Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Midday Shine

Nocny taniec [PL][Z][Seria: RCF][Romans][Komedia][AU][Random]

Recommended Posts

To się robi coraz zabawniejsze. Dialogi dalej są słabe, klacze naiwne i niezdatne do porządnego buntu, a Cheese macha ogonkiem. Ciekawe co u jego kurczaka :crazytwi:?

Nie no, naprawdę dobrze się bawię i cieszę się, że ktoś to tłumaczy i ma przy tym niezłe tempo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z lekkim opóźnieniem, ale jednak – przedstawiamy rozdział 16, a w nim: trening, początek misji ratunkowej i powrót do starych ruin... a, no i jeszcze podgląd na sytuację szóstki księżniczek. :aj3:

 

Edited by Midday Shine
uzupełnienie linków

Share this post


Link to post
Share on other sites

W zeszłym tygodniu, niestety, nie wyrobiliśmy się na czas, więc dziś w ramach swego rodzaju rekompensaty, przedstawiamy nie jeden, a dwa rozdziały – już ostatnie. :NjdaT:

Dziękujemy za uwagę i do zobaczenia przy okazji kolejnych, większych czy mniejszych projektów!

 

PS. Komentarze jednak nadal będą mile widziane. ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas na komentarz końcowy. Może najpierw pochwalę tłumacza, bo tłumaczenie jest niezłe, no i ukazało się w naprawdę ładnym tempie.

 

Sam fanfik wypada gorzej. Z jednej strony miałam niesamowity ubaw podczas lektury, a z drugiej... Literacko już oryginał nie powala i kiedy mówię, że nie powala, to myślę, że jest kiepsko. Już oryginał potrafi wybić z rytmu i dać plaskacza w twarz jakąś sceną czy zdaniem - zabawy kurczakiem, "chłopacy", piknik podczas misji ratunkowej. Wierzę, że tłumacz starał się jak mógł, ale "chłopacy" brzmią tragicznie w kontekście baśniowego opowiadania.

 

Piosenki też mi się nie podobały, ale to dlatego gdyż uważam, że nie sprawdzają się one w literaturze. Mimo wszystko rozumiem, że Disney i w ogóle, zresztą cały fik taki jest i w zasadzie mi się to podoba. Jest inne, jest alternatywne i przez to jest fajne.

 

Gorzej, że fabuła kuleje i z czasem robi się coraz bardziej głupio.

Spoiler

Chrysalis rzuca jakąś klątwę na Sombrę i księżniczki. Znaczy, na księżniczki nie rzuca klątwy, tylko jakieś zaklęcie, które sprawi, że je znajdzie jak się zakochają i wtedy rzuci na nie klątwę... Ale? Ale? Dlaczego? Dlaczego nie może rzucić na nie od razu tej klątwy? I o co tu właściwie dokładnie chodzi?

 

Celestia postanawia, że zmusi córki do małżeństwa politycznego, ponieważ w ten sposób się nie zakochają i Chrysalis ich nie znajdzie. Dlatego ogłasza na cały świat, żeby zalotnicy wbijali do Canterlot. To nie ma żadnego sensu. Czemu? Małżeństwo z rozsądku nie oznacza braku miłości, która często przychodzi z czasem. No i takie związki często okazują się szczęśliwsze niż takie zawierane chętniej. W dodatku Chrysalis i tak powinna wiedzieć gdzie mieszkają księżniczki, gdyż, ponieważ mieszkają one na ZAMKU KRÓLEWSKIM. Wszyscy to wiedzą, nie potrzeba do tego magii. A nawet gdyby jakimś cudem o tym nie wiedzieli, to po ogłoszeniu Celestii by się dowiedzieli.

 

W końcu dowiadujemy się na czym polega ta straszliwa klątwa - przeklęty staje się takim no, kucykiem cieniem. Jak Sombra, który dalej zachował osobowość Sombry. Ale i tak go odizolowano od córek i w ogóle, chyba dlatego, że stał się brzydki. No straszna ta klątwa. Ze cztery poproszę, brzydsza nie będę :badass:. Nie, ale serio, zważywszy na przedstawienie postaci Sombry w tym fanfiku, to dochodzę do wniosku, że cała ta sprawa z klątwą to wielkie halo o nic.

 

Na końcu Twilight dostaje skrzydła, ponieważ Flash tak wspaniale całuje. Tzn. przeznaczenie i prawdziwa miłość. Niestety, ale jej siostrom to już nie było przeznaczone. Ewentualnie ich wybrankowie tak dobrze nie całowali. No i ciekawe kto całował Lunę...

 

Koniec końców bawiłam się nieźle, ale im dalej w las, tym gorzej.

Spoiler

Szukam faceta. Wymagania: ma dobrze całować, bo chcę mieć skrzydła

 

Edited by Cahan

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż... owszem daleko temu do warsztatowego mistrzostwa, przyznaję. (Co prawda miejscami gdy miałem koncepcję jak starałem się to nieco poprawić, jakoś zgrabniej ubrać dany fragment w słowa, ale też nie zawsze miałem na to odpowiedni pomysł)

Nie warsztat był bowiem przyczyną dla którego polubiłem to opowiadanie czy zdecydowałem się tłumaczyć. 

Z jednej strony właśnie ta baśniowa konwencja. Jednocześnie operująca całkiem nowym światem, a zarazem w swych kluczowych kwestiach zostawiając wszystko takim jakie było w serialu. Zmieniając to co trzeba i tylko to co trzeba. Czyli właśnie wzorowy przykład tworzenia uniwersów alternatywnych. 

Po drugie ten pod pozytywny przekaz. Pod wieloma względami podobny do serialowego, ale nawet bardziej akcentujący rodzinne więzi i miłość - nie tylko romantyczną, ale właśnie w wielu jej formach: rodzinną, siostrzaną... przewijający się nie tylko tu, ale w i kolejnych utworach z serii.

