Dankey Hooves

Brony
  • Content Count

    138
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

33 Good

About Dankey Hooves

  • Rank
    Praise da sun m8s
  • Birthday 01/02/1998

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Tri-City

Recent Profile Visitors

1,842 profile views
  1. Dankey Hooves

    Ja wciąż polecam szachy (https://pl.lichess.org/). A wy robicie turniej jedynego cs'a którego nie mam i to w dodatku podczas pony congressu i meczu (o balansowaniu gry nie wspomnę). well, do boju solarnii!
  2. Dankey Hooves

    Ze strzelanek mogę zaproponować CS:GO, a ze strategi .... szachy (mogę?). (I zgłaszam się (SE))
  3. Zderpiłem zarówno w moim ataku, jak i w w czasie reakcji, pomysły mi się kończyły, energia również; na wycofanie się i walkę okruchami nie miałem ochoty, a w dalszym ataku jeszcze więcej sił poszło by się rozpraszać. Najwyraźniej fizyka mnie nie lubi, a chemia mi dokucza. Nauki pls. Na atak przeciwnika nie byłem przygotowany, lecz i bez tego zdążyłem odskoczyć w prawą stronę, zataczając lekki łuk i znalazłem się po lewej stronie Tomka, po czym wbiłem się mocniej w arenę i wysłałem falę drgań w oponenta. Fizyko pls zostańmy przyjaciółmi.
  4. Dankey Hooves

    >Sezon 5 >Kanon >Czy ktoś o czymś mówił?
  5. Kolejny atak z mojej strony poszedł się czochrać przygnieciony kolejną dawką energii mrozu, a przeciwnik zmaterializował się w oddalonym punkcie areny. Zacząłem się zastanawiać ile energii jeszcze nam zostało na zwalczanie swych wzajemnych ataków. Ja powoli zaczynałem czuć zmęczenie; chyba pora na trochę agresywniejszą grę. Nie byłem pewny swoich decyzji, lecz czasami warto powziąć ryzyko. Zauważyłem kolejne śnieżki lecące w moją stronę, na co pół-ofensywnie pół-profilaktycznie przeskoczyłem parę metrów prosto w stronę wroga, wymijając pociski. Tomek spowił swe otoczenie zimnem a samego siebie lodowymi płatami. Posłałem falę ciepła w ochronną krę. Nie była ona specjalnie mocna czy szeroka, jedynie wystarczająca, aby stopić barierę adwersarza. Zaraz po niej poleciał impuls prądu wcelowany w podstawę jeszcze stałej bariery. Wciąż nie jestem pewien czy woda to mój przyjaciel czy wróg w tym pojedynku...
  6. Dankey Hooves

    Masz jakiegoś dank mema? nie, no co ty.
  7. Patrząc na mój kolejny nieudany atak odczułem atak zwątpienia w moje możliwości, jednak szybko go przepędziłem i bacznie obserwując przeciwnika zastanowiłem się nad moim kolejnym ruchem. Tomek ewidentnie musiał zużyć dużo energii, trzeba utrzymać momentum. Profilaktycznie odskoczyłem od nadlatujących pocisków na dużą odległość, pamiętając incydent z szpikulcem. Natychmiastowo po repozycji wystrzeliłem dwie kule pary w stronę przeciwnika... A przynajmniej w jego ostatnią pozycję, bo teraz kompletnie zniknął mi z pola widzenia. Stawiając wszystko na jedną kartę kontynuowałem swój plan poprzez stopniowe podwyższanie temperatury w korzeniach areny. Jestem ciekawy co z tego wyjdzie... Wybacz tą przerwę, komputer mi umarł a potem zaczęła się szkoła.
  8. Patrząc, jak coraz więcej korzeni ucieka spod mojej kontroli, tężejąc w środku defensywnie zabezpieczyłem przed zamarzaniem pozostałą mi połowę areny rozpuszczając w sokach drzew sól. Chyba nadszedł koniec tej areny. Przypatrzyłem się strefie areny kontrolowanej przez moje "żywe" drzewa. Całkiem duży obszar. Kontrolowanie połowy miejsca starcia trochę mnie uspokoiło, zawsze lubię mieć drugą deskę ratunku. Poczułem drgania ściany, na której wisiałem i trochę się zmartwiłem, że sól nie działa tak szybko jakbym chciał. Odchyliłem się, jak sądziłem, na minimum bezpiecznej odległości, nie chcąc tracić ani centymetra kontroli nad swoją połową, jednak moja pazerność mnie zgubiła i mój zad został przyozdobiony małym, lecz denerwującym szpikulcem. Lekko sfrustrowany własną głupotą i zranionym tyłkiem, postanowiłem zagrać ostro. Skoczyłem na granicę pomiędzy zamrożonymi a żywymi drzewami i zaklęciem zacząłem otaczać przeciwnika kręgiem iście ognistej pary z wody z zamarzniętych korzeni sam nie wiedząc czego oczekiwać...
  9. Dankey Hooves

    hahaha, SWAG
  10. Wstałem, gdy zauważyłem przybycie mojego przeciwnika. Nie śpieszył się z ciosem, lecz prędzej nazwałbym to niespiesznością taktyczną niźli ociąganiem się czy brakiem chęci. - Siemka, glhf - powiedziałem Przypuszczam, że zaczynamy. Zorientowałem się, że po stronie Tomka uformowała się chmura mrozu, która parła prosto na mnie. Akurat to, czego nie lubię. Koleś ma haxy. Po lekkim namyśle skoczyłem na pochyłą ścianę areny pomagając sobie lekkim zaklęciem wiatru, uchylając się od chmury. Fizyka jest prostsza od magii. Pozostając na ścianie spróbowałem ożywić arenę. Zajęło to długą i wyczerpującą chwilę, lecz udało się. Flora areny była pod moją kontrolą, jednak nie cała. Zauważyłem jak część zamrożona przez chmurę pozostaje martwa. Korzystając z tego, co mam zacząłem wprowadzać korzenie centrum areny w odczuwalne drgania, z późniejszym zamiarem wytworzenia trzęsienia... drewna? Trochę szkoda mi było tak zacnej areny, lecz na wszystko przychodzi koniec; może dzisiaj przyszedł właśnie na tą arenę?
  11. Po przydługim oczekiwaniu wreszcie doczekałem się pojedynku, a nieznajomość przeciwnika tym bardziej powiększała moje zaintrygowanie owym wydarzeniem. Gdy wreszcie dostałem się na arenę zauważyłem, że jeszcze nie ma mojego przeciwnika na nietypowej arenie, która wydała mi się na tyle solidna, że odczułem chęć przetestowania jej wytrzymałości... już mi przychodzi do głowy jeden sposób. Zmieniłem swoją postać z człowieka na jednorożca. Będzie mi łatwiej chodzić po tych drzewach na czterech kopytach. Nie mając czego więcej zrobić usiadłem w rogu sali bacznie oglądając wszelkie punkty taktyczne areny.