Jump to content

KLGDiamond

Brony
  • Posts

    106
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    14

KLGDiamond last won the day on December 26 2021

KLGDiamond had the most liked content!

5 Followers

About KLGDiamond

  • Birthday 08/02/2006

Kontakt

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Nie posiadam miasta
  • Zainteresowania
    Życie jest moim głównym zainteresowaniem. To chyba najlepsza rzecz jaką można się interesować.
  • Ulubiona postać
    Oczywiście wszystkie!

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

KLGDiamond's Achievements

Słodki kucyk

Słodki kucyk (3/17)

124

Reputation

  1. Cóż być może parę lat temu nie spodobał by mi się ten fanfik. Jednak podróżując poprzez odmęty internetu, czytając kolejne teksty, oglądając coraz więcej seriali... Myślę, że tego mi brakowało. Nie historii o wielkim bohaterze, złoczyńcy, czy innym kowalu zostającym najlepszym czeladnikiem świata. Potrzebowałem wręcz tego opowiadania o kimś, kto przeżył już swoje życie i wspomina stare dobre czasy. Album nie jest idealny. Jest parę głupotek, ale w ogóle nie przeszkadzają. Ogółem rzec biorąc większość przyjemności płynie z atmosfery i stylu w jakim fik został napisany. Słowa niczym ze wsi pasują idealnie, mając na uwadze, że większość bohaterów właśnie stamtąd pochodzi tak jak oczywiście i główny bohater. Poznajemy go na krańcu jego życia zaraz po nieprzyjemnym doświadczeniu jakim jest udar, oraz powiązany z nim paraliż. To tu poznajemy Sickla. Nie w jego młodości, nie na początku przygody i nie w najciekawszym momencie jego życia. Osobiście nie lubię go, ale lubię jego historię. O tych głupotkach... Sickle bez powodu streszcza nam historię całej swojej gromadki dzieci... I powiem, że szczerze wynudziłem się tak bardzo jak i jego słuchacz który również to przyznaje. Tak z 3 zdania musiałem czytać podwójnie, ponieważ wydawały się nielogiczne. No i to raczej już osobiste narzekanie, które nie powinno psuć nikomu radości z czytania, ale wkurzyłem się, kiedy za 10 razem (chociaż to już był koniec prawie że) musiałem sprawdzać, co znaczy konkretne słowo w tej jakże ciekawej gwarze wieśniackiej. Zejdę teraz do strefy spoilerów. Dlaczego? Bom nie chce spoilować tym co nie czytali, czy to nie jest oczywiste? Anyway nie wiem czy to dobrze robię, ale Głosuję za EPIC, czy raczej LEGENDARY soro fik ma już takowy tag. Widzimy się za tydzień pod innym ficzkiem czy coś idk.
  2. A więc... JBB to kolejny po Alikorngrad rozdział który wybija się z tematyki fika. Bo ogólnie to Cień Nocy jest politicalem z Night na czele, która próbuje się z tego politicala wydostać, ale niestety autorka ma dla niej zgoła inne plany. Tymczasem opowieść z miasta alikornów była ewidentnym horrorem z lore niczym jak w grze od fromsoftware. Podobnie jest w Jej boskim blasku, jednak tym razem jest to powieść detektywistyczna z elementami horroru, setttingiem przypominająca pewną grę, która jest lepsza od książek, ale ktoś ciągle się spiera, że one jednak stoją wyżej w hierarchii... Ekhem. Wracając, tak jak Alikorngrad można by to wydać jako osobny fanfik i nikt by nawet nie zauważył. Pomimo, że to