Spoiler

Zasadniczo własnie przez przekaz pomyślałem kiedyś, że autorka jest katoliczką, bo opowiadanie zwłaszcza jak dalej zajść przejawiało system etyczny praktycznie identyczny z katolickim, także w kwestiach w których na ogół większość wyznaje odmienne stanowisko. Choć właściwie do tak konkretnych wniosków doszedłem dopiero w kolejnych częściach.

Pomyliłem się tylko trochę, bo jest protestantką. 

Po trzecie mnie właśnie kupił ten motyw z piosenkami. Miałem naprawdę ogromną radochę, gdy pierwszą rozpoznałem(było to "Jesteś blisko mnie" z "Magicznego Miecza"... a nigdy nie słuchałem tej piosenki po angielsku!). 

Po czwarte różne nawiązania i parafrazy scen np z Disneyowskich filmów

Spoiler

Jak scena, gdy księżniczki wpały trans i zostały zwabione przez Chrysalis - zupełnie jak w Disneyowskiej "Śpiącej Królewnie".

 

No i fabuła. Fakt, ma pewne mankamenty, pewne rzeczy są tam ciut mało logiczne czy realistyczne... ale nawet wtedy czasem jednak miało to jakiś sens dla fabuły: 

Spoiler

Np kwestia tego "piknikowania" i przedłużającej się wyprawy pozwoliła też ustanowić więź miedzy wybrankami bohaterek, co przecież też było jednak ważne. 

Czy można było zrobić to lepiej? Pewnie tak, jak też wiele innych rzeczy. Chociażby wątek z wyśledzeniem księżniczek, faktycznie tu nieco to przeszkadzało... choć właściwie mi za pierwszym podejściem bardziej nawet przeszkadzało to, że Chrysalis zdawała się tak samoistnie stracić moc po zdjęciu klątwy i zdawało mi się to bez sensu... dopiero po którymś przeczytaniu się skapnąłem, ze faktycznie była tam ta "eksplozja magii", która faktycznie mogła to zdziałać. Choć mogło być to lepiej zaznaczone może. 

O kwestii namierzania rozmawiałem nawet z autorką i sama przyznaje, że mogła to zrobić lepiej: 

Cytat

I feel I could have done a better job with the whole Chrysalis tracking the girls down, like making a point that their mother could have place a protection spell around them that would get broken by them falling in love since true love is the ultimate counter-spell* or something like that that would prevent the Changeling Queen from getting near the girls and since Chrysalis feeds on love she was able to target the girls and get in close without being detected especially since she already spelled their father, she had the power to sneak in and grab them without a fight. It's not a great explanation, and to make up for it I'll give you permission to fill in that plothole if it's not too late.

Choć oczywiście nie wiem czy i kiedy byśmy coś takiego zrobili - dla mniej ogarniających angielski: zajęli się jakimś załataniem tej dziury fabularnej - zwłaszcza, że konkretnego pomysłu na to nie mam... choć i tak zostałoby to pewnie w tłumaczeniu, bo autorka ma pewną awersję do poprawiania tego co już opublikowane(chyba miała kiedyś jakieś problemy z tym związane - coś się skasowało czy jakoś tak - i się do tego zraziła). 

(*faktycznie zasadniczo tak to tam trochę działa)

 

A w kwestii klątwy... cóż mam wrażenie, że nieuważnie czytałaś, albo przez śmieszkujące podejście pomijasz pewne szczegóły... było dość wyraźnie napisane, że Sombra wielkim wysiłkiem i cała swoją magią powstrzymywał klątwę przed "zrobieniem czegoś gorszego" (co nie było może i doprecyzowane, ale wyraźnie było widać, że by to skrzywdziło osoby w jego otoczeniu) i nie wiedział na ile mu tych sił starczy... 

 

Kwestia Twilight i skrzydeł też była wyjaśniona: ona po prostu od początku miała taki potencjał, który Celestia już wcześniej wyczuwała, ze względu na to, że jej matka jest alikornem, po prostu tylko ona odziedziczyła po niej "to coś"(Celestia i Luna jak się później dowiadujemy miały obydwóch alikornich rodziców - co nie jest w sumie spoilerem), pocałunek prawdziwej miłości jedynie ujawnił ten potencjał. Zresztą rozgrywanie się czegoś za sprawą "pocałunku prawdziwej miłości" to klasyk, a tutaj autorka celowo i rozmyślnie zdecydowanie sięga po takie różne mniej lub bardziej klasyczne baśniowe motywy. 

No i Twilight nic nie wiedziała o tym, że tak się stanie, a to jak Flash całuje nie ma tu nic do rzeczy i z pewnością dobrze o tym wiesz :P

Ale jednak też takie pewne "lżejsze traktowanie" realizmu i logiki (czy właściwie bardziej spójności zdarzeń/zasad świata) jest po części wpisane w baśniową konwencję, więc przy niej to łatwiej przechodzi i aż tak nie rzuca się w oczy. 

Owszem można tego uniknąć i dobrze jest to zrobić, ale nawet jak się nie uda... nie ma tragedii i nadal można czerpać przyjemność z takiego dzieła. Ja prawdę powiedziawszy czytałem je 3 razy - pierwszy raz samodzielnie, potem symultanicznie tłumacząc bratu, potem robiąc już tłumaczenie z prawdziwego zdarzenia. I mimo jego wad nie żałuję. 

 

Jak dla mnie zalety rekompensują wady z nawiązką. 

Ale oczywiście nie każdy musi tak uważać, wiadomo, że to nie będzie opowiadanie dla każdego. Jak zresztą żadne na dobrą sprawę. 

Edited by Lyokoheros
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przebrnąłem przez polską wersję fanfika, konkretniej przez wersję udostępnioną na Archive of Our Own, gdyż poszczególne rozdziały „Nocnego Tańca” w wersji Google Docs zwracały komunikat, że plik może zostać wkrótce usunięty. Radziłbym właścicielowi plików (nie wiem, czy właścicielem jest Lyokoheros, który to przetłumaczył fanfik, czy też szanowna Midday Shine, która była uprzejma aktualizować ów wątek), by to sprawdzić, szkoda by było stracić jakieś pliki. Jak wiemy, Google uwielbia świrować, człowiek niczego nie może być pewien.

