Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Lucypher vs Mephisto  

6 members have voted

  1. 1. Kto okazał się silniejszy w tym pojedynku?

    • Lucypher
      2
    • Mephisto
      4


Recommended Posts

Przed nami kolejne starcie i kolejna arena! Tym razem, spotykamy się na szczycie pradawnej baszty, niegdyś będącej elementem fortyfikacji zamku tutejszego diuka. Lepiej nie pytać, co się z nim stało i dlatego ta jedna, jedyna wieżyczka to wszystko, co pozostało po jego włościach. Ale skoro gość posiadał własny zamek, to myślę, że domyślacie się jak zachłanne i pyszne panisko z niego było.

 

W każdym razie, ekipa odpowiedzialna za renowację odwaliła kawał dobrej roboty. Solidny szczyt, okalany murkiem z blankami, z którego można zobaczyć całą panoramę Pasma Jednorożców to chluba całego obiektu. Oczywiście, nie może być mowy o arenie bez odpowiedniej atmosfery, toteż już przywołuję rój ogników, które pomykając po nieboskłonie, będą dawać wam magiczne światło. Na dokładkę, przyzwałem kilka eterycznych bestii, symbolizujących wasz stan ducha i umysłu. Będą się zmieniać, w zależności od waszych emocji.

 

Ufam, że znacie zasady doskonale. Już za chwilę rząd zaklętych, rycerskich zbroi uniesie miecze i przepuści was przez bramę. Podążając zdobionym obrazami i myśliwskimi trofeami korytarzem, dotrzecie na szczyt.

 

 

celestia_and_luna_versus_sunset_shimmer_

 

 

Drodzy państwo, za moment przyjdzie nam obejrzeć pojedynek pomiędzy dobrymi znajomymi - Lucypherem i Mephistem. To oni za chwileczkę przekonają się, który z nich przez cały ten czas urósł w większą siłę, kto dysponuje większą mocą i oryginalniejszymi zaklęciami. Dla nas oznacza to przede wszystkim ciekawy i emocjonujący pojedynek!

 

Tym razem, ograniczeniem będzie limit czasowy, wynoszący dwa tygodnie. Gotowi? Zatem, do dzieła!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na arenę wszedł wysoki blondyn. Ubrany był we flanelową koszulę koloru niebieskiego, koszulkę z logiem Hammerfalla, pieszczoty, czarne jeansy i glany. Omiótł arenę spojrzeniem. Zapamiętał każdy szegół ułożenia terenu. Po chwili przyzwał fotel i kielich wina. Usiadł i wziął łyka. Zaczął czekać na przeciwnika.

:v

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po chwili oczom Lucyphera ukazały się dwie postacie. Jedna podtrzymywała drugą. Wyższa, ciemnowłosy chłopak z szarymi oczami, na oko siedemnastoletni, wysoki. Nawet bardzo. Z włosami średniej długości, spiętymi jak u wiedźmina. Ubrany był w ciemny płaszcz ze skóry, w stylu pirackim. Płaszcz był rozpięty, na plecach dało się dostrzec wymalowaną jakąś czerwoną substancją czaszkę i dwie gitary skrzyżowane. Jak na pirackiej banderze. Pod płaszczem miał czarną koszulką z obrazkiem wilkołaka w stroju biskupa i napisem ,,Powerwolf - Metal Is Religion''. Miał ciemno niebieskie, podpadające pod granatowe, jeansowe spodnie i glany. Przy pasie, również skórzanym, przypięty był miecz. Czarny messer. W ręku miał butelkę po rumie. Druga postać, podtrzymywała chłopaka od którego była niższa, ale nie wiele. Dziewczyna, wyglądająca na około szesnaście lat. Ubrana w zielone krótkie spodenki, białą koszulkę z krótkim rękawkiem, trampki i bluzę z kocimi uszami i ogonem na dole. Całkiem uroczo trzeba przyznać. Dziewczyna zobaczywszy wroga szepnęła coś do chłopaka, popchnęła go na arenę i zawołała za nim coś w stylu ,,Powodzenia Neviś!'' i zniknęła. Mephisto podniósł się i otrzepał. Spojrzał pół przytomnym wzrokiem na oponenta. Niby to był jego brat we krwi ale ta zniewaga krwi wymaga. Ma wino i się nie dzieli? Trzeba się zemścić. 

