Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

RedSky

Brony
  • Content Count

    345
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

5 Neutral

About RedSky

  • Rank
    Kucyk
  • Birthday 04/04/2000

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    46300563

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Ulubiona postać
    Pinkie Pie

Recent Profile Visitors

1,614 profile views
  1. Uncanny zacisnął wargi w grymasie niezadowolenia. Jak to nie chce wybierać?! Sztuka jaką uprawia wymaga choć częściowej kooperacji z drugą stroną spektaklu. Magik westchnął, chciał już znów oprzeć się o ścianę i czekać na rozwój wydarzeń, ale krew go zalewała na myśl o zmarnowaniu triku. - Czyli nie bawisz się po dobroci? - wycedził przez zęby - Dobrze. Zrobimy to inaczej Unacanny rozłożył sobie przed twarzą talię kart i dotknął rogiem pierwszych czterech. Hologramy, wcześniej półprzezroczyste, w pełni się teraz zmaterializowały. Cztery metalowe platformy w kształcie figur znanych każdemu, kto trzymał kiedyś w ręce karty, ustawiły się w schody. Kuc wszedł po nich, a gdy znajdował się na najwyższym, treflowym podeście zaczął wypatrywać przeciwnika, skrytego w podejrzanej mgle. Nic z tego. Ale był sposób. Magik wyrzucił nad siebie trzy karty pikowe, dwójkę, trojkę i piątkę, i skierował je w różne miejsca areny. Zawisły, jedna nad sufitem, druga tuż pod nim, a trzecia za iluzjonistą. Magik skupił wzrok we mgle, a karty rozbłysły na krótko oślepiająco jasnymi światłami. Nic, nic i... dziwne załamanie cienia. Wystarczające na cel. Kuc uśmiechnął się. Wyrzucił nad siebie resztę talii, która zawisła mu nad głową, Róg rozbłysł mu jaśniej, a czterdzieści dziewięć kart zgięło się w połowie. Róg rozbłysł jeszcze raz, a karty zaczęły trzepotać wcześniej otrzymanymi skrzydełkami. Tekturowe motylki. Małe stadko. Magik wskazał skinieniem głowy w miejsce, gdzie znajdował się zarys. Motylki zapłonęły barwnymi płomykami. Różnokolorowe światełka migały w mgle, chmara chwilę jeszcze pokrążyła i skierowała sie z stronę Emrrona, chcąc „ucałować” go swoim gorącem. I nie tylko. Od niebieskich świetlików promieniowało chłodem, żółte co jakiś czas oddały w powietrze trochę prądu, a z zielonych skapywał żrący płyn nieznanego składu. Dla zwiększenia sprytne motylki, ku radości swojego stwórcy, w locie uformowały w locie smoczy łeb, doskonale widoczny i w mgle, i na widowniach.
  2. Wróciłem! Po tygodniowym wyjeździe do Włoch aż stęskniłem się za forum.

    1. Wizio

      Wizio

      Cieszymy się, jednakowoż musisz odpisać w sesji NLR/SE =3

  3. Czarownik do tej pory opierał się o ścianę areny naprzeciwko Emronna, czekając w nieruchomości na pierwszy ruch przeciwnika. Oczy miał zamknięte, czoło zmarszczone w skupieniu. Zaczęło się. Usłyszał dokładnie całe przesłanie, wzdrygnął się na myśl o niespodziance. Niespodzianka to sekret. On lubi wiedzieć wszystko o wszystkim, bez tajemnic. Opadł i zaczął iść przy ścianie, delikatnie dotykając jej prawym kopytem. Gdy zapuścił się już do połowy jednej strony areny, zawrócił i uczynił to samo po drugiej. Po takim spacerze wrócił na swoje miejsce i zaczął, donośnie, ale bez krzyku: - Też cię witam, Emronnie. Postaram się Cię nie zawieść, ale moja ulubiona dziedzina magii ma to do siebie, że jest jednym wielkim oszustwem. Niczego Ci więc obiecać nie mogę, ale dam z siebie wszystko i trochę. Publika jest tu bogiem i wyrocznią, więc jej tym bardziej nie mogę do siebie zrazić. Powodzenia. Sięgnął za kołnierzyk i wyjął jedną ze swoich talii kart: - Niespodzianka w zamian za zabawę. Popatrz - mówiąc to rzucił kartę w każdy z rogów areny. W miejscach ich zniknięć we mgle pojawiły się sporych rozmiarów wizerunki każdego koloru: trefla, piku, karo i kier. Podrapał się za uchem i kontynuował - Wybierz swój ulubiony kolor, dobrze? Po wygłoszonym monologu zaczął przyglądać się miejscu w którym stał przeciwnik, tasując jednocześnie karty. Tak, to będzie dobry pojedynek. ................................................................. Przepraszam, ale nie będę w stanie odpisywać do 29 czerwca. Wyjeżdżam do Włoch na wakacje, prawdopodobnie nie będę miał dostępu do sieci.
  4. RedSky