 

Powoli przechodząc do meritum, miałem w związku z tym fanfikiem niemałe obawy. Nie z uwagi na alternatywne uniwersum – jestem bardzo otwarty na różne autorskie koncepcje, nie tylko mroczniejsze, ale także bajkowe, cukierkowe – nawet nie za sprawą tematyki romantycznej, bo przecież sam eksperymentowałem w tagiem na „r”, nie uważam siebie za człowieka szczególnie emocjonalnego, z reguły jestem odporny (w sensie, niezbyt mnie poruszają) na romanse. Opowiadania smutne, refleksyjne, niejednoznaczne, to co innego. W praktyce zależy od przypadku, czyli od tego, o czym jest opowiadanie, jak jest napisane, jak są wykreowane postacie, co robią, w jaki sposób autor bądź autorka dawkuje informacje, co jest realizowane po staremu, a co po nowemu – to nie ulega wątpliwości. Trudno wyznaczyć obiektywne, ogólne ramy dla każdego możliwego opowiadania, gdyż ich wykonanie zwykle jest zupełnie różne od siebie, a i nierzadko dochodzą do tego czynniki subiektywne, wynikające z własnego gustu, upodobań, wyobrażeń, czy słabości.

 

Nie inaczej było o tym razem. Otwarty umysł pozwolił przyjąć opowiadanie bez uprzedzeń – alternatywne uniwersum, w którym główne bohaterki są siostrami, córkami królowej Celestii oraz króla Sombry, ok, czemu nie. Fancy Pants jest lokajem, Spike smoczym paziem, Znaczkowa Liga pracuje w zamku królewskim i nie jest powiązana krwią z żadną z Mane6, też nieźle. Całość zrealizowana w konwencji baśni, traktująca o walce dobra ze złem, w której to walce miłość, przyjaźń i braterstwo odnoszą wspaniałe zwycięstwo, a to wszystko naszpikowane nawiązaniami do przeróżnych baśni i musicali, odpowiednio umuzykalnione, stylizowane na określony gatunek. Infantylna, ale jednocześnie sentymentalna – i przez to urocza, nastrajająca pozytywnie – historia, gdzie odnajdywanie kolejnych odniesień przypomni o dzieciństwie, wywołując zdrową nostalgię, przy jednoczesnej próbie chwycenia czytelnika za serce, za sprawą rozgrywającego się dramatu, acz zwieńczonego zasłużonym, szczęśliwym zakończeniem. Wszystko to brzmi świetnie, mało tego, wydaje się bardzo dobrze wpisywać w tematykę „Friendship is Magic” i realizować zamysł serialu, może z pominięciem uniwersalnych morałów. Wydawałoby się, że w takiej sytuacji opowiadanie jest skazane na sukces i niewiele rzeczy może pójść źle.

 

Prawda? :ajunsure:

 

Jak można odgadnąć po okładce – nie żeby spoilerowała zakończenie historii, totalnie nie zdradza fabuły, nic a nic – bohaterkami tej bajki są królewskie siostry: Fluttershy, Rarity, Applejack, Rainbow Dash, Pinkie Pie oraz Twilight Sparkle. Każda z potomkiń Celestii i Sombry posiada swoje własne, definiujące ją cechy, które odróżniają je od siebie i które wydają się być odziedziczone po dawno zaginionym ojcu. Jednocześnie, dziewczyny są dla siebie najlepszymi siostrami i uwielbiają spędzać razem czas. Jednakże ich idylla zmierza ku końcowi, gdy Celestia niespodziewanie oświadcza im, że to już pora zamążpójścia, toteż niebawem cała szóstka znajdzie się na wydaniu, zaś o ich kopytko będą ubiegać się szlachetnie urodzeni zalotnicy. Wieści te okazują się szokujące nie tylko dla sześciu sióstr, ale także wybranków ich serca, z którymi znają się i spotykają, lecz do tej pory nie dane im było wyznać sobie uczucia. Jako jedyna spośród nich wyróżnia się Twilight Sparkle, która jeszcze nie spotkała swego jedynego.

 

Rzecz odpowiednio szybko ulega zmianie, gdy do zamku przybywa nowy strażnik, o imieniu Flash Sentry. Ma przy sobie tajemniczy artefakt, podarowany mu w podzięce przez jeszcze bardziej tajemnicza zebrę, Zecorę. Lecz jeszcze zanim w zamku zjawia się pierwszy zalotnik – kuzyn Blueblood – dziewczyny opracowują plan uniknięcia losu zgotowanego im przez matkę, równolegle decydując się wyznać miłość swoim lubym, zanim będzie za późno. Nie każdy z nich okazuje się kucykiem, lecz prawdziwa miłość nie zna granic. Wiedzą o tym one, wie o tym Celestia i wie o tym królowa Chrysalis, która oczekuje momentu, w którym siostry ulegną miłości, gdyż to wtedy będzie w stanie dokończyć dzieła i rzucić na nie klątwę, co w bezpośrednim rozrachunku da jej władzę nad Equestrią.

 

O czym siostry nie mają pojęcia, to nie pierwszy raz, gdy królowa Podmieńców przypuściła atak na rodzinę królewską. Zatajona przed nimi przeszłość już wkrótce da o sobie znać, niedługo po tym, jak szóstka klaczy odkryje sekretną komnatę, mieszczącą królestwo marzeń, łudząco podobne do zamku położonego głęboko w lesie Everfree, na moment przed tym, jak odrzucony książę zacznie knuć spisek, którego celem będzie nie tylko tron, ale i zagarnięcie jednej z sióstr, bynajmniej nie z miłości. Gdy nadejdzie najgorsze, wybrankowie Elementów Harmonii będą musieli stanąć oko w oko z przeciwnikiem, odkładając na bok różnice oraz własne słabości, by w zjednoczeniu odmienić mroczne przeznaczenie, ciążące nad rodziną od dnia, w którym Sombra bohatersko przyjął na siebie klątwę Chrysalis, a która miała spaść na jego małżonkę.

