Jump to content

DJSzklaż

Brony
  • Posts

    134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by DJSzklaż

  1. Hue, jakiś czas mnie nie było i już zdążyłem zapomnieć kto będzie bohaterem fanfika Foleya. Opowiadanie pisane w czasie teraźniejszym (ku mojemu własnemu zdziwieniu) wcale mi nie przeszkadzało. Natknąłem się w jednym miejscu na dość dużą (zbyt dużą) kumulację warjacji słowa "cały". Mimo wszystko trzy razy w jednej linijce to lekka przesada. Prawdą jest, że po wybitnie nieoptymistycznym początku trudno było spodziewać się wesołego zakończenia, tak więc większych zaskoczeń nie doznałem. Co jednak nie zmienia faktu, że czytało mi się dobrze. Jedno co mi się nie spodobało: druga strona, drugi akapit. "Wracając do bardziej przyziemnych spraw" - wydaje mi się niepotrzebne. Zwłaszcza, że w podobny sposób zaczyna się poprzedni akapit. Wiele więcej do dodania nie mam. Kolejny dobry oneshot Foleya.
  2. Ktoś jeszcze zauważył jak w ostatniej scenie mieszkańcy "wioski Starlight" mieli kompletnie wywalone, że ich lokalny festiwal odwiedziła czwórka najpotężniejszych kucyków w Equestrii? A sam odcinek? Starlight, Trixie, Luna, Derpy, królestwo podmieńców. Chyba najlepszy finał jaki do tej pory powstał.
  3. 100 lat! wszystkiego najlepszego i żebyśmy się szybko spotkali na jakimś meecie :rainderp:.

    1. FrozenTear7

      FrozenTear7

      A już ubolewałem że nic nie pisałeś :D

      Dzięki za życzonka i jak Pani Celestia da to się ujrzymy na jakimś większym ^^

  4. To uczucie kiedy nie masz nic do roboty wieczorem i dowiadujesz się, że wychodzi nowy odcinek... który jest o CMC .
  5. Trochę chaotyczny ten fanfik, ale przeczytało się. Spoilery! Od początku więc: wydaję mi się, że całość jest zbyt krótka. Kolejne sceny następują zbyt raptownie i są zbyt słabo opisane, a akcja leci na łeb na szyję. Trochę trudno poczuć... ducha tegoż opowiadania, kiedy opisy ograniczone są do minimum. Słownictwo zdaję się być nico ubogie, ale możliwe, że jest to wina owych skąpych opisów. Aczkolwiek przyznaję, fanfik jest klimatyczny, zwłaszcza kiedy koncentruje się na księżniczkach (to pewnie dlatego, że za motywem Derpy i Doktora nie przepadam). Ciekawa wizja z odbieraniem i przekazywaniem dalej duszy przez władczynie - choć za cholerę nie wiem w jaki sposób są w stanie sobie z tym wszystkim poradzić. W całym państwie rodzi się i umiera jednocześnie dość dużo osób... Relacje Whoowsa i Derpy zostały potraktowane po macoszemu wiec trudno coś więcej o nich powiedzieć. Podobno się kochają, ale... jakoś nie bardzo to dostrzegłem. Bo za krótko! No ale skoro to wielorozdziałowiec to niema co nad tym tyle rozprawiać, a po prostu poczekać na dalsze części. (Serio, przydało by się trochę to wydłużyć). Podsumowując: fanfik mi się podobał. Mimo, że był zbyt krótki, to dało się wyczuć klimat (nie za mocno, ale zawsze). No i scena z tymi duszami jest całkiem ciekawa.
