Jump to content

Tanczacy z Herbatnikami [Oneshot][Komedia][Przygoda][Huzzah!]


Recommended Posts

Czy tańczyliście kiedyś z herbatnikami w bladym świetle księżyca?

 

Ekhm. Tym razem przedstawiam pracę (moją najdłuższą, toż to niemal 20 stron!) napisaną na ostatnią edycję Mojego Małego Fanfika na FGE (która przeszła jakoś bez większego echa, pewnie z powodu szybkiego zepchnięcia ze strony głównej przez Dzień Celestii). Jej tematem przewodnim był HERBATNIK i to właśnie skłoniło mnie do odświeżenia sobie komediowego stylu, a zarazem przywrócenia do życia postaci, którą stworzyłem kiedyś w innych ramach.

 

W ramach ciekawostek - dlaczego [Huzzah!]? Ano dlatego, że opowiadanie wydaje mi się bardziej "Huzzah!" niż "Tally ho!".

 

 

Tytuł: Tańczący z Herbatnikami

 

Tagi: [One-shot], [Komedia], [Przygoda], [Huzzah!]

 

Obrazek okładkowy:

 

ns1DT7H.jpg

"Zatańczymy, heh?"

 

Ogromne podziękowania dla Frotterki za stworzenie tego portretu :celgiggle:

 

Link: https://docs.google.com/document/d/12_-a7w_mhfyLS-1ocsVR0HmiDbJzfAgAbPEO3vBGY4o/edit

 

Opis: Niezwykła Misja, czyli poszukiwania herbatników w Wielkim Mieście.

 

Życzę miłej lektury.

 

 

 

Epic: 1/10

Legendary: 1/50

Edited by Malvagio
  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

SPOILERY SĄŻNISTE.

 

Ten tekst jest bardzo, bardzo dziwny.

 

Może zacznę od tego, że nie mogłam w pierwszej chwili uwierzyć, że autorem jest Malvagio. Nie chodzi o to, że tekst jest zły, wręcz przeciwnie, podobał mi się (kiedy już… przywykłam, ale o tym później). Zwyczajnie jakoś nie pasowało mi to dzieło do tej konkretnej osoby. Na jego miejscu przed oczami miałam innego fandomowego twórcę, a konkretnie Nicza… skojarzył mi się random w jego wykonaniu. No ale nieważne.

 

A więc tak.

 

Ogólny pomysł nie przypadł mi do gustu. Wydał mi się wymuszony - bo konkurs przewidywał herbatniki, to będziemy szukać herbatników. Trochę wydało mi się to bez sensu, ale w sumie w moim własnym tekście rzeczonego herbatnika tak po prawdzie wcale nie było, więc nie mnie to oceniać. Jeśli jednak przymknąć oko na tego herbatnika (który mógłby być równie dobrze melonem albo podpaskami Always Na Noc Ze Skrzydełkami), to sam tekst czytało się doskonale.

 

Styl. Właśnie ten element sprawił, że się dziwiłam. I to mocno. Jakiś taki inny od tego, do którego się przyzwyczaiłam, ale nie zły, po prostu odmienny. Ciekawy, intrygujący, z fajnymi spostrzeżeniami, po prostu… randomowy. Jeśli chodzi o oś fabularną - poszukiwania ciastek zakończone w Piekle przypadły mi do gustu. Malvagio chyba specjalnie napisał tekst, który przy każdej stronie miał za zadanie coraz bardziej konfundować czytelnika - „dobra, to jest zryte kompletnie, co jeszcze bardziej zrytego ten człowiek wymyśli?”. Nie przeszkadzało mi to ani trochę.

 

Główny bohater. Nie no, tutaj miałam z kolei przed oczami Cheese Sandwicha. I nieważne, że twój ogier ma brodę i generalnie z kochankiem Pinkaminy Sandwichem nie miał nic wspólnego - widzę tego urwipołcia i już. Fajnego huncwota stworzyłeś, muszę ci przyznać. Chaotyczny, nierozgarnięty, charakterem podobny do Pinkie - trochę jej męska wersja, ale taka bardziej wysublimowana. Wszelkie jego refleksje i ogólny „nieład myślowy” były urocze i parę razy serdecznie się roześmiała, a wiele - szeroko uśmiechnęłam. Właściwie ten jeden bohater fabułę napędza, ciągnie, pcha do przodu i on jest jej najmocniejszym punktem.

