Mordecz

Opowieści Żałobnego Miasta [Seria][NZ][Tagi wewnątrz]

Recommended Posts

Osioł w wielkim mieście (fragment Demona Stróża; praca pisana z myślą o Moim Małym Fanfiku)

Aktualizacja: pozbyłem się kolejności powstawania, a zamiast tego dałem notkę informującą, jakiego tekstu należy się w najbliższej przyszłości spodziewać. Ponadto trochę przetasowałem teksty, ładując m.in. Sadyzm do kolejnej namiastki nazwanej Demonem Stróżem.

Pozdrawiam

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Triumwirat (dziewiąty fragment Miasta duchów)

Odbyłem sobie krótką rozmowę z Macterem w sprawie pisanej serii. Ponieważ odgrażał mi się, że przeczyta kilka opowiadań, dodałem do niektórych tekstów etykietę Zakończone, sugerując, że ich formuła nie zostanie w żaden sposób zmieniona.

Pozdrawiam

Edited by Mordecz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odbyłem sobie krótką rozmowę z Macterem w sprawie pisanej serii. Ponieważ odgrażał mi się, że przeczyta kilka opowiadań, dodałem do niektórych tekstów etykietę Zakończone, sugerując, że ich formuła nie zostanie w żaden sposób zmieniona.

A ja swoje groźby spełniam :zecora3:
Przeczytałem 3 opowiadania ktore były zakończone w takiej kolejności: Bestiariusz Wszędobylskiego Travellera, Półsmok i Maskarada. 

Bestiariusz Wszędobylskiego Travellera

Test który polecił mi sam Mordecz, aby od niego rozpocząć, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Z Nenją spotkałem już się parę razy w kilku opowiadaniach konkursowych, ale w końcu coś lepiej zacząłem rozumieć, z tego co się dzieje. Opis poszczególnych ras i społeczności jest dość jasny, przez co nie powoduje jakiś większych zagadek. No może w paru miejscach przydało by się rozszerzyć opis wyglądu, ale i tak jest już nieźle w porównaniu do tych zagadek, które miałem przy wcześniejszych tekstach. Oczywiście zagadką dla mnie pozostanie tag [Comedy11], no chyba że twórcy za wzór obrał Karola Strasburgera, ale i nawet tutaj coś nie pykło, bo cześć ze wstawek była zwyczajnie niesmaczna. 5/10

Półsmok

Gdy czytałem to opowiadanie zastanawiałem się czy jest ono jednym z starczych w dorobku pisarza, czy to tylko moje subiektywne odczucie, że forma różni się od tekstów konkursowych. Fanfik dość przyjemnie wiedzie nas przez historię która ma do przedstawienia, choć gdy dochodzi do akcji, to otrzymujemy potężny zgrzyt logiczny. Przedmioty i postacie, co chwila teleportują się, znikają, poprowadzą do bez efektownych interakcji itd. Już pomijam fakt że sens w środku tekstu gdzieś mi ucieka, bo do tego już się przyzwyczaiłem czytając dzieła Mordecza. Co do reszty, to otrzymujemy składnie opisany świat, zaś bohaterowie są dobrze zaprezentowani z swoimi celami i motywami. Składa się to na całość, która nie przyprawia mnie o ból głowy, co jest sporym osiągnięciem tekstów o żałobnym mieście. 6/10

Maskarada

Najlepszy fanfik Mordecza jaki czytałem do tej pory. Mam wrażenie że nie tylko złapałem sens, ale także nie uciekł mi on w trakcie lektury, co jest już dla mnie nie lada wyczyn. Sercem opowiadania jest dialog na temat spraw istotnych dla miasta z dwóch totalnie różnych perspektyw. Jest on nasycony logicznymi argumentami, postawami definiowanymi przez życiowe doświadczenie. Co niezwykłe człowiek najbardziej identyfikuje się z ochroniarzem, który w milczeniu przygląda się całej debacie nie stając po żadnej ze stron. Sceneria jest dość skąpa, nawet poza salą gdzie toczy się rozmowa i jest ograniczona, oprócz niezbędnych elementów otoczenia, do kilku ozdobników. Zaś bohaterowie podczas wymiany zdań (nie tylko w trakcie debaty), prezentują swoje wnętrza które zostały dopieszczone z oczekiwaną starannością. Przy czym trzeba zaznaczyć, że w jednym przypadku mamy do czynienia z jednym bohaterem w trzech osobach, co jest bardzo fajnym zabiegiem. Tak jak wspominałem, jest to najlepszy jak na razie fanfik autora z jakim miałem styczność. W 100% zasłużone 7/10.

