Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Kierunek, prócz nieznanego co mogło ich spotkać po drodze, był kierunkiem który należało obrać jeśli chciało się odwiedzić Edfu położone na wybrzeżu. Tyle, że na dystansie od miejsca w którym byli obecnie do miasta było jeszcze sporo mil i Księżycowy jeden tylko wiedział, co na nich czyhało. Przynajmniej w teorii. 

Im dalej od wężowej kotliny, tym dalej na otwartą pustynię. Z kierunkiem obranym przez Hamzata nikt się absolutnie nie kłócił, bo też przecież on otrzymał rolę boskiego przewodnika. Szli w bliskim sąsiedztwie pionowych niemal, pomaranczowych skał przeoranych przez wiatr i naznaczonych dziurami i grotami. Przy upale który nastał nie było nawet sensu od nich odchodzić. 

Jakiś czas później udało się znaleźć odpowiednie miejsce na założenie obozu - niewielką wnękę w skałach, z której był dobry widok na roztaczające się wokół wydmy. Rozłożenie obozu w kontraście z niedawną walką było naprawdę małym wysiłkiem, ale już w trakcie przyszło zmęczenie i uderzyło z podwójną siłą. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hazmat był niesamowicie wdzięczny losowi, że w tym odludnym zakątku pustyni znalazło się miejsce na obóz. Pomagał ile mógł w dobrym, porządnym rozlokowaniu wszystkiego, rozstawieniu prawdziwych czy improwizowanych namiotów - te ostatnie potrafił mniej więcej sklecić z derek, płacht i kijów, robieniu posłań i tak dalej. Oczywiście mężczyzna był już praktycznie na ostatnich nogach, jednak skupił się na tym by niczego nie spieprzyć. Jeżeli już uda mu się zasnąć, to chce mieć dobry, mocny i pokrzepiający sen, bez dzikich niespodzianek. Spoglądając po towarzyszach podróży nomada mógł domyślić się, że w sumie nie jemu jednemu na tym zależało.

 

Kiedy wszystko było już fajnie ogarnięte, Nadżibullah rozłożył się niechlujnie przy ognisku, by się ogrzać a nie sparzyć. Wiadomo, że noce są całkiem zimne. Pewnie bardziej takie w guście Sigrid. I gdy tak sobbie legnął, w pełn osiadły na nim dwie rzeczy. Zmęczenie ostatnimi wydarzeniami i coniebądź nadszarpnięte zdrowie, oraz powaga i zasięg całej tej sytuacji. Kiedy miał okazję odpocząć, Hamzat w pełni, albo chociaż szerzej, pojął zakres tego bałaganu w jakim się znalazł. Zarówno Hamzata, jak Sigrid i zapewne łysola czekała solidna, długofalowa misja. A pierwszym jej krokiem będzie przekroczenie otwartej pustyni do Edfu, przy Wielkim Morzu. Pustyni, która i bez polowań na demony oraz demonów na nich stanowi wyzwanie samo w sobie.

Ba. Z ich miernymi zapasami oraz być może trochę brakiem doświadczenia małej Sigrid i kapłana choć nie był zbyt pewien, taka wyprawa to praktycznie samobójstwo. Wiadomo, jest Księżycowy, i Hamzat oczywiście totalnie mu ufa w tym że Bóg go wesprze, księżyc akbar. Jednak co jeśli będzie zajęty? Iść do Edfu na hurra tak o to niespecjanie mądre posunięcie. Przed snem, Nadżibullah postanowił dać o tym znać reszcie.
- Wiecie, tak sobie odpoczywamy - zagaił - to się możemy też pozastanawiać. Powiem krótko, musimy pomyśleć jak się przygotować trochę, bo przejście przez pustynię tak jak stoimy byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Co o tym sądzicie? Jakieś plany, sugestie? Ja co nieco tam wiem, ale co trzy głowy to nie jedna, a i wierzę, że nie mam przed sobą kompletnych żółtodziobów.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ruchy przy rozkładaniu obozu stały się niemal mechaniczne, a więc i całkiem szybko zrobili to, co zrobić musieli. Efekt nie był królewski, ale na dobry sen owe improwizowane namioty całkowicie wystarczały. 

