Rarity

Brony
  • Content count

    54
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

108 Great and Powerful Reputation

About Rarity

  • Rank
    Mały kucyk
  • Birthday 03/03/1995

Kontakt

  • Discord ID
    Rarity#3416

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  1. Początek opowiadania to opis szarego miasta, jakim jest Stalliongrad, oraz jego szarych mieszkańców. Malvagio świetnie oddaje panującą (a jakże) szarą, duszną atmosferę tego miejsca, łącząc opisy metropolii z myślami i odczuciami głównego bohatera. A jak prezentuje się sam Tesoro? Moim zdaniem całkiem oryginalnie – mamy tu do czynienia z nietoperzowym kucem, który nie jest strażnikiem, a kimś zupełnie innym: artystą. I to artystą pochodzącym z Kryształowego Królestwa, którego charakteru dodają wtrącane od czasu do czasu włoskie słówka. Towarzyszą mu w tym opowiadaniu jeszcze dwie postaci: pozornie cicha i posłuszna, a jednak niepozbawiona charakteru i hartu ducha Irina oraz jej zgorzkniały dziadek. „Magnum Opus” stoi w dużej mierze doskonałymi opisami: wnętrze domu Karamazowa idealnie koresponduje ze stanem emocjonalnym właściciela, zaś opisy tańca są tu nie tyle techniczne, co raczej mistyczne, pozwalają czytelnikowi wczuć się w postać tancerza i zrozumieć towarzyszące mu w ruchu emocje. Fabuła opowiadania została starannie przemyślana, nie ma w niej dziur, relacje między postaciami rozwijają się we właściwym tempie, a końcówka jest dokładnie tak szokująca i emocjonalna, jak powinna. Do tego to ostatnie zdanie! Forma opowiadania jest moim zdaniem bez zarzutu, dlatego też w oparciu o powyższe argumenty oddaję głos na EPIC i zachęcam wszystkich do zapoznania się z (jakże słusznie zatytułowanym) „Magnum Opus”.
  2. Z radością zauważyłam, że Niklas opublikował nowe opowiadanie i od razu zabrałam się do czytania (a z drobnym opóźnieniem do komentowania). „Najpotężniejsza” bardzo ładnie prezentuje się pod względem formy (chwała Gandzi!) – nie zauważyłam żadnych powtórzeń, a wszystkie przecinki są na swoim miejscu. Przedstawiona w fiku Celestia jest bohaterką o wybitnie zawyżonym poziomie mocy, jednak w czasie czytania mi to nie przeszkadzało – widać, że nie jest to błąd w kreowaniu postaci, a w pełni świadomy zabieg autora. Wizja Pani Dnia jako wszechpotężnej istoty, władającej nie tylko krajem, ale także bardzo dosłownie życiem i śmiercią poddanych, jest moim zdaniem całkiem ciekawa. Ładnie zostały pokazane jej emocje, tak odmienne od uczuć, których spodziewalibyśmy się po władczyni podbitego kraju oraz zainteresowanie, ale zarazem niezrozumienie zwykłych kucyków. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to byłaby to kreacja przeciwników Celestii, okrutnych najeźdźców. Odsuwając jednak swoje wątpliwości na bok, polecam wszystkim „Najpotężniejszą”, bo zasługuje, by poświęcić jej te kilka minut, a ukazana w niej twarz Celestii stanowi ładne uzupełnienie dla wersji księżniczki opisanych w ramach zeszłorocznego konkursu.
  3. [Napisy PL] Odcinek 1 Link do SparkleSubs: MLP:FiM S09E01 Odcinek 2 Link do SparkleSubs: MLP:FiM S09E02 Po kilkumiesięcznej przerwie wracamy z najlepszymi jedynymi takimi Błyszczącymi Napisami. Nieopłacani i niewyspani wypoczęci i kipiący entuzjazmem oraz nową energią dostarczamy pokrytych brokatem literek, które tym razem opowiedzą Wam historię pewnych klaczy, pewnych złoczyńców i pewnej strzelającej laserem z rogu małej klaczki.
