Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

kameleon317

Brony
  • Content Count

    691
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

8 Neutral

4 Followers

About kameleon317

  • Rank
    Koń

Informacje profilowe

  • Gender
    Steven Magnet

Recent Profile Visitors

966 profile views
  1. kameleon317

    - Rady? Mmmmm... - nekromanta podrapał się po brodzie. - Na pewno nie można się wahać przy zabijaniu homalusów - powiedział. - Nie mają wolnej woli więc w pewien sposób im pomagamy - spojrzał na hybrydy. - Oczywiście tak jak w waszym przypadku można im pomóc, ale wątpię, żebyś my mieli na to czas i środki. Co by tu jeszcze... Potrafię ożywiać ludzi. W przeciwieństwie do mojego mistrza nie wszystkie mają wolną wolę. Nie wspominając o tym, że nie ożywiam całego ciała do stanu sprzed śmierci, a jakby... esencję. Nie wiem jak wam to wytłumaczyć. To trochę skomplikowane - uśmiechnął się najcieplej jak potrafi ktoś kto przebywa dużo czasu wśród trupów i głowy w słoju większość swojego czasu.
  2. kameleon317

    - Homalusy wszystkich ras, łączcie się - powiedział Nad'Lug z uśmiechem. - Ktoś jeszcze do nas dołączy, czy to wszyscy - spytał. ....................................................................................................................................................................... Myltis patrzyła na głowę w słoju. Patrząc na niego czuję, że jestem na równi ze wszystkimi w tym pokoju. Dziwne. Podeszła bliżej, aby przyjrzeć się temu dziwnemu zjawisku. - Czy Ninel idzie... - ugryzła się w język. - Będzie nam towarzyszył w misji? Na pewno jego pomoc byłaby przydatna.
  3. kameleon317

    Myltis zaczęła tupać w miejscu kopytami. Nie jestem pewna czy zadanie tego pytania nie zostanie uznane za jakąś obelgę, ale muszę poznać prawdę. - A... a czy papież lubi duże koniodziewczynki z warkoczykami - spytała wstydliwie Klemensa. Nie było tak źle jak myślałam.
  4. Franz chciał opatrzyć Zero, ale przed szereg wyszła Czwórka. A może Jedynka? Jakiś zjeb to wymyślił. Innej opcji nie ma. Lekarz, nie mając nic lepszego do roboty, usiadł w kącie, wyciągnął karty i zaczął układać pasjansa. Idź na epicką wyprawę aby uratować ludzkość. Układaj karty. W kronice to tego nie umieszczą.
  5. kameleon317