P.S. A teraz ci pogrożę jeszcze paluszkiem i powiem że biorę się za Szkatułę :rdblink:

Edited by Macter4
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A teraz ci pogrożę jeszcze paluszkiem i powiem że biorę się za Szkatułę :rdblink:

Aż nie wiem, czy ci współczuć, czy życzyć powodzenia :rainderp:

Po przeanalizowaniu sytuacji (a właściwie po otrzymaniu ostrego opierniczu od wytrwałego czytelnika, StyxDa) postanowiłem tymczasowo zamrozić wydawanie kolejnych fragmentów z "Miasta duchów", ponieważ prowadzony punkt kulminacyjny powielałby problemy "Szkatuły", czyli niepotrzebnie nadmierne błądzenie we mgle bez możliwości otrzymania właściwego wytłumaczenia. Wiem, że część osób lubi takie motywy, jednakże nie to przyświecało mi w trakcie opisywania historii dziejącej się w Buzz. W pewnym momencie, za namową StyxDa, pojąłem skalę niespójności tekstu, dlatego też postanowiłem poświęcić jeszcze trochę czasu nad dopracowaniem szczegółów intrygi. Zauważyłem również, że Buzz mógłby się równie dobrze nazywać Wąchock i leżeć na Lubelszczyźnie. Z tego też powodu, poza poprawianiem stworzonej intrygi, uznałem, że muszę jeszcze trochę popracować nad opisem miasta zamieszkiwanego przez hoofdykanów. Tak więc następna aktualizacja "Miasta duchów" będzie również napiętnowana statusem Zakończone. Mam tylko nadzieję, że praca nad tekstem nie zajmie mi zbyt długo.

Z powodu kończącej się kampanii wrześniowej, nie mogłem w pełni skupić się na pisaniu opowiadań, jednakże w najbliższym czasie powinien pojawić się kolejny tekścik wprowadzający w klimat tytułowej Nenji. 

Pozdrawiam

Edited by Mordecz
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

W końcu znalazłem czas na przyjrzenie się tejże serii. Wreszcie nadszedł czas na podróż do tytułowego Żałobnego Miasta i przekonanie się, czym jest świat, w którym to autor osadził tyle swoich opowiadań i o którym nierzadko przypomina przy okazji różnych konkursów. Bez zbędnych ceregieli, przechodzę do pierwszej pozycji, czyli "Półsmoka"!

 

 

Półsmok

 

Dlaczego prawie wszystko kojarzy mi się z Might and Magic? Przecież cały ten Ojciec Narodów ewidentnie jest odpowiednikiem Starożytnego, Strażnika Planety, a wszystko inne to co do joty efekty odbudowy Niebiańskiej Kuźni przez Kastore’a i jego kolegów ;P

 

No, ale żeby zarzucić nieco świeższym skojarzeniem, kreacja Nenji, charakterystyka tamtejszej technologii, jej możliwości, jak również postacie, wszystko to przywołało mi na myśl stary, dobry Oddworld. Rzeczywiście, historyjka opatrzona tytułem „Półsmok” jest dosyć… Dziwna. Inna. Nietypowa. Niby motywy zaawansowanej technologii nie są niczym nowym, ale w tym przypadku, wszystko zostało przedstawione całkiem oryginalnie, może nawet nieco chaotycznie. Mam tu na myśli akcję, na jaką porwała się Racy Breath. Jak dla mnie, był to czysty [Random] – co rusz pojawiały się nowe dziwności, akcja nagle przyspieszyła, nagle pojawił się gryf, jakaś zebra, podmieniec, w międzyczasie działko, a jeszcze później naczelnik. A temu wszystkiemu, towarzyszył zwrot akcji, którego prawdę mówiąc, nie załapałem za pierwszym razem. Musiałem poczytać te fragmenty kilka razy, aby w miarę ogarnąć co się stało.

 

Wydaje mi się, że opowiadaniu brakuje bardziej konkretnych opisów. Pewne fragmenty odnoszą się do bieżących wydarzeń, a inne omawiają realia panujące w przedstawionym świecie. W mojej opinii, owe fragmenty nie przechodzą między sobą tak do końca płynnie, przez co momentami rozmywa się sens całości, w konsekwencji czego, czytelnik kończy lekturę wybranych akapitów nie wiedząc co się tak naprawdę wydarzyło. Ogólnie, czasami może to być dobra rzecz, budująca klimat tajemniczości, czy mroku, ale akurat tutaj służy to zbędnemu mąceniu. A szkoda.

 

W każdym razie, dobrze, że mimo pojawiających się od czasu do czasu, hm… Dłuższych słów, zastosowany język jest dosyć prosty, a zdania są skonstruowane tak, że rzadko kiedy coś brzmi źle, czy jakoś szczególnie nie na miejscu. Mam na myśli to, że o ile opisy realiów nie mieszają się płynnie z opisami akcji, o tyle sam tekst, kolejne akapity, zdania, czyta się bez problemu. Opowiadanie zaczyna się dosyć spokojnie, kończy się spokojnie, zaś w środku znajduje się wartka akcja. Nawet niezły pomysł na budowę historii i stopniowanie akcji, najpierw w jedną, potem w drugą stronę. To nagłe przyspieszenie akcji współgrało z chaotyczną naturą opisywanych wydarzeń, tworząc w samym środku historii [Random].