- Ty cholerny chomiku z loch ness! Masz wino?! A mi nie dałeś! Myślałem że jesteśmy przyjaciółmi! - krzyknął padł na kolana i zaczął płakać. Albo udawać że płaczę. Po chwili wstał szczerząc się. Udawał. 

- W sumie to i tak wolę colę. - rozejrzał się. Dobra, był w miarę gotowy na walkę. Zachwiał się. Zaczął coś nucić pod nosem. Po chwili kołysać się w rytm. Po chwili do rytmu dołączyła muzyka. A potem cały utwór. Mephisto spojrzał na wroga. 

- Kiedy ostatnio mieliśmy taki pojedynek bracie? Pierwszy na który śmiertelnicy będą mogli spojrzeć w sumie. Nigdy nie było sytuacji byśmy stanęli w szranki ku uciesze ludu. Ale ten czas nadszedł. - stanął w pozycji ofensywnej. - Dawaj. Niechaj rozpocznie się burza. - powiedział szczerząc się. 

Edited by Mephisto

Share this post


Link to post
Share on other sites

Licypher spojrzał na przedstawienie kumpla.- Widzę, że cię twoja kobitka przyprowadziła.- powiedział wstając. Fotel i kielich zniknęły.-Nie mogłem się doczekać tej walki.- mruknął z uśmiechem. Przywołał puszkę coli, wypił zawartość. Wyciągnął rękę przed siebie i przywołał miecz.- Kojarzysz Cornvela? Udało mi się go zdobyć.- powiedział z uśmiechem- A i pytanie przed bitwą. Po walce idziemy na popitkę?- zapytał opierając się o miecz. Miał nadzieję na chlanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zastanowił się.

- Ta w sumie ok. - powiedział. Wyciągnął miecz, znowu się zachwiał. Westchnął. Wycelował mieczem we wroga. Po chwili ruszył na wroga. Już miał uderzyć mieczem, ale zatrzymał miecz. Splunął na twarz Lucyphera.

- Oceanoid! - krzyknął i strumień wody rzucił Lucypherem w ścianę. Sam Mephisto wyciągnął butelkę rumu. Otworzył koręk zębami i wypił zawartość butelki.

- Do what you want 'cause a pirate is free. I am a pirate! Jo ho~ - zaśpiewał w rytm you are a piarte i odskoczył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lucypher spojrzał na kumpla.- Czemu mi splunąłeś w twarz?- zapytał. Skoczył w jego stronę, uderzył go w brzuch, wyrwał butelkę i rozbił mu ją na głowie. Odskoczył, wycelował w niego palcem. Wyskoczył wysoko w powietrze.- Łap!- krzyknął. Nad jego ręką zmaterializował się wielki harpun.- Płomienny Harpun!- krzyknął i rzucił nim w stronę przyjaciela. Skoczył za nim celując mieczem tam gdzie Mephisto powinien się znajdować.- Na stówę przeżył.- warknął z demonicznym uśmiechem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mephisto, nie odskoczył. Gdy oberwał ogniem i zaczął płonąć zaczął biegać po arene krzycząc ,,Gorące, gorące!", po chwili upadł na ziemię i zaczął się tażać. Gdy ogień zgasł wstał. Złapał się za głowę.

- Cała mana mi zeszła... - powiedział. Poprawił włosy i doskoczył do wroga, uderzył go w twarz, kopnął go w kostkę. - Łamacz klawiatur. - powiedział i przywołał klawiaturę którą uderzył Lucyphera. Odskoczył.

- To będzie ciężka lekcja. - stwierdził.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ty. A jak tam po spotkaniu twojej matki z wychowawczynią?- zapytał łapiąc się za bolącą głowę. Doskoczył do niego, uderzył go w twarz, a następnie w brzuch.- Spadające kapy.- krzyknął przyzywając wielki dziennik. Otworzył go a. niego wypadło 10 wielkich jedynek które poleciały w stronę Mephista. Gdy doleciały wybuchły przed nim tworząc wielką falę udetzeniową. Odrzuciło go na wielką odległość. Licypher spojrzał w chmurę pyłu która uniosła się po wybuchu jedynej. Musiał być czujny.