  4. @Dolar84Bardzo cieszy mnie tak obszerny komentarz, dobrze wiedzieć, że opowiadanie Ci się podobało. Jeśli chodzi o fachowe słownictwo, to spędziłam kiedyś tydzień na jachcie, więc trochę go podłapałam, choć musiałam sporo poczytać, żeby sobie te wszystkie słówka przypomnieć. Zrozumienie tego wszystkiego z artykułów na Wikipedii bez wcześniejszego praktycznego doświadczenia byłoby naprawdę trudne, nie podjęłabym się chyba tego zadania. Jeśli chodzi o zachowanie Twilight… P. S. Poprawiłam powtórzenie!
  5. Przeczytane. Jeśli chodzi o formę, to mogę się przyczepić tylko do powtórzeń słowa „być”, szczególnie w czasie przeszłym. Treść natomiast to trochę trudniejsza sprawa. Opowiadanie mówi głównie o wicedyrektor Lunie i jej stosunkach z siostrą, a także uczniami. Wszystko zostało przedstawione poprawnie, dialogi nie brzmią nienaturalnie, a jednak opowiadanie średnio mi się spodobało. Jest to pewnie sprawa dość subiektywna. Fanfik jest taki, jakiego można by się spodziewać po Midday – mowa jest o rodzinie, o przywiązaniu między siostrami, dużo jest przytulania, wszyscy kochają dzieci itp. Słowem – zupełnie nie moje klimaty. Niezbyt pasuje mi też przedstawienie samej Luny, ale to znowu nieobiektywne stwierdzenie – po prostu mam o niej zupełnie inne wyobrażenie. Ogólnie, opowiadaniu brakuje moim zdaniem czegoś świeżego, czegoś, co zapadałoby w pamięć. Jest to dość przyjemny, napisany ładnym stylem SoL dla fanów Equestria Girls (bo komedią tego nazwać nie mogę), ale to w zasadzie wszystko.
  6. Przeczytałam „W cenie jednego” z przyjemnością. Forma (jak można się spodziewać) niemal bezbłędna, styl bardzo przyjemny i adekwatny do treści. Narracja pierwszoosobowa bardzo pasuje do tej serii, cenię sobie zgryźliwe uwagi Rexa, szczególnie te dotyczące niezabijania matematyczek. Spodobało mi się ukazanie codziennych, przyziemnych problemów łowcy nagród, któremu w końcu zlecenia nie spadają z nieba, a rachunki za paliwo same się nie opłacają. Misja najemnika nie jest szczególnie wymyślna czy nieprzewidywalna, ale nie odbiera to w żaden sposób radości z lektury.
  7. Już to naprawiłam. To zdanie zostało niezbyt ładnie przetłumaczone, więc się przyczepiłam, a wprowadzający poprawki Dolar usunął trochę za dużo. Opcjonalnie tak podpowiedziała mu moja sugestia.
  8. Trójziele to byłoby Triweed. A tak w zasadzie to Triherb, bo weed występuje w znaczeniu chwasta albo zioła w sensie narkotyku, rośliny lecznicze to raczej herbs. Obstaję więc przy wersji, że nazwałeś postać Trzy Chwast.
  9. Ale drzewo to „tree”, nie „three”.
  10. A raczej praca, sesja i niechęć korektorko-prereaderko-tłumaczko-ogólno-naprawiaczki. Więc owe „trochę” zdecydowanie będzie dłuższe.
  11. @Arkane WhisperBardzo dziękuję za komentarz oraz za uwagę o pomyłce w nazwie, już ją poprawiłam. Co do Jasnej Hvězdy, to jest to nawiązanie do fanfika Suna z KOnkursu, w którym to podmieńce mówiły właśnie po czesku. Urzekł mnie ten pomysł i postanowiłam przyjąć go za swój headcanon (przynajmniej na potrzeby tej komedii). Fakt, opowiadanie miało wielu bohaterów, stąd mniejsza niż poprzednio zawartość naszego ulubionego duetu, ale cóż, mówiono mi, że nie można ciągle pisać o tych samych postaciach… Obiecuję, że następnym razem się w tej kwestii poprawię.
