekundą rosła, odgradzając Morothena od pola walki. Tymczasem z góry wyszedł kolejny golem.     

 

  

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wysłannik Celestii wydał polecenie, które posłusznie wykonała Gravelyn. Polecenie zdawało mu się proste. Mylił się. Katem oka dostrzegł jak jego kompanka leci na spotkanie ze śnieżnym puchem. Pierwszą myślą nie było pytanie "co się stało" pierwszą myślą był impuls do pomocy. Zabójca szybko, a jednak delikatnie pochwycił swoją bezwładną kompankę balansująca na granicy życia i śmierci. Zobaczył że oddycha, że dzieje się z nią coś niedobrego. Wtedy pojawiło się pytanie "co się stało". Nie wiedział, nie wiedział co się stało, nie wiedział co się dzieje z jej kompanką, czół jednak, że to jego wina. Po chwili czarnoksiężniczka ocknęła się. Ogier sapnął z ulgą, jednak nie teraz był na to czas, bo oto i  Morthon przybył, ze swą świtą. 

Arceus zamknął oczy i wyciszył się. Odetchnął głębiej, i uspokoił rytm serca. Trwało to może sekundę, może nawet nie, ale wystarczyło. Od teraz tylko on i Morthon, Reszta niech się zajmie sobą.

- Gravelyn. Pilnuj go. - rzekł wskazując na Blooda. - Pośli mu jeszcze jedną kulę ognia, dopilnuj by cała jej energia była skierowana w jego stronę, ja to skończę jeśli będzie trzeba. - Mówił do niej, gdy wrogi czarnoksiężnik przynudzał historią swojego życia, która naprawdę mało obchodziła skrytobójce. Po chwili Gravelyn ostrzegła, że może być ciężko - Nikt nie mówił, że będzie lekko. Zrób to o co cię prosiłem, a skończymy tą walkę, zanim tamten wszystkie bełty wystrzeli. - mrugnął porozumiewawczo i ustawił się.

Zabójca czekał na czar kompanki. Gdy tylko kula poleci w stronę wroga Wysłannik zamierza polecieć za nią, skryć się w cieniu czaru przed wzrokiem wroga. Liczył na to że czar przebije się przez tarcze czarnoksiężnika, jeśli by się tak stało Arceus miałby czyste pole i mógłby bez większych, znanych mu, trudności zatopić nóż w jego szyi, lub piersi. Reszta profilaktyczny i nadprogramowych dźgnięć miała by miejsce później, bezpośrednio po tym.

Gdyby jednak coś miało pójść nie tak zabójca był gotów wylądować kopytami na tarczy i odbić się od niej, by z pełnym impetem wlecieć w rdzeń golema, który mógłby zagrozić jego kompanom. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gravelyn tylko lekko skinęła głową, gdy Arceus szykował się do ataku, ona stanęła pewnie na kopytach. Jej grzywa zafalowała i w powietrzu pojawiły się dziwne ogniste kręgi runiczne. W centrum każdego z nich rozpalił się kamień, uformowany i czerwony niczym bursztyn. Ich powierzchnia topiła się, choć trzymała stały kształt. Gdzieniegdzie biel wyzierała ze struktury kryształów. Śnieg w okół czarodziejki zaczął się topić. Ona wymawiała powoli jakieś tajemnicze słowa. Po ziemi przesuwały się co raz dalej w stronę Morothena czerwone ścieżki płomieni, które natrafiając na lód sprawiały, że ten topił się sycząc.

 

Blood w tym czasie zmagał się z golemem. Powalił drugiego precyzyjnym strzałem w rdzeń.

- Ha dużo lepiej się walczy, jak się wie, gdzie to diabelstwo bić!! 

Jednak właśnie miało przestać być tak prosto, bowiem wszystkie siedem golemów doszło na pole bitwy. Ich nogi unosiły się powolnie, w pędzie tych bloków śniegu i lodu. Blood uniknął jednego, zwinnym ruchem, ale drugi odrzucił go silnym ciosem na kilka metrów. Przez powietrze przewinęło się ciche stęknięcie. Arceus zaczął się denerwować, za chwilę miał wpaść na niego inny golem, a Gravelyn nie kończyła. W końcu spojrzał tej bezwolnej bestii w oczy, szykując się na atak w rdzeń, gdy klacz zakrzyknęła:

- Teraz!

Ogier momentalnie zmienił obiekt ataku. Czekał na kulę ognia, gdy nagle zamiast niej usłyszał krzyk. Obrócił głowę. Wszystkie kręgi pękły, a rubiny wystrzeliły na boki, niczym fajerwerki, gasnąc po chwili. Na Gravelyn z wysokości zleciał lodowy ptak - kolejny wytwór Morothena. Zaczął unosić czarodziejkę. Arceus chciał się rzucić na pomoc, jednak usłyszał, jakby zbliżającą się burze od przodu. Gdy odwrócił głowę było już za późno. Wielka góra lodu wbiegła w niego, odrzucając na bok i turbując. Poczuł ból w klatce piersiowej i śmiech wroga.

- Wypchaj się tym stary changelingu!!!

Rozległ się dźwięk spuszczanej cięciwy, jakiegoś odbicia i zaraz kolejny bełt poszedł w niebo. Tym razem okropny skrzek i jakby rozbijanie szkła. Arceus podniósł głowę, uniknął maczugi golema, czuł dalej ból, ale zobaczył, że Gravelyn jest już na ziemi i znów zaczyna kastować zaklęcie. Znów powstały w powietrzu kręgi. Gravelyn spojrzała na Arceusa, ten odwzajemnił porozumiewawcze spojrzenie, jednak kolejny cios golema, którego zabójca zręcznie uniknął, przerwał tę piękną chwilę przekazu informacji. Zabójca zauważył tylko kilka lodowych ptaków, krążących nad polem bitwy.            

Share this post


Link to post
Share on other sites

Informacja dotycząca wszystkich sesji - zaczęły mi się wakacje, niestety nie będę miał tyle czasu ile przewidywałem - szczegóły zapraszam na PW, ale niemniej planuję jednak trochę poodpisywać w sesjach. Osoby dalej zainteresowane wspólną zabawą proszę o kontakt na PW i potwierdzenie, żebym nie odpisywał w zakończonych sesjach :pinkie3:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...