  6. I bardzo dobrze. Zresztą najprawdopodobniej byś jej nie doświadczył.Więc od początku: Brak justowania i zbyt duża czcionka. Krótko mówiąc jeśli chodzi o część wizualną to tekst wygląda słabo.Treść... trudno tu cokolwiek oceniać bo prolog jest wyjątkowo krótki. Z opisu wnioskuje, że jest to jakiś crossover, ale za cholere nie wiem z czym. O Birde of Discord słyszę pierwszy raz i pod tym względem ciężko mi się wypowiedzieć. Natomiast wypowiem się na temat niebezpiecznie dużego stężenia alicornów na stronę. Nie jest najlepszym pomysłem pisać fanfika o rodzince OP kucyków mieszkających w pałacu. Już pomijam ich pochodzenie, ale tego typu bochaterowie są z regóły nudni, a zwłaszcza w podobnej kreacji. I wybacz ale całość niemiłosiernie zajeżdża tanim romansem. On jej nie lubi, ona nie lubi jego, ale i tak wiadomo jak to się skończy. No i sama przyszłość Equestrii, bo zakładam że wszystko dzieje się właśni w przyszłości, jest odstręczająca. Screwball i Flurry Heart... trochę przypominają mi się arty z Derpy jako alicornem... Może gdyby dodać tag comedy to jeszcze dało by się na to spojrzeć.Jeśli miałby opisać swoje odczucia po przeczytaniu tego prologu to powiedziałbym, że mnie nie zaciekawił. Powiedziałbym też, że jest przewidywalny i naiwny. Tyle po prologu, jeśli pojawi się jakaś kontynuacja to najprawdopodobniej zweryfikuje swoje przypuszczenia. Więc strzesz się...A jeśli liczysz na ocene punktową to niestety, ale fanfikom takowej nie daję. Powiem tylko, że 21/37 to byś nie dostał...
  7. Odcinek o Spike'u w kryształowym Imperium... wyszedł średnio. A mogło być naprawdę dobrze. Bezustanne wielbienie smoka, na każdym niemal kroku było irytujące, podobnie jak postawa plebsu i gwardii w stosunku do Księżniczki Przyjaźni. To się już robi mocno irytujące kiedy Twilight jest traktowana jak pierwszy lepszy przybłęda. Dalej był changeling. Motyw, na który czekałem, choć może nie w takiej formie. Jego charakter był... żałosny. Ok, przeżył kilka mniej przyjemnych przygód, no ale bez przesady. Gość co chwila kulił uszy, płakał i robił minę zbitego psa. Nie polubiłem go. Potem była afera i wznowienie na niespotykaną dotąd skalę poszukiwania domniemanego przestępcy, które dziwnym trafem skojarzyły mi się z wyczynami belgijskiej policji sprzed kilku miesięcy... Aha, przy okazji, kto przy zdrowych zmysłach powierzył Spike'owi dowództwo nad zespołem poszukiwawczym? Shining Armor? Jeżeli tak to wedle moich przypuszczań nie grzeszy on intelektem. Warto jednak nadmienić, że nasz smokopodobny przyjaciel nie zrobił z siebie durnia i ofiary. Pod tym względem sezon wybija się ponad poprzednie. Samo zakończenie spoko, oprócz tego, że jak zwykle nastąpiło zbyt szybko. Smok pośpiewał wszyscy się pośmiali i zaprzyjaźnili z changelingiem, którego jeszcze przed dwoma minutami chcieli roznieść na środku pałacowej sali. Plus za Starlight. Minus bo równie dobrze mogło by jej tam nie być, fabuła by nie ucierpiała. Plus za piosenkę... ...i minus bo śpiewał ją Spike. Takie... -7/10 (trochę naciągane).