Edited by Lucypher

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mephisto zasłonił się przed atakiem ale nie dał rady uniknąć. Skupił energię w mieczu. Spoważniał. Wpatrywał się w oponenta, jego źrenice były o wiele zmniejszone. Wycelował mieczem we wroga.

Pył nie opadł więc Mephisto wybiegł z niego. Uderzył we wroga mieczem.

- Wicher Północy! - uderzył, pięścią w splot słoneczny Lucyphera wiatr dodatkowo odrzucił go. Po chwili doskoczył do wroga i walnął mu Upercuta.

- Nażryj się! - krzyknął łapiąc go za nogę i ciskając wrogiem w ziemię. Odskoczył i schował miecz. Po chwilo wokół Mephista pojawił się gęsty, biały dym w którym się ukrył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak zwykle białe, cholerne dymki.- warknął Lucypher, wstając. Wypluł krew którą miał w ustach. 

-Czemu się ukrywasz Mephi?-zapytał zdziwiony. Przywołał butelkę wódki i wypił do połowy. Butelkę rzucił na ziemię a ta rozbiła się. Uśmiechnął się i przywołał tornado które rozwiało dym. Gdy zobaczył chłopaka skoczył w jego stronę z wyciągniętym mieczem, rozcinając mu ścięgno Achillesa. Zaśmiał się. Doskoczył do niego, przerzucił nim przez arenę a ten trafił w ścianę. Lucypher spojrzał na niego bezuczuciowym wzrokiem. Wyglądał teraz jakby stał się czystym demonem. Zaśmiał się jak psychol. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dlaczego się ukrywam pytasz? - głos dobiegał z bliżej nieokreślonego miejsca. - Bo mogę. - stwierdził. Mephisto któremu przeciąłeś ścięgno achillesa okazał się być tylko kopią która zniknęła. Nagle ponownie zobaczyłeś dym, tym razem wyszedł z niego Mephisto. Zaśmiał się złośliwie. - Lubię bawić się iluzją. To chyba jedna z przyjemniejszych dziedzin magii. - stwierdził. - Czyli jak wreszcie walczymy na serio? - zapytał. Po chwili ogniki rozświetlające zaczęły gasnąć gdy został tylko jeden który oświetlał Mephista. Ten dał palec na usta na gest ,,ciii'' i po chwili areną zawładnęła absolutna ciemność. Dało się słyszeć cichy szum, dźwięk kapiącej wody, powietrze robiło się coraz cięższe. Po chwili na arenie było duszno. Plus czułeś że co najmniej do kolan stoisz w wodzie. Poczułeś świeżą bryzę. Morską bryzę. Poczułeś że coś łapię cię za nogę i wywraca. Byłeś cały mokry. Teraz poczułeś że substancja w której stałeś była gęsta. Pachniała... dziwnie, jakby... jabłkiem? Tak to było jabłko z cynamonem. Ale co tak pachnie? Po chwili ogniki znowu zapłonęły a ty byłeś cały w kisielu. Tak kisielu. Zauważyłeś że Mephisto siedział na podwyższeniu wykonanym z kamienia. Obok niego stało sześć wiader. To pewnie w nich był proszek z którego zrobił kisiel. Mephisto stanął na kamieniu i zaczął się na ciebie gapić. Po chwili wycelował w ciebie ręką. 

- Jak ci się to podoba? Najpierw miała być sama woda ale przywołałem trochę kisielu w proszku i jest to. Magia czterech żywiołów plus magia randomu działa. - powiedział szczerząc się. Po chwili w jego dłoni pojawiła się energia o błękitnym kolorze. - Wodne Działo! - krzyknął i zaczął strzelać w oponenta wodą z obu rąk. Po chwili odskoczył. - Wichrowy Tron! - w Lucyphera poleciała fala silnego i lodowatego wiatru. Jako iż wróg był mokry woda zaczęła zamarzać. - Handluj z tym! - krzyknął. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Licypher spojrzał na Mephisto. Myśli, że pokona go zwykłym kiślem. Zaśmiał się cicho. Zebrał kisiel w jedno miejsce a następnie sprawił, że spłonął. Przyzwał sobie dwa pioruny i rzucił je w stronę chłopaka. Sam zaczął przyzywać kilka stworó. Były to Behemoty.- Idźcie się bawić z wujkiem Mephistem.- krzyknął i zaśmiał się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mephisto wyciągnął miecz i machnął nim tworząc ścianę z wiatru którą zablokował ataki i behemoty. Zeskoczył z kamienia i kopnął go a ten poleciał w stronę Lucyphera. Potem zabił behemoty które ponownie się na niego rzuciły. Nim wróg zdążył zareagować wokół Mephista zaczęła zbierać się energia. Po chwili energią przeszła na miecz. Mephisto zaczął coś nucić. Po chwili śpiewać.