  12. Zainteresowałam się „Save Me”, widząc, jak świetnie radzi sobie w starciach fików organizowanych w Klubie Konesera Polskiego Fanfika. Wiele nasłuchałam się wtedy o wspaniałych postaciach i niezwykłym klimacie postapokaliptycznego Londynu. Sprawiło to, że miałam wobec tego opowiadania wysokie oczekiwania. Czy udało mu się je spełnić? Zobaczmy. 1) Światotworzenie. Sam pomysł na wspólną egzystencję kucyków i ludzi bardzo mi się podoba, jednak widzę duże problemy z jego realizacją. W fiku widać drobne zmiany, dostosowujące świat ludzi do jego czworonożnych mieszkańców, na przykład osobne toalety czy antymagiczne bramki w bankach. Ale to wszystko bardzo powierzchowne zmiany. Moim zdaniem świat, w którym pokojowo nastawione kucyki miałyby wpływ na przebieg zdarzeń, wyglądałby zupełnie inaczej. To powinno być całe alternatywne uniwersum z inną historią, innymi rządami i innym wyglądem świata. Była wzmianka o kucykach odmawiających udziału w drugiej wojnie – jednak czy mamy rozumieć, że nieparzystokopytne to obywatele drugiej kategorii, niemający prawa do startowania w wyborach i sprawowania rządów (a dzięki temu utrzymywania pokoju)? Tylko w takim wypadku znany nam przebieg historii miałby sens, jednak poza wzmiankami o szkolnym/uniwersyteckim dokuczaniu żadnej dyskryminacji nie zauważyłam. 2) Tło. Na główne miejsce akcji Bester wybrał postapokaliptyczny Londyn, co mnie całkiem zachęciło – lubię to miasto i uznałam, że może to być naprawdę ciekawa wizja. Niestety okazało się, że w opowiadaniu jest zdecydowanie za mało Londynu w Londynie. W treści autor wymienił kilka największych atrakcji miasta, lokacji, o których słyszał każdy. Brakuje natomiast zupełnie miejsc mniej znanych, ciekawostek, rzeczy spoza głównego turystycznego szlaku. Szczególnie przeszkadza to w czasie kolejnych misji Maxa – wyglądają one tak samo: idzie jakąś ulicą, dochodzi do zakrętu z kolejną, widzi jakiś wysoki budynek. Fanfik wiele by zyskał, gdyby miejsca te zostały nazwane, dało się je jakoś od siebie odróżnić. Niestety widać, że autor porwał się na opisywanie miasta, zupełnie go nie znając. Można to zauważyć nawet w szczegółach, takich jak obawa bohatera przed wysoką grzywną za przejście na czerwonym świetle, podczas gdy w Wielkiej Brytanii nie jest to wykroczenie, a w Londynie przechodzi się przez ulicę po prostu wtedy, gdy nie jedzie akurat żaden samochód. W opowiadaniu brakuje nawet lokalizacji głównej bazy ocalonych, która pozwoliłaby umieścić jakoś miejsce akcji i stanowiłaby punkt odniesienia dla kolejnych wypraw. 3) Bohaterowie. Midnight jest całkiem sympatyczną postacią, mam za to pewien problem z Maxem. Zapamiętałam go jako człowieka, którego głównym zajęciem jest izolowanie się od ludzi i marudzenie, jaki ten jego gatunek jest zły i niedobry. Przez kilka lat pobytu w bazie, w trudnej sytuacji, która powinna sprzyjać tworzeniu się więzi, on zdołał nawiązać jakikolwiek kontakt jedynie z jednym człowiekiem oraz oczywiście z klaczą. I właśnie ta relacja z Midnight nieszczególnie mi się podoba. Rozumiem, że w panujących warunkach mocno się do siebie zbliżyli i przywiązali, jednak ich zachowanie momentami przywodzi mi na myśl jedno słowo: cringe. Niekomfortowo się czułam, czytając o ich przytulaniu się i podgryzaniu. 4) Forma. W fiku brakuje wielu przecinków, są literówki i inne standardowe błędy, odbierające część przyjemności z czytania. 5) Podsumowanie. Uznałabym „Save Me” za fanfik średni. Ma on zalety, których nie chciało mi się wymieniać, jednak dużo w nim też wad i nielogiczności, przez które nie mogę ocenić go zbyt wysoko. P.S. „Celowo nie opisałem dokładnie wyglądu zero-sześć, by każdy mógł wyobrazić go sobie sam.” – Sorry, ale podpowiadana przez moją wyobraźnię Buka nie jest szczególnie straszna.
