Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Witamy w odkrytych niedawno ruinach starożytnej świątyni, której nazwy niestety wypowiedzieć nie potrafię. W ogóle, zapisane to zostało w nieznanym mi języku, a jeśli wierzyć tłumaczowi, ich odpowiedniki w naszym języku układają się w taki sposób, że naprawdę trudno to wypowiedzieć. W ogóle, to nie przypomina żadnego faktycznie istniejącego słowa, a przynajmniej ja nic takiego nie znalazłem, w żadnej kronice.

 

W każdym razie, na uwagę zasługują gigantyczne, ustawione w szeregu wzdłuż prowadzącej na arenę hali golemy, swym designem (ależ nowoczesne słowo) przypominają architekturę i twórczość Majów. Zdaje się, że ich mechanizmy są nieaktywne od setek lat. Marne szanse na to, że nagle ożyją. Uważajcie, by się nie potknąć! Wykładana kamieniem wulkanicznym ścieżka jest dosyć nierówna. Kiedy już dotrzecie do schodów, nie obawiajcie się zejść na sam dół. Po drodze możecie spotkać pierzaste węże, ale nie obawiajcie się. Lokalna społeczność Wężoludzi zapewniła nas (a przynajmniej tak twierdzi nasza specjalistka od ich języka), że są niegroźne. Powinna czmychnąć w cień po spotkaniu magów Waszego kalibru.

 

Sama arena przypomina elipsę, skąpaną w zastygłej od setek lat magmie. Ale ta niecodzienna struktura ma pory, przez które raz po raz ulatuje para, czy też sadza. Zdaje się, że cokolwiek, co drzemie tam na dole, nadal może się przebudzić. Interesujące…

 

 

mlp___inner_showdown_by_kroliath-d488gqi

 

 

Drodzy Państwo, w tym pojedynku już za chwile zmierzą się Magus oraz Bosman! Uczestnicy ustalili, że godzą się na niestandardowy limit postów, wynoszący 20 postów. Zdaje się, że czeka nas długi, syty seans magii i niezwykłych akcji!

 

Jesteście gotowi? Zatem, do boju!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman rozejrzał się przed wejściem do areny. Zdjął przyciemniane okulary i zaczepił je o kieszeń jego moro kurtki. W sumie cały jego strój, zarówno kurtka, jak i moro bojówki z dużą ilością kieszeni, czarne wysokie buty świadczyły, że był on żołnierzem. Spory nóż przy pasku, krótko przystrzyżone włosy tylko potwierdzały to kim jest.

- Ciekawa okolica - Powiedział pod nosem po czym zbliżył się do schodów i zaczął powoli schodzić. Widząc węże trochę zmarkotniał.

- Cholera węże. A jestem dopiero na schodach. Ciekawe co będzie niżej - Bosman schodził w dół. Po jakimś czasie dotarł na sam dół. Rozejrzał się po całej arenie, zarówno po ścianach jak i po podłodze. Zobaczył, że z ziemi wydostaje się para. Przyjrzał się z zaciekawieniem jeszcze raz podłodze.

- Zastygła lawa? Walczymy w wulkanie czy co? - Zastanawiał się żołnierz. Jednak po chwili tylko uśmiechnął się pod nosem. - Ten pojedynek zapowiada się ciekawie już od samego początku - Dodał po czym przyklęknął i położył dłoń na podłodze. Jego ręka zaświeciła lekką, zieloną poświatą. Bosman sprawdzał jak gruba jest warstwa magmy u czy uda mu się zastawić kilka pułapek na swojego przeciwnika. Na jego szczęście wystarczyło tego na kilka z nich.

- Dobra zatem do roboty - Mruknął po czym położył drugą dłoń obok pierwszej obie dłonie zaświeciły się lekko najpierw zielenią, a potem czerwienią. Mężczyzna umieścił w podłodze dwie runy, Ognia i Ziemi. Były to dwie niespodzianki, którymi zamierzał poczęstować swojego przeciwnika, kiedy przyjdzie na to odpowiedni czas. Następnie wstał, otrzepał ręce i kolano z sadzy. Wyjął z pokrowca nóż. Broń wyglądała na normalny nóż wojskowy. Długie ostrze, ząbkowane z jednej strony i przytępione przy samej rękojeści. Rękojeść również była prosta, metalowa pomalowana na czarne. Jednak na nożu znajdowała się pojedyncza runa. Była ona nieduża. Bosman sprawdził czy nóż jest cały, przejechał palcem po znaku po czym schował nóż do pochwy. Rozluźnił ramiona, strzelił karkiem i przemieścił się na środek areny, gdzie spoglądał na wejście. Czekał na swojego przeciwnika. Był gotowy do walki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wylegiwałem się na dwóch olbrzymich kościstych dłoniach wpatrując się w pomarańczowe niebo mojej krainy słuchając najpiękniejszych dźwięków, jakie tylko można znać. Tak dźwięki bólu i rozpaczy umęczonych dusz więzionych w mojej krainie. Napawały moje uszy radością. Czy może być lepszy sposób na spędzanie wolnego czasu? Nagle poczułem coś dziwnego. Powoli się podniosłem z mojego wygodnego miejsca do wylegiwania i spojrzałem w dół lekko mrużąc oczy. Ktoś na mnie czeka. A to nowość zwykle to ja sam się wszędzie wpraszałem. A teraz najwyraźniej ktoś zaprasza mnie do zabawy. Nie ładnie by było odmówić. Moja dłoń okryła się ciemną energią. Wyglądała jakby tonęła w smole. Nagle pod moim stopami zaczął się formować czarny krąg wypełniony jakby smołą. Niczym czarna dziura zaczął powoli mnie pochłaniać aż w końcu całkiem zniknąłem.

 

Na arenie pojawił się taki sam krąg. Zacząłem z niego powoli wychodzić. Gdy moja postać się formowała wyglądało to tak jakbym był cały utworzony ze smoły. Moje ciało wyglądało jak obrzydliwa czarna ciecz. Do czasu aż ciecz zaczęła zmieniać swoją formę w ciało stałe. Jedno słowo mogło określać mą mroczną postać. Wszechobecna  czerń, która pokrywała całe moje plugawe ciało. Na mojej głowie spoczywał czarny kaptur, który dodawał mroku mej ukrytej twarzy. Zaś twarz okrywała gruba czarna maska z symbolem zapisanym na niej w języku nieznanym dla większości śmiertelnych. Niewiele można spostrzec mojej twarzy spod niej. Można by długo się starać prześwietlić ją... Bez skutku. Zasłaniała zarówno mój nos i usta. Najbardziej ze wszystkiego wyróżniały się moje oczy, które były kompletnie blade. Brak źrenic, co niektórych potrafił napawać strachem. Nie można w nich dojrzeć jakichkolwiek emocji. Były jak kompletna pustka. Mój tułów pokrywała gruba czarna kamizelka. Wyglądała jak pancerz, który ma mnie chronić przed bólem. Lecz dla mnie jego uczucie już zawsze pozostanie obce. Moje ręce natomiast pokrywały długie czarne rękawy. Można zauważyć, że nie są połączone z kamizelką i jest to zupełnie inny materiał, choć w podobnej barwie. Dłonie za to zasłaniały rękawice w barwie czarnego węgla. Moje nogi pokrywały długie czarne spodnie. Nie miały określonej nazwy. One również są po prostu częścią mnie. Jak wszystko inne. Buty również pozostawały w tej barwie nie było na nich sznurówek ani innych dodatków. Wyglądały jak kolejna część mego mrocznego ciała. Można wręcz pomyśleć, że lubię ten kolor. Jednak to był błąd. Ja nie miałem wyboru. To wszystko jest częścią mnie. Za moim pasem znajdowały się dwa noże rzeźnickie. Zaś z boku przy mym udzie wisiała niewielka czarna torba gdzie trzymałem shurikeny.

 

Moje oczy natychmiast zwróciły się na przeciwnika i lekko zmrużyłem oczy. Sama arena niewiele mnie interesowała. Widywałem już wiele podobnych miejsc. Wiedziałem jak mogę ją wykorzystać. Ale wszystko z czasem. Me ciało przeszyła ogromna nienawiść. Już z tej odległości słyszałem bicie serca przeciwnika jak i czułem krew, która płynęła w jego żyłach. Śmiertelnik, których osobiście nienawidziłem. Czułem zazdrość, że posiadają cechy, których ja nie mam. Jakim niby prawem? Musi za to zapłacić. Powoli odbiorę mu całą radość z życia aż będzie mnie błagał na kolanach o litość. Ale to przyjdzie z czasem. Na początek chce się zabawić.