 

Ufff... Tak mniej-więcej przedstawia się zarys fabularny, oczywiście nie wchodząc w szczegóły. Jak widać, mamy tu wszystko – interesujące, choć bajkowe, wręcz cukierkowe fundamenty alternatywnego uniwersum, pozornie niemożliwą do sforsowania przeszkodę dla naszych bohaterek, plan odmiany swojego życia oraz zestaw związków, których rozwój będziemy śledzić przez całe opowiadanie, elementy komediowe oraz intrygę, której genezy należy doszukiwać się w sekretach przeszłości, które to sekrety oczywiście odkryjemy, nie zabraknie podróży ku nieznanemu oraz pojedynku o wszystko, do tego jeszcze garść szczegółów, których każdy doświadczy po swojemu, o ile oczywiście zdecyduje się na lekturę. Czy to podejmowane przez bohaterki aktywności, czy to rozterki Celestii oraz wsparcie Luny, a może ostateczny trening przed wyprawą, tudzież rzetelny, męski piknik, wprawdzie siostrzyczki zostały pojmane i nie zostało im wiele czasu, zanim zostaną potraktowane klątwą, ale mogą poczekać, to nie koniec świata. Tego typu sprawy, standardy.

 

W opowiadaniu niby przewija się wiele takich oto detali oraz pobocznych wątków, ale gdy przychodzi co do czego, tekst okazuje się bardzo repetytywny. Na dłuższą metę powoduje to wrażenie monotonni i rzeczywiście, aż byłem zaskoczony schematycznością, powtarzalnością różnych rzeczy, kompletnie się tego nie spodziewałem. Tzn. w ogóle, po samej okładce przychodziło mi do głowy coś innego, nieco inna historia. Wydawało mi się, że to będzie o Gali Grand Galopu, podczas której bohaterki poznają swoje drugie połówki, z którymi tańcować będą do białego rana, gra muzyka, atmosfera jest podniosła, wystawna, aż dzieje się coś niezwykłego. Nie mam pojęcia, ale tak mi się skojarzyło po okładce oraz tytule.

 

O właśnie – skoro już przy tym jestem, to rzuciłem sobie okiem na dorobek autorki oraz komentarze na FiMFiction i zauważyłem, że to niejedyny fanfik, który został zainspirowany baśnią, natomiast czytelnicy dzielili się odnalezionymi nawiązaniami, przypisując – o ile dobrze pamiętam – określone bajki/ baśnie pod występujące w „Nocnym Tańcu” pary. Cóż, wydaje się to sensowne, aczkolwiek nie potrafię tego stwierdzić, gdyż zdecydowana większość tytułów, do których fanfik wydaje się nawiązywać, jest mi nieznana. Wprawdzie wydawało mi się, że w miarę dobrze czuję klimaty klasycznego Disneya (głównie druga połowa lat 80 i lata 90, kasety VHS), a jednak opowiadanie nie wydawało mi się aż tak disneyowskie, chociaż pewnie po prostu oglądałem nie te produkcje, o których mogła myśleć autorka. No nic. W każdym razie, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że pisanie opowiadania sprawiało autorce niemałą radochę i że z wielkimi chęciami implementowała kolejne nawiązania oraz piosenki, idąc po bajkową, wyjątkową atmosferę. Autentycznie, im bardziej się w to zagłębiam, tym utwierdzam się w przekonaniu, że ambicje były wielkie, a i intencje jak najbardziej nastawione na coś więcej, na coś, co zapisze się w pamięci, przypomni klasyki, no i ogólnie, że będzie miło.

 

Może nie okazałem się odpowiednim adresatem, tudzież zdążyłem z pewnych motywów wyrosnąć, ale autentycznie byłem uderzony tym, jak często czytałem bliźniaczo podobne do siebie fragmenty, najczęściej sześć razy, gdyż tyle głównych bohaterek w opowiadaniu mamy. Nie wchodząc w to, co jest bardziej naciągane, bo w pewnym sensie takie są prawa konwencji, ale np. Spike spotyka poszczególnych (nie wszystkich) chłopaków (i od razu zaadresuję – „chłopacy” brzmi źle :stardespair:), którzy cichcem podkochują się w bohaterkach (z wzajemnością) i prosto z mostu oznajmia, co następuje. Wszyscy na wieść o tym, że ich ukochane niebawem będą na wydaniu, reagują łudząco podobnie, nawet podobnie odpowiadają. Później poszczególne siostry spotykają się z nimi i omawiają problem. Każda opowiada o tym bardzo podobnie (w sensie, że na pewno nie poślubią nieznajomego gościa i nie zgadzają się w wolą matki), podobnie reagują ich rozmówcy i o ile owszem, w zależności od przypadku realizowane są charakterystyczne cechy danych postaci, o tyle każda ta scenka wygląda tak, że się pocieszają (albo i nie), po czym rozchodzą się, każde w swoją stronę. Jeszcze później schodzą się, wyznają sobie uczucia, co również wypada bliźniaczo podobnie do siebie. Nie inaczej jest ze scenkami, w których panowie zapoznają się z pupilami swoich wybranek. Jeszcze innym razem, robią sobie wypad do Ponyville i niby każda para robi różne rzeczy, ale poszczególne aktywności ani nie są należycie opisane, ani nie dzieje się nic specjalnie wyjątkowego, po prostu cały czas miałem wrażenie, jakbym czytał w kółko to samo.

