Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Dead Radio Man

[Gra]We speak no Americano

Recommended Posts

Karolina westchnęła cicho.

- Myślicie tylko o alkoholu! Ogarnijcie się i skupcie się na robocie, bo jak nie to skończycie nafaszerowani ołowiem! - krzyknęła po czym uderzyła dłonią o stół. Mówiła bardzo poważnie, po za tym Clockwork mało kiedy krzyczała. Odchrząknęła i usiadła na miejsce.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie wrzeszcz, to nie targi - powiedział spokojnie Walker ze zmarszczonymi brwiami patrząc na Clockwork. Potem popatrzył po zgromadzeniu. - Wszystkie bzdury obgadane? Miło, przyjemnie? To zajebiście, bierzmy się za układanie planu. Nie chcę się tu zestarzeć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Eee. Dobra. Już przestaję gadać o alkoholu. To macie jakieś propozycje? Bo chyba stare dobre ładunki wybuchowe nie wchodzą w grę. -Powiedział Aleksiej. Potrafił rozpoznawać ludzi z talentem przywódczym i zaczął już uznawać Karolinę za kogośw rodzaju zastępczego szefa. A gdy szef coś rozkazuję to słucha się go.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Cóż... - Clockwork wyjęła z torby ołówek i kartkę po czym zaczęła coś rysować. - Najlepiej zrobić napad z zaskoczenia. Ktoś wpadnie z lewej, wtedy ktoś z prawej wkroczy do akcji. Ktoś pójdzie od przodu, ja zajmę się tyłami. Jeśli będą próbowali się stawiać trochę do nich postrzelam a, wy przejmiecie ładunek. Ktoś wnosi przeciw? - zapytała po czym poprawiła grzywkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Ziemowit

Arthur wyraźnie nie był zadowolony planem. Postanowił, jednak dalej negocjować. - To może jak uda nam się z tą główną misją, to zajmiemy się misją kradzieży rumy? - zapytał się wysoki mężczyzna. - Tak dawno nie czułem tego smaku... - rozmarzył się.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Clock zmierzyła go wzrokiem marszcząc brwi. Rękę połorzyła na broni.

- Na pewno tego chcesz? - zapytała uśmiechając się pod nosem. Ktoś musiał ogarnąć tych panów. Jeśli nie miał być to szef to Karolina była gorowa to zrobić.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Ziemowit

- Chcesz wojny? - zaostrzył ton Arthur. Wyciągnął pistolet z kieszeni i przyłożył jej do głowy. - Licz się z tym co robisz, bo wiesz... - Arthur przyglądał się jej ze złośliwym uśmieszkiem. - Bo nasz szef nie postawi ci browarka, a darmową trumnę. - krzyknął, a potem zaczął śmiać się niczym złoczyńca.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Ech. Czy nie powinniśmy już iść do portu by urządzić tę zasadzkę? -Powiedział Aleksiej przykładając Tommy-gun'a do głowy Arthura.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Ziemowit

- Aleksiej, jebcu. - zaczął Arthur. - Utop się! - krzyknął odpychając mocno mężczyznę. Arthur ponownie się uśmiechnął. - Moi drodzy. Zadzierając ze mną, zadzieracie z Bogiem. Jak najszybciej ogarnijcie się i odwalcie od moich pomysłów i alkoholizmu. - oznajmił niebieskooki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Bóg nie żyje. Umarł na wojnie, o której tak ochoczo mówisz - powiedział zmęczonym tonem Walker. "Ciekawe jak ostry byłby jego jęzor jakby posiedział parę miesięcy w okopach wśród brudu, smrodu, chorób, wszędobylskiego wariactwa i stałego poczucia zagrożenia od artylerii." - Póki co jedynym nierozgarniętym człowiekiem jesteś ty. Jeżeli się to nie zmieni, będę zmuszony wyeliminować złośliwy element. - Walker powiedział to bez żadnej złośliwości w głosie. Czyste zmęczenie życiem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jesteś jebnięty. - powiedziała po czym prychnęła. Nie to nie. - Jak się ogarniecie panowie, to czekam w aucie. Jak nie, idziecie na pieszo. - powiedziała Clockwork w ogóle nie przejmując się ich kłutnią. Wyszła na zewnątrz pod samochód, oparła się o niego po czym wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Włorzyła jednego do ust i zapaliła.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Ziemowit

