Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
aTOM

Cracked Beauty [PL][Oneshot][Slice of life]

Recommended Posts

CRISIS wrócił, ale przerwa w tłumaczeniach pobocznych jest z mojej strony niewybaczalna! Dlatego wziąłem się ostro za naprawę tego błędu i prezentuję wam kolejne tłumaczenie. Niezwykle zwykłe opowiadanko, których mi (i nie tylko mi, jak sądzę) zawsze brakuje.

Czytajcie, komentujcie, opieprzajcie tłumacza - jednym słowem, miłej zabawy  :yay:

 

autor: Slate Sadpony

korekta: Jet.Wro (radosny mamut o wektorze [0, Wieczna Kraina Rozpusty na Wenus], SŚCh, APU, OiPPontiMax, KPUiŚ), Jacek Hożejowski

 

Opis: Derpy jest oddaną swojej pracy listonoszką, ale niestety nieutalentowaną pod tym względem. W końcu szef daje jej ultimatum: albo dostarczy następną przesyłkę w całości, albo będzie ona ostatnią w jej karierze.

 

Strzaskane piękno

 

Cracked Beauty [ENG]

Edited by Dolar84
  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lektura zakończona.

 

Właśnie takie Slice of Life, jakie lubię najbardziej. Dosłowny "wycinek życia" :D. Mamy sytuację, problem i jego ewolucję ku pewnego rodzaju rozwiązaniu. Na dodatek opowiadanie choć proste i jasne, zawiera w sobie ważne przesłanie. Świetna rzecz.

 

Co do tłumaczenia, to wystarczy spojrzeć na to kto się podjął zadania - po raz kolejny dostaliśmy przykład modelowo przełożonego tekstu (chociaż moja malkontencka natura kazała mi wnieść sugestię czy dwie :crazytwi:) aTOM nie dość, że wybiera fenomenalne teksty, to jeszcze tłumaczy je na najwyższym poziomie.

 

Czekam na kolejne opowiadania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z sugestii skorzystałem, dziękować. Dziękuję również za komentarz. Mam nadzieję, że pojawi się ich też nieco więcej :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po skończonej lekturze opowiadanie pozostawia po sobie jak najcieplejsze wspomnienia, to na pewno. Trudno mi jednak określić w czym tkwi istota uroku całej tej niedługiej historyjki. Być może jest to sama fabuła oraz towarzyszący jej klimat. Być może sytuacja, w jakiej znalazła się bohaterka budzi sympatię. A może chodzi o to, że im bliżej końca jesteśmy, tym lepiej się czujemy. Może być również tak, że chodzi o wszystko po trochu.

 

W pierwszej kolejności wymieniłem fabułę oraz klimat. Nie da się ukryć, że, tym, co napędza kolejne wydarzenia, jest prosty jak parasol koncept: Derpy musi dostarczyć paczkę, czyli dostać się z punktu A do punktu B, przy czym grozi jej zwolnienie, ale najpewniej tak się nie stanie, bo adresat okaże się wspaniałą osobą. Tak w gruncie rzeczy można całe opowiadanie streścić. Niby nic, ale zostało to przedstawione i omówione w bardzo przyjemny sposób, a przy tym opisane zwięźle oraz konkretnie, dzięki czemu czytelnik co dwa akapity nie przewraca oczami i nie nabiera chęci na zabranie się za coś innego. Innymi słowy, historyjka została napisana tak, że potrafi przy sobie zatrzymać.

 

Przyglądając się bliżej wydarzeniom, bohaterom, to wszystko wydaje się dosyć… Kreskówkowe. Serialowe wręcz. Jest to jeden z elementów składowych zaserwowanego klimatu, który przekonuje nas, że to mógłby być prawdziwy odcinek serialu. Chodzi tutaj o to, jak wyobrażamy sobie smutną, zestresowaną Derpy, za którą stoi widmo utraty dotychczasowej pracy, a także to, jak bardzo się stara, mimo swej niezdarności, której przy swych najszczerszych chęciach nie jest w stanie obejść. Wiele znaczy również wkurzony szef, który w ramach najgorszego straszaka przedstawia wizję przeniesienia Derpy na stanowisko, gdzie do końca świata będzie obracać ciągle te same koperty. Widać jego frustrację, niechęć, te sprawy. Wreszcie, docieramy do tego drugiego, weselszego bieguna, w gdzie do głosu dochodzi Pretty Pieces oraz Sortie. Ogólnie rzecz biorąc, postaci są całkiem wyraźnie zarysowane, choć tak naprawdę grają w historii drugie skrzypce i nie pojawiają się na zbyt długo. Pojawiają się w starannie dobranych punktach fabuły, wpływając na Derpy oraz zmianę jej samopoczucia/ nastawienia. Jedne są podkreślone na czerwono, jako te negatywne, inne zaś, na zielono, co sygnalizuje, że mają za zadanie załagodzić sytuację w odpowiednim momencie, wspomóc dobrym słowem, rozluźnić atmosferę. Być może są nieco szablonowe, ale nie rzuca się w to oczy aż tak, być może ze względu na wrażenie, jakby był to pełnoprawny odcinek. Mało tego, wskazuje na to również końcówka, która zalatuje subtelnym morałem, przychodzącym na myśl list do Celestii. Wszak tu też otrzymujemy wiadomość, tyle, że strony są nieco inne niż zazwyczaj ;)