  8. "Opowieść o Szklanej Kuli..." Dawno już przewinęła się gdzieś wśród dziesiątek innych opowiadań na monitorze mojego komputera, jednak to dopiero dzisiejszego pięknego dnia sięgnąłem po nią. Czemu tak długo zwlekałem? Szczerze powiedziawszy to nie wiem. Wiem jednak, że był to błąd, bo fanfik urzekł mnie już od pierwszych storn. Na wstępie też, przyznam że nie wiedziałem zupełnie czego spodziewać się po tym tekście, oprócz tego, że liczyłem na dobrą literaturę. Dlatego cały przebieg fica był dla mnie sporym zaskoczeniem (może nie licząca samego zakończenia). Spoilery! Sama fabuła jest... dość prosta. Ot Fluttershy odkrywa kilka nieścisłości i poznaje przyczynę ich pochodzenia. Brak tu epickich starć, walki sił ładu i sił chaosu, całość jest przede wszystkim utrzymana w dość spokojnej konwencji. Czy to źle? Jak dla mnie wręcz przeciwnie. Fanfik trzyma w napięciu niemal przez cały czas, nawarstwiającą się liczbą pytań i coraz bardziej widocznych absurdów. W tym momencie nie potrzebowałem nawet specjalnej akcji żeby czytać z zainteresowaniem. Początek jest spokojny, nie licząc dość nagłego wstępu, nie obfituje w nadmiar akcji. Jednak już wtedy czuć pewien niepokój. Na wierz wychodzą bowiem nieścisłości, których bohater nie jest w stanie racjonalnie wyjaśnić. Co gorsza dochodzi niezrozumienie otoczenia, które tylko ten klimat pogłębia. A dalej? Dalej tylko lepiej. Kolejne zagadki i tajemnice, na które odpowiedź, tak zresztą wyczekiwaną przychodzi w końcu odpowiedź. I to nie byle jaka. Z początku miałem dość duże skojarzenia z "Kongresem Futurologicznym" Lema, jednak po dłuższym namyślę, uważam że lepszym porównaniem byłby Matrix. Z tym że oczywiście "Opowieść..." stoi o klasę wyżej. Niemożność wyjaśnienia przez Fluttershy problemów Equestrii swoim przyjaciołom była bardzo dramatycznym (i przy okazji nieco denerwującym) momentem opowieści. I jako taka spodobała mi się. Dobrze że do końca nie udało się przeskoczyć tej bariery. Kreacja postaci dobra, naprawdę dobra. Od postaci pierwszoplanowej po drugoplanowe. Oczywiście najlepiej prezentuje się w tym momencie Fluttershy, którą jesteśmy w stanie najdłużej obserwować i muszę przyznać , że to jest jedna z lepszych jej kreacji. Jej zachowanie jest bardzo przekonujące, a zarazem niezwykle podobne do jej serialowego odpowiednika. Po prostu czytając widzimy Tą Fluttershy, nie potrzebujemy komentarza narratora żeby nas w tym upewnić. Reszta? Również bez zarzutów. Ich charaktery są doskonale oddane, co widać według mnie dobrze podczas finałowej sceny. Jest jeszcze Celestia, której kreacja jest bardzo zadowalająca. Wreszcie jest prawdziwą władczynią. W tym miejscu jeszcze chciałbym dorzucić uwagę odnoście przeplatających się w fanfiku co chwila wątków "absurdalnych" i tych "zwyczajnych". Wyszło naprawdę solidnie. Akcja w Zimowym Zamku jest jakby żywcem wyjęta z serialu. Pasowałoby na finał bądź otwarcie któregoś sezonu. Bezsens całego tego zajścia jest powalający i po połączeniu tego z próbą logicznego wyjaśnienia całej sytuacji przez Fluttershy jest naprawdę udana. Podobnie jak opis Ponyville, z jego niezamieszkałymi budynkami i nieaktualnym rozkładem jazdy pociągów. Klimat jest zachowany niemal przez cały czas. Zmienia się tylko na coraz ciemniejszy. Kiedy przypatrzymy się głębiej postaciom ukazanym w fanfiku dostrzegamy w nich, oprócz widocznej gołym okiem życzliwości, przejmujące wręcz niezrozumienie, ślepotę, która zaczyna się robić bardzo niepokojąca. Zwłaszcza kiedy całe Ponyville postanowiło ni z tego ni z owego zatańczyć i zaśpiewać. Cały teks czytało się jak najbardziej przyjemnie, płynnie i szybko. Było w prawdzie kilka nierozwiązanych nieścisłości - Shining Armor, ale nie będe sobie tym obecnie zawracał głowy. Także na koniec głosuję na tag [Legendary] bo fajny ten fik.