- Cóż, macie problem najwyraźniej, że musicie ze mną współpracować. Ja tutaj jestem tylko dla zysku. A tak to na wszystko mam wyjebane. - stwierdził Arthur. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No to jak to robimy? Wiecie, jak na moje plan jest zbędny. Wiem z doświadczenia, że plany zawsze zawodzą. Proponuję więc szybki wjazd, zrobienie co zrobić i wyjazd. Na głośno, po cichu, bez znaczenia. Chociaż wiecie, jak umrzeć to z pierdolnięciem - powiedział Walker. Zamyślił się na chwilę i dopowiedział: - Mimo wszystko wolę port. Będzie prościej i szybciej, posiłki z kryjówki będą miały chwilę drogi. No i przy skrawku szczęścia będzie pościg.

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Eee tam. Plan zawsze dobra rzecz. No to ja idę. Nie mam ochoty pójście pieszo. -Powiedział po czym poszedł za Karoliną.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Karolina dalej paliła papierosa. Gdy skończyła rzuciła na ziemię i przydeptała. Po chwili westchnęła. Zaczęła wspominać, nikogo ważnego, takiego jednego. Ale jak to się mówi, artyści są ulotni. On też taki był.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brak konkretnego planu mógł być i dobrym pomysłem jak i złym. Zdecydowaliście jednak iść na żywioł. Po godzinie dojechaliście na miejsce i się ukryliście za skrzyniami leżącym zaraz przy hangarze a drogą i samym portem, tędy miała przejeżdżać ciężarówka z ładunkiem. 

 

 

Kameleon 

W tym samym czasie Giotto zapukał do drzwi pewnego prawnika. 

- Witaj, co tam u ciebie słychać. - Zdołał u siebie wysilić się na uśmiech. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Właściwie to moja postać jest za planem).

-No. To jak. Ktoś odwraca uwagę a reszta bierze ładunek?

Share this post


Link to post
Share on other sites

((No każdy gadu gadu a plan to tylko Clocky podała :V))

 

- Mogę robić za wabik - powiedział Walker sprawdzając, czy broń jest w pełni naładowana, a on ma przy sobie wystarczająco dużo amunicji. Jako posiadacz niemieckiego Gewehr'a myślał, że raczej powinien dać sobie radę z wywołaniem małej bitwy. Może nawet pośle paru do piachu. Pocieszał się myślą, że jako weteran, który przetrwał wielką wojnę od początku do końca ma przewagę doświadczenia nad wrogiem, ale każdy żołnierz dobrze wie, że jedna losowo wystrzelona kula może odmienić los bitwy. Na wojnie właśnie los pociskami kieruje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ja przedstawiłam swój pomysł na plan i raczej wszyscy go słyszeli. Jestem za nim w stu procentach, ktoś jeszcze? - zapytała Karolina. Trzymała dłonie na pistoletach. Dalej błądziła myślami gdzieś indziej, ale nie okazywała tego na zewnątrz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

William siedział wygodnie w fotelu przysypiając w trakcie czytania akt.  Jego "pracę" przerwało pukanie do drzwi. Zerwał się wybudzony z pięknego snu i wskazał gościowi fotel. 

- Witam -  uśmiechnął się szeroko. -  Co cię tu sprowadza -  spytał wstając i podchodząc do barku. -  Rozmawiamy na sucho, czy się napijesz? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Może jednego, dzisiaj nasi wracają. Mógł bym oczywiście cię poprosić o pomoc przy ewentualnym alibi ? - Usiadł i zapytał, przez chwilę się pokręcił i odchylił się na fotelu. Ciężko było samotnie przewodzić całej mafii. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prawnik nalał szkockiej do tumblerów. Jedną podał bossowi, a sam usiadł naprzeciwko. 

- Bez problemu - wziął łyka trunku i oparł się wygodnie. - I tak trzeba poczekać na ich powrót -  westchnął. -  Nie wiadomo co im przyjdzie do głowy. Urządza jakaś masakrę i będę musiał stawać na głowie, żeby nikt się do nas nie przyczepił. Aż tak trudno o dobrych ludzi? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...