MacTavish

Brony
  • Content Count

    325
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

4 Neutral

About MacTavish

  • Rank
    Noq Eques
  • Birthday 12/18/1996

Kontakt

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Starogard Gdański
  • Ulubiona postać
    Princess Luna & Rainbow Dash

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Zarzucam dwoma pracami, aby zwiększyć swoje marne szanse http://fav.me/d6ohrq4 http://fav.me/d5wbsu7
  2. Chyba wracam na forum : )

  3. A jeśli kiedyś zrobiłem pracę, która pasuje do tematu konkursu, to czy też mogę ją zgłosić?
  4. Wszystkiego najlepszego.

  5. MacTavish

    Byłem następny w kolejce do beczki, w której każdy wyławiał jakieś dziwne przedmioty. Postanowiłem, że skoro już tu jestem także spróbuję szczęścia, a nóż trafi mi się coś, co będę używał przez lata. - Dobra, spróbujmy - powiedziałem, zanurzając głowę w beczce. To, co ujrzałem lekko mnie zaskoczyło. Była to babeczka, taka sama, jak te, które uwielbia jeść Derpy. Szybko obejrzałem się wokół, aby sprawdzić, czy nie ma jej gdzieś w pobliżu. W sumie miałem ogromny apetyt na coś słodkiego, a jeśli zobaczyłaby mnie z tym, na pewno bym się nie najadł. - No, tą babeczką narobiliście mi tylko smaku na więcej. Macie je gdzieś jeszcze?
  6. MacTavish