    Imie: Nad'Lug Płeć: M Wiek: 31 Rasa: Człowiek Wygląd: Charakter: Pogodny, raczej pozytywnie nastawiony mimo swojej "profesji". Zapatrzony w Ninela i jego idee. Nienawidzi bogatych i szlachty. Historia: Nad urodził się w biednej, chłopskiej rodzinie na terenach Burgundii. Przez większość życia pracował na polu i był wyzyskiwany. Rok temu jednak odnalazł Ninela, który pomógł mu wyzwolić, a później wybić okoliczną szlachtę. Następnie Nad'Lug utworzył państwo chłopów, którzy rządzili sami sobą na terenach Słowian. Bez kościoła, szlachty i wyzysku. Gdzie każdy pracował dla dobra całej społeczności. Na rozkaz swego mistrza przyłączył się do wyprawy przeciwko Bruskovitchowi. Bron: Krótki nóż. No i jakiś śmieszny kijek.
  6. (Pominę to co działo się wcześniej. Nie miałem jak odpisać.) Profesor wszedł na łódkę i zaczął powoli oglądać każdego w poszukiwaniu ran. Chyba łatwiej będzie po prostu zapytać się ogólnie niż patrzeć za każdym z osobna. - Czy ktoś ucierpiał w drodze na statek - spytał na tyle głośno, aby każdy go usłyszał. Przynajmniej taką miał nadzieję.
  7. Franz spojrzał na Rexa. Ściągnął okulary i je przeczyścił. Założył znowu i po chwili znowu je ściągnął. Potrząsnął głowę i się zamyślił. Włożył je na nowo i głośno westchnął. - Widzisz, nie wiem w którym momencie uważasz, że mnie uraziłeś, ale nie jest to takie łatwe - spojrzał mu w oczy, jakby rzucając wyzwanie. - Nie ma sensu przeżywanie historii na którą nie mieliśmy wpływu. Jeśli chodzi o wujka... Każdy ma wolną wolę i robi co chcę ze swoim życiem. - Zabrzmiało tak filozoficznie. No profesor pełną gębą. Podrapał się po głowie i kontynuował - Co do moich relacji z Hayat - wyjrzał przez okno. I co mam mu powiedzieć? Rozwijanie tego tematu nie skończy się najlepiej... - Można je uznać za ojcowskie, ale to zbyt skomplikowane i ciężko byłoby to wytłumaczyć - powiedział. Ignorując dyskusję o numerologii oglądał widoki zza szybą z pustym wyrazem twarzy.
  8. - No i co w tym dziwnego - spytał podnosząc brew. - Z racji tego, że brakuję nam aktualnie wykładowców na uniwersytecie, dostałem katedrę i tytuł w dość młodym wieku. W grupie moich studentów była również Hayat. Zapoznaliśmy się bliżej, kiedy wybuchła na naszym wydziale afera. Zostałem oskarżony o rasizm, dokładniej anonimowe groźby czy inne tego typu rzeczy - uśmiechnął się. - Nie wiem jak o coś takiego można było oskarżyć kogoś takiego ja, ale tak się właśnie stało. Hayat wstawiła się za mną. Oczywiście nie była jedyna, ale chyba rozumiesz, że jeśli ktoś z bliskiego wschodu wstawia się za europejczyka to coś znaczy - spojrzał na Rexa. - Jak się później okazało odpowiedzialnym za rasistowskie praktyki był Polak - zamyślił się na chwilę. - W sumie ten szczegół był nieistotny, ale lepiej opowiedzieć cała historię, prawda - spytał kompletnie ignorując rozmowę prowadzoną w tle.
  9. Lekarz spojrzał na trepa, który chyba próbował zabłysnąć. - Jak zwykło się mówić, to dawka czyni trucizną. Dlatego jak może zdążyłeś zauważyć nie palę co godzinę jak ktoś uzależniony. Robię to rekreacyjnie. Poza tym papierosy pobudzają, co o tej porze jest przydatne. Nie wspominając o tym, że ograniczają szanse zachorowania na Parkinsona. W moim zawodzie warto ustrzec się takiej przypadłości... - uśmiechnął się, oczywiście sztucznie. - Może przeszkadzać na przykład podczas operacji. Dlatego właśnie rzadkie spożywanie dymu tytoniowego nie musi być tragiczne w skutkach dla zdrowia.