kontynuacja przygody Gale to doświadczamy tu przeskoku aż o pięć lat. Co skutkuje między innymi rozwojem Night poza kulisami. Przez co gdy ją spotykamy nie jest już uciekającą od ślubu małą klaczą. Jest gorzej. Jest nastolatką z problemami i wspomnieniami z Alikorngrad które nawiedzają ją jak żołnierzy po Afganistanie. Zresztą nie tylko ją. Z tego co możemy wyczytać cała drużyna ma takie problemy. Zanurzając się jednak w płot, nie jest źle pomimo (jakby się wydawało) sztampowego pomysłu na fabułę. Nasi najemnicy zostali wynajęci bowiem do dość prostego zadania: zabić grasującą w pobliżu miasta i trzech wiosek bestię, która zabija mieszkańców. Standardowe zadanie łowców. Jednak potwór nie daje się wytropić, wyjada same wątroby, a wieśniacy nie wydają się zbyt rozmowni w tej sprawie. Co ma z tym wspólnego harmonia i jej kościół? Czym jest potwór? Czy wieśniacy naprawdę coś ukrywają? A może to po prostu bardzo mądry stwór? Osobiście nie mogę się doczekać części trzeciej. A jak wyjdzie to na pewno rozpiszę się jeszcze bardziej. Tymczasem sam zachęcam was do czytania.
  3. Huh... Zjebałem. Na przykład. Znaczy możesz sobie zabić mantykore czy gryfa, zero różnicy. Nawet se smoka ubij jak chcesz. Ewentualnie złap dużą rybe i powiedz że walczyła. Dzik czy coś wszystko byleś coś większego ubił.
  4. Zacznijmy od podziękowań za komentarze. A teraz odpowiadając: To jest dokładnie ten sam rozdział. Tylko z wyciętymi niepotrzebnymi scenami i próbą przyśpieszenia nadawania postacią charakteru (nie mam pojęcia czy wyszło, czy nie za bardzo) Um.... Masz tutaj rację i wypada mi się przyznać: Wtedy nawet nie pomyślałem o opisaniu tego. Oczywiście staram się reflektować i chyba mi idzie coraz lepiej. Więc im dalej w las powinno to lepiej wyglądać (chyba). Alikorny są uznawane za pełnoletnie w wieku stu lat (ponieważ to wtedy rozwija się u nich pełen potencjał magiczny. Teoretycznie zgodnie z moimi zasadami świata Luna i Celestia nie mogłyby wznosić słońca i księżyca bez osiągnięcia tego wieku. Zwyczajnie byłyby za słabe), kuce ziemskie w wieku dwunastu , jednorożce siedemnastu, a pegazy po pokonaniu silnego przeciwnika typu niedźwiedź w przypadku ogierów, a po osiągnięciu czternastu lat u klaczy. Wszystko z powodu różnic kulturowych (kuce nadal nie żyją w zintegrowanym społeczeństwie). Huh... W sumie racja... Moe to zwlaić na "długowieczność alikornów", ale to chyba cos co zwyczajnie uwaliłem. In progress od dłuższego czasu (książki historyczne wcale nie są takie złe, polecam). Tutaj istnieje problem którego wyjaśnienie jest trudne... Kultura jednorożców. Na razie tyle powiem (bo nadal to ogarniam... I mi nie idzie). Uwaga spoilery! A wiem, że Cahan miała by ochotę wiedzieć. To... Kości którymi przytwierdzone są skrzydła do ciała pegaza. Połączone z kręgosłupem, bo nie widzę innego miejsca, aby je umiejscowić. Wyrwanie ich z kręgosłupem jest problemem . Są połączone chrząstkami i trudno je utrzymać razem bez mięśni (i magii, ale to w sequelu) więc trzeba na żywca rozciąć grzbiet jednorożca i chwycić dokładnie tam gdzie się łączą... Podchodzi to pod gore, lub jak kto woli operację chirurgiczną (to też w planowanym