- Witaj. A więc to z tobą mam się zmierzyć? - pomimo maski było mnie idealnie słychać. Mój głos był pusty pozbawiony wszelkich emocji. - Jakże miło mi spotkać tak śmiertelną osobę - można wręcz zauważyć jak mocno akcentuje słowo śmiertelną. - Cóż, więc się zabawmy

 

W mojej dłoni znów pojawiła się czarna energia, która zmieniła się w czarną kulkę wielkości piłki do bejsbola. Piłeczka leżała w mojej dłoni. A ja z dużą siłą rzuciłem ją w stronę przeciwnika. Piłka leciała z dużą prędkością. Co ciekawe im bardziej zbliżała się do mojego oponenta tym bardziej rosła. Gdy była już naprawdę blisko niego osiągała rozmiar piłki plażowej. A jej prędkość się nie zmniejszała. To mi pozwoli ocenić parę rzeczy. Jeśli zrobi to, co większość śmiertelników to wpadnie w pierwszą z moich pułapek. Jeśli będzie inaczej to może trafiłem na ciekawy egzemplarz. Czas to pokaże.

Edited by Magus

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman stał i rozglądał się po arenie czekając, aż przeciwnik się pojawił. Po chwili zobaczył, że na ziemi pojawił się czarny krąg i powoli wyłania się z niego jakaś czarna postać. Żołnierz przyglądał się temu z uwagą. Musiał się jak najwięcej dowiedzieć o swoim przeciwniku. A do tego wymagane były obserwacje i szybkie analizowanie faktów. Zatem stał i patrzył, jak jego oponent przybiera humanoidalną posturę. Wyglądał trochę jak człowiek ale Bosman wiedział, że raczej nim nie jest. Widział to chociaż po jego oczach. Mimo tego, że taki wzrok przestraszyłby wielu jego zbytnio nie ruszył. Widział już gorsze rzeczy w swoim życiu. Czekał aż ten pojawi się cały. Zlustrował wzrokiem broń, którą miał przy sobie.

Nie wygląda to za ciekawie. Trzeba będzie bardzo uważać. Nie wiadomo co może jeszcze ukrywać w tej torbie. Pomyślał mężczyzna stojąc w miejscu, przygotowany na ruch jego przeciwnika. Kiedy ten się z nim przywitał Żołnierz tylko skinął głową. Nie widział potrzeby by się odzywać. Im mniej jego przeciwnik się o nim dowie tym lepiej dla niego. Zainteresował się tym, że jego strój wyglądał jakby nie był oddzielną częścią a wręcz przeciwnie, był z nim w jakiś sposób złączony.

 

 

Wtedy zobaczył, że jego przeciwnik wykonał ruch. Widział, jak formuje się kula a potem jak ta leci w jego stronę. Zaobserwował również to, że ta powiększała się i nie trafiła na szybkości. Musiał szybko zareagować. Spodziewał się, że przeciwnik może być przygotowany na kilka możliwości. Zamierzał to sprawdzić. Kiedy kulka była mniej więcej w połowie odległości między nim a jego przeciwnikiem kucnął i uderzył otwartą dłonią w ziemie. W chwilę między kulką a mężczyzną pojawiła się ściana z litego, szarego kamienia. Miała ona ok 1.30 m wysokości, 60 cm szerokości i z 10-15 cm grubości. Nie była może w prawdzie zbyt masywna ale wyglądała na dość solidną i twardą. Bosman kucał za nią. Ta całkowicie go zasłaniała Był w takiej pozycji aby móc szybko odskoczyć na boki lub do tyłu, gdyby jego zasłona nie miałaby go ochronić przed pociskiem.

 

 

Dobra kolego, teraz moja kolei Uśmiechnął się pod nosem lecz po chwili znowu spoważniał. Rękę, którą trzymał na ziemi podniósł na wysokość ok 20 cm i ponownie uderzył nią w podłoże. Tym razem jednak przed ścianą, za którą był ukryty pojawiła się czarna kulka wielkości piłeczki do golfa. Obok niej wyrosła drugi. I jeszcze kolejna. Trzy czarne kulki, ponieważ były wykonane z zastygłem magmy, na której oboje stali poleciały wprost na przeciwnika podnosząc swój lot na tyle, że znajdowały się na wysokości korpusu. Był to trochę instynktowny atak, bo żołnierz wie widział teraz przeciwnika. Jednak pamiętał, gdzie ten stał i właśnie w tamtą stronę posłał owe pociski.  Bosman podniósł dłoń z ziemi i, nadal skulony za ścianą czekał. Spodziewał się jakiegoś dźwięku trafianych pocisków, może nawet i krzyku lub przekleństw ze strony przeciwnika. Chciał sprawdzić najpierw na słuch kim on może być.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zmrużyłem lekko oczy na widok tarczy, którą przygotował mój przeciwnik. Imponujące, lecz niewystarczające. Pomyślałem radośnie. Pocisk nie ominął ściany a wręcz przeciwnie. Można było przy tym usłyszeć charakterystyczne plaśnięcie gdy trafiła w przeszkodę. Po prostu w nią uderzył. Gdy tylko kula uderzyła w ścianę zgniotła się na niej zmieniając się w wielki paskudny czarny kleks. Jej niektóre kawałki, które rozproszyły się na wszystkie strony areny po uderzeniu w barierę oponenta. Nagle się zatrzymały i zmieniły w małe kulki wielkości piłek kauczukowych. Było ich około dwadzieścia. Nagle zmieniły trajektorie lotu lecąc znów w stronę mojego przeciwnika ze wszystkich stron omijając jego tarczę. Wyglądały jakby wręcz żyły własnym życiem. Na tym się jednak nie skończyło. Kleks zaczął powoli spływać po ścianie wprost na ziemię. A ciekła substancja zaczęła okrążać przeszkodę, którą stanowiła ściana by zbliżyć się do stóp mojego przeciwnika. Tylko ja wiedziałem jakie mogą być efekty gdy zrobię to co planuje.

 

Spostrzegłem jak coś leci w moją stronę. Atak fizyczny? Śmiertelnicy nigdy się chyba niczego nie uczą. Pomyślałem kręcąc głową ze zrezygnowaniem. Uderzyłem dwoma dłońmi o siebie. Można było usłyszeć charakterystyczne klaśnięcie, gdy to robiłem. Nagle zacząłem otwierać dłonie. Moje ręce były teraz ustawione w dosyć dziwnej pozycji jedną unosiłem w górę a drugą w dół.  Dłonie znajdowały się na tej samej linii. W przerwie między dłońmi, którą tak utworzyłem unosząc ręce powstała dziura taka sama jak ta, dzięki której tu trafiłem. Druga powstała za moimi plecami. Zasada była prosta, gdy tylko te obiekty wpadną w dziurę, w którą w tej chwili leciały wylecą drugą, która była za moimi plecami. Byłem ciekawy, co teraz zrobi mój przeciwnik i czy zdoła uniknąć tego, co właśnie się wokół niego szykowało. Zabawa się w końcu dopiero zaczynała.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman usłyszał, że kula uderzyła w ścianę i rozpadła się na czarną substancje. Już chciał odetchnąć z ulgą i przygotować się do następnego ataku, lecz wtedy spostrzegł, że substancja zamiast opaść na ziemię zastygła w powietrzu. Widział, jak ta formuje się w małe kuleczki a te następnie lecą w jego stronę. Myślał gorączkowo co może teraz zrobić.

Czemu nigdy nie mogę trafić na przeciwnika, który nie posługiwałby się jakąś dziwaczną magią Skrzywił się w myślach. Dalej miał w pamięci swój pojedynek z Camedem. Ciężka to była dla niego walka. Ta również zapowiadała się na trudną. Dostrzegł, że wokół jego ściany również rozlewała się ta ciecz i teraz pełznie w jego stronę. Nie wiedział, a co ważniejsze nie chciał wiedzieć co się stanie, gdy to coś dotnie jego ciała. Postanowił szybko zareagować. Uderzył ręką w ziemie, jego dłoń pojaśniała. Wokół niego wzniósł się, poderwany nagłym wiatrem pył a mężczyzna zniknął. W miejscu, gdzie kucał teraz był tylko szary ślad i opadający pył. Żołnierz po chwili pojawił się w podobnych warunkach w jakich wcześniej zniknął. Już miał się podnieść lecz wtedy nad jego głową przeleciały jego własne pociski. Zdążył je zobaczyć i nie stanąć na ich torze lotu.

Więc ataki fizyczne albo omija albo przez nie przenika Pomyślał po czym dostrzegł czarną dziurę. Więc jednak sprawia, że ataki przez niego przelatują. Zapamiętał to Bosman po czym podniósł się z ziemi.