 

Zakończenie. Nic specjalnego, można było się go domyślić… prawie tak samo, gdyby klacz rzuciła na koniec pobłażliwie: „Tak, tak, Tartar, oczywiście mój drogi… Następnym razem weź pół dawki”. Jedno z tych dwóch zakończeń było absolutnym pewnikiem - w sumie cieszę się, że wybrałeś swoją wersję, jest trochę mniej oklepane… chociaż nie tak śmieszne jak reszta tekstu.

 

Ogólnie dobra komedia, warto przeczytać, żeby zobaczyć, jak Mal radzi sobie z randomem (radzi sobie… jak z każdym tagiem do tej pory) i żeby zapoznać się z czymś niecodziennym.

 

Pozdrawiam serdecznie,

Madeleine

Link to comment
Share on other sites

Ten tekst jest bardzo, bardzo dziwny.

 

No cóż, z takim tytułem (i z takim bohaterem, ale przed tytułem ciężko go poznać, heh) dziwne by było, gdyby nie był dziwny. No ale znów ujawnia się problem z tagami, bo z Twoich słów wynika, że powinien to być [Random], a tymczasem przed publikacją tutaj usłyszałem od innej osoby, że jednak nie. Sam nie byłem tego pewien (z tego też powodu opowiadanie było oznaczone wcześniej jako Random Ze Znakiem Zapytania), postanowiłem więc z niego zrezygnować.

 

 

Jeśli jednak przymknąć oko na tego herbatnika (który mógłby być równie dobrze melonem albo podpaskami Always Na Noc Ze Skrzydełkami)

 

Poszukiwania melona w

Tartarze?

Przecież to bez sensu. Bardziej intryguje mnie jednak kwestia tych podpasek - chodzi o podpaski, które mają skrzydełka i są na noc, czy o podpaski na "noc ze skrzydełkami", heh? 

 

Styl. Właśnie ten element sprawił, że się dziwiłam. I to mocno. Jakiś taki inny od tego, do którego się przyzwyczaiłam, ale nie zły, po prostu odmienny.

 

Czy ja wiem, czy tak bardzo odmienny od tego, który zaprezentowałem w "Księżniczce Twilight Sparkle..."? Wydaje mi się, że po prostu tak rzadko piszę komediowe opowiadania, że każde jedno, które już powstanie, wydaje się Dziwne. Tak, czy inaczej (by podwędzić komuś powiedzonko), wydaje mi się, że w ten sposób przenoszę swój styl ze scenariuszy komiksowych. No i naprawdę w bardzo podobny sposób pisałem tę postać i jej okolice na sesji.

 

 

Główny bohater. Nie no, tutaj miałam z kolei przed oczami Cheese Sandwicha.

 

W sumie się nie dziwię - jakimś dziwnym zrządzeniem losu twórcy serialu postanowili zrobić ogiera o niemal takiej samej palecie kolorów i niemal tak samo pokręconego. Albo ktoś z Hasbro gościł na forum FGE (tęsknota!) albo mają kogoś od wychwytywania myśli fanów. Albo był to czysty przypadek. W końcu wszystko dzieje się przypadkiem. Tak, czy inaczej, sesja, w której go prowadziłem, powstała na długo przed premierą IV sezonu... chyba jeszcze podczas emisji trzeciego, jeśli dobrze pamiętam.

 

A tak swoją drogą, jeśli Cię ciekawi, co zainspirowało mnie do stworzenia tej postaci, było tym cudo:

 

 

Co do zakończenia, czy naprawdę było przewidywalne skoro było w nieprzewidywalnym fiku? Czy może raczej w takim razie to nieprzewidywalne zakończenie byłoby w nim przewidywalne? Heh, no i musiały w nim paść pewne dwa słowa, choć one akurat są istotne tylko dla ludzi obeznanych z tą biedną, przedwcześnie umarłą sesją.

 

Cieszę się, że opowiadanie Ci się podobało, dzięki za opinię.

Edited by Malvagio
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Przesmakowity, lapidarny i zachwycający tekst! Połyka go się i rozgryza jak herbatnika, język i zwroty błyszczą błyskotliwością, a także mamy tutaj cały wachlarz różnych gierek z czytelnikiem. Ciekawie i obrazowo ukazałeś swój stosunek do Tireka.