sequelu). Ogólnie to będzie robione później, więc wtedy zobaczysz. Co do komentarza kolejnego rozdziału... Tak. Mogę się tylko kłaniać na klęczkach i błagać o przebaczenie. Postaram się go naprawić... Kiedyś. Problem jest w tym, że... Sam sie pogubiłem... Myślałem że ludzie to kupią, ale chyba się przeliczyłem. Teraz wiem, że powinienem wtedy usunąć ten i poprzedni rozdział i napisać je od początku. (Ale można uznać, że część oddziału podmieńców ruszyła wgłąb terenu wroga czy coś. Tak naciągane, ale zanim nie zacznę poprawiać tego po zkaończeniu nei ma sensu się nad tym rozwodzić. Jednak mam plan jak to naprawić i tak naprawię to). Trafiłaś w sedno (prawie, bo wcześniejszy spoiler nieco wyjaśnia, ale nawet z tym trochę mało tu sensu...) Aktualnie nieco to poprawiłem i sądzę, że nie wyczaruje tu magicznie spójnej w 100% fabuły, ale zamierzam to dopiąć jako tako. Bo projektu za nic nie porzucę! Tu był timelapse (może źle to zaznaczyłem?) Wracając i pomijając moje zmęczenie. Cahan ma rację. TO tu to tam. I powiem tak: nie podoba mi się, że ma rację, ale ma rację. Zresztą dziękuje za komentarze. Na koniec ogłoszenie: Fanfik nie nadaje się do czytania (znaczy nadaje, ale nie nadaje). Zawieszam wypuszczanie rozdziałów do sierpnia, póki nie zaszedłem za daleko wyłączam z użytku rozdziały od 4 do 7. Reszte zostawiam jak jest. Postaram się jak najszybciej odblokować rozdziały. Nie tak, że robię remake, tylko naprawiam dziury fabularne. Myślałem nad tym wcześniej, więc się za bardzo nie przejmujcie, ale komentarze Cahan przeważyły szalę. Widzimy się w czerwcu kiedy wznowie wypuszczanie serii. W końcu fabuła nie może umrzeć przed postaciami.
  5. Altruistka to tekst który gdy zaczynasz czytać wydaje ci się niepotrzebny. Chcesz wiedzieć co u Fenrira, Gleipnira, zapomnianej Gelgii, albo w ogóle u naszego kochanego ojczulka, który jak nam już po części uświadomił Gleipek wcale nie jest taki zły. Nagle jednak pojawia się nowa postać, bez absolutnie żadnych powiązań z poznaną przez nas dotychczas rodzinką. Na początku więc zupełnie obojętnie próbujesz przebrnąć przez te kilkanaście stron byle jak najszybciej wrócić do swoich ulubionych postaci. Nagle jednak poznajesz nowe postacie, sytuację rodzinną naszej klaczy, staruszkę Harpstrings, przechodzisz przez kolejne spotkania, sytuacje, zwykłe rozmowy, poznajesz realia życia w Manehattanie. Nagle jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki w którymś momencie zapomina się o tym, że czyta się kresy. To już nie są kresy, to osobne opowiadanie specjalnie dla Silkflake i pani Harpstrings, które kradną niczym te wszystkie ekipy w filmach i serialach o napadach na bank, czy inny przybytek posiadający niezliczone dobra materialne. W pewnym momencie widzisz tylko Silkflake chcącą wszystkim pomóc, chodzącą na zajęcia z szycia dla samorozwoju i miłą aż do przesady. Widząc jej matkę, której zachowanie zakraja o patologię chce się aż przywalić Vibrant i przytulić nasza bohaterkę tak mocno, aby już nigdy nie potrzebowała więcej przytulasów. Oczywiście takich "przytulasów" dostanie trochę od otoczenia. Wspomoże ją przyjaciółka zapraszając do siebie i pozwalając się