- Widzę, że zapowiada się ciekawa walka - Rzucił zza pleców przeciwnika. Teraz już wiedział, że nie może sobie pozwolić na błędy. - A skoro walczymy to wypadało się przedstawić. Jestem Bosman - Jego głos był spokojny, lecz stanowczy. Nie miał zamiaru pokazywać, że obawia się przeciwnika chociaż była to prawda.

 

Nie czekając aż jego przeciwnik się przedstawi przystąpił do kolejnego ataku. Tym razem jednak nie zamierzał używać przedmiotów a samej magii. Musiał sprawdzić, jak ten koleś reaguje na ataki magią. Wyciągnął otwartą dłoń w stronę swojego przeciwnika. Ta ponownie zajaśniała jasnym światłem. Mężczyzna wykonał nią w powietrzu krąg. W miejscu, gdzie przejechał ręką można było zobaczyć wirujący piasek. Okrąg wykonany był z wiatru, który sprawiał, że pył wirował po okręgu czyniąc cały wzór jako tako widoczny. Następnie odsunął dłoń i pchnął w stronę przeciwnika tak, że znajdowała się dokładnie w środku figury, którą stworzył wcześniej. W stronę przeciwnika poleciał powietrzny pocisk. Było widać w nim ziarenka piasku i pyłu. Cóż pocisk na pewno był magiczny. Bosman obserwował jak jego atak zbliża się do oponenta. Przyglądał się dokładnie aby wyłapać jak najwięcej szczegółów takich jak ruchy przeciwnika, jego gesty oraz nasłuchiwał, czy ten coś powie. Wszystko to pozwoli mu opracować kolejne ruchy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój przeciwnik uniknął najwyraźniej kolejnego mojego ataku. Wywnioskowałem to słysząc go za moimi plecami. Zrobił jednak kolejną głupotę. Mógł mnie zaatakować z zaskoczenia. Zamiast tego wręcz mi oznajmił gdzie się znajduje. Nieciekawa sytuacja. Stał za mną. Przez otwarcie wrót byłem podatny na ataki. Musiałem reagować szybko. Gdy przeciwnik do mnie mówił najwyraźniej nie zauważył, że coś mojego zniknęło. Mój cień, który stał pod mym ciałem gdzieś przepadł. A ciało stało nieruchome w oczekiwaniu na atak. Gdy tylko atak mego oponenta się do niego zbliżył te po uderzeniu przez zaklęcie momentalnie zaczęło się rozsypywać na kawałki.

 

Nagle po całym polu bitwy rozniósł się ponury śmiech. Nie można było stwierdzić, z której strony dochodzi, bo roznosił się po całej arenie. Zaraz po nim można było usłyszeć mój pozbawiony emocji głos, który również się niósł ze wszystkich możliwych stron.

- Imię? To wymysł śmiertelników. Nie posiadam imienia. Nie posiadam nazwiska. Wszystko zatarły piaski czasu. Określaj mnie jak ci się podoba. Twoi śmiertelni pobratymcy różnie mnie określają. Zarazą, śmiercią, bólem, rozpaczą czy nawet padlinożercą. Widziałem wielu z was. Byłem wiele razy w waszym świecie. Tacy jak ja spełniają wasze najskrytsze marzenia by tylko wam uświadomić jak pusta i marna jest wasza egzystencja, gdy tracicie cel w życiu. Wtedy my skracamy wasze cierpienie i zabieramy niewielką zapłatę za nasze usługi. Czyż nie jest to uczciwy układ? To przez nas śmiertelnicy wypowiadają sobie wojny. To my wam dajemy wszystkie potrzebne do tego bodźce. Ale bez nas wasze życie byłoby przecież takie nudne. Wszystkie te informacje powinny ci same uświadomić jak możesz mnie nazywać - gdy długi monolog się skończył. Mój cień stanął przed moim przeciwnikiem i zaczął zmieniać formę przybierając moją prawdziwą postać. Cień powrócił na swoje dawne miejsce - Dam ci radę. Na przyszłość zanim się przywitasz zaatakuj. Bo tak szybko się zdradziłeś, pomimo że twój atak był imponujący to tylko popsuł pustą skorupę. A teraz kontynuujemy, co zaczęliśmy - powiedziałem jak zwykle bez emocji.

 

Schyliłem się w stronę mego cienia i wyciągnąłem ku niemu dłoń. Nagle mój cień również ją wyciągnął. Zacząłem ciągnąć go ku sobie. Obok mnie stał identyczny osobnik jak ja. Powtórzyłem te czynność dziesięć razy. W rezultacie stało obok mnie dziesięć moich lustrzanych odbić. Nagle się ponownie odezwałem, a moje kopie robiły to w tym samym czasie. Ich głos i odruchy się nie różniły niczym od moich. Co robiłem one to robiły. Dlatego mój głos był podniesiony, gdy wspólnie w tym samym czasie mówiliśmy te same słowa.

- Niech cię to nie zwiedzie. Są w 100% prawdziwi. Ale może utrudnię ci jeszcze nieco zadanie. - Nagle wszyscy unieśliśmy dłoń w górę a nasze dłonie otoczyła ciemna energia pod stopami każdego uformował się dobrze już znany czarny tunel. Wszyscy tam wpadliśmy i nagle powróciliśmy z powrotem na arenę. Nie wprawne oko pomyśli, że nic się nie stało. Jednak przez tą krótką chwilę zmieniliśmy pozycje poza wzrokiem mego przeciwnika by nie mógł znaleźć prawdziwego mnie. Nagle wszyscy włożyliśmy dłonie do torby i każdy wyjął kilka shurikenów bez słowa każdy posłał je w stronę w przeciwnika. Teraz czekałem tylko na efekt tego działania.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman skarcił się w myślach.

Cholera trzeba było tak zrobić Pomyślał niepocieszony. Faktycznie miał możliwość zaatakowania z zaskoczenia. Cóż popełnił błąd. Musiał pilnować, by nie popełnić ich więcej. Jednak nie miał teraz czasu aby zająć się analizą tego co zrobił. Widział bowiem, że jego przeciwnik robi coś dziwnego. Najpierw materializuje się przed nim a potem robi coś dziwnego ze swoim cieniem. Żołnierz nie czekał długo na wyjaśnienia. Po chwili zobaczył, że przed nim stoi dziesiątak identycznie wyglądających istot. Nagle te wpadły go dziury i ponownie się wyłoniły.

Pewnie się zamienili miejscami. Wysunął teorie zwłaszcza, że ten wspominał coś o utrudnieniu. Cóż czyli jego przeciwnik też postanowił go poinformować o swoich działaniach. Bosman zobaczył, że tamci sięgają do torby i rzucają w niego shurikeny. Nie miał czasu aby wymyślać niczego bardzo finezyjnego. Szybkim ruchem machnął przed sobą. Nagle, z lewej strony zaczął wiać silny wiatr. Sprawiło to, że shurikeny zboczyły z oryginalnego toru lot i pospadały na podłoże i pod nogi żołnierza. Ten rzucił jeszcze okiem, czy czasem są to zwykłe ostrza po czym, ponownie skupił się na przeciwniku. Miał już plan co zrobić. Był ciekawy czy ten wypali.

 

Nie dając swojemu przeciwnikowi chwili sięgnął po nóż. Wyciągnął go i wykonał szybkie, poziome cięcie. Gdyby był to zwykły nóż takie zagranie byłoby zupełnie bezsensu. Jednak tajemniczy osobnik mógł dostrzec, że nieduża runa na ostrzu zapłonęła jasnym, czerwonym światłem. W tym samym momencie ostrze zapłonęło żywym ogniem a w stronę stojących postaci poleciało ogniste cięcie. Był to poziomy język jasnego ognia, który szerokością równał się szeregowi kopii. Było to na wysokości torsu. Mężczyzna następnie wykonał cięcie kolejne cięcie tym razem na wysokości kolan. Dłoń trzymające nóż pojaśniała a ogniste cięcie było o wiele szybsze. Było to zabezpieczenie aby czasem jego przeciwnik nie spróbował schować się w swoim tunelu w celu uniknięcia cięcia. Bosman tymczasem odskoczył kawałek w tył. Kątem oka patrzył na boki czy czasem ktoś lub coś nie zaatakuje go z boków lub z tyłu. Jednak nadal uważnie patrzył na swojego przeciwnika.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzałem jak moje shurikeny spadły na ziemię i lekko zmrużyłem oczy. Ponownie jakaś tarcza? Jednak nie miałem czasu nad tym myśleć. Nie zdążyłem nawet nic zrobić, bo mój przeciwnik zaczął natychmiastowy atak. Nóż? Znów atak fizyczny? Nie to było coś innego. Spostrzegłem to po runie na nim, która nagle zaczęła świecić światłem. To musi być jakiś magiczny artefakt. Nie bez powodu mnie tym zaatakował. Szybko się dowiedziałem, co oznaczał ten atak. Gdy spostrzegłem ognistą linię. Mój przeciwnik wymachiwał strasznie chaotycznie. Co jednak nie zmniejszało zagrożenia. Nie było czasu bym otworzył tunel lub uciekł jak poprzednio. Musiałem zareagować szybko. Gdy ogień się zbliżał do mojego ciała ja szybko wysoko podskoczyłem robiąc tym samym salto w powietrzu i unikając ataku odskoczyłem w tył poza zasięg ostrza. Płomień jednak zdołał lekko mnie musnąć. Jednak nie na tyle by mnie uszkodzić. Nie poczułem nawet tego. Można było uszkodzić moje ciało. Ale fizyczne bodźce mi nie podlegały. Moje kopie zrobiły to samo. Przynajmniej większość. Nie zdążyłem uratować dwóch z nich, które teraz stały w ogniu. Straciłem z nimi kontakt a one zmieniły się w oleistą kałuże.