Teraz widzę nareszcie, jaki nareszcie jest Diamond Spades, to krótko mówiąc fajna postać.

Po "Księżniczkach" chyba Twój najlepszy tekst. Sądzę, że zasługuje na "epic" właśnie za to, że jest tak smakowity, błyskotliwy i zręcznie skręcony. Jak zwykle żałuję, że to nie jest część większej całości.

Pointa zaskakująca. Jako wadę mogę wymienić fakt, zę to tekst konkursowy, czyli ograniczony wymogami konkursowymi, co nieco odbiło się na jego spójności i samej tematyce. herbatnik jest super, ale w sumie to nadal nie jestem w stu procentach pewnych, czy to tylko bzik Diamond Spade'a narzucił taki charakter poszukiwań, czy czai się za tym coś innego.

Edited by SPIDIvonMARDER
Link to comment
Share on other sites

Przede wszystkim musisz zadać sobie pytanie, ile jesteś w stanie postawić na to, że Diamond mówi prawdę. Coś się może czai, a może nie czai się nic? Pewność jest luksusem, który nie istnieje, heh. Taki był plan.

 

Teraz widzę nareszcie, jaki nareszcie jest Diamond Spades, to krótko mówiąc fajna postać.

 

A jednak! Pamiętam, że jak Ci o nim kiedyś pisałem, to nie byłeś zachwycony... choć może wtedy byłeś skupiony na poszukiwaniu postaci do "Kryształowego Oblężenia" i po prostu tam Ci nie pasował, nie pamiętam. 

 

Jak zwykle żałuję, że to nie jest część większej całości.

 

W pewnym sensie jest - rozbijam swoje pisanie na dwa "uniwersa", poważne (podzielone na mniejsze części, bo nie wszystkie opowiadania ze sobą współgrają) i komediowe (jednolite), a to znaczy, że akcja "Tańczącego z Herbatnikami" rozgrywa się w tym samym "wymiarze", co "Księżniczka Twilight Sparkle vs Imigracja". Zresztą, Diamond jest tam nawet w pewnej chwili wspominany. A poza tym - nie idzie Ci dogodzić. Kiedyś wspominałeś, żebym spróbował napisać coś na 20 stron, to właśnie zrobiłem, a Tobie i tak mało, heh.

 

Tak w ramach bonusu, mogę się jeszcze podzielić muzyką (dawno tego nie robiłem), której słuchałem podczas pisania. Tym razem będą to trzy kawałki:

 

 

 

 

No i cieszę się, że Ci się podobało i to na tyle, że dałeś głos na Epic.

Edited by Malvagio
Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

Zanim przejdę do rzeczy, chciałbym sprostować jedną rzecz. Otóż, to prawda, że uważam atmosferę panującą w „Tańczacym z Herbatnikami” za zdroworozsądkowo rozluźnioną, szczególnie w porównaniu z klimatem opowiadań poświęconym w całości Królowi Sombrze, Kryształowym Imperium oraz temu, co działo się na długo przed wydarzeniami ukazanymi w serialu. Poprzez „zdroworozsądkowo”, pojmuję lekką zmianę ogólnego wrażenia, dzięki czemu czujemy, że dostajemy od autora coś nowego. Ale, ale! Prawdą jest też, że nie wydaje mi się, aby dobrane tagi w pełni odzwierciedlały to, czym naprawdę jest niniejsza historia.

 

Uważam, że akcja zmierza za wolno, a random, którego jest tu na pęczki, skutecznie wypiera element przygodowy, w czym jeszcze pomaga mu bardzo rozbudowana narracja w dialogach, a także sposób, w jakim zostały napisane kolejne opisy. Tematyka jest w porządku. Nie jest to żadna mroczna historia, żadna wojna, ani żaden przełomowy moment w historii Equestrii, gdzie ważą się losy wszechświata. Po prostu, poszukiwania herbatników w sobotni wieczór, w Manehattanie, oczami całkiem sympatycznego i dającego się polubić bohatera, który różne rzeczy bierze trochę na wyrost, nazbyt serio. Niemniej, w kilku miejscach poczułem się nieco znużony, zmęczony i naprawdę, chciałem, aby akapit po prostu się skończył, a akcja popędziła dalej. W stosunku do tematów krążących wokół Kryształowego Imperium, jest to zdrowe rozluźnienie, zmiana otoczenia, bohaterów, świeżość. Ale w stosunku do ogółu dostępnych na forum (i nie tylko), różnych komedii, opowiadanie wciąż wydaje się dosyć… Statyczne.