wygadać, nauczycielka nie wykonująca poleceń matki jak kolejny trybik w zegarku, a konsultująca wszystko z Silk, sama Pani Harpstrings oferująca ciastka i słodycze, a także rozmowę w zamian za proste zrobienie zakupów, nawet sam ojciec który z jakiegoś powodu w pewny momencie zmienia płytę i stara się nagrać nową. Teoretycznie wszystko kręci się wokół konfliktu z matką i pomaganiu staruszce z sąsiedztwa, ale całość rozciąga się na tyle stron przy tym nie rozlewając fabuły za nadto, że zamiast kolejnego fanfika, dostaje się doświadczenie, które trudno znaleźć. Aby to dokładnie przedstawić muszę jednak niestety zejść na teren spoilerów. Tych co nie czytali, nie zapraszam do rozwijania tego co jest poniżej. Podsumowując Altruistka to według mnie najlepsze dotąd kresy, a gdyby wydać tego Sola osobno absolutnie nic by to nie zmieniło. Jedyny powód dla którego nie mogę nadać temu fanfikowi tytułu Sola numer jeden (według mnie) jest "Sercem będę przy tobie" Midday Shine. Zresztą po samej lekturze atmosferę przyrównywałem między innymi do tego fanfika, chociaż według mnie nadal czegoś tutaj brakowało. W każdym razie jestem pewny, że kiedyś sobie to przeczytam raz jeszcze i raz jeszcze i raz jeszcze, aż nasyce się i będę mógł pójść spać pewnej bezsennnej nocy. Amiligios i miłego dnia.
  6. Kuźdebeczka! Pomyliłem tytuły! Faktycznie! No nic. A więc jednak nie mam zastrzeżeń do tytułu. Bo faktycznie Spicy rzuca Fenrira a głęboką wodę. Ale jak już jesteśmy w temacie to po kolei: Na głęboką wodę to część historii w której poznajemy już świat Equestrii głębiej i to bynajmniej nie z tej lepszej strony. Kraj Celestii ma ogromne problemy z przestępczością, ale między innymi dlatego Fenrir jakkolwiek jest w stanie znaleźć sobie jakieś zajęcie. Powiedzmy sobie szczerze, że raczej z noszenia belek nie byłby zadowolony, a do pracy intelektualnej zbytnio się nie nadaje, więc praca najemnika wydaje się niczym spełnienie marzeń niestety im głębiej w las, a odwołując się do tytułu, im głębiej w wodę tym bardziej praca ta wydaje się najgorszym pomysłem wszechczasów. Opiekun naszego bohatera bowiem ciągle tylko trenuje Fenrira i to w podstawach. Nie pokazuje mu żadnych fajnych taktyk, ani kombinacji których można użyć, aby zdominować przeciwnika. W tym momencie na "szczęście" naszego bohatera na sceną wkracza Spicy. Ta klacz której z jakiegoś powodu nikt nie lubi, a przecież każdy wie, że waśnie takie kobiety są najlepsze. Ekhem... Znaczy w fikcji. Wracając. Spicy pomaga Fenrirowi ucząc go właściwej walki i organizuje mu przeciwników, z którymi w przeciwieństwie do tych których sobie wybierał, autentycznie wygrywa. Okazuje się jednak, że nie wszystko jest kolorowe, na ringach nie walczą kucyki bez problemów, a Spicy nie jest do końca tym za kogo się podaje. To jednak musicie przeczytać sami. Ponieważ opisy, styl i dialogi są nie tyle zwyczajnie warte tego, a wręcz TRZEBA je przeczytać. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Tymczasem ja idę poczytać o kucu altruistce. Pocieszna klaczka. Kapablanka! Ps: Dołączam Ps'a aby pogratulować sobie ponad stu postów na forum. Czasami przecież trza się nacieszyć z osiągnięć!