 

Sprawie nie pomaga fakt, że poszczególne scenki właściwie nie są oddzielone od siebie niczym, żadnym przerywnikiem. Spike po kolei spotyka kolejne ogiery, siostry spotykają się ze swoimi crushami po kolei, potem po kolei się schodzą, panowie po kolei zapoznają się ze zwierzakami swoich klaczy, w Ponyville przeskakujemy od pary do pary, po kolei. Po pewnym czasie robi się to nużące, monotonne. Jasne, wątek Discorda i Fluttershy, czy też Spike'a i Applejack, a także spotkanie Flasha przez Twilight po raz pierwszy, to wszystko są rzeczy, które próbują jakoś się wyróżniać, odstawać od reguły i przynajmniej teoretycznie stanowić urozmaicenie tekstu, przeciwdziałać schematyczności. I rzeczywiście – związek Fluttershy z Discordem to jest coś innego, wszakże nie jest on kucykiem, no i do tego dochodzi wątek jego przeszłości, niepewności wobec tego, czy zostanie zaakceptowany, przez moment miałem wrażenie, że to będzie taka „zakazana miłość”. Z kolei Spike, który owszem, początkowo żywi uczucia do Rarity, stopniowo zdaje sobie sprawę, że jednak wolałby być z Applejack, podobnież ona zaczyna się do smoka przekonywać, ale... cholera jasna, to było creepy! :oops: Czy Spike nie jest przypadkiem nieletni? Czy my nie zbliżamy się do poziomu Sonica z 2006 roku i romansu kolorowego, antropomorficznego jeża z ludzką księżniczką?

 

W miksie tym znalazła się jeszcze Twilight Sparkle, która jako jedyna na początku nie ma jeszcze żadnego obiektu westchnień, a zakochuje się ona od pierwszego wejrzenia, ale najpóźniej ze wszystkich sióstr. Jest w tym coś takiego, że początkowo nie zdradza swojego tytułu królewskiego, bo chciałaby Flasha lepiej poznać, no i myśli, że w ten sposób nie będzie się przed nią korzyć, ale za to zechce rozmawiać otwarcie, jak ze zwykłym kucykiem. Chociaż... poważnie, taki strażnik i nie ma pojęcia, jak wygląda Twilight Sparkle? Wiem, wiem, po raz pierwszy przybył do zamku, ale czy wizerunek księżniczek nie powinien być powszechnie znany? A przynajmniej, kojarzony? Przecież wiadomo, że mieszkają na zamku, więc...

No, ale tak czy owak potem Twilight ma wątpliwości, czy postąpiła właściwie i czy nie spotka się z odrzuceniem, gdy wyzna prawdę, no bo przecież początkowo skłamała.

 

Wszystko to nakazuje sądzić, że autorka naprawdę starała się odróżnić od siebie poszczególne związki, dołożyć do tego wątki poboczne, związane z poszczególnymi postaciami, porwać się na mały development. Niestety, ale większość prób ostatecznie nie odnosi sukcesu, z powodu tempa akcji, które leci na łeb, na szyję, a dominacja dialogów jest na tyle duża, że fanfik sprawia wrażenie przegadanego i przez to czytanie strasznie się dłuży. Dochodzimy zatem do pewnego kuriozum, że gdyby w tekście znalazło się więcej, dużo więcej opisów, a tempo zwolniłoby, to przecież tekst byłby dłuższy, a mimo to czytałoby się go (zapewne) bez wrażenia dłużenia się, może nawet lektura okazałaby się sprawniejsza. Tak czy inaczej, przez to, że brakuje opisów, nie tylko otoczenia, czy czynności, ale również emocji, przemyśleń, zachowań, naprawdę trudno kupić wątpliwości Discorda, zauroczenie Spike'a osobą Applejack i vice versa, czy też miotanie się Twilight, czy postąpiła słusznie, czy brnąć dalej w kłamstwo, czy wyznać prawdę. Wisienką na torcie jest jedna ze scen pod koniec opowiadania...

 

Spoiler

Gdy Spike ratuje Applejack przed walącym się stropem i sam trafia na skraj śmierci, uprzednio oczywiście wyznając miłość, ale ostatecznie zostaje odratowany. Standardowa scenka, zważywszy na konwencję oraz dzieła, na których opierała się autorka, lecz podana w taki sposób, że można tylko wywrócić na to oczyma i zapytać – a gdzie są opisy, gdzie emocje, jak mamy się w to wczuć?

 

Stąd też, relacje bohaterek w ramach poszczególnych związków, wypadają... no, może nie sztucznie, gdyż w tekście jest trochę momentów, w których udzielają się uczucia, całkiem zgrabnie przedstawione, ale generalnie czyta się to bez większych emocji. Ale przyznaję, jest to naiwne, jest to bajkowe, cukierkowe, na swój sposób urocze. Po prostu nie dla mnie. Powiem też, że z tego wszystkiego, chyba najlepiej wypadł wątek Discorda, jako całokształt, chociaż kreacja ta średnio mi podchodzi, ale odniosłem wrażenie, że to w ramach jego postaci realizowane są nieco „dojrzalsze” wątki, no i jego postać dokądś zmierza, jego występ w „Nocnym Tańcu” ma początek i koniec, a poza zdobyciem serca Fluttershy, chce się wykazać, by zostać zaakceptowanym, by mu zaufano – no i cel ten wypełnia. Miło. Spośród grona męskich postaci wydaje się najbardziej aktywny, wydawało mi się, że najwięcej wniósł w ramach poszczególnych scen. Był też... charakterystyczny? Nieźle oddany, mimo roli, jaka mu przypadła?

 

Co do pozostałych postaci... No, nie wiem. Część bohaterek, o dziwo, również wypadła zbyt podobnie do siebie, acz Rarity czy Rainbow Dash wybijają się nieco bardziej, głównie ze względu na manierę mówienia (chodzi mi o uwagi jednej do drugiej, odnośnie eleganckiego słownictwa, no i o różnice w tym, jak się wyrażają) oraz sposób bycia, zainteresowania, te rzeczy. W ogóle, ciekawy motyw tego, że każda z sióstr odziedziczyła po ojcu jakąś cechę, która to cecha je definiuje np. u Rainbow Dash będzie to walka, szermierka, u Pinkie Pie honor oraz to, że raz danego słowa nie wolno złamać (Pinkie-słowo). Niby są to pojedyncze wstawki, ale robią robotę, są widoczne.