 

Z innych rzeczy – jeśli chodzi o koncepcję Nenji, czy też zaawansowanie tamtejszej technologii, a także panujące tam realia, jest to coś oryginalnego, może trochę surowego, ale jednocześnie wciągającego. Może za pierwszym razem świat ten wydaje się nieprzyjazny na tyle, że zniechęca, to jednak po jakimś czasie czytelnik bez problemu trafia między postacie oraz urządzenia, odnajdując się w sercu wydarzeń. Choć nie ukrywam, że potrzebna jest dużo doza tolerancji dla tego, co potrafią stworzyć fani. Jeśli ktoś po prostu nie trawi mrocznych, mniej bajkowych, mniej cukierkowych, a bardziej bezlitosnych, czy wręcz posępnych scenerii, to nawet za dwudziestym razem nie wgryzie się w Nenję.

 

Słowo o postaciach – poza Racy Breath, nikt nie zapadł mi w pamięć, ale zapewne jest to następstwo tego, że jest ona tytułowym półsmokiem (czy raczej, półsmoczycą), no i cała fabuła krąży wokół niej. Ogólnie, jako bohaterka, jest ciekawa. Ma swój charakter i styl bycia, fajnie się śledzi jej poczynania. Poza tym, jest to coś nowego – nie pegaz, nie jednorożec, nie alikorn, nie podmieniec, ale właśnie taki oto potworek, nawet sympatyczny.

 

Ostatecznie, opowiadanie jest zupełnie niezłe, choć momentami traciłem orientację, czy autor chciał się skupić przede wszystkim na fabule historii, która to pojawiła się w jego głowie, czy opisywaniu świata, który był w jego głowie. Jest trochę chaotycznie, ale idzie się wgryźć i pojąć co tu się właściwie dzieje, co tu się właściwie stało. Choć nie ukrywam, miejscami było ciężko.

 

 

2 Hit Combo - Bestiariusz i Elementarz Wszędobylskiego Travellera

 

Generalnie, nie będę się przy tym zbytnio rozpisywał. Powiem jedynie, że te dwa opowiadania doskonale sprawdzają się jako przewodnik oraz wprowadzenie w realia i to na tyle, że spokojnie mogły by być jednym tekstem, taką „zerową” częścią serii. Wystarczająco dobrze i obszernie, a przy tym z pewną dozą czarnego humoru, wyjaśniają z jakimi istotami czytelnik będzie mieć do czynienia, wokół czego będzie krążyć fabuła oraz jakie realia nas czekają. Ogólnie, znowu skojarzyło mi się z Oddworldem, zwłaszcza przy fragmentach o tym, co dobrego do przekąszenia można zrobić z kucyka ziemskiego albo jednorożca, albo pozostałych stworzeń. Poza tym, forma „Elementarza” przypomniała mi o Falloucie 3 (ta książeczka na początku, jak jesteśmy jeszcze berbeciem).

 

Co tu dużo mówić, osobiście polecam zapoznanie się z tymi dwoma tekstami ZANIM zabierzecie się za resztę tekstu. Niby „Półsmok” jest chronologicznie na pierwszym miejscu, ale naprawdę, jak dla mnie te przewodniki powinny otwierać serię. Może dodać do tego jeszcze jakiś monolog Travellera, czy coś w ten deseń… Czemu nie?

 

 

Miasto duchów

 

Przechodząc, zgodnie z podaną przez autora kolejnością, do „Miasta duchów”, na pierwszy raz, ugryzłem cztery pierwsze kawałki tekstu, od „Wzniesienia nad upadłymi” do „Nadziei dla rynku pogrzebowego”. Ogółem, pierwsze, co rzuciło mi się w oczy i co najlepiej utrwaliło się w głowie po zakończeniu czytania, była dosyć ciężka, mało zachęcająca, mroczna atmosfera. Jak okiem sięgnąć, wszędzie czai się zagrożenie, mało kto, czy to kucyki, czy podmieńce, czy cokolwiek innego, nikt nikomu nie ufa, społeczność miasta Buzz dręczy tajemnicza zaraza, a mimo prowadzonego przez bohaterów dochodzenia, wciąż powracają pytania o przeszłość (w tym przypadku o przeszłość dracolinga), wątpliwości, czy zagadki. Ogólnie, czuć tu coś z kryminału, coś ze science-fiction, a nawet drobne smaczki przywołujące na myśl rychłą apokalipsę. W końcu miastu grozi wyniszczenie zarazą, a w świetle wszechobecnej polityki, nie wiadomo jak na kolejne wydarzenia zareaguje Ojciec narodów, czy Chrysalis, czy sama Celestia. Ogólnie, jest dosyć gęsto, trochę politycznie, mrocznie, tajemniczo.