  7. Zacznijmy od tego, że nie do końca podoba mi się tytuł. Po pierwsze spodziewałem się, że wracamy do Fenrira, który znalazł się jakimś sposobem na oceanie, a tak oczywiście nie jest. Po drugie akcja w ogóle nie dzieje się na wodzie. No i po trzecie rozumiem, że miało to być te... No to takie... No że nie chodzi o dosłowne znaczenie, ale ukryte. Oczywiście możemy uznać, że Gleipnir znalazł się na głębokich wodach, jednak czuję, że można by to opisać lepiej, chociażby "Na głębokie wody" według mnie już trafniej opisuję akcję, ponieważ zanim nasz bohater zacznie naukę na serio zostajemy właściwie wyrzuceni z tej historii. To taka moja mała dygresja na początek. Wracając do fanfika i zostawiając w spokoju biedny tytuł. Akcja dzieje się parę lat po opuszczeniu przez Fenrira Neighfordu. Gleipnir jak to było wspomniane już w poprzednim opowiadaniu praktycznie do niczego się nie nadaje, ale sam wolałby uczyć się magii, niż próbować udowodnić, że jednak się do czegoś nadaje. Jego mama wiedząc o tym aż za dobrze pociąga za parę sznurków i zapewnia swojemu synkowi miejsce w szkole magii. Tutaj wszystko wydaje się iść łatwiutko. Ojciec mówiący tylko, że Gleipnir lepiej by się handlu uczył, albo jakiś inny interes ogarnął się zgadza, a wszyscy inni dają mu poparcie (znaczy z rodziny, bo reszta miasta ma to gdzieś). Ostatecznie nasz ogier trafia do szkoły, ale nie jest to bynajmniej opowieść niczym z Hogwartu, a coś bardziej przyjemnego. Ośmielę się nawet powiedzieć, że nasze oczekiwania są zdeptane, pogniecione, zmielone przez psa i wydalone z jego drugiej strony. Spodziewajcie się raczej opowieści rodem z polskich, czy innych, ale nadal dających w kość szkół. Pomijając fabułę fanfik cały czas trzyma poziom. Czyta się przeprzyjemnie i nie ma powodu by się wściekać na tę parę błędów (których z jakiegoś powodu nie mogłem zaznaczyć, pewnie problem z czytaniem na fonie). Postacie i świat przechodzą ewolucje i są tak wiarygodne jak tylko się da, czyli w tej kwesti 10/9. A więc co? Tylko czytać? Właśnie tak! Zapraszam!
  8. Nie wiem jak to się stało, że tego jeszcze nie skomentowałem. (Chyba że to zrobiłem a nie pamiętam...). W każdym razie dziwie się sobie, bo autentycznie wracam do fanfika regularnie. Fabuła i założenia są proste. Pinkie podczas rozmowy z pewnym jegomościem uczy się pewnego słowa i nie jest to bynajmniej słowo na "k", ale wciąż to z kategorii wymienionego wcześniej. I powiem, że szczerze wykorzystanie tego jest genialne. Zwyczajnie nasza różowa klaczka używa go zamiast... Co piątego, lub nawet co drugiego słowa. Pomijając fakt, że słowa i w polskim i angielskim zaczynają się na inną literę, to ogólnie znaczą to samo. To jest jedna z rzeczy, które czynią tłumaczenie kompetentnym i zabawnym czytadłem. Żarty są zwyczajnie dobrze przetłumaczone i dają uciechy jak w oryginale, a przy niektórych nawet bardziej. Zaraz ty myślałeś, że to recenzja fanfika? Nie nie nie! To recenzja tłumaczenia, bo oryginał jest przecież po angielsku! Omawianie fabuły szczerze nie ma sensu z jednego powodu: Zepsułbym wam zabawę. A więc sio i czytać, albo grzywy wam będzie trzeba powyrywać!