 

Zmrużyłem lekko oczy i spojrzałem na przeciwnika zamiast jednak coś zrobić zacząłem mu nagle klaskać wraz z moimi kopiami, które naśladowały wszystko, co robiłem.

- Gratulacje. Zabawa robi się coraz ciekawsza. Lubię, gdy śmiertelnicy okazują niszczycielskie zapędy. Niemal mnie trafiłeś. Naprawdę mało brakowało. Może, więc czas nieco podnieść poprzeczkę? - spytałem i ponownie uniosłem dłoń w górę. Moje kopie nagle upadły na czworaka a ich kształt się zmienił. Zamiast rąk i nóg pojawiły się łapy. Ich twarze zmieniły się w pyski a z tyłu wyrósł ogon. Teraz to już nie były moje kopie a wilki. Nie naśladowały już mych ruchów a oczekiwały na polecenia z mojej strony. Wskazałem palcem na mego przeciwnika. - To wasza nowa zabawka. Więc bierzcie go. - Wilki posłuchały polecenia i zaczęły szarżować na mego oponenta, lecz to byłoby wciąż za proste. A kto lubi jak jest łatwo? Moje, shurikeny wciąż się mogły przydać. Nagle zmieniły barwę na czarną i zaczęły się całkowicie wtapiać w ziemie aż nic po nich nie zostało. W miejscu, w którym niedawno były wyrosły dziwne czarne pnąca o kolczastym zakończeniu, które kierowały się wprost na mego przeciwnika. Teraz nie będzie raczej narzekał na nudę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cień uśmiechu przeszedł przez twarz żołnierza, kiedy zobaczył, że pozbył się chociaż dwóch przeciwników. Jednak nadal obserwował swoich przeciwników. Rozmyślał kolejny ruch, kiedy zobaczył, że ten zaczyna klaskać. Nie powiedział jednak nic. Obserwował za to, jak osiem klonów zmienia się w wilki.

Cóż przynajmniej wiem, który jest ten właściwy. Tyle szczęścia. Jednak widząc biegnąca na niego wilki musiał myśleć szybko. Na domiar złego zobaczył kątem oka, że shurikeny zniknęły a w ich miejsce pojawiły się pnącza. Nie mógł pozwolić dać się złapać. Bo będzie z nim kiepsko. Bosman nie miał wyboru. Musiał użyć pomocy. Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej nieduże, szklane pudełeczko. W środku znajdowały się cztery kuleczki, niewiele większe od cukierków. Były one w czterech kolorach: czerwonej, zielonej, białej i niebieskiej. Wyjął ze środka czerwoną i chował pudełko do środka. Widać było, że czeka z jej połknięciem na coś. A mianowicie czekał, żeby zarówno pnącza jak i wilki zbliżyły się. Kiedy były już blisko Bosman zażył pigułkę. Przez chwilę nic się nie stało. Jednak nagle ciało mężczyzny stanęło w płomieniach. Ten płonień błyskawicznie rozszerzał się wokół niego aż dotarł do pnączy i wilków. Jego przeciwnik mógł dostrzec, że żołnierz zniknął zanim płonienie dosięgnęły jego zwierzątek.

 

Po drugiej stronie areny dało się słyszeć ciche pyknięcie i lekki powiew cieplejszego powietrza. Po chwili w słupie ognia pojawił się Bosman. Widać było, że ma lekko oparzoną lewą rękę. Zacisnął zęby. Widać było, że oddycha ciężej niż powinien.

- Cholerna pigułka - Powiedział tylko po czym popatrzył na przeciwnika. - Nie sądziłem, że zmusisz mnie do użycia pigułek ucieczki - Odpowiedział po czym przystąpił do kontry. Schował nóż do pochwy po czym uderzył gwałtownie zdrową dłonią o podłoże. Niedaleko miejsca, gdzie stał jego przeciwnik zapłonęła zielona runa. Jedna z dwóch, które umieścił przed walką. Widać uznał, że teraz jest dobry moment na użycie jej. Nagle wokół jego przeciwnika wyrosły cztery kamienne filary, każdy na wysokość prawie trzech metrów. Były one pokryte starymi runami, których już niewielu magów potrafiło odczytać. Jednak wszystkie te runy miały za zadanie zamknąć osobę w środku. Wokół szczytów filarów pojawiły się nieduże wyładowania a każdy z magów wyczułby, że filary tworzyły coś na kształt klatki. Tajemniczy przeciwnik mógł wyczuć, że został zamknięty z każdej strony. Filary znajdowały się poza barierą, aby nie dało się ich zniszczyć z wewnątrz. Bosman oddychał ciężko ale widać było, wyprostował się i patrzył uważnie na przeciwnika.

- Jak ci się podoba moje runiczne więzienie? - Zapytał ostrożnie. Żołnierz mimo wszystko był gotowy do walki. Nie zamierzał opuszczać gardy. Przeczuwał, że jego oponent ma jeszcze kilka asów w rękawie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chyba już miałem go w końcu w garści. Tak myślałem przynajmniej do czasu aż spostrzegłem, że on wyprawia coś dziwnego. Coś połknął jednak z tej odległości pozostało dla mnie zagadką, czym to było. Czy to jakiś narkotyk znany śmiertelnikom? Co chciał tym osiągnąć? Odpowiedź pojawiła się całkiem szybko. Obserwowałem jak ten staje w ogniu i nagle znika z miejsca, w którym był. Całkiem imponująca szybkość. Nim się spostrzegłem stał po drugiej stronie areny. Rzuciło mi się w oczy, że jego ręka jest oparzona. Czyżby efekt uboczny tych stymulantów? Chwila jak on nazwał to, co spożył? Pigułka ucieczki. Tak to tak brzmiało. Teraz stało się coś, czego zupełnie nie przewidziałem. Zostałem otoczony przez dość dziwną strukturę. Widniały na nich dziwne symbole. Najwyraźniej zostałem uwięziony. Jego słowa to potwierdzały. Uderzyłem w jeden z filarów pięścią. Brak reakcji. To dość ciekawe. Nie spotkałem się z niczym, co by nie zareagowało na mój dotyk. Najwyraźniej nie można zniszczyć tego czegoś od wewnątrz. Rany to dość irytujące.

 

Nic nie odpowiedziałem przeciwnikowi tylko usiadłem i zamknąłem oczy. Jakbym zaczął medytować nie zwracając uwagi na mojego przeciwnika i na to, w jakiej jestem sytuacji. Wiedziałem jak się mogę wydostać. Widziałem dla siebie, co najmniej cztery drogi ucieczki. Na arenie wciąż były moje wilki. Przynajmniej część z nich. Pnąca się przypiekły i przeciwnik był za daleko by go sięgnęły. Czułem, że jeszcze cztery wilki zdołały przetrwać te ucieczkę mego oponenta. Wciąż miałem z nimi więź. Wydałem im krótkie polecenie za pomocą myśli. A te zaczęły biec znów na mojego przeciwnika. Dobrze miały zrobić, co do nich należy. Teraz czas się wydostać.

 

Najwyraźniej mój przeciwnik zapomniał o pewnym kleksie, z którym spotkał się na początku starcia. Ten powstał po zniszczeniu mojej kuli na jego tarczy. Do tej pory nie był mi potrzebny skoro uciekł od niego. Ale teraz czas by ponownie go użyć, choć w nieco inny sposób niż planowałem. Glut powoli zbliżał się niczym żywa istota w stronę mego więzienia. Nawet z nim miałem więź psychiczną, która kazała mu mnie ratować. Powoli zbliżył się do jednego z tych filarów, po czym się do niego przykleił. Jego zadanie było jedno splugawić te skały do tego stopnia by były całkowicie bezużyteczne. Zawsze to działało tak samo. Roślina od tego gniła. Natomiast przedmioty magiczne traciły swą moc. Miałem nadzieje, że tak będzie i w tym wypadku i wkrótce spaczenie pochłonie te skały.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosmana zainteresowało to, że jego przeciwnik usiadł. Wiedział, że to początek czegoś. Nie wiedział czego ale nie chciał wiedzieć. Zanim jednak zdołał coś zrobić zobaczył, że cztery wilki ruszyły w jego stronę.