 

Generalnie, spośród postaci żeńskich, moim zdaniem najlepiej wypada Celestia oraz Luna. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ani łamiącego ziemię, ale spełniło swoje zadanie, chociaż trudno mi to uargumentować. Może po prostu chodzi o to, że to Celestia i Luna, tyle. A może moją uwagę zwróciła rola tej pierwszej – w końcu w fanfiku jest matką sześciorga córek – a także fakt, że to Luna stworzyła podziemne królestwo marzeń i stamtąd obserwowała siostrzenice.

 

No, ale nie będę ukrywał, z Celestią mimo wszystko miałem pewien problem.

 

Cytat

„Ale to nie mogli być byle jacy kandydaci; musieli być szlachetnymi ogierami, które będą potrafiły się nimi zająć.”

 

Cytat

„– Tak. Dobrze byłoby, żeby moje córki wyszły za mąż, by mieć zapewnione utrzymanie i opiekę.”

 

Cytat

„Źle się czuła, sprawiając swym dzieciom taki ból, (...)”

 

Nie zrozumcie mnie źle, fakt, że miała wyrzuty sumienia w związku ze swoimi działaniami względem córek, świadczy, że jak najbardziej ma matczyne odruchy, emocje, kocha je itd. Ale wciąż, znając całą historię, trudno mi oprzeć się wrażeniu, że mogła to rozegrać na wiele innych sposobów.

 

Ja rozumiem – konwencja, baśniowość, opowiadanie, w którym świat się zatrzymuje, bo postacie muszą wspólnie zaśpiewać, nie zamierzam doszukiwać się tutaj realizmu i logiki, bo w tym przypadku to bez sensu. Bez tego nie byłoby historii. Ale rzeczywiście, przecież one już były zakochane, wyznały to niedługo później... ale Chrysalis i tak czekała na odpowiedni moment. Zamiast od razu uderzyć, czekała, aż się chłopaki zgromadzą w zamku, by błyskawicznie zainterweniować tj. podjąć podróż, nawet gdy już miała je na widelcu, dała trzy dni, bo Blueblood. Ale skoro nawet żadna by się na niego nie zgodziła, a on i tak którąś by sobie wybrał, to co szkodziło od razu dać mu wybór i zaraz po tym rzucić tę klątwę? No wiem, Chrysalis musiała zaczekać, coby na miejsce przybyli bohaterowie, żeby sprali jej cztery litery, ale... no, kurczę, co z nią? :bemused:

 

Powracając do kwestii opisów – to nie jest tak, że całe opowiadanie to w ponad 95% sam dialog, o nie, mamy tu i ówdzie nieco więcej troszkę dłuższych niż zazwyczaj opisów. Na przykład w rozdziale dziewiątym, w którym odkrywamy historię znajomości Celestii, Sombry oraz jak doszło do pierwszej konfrontacji z Chrysalis. Podziemne królestwo też zostało nam opisane, wprawdzie szkoda, że zabrakło detali, zapamiętałem głównie to, że wszystko było złote, ale może być. Od czasu do czasu przewiną się opisy odzienia, czy scenerii, głównie po wkroczeniu do Everfree. Toteż to nie tak, że pod kątem opisów fanfik jest ubogi – po prostu w ogólnym ujęciu jest mocno przeciętnie. Rozumiem, było to bodajże pierwsze opowiadanie autorki, ma już ono swoje lata, jednakże wymienione przeze mnie przykłady pokazują, że już na ówczesnym etapie wiedziała ona (mimo braku doświadczenia) jak opisywać rzeczy, więc co się stało, co ją powstrzymało?

 

Tzn. jasne, opisy te nie są jakoś szczególnie wybitne, czy bogate w słowa, często przewijają się zdania pojedyncze, co zwykle brzmi po prostu średnio (co z kolei wyszło w polskim przekładzie), ale nie ma tragedii, współcześnie opowiadanie nie znajduje się w takiej najgorszej kondycji. Co nie zmienia taktu, że pod kątem formy mogło być lepiej, dużo lepiej.

 

Poza tym, mam kilka zastrzeżeń do pewnych scen, np. motyw z Harshwhinny, czy też większość rozdziału osiemnastego, jak dla mnie były to fragmenty zbędne. To pierwsze w mojej opinii nie wnosi niczego, Harshwhinny pojawia się tylko raz, scenka szybko wylatuje z głowy i równie dobrze mogłoby jej nie być, ale domyślam się, że to też było nawiązanie do... czegoś. Natomiast rozumiem założenie oraz cel rozdziału osiemnastego, ale tak sobie myślę, nie dało się tego zrealizować już przy okazji wypadu do Ponyville? Pomysł był dobry, jestem w stanie wyobrazić sobie, że w ustronnym miejscu, w dwanaścioro oczu, bez udziału dziewczyn, atmosfera bardziej sprzyjała szczerej rozmowie, ale realizacja była taka, że poszczególnymi fragmentami byłem zmęczony i stąd ten kawałek wydał mi się zbędny. Tym bardziej, że – znowu – brakuje opisów, więc ciężko kupić to, że chłopaki się do siebie zbliżają, przekonują do siebie nawzajem i że dzięki temu będą sobie lepiej radzić jako drużyna. W sumie, lepiej na tym polu wypadł trening, a nawiązanie do „Mulan” uważam za celne i o ile nie jestem zwolennikiem dodawania piosenek do opowiadań, to był to jeden z tych fragmentów musicalowych, które nawet mi się spodobały.