 

W każdym razie, opowiadanie zostało napisane z godną pochwały dbałością o szczegóły. Mówię poważnie. Jakiego fragmentu bym nie wybrał, z ekranu wylewa się, być może nieco chorobliwy perfekcjonizm, objawiający się głównie starannym doborem słów oraz kreowanym przez autora klimatem. Zdecydowanie dominują zdania złożone, choć miejscami miałem wrażenie, że autor starał się trochę za bardzo i najzwyczajniej w świecie, trochę przedobrzył. Ogólnie, są to jednocześnie te fragmenty, które mnie trochę zmęczyły.

 

Jeśli chodzi o bohaterów, tutaj również jest nieco nierówno. Występujące postacie, wymyślone na potrzeby fabuły, raczej nie wzbudzają negatywnego wrażenia, na swój sposób są charakterystyczne i zapadają w pamięć. Gdybym miał wskazać najlepiej wykreowaną postać, to na mój gust byłby to Fortissimo. Dosłownie wszystko działa – jego historia, sytuacja w jakiej się znajduje gdy go poznajemy, sposób w jakim się wypowiada, wszystko to buduje wokół niego otoczkę elegancji, dostojności, charakteru. W ogóle, jakoś do tej pory Diamond Spades bardzo kojarzył mi się z Zorro, ale po tym jak w historii pojawia się Fortissimo, wówczas to właśnie on przejmuje to wrażenie. Sam nie wiem czemu, być może to przez to jak sobie ich wyobrażałem (w sensie, mowa, ruchy, czy inne drobne rzeczy), a może przez tę atmosferę. Z jakiegoś powodu, było to pierwsze, co przyszło mi na myśl w trakcie czytania. Podobnie, myśląc o „tańczącym z Herbatnikami”, to Fortissimo pojawia się w głowie jako pierwszy.

 

Jak wspominałem wcześniej, pod względem bohaterów jest nie równo. Omówiłem już co ważniejsze osobistości będące bohaterami niekanonicznymi, ale jeśli chodzi o postacie kanoniczne… Czy ja wiem? Wprawdzie nie ma ich zbyt wiele, ale jak już się pojawiają, nie wzbudzają jakichś szczególnych emocji. Tirek po prostu pełni swoją funkcję w fabule, natomiast Trixie…

 

Och, to ta postać, którą doceniłem po latach!

 

A więc to ona wysłała Spadesa po herbatniki krakersy… Ekhm. Czy ja wiem? Jakoś to na mnie nie zadziałało. Pojawiła się zupełnie znikąd i była po prostu sobą, ale prawdę powiedziawszy, po całej uprzednio przeczytanej treści, spodziewałem się czegoś innego, większego. Jasne, od początku było wiadomo, że to sprawka jakiejś klaczy, ale sytuacja w jakiej Spades do niej powraca, dosyć mało satysfakcjonująca i krótka końcówka, sprawiła, że ostateczne wrażenie było takie, jakby autor bardzo ciężko, bardzo długo pracował nad treścią, starannie dobierając słowa, sprawdzając każde z nich w słowniku, unikając powtórzeń, a potem nagle stracił zainteresowanie i pomyślał „ok, a teraz trzeba to szybko zakończyć”.

 

Ponieważ nie chcę być gołosłowny powiem trochę o migawkach, jakie pojawiły się w mojej głowie kiedy myślałem sobie jak to mogłoby się zakończyć. Ja wiem? Herbatnik nagle zaczyna mówić i uciekać od Trixie więc Spades znów rusza w drogę. Spades gubi herbatnik. Trixie jest w trakcie występu a on wpada nagle na scenę wszystko psując, ale pokazuje jej herbatnik. Trixie dostaje herbatnik, Spades znika w cieniach, a za chwilę przyjeżdża milicja i aresztuje Trixie za kradzież herbatnika. Cokolwiek.