    To zdjęcie mnie zaskoczyło, dat twarz Ja bym go nazwał Borys - kwadratowy drzewokrzak... nie wiem, czemu wybrałem to imię XD
  7. - Oczywiście, jeśli chcesz, mogę ci kiedyś wytłumaczyć oraz pokazać to i owo. To nie jest trudne, wystarczy chcieć. - odpowiedziałem, patrząc z uśmiechem na Sun. - A jeśli chodzi o zabijanie to nie miałem zbyt wielu szans, aby wykorzystywać go w ten sposób, tak naprawdę to żadnej. Nie spotkałem dotychczas nikogo o złym sercu, kogo mógłbym odrazu zabić. Mimo to przysłużył się mi parę razy przy odstraszaniu dzikiej zwierzyny podczas wcześniejszych podróży. Skierowałem się w stronę łuku, po czym chwyciłem go w kopyta i wracając na stare miejsce, podałem niebieskookiej. - Wiesz, mnie także interesują instrumenty. Zwłaszcza klasyczne, ale lepiej, abym nie dostał ich w swoje kopyta bo strasznie bym pewnei fałszował. Ogółem ze wszystkich instrumentów najbardziej lubię gitary. Mam nawet jedną w domu. Całkiem przyjemnie się na niej gra. - powiedziałem, obserwując klacz, trzymającą drewnianą broń.
  8. - To prawda. Rzadko się z nim rostaję. Towarzyszył mi na prawie każdej wyprawie od kiedy go dostałem, czyli od około 7 lat. Dostałem go od rodziców na urodziny. Na początku ciężko mi było cokolwiek z niego ustrzelić, ale po latach praktyk opanowałem go na całkiem dobrym poziomie... tak bynajmniej mi się zdaje. - powiedziałem, po czym wziąłem łyk wody. Podczas tej całej dzisiejszej rozmowy zaschło mi w gardle. - Jest dla mnie najcenniejszą rzeczą, jaką od nich dostałem - dokończyłem. - A jak z twoją grą na skrzypcach. Długo już na nich grasz?
  9. - D-Dziękuję - wyjąkałem. Ciągle byłem zaskoczony rozmiarami namiotu, który został przez nas rozłożony. Po chwili postanowiłem, że rozpakuję rzeczy z torby, tak jak zrobiła to Sun. Na początku zdjąłem z grzbietu swój drewniany łuk i odstawiłem w najbliższy kąt. Podobnie postąpiłem ze śpiworem, kładąc go obok broni. Po chwili zauważyłem także prowiant i kilka łakoci, którymi odrazu postanowiłem podzielić się z klaczą. - Ty także sie częstuj - powiedziałem z uśmiechem na twarzy, po czym wziąłem kilka krakersów.
  10. - Jeśli ty się na to zgadzasz, to ja także - odpowiedziałem bez zastanowienia, po czym skierowałem swój pyszczek w jej stronę. Nasz drugi pocałunek trwał nieco dłużej, niż ten pierwszy i był nawet lepszy niż ten poprzedni, lecz został przerwany przez krople deszczu spadające na nasze głowy. - Przez to wszystko zapomnieliśmy nawet o rozbiciu namiotu, a Applejack ostrzegała wszystkich, że zaraz się rozpada - Po tych słowach zacząłem przeszukiwać swój plecak z rzeczami. Pomimo kilkukrotnego sprawdzenia torby, nigdzie nie mogłem go odnaleźć, co oznaczało tylko jedno. - Ups, chyba zapomniałem wziąć go ze sobą. Czyli dzisiaj muszę spać pod drzewem - powiedziałem do Sun, wskazując ma drzewo, które znajdowało się nieopodal.
  11. To co przed chwilą się zdarzyło mocno mnie zdziwiło. Liczyłem jedynie na to, że przyjmie moje objęcie jako gest bliskiej przyjaźni, lecz po chwili odsunęła się ode mnie. Już chciałem ją za to przeprosić, lecz nie zdążyłem, ponieważ odrazu zbliżyła swój pyszczek do mojego i pocałowała. Chciałbym, aby pocałunek ten trwał wieczność, ale niestety nie mógł. Po chwili odsunęła się i zaczerwieniła, ale nie wiem, czy bardziej ode mnie. Mimo, że chciałem coś do niej powiedzieć nie mogłem wydusić z siebie ani jednego słowa, przez sytuację, która zaszła dosłownie kilka sekund temu. Po chwili udało mi się jednak coś wypowiedzieć. - Nie przepraszaj - zacząłem. - To było całkiem... przyjemne. Po tych słowach przestałem mówić na krótki moment. CIąglę myślałem o pocałunku Sun, który był moim pierwszym w dotychczasowym życiu. Teraz wiedziałem, jak się czują zakochane osoby.
  12. - Tak jak już wspomniałem, być może to mój tata mi o tym nie wspominał bo myślał, że nie będzie mnie to interesowało, a szkoda... Jeśli chodzi o twoje podróże, to pod tym, względem wcale się nie różnimy, mimo licznych wypraw, nigdy nie zagrzewałem miejsca w nowo poznanych miejscach, lecz pomimo to zawsze do nich wracam, ponieważ lubię podziwiać ich naturalne piękno - powiedziałem, po czym zaczerpnąłem powietrza, aby kontynuować moją wypowiedź. - Szkoda, że nie wróciłaś nigdy wcześniej do swojego domu w Cloudsdale, być może poznalibyśmy się trochę wcześniej. Jeśli chodzi o twoją grę to tak naprawdę także i ja z uwagą słuchałem dźwięków, które wydobywałaś ze swojego instrumentu, ale w odróżnieniu do innych, o których wspomniałaś wiem , że nie pochodzi ona sama z siebie, za każdym razem musiałaś wkładać do tego część siebie, czego żaden inny kucyk ośmielony twoją sztuką nie potrafił dostrzec. Nie mogę się jedynie zgodzić z twoimi "farmazonami", jak je sama nazwałaś. Od samego początku naszej rozmowy z ciekawością wsłuchuje się w każde twoje słowo, a nawet oddech. Tutaj przerwałem na chwilę, aby móc wyszeptać do niej jeszcze parę słów. - Ja także ci dziękuję Sun, za to, że nie boisz się ze mną rozmawiać. Dzięki tobie zapomniałem o nieśmiałości, którą się odwzorowywałem, aż do tej chwili. Dziękuję... Po tych słowach zbliżyłem się do niej i przytuliłem do siebie. Nie byłem pewien, czy nie odrzuci mnie od siebie, ale musiałem zaryzykować...
  13. - To on jest twoim ojcem?! - spytałem z niedowierzeniem. - Pewnie, że go znam, jest jednym z bliższych znajomych mojego taty, którzy z nim pracują. On także kontroluje pogodę na pobliskich terenach Cloudsdale. Nie wiedziałem, że ma córkę w twoim wieku. Bardzo mnie to zdziwiło, że Sun Circle miał dzieci, o którym nigdy nie słyszałem, a może po prostu to mój tata mi nie chciał o tym powiedzieć? - Niestety twoją matkę mniej pamiętam. Widziałem ją może z dwa - trzy razy, gdy odwiedzałem fabrykę pogody, obserwując, jak powstają - powiedziałem. - A masz może jakieś rodzeństwo lub bliższych przyjaciół, którzy ci ich zastępują? - spytałem niebieskooką klacz. - Jeśli chodzi o mnie to moim przybranym bratem jest pegaz o imieniu Shiny Moon, którego poznał podczas letniego obozu latania. - A ty? - spytałem ponownie.
  14. - Tak. Uczyła tam, jeśli dobrze pamiętam, już dwa lata przed moimi narodziniami. To właśnie tam poznała mojego tatę, z którym nie całe pół roku później wzięła ślub - odpowiedziałem. - Być może ją znasz? Zwie się Clear Mind i ma niebieską grzywę z nieco jaśniejszymi pasemkami. Dużo jej zawdzięczam, gdyby nie ona, to pewnie dzisiaj nie byłbym tak świetnym lotnikiem. Ale mniejsza o to. A co z twoimi rodzicami? - spytałem z zaciekawieniem klacz o jasnożółtej sierści.
  15. Zdziwiło mnie to, że Sun postanowiła zejść z mojego grzbietu. Widziałem, jak cała dygotała, przez co musiała na chwilę usiąść, aby się odstresować. Najbardziej w tym wszystkim niepokoił mnie jej smutek oraz łzy spływajace po jej policzku. Słowa, które wypowiedziała Sun wcale mnie nie uspokoiły, wręcz skłoniły mnie do myślenia nad tym, jaki sen mógł ją tak bardzo wystraszyć. Chciałem spytaćją o to, lecz nie miałem odwagi tego zrobić. Nie chciałem, aby musiała przywoływać wspomnienia, do których zapewne nie chciała wracać, a już tym bardziej mówić o nich innym. - Jesteś pewna, że dobrze wypoczęłaś? - spytałem. - Nie chciałbym, aby coś ci się stało podczas tej podróży... Po tych słowach skierowałem swój wzrok na ziemię, lekko się przy tym uśmiechając.