Piach był jeszcze gorący, gdy nastała noc. Nad pustynią słońce zachodziło szybko i równie szybko nadchodził mróz. Tym razem wiał też porywisty wiatr, ale skalna kryjówka gwarantowała bezpieczne rozpalenie ogniska bez ryzyka jego zgaśnięcia. Więc już wkrótce Hamzat, Sigrid i Łysy mogli odpocząć, grzejąc się przy ogniu... głodni. 

Tuż obok ułożył się wielbłąd, cuchnąc nieco wielbłądzim (a jakże...) potem. Zwierz bezczelnie zerkał na trójkę ludzkich towarzyszy, nie zdradzając prócz tego żadnych oznak myślenia.

- Lada chwila odprawię wieczorną modlitwę dla Największego z Sokołów, Jaśniejącego Pośród Nocy i Dnia, Najmędszego z Mędrców, Boskiego Necheny - odparł Harusepth, unosząc dłonie ku niebu z miną tak uduchowioną, jakby jego Boski Necheny właśnie przed nim stał. Przeciągająca się, niezręczna cisza skłoniła go do spuszczenia z tonu. I spuszczenia rąk. 

- Wskaże nam kierunek i roztoczy opiekę - wyjaśnił po chwili. Manifestacyjne prychnięcie siedzącej obok Sigrid zignorował.

- Trzeba nam zapolować na zwierzę - zaproponowała najmłodsza z kompani. - Da się jeść te małe, czarne, z kolcami i ogonem trucizny? - zapytała, dłońmi imitując uch szczypiec. Chodziło zapewne o skorpiony, które rzeczywiście chętnie nocą wychodziły na żer, ale jeść się dało tylko duże osobniki. - Ja mogę też zaprawić wieczorna modlitwa ku mojemu bogu, żeby on rozwalił burzą głupiego kapłana. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Patrząc na kapłana z pewnym smutkiem Hamzat wstrzymał się od głośniego hehnięcia i od zbędnych komentarzy. Brak jedzenia generalnie nie pomaga w utrzymaniu dobrego humoru, a grupa z pewnością nie potrzebowała wewnętrznych waśni. Zwłaszcza Sigrid nie wyglądała na zbyt uradowaną perspektywą niejedzenia, i wolał nie musieć przywoływać jej do porządku po tym jak już się względnie polubili. Mężczyzna skinął głową, kierując gest na raz zarówno do łysola, którego imię wypadałoby sobie przypomnieć albo zapytać, jak i do dziewczyny. Odetchnął głośniej, pozawalając sobie nacieszyć się faktem, że mógł poleżeć i odpocząć zanim znów będzie trzeba zacząć robić rzeczy. Wydawało mu się, że miał ze sobą jakieś drobne zapasy ale albo gdzieś je posiał albo już zjedli.

 

Naprawdę dobrze byłoby coś zrobić w tej sprawie, więc po westnieniu Nadżibullah powstał.

- Zasadniczo, oboje podajecie bardzo dobre pomysły - odezwał się i poważnie spojrzał po pozostałych. - Bardzo dobre. I dlatego myślę, że możemy zwiększyć swoją szansę na coś dobrego jeśli po prostu zrobimy obie rzeczy. Pomódlmy się, i później spróbujmy coś schwytać, nawet trochę po zmroku. Jak się ściemni, to też trochę zwierząt powyłazi. Sigrid, jeśli już o tym mówimy, co do tych kolczastych, to tak, można je łapać, te większe. Są smaczne jeśli smażone w oleju. Tylko pozbywaj się kolca. I to bardzo uważnie. Co wy na to?

 

Zwrócenie się do w końcu wszechmocnego Księżycowego Boga z pewnością nie zaszkodzi, a może pomóc. W sumie Hamzat nawet wie o co może zapytać bóstwo tak przy okazji.