- Wykręcając tłamszony krzyk, nie okażą litości, czuje zerwane ścięgna. Rozdarty i nędzny. Pan eksplozji torturuje ziemię, zdecydowany przeżyć. Duszące młoty wydobywają martwy krzyk! Wszystkie działa! Dają ognia! - pod rytm All guns Blazing

Wskazał mieczem na miejsce gdzie stał Lucypher i zaśmiał się, po chwili na tamto miejsce zaczęły spadać kule armatnie a po chwili eksplodujące kule armatnie. Po chwili ostrzał został przerwany. Kolejna iluzja? A może po prostu nie trafił. Nie zdążyłeś się zastanowić bo doskoczył do ciebie oponent wybijając cię w powietrze ciosem mieczem. Nim upadłeś Mephisto doskoczył i uderzył kilka razy mieczem na koniec rzucając tobą na dół. Sam Mephisto wylądował i przejechał mieczem po ziemi. 

- Śmierć jest niczym wiatr... zawsze u mego boku... - powiedział spokojnym tonem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lucypher wstał i wytarł krew z kącika ust.- Wiatr pod kąte gazy?- zapytał z uśmiechem.- Masz rację. Zawsze u twego boku.- powiedział. W jego ręku pojawiło się małe tornado. Żucił je na ziemię, powiększyło się i zaczęło płonąć. Gdy podpaliło Mephista przemieniło się wodę. Gdy zgasiło go zamieniło się w żrący. Lucypher pojawił się w powietrzu. Ruszył krótko ręką, a kwas złapał chłopaka tak aby nie uciekł.- Uciekają puki możesz.- zawował do Brata.

Edited by Lucypher

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mephisto poczuł że kwas rani jego skórę, nie niszczył jednak ubrania więc tylko trochę oberwał na twarzy. Musiał szybko coś wymyślić bo Lucypher najwidoczniej poświęcił wszystko temu aby mieć jak najwięcej groźnych ataków. Zastanawiał się jak pozbyć się kwasu. W pewnym momencie uznał że może go rozrzedzić. 

- Nie śmieszny jak zawsze... ucieczka jest raczej w twoim stylu. - po chwili nad areną zaczęła zbierać się ciemna para która przerodziła się w burzową chmurę z której lunął deszcz. Kwas zaczął robić się rzadszy a po chwili praktycznie cały został zdominowany przez wodę. Deszcz jednak wciąż padał. Mephisto stał na ziemi a woda sięgała już do jego kolan. Wyciągnął miecz.

- Pokaż kły... - mruknął. Na końcu miecza pojawił się łańcuch który łączył go z latarnią która wisiała w powietrzu po chwili złapał ją drugą ręką a łańcuch oplótł wokół lewej bo to w niej trzymał miecz. Po chwili zaczął zataczać młynki mieczem, a na koniec rzucił nim w Lucyphera, nawet jeśli nie trafił w oponenta miecz był na tyle wysoko by mógł nim zakręcić. Miecz nagle jakby ożył i zaczął krążyć wokół Lucyphera i oplótł bo łańcuchem. Mephisto pociągnął oponenta na ziemię i uderzył go w twarz. Lampa z którą połączony był miecz wbiła się w ziemię i nie chciała ruszyć. Miecz zrobił to samo tak że Lucypher nie mógł się za bardzo ruszyć. Mephisto uderzył go kilka razy w twarz. Po chwili skupił magię w obu rękach. 