  13. Źródło „Regaty Przyjaźni” [Oneshot] [Comedy] Opis: Zbliża się koniec pierwszego roku nauki w Szkole Przyjaźni, a to oznacza jedno: egzamin. Jednak z racji tego, że placówka zarządzana przez księżniczkę Twilight jest raczej niestandardowa, także sprawdzian nie przyjmie formy nudnego testu. Zamiast niego zadaniem młodych adeptów będzie wystartowanie w pierwszych w historii Regatach Przyjaźni. Jak poradzi sobie Student Six? Co w tym czasie będą robiły ich nauczycielki? I co tym razem wymyśli Trixie? Zachęcam do czytania i wyrażania swoich opinii! Epic: 1/10 Legendary: 1/50
  14. Opowiadanie „Aleo he Polis!” to przede wszystkim opowieść o upadku Kryształowego Imperium bądź, jak nazywa je autor, Krystallina Autokratorias. Opowieść o tyle ciekawa, że Dolar nie próbuje tu uzupełniać wyłącznie luk w serialu, jak na przykład czyni to Malvagio, dopisując swoje wersje wspomnianych w odcinkach wydarzeń. Nie, autor zupełnie nie przejmuje się kanonem, wykorzystując go tylko wtedy, gdy ma na to ochotę. Widać to doskonale w kreacji świata przedstawionego: Krystallina Autokratorias stanowi podzielone na prowincje państwo, którego stolicą (a nie całością) jest Crystalopolis. Na tronie zasiada nie księżniczka Amore, lecz bazyleus, zaś prócz Imperium i Equestrii na mapie znaleźć można między innymi niewystępujące w serialu Prance i Germaneigh. Indywidualizm Dolara widać zresztą nawet w takich szczegółach jak imię męża Cadance, które w „Aleo” zyskuje bardziej brytyjskie brzmienie. Takie podejście mogłoby się okazać zgubne w przypadku mniej utalentowanego autora, jednak w tym wypadku świetnie się sprawdza – umożliwia znaczne rozszerzenie fabuły i dodanie nowych wydarzeń, zasługuje także na podziw ze względu na pomysłowość i spójność – widać wyraźnie, że działanie kraju zostało starannie przemyślane, nie jest wymyślane na bieżąco. Podobnie rzecz ma się z prezentowanymi w fanfiku formacjami wojskowymi. Zaczerpnięte z Bizancjum i dostosowane do kucykowych realiów rozmaite uzbrojenie sprawia, że każda z opisanych bitew jest zupełnie inna i czytanie ich nie daje nam uczucia powtarzalności. Prócz wojskowości w opowiadaniu dużo czasu poświęcono polityce, szczególnie tej wewnętrznej – niesnaski arystokratów czy zachowania lokalnych włodarzy pozbawione są serialowej naiwności, nie brakuje w nich za to logiki i jakże realnej chciwości. Sprawia to, że w przedstawione wydarzenia łatwo uwierzyć, a także pokazuje, że nawet „ci dobrzy” nie są pozbawieni wad. Czytając o kolejnych wydarzeniach, można wręcz dojść do wniosku, że to głównie przywary i błędy popełniane zarówno w czasie wojny, jak i przed nią zadecydowały o jej wyniku. Właśnie, wynik wojny. „Aleo he Polis!” to fanfik o tyle ciekawy, że czytając go, tak naprawdę wszyscy wiemy, jak musi się skończyć. Krystallina Autokratorias musi upaść, Sombra musi przejąć władzę. O kunszcie autora świadczy jednak fakt, że mimo tego, mimo faktu, że nawet tytuł opowiadania krzyczy „Miasto padło!”, czytelnik wciąż ma nadzieję. Dolar nie oszczędza pod tym względem także kryształowych kucyków: kolejne bitwy nie są jednostronne, a armia bazyleusa ma w nich często szansę na zwycięstwo. Tym samym nastroje mieszkańców Crystalopolis zmieniają się jak w kalejdoskopie, zmierzając jednak do nieuchronnego finału w piątym rozdziale. Po nim jednak następuje jeszcze jedna część tej opowieści: epilog. Krótki, zaledwie pięciostronicowy tekst, stanowiący słodko-gorzkie zakończenie tej historii. Jest w nim pewna moc, dzięki której jestem pewna, że długo nie zapomnę przeczytanej opowieści. Wspomniałam o fabule, o świecie przedstawionym, została jednak jeszcze jedna bardzo ważna część: bohaterowie. Z wyjątkiem Sombry są to postaci niekanoniczne, stanowiące