Cholera nadal je kontroluje. Co za upierdliwy przeciwnik Pomyślał trochę zniesmaczony ale zabrał się do roboty. Sięgnął po nóż i odwrócił się w stronę wilków. Widział jak nadciągają i czekał, by te podeszły bliżej. Kiedy były od niego nie więcej niż dwadzieścia metrów wykonał 3 cięcia. Trzy poziome cięcia, każde na innej wysokości. Cięcia były na tyle długie, że fala płomieni sięgała wszystkie wilki. Celem było pozbycie się napastników. Na dodatek żołnierz uderzył dłonią w ziemie, a po niej przeszłą fala. Był to kolejny atak skierowany w stronę wilków. Ziemia pod wilkami miała się zapaść, aby zwierzęta nie mogły uciec przed płomieniami.

 

Filar był pokryty nie tylko runami, które tworzyły więzienie. Kilka znaków na każdym z nich był pułapką, która miała powstrzymać napastnika z zewnątrz przed zniszczeniem. Akurat ten, na którym był glut nagle zaczął wydzielać spore ilości wody. Po chwili z całego słupa wylewała się woda. Utworzyła ona coś w rodzaju wielkiej bańki. Oponent mógł zobaczyć, że glut został wessany do środka i obecnie znajdował się wewnątrz wodnej kuli. Ciecz naciskała na gluta z każdej strony, nie pozwalając aby ten zmienił kształt. Jednak filarowi również się oberwało. Widać było, że kilka znaków wygasło a jedna ze ścianek, ta na której siedział przeciwnikiem osłabła. Nie na tyle, aby można było wyjść, ale jakieś mocniejsze zaklęcie mogło by ją przełamać. Bosman nie zauważył tego. Był teraz skupiony na pozbyciu się wilków.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To było już naprawdę irytujące pomyślałem patrząc jak moje stworzonko było więzione w jakiejś bańce i nie mogło się w żaden sposób wydostać by splugawić ten przeklęty filar. Myślę, że już wystarczająco długo tu siedzę. A to jest strasznie nudne a ja nie lubię się nudzić. Dobrze czas działać. Jeden z wilków, który stał najbardziej z tyłu zmienił kierunek biegu i zaczął uciekać zanim jeszcze zbliżył się do mojego przeciwnika a ten zaczął atak na nie.  Kierował się prosto w moją stronę. Wilk najbardziej z przodu skoczył w stronę mego przeciwnika by wgryźć się w jego ciało. Jednak został trafiony falą ognia zanim się zbliżył i natychmiast zmienił się w oleistą plamę. Kolejne dwa warczały wściekle na  oponenta cofając się do tyłu. Jednak nie zdołały uratować się przed jego ognistym atakiem i natychmiast stanęły w ogniu a następnie zmieniły się w plamy czarnej mazi. Nagle wilk, który zdołał uciec stanął przed mym więzieniem na przeciw mnie. Jednak nie zbliżał się jakoś specjalnie do niego. Nagle jego forma znów zaczęła się zmieniać. Zamiast łap pojawiły się ręczę i nogi. Zamiast długiego pyska zaczęła się formować głowa i twarz podobna do ludzkiej. Powróciła jego dawna forma znów był moją kopią. Stał nie ruchomo wpatrując się w moje oczy. Tak samo robiłem ja. Oboje wpatrywaliśmy się w swoje oczy.

 

Nagle kopia odwróciła się w stronę mojego przeciwnika nie ruszając się z miejsca przemówiła nagle moim głosem. Co ciekawe moje ciało wewnątrz więzienia siedziało nieruchomo.

- Nieźle dawno nikt mnie do tego nie zmusił - jak zwykle przemówiłem pustym głosem bez emocji. - Abym musiał przesłać moją esencje do nowego ciała. Dobrze, więc może jeszcze podniesiemy poziom? - spytałem nie czekając na odpowiedź. Uniosłem dłoń w górę. - Wiesz, dlaczego nikt nigdy nie chce nas wiedzieć w swoim świecie? Jednym z powodów jest to, co robimy nie panując nad pewnymi naszymi zdolnościami. Moje siostry choćby mają wyjątkowo sadystyczną naturę, której nie są w stanie zatrzymać. Natomiast ja i moi bracia niszczymy naturę i życiodajne elementy. Określę to tak byś zrozumiał. Gdy postawię swoją stopę w życiodajnym lesie ten natychmiast zgnije. Nie panuje nad tym to dzieje się samo z siebie. Jednak to, co zrobię teraz jest w pełni z mojej woli. Wy śmiertelnicy potrzebujecie wielu rzeczy, aby żyć. A ja odbiorę ci jedną z nich - w mojej dłoni zaczęła powstawać mała kula jednak różniła się od tych, co zwykle. Wyglądała jak ze szkła a w jej środku wyglądało jakby coś się poruszało. Zacząłem powoli wchłaniać kulę do swojego ciała. Ta nagle pojawiła się w połowie wrośnięta w moją klatkę piersiową.

 

- Czujesz to prawda? Musi ci być naprawdę ciężko oddychać. Nic w tym dziwnego. W końcu usunąłem niemal całe powietrze z naszego pola walki. Zostawiłem go tyle byś mógł żyć. Jednak jest go tak mało, że wszystko powinno cię męczyć znacznie bardziej niż do tej pory. Pozwolę ci jednak odzyskać twój cenny życiodajny element. Wystarczy, że rozbijesz te kulę, która ze mnie wyrasta a powietrze wróci - powiedziałem wskazując na swoją klatkę piersiową. - Nic trudnego prawda? A teraz bawmy się dalej - sięgnąłem dłonią do pasa i wyjąłem jeden z noży rzeźnickich. Jego ostrze pokryła czerń. Kilka razy machnąłem nożem przed sobą nawet nie zbliżając się do przeciwnika a przede mną utworzyło się dziewięć czarnych strzał, które unosiły się nad ziemią. Machnąłem szybko ręką a te zaczęły lecieć prosto w mojego przeciwnika z niesamowitą prędkością. Byłem ciekawy jak w aktualnej sytuacji ich uniknie. Może znów spróbuje jednej ze swych tarcz? To byłoby zabawne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman od razu odczuł, że dzieje się coś, co mu utrudni walkę. Czuł, że ciężej mu się oddycha. Potwierdziły to słowa jego oponenta. Więc musiał szybko odzyskać powietrze. Inaczej im dłużej będzie walczył tym gorzej dla niego. Na domiar złego zobaczył nadlatujące strzały. Nie miał za dużo czasu na reakcje. Od razu rzucił się w lewo, aby uniknąć strzałów. Przeczuwał, że te strzały będą mogły za nim podążyć więc musiał szybko coś zrobić. Położył rękę na ziemi. Ta zaświeciła jasnym światłem. W tym momencie w miejscu, gdzie on wcześniej stał pojawiła się kamienna ścianka. Nie wiedział co się stanie ze strzałami. W końcu mogą się rozbić i zmienić w gluta tak jak ostatnio. Musiał wymyślić coś jeszcze. Na domiar złego oddychał ciężej niż powinien. Jego ręka ponownie zaświeciła. Ścianka zmieniła kolor na piaskowy. Była teraz w stanie pochłonąć substancje. Normalnie świetnie to działało na wodę i substancje na bazie oleju. Żołnierz nie wiedział jak ta czarna substancja zareaguje w kontakcie z jego absorbującą ścianką.