 

Kończąc, chciałbym jeszcze raz powiedzieć, że na tle pozostałych prac autora jest to coś luźniejszego, weselszego, bardziej zabawnego i nacechowanego zdrową losowością. Ale na tle komedii, jako ogółu, nie jest to do końca to, czego można by się spodziewać po samym tagu – wypada poważniej, bardziej statycznie, jakby zbyt wykwintnie na komedyjkę. Akcja nie przebiega dostatecznie szybko i mamy tu liczne przystanki, połączone w bardzo rozbudowanymi opisami i narracją w dialogach, co skutkuje zbiciem klimatu komediowego na tyle, że ktoś mógłby poczuć się nieco zawiedziony. Gagi po prostu się rozmywają, rozcieńczają się w eleganckiej, poważnej otoczce. Na szczęście, klimat przygody utrzymuje się na tyle, że czytelnik czuje się w samym sercu nietypowych wydarzeń, co zachęca do dalszej lektury, ku, jak już pisałem, mało satysfakcjonującego zakończenia. Gdybym został po przeczytaniu czegoś podobnego poproszony o dobranie za autora tagów, zasugerowałbym [Random] [Adventure], dokładnie w takiej kolejności.

 

Tak czy inaczej, niezależnie od tego, czy „Tańczącego z Herbatnikami” porówna się do pozostałych dzieł Malvagia, czy ogólnie do fanfików o podobnych tagach, tekst wypada pozytywnie. Jak już wspominałem, ogromna dbałość o każde słowo, szczegóły, kompozycja oraz ogólny wydźwięk, połączony z ciekawie zarysowanymi charakterami postaci niekanonicznych, są to niezaprzeczalne atuty, dla których warto poświęcić fanfikowi trochę czasu. Trzeba jednak uważać, bo nie jest to taka komedia, jakiej można by się spodziewać. Dlatego też, mam kłopot z poleceniem tytułu każdemu. Ci zaznajomieni z opowiadaniami autora, czy lubiący sobie po prostu od czasu do czasu poczytać jakiegoś fanfika, z całą pewnością powinni sprawdzić ten tekst. Ale ci, którzy po [Adventure] oczekują hord bestii, widowiskowych walk, długich podróży, zadziwiających miejsc, magicznych artefaktów, zwrotów akcji i tajemnicy, zaś po [Comedy] tony żartów, obśmiewania czego tylko się da, czy znanych postaci w krzywym zwierciadle, mogą się trochę rozczarować, gdyż tych elementów jest tutaj dużo mniej niż zazwyczaj, w tak otagowanych fanfikach. Warto sprawdzić historię samemu i ocenić według własnego uznania.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Edited by Hoffman
  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

Yay, dzięki za rozbudowany komentarz. Cieszę się, że Diamond i Fortissimo przypadli Ci do gustu - cały czas chodzi mi po głowie napisanie jeszcze czegoś z Diamondem, ale może poświęcę też jakiś fik Fortiemu. Kto wie?

 

A propos wiedzy - czy ja wiem, czy otoczka jest taka strasznie poważna? Powiedziałbym raczej, że przesadzona, co widać i w dialogach i w samej narracji (charakterystycznej dla postaci Diamonda). Gagi w końcu przemycam nie tylko w dialogach, ale... cóż, właściwie wszędzie, gdzie tylko się da. I to różnego rodzaju... a przynajmniej tak sądzę, kierując się swoim poczuciem humoru, heh. Z tego, co pamiętam, StyxD nawet wytykał mi na FGE, że żartów jest za dużo.

 

1.03.2016 at 13:49 Hoffman napisał:

Ponieważ nie chcę być gołosłowny powiem trochę o migawkach, jakie pojawiły się w mojej głowie kiedy myślałem sobie jak to mogłoby się zakończyć.

 

Nie zgodzę się co do zarzutów względem zakończenia - szczególnie, że tak naprawdę napisałem je jako pierwsze i do niego dobudowałem całe opowiadanie (a co!). O utracie zainteresowania nie może więc być mowy.

Spoiler

Po prostu przewrotnie postanowiłem wszystkie wydarzenia wziąć w nawias - czy miały miejsce naprawdę, a może Diamond najzwyczajniej w świecie łże? A może wszystko wyglądało tak tylko w jego głowie? Tak odwołując się do klasyki kreskówek - "Diamond, w jakim zaczarowanym świecie ty żyjesz...?".