 

Uwagę zwracają również dosyć surowe opisy. Próżno tutaj szukać wyszukanych słów, czy przydługich opisów, wszystko wydaje się szaro-bure, nie wzbudzające zbyt pozytywnych skojarzeń. To również buduje opisaną wcześniej atmosferę. Opisy scenerii, przemyśleń, czy wydarzeń są ograniczone do minimum, dając czytelnikowi nie więcej informacji, niż potrzebuje, aby wiedzieć co jest grane. Jeśli chodzi o tempo akcji, to powiem, że jest dosyć stabilne. Poniekąd jest to związane, że kolejne kawałki tekstu, gabarytowo, nie różnią się od siebie aż tak drastycznie. Daje to wrażenie, jakby kolejne opowiadania były odcinkami serialu. Z innych rzeczy, autor zdołał wpleść w fabułę nieco czarnego humoru, który urozmaica nieco treść, choć nie za bardzo, co by nie dodawać do tego ponurego, szarego obrazu zbyt wiele kolorów.

 

Niestety, trochę kuleje kreacja postaci. Ogólnie, nie potrafię pozbyć się wrażenia, że autor skupił się przede wszystkim na dracolingach, nadając im więcej cech, niż reszcie postaci. Brakuje bohaterów drugoplanowych z prawdziwego zdarzenia. Jedyny gość, który nieco się wyróżnił i który jako-tako zapadł mi w pamięć, to ten jednorożec, Dis Lee. Reszta – nie za bardzo. A szkoda. Sam Infernal, choć wybija się ponad przeciętność, też nie powala na kolana. Mówiąc o postaciach, on wydaje się najlepiej rozwinięty, zarysowany, ale jeśli wziąć pod uwagę całą historię, to okazuje się, że w ogóle postacie nie otrzymują jakichś szczególnych kreacji, jakby ważniejszy od nich był opis otaczającego je świata. A może ma to służyć swego rodzaju symbolice? Że postacie dlatego nie potrzebują szczególnych cen, czy głębszych charakterów, bo w istocie są szarą masą, zlewającą się z otoczeniem, również niezbyt wesołym? Jakby sprzężyć to ze smaczkami politycznymi, nabiera to szerszego sensu. Może autor chciał w pewnym sensie skomentować problemy realnego świata? Może przyglądam się historii zbyt dokładnie, ale jeśli tak jest, to znaczy, że nie tylko zdołała mnie porwać, ale również nakłonić do pewnych przemyśleń, co niewątpliwie jest zaletą, gdyż czuję się nakręcony na ciąg dalszy.

 

Momentami trafiają się zdania z dziwnym dla mnie szykiem, czy też niewiele wyjaśniające, mącące. Przyjmę, że to po prostu styl autora, który niekoniecznie musi w stu procentach pokrywać się z moimi upodobaniami, czy oczekiwaniami. Ostatecznie, polubiłem tę koncepcję, opowiadaną historię, choć nie wydaje mi się, czy trafi ona do wszystkich. Jak napisałem, atmosfera jest ciężka, gęsta, w przedstawionym świecie jest mnóstwo przemocy, zła, mało zaufania. Ponadto, mamy do czynienia nie tylko z kucykami, ale również przedstawicielami innych ras, co również może być czymś, co można albo polubić, albo czymś, na co można się jedynie skrzywić. To zależy od czytelnika, ale ogólnie, myślę, że warto pochylić się nad „Miastem duchów”. Nie zabierają one zbyt wiele czasu, a mogą okazać się czymś, co bez problemu zaspokoi głód na mrok, tajemnicę i nietuzinkową koncepcję świata przedstawionego… Nawiązującego (chcący, lub niechcący) do Might and Magic, Oddworld, Fallouta, czy może innych rzeczy, których akurat ja nie wychwyciłem, a które wychwycą inni.

 

Nie wiem jeszcze jak wygląda sprawa z całością, „Opowieściami Żałobnego Miasta”, bo zostało jeszcze sporo kawałków, ale zamierzam poświęcić im nieco czasu. Póki co, nie powiem, by opowiadania wzbudziły we mnie jakieś szczególne emocje, ale ucieszyły oryginalnymi elementami, kreacją klimatu, zdołały wciągnąć. Nie jest to tytuł dla wszystkich, cechuje się BARDZO gęstą atmosferą i realiami, które niekoniecznie każdemu przypadną do gustu, jest inny, niż cokolwiek co do tej pory zdarzyło mi się czytać. Najlepiej samemu sprawdzić co takiego zrodziło się w głowie autora i ocenić.

 

 

Rzut okiem na Maskaradę

 

Do smaku, pomyślałem sobie, że rzucę okiem na jakieś późniejsze, losowe opowiadanie. Padło na „Maskaradę”. Przejrzałem poszczególne fragmenty i cóż mogę powiedzieć?

 

Ogólnie, klimat nie jest już aż tak ciężki, również opisy wydają się bogatsze, barwniejsze. Poza tym, kawałki tekstu które przejrzałem przypomniały mi, że w wąskim gronie wyraźniej zarysowanych postaci, poza dracolingami, znajduje się jeszcze tajemniczy Ojciec Narodów. No właśnie, podczas „Maskarady” znów zacząłem się zastanawiać, czym on tak naprawdę jest. Skąd dokładnie się wziął? Co konkretnie potrafił? Czy cokolwiek go ogranicza? Jakie są jego zamiary? Przyznam, że nieustanne nazywanie go przez narratora „abominacją” troszeczkę przywołała mi na myśl boga z South Parku.