 

Teraz musiał się skupić na rozbiciu kulki. Sięgnął po nóż i machnął nim w kierunku oponenta. Fala płomieni poleciała prosto na wysokości pasa. Nie był on tak silny jak poprzednie ataki a to dla tego, że było mniej tlenu. Jednak było ty tylko przygotowanie do kolejnego ataku. Żołnierz podniósł się i złożył ręce przed sobą, nadal trzymając w nich nóż. Wyszeptał kilka słów w dawnym języku. Zapewne jego przeciwnik słyszał go kiedyś ale z tej odległości raczej nie miał możliwości usłyszeć tego. Po chwili ostrze noża wydłużyło się do rozmiaru średniego miecza i zapłonęło jasnym, pomarańczowym płomieniem. Bosman złapał nóż tak, jakby trzymał miecz po czym nakreślił nim okrąg w powietrzu. Następnie przeciął go w pół. W tym momencie w stronę przeciwnika, jak i w dość spory obszarze po obu jego stronach poleciała potężna fala płomieni. Płomienie przybierały kształt ostrzy różnych rodzajów. I nie tylko leciały w powietrzu a również poruszały się po ziemi. Jednym słowem odcinał dwie drogi ucieczki. Za falę płomieni żołnierz posłał również kamienny pocisk, wycelowany w kulkę. Kamień nagrzewał się z powodu płomieni, w których leciał. Była to dość ryzykowna zagrywka. I miała zarówno dobre jak i złe strony. Dobra była taka, że atakował jednocześnie dość spory obszar więc ucieczka była o wiele trudniejsza. Po drugie, kiedy taka fala płomieni dotrze do filaru, z którego wydobywała się woda spowoduje to nagłe wyparowanie części i pojawienie się wokół dużej ilości paru, która może ograniczyć jego przeciwnikowi pole widzenia, o ile "patrzył" tak jak ludzie a po trzecie, i co ważniejsze, jeśli ten kamień atak spowodowałby pęknięcie w kuli to powietrze w niej zawarte nagle podsyci płomień co może być dotkliwe dla jego przeciwnika. Natomiast zła strona oddziaływała już bardziej na Bosmana, który teraz opadł na kolano. Jego nóż wrócił do poprzedniej formy a żołnierz musiał się podpierać aby nie paść na twarz. W końcu taka fala ognia pochłonęła zaprawdę sporo tlenu. Teraz żołnierz trochę walczył o oddech. Jednak musiał coś takiego zrobić w tym momencie. Poczuł, że teraz ma dobrą okazje i musi ją wykorzystać. Na całe szczęście miał jeszcze kilka asów w rękawie i za niedługo będzie musiał po nie sięgnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zmrużyłem lekko oczy na widok ściany. Myśli, że ja daje się nabrać na ten sam numer kilka razy? Błędne myślenie. Chyba trzeba mu pokazać jak niewiele o mnie wie. Nie zwróciłem większej uwagi na zmianę struktury ściany. To nie miało żadnego znaczenia. Zacisnąłem dłoń w pięść a strzały nagle całkowicie zniknęły. Zmieniły się w coś, co wyglądało jak biała chmura. Ta leciała dalej w stronę przeciwnika. Nie zwróciła uwagi na przeszkodę po prostu przez nią przeleciała lecąc dalej. To była jedna z tych bardziej zabawnych sztuczek. Przynajmniej dla mnie o moim oponencie nie mogłem tego stwierdzić czy będzie się śmiał, gdy się dowie, jakie będą tego dalsze efekty?

 

Teraz moje oczy zwróciły się ku zbliżającym się płomieniom w moją stronę. Sprytnie odciął mi wszystkie drogi ucieczki. Gdybym rzecz jasna chciał gdzieś uciekać. Ogień ma wiele słabości. A ja zamierzam wykorzystać jedną z nich. Znów zamachnąłem się nożem rzeźnickim. Mój przeciwnik powinien poczuć, że ziemia pod naszymi stopami się trzęsie z dość dużą siłą. W połowie drogi ognia do mnie pojawiła się ściana utworzona z czarnej wodnistej substancji. Była ogromna, bo substancja ulatywała z ziemi do samego sufitu całkowicie mnie zasłaniając. Choć mogła się wydawać łatwopalna to jednak nie była jej obecna struktura nie różniła się jakoś specjalnie od wody czy innych tego typów płynu. Tylko jej barwa się różniła. Płomienie, gdy tylko jej dotkną natychmiast zgasną. Coś jednak przebiło się przez moją ścianę i nie był to ogień tylko kamień. Trochę za późno go spostrzegłem. Próbowałem go uniknąć jednak ten lekko zdołał się otrzeć o kulę gdzie zamknąłem powietrze. Powstało bardzo niewielkie na niej pęknięcie. Powietrze zaczęło z niej ulatywać leniwie i bardzo powoli. Zapewne niedługo mój przeciwnik poczuje, że powietrze wraca jednak w obecnym tępię jego wydostawania za szybko nie poczuje poważniejszych zmian. Zastanawiałem się jak uniknie mojego obecnego ataku w postaci tej chmury.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman widział, że jego atak zatrzymał się na nowo powstałej ścianie czarnej cieczy. Nie spodziewał się, że ten atak dojdzie do skutku. Miał za to nadzieje, że kamień zrobi swoje. Na razie nie wyczuwał żadnego efektu swoich działań. Co gorsza ciągle zbliżała się w jego stronę ta chmura. Nie miał zamiaru sprawdzać, co się stanie, jeśli zostanie dotknięty przez tą chmurkę. Przesunął zdrową rękę w stronę chmury. Ręka zaświeciła się lekko i wydobył się z niego spory podmuch powietrza. Żołnierz liczył na to, że chmura reagowała normalnie i odleci od niego.

 

W tym samym czasie skupił się aby wyprowadzić kolejny atak. Widząc, że ogień nie zadziałał musiał zaatakować z innej strony. Po użyciu powietrza złożył ręce, następnie położył je na ziemi i po chwili podniósł ,i zacisnął w pięści. Po drugiej stronie wodnej ściany, mniej więcej pod stopami jego oponenta ziemie zatrzęsła się. W tym momencie skała pękła. podniosły się dwa potężne bloki skał, który natychmiast runęły na przeciwnika. Ten atak miał za zadanie sprawdzić, jak to wpłynie na ścianę wodną dzielącą ich. Następnie Bosman wstał i zaczął powoli przesuwać się w swoją lewą stronę. Po części chciał odsunąć się od chmurki a po drugie musiał uzyskać lepszy kąt do atakowania. Nie spodziewał się że jego przeciwnik nadal stał przy jego byłym więzieniu. A ta konstrukcje jeszcze się przyda. Mężczyzna oddychał nadal z problemami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moje oczy rozbłysły białym światłem a chmura nagle zaprzestała dalszego latania za przeciwnikiem i wzniosła się w górę znikając z naszych oczu. Na razie starczy tej zabawy. Mam nieco lepszy pomysł. Być może później jej użyje. Moje jednak rozmyślania zostały szybko przerwane. Czułem jak grunt pod moimi nogami się trzęsie. Całkiem ciekawa sztuczka pomyślałem patrząc na spadające na mnie bloki skał. Mogłem uciec, lecz, po co? Zabawa dopiero się rozkręca. Stałem w miejscu patrząc jak skały na mnie spadają. Woda w tym samym momencie, która tworzyła ścianę pomiędzy mną a mym przeciwnikiem zmieniła się w oleistą kałuże. Teraz mój przeciwnik mógł zobaczyć zamiast mnie tylko skały, które zmiażdżyły moje ciało.

Dłuższą chwilę nic się nie działo. Mógł wręcz pomyśleć, że jego ostatni atak mnie zabił. Nagle jednak z gruzu, który mnie zmiażdżył spadł mały kamyk a za nim zaczęły spadać kolejne. Cała arena zaczęła się w jednej chwili trząść a potem nagle doszło do potężnej eksplozji energii. Wszystkie skały zaczęły lecieć w różne kierunki areny. A ja sam znów stałem w miejscu, w którym stałem zanim skały mnie zmiażdżyły. Moje ciało otaczała czarna bańka energii, która wręcz pulsowała mocą. Jednak to zjawisko było chwilowe, bo ta zaczęła zaraz znikać pochłonięta prze me ciało. Jednak coś się zmieniło w moim wyglądzie a mój przeciwnik mógł to zobaczyć.

Kula, w której było zamknięte powietrze całkiem pękła, więc te zaczęło się ulatniać. Ale nie tylko to uległo zniszczeniu. W miejscu, w którym powinno być oko u mnie był tylko pusty oczodół. Maska, która również uległa pewnemu uszkodzenia zamiast pokazać me usta pokazała tylko kilka trupich zębów. Rękawica w okolicach palca wskazującego też była zniszczona w jej miejscu był teraz kościsty trupi palec. W miejscu uda była wielka dziura gdzie wystawały kolejne kości. Mój but, który również uległ zniszczeniu w niektórych miejscach też odsłaniał kilka gnatów. Co ciekawe wszystkie moje kości były czarne a w miejscu ran zamiast krwi kapało coś czarnego i bardzo oleistego podobnego do mojej ostatniej ściany wodnej.

Machnąłem ręką a mą dłoń otoczyła czerń. W jednej chwili moje ciał zaczęło przyjmować dawną formę taką jak na początku pojedynku. Nie było ran ani dziwnej substancji.