  9. A więc nie zdziwcie się... Bo wracam do komentowania na "potęgę" i pisania z większą werwą! Zacząłem bowiem nadrabiać kresy, gdyż, iż, aż, ponieważ na kąciku lektorskim mamy aktualnie premiery najnowszych, napisanych na zapas fików z serii "Kresy". To oznacza również tyle, że jako głos muszę czytać, a jestem niestety całe... Raz, dwa, trzy... Trzynaście opowiadań w plecy, nie licząc ich części. Jednak pomijając kwestia które nikogo nie obchodzą, przejdźmy do opowiadań. Pierwsze i otwierające Kresy opowiadanie jest... Niekomfortowe, a jednak miło się je czyta. Pozwólcie mi wyjaśnić. Znacie to uczucie, kiedy jakaś postać ma przerąbane i inne jej pomagają cały czas, a kiedy ona dostaje tą pomoc to wam się tak ciepło robi na serduszku, więc na przekór wszystkiemu (czyli człowieczeństwu i zdrowemu rozsądkowi) chcecie, aby bohater miał przerąbane jak najdłużej, by cały czas było wam ciepło na serduszku? Jeżeli nie to jesteście bardziej ludzcy niż ja, ale jeżeli tak, to tu macie coś takiego. Biedny Fenrir rodzi się na jakimś zadupiu co nikt o nim nie słyszał, jedzenia nie ma, ubrań też nie, a matka odchodzi za nim ją w ogóle zapamięta. Jednak miła ciocia i kuzynka z kuzynem jak to w każdej powieści familijnej i w ogóle przynoszą jeść, ubrań i nawet zabawkami się podzielą. Jest tylko jedno ale... Pojawia się na horyzoncie "zły" ojciec kuzynostwa i mąż ciotki, który nie chce mieć absolutnie żadnego doczynienia z bratem i jego synem. Mimo wszystko Gelgia i Gleipnir cały czas wspomagają swojego kuzyna, raz po raz będąc ruganymi przez ojca i ciąganymi za uszy. Problem polega jednak nie na tym, że ojciec troszczy się o rodzinę i nie odda jedzenia bo sam nie ma. Jest on bowiem hersztem Neighfordu (miejsca akcji, czyli miasta na zadupiu) i mimo posiadanych funduszy nie ma zamiaru nawet myśleć o przygarnięciu brata z bratankiem. Wracając jednak do tego co się dzieje w fiku. Opowieść jest raczej ciągnięta retrospekcjami, aniżeli jakąś z góry ustaloną akcją. Raz poznajemy wspomnienie Gleipnira, raz Gelgii, a raz dostajemy opis jakiś przełomowych dla bohaterów wydarzeń. Najważniejszą postacią jest oczywiście Fenrir. Mały pegaz który mimo bycia dzieckiem, chcącym wszystkim pomóc, został przez życie mocno skrzywdzony. Zresztą każde ze wspomnień dotyczy albo pomocy Fenrirowi, albo wspólnej zabawy, albo jakiegoś wylegiwania się razem. Pomijając aspekt fabularny bardzo podoba mi się sposób prowadzenia narracji. Język jest bardziej złożony niż zazwyczaj, a jednak nadal lekki i zrozumiały jakby autor płynął, czy szybował po słowach tworząc zdania złożone, a jednak proste. Po prostu to jest to co czyni ten fik czytalnym, inaczej byłby to kolejny nic nie znaczący fik o jakimś ocku. Tutaj jednak w akapitach i dialogach czuć emocje, widać wręcz otoczenie i to uderza w czytelnika jak pociąg w GTA. Umm... Mógłbym się wymyśłić na lepsze porównanie. Ale mi się nie chce. Zwyczajnie czuć klimat, czuć postacie i czuć świat. To jest przykład dobrego Sola i coś takiego powinniśmy przerabiać w szkole. Nie jakiegoś Kordiana z którego nikt nic nie rozumie. Czytać leniuchy to może zrozumiecie co nabazgroliłem w tym komentarzu! Kabalankala!
  10. KLGDiamond