 

south-park-s03e16c12-god-shows-himself-1

 

Poza tym, mam jeszcze jedno podejrzenie, ale na razie zachowam je dla siebie. Może do niego powrócę następnym razem, gdy zabiorę się za kolejne części „Miasta Duchów” oraz „Opowieści”, ogólnie.

 

Pozdrawiam!

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odkurzymy temat opowiadaniem, które miałem wysłać na Konkurs Literacki, gdzie nie miało być seksów, śmieszków ani nadmiaru krwi. Zabrakło czasu. Trudno się mówi. Za sugestią Sakkitego postanowiłem więc napisać coś tak nudnego, żeby czytało się z przyjemnością. Cóż, tekst jest krótki, więc raczej nie powinno to stanowić problemu. Miłego czytania!

 

Śniadanie w stylu nenjijskim

 

Pozdrawiam

 

PS. Na hoffmanowy komentarz jeszcze odpowiem. W stosownym czasie.

Edited by Mordecz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dorzucam ostatnio napisane teksty. Tym razem każde z nich jest jednostrzałowcem, nie należącym do żadnej większej całości... Poza tym, co by nie oszukiwać siebie ani innych czytelników, muszę zmobilizować siły, żeby jakoś to wszystko pokończyć. Ambitne plany z Demonem Stróżem, Pacynką czy Exosudem raczej włożę między bajki. Skupię się na dokończeniu Miasta duchów oraz Spotkania na szczycie. A potem, kto wie?, może oddam ludziom co ludzkie, kucykom co kucykowe.

 

A tu prace konkursowe:

O tym, jak Nenja powstała [Slice of Life]

Spotkanie rodzinne [Comedy]

Jedna agentka, jeden naród [Slice of Life]

 

Pozdrawiam

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio jakoś nie miałem weny na czytanie i pisanie kucykowych fików, ale to nie oznacza, że nie zamierzam przeczytać kolejnych opowiadań z Nenji!

 

Na początku nie byłem pod wrażeniem nagle przeklinającego gryfa i jego pomysłu "załóż se miasto" wyrażone w sposób niemal hiphopowy (tylko się nie rymowało). Ale przyznam, że pod koniec całość wydała mi się całkiem sympatyczna i słodko-gorzka. Całkiem pasująco do Nenji. Czasami miałem wrażenie, że nieco gubię o czym jest mowa, ale myślę, że odpowiedni klimat został zachowany, a to ważniejsze chyba w takim urywkowym one-shocie.

 

Choć z tego co widać było w opowiadaniach, ze szlachetnych zamiarów wyszło niewiele albo nic. :)

 

Jak na opowiadanie o gryfie to trochę niewiele dowiedzieliśmy się o gryfie i gryfach... no ale niewątpliwie był w roli głównej.

 

Z błędów, które zauważyłem (szkoda, że brak komentarzy w dokumencie):

 

"posiadać nie posiadającego" - powtórzenie.

 

"zorientował o obecności" - "zorientować" z "o" nie kolokuje.

 

"Kasta już tyle czasu funkcjonowała, a mimo to cywilizacja wciąż stoi w miejscu." - mieszanie czasów.

 

"W odpowiednim momencie zdecydowanie ruszył w kierunku Mandarynka, układając bezpiecznie pod drzewem. Ułożył go tak, by wciąż patrzył na budowy w wyobraźni obiekt marzeń." - a o co chodzi w tym zdaniu to w ogóle nie wiem...

 

A w ostatnim akapicie powtórzenie "gryfon". ;)

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zajęło mi to trochę, ale przeczytałem w końcu dwa kolejne opowiadania.

 

"Spotkanie rodzinne" to była najfajniejsza rzecz z Nenji jaką od dawna przeczytałem. Może dlatego, że przyzwyczaiłem się już do ponurego, brutalnego obrazu Kasty i zupełnie nie spodziewałem się, że można ich (a przynajmniej ich smoczą część) przedstawić jako szaloną, skłóconą rodzinę. Co jest tym fajniejsze, że pojawiły się postacie znane z innych opowiadań.

Generalnie, super sprawa - musisz pisać więcej lekkich opowiadań w Nenji, Mordecz. ;)
Szkoda jedynie, że z jakiegoś powodu nie ma tutaj zakończenie. Po jednym zdaniu nagle wszystko się urywa.

 

"Jedna agentka..." jest w pewnym sensie poważnym odpowiednikiem "Spotkania rodzinnego", w tym sensie że niezwykle mi się podobało, poruszyło, i za rzadko takie piszesz. Wręcz żałuję, że przedstawiania Nenji nie zacząłeś od takich one-shotów, które przedstawiają postacie, bardziej niż wydarzenia, których swego czasu, przed rozmowami z tobą, nie zawsze rozumiałem.

Tutaj wymowa jest jasna, a niewytłumaczone terminy i backstory intrygują, zamiast irytować, bo mamy punkt zaczepienia w zrozumiałych postaciach.