efekt inwencji autora. Na pierwszy plan wysuwa się na pewno (początkowo anonimowy) kronikarz, z wielkim oddaniem spisujący historię rebelii i upadku Krystallina Autokratorias. Jego poświęcenie jest godne podziwu i stanowi piękny przykład oddania krajowi. Przedstawiony zaś w opowiadaniu Sombra zyskuje historię, której poskąpił mu serial. Dowiadujemy się, skąd pochodzi i gdzie zdobywał wykształcenie, a także (co najważniejsze) jaka była jego motywacja do przejęcia tronu Imperium. Ukazany w fanfiku król ma osobowość i uzdolnienia, dzięki którym jesteśmy w stanie uwierzyć, że mógł on faktycznie odnieść sukces w roli dowódcy rebelii. Równocześnie nie jest on jednak zbyt potężny – nie mamy do czynienia z niezwyciężonym magiem równym w mocy alicornom, ale utalentowanym jednorożcem, umiejącym wykorzystać zarówno swoje zdolności, jak i nadarzające się okazje oraz przede wszystkim własny spryt i inteligencję. Ogólnie rzecz biorąc, postaci w „Aleo he Polis!” nie są elementem, który byłby dla opowiadania najważniejszy – opowieść nie skupia się na jednej z nich, lecz ma formę kroniki historycznej, dokumentującej najważniejsze wydarzenia. Nie znaczy to jednak, że bohaterowie są bladzi czy nieciekawi – stanowią istotny dodatek do historii, wpływając także na nasze uczucia – w końcu łatwiej kibicować konkretnemu kucykowi niż bezimiennemu tłumowi. Konsekwencją przyjętej formy jest znaczna przewaga opisów nad dialogami – Dolar zdecydowanie woli w tym przypadku przedstawiać czyny, nie słowa. Po zakończonej lekturze zauważyłam ciekawą rzecz – nie licząc wspomnianych zaledwie Królewskich Sióstr, wśród występujących w „Aleo he Polis!” postaci nie ma w ogóle klaczy. Mamy tutaj duży kontrast ze znaną nam Equestrią, dlatego też byłam ciekawa przyczyn takiego stanu rzeczy (a może i lekko oburzona). Po rozmowie z Dolarem przyznałam mu jednak rację, że jakby na to nie patrzeć, w dużej części fanfików występuje zdecydowana przewaga liczebna klaczy, czemu więc nie odwrócić tych proporcji raz na jakiś czas? Zbliżając się do końca recenzji, chciałabym jeszcze pochwalić wspaniałe, bardzo bogate słownictwo autora, które sprawiało, że opowiadanie czytało się z dużą przyjemnością. Równocześnie ma ono uzasadnienie fabularne w osobie kronikarza, który sam wspomina o używanym przez siebie języku, co moim zdaniem stanowi miłe puszczenie oka do czytelników. Jeśli chodzi o słownictwo, to nie można także zapomnieć o częstym użyciu zwrotów zaczerpniętym z Bizancjum, tworzących odpowiedni klimat, choć równocześnie odrobinę utrudniających lekturę. Bardzo podobają mi się za to nawiązania do historii obecne w tytułach rozdziałów, stanowiące parafrazy znanych ze starożytności cytatów czy powiedzeń. Podsumowując, z czystym sumieniem mogę polecić to opowiadanie każdemu, kto lubi wysokiej jakości rozrywkę, a w szczególności fiki wojenne, wśród których „Aleo he Polis!” jest moim zdaniem zdecydowanym liderem. Oddaję także swój głos na EPIC.
  15. W wyniku wygrania zakładu w końcu udało mi się zmusić Ghatorra do napisania kolejnego opowiadania i muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z efektu. W „Starlight i Trixie kontra największy złoczyńca w Ponyville” Ghat świetnie wykorzystał wybrane przeze mnie postaci, sprowadzając na Szkołę Przyjaźni chaos, nawiązując do wielu odcinków ostatniego sezonu serialu i wywołując u czytelnika napady śmiechu. Humor jest oczywiście główną zaletą tego fanfika, świetnego, by się rozerwać czy poprawić nastrój po ciężkim dniu. Bardzo podoba mi się zarówno wszechobecny absurd, jak i sam pomysł na funkcjonowanie Drzewa Harmonii, wyjaśniający kilka serialowych kwestii. Bardzo polecam opowiadanie, a autora zamierzam gonić do pisania kolejnych!