    Temat rzeka, ale założenie proste. Oceniamy się (wpisujemy całokształt, ale ma on się składać z cech zewnętrznych i wewnętrznych) i uzasadniamy swój werdykt (Skala 1 - 10). Przykład: Oceniam się na 7. Podoba mi się mój obecny wygląd, ale wiem, że wciąż są w nim wady nad którymi muszę popracować. Czuję się lubiany i nie mam problemów w kontaktach z ludźmi. Jestem za to nerwowy, i to w sporym stopniu. Łatwo daję się wyprowadzić z równowagi i długo pamiętam urazy. Jestem też dumny i śmiały aż do zarozumiałości. Trudno mi z tym walczyć. Nie zmienia to fakty, że wciąż uważam się za empatyczną osobę wrażliwą na cudzy ból i niedolę. Staram się postępować najlepiej jak mogę i śmiem twierdzić, że mi to wychodzi.
  5. RedSky

    - Chcę Cię stąd zabrać. Nie powinnaś być w tym miejscu. - Cień podszedł chcąc ja złapać za kopytko, ale Pinkamena się odsunęła - Powinnaś stąd odejść. - - Nie! Nie! - Pinkamena trzymała się kurczowo za głowę i machała nią przecząco. - Już was nie potrzebuję! Dla mnie nie istniejecie! Odejdźcie stąd! Nie chcę was tu! To mój moje miejsce! To wy macie odejść, nie ja! Wy wszystkie! -
  6. - Pozostaje siedzieć cicho - Pomyślał - Ciekawe, zatyka moją gadatliwą gębę, choć jest to jedna z niewielu rzeczy dzięki którym wie, gdzie jestem. Muszę się mieć na baczności. Ona coś kombinuje. - Red wyprostował się, zacisnął zęby i rozłożył ręce. Segmenty zielonej strzały wbijały się w jego ciało, powodując spory ból, ale nie aż taki, jakiego się spodziewał. Słaniając się od upadku wyjął z cylindra pustą fiolkę. Ścisnął ją mocniej w ręce. Malutkie segmenty zaczęły wtapiać się w jego ciało i rozpływać. Zielone użylenie wyraźnie odznaczało się na jego ciele, pnąc się w stronę głowy. Limonkowe żyły łączyły się przy oczach, które zabarwił się na ten sam kolor. Magik przybliżył sobie fiolkę do twarzy i zaczął płakać. Seledynowe łzy spływały po jego twarzy i powoli wypełniały naczynie. Płakał tak dopóki ostatnia kropla toksyny nie wypłynęła z krwiobiegu, dopóki probówka nie była pełna. A gdy już żyły i oczy przybrały normalny kolor obcasem buta wykopał mały dołek, do którego wlał płyn. Zatoczył dłonią kilka kółek w powietrzu, na co wiatr areny zareagował gwałtownym ożywieniem. Żywioł świstał w koronach drzew wydając odgłosy ćwierkania stu jeden gatunków znanych mu ptaków. Eter areny wypełnił gwar, który po chwili zamilkł. Albo ucichł, bo zdawał się z każdą chwilą powracać. To ptaki odpowiadały na wezwanie. Każdy zawołany okaz stawił się na rozkaz, wlatując na arenę wszelkimi możliwymi drogami. Zaczęły krążyć nad czarodziejem tworząc wielobarwną chmurę piór i dziobów. Mag wskazał otwartą dłonią na zagłębienie, a słowik, kruk, szpak, wróbel, gołębie, krogulec, pustułka, kawka, myszołów, jastrząb, koliber i wiele innych majestatycznych podniebnych istot jeden po drugim maczały w truciźnie swe dzioby. Następnie skinął na przeciwniczkę, a chmara ptactwa pognała aby pokąsać ją i dać zakosztować jej własnej broni. Pozostałą, niewielką ilość trucizny magik przelał z powrotem do fiolki i schował do kieszeni.
  7. RedSky

    Wiem, ale ja nie lubię stosować się do zasad. Powiedziałem co sądzę na ten temat, Ty podałeś swoje argumenty. Ani jeden nie przekonał drugiej strony. Uczciwa wymiana. Nie lepiej zakończyć dyskusje teraz, bo cała reszta będzie powtarzaniem tego samego?
  8. RedSky

    Jak chcesz, to twoje zdanie, nie będę w nie ingerował
  9. RedSky

    Wie co mniej więcej się stanie za chwilę, potrafi to określić, wierzy w swój talent i jest go świadoma. Nauczyła się rozpoznawać znaczenie różnych znaków, w jakiś sposób musi mieć wgląd w przyszłość. Przeczucie może się mylić, Zmysł Pinkie tego nie robi. Jest to coś, czego inne kucyki nie mają.
  10. RedSky

    Czyli delikatny uśmiech pasuje najbardziej do, wybranej większością dwóch głosów, Malinusi! Gratulacje! Następny do rozdania jest: Tajemniczy uśmiech! No dalej, kto jest najbardziej tajemniczą osobą na forum?
  11. RedSky

