Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Cahan

Księżniczka Przyjaźni [oneshot] [comedy]

Recommended Posts

Panie i panowie, oto poddany korekcie fanfik, który napisałam z myślą o ostatnim Gradobiciu. Opowiada on o tym jak Twilight radzi sobie z trudami edukacji i księżniczkowania.

 

Księżniczka Przyjaźni

  • Upvote 6
  • Downvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Komedia... Cóż, humor to często kwestia gustu i tak jest w tym wypadku, bowiem ja osobiście tu komedii nie uświadczyłem. Owszem, było parę momentów, które mogłyby być zabawne, ale... tak jakby nie wyszły. Powiedzmy, że najbliżej do komedii było przy zakończeniu, ale nawet przy nim nie udało mi się choćby uśmiechnąć.

 

Co w mojej opinii było nie tak? Przede wszystkim Twilight. Owszem, w serialu scenarzyści wielokrotnie próbują z niej zrobić świra o IQ płytki chodnikowej, ale odniosłem wrażenie, że aż nazbyt to wyolbrzymiłaś. A co za dużo - to niezdrowo. Druga sprawa, to niemal brak opisów. Takie skakanie po samych dialogach powoduje, że fik przelatuje raz dwa i na dobrą sprawę na końcu czytelnik orientuje się, że "Ej, to już? A gdzie ta komedia, co miała być?". Trzecie, co mi się nie spodobało, to Celestia. Zdecydowanie jej obraz nie pasował mi do inteligentnej i rozważnej władczyni. No, ale tak to już jest, że w fanfikach Ceśka jest z reguły przedstawiana jako... niezbyt rozgarnięta.

 

Z plusów natomiast, to było parę ciekawszy tekstów oraz RD i Pinkie wyszły tak jak powinny. Zarówno jeśli chodzi o dobór słownictwa, zachowanie, jak i momenty, w których się odzywały.

 

Cytując klasyka... Średnie.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest opowiadanie po którym spodziewałem się, że mnie rozbawi i faktycznie mnie rozbawiło.

 

Po pierwsze jest o mojej ulubionej postaci serialu, co samo w sobie jest plusem, a ponadto ukazuje ją od jej najgorszej strony, czyli osoby kompletnie nieprzystosowanej do rzeczywistości. Opowiadanie, dla mnie, jest zabawne, ale tak naprawdę to rozwalił mnie tekst o "różowej zarazie", nigdy tak o niej nie myślałem, ale muszę się z tym określeniem zgodzić :) Wejście na koniec Celestii mi się akurat nie spodobało, wygląda na próbę szybkiego zamknięcia tekstu, ale z drugiej strony jest to dość typowe dla tej postaci, wcięcie się nagle w cudzą scenę. No i jej tekst o studiach to czysta prawda jest :D 

Ogółem postacie zachowywały się dobrze, jak na siebie, tak jak powinny; Twilight i jej oburzenie również pasuje.

W kwestii technicznej wszystko wydaje się poprawne.

 

Polecam ten tekst, zwłaszcza fanom Twilight Sparkle.

Pozdrawiam :giggle:

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czytając to dosyć krótkie opowiadanie, autentycznie byłem zdumiony, aż na szybko sprawdziłem daty, co kiedy miało premierę, no i ogólnie spróbowałem sobie przypomnieć stan wycieków i przecieków na okres około premiery „Księżniczki Przyjaźni”. Okazuje się, że Cahan popełniła jasnowidztwo – w opowiadaniu zostają wspomniane plany Twilight, czyli otwarcie Uniwersytetu Przyjaźni, wpada ósmy sezon i proszę, mamy Szkołę Przyjaźni. Przyjaciółki zwracają uwagę Twilight, że (delikatnie mówiąc) średnio czuje nauczanie, za dużo teorii, za mało praktyki, no i poniekąd tak też się dzieje w otwarciu sezonu ósmego, natomiast pojawienie się Celestii, powiedzenie Twilight prawdy, prosto w oczy, to wypisz, wymaluj motyw, że przyjaźni nie da się uczyć z książki, że trzeba czegoś więcej. Czegoś innego. Ciekawe, ciekawe, nie powiem, że nie :D Duże zaskoczenie, tym bardziej dzisiaj, jakiś czas po zakończeniu serialu.

 

Mówiąc brzydko, Hasbro zwaliło pomysły od Cahan. Ale jak zwykle, to jest korporacja i nic jej się nie stanie. No, przynajmniej dopóki nie wmiesza się w zrzucenie bomby atomowej na jakieś miasto w Ameryce, plus parę innych incydentów rozsianych po całym świecie. Przedawkowałem Resident Evil, wiem :crazytwi:

 