Edytowano przez Po prostu Tomek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Księżycowy póki co się nie odzywał, podobnie jak zresztą zmęczone towarzystwo. Nawet kapłan nie miał zbyt wiele do mówienia, a jedynie przytaknął. 

Dziewucha zebrała się z ziemi, otrzepała workowate spodnie z piachu i zaczęła szukać kamieni, o które w tym otoczeniu nie było trudno. Nagły ruch spowodował przebudzenie wielbłąda, który dopiero co zaczynał przysypiać. Można by zaryzykować, że był bardzo niezadowolony poruszeniem, ale on nigdy nie wyglądał na zadowolonego. 

- Najpierw jeść, potem się modlić i dziękować za jedzenie - oznajmiła Sigrid i ruszyła w stronę wyjścia z małego, bezpiecznego obozowiska w zagłębieniu skalnym. Odwróciła się, stojąc na jego skraju. Minę miała bardzo zdeterminowaną.

- Idą? 

Edytowano przez Arcybiskup z Canterbury

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No nic, skoro Bóg ma większe problemy na głowie, zdecydowanie należało zatroszczyć się o swój dalszy byt w tych niesprzyjających warunkach. Na przykład o jedzenie, by nie umrzeć jak cioty śmiercią głodową w trakcie tak ważkiego zadania. Byłoby to troszkę upokarzające. Hamzat spojrzał na wielbłąda, któremu przerwano sen, ciesząc się że w sumie nie musi do niego teraz podchodzić. Niech sobie z powrotem zaśnie, jemu też się należy. Po chwili wstał, przeciągnął się i ruszył do Sigrid, dobywając broni. Nadziewanie skorpionów na szpic i tak pozbywanie się ich z dystansu brzmiało dobrze, a poza tym kto wie czy nie trafi im się coś innego.

- Idą idą - odparł dziewczynie Nadżibullah względnie przyjaznym, choć zmęczonym głosem. - Kapłanie, wybacz że zapomniałem kompletnie jak się nazywasz, znasz się co nieco na łapaniu jedzenia na pustyni? To szczere pytanie, nie żeby cię zdenerwować, ale jeśli nie to zostań tutaj. Brak znajomości takich rzeczy przyniesie więcej szkody niż pożytku.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Księżycowy lubił wpadać bez uprzedzenia.

Ponownie Hamzatowi zwyczajnie zniknęła pustynia i pojawiła się góra ze swoim okrągłym, księżycowym podestem, niebem usłanym gwiazdami i wielgachną tarczą Księżyca. 

 

JESTEŚCIE NIEDALEKO JEDNEGO Z BOŻKÓW, UKRYTEGO POD PIASKIEM I OCZEKUJĄCEGO NA PRZEBUDZENIE, HAMZACIE. UCZULAM CIĘ, BYŚ NIE DAŁ SIĘ ZWIEŚĆ FAŁSZYWYM SŁOWOM, SĄCZĄCYM SIĘ NIBY TRUCIZNA DEMONICZNEGO WĘŻA. NIE UFAJ MU, ZAMKNIJ UMYSŁ NA TO, CO MÓWI, BOWIEM JEST ON TYLKO JEDNYM Z PLUGASTW PRÓBUJĄCYCH ZAWŁASZCZYĆ DLA SIEBIE SZCZĄTKI ŚWIATA, KTÓRY STRACILI. BĄDŹ OSTROŻNY, BĄDŹ UWAŻNY. POWIEDZ KAPŁANOWI, ŻE UJRZAŁEŚ W WIZJI SĘPA GÓRUJĄCEGO NAD PUSTYNIĄ. 