 

O, właśnie – ze względu na braki opisów, zbyt szybkie tempo akcji, schematyczność, ciężko poczuć bajkowy nastrój, który sugerowała okładka, jednakże, jeżeli już jest klimat, to zwykle są to te musicalowe wstawki. Jasne, w pewnym sensie, w warunkach wielorozdziałowca, wypada to jako sztuczne przedłużanie scen, ale kiedy śpiewa więcej postaci, kiedy odśpiewują sobie nawzajem i człowiek zaczyna to sobie wyobrażać... No, no, jest całkiem ładnie, bajkowo. Jako, że mam pewne doświadczenia także z animowanymi musicalami, mogłem to sobie zwizualizować, no i cóż, źle nie było, wręcz przeciwnie, bo nawet sympatycznie. Chociaż nie byłbym sobą, gdybym nie ponarzekał – w tekście przewinęło się wiele piosenek z wielu różnych dzieł, w mojej opinii lepiej by było, gdyby tekst trzymał się określonego gatunku lub dzieła, ewentualnie dwóch, trzech tytułów, podobnych do siebie tematycznie, a tak, jest troszkę za dużo wszystkiego. Wydaje mi się, że „Nocny Taniec” powinien czerpać przede wszystkim z baśni-pierwowzoru oraz z tego, do czego jest mu najbliżej.

 

A skoro mowa o pierwowzorze – znajdziemy sporo smaczków, czy to Zecora, która daje Flashowi magiczną kapotę, jest tajemnicze, podziemne królestwo, w którym tańcują bohaterki, nawet był ten motyw, że jest ktoś, kto tam pod koniec próbuje wybrać sobie spośród nich małżonkę, toteż dla tych, co znają "Tańcujące Pantofelki", odnajdywanie nawiązań zapewne urozmaici nieco lekturę... albo tym bardziej zwróci uwagę na różne braki, niedoskonałości. W sumie, skoro już jestem w temacie, może kilka spostrzeżeń, takie tam ;)

 

Cytat

„Nigdy nie obchodziłyśmy Blueblooda, gdy byliśmy mali, więc czemu teraz miałoby być inaczej?”

 

„Gdy byłyśmy małe”, trzymajmy się jednego rodzaju.

 

Cytat

„– Fluttershy? – zdziwiła się Rainbow i zapytała sceptycznym tonem: – A czemu chcesz Fluttershy?

Cóż, wieść niesie, że jest (...)”

 

Tutaj chyba czegoś brakuje. Konkretnie – półpauzy na początek kwestii mówionej.

 

Cytat

„– Ja ich zatrzymam, a wy uciekajcie!”

 

ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! :rainderp:

Aż mi się ekranizacja „Alone in the Dark” przypomniała. Ta od Uwe Bolla :rdderp:

 

Wybaczcie, musiałem. Ale cóż, tego typu klisze i głupotki są tym, bez czego nie ma takich oto historii i za to się je kocha... Owszem, nie biorę tego tekstu na zbyt poważnie, postrzegam go przede wszystkim jako zbiór nawiązań, bajkę, rozrywkę :D

 

Cytat

„– Jesteś pracowita. Bez wątpienia będziesz bardzo się starać dobrze służyć swemu mężowi. Ale musisz też zadbać o swój wygląd, by pokazać, że jesteś szlachetnie urodzona. – Mówiąc to, podeszła do Rainbow. – To samo tyczy się ciebie. Jesteś młodą klaczą urodzoną w królewskiej rodzinie. Zostaw walki i wyprawy swojemu mężowi, bo twoim obowiązkiem będzie witać go, gdy tylko wróci do domu.”

 

Ja wiem, że to fikcja, że to taka konwencja, że to pewnie nawiązanie. Ale wciąż – to dosyć toksyczne podejście. Bardzo bezpośrednio ujęte, ale w sumie wyszło z charakterem, podejrzewam, że próby uczynienia przekazu bardziej subtelnym odniosłyby skutki odwrotne do zmierzonego. Czyli tekst by się rozwodnił.

 

Aha, mam wątpliwości, czy ta kropeczka po „urodzona” jest potrzebna, skoro wtrącenie wskazuje na mówienie, czyli „mówiąc to (...)”.

 

Cytat

„Zamachawszy skrzydłami, podleciała do balkonu, na którym Fluttershy siedziała razem z Discordem. Trzymali się za kopyta, a w ich oczach lśniła miłość.”

 

Czy Discord przypadkiem nie posiadał łap/ szponów?

 

Cytat

„– Choć twoje intencje były szlachetne, nie zmienia to faktu, że teraz są w jeszcze większym niebezpieczeństwie, niż były wcześniej…”

 

To zdanie jakoś tak... dziwnie, nie do końca dobrze brzmi. Chyba przez to „(...) niż były wcześniej”. Może lepiej by było wywalić „były”? „(...) teraz są w jeszcze większym niebezpieczeństwie, niż wcześniej.” i gitara.

 

Cytat

„– Łoo… – Twilight zatrzymała się przy moście i spojrzała na ruiny zamku.

– Taa… – Rainbow również się na niego zagapiła.”

 

Przykład tego, jak niewiele wnoszące dialogi i fragmenty potrafią wywołać dłużyznę. Nie lepiej byłoby zrobić z tego opis? Cóż, taka decyzja autorki.

 

Cytat

„A więc oto układ: zaakceptujcie klątwę albo poślubcie kuzyna, by przed nią uciec. Wasz wybór.”

 

Przecież to nie oznacza, że nie mogłyby zakochać się później. Co jest, Chrysalis musi koniecznie teraz rzucić klątwę, za drugim razem ma jakiś limit czasowy, czy co? Taki cooldown tłumaczyłby, dlaczego do razu nie rzuciła drugiej klątwy, na Celestię. Może many jej zabrakło? Zresztą, bodajże Nika i Cahan zdążyły się już na ten temat rozpisać, a do sprawy odniósł się Lyokoheros, który jest dobrze poinformowany odnośnie wizji autorki, więc nie będę po raz kolejny podnosić tej kwestii, tym bardziej, że mam bardzo podobne zdanie.

 

Cytat

„Klaczy także zdarza się użyteczną być. Głównie po to, by przedłużać ród! – Dotknął policzka Rarity. – Przedłuż go ze mną już! ”

 

Wiem, wiem. Nawiązanie, konwencja. Ale to jest creepy! :rarity2: Co za obrzydliwy typ.

 

Cytat

„Uzbrojone w pnącza pegazy wraz ze swoimi pasażerami owinęły hydrę lianami od stóp do głów. Potwór zaczął tracić równowagę i upadł.”