 

Zagłębiając się bardziej w zagadnienie, na początku, mamy coś, co nazwę „biegunem smutnym”. Mianowicie, Fabuła koncentruje się na sytuacji podbramkowej, w której znalazła się Derpy, na napiętej atmosferze w pracy oraz ultimatum, jakie postawił jej surowy szef. Początek opowiadania jest dosyć posępny i sprawia wrażenie, jakoby w tytule powinien pojawić się jeszcze jeden tag – [Sad]. Zaprezentowane wydarzenia, poprzez to jak zostały opisane, zaaranżowane, starają się zadziałać na czytelnika, wpłynąć na niego, przekonać, że żarty się skończyły i niedoceniana Derpy naprawdę może pożegnać się z posadą listonoszki. W miarę jak czytelnik zbliża się do „bieguna wesołego”, tworzy się swego rodzaju napięcie, co znajduje swą kulminację w rzekomym potłuczeniu paczki, czyli temu, co miało przekreślić jej karierę. Chcemy, aby Derpy się powiodło, choć przeczuwamy jak najpewniej to się skończy. I tutaj muszę wspomnieć, że od tego momentu, im dalej brniemy w historię, tym mniej nas ona zaskakuje. Dalszy ciąg wydarzeń jest możliwy do przewidzenia, w jakimś stopniu – paczka wygląda na roztrzaskaną, ale najpewniej tak nie jest, najpewniej o to właśnie chodziło, najpewniej nie było czego się bać. Ale bynajmniej nie rujnuje to lektury.

 

Czym jest zatem wspomniany „biegun wesoły”? Zaczyna się na spotkaniu z Pretty Pieces i doręczeniem przesyłki, a kończy na scenie na nowym stanowisku, gdzie Derpy towarzyszy nowy przełożony, Sortie. Jest to również zwieńczenie tej niedługiej historyjki. Ogólnie, to całkowita odwrotność tego, co opowiadanie serwuje na początku – mniej stresu, więcej satysfakcji z pracy, swobody, radości. Efekt był taki, że im bliżej czytelnik znajduje się zakończenia, tym większą satysfakcję odczuwa, jest mu lepiej, bo Derpy jednak się udało z tego wybrnąć. I mimo tego, że można to było przewidzieć i w zasadzie zakończenie niczym nie zaskakuje, to jednak wciąż było to przyjemne doświadczenie, warte poświęcenia tych kilku minut na dziewięć stron zupełnie zwyczajnego kawałka życia.

 

Czy opowiadanie pozostaje w pamięci? Owszem. Może nie jest na tyle pamiętne, bym o każdej porze dnia i nocy potrafił wymienić każdy, nawet najdrobniejszy szczegół, ale z całą pewnością pozostawia w głowie ślad, w postaci ogólnego szkicu historii oraz klimatu, który to sprawia, że ma się ochotę powrócić do tego tytułu. Po raz pierwszy czytałem opowiadanie jakoś na początku grudnia i jakoś mi tak zostało, że myśląc o nim, mam skojarzenia z okresem świątecznym. Nie wiem, być może pora oraz samopoczucie, w jakim znajduje się czytelnik podczas pierwszej lektury również ma znaczenie na odbiór.

 

Co jeszcze? Historyjka z całą pewnością godna była tłumaczenia i to tłumaczenia na wysokim poziomie. Sądzę, że takie zostało nam zaserwowane. To znaczy, nie mam zbyt dużego doświadczenia w tłumaczeniach, moja angielszczyzna jest całkiem dobra, ale porównując tłumaczenie z oryginałem nie wydaje mi się, aby gdzieś pogubił się sens, bądź też, by zabrakło kilka kluczowych kwestii. Skądinąd wiem, że czasem tłumacze, jeśli nie wiedzą jak coś przetłumaczyć tak, aby brzmiało dobrze po polsku, dla Polaka, to albo zmieniają sens zdania całkowicie, albo dodają coś od siebie, albo porzucają zdanie w ogóle. W polskiej wersji „Cracked Beauty”, tego nie widać. Nie brakuje żadnych wątków, nic nie zostało wycięte, ani zamienione na jakieś mało adekwatne wstawki. Jest znakomicie. W ogóle, dzisiaj, już w 2016 roku (recenzja miała się ukazać w 2015), opowiadanie wydaje mi się… Klasyczne. „Klasyk”, to pierwsze słowo, jakie przychodzi mi do głowy, kiedy pomyślę sobie o samym tytule. Bardzo dźwięcznym tytule, warto dodać. Kojarzy się z czymś fajnym, przyjemnym, czymś, o czym trudno zapomnieć i do czego zawsze ma się ochotę wrócić ze zdrowia nostalgią. Coś jak „Mandate of Heaven” ;)

 

Reasumując, mamy tu bardzo ładne opowiadanie, z przyjemnym, serialowym klimatem, ciekawie zarysowanymi postaciami, które mimo ogólnej prostoty oraz przewidywalności, potrafi wciągnąć, usatysfakcjonować i zagnieździć się w głowie na tyle, że chce się do niego wrócić. Historyjka godna tłumaczenia wysokiej jakości, które zresztą zostało nam zaserwowane. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak podziękować aTOMowi oraz polecić tytuł, szczególnie miłośnikom tagu [Slice of Life].

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...