 

I już, i koniec. Znów stał na granicy obozowiska, patrząc jak kapłan zbiera się do polowania, a Sigrid morduje jakiegoś zdecydowanie zbyt małego skorpiona kamieniem, kucając nad nim z ogromnym skupieniem. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

W jednej chwili Hamzat stawiał swobodnie krok w stronę oczekującej go Sigrid, by ogarnąć coś do żarcia, a w następnej już nie. Tak po prostu nie. Nagła zmiana otoczenia sprawiła że mężczyzna zachwiał się, zbity z tropu, i krzyknął lekko jak baba nagle będąc znowu na szczycie tej naprawdę wysokiej góry. Słuchał kiedy Bóg mówił, bo nie sposób było nie słuchać, jednak prawie od razu zaczął też myśleć nad pytaniami, które chciał zadać oraz nad tym jak powiedzieć Księżycowemu by więcej proszę uprzejmie tak nie robił. Nadżibullah kiwnął głową, potakując i zaznaczając że tak, tak, oczywiście słucha, i podniósł palec żeby zacząć zadawać pytania.

- Ale dopiero... - powiedział, zdając sobie w tym czasie sprawę, że stoi głupio z palcem w górze tam, gdzie znajdował się przed jednostronną konwersacją z bladym bóstwem. - ... kurwa mać!

Edytowano przez Po prostu Tomek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zarówno łysy jak i Sigrid odwrócili gwałtownie głowy, zamierając w pozycjach gotowych do obrony/ataku/ucieczki. Otoczenie wokół Hamzata było dogłębnie lustrowanej centymetr po centymetrze. 

- Wąż? - zapytał łysy, poszukując bezskutecznie gada. 

Księżycowy musiał być dziś bardzo zajęty, skoro nawet nie wysłuchał co Hamzat ma do powiedzenia, ale cóż, jego boskie prawo. Co zaś się tyczy sępa, żadna ponura sylwetka nie wieńczyła ani skał wokół, ani wydm, ani nawet nieba tonącego w gwiazdach. Nie było też słychać ich okropnych krzyków, ani krzyków tego, co mogło być celem sępów. 

- Co się dzieje? - dopytywała Sigrid. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie, nie - Hamzat wyciągnął ręce przed siebie w uspokajającym geście, wydając zmęczone westchnienie. Po chwili zebrał się w sobie by chociaż spróbować zamaskować to zmęczenie i odstawić maleńki spektakl kapłanowi, który im pomagał. Postanowił się streszczać bo Sigrid i tak specjalnie nie kupuje tego całego zamieszania, wszyscy troje byli głodni i zmęczeni, a do tego w sumie cholera wie kiedy nowy wróg może niespodziewanie zaatakować. Nadżibullah wyprostował się lekko i spojrzał kapłanowi prosto w oczy. - Wybaczcie proszę moją niespodziewaną reakcję, ale miałem wizję. Nasz pan objawił mi sępa górującego nad pustynią. Nowe zło czai się gdzieś niedaleko. Ogólnie nie jest dobrze. Jutro musimy się nad tym zastanowić, a teraz... a teraz złapmy coś na ząb.

Mężczyzna nieco sflaczał, pozwalając błyskawicznie ujść całej pompatyczności, i podszedł do dziewczyny. Nie interesowało go że atakowała małego skorpiona, podobało mu się że próbowała. Poczochrał jej włosy.

- Dobra robota - pochwalił Sigrid. - Szybko się uczysz. Teraz możemy ogarniać razem te większe. Ruszajmy!

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Sępa? - zapytał kapłan. Miał tendencję do wyrazu jakby ktoś z całej siły uderzył go w twarz. - Sęp nie jest omenem zła ani grozy, dobry barbarzyńco! Pan nie mógł okazać ci go w ten sposób. Sępy to dumne stworzenia, wysłannicy Bati, bogini matki. Powinieneś to wiedzieć, on powinien ci przekazać! - rzucił rozpaczliwie. Wyglądał na zrozpaczonego, ale nic nie sugerowało, żeby choć domyślał się, że Hamzat nieco zniekształca prawdę. - Chyba że... wizja nie była czytelna. Tak, mogło tak być. On często zsyła zawiłe wizje, wizje dla mądrych. Nic dziwnego, że jej nie rozszyfrowałeś - dodał, jakby to było całkowicie oczywiste i wzruszył ramionami. - Dobrze, czym prędzej zjemy i zapadniemy w sen, tym prędzej wyruszymy rano do Bati. Chodźmy - rzekł, zabierając kamień i idąc  w ciemność. 