- Teraz już wiesz, czym jestem. Nie czuje smutku. Nie czuje radości. Nie czuje miłości. A tylko bezgraniczną nienawiść, która końca niema. Jednak takie zabawy jak nasza obecnie daje mi coś, co można by nazwać radością. Lecz w moim przypadku wygląda ona inaczej - dotknąłem dłonią serca - Me serce w mroku skąpane - następnie dwa palce położyłem na głowie. - Mój umysł pochłonęły cienie - teraz obie dłonie położyłem na klatce piersiowej - A ma dusza w ciemności tonie - Gdy skończyłem formułkę moje dłonie skąpały się w czerni, która zaczęła rozrastać się po całej arenie. Aż został tylko jeden świetlisty punkt ten, w którym stał mój oponent. Ten jeszcze chwilę mógł mnie widzieć.

- Ciemność i cień mi bratem i sprzymierzeńcem. Jednak czy będą i twymi sojusznikami? - spytałem jednak nie czekałem na odpowiedź oponenta. Cofnąłem się do tyłu i w jednej chwili zniknąłem. Nie można było nawet zobaczyć blasku mych oczu, bo te jakby zgasły. Nie było słychać nic. Ponieważ moje ciało nie wydawało dźwięków a ja poruszałem się bezszelestnie. W jednej chwili nagle ze wszystkich stron w mego przeciwnika poleciały shurikeny, co ciekawe wszystkie w tym samym momencie. Różniły się jednak od tych poprzednich. Te były wielkie. Na tyle wielkie, że jedno ich ostrze mogło obciąć kończynę. Im bardziej się też zbliżały do przeciwnika tym bardziej przyśpieszały.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman widział, że oleista ściana opadła. Przez chwilę obserwował stertę kamieni, która prawdopodobnie zmiażdżyła jego przeciwnika. Już chciał odetchnąć z ulgą, kiedy nagle poczuł, że coś jest nie tak. Poczuł trzęsienie a po chwili zobaczył, że kamienie zaczęły latać we wszystkie strony. Zasłonił się rękami, aby nie oberwać za bardzo. Po chwili popatrzył na stojącego przeciwnika. Mimowolnie się wzdrygnął, widząc kości, pusty oczodół i trupie zęby. 

Więc jednak jest to trup Pomyślał bacznie przyglądając się procesowi "regeneracji" jego przeciwnika. Nie miał jednak czasu aby dłużej się zastanawiać nad tym, czym jest jego przeciwnik. Zobaczył że wokół niego nagle robi się ciemno. Bardzo ciemno. Żołnierz przeczuwał, że ta ciemność nie będzie dla niego przyjazna. Widząc, że jego oponent całkowicie zniknął stał się czujniejszy.. A fakt, że nie słyszał nic wokół tylko sprawił, że jeszcze bardziej starał się dostrzec lub usłyszeć cokolwiek. Nie widział shurikenów bo nie miał możliwości ich zobaczyć. ale wiedział jedno. Musi szybko coś zrobić, albo ta ciemność będzie jego najmniejszym problemem. 

- Chyba nie mam wyboru - Powiedział pod nosem, Sięgnął szybko do kieszeni i wyjął z niej pudełeczko z kolorowymi cukierkami. otworzył je i połknął zielonego. W tej samej chwili, kiedy shurikeny miały go przebić, otoczyła go kamienna kopuła, całkowicie zakrywając jego ciało. Po chwili kamienie wraz z wbitymi ostrzami opadły na ziemie. Po Bosmanie nie zostało śladu. Po drugiej stronie areny natomiast, z ziemi wyłoniła się kamienna tablica. Po chwili kamień pękł, a z niego wyszedł żołnierz. Jeśli jego przeciwnik widział go, mógł dostrzec, że na jego dłoniach oraz szyi widnieją fioletowe siniaki. Było ich całkiem sporo. Pigułki po raz drugi uratowały go, przed śmiercią, w zamian zadając mniejsze obrażenia. 

- Wiem, że mnie słyszysz. Skoro chcesz zabawy, to będziesz ją miał - Powiedział spokojnie. Następnie zamknął oczy. W tej ciemności i tak nic nie widział. Wokół niego zaczęła zbierać się magia. Nie był to jakiś konkretny żywioł, tylko czysta magia pierwotna. Bosman skupiał się, kumulując energię. Po chwili otworzył oczy. Jednak te świeciły się jasnym błękitem. Jak dwie mocne latarki. Żołnierz teraz patrzył poprzez magię. W takiej sytuacji ciemność przestawała mieć znaczenie. Rozejrzał się po arenie szukając przeciwnika. Następnie rozłożył ręce i posłał we wszystkie strony magiczne pociski. Każdy wielkości piłeczki tenisowej. Leciały różnorako, nieschematycznie ale za to bardzo szybko. Ten atak miał zmusić przeciwnika do pokazanie się, i podjęcia działaś. Bo w końcu skoro przeszedł na wyższy poziom, musiał to wykorzystać na swoją korzyść. Na dodatek, posłał po ziemi, niedużą falę, energii. Sprawdzał, czy czasem jego przeciwnik nie umieścił w ziemi jakiś przykrych niespodzianek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Obserwowałem każdy ruch mojego przeciwnika w milczeniu. Widziałem wszystko, co robi. Zdziwiłem się na widok kamiennej kopuły. Całkiem interesująca sztuczka. Jednak, gdy skała uległa zniszczeniu ten gdzieś zniknął. Czyżby chciał się bawić ze mną w chowanego? Tak pomyślałem do czasu aż ujrzałem kamienną tablicę i powrót mojego oponenta. Całkiem interesujące te jego pigułki trzeba przyznać. Ciekawe skąd je wziął i czym dokładnie są. Na jego słowa radośnie zmrużyłem oczy. Więc nasza zabawa się rozkręca? Jakże to miłe. Nie przeszkadzałem mu tylko czekałem na jego ruch.

Najwyraźniej zbierał jakąś energię. Ciekawe, co takiego chce mi pokazać? Nagle otworzył oczy, które były inne niż do tej pory. Czy tym wzrokiem potrafi przebić ciemność, która go teraz otacza? Moje przemyślenia jednak się skończyły. Gdy obok mojej głowy przeleciała jakaś magiczna kula. Ale jak? Już mnie wykrył? Dobrze trzeba się zacząć ruszać. Moja dłoń ponownie skąpała się w czerni a w ciemności, którą stworzyłem powstały czarne dziury takie same jak te, którymi przybyłem na arenę.

Teraz jednak były bardzo liczne. Miały wiele zastosowań. Dzięki nim mogłem również podróżować między różnymi wymiarami. W tej chwili jednak miały mi służyć do ucieczki. Wskoczyłem do jednej z tych dziur i wyskoczyłem z kolejnej. Robiłem taka cały czas unikając w ten sposób oberwania tymi magicznymi piłkami. Nie sądzę by mogły mi jakoś zagrozić. W końcu i tak nie żyje. Ale moja długa egzystencja nauczyła mnie by lepiej nie ryzykować. Gdy wskakiwałem w kolejną dziurę rzuciłem coś w stronę przeciwnika.

Kolejna czarna kula leciała prosto w niego z niesamowitą prędkością. Lecz nagle zatrzymała się przed nim rozbijając się na kolejne kule, które poleciały w różne strony areny. Co ciekawe żadna nie uderzyła w człowieka wszystkie jakby go unikały. Nagle można było zobaczyć dziwne obrazy, które pojawiały się wokół niego. Powinien je dobrze znać. W tej chwili powinien właśnie widzieć najbardziej skrywane przez siebie lęki, które powinny być jak najbardziej realne obecnie dla niego. Niezależnie, co to by było. Czy jakieś monstrum czy śmierć kogoś mu bliskiego będzie widział jak to monstrum się do niego zbliża lub będzie widzieć ból i agonie najbliższych mu osób proszących go o pomoc. A ja będę to obserwował z radością. Coraz bardziej przyśpieszałem mu te obrazy by jak najbardziej go nimi torturować. Byłem ciekawy jak długo wytrzyma to znęcanie się psychiczne nad nim zanim jego smutek, ból i strach zaleją jego ciało doprowadzając go do całkowitej rozpaczy. Śmiertelnicy są tacy zabawni z tymi swoimi uczuciami. Tak łatwo ich złamać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bosman w końcu znalazł swojego oponenta. Widział, że ten unikał jego ataków. Zasępił się lekko.

Cholernie sprawny ten koleś Przyznał widząc, jak ten sprawnie przechodzi przez swoje czarne dziury. W pewnym momencie dostrzegł, że w jego stronę coś poleciało. Przyjrzał się uważnie kulce. Już zamierzał się zablokować, jednak dostrzegł, że ta rozdzieliła się i omija go. Zastanowiło go to. Starał się wypatrzeć jakiś ukryty atak. Jednak mrugnął. Kiedy otworzył oczy znajdował się w zupełnie innym miejscu.