 

Tak się kończy siedemnasty rozdział. Serio. Chyba najbardziej urwany rozdział w całym fanfiku. Owinęli, potwór stał, a potem upadł. Ciach, koniec. Ani konkluzji, ani niczego, byłem nieźle skołowany. Jakby autorka nagle straciła zainteresowanie rozdziałem i zapragnęła od razu zacząć pisać kolejny i nie oglądać się :rarity5:

 

Cytat

„– Mieliśmy… parę przeszkód po drodze, ale to już nieważne.”

 

Tak, na przykład piknik ;)

 

Cytat

„– Od tych wszystkich miłosnych bzdetów aż niedobrze mi się robi! Przyjaźń, miłość… Och, jakie to cudowne! Zaraz chyba puszczę pawia!”

 

Chwila, przecież ona żywi się miłością, co nie? Co jest, dostała nagle niestrawności, czy co? No, chyba, że w tym alternatywnym uniwersum jest Podmieńcem tylko z nazwy i w sumie nie zmienia formy. Opowiadanie nigdzie tego nie precyzuje.

 

Cytat

„– Dziękujemy wam… – powiedziała istota imieniem Jerome.”

 

Kto to jest Jerome? :wut:

 

Oprócz tego, notorycznie w tekście mamy ramiona zamiast łopatek i plecy zamiast grzbietu.

 

Generalnie, w tekście znajdziemy mnóstwo cytatów w sam raz do śmieszkowania, ale nie to jest celem niniejszego komentarza. Pomału zbliżam się do końca, czyli ostatecznego werdyktu. Z perspektywy czasu, być może popełniłem błąd, ciągiem czytając cały fanfik, może lepiej było go sobie dawkować. Aczkolwiek to może być znak, że było w tym coś, co mnie wciągnęło ;)

 

Ciężko mi określić, czy głównym problemem fanfika jest jego schematyczność, czy też braki opisów, zbyt prędkie tempo, w jakim toczy się akcja. To pierwsze pokazuje, że ukazanie naraz aż sześciu związków (siedmiu, jeżeli liczyć Celestię i Sombrę), to był troszkę zbyt ambitny cel, zaś forma nie pozwoliła na naturalne, satysfakcjonujące rozwinięcie relacji między postaciami, toteż wypada to naiwnie, ale w myśl przyjętej konwencji, co by nie mówić, mieści się w jej granicach, zatem często bywa... nawet sympatycznie. Miło. Zabawnie. Ale nie przez komedię, ale przez to, jakie te dialogi są, jak wyglądają i rozwijają się te relacje, no i ogólnie, co postacie robią w międzyczasie, chociaż sytuacja nie cierpi zwłoki. Są klisze, są nielogiczności, ale wszystko w ramach bajkowego wydźwięku. Klimat niestety okazał się... często zupełnie nijaki, ale podczas wstawek musicalowych, czy też co niektórych miłosnych dialogów, udzielał się i wtedy rzeczywiście, wiało Disneyem, wiało baśniami. Jako rozrywka, opowiadanie spełnia swoje zadanie, aczkolwiek trudno mi je polecić. Myślę, że autorka poradziła sobie, ale jej opowiadanie po prostu źle się zestarzało i dzisiaj niedoskonałości, braki w formie tym bardziej rzucają się w oczy, czuć znużenie powtarzalnością, niepotrzebnymi scenkami czy dialogami.

 

Mimo wszystko... nie było aż tak źle. Nie było też dobrze, a mam dziwny opór przed tym, by określić „Nocny Taniec” mianem średniaka. Przekład jak najbardziej dał radę i okazał się bardzo dobry, acz jest to „tylko” przekład i nie naprawia błędów oryginału, co zresztą nie jest celem żadnego tłumaczenia. Na pewno w jakimś sensie jest to twór klasyczny, jeden z przykładów tego, co i jak się tworzyło kiedyś. Dla czytelników autorki zapewne sentymentalna podróż w przeszłość. Dla zwykłego, współczesnego czytelnika... zabawny fanfik ze śmiesznymi „błędami”. Może nawet troszkę szalony, zważywszy na powiązania między postaciami. Ale może się podobać, jeśli trafi na odpowiedniego odbiorcę. Ponieważ się do nich nie zaliczam, powstrzymam się od końcowej oceny i napiszę tylko tyle, że wrażenia miałem umiarkowanie mieszane. Koniec końców, przyjąłem ów tekst bez emocji.

 

Ważne jest odpowiednie podejście. To nie jest mega głęboka, refleksyjna i realistyczna historia o romansie dwóch królestw, to nie epicka wyprawa tam i z powrotem, to nie opowieść o sztuce wojennej, polityce i intrydze. Jest to kucykowa wersja pewnej baśni, acz przyprawiona licznymi nawiązaniami do innych dzieł, bajek, celowo naiwna, celowo przewidywalna oraz celowo ckliwa w ramach opowiadanych romansów, która bardzo luźno traktuje moce magiczne oraz czarnoksięstwo, nie jest jej po drodze z logiką, czy realizmem, gdyż założenia były zgoła inne - miało być sentymentalnie, uroczo, miejscami zabawnie, miejscami troszeczkę groźnie, ale w ostatecznym rozrachunku po prostu ładnie. Myślę, że jeżeli podejść do "Nocnego Tańca" z taką oto świadomością, wówczas można się przy nim nieźle bawić i przypomnieć sobie różne dzieła, sceny, piosenki. Przede wszystkim, miała to być rozrywka, wesoła twórczość. Warto też pamiętać o tym, że tekst ma już swoje lata. Otwartym też trzeba być. No i niczym się nie sugerować, spróbować samemu ;)

 

Pozdrawiam!

 

 

PS: A pod koniec zabrakło mi tylko jednego...

 

Spoiler

Blueblood i Chrysalis zakochują się w sobie, całują się, po czym ta druga również przechodzi transformację i razem poprzysięgają kiedyś się zemścić :D

 

Edited by Hoffman
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...