Nawet gdyby skorpion był większy, nie byłoby z niego pożytku. Dziewucha uniosła smutne, małe truchło za ogon i wykrzywiła się z obrzydzeniem, aby zaraz potem pobiec za Hamzatem. 

Udało się finalnie złowić tłustą jaszczurkę i trzy skorpiony, ucztę jak na możliwości pustyni. Trzeba było szybko wracać do obozowiska, bo w oddali słychać już było głosy kojotów. Szczęśliwie, mały obóz oferował dobre schronienie i niebawem gad oraz pajęczaki piekły się nad ogniem. 

Edytowano przez Arcybiskup z Canterbury

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Wszyscy jesteśmy już nieco zmęczeni - Hamzat odpowiedział przepraszająco, usprawiedliwiającym się głosem. Zdecydował się przyjąć to co się działo i udać że faktycznie był przez chwilę za głupi by ogarnąć wolę bożą. Nie dał po sobie poznać jak bardzo chciał teraz kopnąć się w kostkę. - Może faktycznie źle rozszyfrowałem wizję sępa. Naprawdę cieszę się, że na ciebie trafiliśmy i jesteś z nami, właśnie na przykład by pomóc unikać takich gaf. Bóg wiedział co robił jak nam cię zesłał.

 

Podczas polowania mężczyzna nie poruszał dłużej żadnych religijnych tematów, zajęty zdecydowanie bardziej przyziemnymi sprawami, jak przetrwaniem. Bogowie bogami, wszechmoc wszechmocą ale Nadżibullah po prostu wiedział, że nikt nie będzie zajmował się nagle takimi rzeczami za niego. Jednak tak sobie polując, miał też chwilkę na osobiste rozmyślania, kiedy akurat czegoś nie łapał lub nie uśmiercał. Jak kurwa mógł tak głupio zapomnieć o tej szaradzie jaką odprawiał z klechą. O urabianiu go, że całe zadanie wyznaczył im ten jego sokół. Hamzat musi bardziej uważać, tym razem i tak chyba miał szczęście, co docenia.

 

Kiedy wszystko było już gotowe, pustynny wojownik postanowił pokazać Sigrid, i kapłanowi jeśli będzie zainteresowany, jak ogarniać jedzenie skorpionów tak, żeby nie umrzeć w smutny sposób. Przy okazji wyznaczył też przydziały żywności. Sam zadowolił się dwoma skorpionami, pozwalając młodej i łysemu wszamać jaszczurkę i tego mniejszego skorpiona.

- Pojedli? To spać! - oświadczył autorytarnie po upewnieniu się, że wszyscy na spokojnie się posilili. - Obejmę pierwszą wartę, za cztery godziny budzę łysego. I poważnie, dobry człowieku, przypomnij mi jak się nazywasz, bo mówić do ciebie per 'łysy' wydaje mi się chamskie.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kapłan zamrugał, wyrzucając do ognia resztki skorpiona. Chitynowy pancerz strzelił parę razy, rozpadając się w płomieniach. 

- Harusepth, nie "łysy". Kapłan wielkiego Necheny i sekretarz królewski - wyjaśnił, nie kryjąc lekkiego oburzenia. Kiwnął jednak wcześniej głową, kiedy Hamzat zadecydował o warcie, pozostało więc czekać na swoją kolej do spania. 

Przez całe cztery godziny warty nie stało się nic interesującego. Ot, czasem jakiś szakal zawył zdecydowanie zbyt blisko, ale nic się nie naprzykrzało i o dziwo ciepło ognia nie zwabiło niczego ani nikogo do obozowiska. Pod koniec organizm Hamzata zaczął już wyraźnie odmawiać posłuszeństwa, ale kapłana nie trzeba było budzić. Wstał nawet nim przyszedł jego czas i klepnął nomada w ramię. 