W porządku, ale co to za pomysły, zapytacie. Na dzień dobry zostajemy raczeni scenką, która pewnie jest jedną z wielu, lecz na potrzeby formy otrzymujemy tylko jedną – kolejny, nudny i nieżyciowy wykład Twilight Sparkle, która jest Księżniczką Przyjaźni, prezentujący jej nie aż tak imponujące techniki nauczania, z których śmieje się nawet Spike. Gdy zmęczona kolejną lekcją Starlight wyrzuca Twilight, która to Twilight jest Księżniczką Przyjaźni, co tak naprawdę o tym sądzi, powołując się na własne doświadczenia i niezwykle celnie uwypuklając marne pojęcie Twilight o nauczaniu, lawendowa jednorożec, która jest Księżniczką Przyjaźni, postanawia zwołać zebranie w trybie pilnym. Gdy do niego dochodzi, mamy okazję podelektować się przyjemnymi, całkiem kanonicznymi (no, minus wspomnienia o dupie, czy zajebistości) kreacjami bohaterek. Nie otrzymały zbyt wiele czasu antenowego, ale kiedy już się pojawiają, a raczej, odzywają, jest naprawdę sympatycznie i barwnie, czytałem to z zadowoleniem.

 

Fakt, faktem, że opisów brakuje, lecz jak na zaledwie trzy strony, nie odczułem zbytniego niedosytu, zwłaszcza, że dialogi robiły robotę, a te opisy, które znalazły się w gotowym tekście, także spełniły swoje zadanie. Zwięzłe, ale konkretne i naprawdę dobrze skomponowane, komplementowały sprawniejsze tempo akcji, narzucone przez ilość dialogów. W ogóle, to nie opisy scenerii, emocji, grymasów, czy czynności, a interakcje między postaciami, są tutaj motorem napędowym. Dzięki temu tekst szybko się kończy, ale też zapada on w pamięci, no i co by nie mówić, bawi. Wprawdzie nie było to absolutnie najzabawniejsze opowiadanie, jakie miałem okazję czytać, ale było luźne, całkiem serialowe, miało w sobie coś z parodii (moim zdaniem), z nutą pewnej groteski. Efekt jest taki, że wyszło po prostu barwnie – sprawne tempo, dobrze wykreowane bohaterki, które zachowują się i wypowiadają naturalnie, jak to one, ciekawy pomysł, no i subtelna, dająca się odczuć, charakterystyczna uszczypliwość, a to wszystko okraszone miłym klimatem, dzięki czemu idzie się uśmiechnąć pod nosem z tekstu.

 

Ale, ale, wracając do fabuły – kolejne zderzenie Księżniczki Przyjaźni z rzeczywistością następuje w trakcie rozmowy z pozostałymi Klejnotami Harmonii (muszę odpocząć od „powierniczek”), lecz dopiero, gdy do akcji wkracza sama Celestia, rozwiewając ostatnie wątpliwości swojej byłej uczennicy, robi się naprawdę... zabawnie :D Czytałem, słyszałem w głowie te kwestie, wypowiadane głosem Celestii (polskim) i wyobrażałem sobie reakcje Twilight, Księżniczki Przyjaźni. Kreacja Celestii, to w zasadzie mała rzecz, ale cieszy i to bardzo, kłania się tutaj stwierdzenie, że siła tkwi w prostocie. Przypadło jej kilka opisów, głównie traktujących o wejściu Pani Dnia do sali, natomiast już po jej wypowiedziach, trudno oprzeć się wrażeniu, że ma rację. Przyznam wręcz, że wypadła jakoś tak... wzniośle. Może to po prostu moje wyobrażenia, jak tam wchodzi i patrzy na Twilight z góry (aha, wcześniej oczywiście wszystkie się kłaniają), a może trzyma się mnie wrażenie Celestii z „Władców Wiatru”, tak wyrazista była to kreacja. W każdym razie, dobra robota.

 

Zatem Twilight otrzymała na głowę kubeł zimnej wody. No i co? I nic. Na tym opowiadanie się kończy i dopiero w tym momencie daje się odczuć lekki niedosyt. Lekki, bo autorka najprawdopodobniej podjęła najsensowniejszą decyzję – gdyby tekstu było więcej, ryzykujemy utratę wrażenia prostoty, zwięzłości. Więcej wydarzeń, to też dłuższa akcja, toteż i tempo mogłoby ulec zmąceniu. Nie wspominając już o tym, że tak, jak jest teraz, to pozwoliło skupić się na tym, co było najważniejsze i co koniecznie musiało się znaleźć w fanfiku, by osiągnąć zamierzony efekt. No i chociaż z jednej strony jest to opowiadanie otwarte, trudno odmówić mu wrażenia kompletności, a przy tym czyta się go jak klasyka z lat 2013-2014. Co jest na swój sposób imponujące, gdyż postać Starlight to jest, że tak to ujmę, twardy rok 2015, najwcześniej.

 

Jak najbardziej polecam tego fanfika – sympatyczne, niedługie, ale klimatyczne i prześmiewcze opowiadanie z naprawdę dobrymi kreacjami postaci, oszczędne w środkach przekazu, ale dzięki temu lekkie, przyjemne, no i forma zdecydowanie cieszy, żadnych poważnych błędów, czy to ortograficznych, czy stylistycznych tu nie uświadczymy. Czytało się wartko i z uśmiechem na pysku. No i to, o czym wspomniałem na początku – jak na tamte czasy, to było jasnowidztwo. Gratuluję!

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...