Lunar_Isbre

Brony
  • Content count

    112
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

55 Bardzo dobra

About Lunar_Isbre

  • Rank
    Mały, fioletowy kucoperek
  • Birthday 12/13/1993

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz

Recent Profile Visitors

3,301 profile views
  1. Ty to rozumiesz i ja to rozumiem. Wykładowcy niekoniecznie. Po co cały rok równo pracować, lepiej nawalić studentom na sam koniec wszystkiego, bo, o dziwo, z czegoś trzeba ocenę postawić I tak dobrze, bo dwa przedmioty były takie, że co tydzień wejściówka na początek zajęć i się nazbierało ocen, więc chociaż o tyle mniej.
  2. Ja napiszę bardzo krótko i zwięźle: SESJA. Sesja i tysiąc pięćset sto dziewięćset projektów do pooddawania :| Wrrr... To chyba wszystko :|
  3. Szkicowanie poniacza: http://youtu.be/TCg1GGwZFgQ test, bo ogarniam program na zalkę, średnio mi idzie :|

    1. Show previous comments  6 more
    2. Cahan

      Cahan

      Prawa przednia noga jest koślawa. A prawa tylna woła o kowala. Ale poza tym - ślicznie :D

    3. Dayan

      Dayan

      Jak dla mnie naprawdę ładnie :) Ślicznie.

    4. WilczeK

      WilczeK

      Jeżeli tobie źle idzie to idę popełnić seppuku.

  4. Wszystko w pierwszym poście :3
  5. Miej do narysowania 40 stron komiksu do pracy lic. na środę. Poparz sobie prawą rękę wrzątkiem. GENIUSZ -___-Ogłoszenie parafialne: Wracam do życia (na forum) w okolicach piątku.

    1. Show previous comments  1 more
    2. WilczeK

      WilczeK

      Komiks na prace licencjacką? Czy ja czegoś nie rozumiem?

    3. Lunar_Isbre

      Lunar_Isbre

      Nasza praca składa się z dwóch części - standardowej, pisemnej, a do tego część projektowa, opisana w ostatnim rozdziale pracy, stworzona przy wykorzystaniu jakiegoś medium (ale musi mieć wartość edukacyjną - czyli np. kurs multimedialny obsługi jakiegoś programu, gra dla najmłodszych, audiobook, wszystko powiązane z mediami i edukacją, to tak w wolnym tłumaczeniu).

    4. Lunar_Isbre

      Lunar_Isbre

      Mnemonik, współczuję :/ Mi regularnie siada nadgarstek, ale na szczęście w lewej ręcę. Chyba bym oszalała, gdybym miała prawą unieruchomioną na dłuższy czas.