- No, możesz już iść spać - oznajmił. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Dziękuję za przypomnienie - odparł Hamzat z bardzo uprzejmym skinieniem głowy. Wiedział że trochę spieprzył, ale nie oszukujmy się, kto by tam spamiętał takie długie cudzoziemskie imię. Do tego takie sprzed paru setek lat, na to wyglądało. Trzeba się będzie skupić i zapamiętać, po dwóch razach pytać już po prostu zwyczajnie nie wypada. To, gwiazdy, zimna pustynna noc, wycia w mroku od czasu do czasu oraz różne inne myśli trzymały Hamzata względnie w kupie podczas warty, jednak czuł, że jakby zdecydował się rozdzielić godziny inaczej, to mogłoby być krucho. Kiedy Kałpan Wielkiego Necheny podszedł by przejąć wartę, Nadżibullah posłał mu uśmiech takiej wdzięczności, jak jeszcze chyba nikomu nie okazał. Zanim jednak padł na glebę i zapadł w cień, postanowił poinformować łysola o pewnym ważnym planie.

- Harusepcie, oboje wiemy, że nie jestem... światłym człowiekiem. Jutro chcę z tobą porozmawiać. A na razie dobranoc, jak coś to budź.

 

I zaległ.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Jak sobie życzysz, Hamzacie - odparł kapłan i przez ułamek sekundy nomad miał wrażenie, że nie siedzi przed nim ten łysy, nadęty pierdoła, nie radzący sobie z otaczającym go światem. To znaczy owszem, wciąż był łysy, ale miało się wrażenie, że typ o nieokreślonym wieku jest bardzo, bardzo stary i równie mocno zmęczony. A potem kapłan odwrócił się i wątła sylwetka przypomniała jego egzystencję z ostatnich dni. 

Chłód nocy nie był w stanie przeszkodzić mężczyźnie w zaśnięciu. Zmęczone ciało, a tym bardziej umysł błyskawicznie sprowadziły sen. Tym razem był to sen bez bogów, bez demonów i bez wizji. Przynoszący ukojenie. 

Ale niestety potem przyszła pobudka. Nie była może zbyt gwałtowna, ale piach wespół z obrzydliwym smakiem w ustach i podrażnione oczy nie były tym, co ktokolwiek lubił. 

Kapłan dalej siedział na kamieniu, dziewuszka leżała nieopodal, rozwalona na płaskim kamieniu i ze śliną sączącą się z otwartych ust, a słońce wznosiło się ponad horyzont. 

Czas wstawać i wykorzystać ostatnie godziny chłodu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nadżibullah rozwarł powoli spuchnięte powieki, zaraz jednak zamknął je z powrotem jakim błędem było otwieranie oczu w zapiaszczonym środowisku. Ten irytujący ból szybko otrzeźwił mężczyznę, który błyskawicznie zebrał się do kupy, otrzepał jako tako ręce, i wtedy niezwłocznie przetarł oczy i wypluł piach z ust. Nie lubił piasku. Piasek był ostry, szorstki i irytujący. I wszędzie się wciskał.

 

Mężczyzna mrugnął i potrząsnął głową, rozglądając się. Zaraz na krótką chwilę legnął na chwilę, przeciągnął się, strzykając stawami i ziewnął przeciągle. Potem dopiero wstał, doceniając jaśniejszą stronę sytuacji, jaką był pokrzepiający, spokojny sen. Sigrid jeszcze spała. I może w sumie dobrze. Hamzat pamiętał dobrze, że chciał porozmawiać z starożytnym w pełnym znaczeniu słowa kapłanem. Podszedł do niego i przykucnął.

