Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Hoffman

[Pojedynek] [C] Koschei O'Clock vs Masturbian

Recommended Posts

Lubicie błyskotki?

 

Jeśli tak, to macie szczęście. Tym razem przypadła Wam arena zbudowana w znakomitej większości z kosztowności i materiałów szlachetnych. Konkretniej, to będzie jakieś 72%. Jest ona nieco mniej przestrzenna. Pomieszczenie ma kształt kwadratu, zaś jego sklepienie jest stożkowate. Wypukłe płaskorzeźby wykonane z platyny zdobią błyszczące ściany ze złota, zaś w centrum można dostrzec olbrzymią, spiralną kolumną, wykonaną ze stali. Wystarczy jedno tylko tknięcie, by poczuć z jak olbrzymią precyzją obrobiono jej powierzchnię.

 

Granica między prostymi powierzchniami ścian, a zakrzywionym sklepieniem wykonana została z marmuru, na którym to znajduje się ozdoba w postaci czarnego ornamentu. Nie zobaczycie tego będąc tutaj, ale od zewnątrz arena została dodatkowo wzmocniona „zwykłymi” materiałami. Na całe złoto został nałożony specjalny czar, który po zakończeniu batalii zregeneruje ewentualne rysy, wgniecenia, czy też inne ślady wybuchów kolejnych zaklęć.

 

W ramach oświetlenia, zaklęciu uległy szmaragdy i rubiny, umiejscowione w specjalnych niszach. Zielonkawa poświata miesza się z czerwoną, nadając temu miejscu nutkę tajemniczości, ale jednocześnie przyprawiając złoto o połysk. Bez wątpienia jest to najdroższa ze wszystkich aren. Dlatego też obłożona została wieloma ochronnymi zaklęciami.

 

Pamiętajcie, że te zaklęcia nie imają się Was. Jeżeli ślady starcia miały by się na kimś utrwalić, to tylko na samych uczestnikach.

 

Pssst… A może dałoby się jakoś wykorzystać blaski szlachetnych kamieni, czy też gładkie powierzchnie?

 

 

it_is_on__by_kp_shadowsquirrel-d4xnm7g.j

 

 

Witamy w kolejnym magicznym starciu! Po raz trzeci witamy Koschei O’Clock, a także jej przeciwnika, dla którego będzie to pierwszy pojedynek. A jest nim… Masturbian! Fakt, iż jest debiutantem bynajmniej nie może zaważyć o tym, by podejść do jego mocy z przymrużeniem oka. Kto wie co potrafi i jakimi świeżymi pomysłami dysponuje? Wielce prawdopodobne jest, że Koschei będzie miała pełne ręce roboty… I przeciążone kanały energetyczne z powodu miotania zaklęciami.

 

Już za chwilę rozpocznie się starcie! Tym razem, to jego uczestnicy zdecydują kiedy ma paść ostatni gong. Dlaczego mam przeczucie, że będzie to długa i zacięta batalia?

 

Gotowi? A zatem, niech rozpocznie się pojedynek!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

   Chyba już zapomniałem, kiedy się zapisywałem na pojedynek, jednak to nie zmienia tego, iż dostałem wczoraj ozdobny list, który po przeczytaniu od razu przeniósł mnie na arenę.

Pojawiłem się jakiś metr nad powierzchnią areny; oczywiście grawitacja bardzo zachęciła mój zad do (bolesnego) spotkania się z podłożem.

Podniosłem się na kopyta i rozejrzałem się po arenie w której miałem stoczyć walkę. 

Zdawało mi się jakby ktoś szepnął mi do ucha "Lubisz błyskotki? Nie? To masz pecha".

Jednak w sali czegoś brakowało... Co to ma być? A, tak przeciwnik.

Rozglądając się, starałem się na szybko zapamiętać punkty taktyczne sali, jednak przerwały mi odgłosy dochodzące zza mnie.

- O, kto tu raczył się zjawić...- powiedziałem obracając się -  A, więc Let's get this Party Started!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brawa, którymi publika przywitała pierwszego z rywali, w końcu ucichły całkiem. Na arenie zapadło przesycone niecierpliwością milczenie. Wszyscy pragnęli w tej chwili rozpoczęcia starcia jak niczego innego, a tymczasem jeden z jego uczestników nadal nie raczył się zjawić. Choć raczej powinno się powiedzieć: " jedna" i "nie raczyła".

W końcu w przeciwległym do Masturbiana końcu areny coś zaczęło się dziać. Około 3 metry nad ziemią pojawił się błyszczący okrąg z wpisanymi weń znakami astronomicznymi i magicznymi. Po chwili jego powierzchnia zafalowała i okazał się on być teleportem - z samego środka wypadła jakże oczekiwana Koschei.