 

A fakt, że to właśnie

Spoiler

Trixie (Trisia!)

posłała Diamonda na jego Ważną Misję ma swoje korzenie we wspomnianej w dedykacji sesji. Ja grałem w niej Diamondem, inny gracz prowadził właśnie ją i tak jakoś ułożyliśmy ich historie, że się znali, bo przez pewien czas wałęsali się po Equestrii razem. On ją uważa za swoją najlepszą kumpelę, a ona... cóż, ma go za "cholernego idiotę" . W bardzo malutkim kręgu zaznajomionych ze sprawą jest to określenie kultowe, heh.

Edited by Malvagio
Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

Odświeżam temat, bo tak się złożyło, że dzięki uprzejmości znajomej (jeszcze raz wielkie dzięki, Frotterka!), główny bohater opowiadania doczekał się obrazka, yay! Tytułowy tancerz trafia więc do pierwszego posta jako nowa okładka, a starą Scootaloo, dla potomności, zachowam tutaj w spoilerze, bo tak dobrze wyrażała duch opowiadania przez cały ten czas, heh.

 

 

Spoiler

363192__safe_solo_scootaloo_hat_artist-c

 

Link to comment
Share on other sites

  • 1 year later...

Dziś czytaliśmy to na głos! Do mikrofonu - czyli bezdusznych maszyn elektroniczno-cyfrowych! O tak! Mało jest opowiadań które potrafią wywołać mój uśmiech i zaciekawienie. Mógłbym się przyczepić do czegoś na siłę, ale kurna wiecie co? Nie ma do czego - co owszem sprawia, że marny ze mnie krytyk. Moja dusza polubiła Diamonda. To jest pierwsze wrażenie bo dopiero później doczytałem, że chodziło o opowiadanie konkursowe. I jak na opowiadanie konkursowe udało się autorowi naprawdę świetnie wybrnąć z kagańców konkursowych i sprawa herbatników się mi wyjaśniła. (choć końcówka mnie zaskoczyła bo przypomniał mi się kabaret "Szczypiorek ma być chudy czy gruby... - Koperek ku*$#!- wrzasnęła wściekła madka). Czytając na głos mam interaktywny kontakt ze słuchającymi, więc myślę, że swoją opinię mogę zespawać jako kilka osób. Fanfik został bardzo dobrze odebrany. Nie chcę spoilerować bo mógłbym tu opisać kilka scen ale nie chcę psuć haczyka zachęty. Warto sobie przeczytać. I polubić Diamonda. Bo on choć wydaje się idiotą na pierwsze linijki tekstu to ten kucyk jest szczwany zawadiaka ;) Polecam!

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Byłem na słuchaniu i potwierdzam powyższy komentarz, już dawno tak dobrze się nie uśmiałem, a jeden po przeczytaniu zakończenia praktycznie skisł ze śmiechu i nie był w stanie mówić. fabuła jest genialna i pełna doskonałych wręcz śmiesznych scenek które idealnie wtapiają się w ciągłość wydarzeń i nie odrywają ani trochę od głównego wątku przez co całość naprawdę płynnie się czyta. Natomiast jeśli chodzi o postacie to odwaliłeś naprawdę kawał dobrej roboty, w każdej z nich można wyczuć jej własny charakter co w sumie przekłada się na charakter całego opowiadania dzięki czemu opowiadanie naprawdę świetnie się reprezentuje. szczególnie muszę też pogratulować ci za przedstawienie głównej postaci i jej głupoty w taki sposób że nie irytuje w żadnym stopniu ani przez chwilę czytelnika, a to jest akurat dość trudne do przedstawienia bo czytałem sporo opowiadań gdzie próbowano zrobić to samo a nie wypaliło i postać zamiast bawić irytowała, często zdarzało się też że nawet postaci które miały być w założeniu poważne w rzeczywistości wychodziły irytujące i tępe jak kapeć, a tobie nie dość że udało się stworzyć ciapciaka to w dodatku śmiesznego w każdym calu, nawiązania do popkultury też świetnie przemyślane i fajnie przekształcone na potrzeby fika. sytuacja w więzieniu i powody dla których postaci zachowały się tak a nie inaczej też dobrze i racjonalnie zastosowane. 

 

Fik genialny i tyle, życzę powodzenia przy pisaniu następnych.             

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
 Share

×
×
  • Create New...