I choć po twoim poście odnoszę wrażenie, że zamierzasz Nenję zakończyć, chętnie bym zobaczył więcej takich historii. :(

Jedynym minusem jaki tu widzę jest w sumie znów zakończenie, bo nagłe rozczulenie Doll nad "dobrymi chwilami" przychodzi trochę znikąd. Ale to nie jest duży problem.

Edited by StyxD
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż, wniosek z tego taki, że regularne branie udziału w Konkursach Literackich pomogło mi się rozwinąć (dziękuję Pan Dolar) przy jednoczesnej degeneracji pisania zakończeń, co doprowadza do nagłego urwania akcji albo niepotrzebnym rozczulaniu się :rainderp: Muszę w przyszłości nad tym popracować. Zanim jednak cokolwiek opublikuję, muszę "Miasto duchów" doprowadzić do stanu czytelności, a to jeszcze trochę potrwa. "Miasto duchów" mimo wszystko będzie ponure, a "Spotkanie na szczycie" w założeniach ma być ckliwe. Może po zamknięciu tych dwóch rozdziałów i przebudowaniu całego pierwszego postu, zacznę pisać bardziej obyczajowe teksty. Cóż, bardzo optymistyczna ta wizja.

 

Dziękuję i pozdrawiam

Edited by Mordecz
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak dawno niczego nie publikowałem, że zdążyłem zapomnieć, jak się to robi...

 

Odgrzebałem i dokończyłem jeden z przewodników po Nenji (chociaż w tym kontekście jest troszkę nie na miejscu). Mowa o kolejnym dziele Wszędobylskiego Travellera, tym razem przedstawiające sylwetki większości draconequi występujących w moich opowiadaniach związanych niebezpośrednio z cyklem.

 

Panteon Wszędobylskiego Travellera

 

A teraz wracam do pisania kilku słów dziennie do "Miasta duchów".

 

Miłego czytania!

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Powróciłem do „Opowieści Żałobnego Miasta” z nieopisanym apetytem na nowe rewelacje, nowe przygody, nowe, zaskakujące i nietuzinkowe elementy świata, a to wszystko w mordeczowym, charakterystycznym stylu. Zamierzałem rozpocząć od ostatniego punktu kontrolnego, jednak okazało się, że do opowiadań z cyklu „Miasta Duchów” nie ma dostępu. Co się okazało – jedyne opowiadanie jakie jest dostępne to „Katedra świętego”, zatem siłą rzeczy, choć niechętnie, ominąłem pięć poprzednich opowiadań z powodu odmowy dostępu i zacząłem czytać właśnie „Katedrę”.

 

Hej, ale serio, poproszę do dostęp, co się dzieje się? xD

 

Przede wszystkim, jako kwestie kluczowe, w pamięci zapadły mi dwie rzeczy. Pierwsza z nich to udzielający się przez większość tekstu religijny smaczek, co przejawia się w opisach struktur, opisach zwyczajów oraz stojącej za zachowaniem poszczególnych postaci porcji historii oraz ogólnie pojętego światopoglądu. Pojawiają się symbole religijne, różnice w poglądach oraz wizji przyszłości, podejścia do obywateli. Generalnie jest to dialog Blindnessa oraz Posta, bardzo ciekawa rzecz.

 

Rzecz druga to naprawdę klimatyczne, barwne i wartko się czytające opisy, czy to scenerii i podejmowanych akcji „w realu”, czy też wizji jakiej doświadczył Blindness podczas medytacji. To właśnie w tym fragmencie, moim zdaniem, umiejętności autora w pełni rozwijają skrzydła, gdyż opowiadaniu udziela się akcja, fantastyka, jest to również swego rodzaju kontynuacja dialogu Blindnessa i Posta, wzbogacona właśnie o rozmaite, symboliczne wydarzenia. Co cieszy, nawiązuje to w jakimś stopniu do tematu przewodniego Mojego Małego Fanfika, z okazji którego powstała „Katedra świętego”, czyli Celestii wypędzającej Nightmare Moon. Jest to również kolejny religijny smaczek, oczywiście w sensie przedstawionego świata oraz jego kosmologii.

 

Jeżeli chodzi o rozwinięcie Nenji, całego mordeczowego świata, opowiadanie wnosi tutaj zaskakująco wiele. Odniesienia oraz fakty na jakie powołują się obie strony przybliżają nam, czytelnikom, historię świata, dają pojęcie o panujących w różnych społecznościach nastrojach, co służy poszerzeniu wykreowanego przez autora uniwersum. Opowiadanie wciąga, jest, w porównaniu do poprzednich części, dosyć przystępne, jego klimat zdecydowanie jest bliższy kucykom niż miało to miejsce chociażby w „Półsmoku”.

 

Albo!

 

Albo wydaje mi się, że jest taka możliwość, im więcej opowiadań się czyta, im dalej się brnie, tym bardziej do tejże rzeczywistości adoptuje się czytelnik, tym lepsza seria się staje. Dlaczego tak uważam? Ano dlatego, że im więcej „Opowieści Żałobnego Miasta” czytam, tym bardziej mi się podoba. Poniżej więcej na ten temat.