  9. Nowy rozdział . Kolejna część poświęcona niemal wyłącznie Randomowym Poszukiwaczom spodobała mi się o wiele bardziej od poprzedniego rozdziału. Możliwe, że po prostu bardziej lubię bandę Bastarda od Night. Jest wyraźny postęp w relacjach Orangre Tail z Nnoitrą, co w sumie mnie cieszy, jest trochę mniej lub bardziej ciekawych rozmów, jest nawet trochę mordobicia, ale... podobnie jak w rozdziale XXIV nie dzieje się tu specjalnie dużo. Więcej tu opisów (klimatycznych zresztą), niż akcji. Mimo to rozdział bynajmniej nie nudził. Choć szczerze powiedziawszy "audiencja" ze snu Nnoitry bardziej mi się spodobała niż ta prawdziwa. No i nie było trollowych wstawek! Odnoszę też wrażenie, że w ostatnich rozdziałach mocno poszerzył się twój zasób słów. Lepiej to wszystko brzmi.
  10. Tyle że takie coś jest drogie. W prawdzie na meetach można dostać jakieś za 120 zł. ale szczerze powiedziawszy nie są najlepszej jakości. Grafiki dość proste, a poduszka nie zbyt miękka. Jak byś chciał porządną, z własnym nadrukiem to już cena idzie w górę. Nie będę oryginalny i też polecę pluszaka. Zawsze można z takim pójść na meeta. Edit: @Polox Sprawdź na Maginarium, mają tam jakieś dakimakury.
  11. DJSzklaż

    Czołem.

    "Polacy są wszędzie"?
  12. Wydaje mi się, że w większości przypadków taki antagonista odbierany jest jako infantylny. Ludzie zaczynają szukać czegoś więcej w tych mrocznych charakterach. Możliwe, że starają się utożsamić z taką postacią (czemu by nie, sam tak mam), a trudno tego dokonać z antagonistą złożonym jedynie ze złych cech, pragnącego jedynie zła. Przy okazji, taki bohater jest nam odległy. Postać z rozbudowanym charakterem staje się nam bliższa, chętniej o niej czytamy. Zresztą jednoznacznie złe charaktery mogły się już w pewnym stopniu znudzić. Sam mówisz o "starych, złych do szpiku...". Sam zazwyczaj staram się nie kreować postaci jednoznacznie złych gdyż z góry uważam je za sztuczne, wymyślone na siłę. Jeżeli założymy, że piszemy z konkretnej perspektywy. Bo w tym momencie jeżeli zrobimy narrację jednocześnie ze strony protagonisty jak i antagonisty to w gruncie rzeczy tracimy postać jednoznacznie złą i dobrą, a otrzymujemy "szaro-szare". Czy w takim razie w ogóle możemy mówić o antagoniście? Kiedy opisujemy równolegle dwie przeciwne sobie strony? Nie jestem przekonany, czy przemilczenie motywów nie stoi na równi z banałem.
  13. Osobiście uważam, że jedną z najważniejszych rzeczy przy tworzeniu antagonisty jest wymyślenie mu jakiegoś sensownego celu. Oczywiste, aczkolwiek niestety nieraz nie przemyślane przez autorów. W efekcie czego dostajemy postać, która jest zła ponieważ tak postanowiła, bez większego powodu. Postacie takie, płaskie jak deska sedesowa, są potwornie nudne, a niestety występują w wielu książkach/fanfikach. Alternatywą, równie często stosowaną przez autorów jest kreacja jakiegoś monstrum, potwora, którego głównym celem jest niszczenie wszystkiego co napotka na drodze. O ile się nie mylę tego typu postacie są bardzo proste w kreacji i zaskakująco dobrze przypadają do gustu czytelnikom. Ale czy powstał jakiś "potwór przedwieczny" ogarnięty rządzą mordu, który rzeczywiście wywarł na was większe wrażenie? Przyznam szczerze, że na mnie nie.
  14. Witajcie. Kilka dni temu na szczycie fanfikowy został poruszony między innymi temat antagonistów. O ile się nie mylę chodziło głównie o tych średnio/źle wykreowanych. Myślę, że ten temat można by nieco pociągnąć. Z tym, że tym razem byłoby to o antagonistach dobrze stworzonych. Co jest potrzebne do wykreowania "dobrego" antagonisty? Takiego, który zostanie nam na długo w pamięci, którego losy oraz podjęte wybory śledzimy z zainteresowaniem, a nie wyłącznie zażenowaniem?