- Dzień dobry. Zaraz obudzę Sigrid i oboje spróbujemy coś upolować i przygotować się do podróży, a ty się kapkę prześpij. Zanim to jednak nastąpi, chciałem poważnie porozmawiać. Widzisz, Haruseptcie, zaczynam myśleć, że Bóg złączył nasze drogi nie bez powodu - oświadczył spokojnie i z namysłem, po czym zaczął kręcić nawijkę, którą przygotował. Nie leżało mu specjalnie oszukiwanie kapłana, ale dobrze wiedział, że ten i tak odwróci się od niego kiedy tylko Hamzat zacznie walczyć z tym nowym wrogiem. Nie dał nic po sobie poznać gdy kontynuował. - Widzisz, wspomniałem już, że jestem człowiekiem prostym i spodziewam się, że może cię wciąż trochę dziwić dlaczego wybrano mnie, a nie ciebie. Mi się wydaje, że może siły niebieskie zestawiły nas jako duet jako swojego rodzaju próbę. Ty posiadasz ogromną wiedzę i jesteś mądrzejszy, a ja mam umiejętności praktyczne i proste ale skuteczne taktyki. Z tego tytułu zwracam się do ciebie o pomoc. Przyznam ci szczerze i bez bicia, kompletnie nie znam tych różnych bogów, Pan przekazuje mi tylko proste wizje. Dlatego chciałbym, byś opowiedział mi więcej o dawnej wierze, tak teraz trochę i potem w trakcie podróży.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Łysy siedział z rękami na kolanach, wzrok swój kierując w stronę zachodzącego słońca. Kiwnął głową, kiedy Hamzat przyszedł i przedstawił swoje pytanie. 

- Mamy wielu bogów, nie starczyłoby mi życia by wszystkich opisać, ale przedstawie tylko garstkę tych najważniejszych, największych. Największym z nich jest Aahet, władca życia i śmierci. Aahet nie jest boginią ani bogiem, jest ponad wszelkie stworzenie i ponad wszystkich bogów. Aahet dał im życie i obowiązki. Dalej jest Saha i Sehati, bóg słońca i bogini księżyca, bliźniacze rodzeństwo. Mają starszą siostrę, Seh, ziemię po której stąpamy, oraz Sahena, pana nieba. Menkh i Gedre to kolejno harmonia i chaos, ale nie myśl, że ten drugi jest zły. Żaden z naszych bogów nie jest zły, to by było nierozsądne, jako że zło i dobro jest we wszystkim co żywe i wszystkim co nas otacza. Bati to bogini-matka, bogini opieki, płodności, plonów. Jej symbolem jest sęp, Nukhen to ojciec, odpowiada za ochronę, za zwierzęta, jego zwierzę to byk. Necheny jest najmądrzejszym z bogów, panem tajemnic i wiedzy Necheny jest sprytny, ale równie sprytny jest Gendre, który prócz chaosu wielbi też żarty. Wiesz już, że Necheny  jest sokołem. Mamy też boga głupoty, ale jest pomniejszy. Jest też Maava, wąż, pani sztuki, symbolizowana przez dłoń. To ci najważniejsi. Czy chcesz wiedzieć coś jeszcze? - zapytał, przecierając twarz dłonią. 

- He? - wymamrotała Sigrid, jak żywy trup powoli i niezbyt świadomie podnosząc się z ziemi. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Czym był ten wąż, tak konkretnie? - Hamzat zadał pytanie ledwie tylko Harusepth skończył. Teraz mężczyna troszkę bardziej rozumiał pozycję łysego. Z tego wszystkiego wynikało, że naa chwilę obecną dobrze będzie wciąż udawać, że to właśnie Necheny mu się objawił. - Bo jeśli mam być szczery z całą pewnością na Maavę mi nie wyglądał. A my zmierzamy teraz do... Bati. Mam rację? Ciekawe czego mogłaby od nas chcieć.

 

O kurwa ni to pomyślał, ni to pomodlił się wojownik, zaszczycając Sigrid spojrzeniem by ukryć takie delikatne zmieszanie. A więc to dlatego Księżcycowy mówił... no cholera. To wygląda na to że ogólnie całkiem szybko będą musieli najprawdopodobniej pożegnać klechę nieco szybciej niż nomada zakładał. Panie Boże, jeśli mogę prosić, podpowiedz mi co zrobić. Czy oczekujesz, że zgładzę tego kapłana? Kurde szkoda trochę.