 

 

Exodus

 

Nawet nie wiem od czego tu zacząć. Powiecie – od „Gry”, przecież to pierwsze opowiadanie z tego mini-cyklu. Jasne, tylko że również w tym wypadku ciężko wybrać jakąś jedną rzecz, o którą mógłbym zaczepić niniejszy wywód. Generalnie, opowiadania to było tym momentem, w którym zdałem sobie sprawę dlaczego kreacje poszczególnych bohaterów mogą wydawać się niesatysfakcjonujące, czy mało rozwinięte. Otóż autor nie poszedł w swojej serii w charaktery, ale w budowę świata właśnie. I na tym etapie staje się to iście imponujące – multum skupionych w jednym mieście społeczności z własną historią oraz przeznaczeniem, motyw rywalizacji między nimi, również jako następstwo wielkiej polityki, ale także przeróżne elementy warstwy technologicznej, co w „Grze” urasta do rangi naprawdę wciągającego, czerpiącego z różnych dzieł science-fiction, na czele z ożywieniem ciała i uczynieniem z niego programowalnego istnienia, sterowanego przez głównego bohatera – Hessa.

 

Opisy zadowalają, satysfakcjonują i są całkiem przystępne. Chociaż przedstawiony świat, podejmowane wątki czy ogólny klimat wciąż mogą okazać się ciężkostrawne dla osób nie lubujących się w użytych tagach. Niemniej poprzednie odcinki winny oswoić czytelnika ze światem wykreowanym przez Mordecza, zatem nie jest to już to samo doświadczenie co na początku przygody z „Opowieściami Żałobnego Miasta”.

 

Muszę przyznać, że przemówiła do mnie postać Hessa, w ogóle, strasznie mi się podobało to jak wiele uwagi poświęcono umiejętnościom Podmieńców, wyjaśnieniom co do tego jak one działają, a co to oznacza dla ich społeczności (najwyraźniej również mocno podzielonej), w ogóle, ilość detali, odnośnie używanej przez mieszkańców technologii, różnych zawodów, cały ten sub-plot z żywnością, mięsem, wszystko to w stosunkowo krótkim czasie jeszcze bardziej rozbudowuje wszelakie warstwy przedstawionego świata – kulturę tam panującą, stosunki między różnymi społecznościami, a także fakty z niedalekiej przeszłości, które ukształtowały czas, w którym rozegrała się akcja „Gry”.

 

Szczególnie spodobał mi się opis przygotowywania półmechanicznego kucyka, zastępowanie kolejnych jego części ciała komponentami mechanicznymi i elektronicznymi, a także dokładne opisy tego jak on działa, co Hess musi jeszcze poprawić, skąd się to wszystko bierze. W sumie, widziałbym to jako pewne nawiązanie do potwora Frankensteina. Znowu – tak samo zresztą jak we fragmencie z sędziwym już Agentem gdzie wokół latały elektroniczne komary o różnokolorowych oczach – ilość detali, naturalność ich wprowadzania oraz to, że wszystkie wydają się potrzebne, gdyż każdy dodaje coś od siebie, jest to imponujące. Każdy jeden element okazuje się mniej lub bardziej istotny dla historii oraz kreacji świata. Jednocześnie odkrywanie tychże detali, składanie tego i przykładanie do właściwej akcji, jest to interesujące doświadczenie, które skutecznie trzyma czytelnika przy opowiadaniu, pobudza jego uwagę.

 

Tempo akcji jest dobrane bezbłędnie, przez większość czasu dominują jednak elementy obyczajowe, mozolne budowanie świata, wykładanie o panującej tam kulturze, stosunkach między społecznościami. Kolejne opowiadanie, czyli „Beatrycze”. Chociaż opowiadanie nie urzekło mnie tak jak „Gra”, znów mamy okazje zobaczyć jak mieszkańcy i mieszkanki wypełniają swoje potrzeby kulturowe, jak to wygląda prosto z widowni, a jakie jest prawdziwe znaczenie tego, co pozornie wydaje się zwyczajnym spektaklem operowym. Zmyślnie zamaskowana intryga, nasze pojęcie o możliwościach podmieńczej rasy oraz znaczeniu ich społeczności zostaje poszerzone. Jest to również, jak się okazuje, prequel do „Gry”, ponieważ wyjaśnione zostaje nieco dokładniej kim jest Hess i jakie jest jego zadanie. Co szczególnie mnie cieszy, detale z poprzedniego opowiadania w tym kontekście znacząco zyskują na swoim znaczeniu.