  15. Dobra, przeczytane i trzy kolejne opowiadania. Skłamałbym i to okrutnie gdybym powiedział, że zdziwiła mnie obecność RD w szpitalu na koniec fanfika Foldey'a. Mam deja vu, już coś podobnego pisałem... Muszę powiedzieć, że ze wszystkich pięciu opowiadań najbardziej spodobało mi się na ten moment ostatnie, czyli "Hoofcoa". Ale po kolei: Bez śladu - Ostra strzelanina w nieco dłuższej formie niż dotychczas. Bardziej rozbudowana fabuła i inne przygody niż w dwóch pierwszych. Jak najbardziej interesujące, dobre opowiadanie do szybkiego przeczytania. CSAR - RD w służbach ratunkowych to coś nowego. W prawdzie nie naratowała się zbyt dużo ale zawsze to jakaś odmiana. W tym miejscu jednak wkrada się pewne pytanie, skoro jest to seria to opowiadanie powinno mieć coś wspólnego z poprzednim ("Bez śladu"). A więc pytanie takie, czy w opowiadaniu Bez śladu RD i DD były już w wojsku czy jeszcze nie? bo w CSAR mamy wspomniane, że obie klacz dawno się nie widziały, a do wojska wstąpiły przed 2 miesiącami. Czy może jest to po prostu niechronologicznie ustawione? Tak wiem trochę chaotycznie napisane, ale po dziesiątej mózg działa mi coraz gorzej... Hoofcoa - śmiechłem kilkakrotnie. Jedyne do tej pory opowiadanie, w którym nie strzela się do niczego żywego, a mimo to najbardziej mi się spodobało. Szczerz powiedziawszy liczę po cichu na jakieś rozwinięcie wątku DD i tego jednorożca.
  16. Nie wydaje mi się to prawdopodobne. Można to skonfrontować w pewien sposób z Procesem Norymberskim. Od razu trzeba tu dodać, że w owym procesie nie skazywano, albo nie tylko osób pokroju naczelnika obozu zagłady. Byli to i ludzie pośrednio odpowiedzialni za zbrodnie (podpisywanie odpowiednich rozkazów, ślepa posłuszność fuhrerowi itd.). Odpowiedzialni za całokształt, stworzenie zbrodniczego systemu. A jeżeli dobrze rozumiem Slither był właśnie takim posłusznym dupkiem, wykonującym rozkazy Sombry. Dodatkowo znajdował się w jego najbliższym otoczeniu co w sumie podwaja jego winy. To czy był zdrajcą czy nie, nie ma teraz większego znaczenie. A społeczeństwo? Serio, po kilku latach wyniszczającej wojny oni chcieliby ukarania jak największej liczby wrogich przywódców. Zwłaszcza, że część z tych kucyków spędziła kilka lat w wojsku. I powtarzam, gdyby księżniczki chciały to by go powiesiły i to bez bawienia się w nagłe i niewyjaśnione wypadki. Gale jest zdaje się grubą rybą jeśli dobrze zapamiętałem z KO, a o takich osobach powinny dość często rozpisywać się np. gazety kształtując odpowiednio nastawienie społeczeństwa, któremu zwłaszcza w czasach wojny daleko od obiektywizmu (co zresztą dobitnie potwierdziła Twilight).
  17. Bronić zbrodniarza wojennego? Szczerze powiedziawszy na miejscu takiego adwokata bał bym się publicznego linczu.
  18. Dwa pierwsze opowiadania przeczytane, czas coś o nich napisać. Skłamałbym i to okrutnie gdybym powiedział, że zdziwiła mnie obecność RD w fanfiku Foley'a. Ale do rzeczy... Przede wszystkim pierwsze co rzuca się w oczy to, że tak powiem nieco niekonwencjonalne podejście dwóch klaczy do archeologii. Można powiedzieć, że to kwintesencja przekonania sporej liczby ludzi o zawodzie archeologa po filmach o Indiana Johnsie. Wysadzanie obiektów historycznych bardzo do niego pasuje... Sama fabuła ciekawa i dość rozbudowana jak na tak krótką formę. Jednocześnie nie mamy tu do czynienia z żadnym chaosem jaki może się wkraść w przypadku próby umieszczenia zbyt długiego opowiadania na ledwie kilku stronach. Dynamika akcji jak najbardziej odpowiednia pozwala dobrze wyobrazić sobie całą sytuację. Klimat też jak najbardziej odpowiedni i zachowany na przestrzeni obydwu opowiadań.