Stał na środku lasu. A raczej czegoś, co kiedyś było lasem. Teraz otaczały go połamane drzewa, powyrywane z korzeniami pniaki oraz porośnięte mchem kamienie. Gdzieś w tle płonęły pojedyncze drzewa i krzewy, nad koronami stojących jeszcze drzew wisiały ciężkie, burzowe chmury.  Dziwny widok jak na las. Jednak to nie było spowodowane żadnym kataklizmem, żadną wichurą czy niczym innym w tym stylu. To miejsce było polem bitwy. W tym miejscu stało się wielu magów. Wielu straciło życie. Żołnierz stał w miejscu i rozglądał się. Doskonale znał to miejsce. Walczył tu. Kilka lat temu. Wraz z towarzyszami walczył, aby nie oddać tego lasu agresorom. Cały jego oddział był doskonale wyszkolony i przygotowany na atak. Jednak nie spodziewali się, że przeciwników było aż tylu. Walczyli dzielnie, posyłając do piachu naprawdę wielu przeciwników. Jednak przewaga liczebna zrobiła swoje. Tylko dzięki poświęceniu jego towarzyszy Bosman uszedł z życiem, poraniony i osłabiony. To jego towarzysze kazali mu uciekać, sprowadzić pomoc. On wykonał ich prośbę chociaż miał opory. 

- Co to za zaklęcie do cholery? - Zastanawiał się żołnierz próbując zobaczyć coś więcej.

Nagle zza pleców żołnierza ktoś zawył z bólu. Ten odwrócił się, i zobaczył jednego ze swoich towarzyszy. Był ubrany tak samo jak on. Włosy miał czarne, krótko ścięte. Plakietka na ramieniu informowała, że nazywa się "McLee". W tym momencie klęczał. Przed nim stał wyprostowany mag, ubrany w czarną szatę, zakrywającą całe jego ciało. W ręce, która świeciła na czerwono spoczywał wojskowy nóż, odebrany wcześniej przeciwnikowi. Bosman próbował się ruszyć jednak jakaś siła zatrzymała go w miejscu. Musiał biernie patrzeć, jak mag nachyla się i płynnym ruchem kończy żywot jego kompana. Po chwili mag znika, pozostawiając bezwładne ciało na spalonej trawie. Nagle po lewej stronie od ciała pojawiła się kolejna scena. Tym razem kolejny z jego towarzyszy, "Hetor" próbuje się wyrwać z wielkiej, wodnej bańki. Jego ruchy z każdą chwilą słabną. Po chwili  żołnierz przestaje się ruszać. Bańka utrzymuje się jeszcze przez kilka sekund po czym pęka, a ciało upada bezwładnie na ziemie. Za Bosmanem pojawia się ostatni z jego towarzyszy, Ben Jerod, jego najlepszy przyjaciel jeszcze z czasów szkolnych. To dzięki niemu oboje dołączyli do służby. Teraz Ben walczył z czarnym magiem. Przegrywał.

- Uważaj! - Próbował krzyczeć żołnierz ale w tym koszmarze nikt go nie usłyszał. Chciał odwrócić wzrok ale ponownie nie mógł. Widział jak jego przyjaciel potyka się o przewrócone drzewo i upada na plecy. Czarny mag wykorzystał to błyskawicznie, wymierzając w jego klatkę piersiową otwartą dłonią. Czerwony pocisk wyleciał z jego dłoni i przeszył pierś, kończąc życie ostatniego z jego oddziału. Żołnierz leżał z otwartymi oczami, patrząc pustym wzrokiem w chmury.

Bosman poczuł, że zaklęcie blokujące go znika. Ten podbiegł do Bena i klęknął przy nim. Położył dłoń na jego ramieniu. Po jego policzku spłynęła łza, potem kolejna. W tym momencie czuł tylko smutek, żal i bezsilność. Nie widział teraz różnicy, czy jest to tylko zaklęcie, czy koszmar wywołany zaklęciem jego przeciwnika. 

- Przepraszam, nie potrafiłem was obronić - Powiedział cicho. Łzy spadały na jego dłoń i ramię jego nieżywego już towarzysza. W tym momencie poczuł, że coś ciąży mu w okolicach lewego ramienia. Bosman poczuł, że coś tam jest. Drżącą ręką sięgnął do kieszeni i wyciągnął nieśmiertelniki. Cztery. Trzy z nich należały do jego towarzyszy, czwarty był jego. Pozbierał je po walce, kiedy wrócił z posiłkami. Postanowił, że będą mu przypominać, co zrobili jego towarzysze dla niego. Była swoistego rodzaju pamiątka po nich. Żołnierz patrzył w milczeniu na nie po czym zacisnął dłoń. Wstał i popatrzył na ciała jego towarzyszy.

- Nie zapomnę tego co dla mnie zrobiliście dla mnie panowie - Powiedział ocierając rękawem oczy. Następnie zamknął oczy. Zaczął skupiać energię wewnątrz siebie. Kiedy zebrał jej wystarczająco dużo otworzył oczy, złożył ręce i wykonał pchnięcie przed sobą. Nagłe otoczyło go białe światło.

Na arenie też się zaczęło dziać. Wokół Bosmana pojawiła się biała poświata. Ta zaczęła się rozszerzać, a kiedy dotarła do kulki, ta zniknęła, pochłonięta przez światłość. Była to czysta magia pierwotna, wypływająca z ciała żołnierza. 

- Koniec tego koszmaru! - Krzyknął po czym złapał za nóż, który pod wpływem jego dotyku zaczął świecić się na złoto i ciął poziomo przed sobą. Światłość, która powoli rozszerzała się nagle przyśpieszyła i osiągnęła obszar ok 1/3 areny, rozpędzając cień i mrok. Wyglądało to tak, że jedna trzecia areny wróciła do poprzedniego stanu. Bosman skierował swoje oczy, nadal świecące się na błękitno na swojego przeciwnika. - Mam nadzieję, że bawiłeś się dobrze. Bo teraz nie będzie ci tak dobrze - Rzucił po czym ponownie ciął nożem w jego stronę. Z noża wyleciało błękitne cięcie. Było ono podobne do pocisków, które wystrzelił wcześniej, jednak to cięcie było o wiele szybsze. I jeśli dotarłoby do przeciwnika mogło sprawić mu sporo wiele kłopotów. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaprzestałem dalszych uników widząc brak ataków i czując coraz bardziej powiększającą się rozpacz przeciwnika. Widziałem cały koszmar, który go otaczał. Nie spodziewałem się niczego innego. Wszyscy śmiertelnicy są tacy sami. Widmo wojny i wspomnienia bólu z tym związanego zawsze ich dręczą przez resztę ich żałosnego życia. Chociaż trzeba było przyznać, że dostarczał mi rozrywki tym wszystkim. Uwielbiałem czuć rozpacz i brak nadziei. Jeśli tak dalej pójdzie to wkrótce się załamie. Lecz, po co czekać? Moja dłoń ponownie skąpała się w mrocznej mocy. Zbierałem moc by wykonać kolejny atak.

Nagle jednak moje oczy się szeroko otworzyły. Coś było nie tak. Wyraźnie to czułem. Nagle ujrzałem jak stworzony przez mnie koszmar znika a zanim szła ciemność, która mnie otaczała. Lecz to nie było najgorsze. A to światło, które coraz bardziej rozświetlało pomieszczenie. Czułem coś, co można by nazwać bólem. Jednak w moim przypadku działało to inaczej. Nie przepadałem za światłem. A te, które teraz rozświetlało arenę nie pozwalało mi się skupić. Byłem można by rzecz niczym ślepiec w tej chwili. Nie spodziewałem się czegoś takiego. Musiałem zareagować szybko. Uniosłem dłoń w górę a sam prędko wskoczyłem w jedną z moich dziur by uniknąć tego nieprzyjemnego widoku.

Miałem jednak racje, że moja chmura się jeszcze przyda. Powoli zaczęła spadać na arenę. Jednak przez ten cały czas stania bez ruchu w powietrza urosła i stała się ogromna do tego stopnia, że pokryła całą arenę. Teraz arenę pokryła gęsta mgła, która w przeciwieństwie do ciemności nie rozpraszała się od światła. Powoli opuściłem dziurę wychodząc z innej strony areny. Znów się czułem znacznie lepiej, gdy to światło nie świeciło tak jasno. Machnąłem ręką a chmura zaczęła się powoli kręcić. Miało to zdezorientować przeciwnika. Lecz zabawa jego zmysłami dopiero się zaczynała. Mógł zacząć słyszeć ze wszystkich stron dziwne warczenie jak okrutne jęki. Były one tylko jednak iluzją. Sam za to rzuciłem kolejny oleisty pocisk w niego mając nadzieje, że nie zdoła go zobaczyć czy usłyszeć koncentrując się na obecnych iluzjach.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...