  6. (popełniłam szybki pseudoportret Lucy. NIE UMIEM RYSOWAĆ LUDZI ) Lucy zajadała się w najlepsze surówką. Była bardzo smaczna i soczysta. Dziewczyna zastanawiała się, gdzie tkwi sekret. Nawet nie zauważyła, kiedy zmianę za ladą przejął ktoś inny. Nagle przechodzący obok niej klient nadepnął hybrydzie na ogon. Rozległo się ciche chrupnięcie. – Aua! – krzyknęła dziewczyna, przewracając niechcący miskę z surówką. Sprawca zamieszania nawet nic nie zauważył, zajęty opuszczaniem baru. Lucy chwyciła ogon w ręce. Bolał, ale chyba nie był złamany. Musiała się wreszcie nauczyć trzymać go blisko ciała. Dziewczyna ze smutkiem spojrzała na resztkę niedokończonej surówki i zaczęła zgarniać pojedyncze listki do miski. Nie chciała zostawić po sobie bałaganu.
  7. – Dziękuję – odrzekła Lucy i skinęła głową. Położyła na ladzie wskazaną sumę i udała się w stronę wypatrzonego wcześniej miejsca.
  8. W tym momencie do Lucy dotarło, że nawet nie zdążyła zjeść śniadania. Pobieżnie zerknęła na dostępne dania, zastanawiając się, czy nie wolałaby zamiast w zgiełku spożyć posiłek w samotności. Jednak jedna z surówek kusiła ją wyjątkowo mocno i dziewczyna czuła, że chyba da się skusić. – Tak. Poproszę tę surówkę – odparła, wskazując dłonią w kierunku miski wypełnionej świeżymi warzywami. Jednocześnie kątem oka rozejrzała się po sali za wolnym miejscem.
  9. Lucy przechodziła właśnie obok stołówki, kiedy przypomniała sobie, że ma tam do zostawienia paczkę. Nosiła ją ze sobą już od dawna, alej za każdym razem o niej zapominała. Właścicielka lokalu jakiś czas temu prosiła ją o naprawę ulubionego kompletu biżuterii. Sprawa była prosta i dziewczyna rozprawiła się z problemem jeszcze tego samego wieczoru, ale od tego czasu nie miała okazji odnieść przedmiotu. Pomyślała więc, że wstąpi na moment choćby po to, by przekazać paczuszkę komuś odpowiedzialnemu. Co prawda nie miała ochoty przebywać w tak tłocznym miejscu, ale mówi się trudno. Dziewczyna weszła do środka i od razu owionął ją zapach gotowanych potraw. Stanęła gdzieś z boku czekając, aż pracująca za ladą dziewczyna obsłuży młodego chłopaka z porożem i ciałem jelonka. Wzbudził w niej małą nutę ciekawości, ponieważ nie na co dzień spotykała tego rodzaju hybrydy. Najczęściej mutacje ograniczały się do uszu, może ewentualnie ogonów. Jak dotąd Lucy myślała, że tylko ją bezlitosne prawa genetyki obdarowały zwierzęcą niemal twarzą, cętkami i całą resztą. Kiedy tylko młodzieniec odszedł od kasy, Lucy ruszyła przed siebie, korzystając z chwilowego braku osób w kolejce. – Przepraszam – odezwała się do sprzedawczyni. – Chciałabym zostawić paczkę dla szefowej. Mogę?
  10. (weź człowieku idź do kina XD jak zobaczyłam 48 powiadomień to myślałam, że zawału dostanę. Btw, cieszę się, że moja KP się podoba Dziękuję za dopisek! ) Lucy obudziła się w dość kiepskim nastroju. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jaki dziś dzień - "dostawa". Dziewczyna skrzywiła się lekko na brzmienie tego słowa. Nasuwało ono raczej myśl o transporcie mięsa lub towaru, a nie żywych, czujących istot. To było sztuczne i nienaturalne. "Tak jak wszystko tutaj", mruknęła w duchu. Kiedy tylko zjadła śniadanie i przebrała się, wyszła na dwór, by nakarmić kury i zebrać jajka. Ciekawskie ptaki na widok swojej opiekunki przybiegły w jedno miejsce, gdacząc pociągle i rozkopując pazurami ziemię. – No już, cicho, cicho, spokojnie. Już, daję wam jeść. Lucy sięgnęła do worka z ziarnem. Próbowała nie rozmyślać o ciężarówkach zapełnionych ludźmi takimi jak ona, jednak im bardziej odganiała te myśli od siebie, tym bardziej kotłowały się one wewnątrz jej czaszki. – Najchętniej nie wychodziłabym dzisiaj poza własny ogródek – szepnęła cicho w stronę kur, które zajęte były posiłkiem i nawet nie raczyły podnieść dziobów znad ziemi. Dziewczyna przysiadła na schodkach i ukryła twarz w dłoniach. Pierwsze dni w osadzie pamiętała jak przez mgłę. Rozmazane wspomnienia przepełniały skrajnie silne emocje – przerażenie, gniew, a przede wszystkim rozdzierająca serce rozpacz. Teraz było już nieco lepiej, choć każdy przyjazd nowych hybryd przypominał Lucy o tym, co przeżyła. – No, moje drogie, pora na mnie. Mam szycie do zaniesienia i nowe nici do odebrania. W końcu, oprócz nowych mieszkańców, przyjechały też zamówione towary. – Dziewczyna westchnęła ciężko i podniosła się. Kilka kur potruchtało leniwie na bok tylko po to, by zaraz znowu zacząć grzebać w piasku. Lucy otrzepała ciemne spodnie i poszła do domu po wiklinowy koszyk, w którym spoczywała bluzka ozdobiona kwiecistym haftem. Poprzedniego dnia pracowite palce żenety ukończyły tkać to małe dzieło sztuki. Teraz trzeba było je zanieść do sklepu, w którym sprzedawano najlepsze nasiona w całej osadzie. Nie zwlekając ani chwili hybryda wyszła z domu i ruszyła w stronę miasta.
  11. Jak stary żuk żuchwą miele
  12. O kurczę, muszę się sprężać w takim razie D: ... Popełniłam. Mam nadzieję, że choć jedna osoba to przeczyta XDD Trochę się napracowałam. O wszelkich błędach i niejasnościach proszę mnie poinformować.
  13. Machając łapami - choć tego nie chciały