- Może to ty lepiej uciekaj? - zaproponował i uderzył oponenta w brzuch. Na ciele Lucyphera wyryły się dwie runy. Jedna czerwona z symbolem słońca a druga niebieska ze znakiem płatka śniegu. 

- Obróć się w pył! - krzyknął i wystrzelił w stronę wroga fioletowym laserem który przebijał się przez wroga wyrywając z niego pojedyncze fragmenty jakiegoś niebieskiego światła. Po chwili promień zniknął, nie pozostawił ran ale Lucypher czuł brak sił i wielki ból. Błękitne fragmenty przyleciały do sfery którą Mephisto trzymał w dłoni. Po chwili sfera zniknęła. Miecz przyleciał do Mephista odplątał Lucyphera na co Mephisto kopnął wroga w brzuch. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po atakach Lucypher rozpłynął się w powierzu. Mephisto poczuł że jest cały mokry. Okazało się że ciecz jest dość lepka. Nagle wszystkie światła zgasly.- Lubisz ogień?- zapytał się głos Lucyphera. Po chwili przed nim zapłonęła zapałka a za jej płomieniem było widać wyszczerzonego Lucyphera. Zapałka upadła na ziemię a płomień zaczął pełznąć w stronę oponenta. Po chwili zaczął płonąć. Nie dało się go zgasić. Mephisto poczuł serię uderzeń w twarz i brzuch. Po chwili usłyszał jak wysuwa się ukryte ostrze i poczuł ból na policzki i wierzchu lewej dłoni. Nagle otrzymał potężnego lewego sierpowego i upadł na twarz. Śmiech słychać było słychać z każdej strony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mephisto upadł na ziemię. To było dość bolesne. Leżał przez chwilę na ziemi, bolał bo zarówno brzuch, twarz i ręka. Wiedział że trochę utrudni mu używanie miecza. Chociaż lewy sierpowy Lucyphera nie był na tyle mocny by go wywalić postanowił zakończyć tę farsę i po prostu udać że ma dość. Po chwili podniósł się i zachwiał.

- Ech... - westchnął. Spojrzał na oponenta i wyciągnął z kieszeni bandaż i oplótł nim lewą dłoń. Nadmiar odgryzł i schował do kieszeni, zawiązał. Przyglądał się przeciwnikowi spokojnym wzrokiem. Po chwili wyciągnął pistolet i strzelił w przeciwnika dwa razy ale trafił raz. W kolano. 

- Byłeś kiedyś awanturnikiem z zamiłowania? Bo pocisk w kolano niszczy marzenia! - krzyknął podbiegając do niego i uderzając w twarz. Wybił wroga w powietrze. - Wind Blade! - po chwili pojawił się portal z którego wysunął się miecz wykonany z energii który uderzył w Lucyphera. Nim upadł na ziemię Mephisto złapał go za nogę i odrzucił od ściany. Poprawił płaszcz. - Naprawdę posunąłeś się do tego żeby podkraść ode mnie moce iluzji? - zapytał z politowaniem. - Bo jak tak to kiepsko dla ciebie. - stwierdził uśmiechając się złośliwie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

A zatem, czas przeznaczony na starcie dobiega końca! Drodzy moi, pora na poznanie silniejszego maga!

 

Czekamy za Wasze głosy i komentarze do pojedynku. Kto jest Waszym faworytem i kto, Waszym zdaniem, zasłużył na miano zwycięzcy?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zgodzicie się, że już nadeszła naprawdę, definitywnie, absolutnie najwyższa pora na zakończenie starcia?

 

By wyłonić zwycięzcę, porównamy głosy publiczności, na której to barkach spoczywało nieproste zadanie wskazania faworyta. Zobaczmy zatem na czyją korzyść tym razem przeważyła szala uwielbienia...

 

Astaroth (Lucypher) - 1

Mephisto von Krampus - 4
 

A zatem, zdecydowaną przewagą trzech głosów, magiczne starcie zwycięża Mephisto von Krampus! Gratulujemy wygranej i życzymy dalszych sukcesów, zaś jego rywalowi dziękujemy za walkę i zapraszamy ponownie do sal magicznych pojedynków. Z całą pewnością jeszcze nie wiedzieliśmy od Was wszystkiego...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...