  19. Przeczytane. Muszę powiedzieć, że fanfik mi się podobał. Trzymał w napięciu od samego początku i do końca nie puszczał. Na plus przede wszystkim sytuacja przedstawiona w opowiadaniu. Rozmowę jaką przeprowadziła główna bohaterka z antagonistą jest czymś czego już dawno szukałem w innych fanfikach. Chodzi mi o pokazanie, że świat nie jest tak czarno biały jak wielu pisarzy stara się wykreować, a w jaki mane 6 wierzą, że jest (przynajmniej w większości fanfików z jakimi miałem do czynienia). Antagonista... nie podzielę zdania Dolara. Nie polubiłem go, życzyłem mu śmierci od samego początku. Ale nie powiem, został dobrze wykreowany. Podobnie zresztą jak Twilight. Teraz będą nieco większe spoilery więc UWAGA! Mam jednak kilka wątpliwości co do samej treści. Mianowicie chodzi mi o przebieg procesu. Wydaje mi się cokolwiek nierealny. Po wojnie szuka się winnych, a potem przykładnie karze. Wdawać by się więc mogło, że jeden z najbliższych współpracowników Sombry powinien zostać skazany od razu na śmierć. Tymczasem zostaję w gruncie rzeczy uniewinniony za sprawą... zwykłej adwokat. To czy istotnie była tak dobra jak czytamy nie ma w tym momencie wielkiego znaczenia. Ciężko mi uwierzyć, że społeczeństwo, które przeżyło koszmar kilkuletniej wojny tak łatwo daje się zmanipulować i przyznać, że oskarżony jest niewinny zbrodni na ich własnym narodzie. Trochę naciągany wydaje mi się też fakt najęcia przez oskarżonego tak dobrego prawnika. Powiedzmy sobie szczerze, gdyby księżniczki chciały go udupić i stracić zrobiłyby to. No chyba że od początku planowały pozostawić go przy życiu i pokazać, że hojnie nagradzają tych, którzy przyłączą się do Equestrii. Tak czy inaczej fanfik mi się podobał i mogę go polecić. Warto przeczytać.
  20. Wszystko bardzo ładnie tylko czy będzie komu komentować/oceniać fanfiki na kolejnej stronie? Nie jest wielką tajemnicą, że poziom czytelnictwa, a już tym bardziej komentowania w fandomie nie stoi na najwyższym poziomie.
  21. Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, aczkolwiek jeżeli rzeczywiście nie masz nikogo do prereadingu to mógłbym jakoś pomóc. Z tym że od razu zaznaczam, nie mam wielkiego doświadczenia.