  10. - Kurwa... - powiedział pod nosem. - To nie jest dobry dzień dla naukowca - westchnął. Siedząc w wozie wyciągnął papierosa. Nie palił nałogowo. Robił to w momentach do tego odpowiednich. Na przykład, kiedy ktoś budzi mnie w środku nocy... Po chuj? Nie można było pojechać po południu? Jeszcze ta cała konspiracja. Zajebię Hayat jak wrócimy. - westchnął znowu tym razem głośno i skierował swój wzrok na dziewczynę. Palił szybko, a wzrokiem wwiercał się w Irankę. Jestem za miły. Po chwili się uspokoił. Wyjrzał za okno i wyrzucił przepalony filtr. To będzie długa podróż...
  11. - Franz-Ferdinand Mannelig, lekarz - przedstawił się i wstał. - Nie zostaliśmy wybici. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że to my jesteśmy specjalistami w "wybijaniu" - Szczególnie wschodnich sąsiadów. - Zna Pan może jakieś bliźnięta - spytał z uśmiechem doktor.
  12. - Mrocznie - Franz zaczął. - Pokazać to możesz Zero prosto w twarz - powiedział do Rexa ściągnął z siebie kitel. - Strzelałem do zombie - zawiesił się na chwilę. - Niezbyt ciekawe zajęcie - stwierdził. - Poza tym nie idę z wami jako żołnierz, a lekarz - spojrzał na mężczyznę jakby zaczął go badać, a mimo to na twarzy Manneliga było widać coraz więcej pytań. - Czy uśmiercanie ludzi, aby oszczędzić im cierpienia to celowe zabójstwo - opuścił wzrok na swoje ręce. Przyglądał im się przez jakiś czas i powiedział. - Chyba nie, prawda - spytał nerwowo z uśmiechem na ustach.
  13. Lekarz zatrzymał się w połowie kroku. Odwrócił głowę i zaczął się cofać. Zatrzymał się po kolei przy każdym z obecnych w pokoju. Przyjrzał się wszystkim uważnie i zaczął grzebać w swojej torbie. - Znam kilka sposobów, żeby lepiej się bawić. Przy sobie mam spirytus i morfine - spojrzał na resztę. - Mam jeszcze karty i rewolwer dla lubiących hazard - opróżnił wszystkie komory oprócz jednej, zakręcił bębnem, przyłożył sobie do głowy i nacisnał spust. - Jak to mawiają pięciu na sześciu lekarzy stwierdza, że ta gra jest bezpieczna - uśmiechnął się i odłożył broń na bok. Mógł wystrzelić. Przynajmniej nie musiał bym się tu nudzić.
  14. - Ahhhh. No co mogę wam powiedzieć. Kolejny okaz do opisania - powiedział Mannelig z uśmiechem po czym wyciągnął notes i zaczął spisywać wcześniej wspomnianą notatkę. Na początku to miał być żart, ale po reakcji tego trepa... Sprawa do rozważenia. - No my się znamy - powiedział spacerując po pokoju. - Ze zwierz... To znaczy z Zero i Cztery poznamy się chyba jutro. - Tak nazwaliśmy chomiki w laboratorium. Numerowaliśmy je. Może powiem to na głos? Całkiem niezły ża... Nieeeee. A ten o obozach? No tych co Twoi przodkowie zakładali. Nieeee. Niby dobry, ale kontrowersyjny. Poza tym ten temat po czymś takim byłby policzony. Hehe. Polic... Franz wyrwał się z rozmyślań. - Z uwagi na ten fakt poczekalbym do ich powrotu. Po co mamy przedstawiać i poznawać się w różnym czasie? Lepiej zróbmy to raz, a dobrze.
  15. Franz obserwował tę scenkę ze zdziwieniem. Zapomniałem, że to nie jest grupa naukowców i raczej intelektualnie się tu nie rozwinę. Westchnął i poszedł odebrać swoje nowe ubrania. Nie były wyszukane, ale za młodu chodził w gorszych. Wrócił do pokoju i rozejrzał się za wolnym łóżkiem. Po chwili namysłu wybrał najlepsze, jego zdaniem miejsce i rzucił tam swój bagaż. Wciąż stojąc obok zajętego łóżka, zaczął się denerwować. No ok. I co teraz? Mój organizm nie jest zmęczony więc sen odpada. Czytanie w towarzystwie również. Klub? Eeeee... No niekoniecznie. Czemu relacje z ludźmi są takie tru... Odwrócił się w stronę Hayat gdy spytała o opinie na temat terrorystów. No tak. Może jednak będzie z kim gadac? Już chciał wchodzić w ciekawą dyskusje i rozmyślania, gdy do pokoju wszedł żołnierz i prosto z mostu odpowiedział na pytanie. I zepsuł całą zabawę. Jak tak można? - No to świetny sposób. A jak walczą o kobiety to wydają odgłosy godowe - spytał z niesmakiem lekarz. Zwierzęta. - Chyba zacznę robić notatki, które później przekażę moim kolegom zoologom.
×
×
  • Create New...