    Dla mnie argumentem na to jest fakt, że Pinkie jest świadoma nie tlko tego co jest, ale również tego co będzie.
  12. Vivacious Lyrics Vivacious podchodzi powoli do kamiennego tronu. Porozrzucane kończyny nie dodawały mu odwagi, a wciąż obawiał się przed chwilą usłyszanego głosu. Jednak była tu rzecz dla której chciał zaryzykować - kamień. Nie mógł być zwyczajny, to "coś" za bardzo chroniło wysepki. Bard zaczyna śpiewać piosenkę, która zawsze dodawała mu otuchy: Luna, won't you guide me home? Luna, won't you calm my fears? Princess, alone I pray to you, Princess, I don't know what to do Won't you tell me how to break this spell? The darkness ever present in my mind? Are the shadows alive? I can't tell, Are there puzzle pieces I am meant to find? Never felt so helpless, nor so trapped, I can't escape, I'm drowning, Until I look up in the sky enraptured, For you have found me, And this night I know I am by your side And this night I know I don't have to hide Luna, you have guided me home Luna, you have calmed my fears. Princess, I give my thanks to you Princess, I give my thanks to you. Powtarza te cztery zwrotki niczym mantrę, chcąc podnieść pobliską zbroję, owinąć nią kamień, zabrać łup i jak najszybciej się zwinąć z tamtego miejsca.
  13. - Koty pierwsze. Jednak, kryształy są szybsze. Uciekać. Nie, pozbyć się problemu. Którego? Szybszego. Albo nie, obu. Obu naraz, to najlepsze wyjście. - Myślał szybko Red. Po tym krótkim zastanowieniu zaczął działać, o ile działaniem można nazwać śpiew, lub raczej chwilowy pisk Śpiewał o jedną z piosenek o wspomnieniach, ale to nie treść się liczyła, to nie ona zwracała uwagę. Tak naprawdę nawet nie było jej słychać. Czemu? Przez wysokość dźwięków. W jednej chwili z gardła magika wydobył się już nie dawny, głęboki i niski głos, ale raczej przeraźliwy wrzask, wyjątkowo piskliwy. Przez chwilę przechodził fazę przejechania paznokciami po tablicy, a na koniec zniknęła zupełnie, a tak naprawdę wyszła poza skalę słuchaczy. Szczęśliwie nie wszystkich - koty tarzały się po ziemi torturowane odgłosem. A po kryształach, tych lecących na Reda i tych pod sufitem, został tylko pył osiadły za pelerynie czarodzieja. Magik miał jednak miękkie serce i nie mógł patrzeć na cierpienie tych zwierząt z gatunku jego ulubionych. Sam miał mniejszego przedstawiciela rodziny kotowatych w domu i nie wyobrażał sobie skrzywdzić kogokolwiek podobnego do jego Puszka. Przerwał krzyk, pozwalając kotom odpocząć, a sam zabrał się do pracy. Po pierwsze - projekt. Red wyobraził już sobie odpowiedni model swojego tworu. Co potem? Materiały. Nic prostszego, wystarczyło użyć pozostałości po dawnych kryształach aby mieć dość kruszcu do ukończenia dzieła, Zostało wykonanie. Po wypowiedzianych w myślach słowach woli stały już przed nim gotowe... trzewiki. Trzy pary, jego rozmiar, w całości z kryształu. Jak na komendę one i mag puścili się w bieg po arenie. Cała czwórka zataczała koła wokół oślepionej rywalki, czasami skracając drogę przez środek okręgu i przemykając tuż obok Animal. W końcu zrobił to sam Red. Zaczął biec po średnicy okręgu, po jego pelerynie i kapeluszu przeskakiwały iskry elektryczności. Gdy znalazł się za plecami Animal skierował całą, niemałą, zebraną w sobie podczas okrążeń moc w nią. Światło wyładowania odbijało się w pelerynie, sprawiając, że wydawała się jaskrawsza niż jest zazwyczaj.
  14. RedSky

    Klej może być markowy. 4500 pln
  15. Vivacious Lyrics - Dajcie spokój. - Powiedział Vivacious wychodząc przed grupę. Zasłonił usta skrzydłem, aby chociaż trochę ograniczyć ilość dymu jaka dostanie się mu do płuc, - Czym... - Zaczął, ale przerwał mu kaszel wywołany przez smog. - Czym smok miałby się tu żywić? Jedyną potencjalną zwierzyną jaka tu widzieliśmy były gargulce, i choć te gady jedzą kamienie szlachetne, raczej nie podejrzewam ich o trawienie zwykłych głazów. - ​Vivacious podszedł do brzegu jeziora. pochylił się i zmiótł za pomocą skrzydła wierzchnią warstwę piasku, czy może kurzu nagromadzonego tu przez... zdawałoby się , że wieczność. Po odnalezieniu odpowiednio płaskiego otoczaka muzyk spojrzał jeszcze raz w stronę wyspy. Przyglądał się jej dokładnie, oceniał odległość. Uniósł kopyto z kamieniem i rzucił nim płasko w stronę celu - wysepki. Wsłuchał się w ciszę, wyczekując odbić puszczonej kaczki. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, plum. Koniec. - Ok, chodźcie - Bard wzbił sie w powietrze i zaczął lecieć w stronę światła na wyspie.
×
×
  • Create New...