  22. Tak więc po przeczytaniu tych pierwszych "odświeżonych" rozdziałów przyszedł czas na jakiś komentarz. Po pierwsze całe szczęście, że zwróciłeś uwagę na to dokąd zmierza fanfik, bo istotnie klimat zaczął, delikatnie mówiąc siadać. Wersji sprzed poprawek nie pamiętam na tyle dobrze żeby ocenić czy wyszło to rozdziałom na dobrze, aczkolwiek nie miałem większych problemów z czytaniem, a oznacza to ni mniej ni więcej, że na pewno nie jest gorzej. Tak jak i wcześniej, opowiadanie zbudowane jest w interesujący sposób - pisane różnymi stylami, z wielu perspektyw. Niestety jednak w tekście widnieje trochę błędów, zarówno stylistycznych jak i ortografów. Powtórzenia! Sama fabuła nie uległa wielkiej zmianie. Nie dostrzegłem nigdzie rozszerzenia historii, ani dodania nowych bohaterów. To chyba nawet lepiej bo i tak było ich już sporo, zwłaszcza jak na tak krótkie rozdziały. Co do samej fabuły to mogę zarzucić jedno - wydaje mi się, że czasem dajesz się nieco ponieść i niektóre opisy są nieco przesadzone. Pierwsze co przychodzi mi do głowy to zdanie z pierwszego rozdziału: Szczerzę wątpię czy po godzinie okładania widłami i mieczami cokolwiek z typa zostało. Podobnie jak opisy zwyrodnienia straży miejskiej. Mieli być źli, to oczywiste, ale czy do tego stopnia? Wydają się trochę sztuczni. Choć może być to tylko moje odczucie, zawsze wolałem bohaterów szaro szarych, nigdy jednoznacznie dobrych, czy złych. Szczerze powiedziawszy po lekturze pierwszych rozdziałów, nie mam wiele więcej do powiedzenia. Fanfik trzyma poziom (dużo wyższy zresztą, po skasowaniu demonów piekielnych) i zajmuję podobnie jak wtedy kiedy czytałem go po raz pierwszy. jest tylko jeden problem, brakuje nowych rozdziałów. Wszystko co do tej pory można przeczytać ma co najmniej półtora roku. Rozumiem, że chcesz jeszcze raz przejrzeć popełnione do tej pory rozdziały i je poprawić, ale brakuje czegoś nowego co popchnęła oby akcję znów do przodu i przybliżyło czytelnika do końca, którego, jak do tej pory, nie widać.
  23. Dobra, co by tu powiedzieć? Nie jest dobrze. Rozpoczynając od stylu, coś tu się wyraźnie nie zgadza. Konkretnie czasy. Raz teraźniejszy raz przeszły. Niestety to brzmi źle, wręcz tragicznie. Abstrahując już od tego, że opowiadanie pisane w czasie teraźniejszym brzmi cokolwiek dziwnie, dla niektórych wręcz odpychająco, to mieszanie go z przeszłością daje koszmarny rezultat. Nie wiem, nie przeczytałeś tekstu po napisaniu? Czy może miał być to chytry zabieg artystyczny? W każdym razie nie wyszło i radzę to jak najszybciej poprawić. Podobnie jak błędy wszelakie, od których czasem słabo się robi. Przydało by się też kilka kropek na końcach zdań. Tekst jest nie wyjustowany. Serio to sporo zmienia przy odbiorze. Teraz co do samej fabuły, a raczej jej braku. Tu się praktycznie nic nie dzieje! Rainbow robi to swoje bum i tyle. Oprócz tego trochę drętwych dialogów. Opisu nie uświadczysz, podobnie jak jakiegokolwiek klimatu. Długość tekstu też nie powala. Niecałe 2 strony to cholernie mało nawet jak na "Początek". Aha, jeszcze jedno: Czy to jest naprawdę konieczne? Czytelnik chyba jest w stanie wywnioskować to sam po przeczytaniu.
  24. Wreszcie mam trochę czasu żeby odpisać. Tu mogę powiedzieć, że następny rozdział będzie inny. Te dwa były w gruncie rzeczy swego rodzaju przerywnikiem. Bardzo różnie, najczęściej zależy od postaci, którą kreuję. Imię bohatera pierwszoplanowego zajmuje zazwyczaj więcej czasu nie drugo i trzecio. Przeważnie dlatego, że chcę żeby ich imiona były oryginalne. Czasem jednak zdarza się, że mam większy problem i inspiruje się przeróżnymi rzeczami. Dla przykładu: imię Magnesia wziąłem od nazwy jednego ze starożytnych greckich miast, a Jet Set od nazwy utworu zespołu Alphaville. Przeważnie jednak wymyślam coś związanego z kolorami. Mógłbyś doprecyzować od którego rozdziału się pogorszyło? Widzę ze ten aspekt trzeba jak najszybciej poprawić, muszę tylko wiedzieć kiedy bohaterowie zaczęli tracić osobowość. Konsekwencje pojawią się wkrótce, nie chciałem pchać dalszej części tego wątku do jednego rozdziału bo wyszło by z 70 stron. Nie wiem czy nie są wciąż zbyt surowo ocieniane. Trzeba pamiętać, że dawno nie miały do czynienia z konfliktem zbrojnym, a już na pewno nie na tak dużą skalę.
×
×
  • Create New...