    Witajcie

    Hej! Ummm... Nie jestem najlepszy w pocieszaniu. Nie jestem najlepszy w motywowaniu więc mogę tylko powiedzieć, ze miło widzieć nową duszę. No oczywiście...Ankieta powitalna! Jaki jest twój ulubiony kuc? A jaki jest twój ulubiony fanfik? Jak długo zamierzasz zostać? Jakie jest twoje hobby (pomijając gry)? Czytasz coś poza fikami? Jak tak to co? Jaki jest twój ulubiony autor? A ulubione uniwersum? Widziałeś EG? Podobało ci się? Jaki jest twój ulubiony dinozaur?
  11. Here I am!!! Tym razem coś krótszego. Dosłownie trzy strony rozdziału, jednak kolejny jest już w produkcji. Szczerze mam nadzieję ukończyć go w w ciągu tygodnia-dwóch, ale nic nie obiecuję. Według mnie jest dobry i nadaje się jako lektura podczas pobytu tam gdzie Celestia chodzi piechotą i wcale nie jest to lodówka, ani sklep z ciastami! Autor ~"Diamond" Korekta ~ @Zerrome (Właśnie się skapnąłem, że przecież mogę go pingnąć i możecie wtedy odwiedzić jego profil. Sorki za to że zapomniałem) Rozdział VIII!!!
  12. Tym razem zacznę tak: Autor ~ "Diamond" Korekta ~ "Zerrome" Znaczy napisałem kolejny rozdział. Osobiście uważam, że wyszedł gorzej niż poprzednie, na pewno popadłem tutaj w pułapkę chcięcia opisania dwudziestu stron bitwy (dobra miało być 50) i ucięcia tego co niepotrzebne, więc w rezultacie uciąłem nieco za dużo i teraz nie wiem jak bym miał coś dopisać... Więc nie zdziwcie się jak poczujecie, że coś tu nie gra. A ogółem to ja zostawiam wam ten rozdział i idę pisać kolejne w 200% lepsze niż ten. Arivederchi!
  13. Jak się spodziewamy powrotu wielkiego koszmaru Equestrii, przedwiecznego zła, niegodziwej i przeraźliwej potworzycy, która nieomal nie sprowadziła na świat wiecznej nocy i potępienia? Spodziewamy się wybuchów! Furii! Złości i nienawiści do wszystkiego co żywe! Latających dookoła błyskawic, a także knucia planów od samego powrotu i bezpośredniego starcia z jedyną zdolną zagrozić jej istotą. I faktycznie. Na początku pożerająca dusze dzieciom, jeżeli te nie dostarczą jej cukierków zła alikornica pojawia się przed starym zamkiem razem z hukiem i błyskawicą. Ogarnięta jest furią, krzyczy ze złości, a wszystkie zwierzęta w lesie Everfree uciekają gdzie popadnie, płytki pod okutymi kopytami pękają, a złość w niej tylko narasta... Tylko... Skąd w tym wszystkim wzięły się łzy, przepełnione tak wielkim żalem że aż pęka pod nimi posadzka?
  14. Tak... Oczywiście Luna przejęła kontrolę nad gwardią i sprawuje władzę księżycowym kopytem nad zadami gwardzistów. Oczywiście w mniej dosłownym i bardziej dosłownym sensie zapewne też, bo raczej nieco brakowało jej towarzystwa przez te tysiąc lat... W każdym razie rozumiem, że nasz Flash w końcu przydał się na coś poza EG i dostał swoje jedno zdanie w tym fiku... HMMM... Tak naprawdę zasłużył. Dobrze też wiedzieć, że bimber Moonshine'a to prawdziwy rarytas, skoro zadowala nawet królewskie podniebienie. Podoba mi się też pomysł tulaśnych manewrów. Jednak Ciastoluna to faktycznie nieco przesada. Nie wiem jednak czym jest Gryfex, a Google pokazał mi tylko wyniki jakiegoś sklepu z meblami. Ogółem nie czaję co tu sie stało, ale zamysł spoko i nieco śmieszy. Nie wiem jak to lepiej opisać. Odcinek 8
×
×
  • Create New...