 

Dlatego właśnie odnoszę wrażenie, że im dalej brnę w historię, tym bardziej pochłania mnie świat Mordecza, tym bardziej wszystko to mi się podoba, gdyż na moich oczach fabuła się uwielowarstwia, świat nieustannie się rozszerza, a w tle pojawia się coraz więcej i więcej. Powracając na moment do poprzedniej historii, „Gry”, na końcu, w podsumowaniu, pojawili się Racy Breath oraz Ojciec Narodów, znani doskonale z poprzednich odcinków historii. Bardzo miły akcent, umacnia przekonanie i wrażenie, że te opowiadania razem tworzą coś dużo większego niż na pierwszy rzut oka się wydaje.

 

Gabarytami „Śniadania w stylu nenjijskim” byłem dosyć zaskoczony, samo opowiadanie okazuje się takim suplementem od całości, kolejnym opisem świata, wchodzącym nieco głębiej w życie mieszkańców oraz, w gruncie rzeczy, dosyć ponurą rzeczywistość, obfitującą w brud, smród, nieporządek i brak perspektyw. Znów pragnę pochwalić opisy, dobór słownictwa oraz kompozycję – wyszło zwięźle, wyszło dobitnie, wyszło po prostu dobrze. Chociaż to tylko dwie strony tekstu, uważam to za istotny dodatek do całości kreacji Nenji.

 

 

Zdecydowanie polecam zagłębienie się w "Opowieści Żałobnego Miasta", danie temu cyklowi nie jednej, ale kilka szans, gdyż początkowo rzeczywiście brzmi jak coś trudnego do przełknięcia, lecz z czasem oswajamy się z tą rzeczywistością, zaczynamy coraz bardziej doceniać zawartość oraz ciekawić się ciągiem dalszym i co jeszcze zaprezentuje nam autor. O ile do tej pory opowiadania z mini cyklu "Miasta Duchów" nie będą znów dostępne, przy kolejnej okazji zajmę się mini cyklem "Demon Stróż" ;)

 

Pozdrawiam!

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli chodzi o Miasto Duchów, to dawno dawno temu podjąłem próbę jej przebudowy. Głównym motywem takiej decyzji była reorganizacja prowadzonej akcji - od dialogu do dialogu, bez konkretnego wpływu głównych bohaterów w sytuację. Odniosłem wrażenie, że uczynienie z Blindnessa biernego obserwatora wydarzeń było niekorzystne dla przebiegu historii. Poza tym chciałem lepiej oddać charakter pozostałych stronnictw biorących udział w lokalnym konflikcie - wszak na placu boju mamy Posta, Karnawała, "tego złego", Służbę Bezpieczeństwa i ich popleczników. Przy dobrych wiatrach, wliczając w to moje lenistwo, kiedyś powinien wyjść z tego dreszczowiec.

 

Może i mijają "lata" od ostatnich publikacji, wciąż jakieś pojedyncze strony powstają. Również podjąłem się wysiłku zorganizowania notatnika obejmującego rys najistotniejszych wydarzeń w tworzonym pod-uniwersum. Nie wiem tylko, czy kolejne teksty tworzyć w wersji nieparzystokopytnej czy może bardziej uczłowieczonej. Poza tym nie będę ukrywał, że ukończenie studiów i podjęcie się pracy zarobkowej mocno uszczupla moje zasoby czasowe, a także chęci do "dokładania" sobie kolejnego etatu (patrz: lenistwo).

 

Jak dorzucę jakiś nowy tekst (moim małym marzeniem jest skończenie "Miasta duchów"), to zrobię porządek w pierwszym poście. A póki co nie pozostaje mi chyba nic innego, jak bardzo ciepło podziękować za pamięć o Żałobnym Mieście i chęci poznawania jego kolejnych meandrów ;)

 

Pozdrawiam

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak jakoś miałem wolną chwilę, to napisałem:

 

https://docs.google.com/document/d/1wf803el-r-6ZAEqcSZRGPe6VM0v1TGBsr4sB6n466QI/edit

 

Nie. To nie jest praca konkursowa z Konkursu Literackiego. Tamto... kiedyś dokończę... Jak dziesiątki innych zresztą.

 

Poza tym zmieniłem wstęp do opowiadania; wywaliłem nawiązanie do Szkatuły, bo tylko wadziło; wywaliłem odnośniki do Miasta Duchów, co by nie dostawać powiadomień z prośbami o udostępnienie. I w sumie to tyle... Może bazgroły o przygodach Celestii w Żałobnym Mieście napiszę na Boże Narodzenie.

 

Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na początek roku kalendarzowego wrzucam rozszerzony tekst, który zamieszczałem na łamach Konkursu Literackiego pt. "50 Twarzy Celestii". Po wielu cierpieniach udało mi się zakończyć opowiadanie i jest trochę dłuższe niż dotychczasowe jednostrzałowce, bo zawiera aż 45 stron i nie będzie w żaden sposób rozwijane.

 

Opis: Księżniczka Celestia, zaczytując się w opowiadaniu fantasy pt. "Poczet Królów Polskich", poznaje legendę o Kazimierzu. Próbuje więc na własnej skórze przekonać się, czy przywdziewając skórę żebraka, spotka się z podobnymi reakcjami.

 

W złotej klatce zaklęci

 

Miłego czytania.

 

Pozdrawiam

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now