- Sigrid - Nadżibullah przywołał siebie i zaspane dziewczę do rzeczywistości. - Dzień dobry. Wstawaj i się zbieraj, będziemy szli złapać coś do jedzenia. O, napij się wody.

Sam podbił po bukłak, odkręcił i się napił, po czym podał dziewczynie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Mówiłem ci, mój barbarzyńco. Nie pamiętasz? Wąż był wężem królewskim. Takie węże były na dworach, bardzo mądre stworzenia, z ich jadu wytworzyć można było wiele lekarstw. Ten wąż najprawdopodobniej postanowił zostać bogiem innych węży i wcielił plan w życie. To magiczne stworzenia, nawet kiedy mój kraj istniał, nie znaliśmy ich sekretów. Było tam jednak wiele kobr, a więc i musiał mieć wielu wiernych. Kto wie, może to przez to? - zapytał, schodząc z kamienia. - Zmrużę na chwilę oko. Tylko mi przypadkiem nie ucieknijcie! - ostrzegł, a potem wybuchnął śmiechem, jakby pomysł był absolutnie absurdalny. Tyle, że kapłan mówił prawdopodobnie na serio.

Sigrid wzięła manierkę i również się z niej napiła. 

- Dzienobry - odparła i podeszła do Hamzata, po drodze zabierając oręż - kamień. Stanęła obok z wyczekiwaniem.

- I tak, Bati nas oczekuje. Czuję to - odparł kapłan. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Właśnie o to mo chodziło - objaśnił Hamzat już troszeczkę na odchodnem, bo faktycznie należało już się serio zbierać i złapać jakieś śniadanie, a kto wie, może i obiad. - O ten bardziej... duchowy, albo demoniczny wątek. Że może przez magię albo wiernych został bogiem. Może coś jest na rzeczy, i trzeba się dowiedzieć co. No to w każdym razie dobranoc, może pogadamy jak wstaniesz.

 

Z tymi słowami, oraz będąc w generalnie bardziej dobrym niż złym nastroju, mężczyzna nareszcie zabrał się do jakże ważnej sprawy ogarniania żywności. Bóg na razie milczał. Może mu się przyśni, albo huknie coś z nieba niespodziewanie.

- Dobra, Sigrid. Plan jest taki. Dzielimy się, ale tak by pozostawać mniej więcej w zasięgu wzroku, zdobywać pożywienie. Twoim celem są skorpiony i może jakieś gryzonie czy jaszczurki jak trafisz. Uważaj na węże i pająki. Tymi, oraz innymi większymi rzeczami zajmę się ja. To powinno nam dać większe szanse. A zatem, mała, pełne skupienie.

 

I ruszył. Albo ruszyli.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Tak, tak. Skorpiony. Dobrze - odparła Sigrid i w obiecanym pełnym skupieniu ruszyła na łowy. Hamzat mógł zauważyć, że chociaż znają się raczej niedługo, dziewczynka darzy go zdecydowanie szacunkiem. No, przynajmniej w porównaniu do tego co serwowala Łysemu. 

Nie minęło wiele czasu, gdy ofiarami nomada padł spory wąż, który wylegiwał się leniwie na słońcu i dwie jaszczurki piaskowe długości łokcia, a więc chwilowo głód im nie groził. 

Sigrid wróciła natomiast z dwoma czarnymi, dorodnymi skorpionami, trzymając je za szczypce. 

Kapłan siedział na tym samym kamieniu na którym czuwał i wcale nie spał. Z widocznym zmartwieniem wpatrywał się w piaski pustyni, jakby go coś dręczyło, albo był głęboko nieszczęśliwy. 

- Och, już jesteście. Dobrze - powiedział. - Kiedy ruszamy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×