Jakimś cudem udało jej się uniknąć losu ogiera i wylądowała na dwóch nogach, lecz mimo wszystko nie było to zbyt zgrabne.

"Cholera jasna", pomyślała, poprawiając swój nieodłączny cylinder. "Kto wpadł na ten genialny pomysł z teleportem...".

Nie zmieniła się. Nadal nosiła ten sam strój - wspomniany już wcześniej kapelusz, bluzkę, spódniczkę, pończochy... Jedyną rzeczą, która dotychczas w skład jej ubioru nie wchodziła, był płaszczyk. A wszystko to w jej ulubiony motyw - biało-czarną szachownicę (tylko pończochy były w poziome paski, lecz kolorystykę miały identyczną) ze złotymi symbolami na poszczególnych polach.

Dopiero, gdy podniosła głowę, zdała sobie sprawę, w jak niezwykłym pomieszczeniu się znajdowała. Tyle szlachetnych kamieni i metali w jednym miejscu... Już od dawna nie dane było jej zaznać podobnego widoku. Przez chwilę zapatrzyła się w tańczące na ścianach kolorowe rozbłyski...

Ale w końcu nie po to tu przybyła, czyż nie?

- A więc witam mojego szanownego przeciwnika! - z uśmiechem na ustach.zwróciła się do Masturbiana, po czym zdjęła nakrycie głowy i ukłoniła się. Jak zawsze przed pojedynkiem. - Przepraszam za to drobne spóźnienie, ale... cóż... powiedzmy, że zawiniły przyczyny niezależne.

Pstryknęła palcami.

Tuż przed nią pojawił się w powietrzu złoty obłoczek. Bez większych ceregieli Koschei włożyła weń rękę... i wyjęła z niego różę tego samego koloru. Publika oczekiwała czegoś bardziej spektakularnego na początek, ale czarodziejka nie zamierzała atakować jako pierwsza. Nigdy tego nie robiła. Wolała najpierw poznać, a dopiero potem - uderzać.

- Twój ruch~...

Share this post


Link to post
Share on other sites

   Wreszcie, po prawie 7 minutach kondensowania się energii, w arenie pojawił się mój przeciwnik... albo raczej przeciwniczka jak się dopiero teraz zorientowałem. 

Wpadła do sali z o wile większą gracją niż ja (łatwiej ustać na dwóch niż na czterech, prawda?) i rozejrzała się dookoła.

Wyglądała na oczarowaną tymi wszystkimi błyskotkami, a ja poczułem się jakby projektant areny walnął mnie dużą rybą prosto w twarz. Chyba naprawdę mnie nie lubi.

   Kobieta przywitała się ze mną i przeprosiła za spóźnienie, pomijając to, że poczułem się jak w szkole, moje oczy zobaczyły złoty obłok przed moją przeciwniczką; włożyła do niego rękę i wyjęła... więcej błyskotek. Zadziałały na mnie mocniej niż 3 atomówki ułożone w trójkąt illuminati.

- Twój ruch... - usłyszałem.

Kurczę, ona wykończy mnie psychicznie...

   Jeśli chciałem wygrać musiałem pozbyć się tych błyskotek; spróbowałem użyć prostego zaklęcia przyciemniającego, ale wszystkie kamienie zostały obłożone skomplikowanym zaklęciem, a ja nie miałem czasu i siły aby go rozpracować i dezaktywować.

No, nie będę tylko ciągle narzekał, więc tak tylko, żeby poprawić sobie humor, magią zmaterializowałem sobie na nosie duże owalne okulary na wzór tych, jakie nosi ta DJ-ka, Vinyl Scrach... czy jakoś tak.

  Uświadamiając sobie, jak niedorzecznie wygląda moja postać z okularami (ciemnobrązowy jednorożec, z jasnobrązową, rozczochraną grzywą), postanowiłem wykonać pierwszy krok...

Skoro ona chce mnie oślepić... To ja ją ogłuszę!

Gdy magią zmaterializowałem komplet głośników tuż przy moim przeciwniku, wziąłem pilot sterujący podkręciłem głośność na maksa i nacisnąłem przycisk "Play".

Celestii dzięki za te godziny spędzone na imprezach, uodparniające mnie na poziom głośności muzyki typu dubstep lecącej teraz z głośników.

Było naprawdę głośno.

'Yyy... Twoja kolej?' pomyślałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż... W związku z przedłużającym się brakiem aktywności w niniejszym pojedynku, jestem zmuszony go zakończyć i odesłać do archiwum.

 

Niemniej, wypadałoby wspomnieć kto wyszedł z niego zwycięsko. Postów brakuje, toteż wygrywa ten, do kogo należało ostatnie słowo. Nie ma zatem żadnych wątpliwości, iż starcie wygrywa Masturbian!

 

OK, skoro mamy za sobą formalności, przejdźmy do mozolnego zamykania zakurzonej bramy...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...