Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Po prostu Tomek] Morze piachu

Recommended Posts

Sęp od czasu do czasu zawracał, aby nie oddalić się zanadto od Hamzata. 

Nie inaczej było ze świecącą kulką, która nie odsuwała się od ramienia mężczyzny, cały czas wydając z siebie cichutkie, niezrozumiałe szepty. 

Słońce znów zaczęło się dawać we znaki, a droga powrotna dłużyła się, uświadamiając Hamzatowi jak bardzo oddalił się od swoich we mgle. To właśnie do nich prowadził go sęp. 

 

Cała trójka ludzi i wielblad czekali na przybycie Nomady w skałach obok przepływającego strumienia. Kapłan wylegiwał się na płaskim kamieniu. Nie wydawało się, żeby skwar mu przeszkadzał. W cieniu innej, większej skały siedziała na ziemi Sigrid, a za nią bogini, najwyraźniej próbująca zapleść warkoczyki na rozczochranej głowie dziewczynki. Pojawienie się Nomady zniweczyło ów plan, bo Sigrid zerwała się i wystrzeliła jak z procy w stronę Hamzata, emanując radością jak szczeniak. Przybycie mężczyzny wywołało zainteresowanie wszystkich obecnych, łącznie z umiarkowanym zainteresowaniem wielbłąda. 

- Ha... Co to jest? - zapytała, zatrzymując się tuż obok niego i pokazując palcem w świetlika. Euforię zastąpiła ciekawość.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hamzatowi oczywiście droga się nieco dłużyła, bo nawet najbardziej zahartowany i doświadczony wędrowiec pustyni wie, że o pewnych porach po słońcu się po prostu nie chodzi, tym bardziej, że falująca jak morze pustynia nie tylko odbija ale i wzmacnia żar. Dlatego widok chłodnego strumienia, twardych skał i co najważniejsze, swojej drużyny powitał radosnym uśmiechem. Brodacz pierwsze co zrobił to pogłaskał lekko Sigrid. Następnie klęka na jedno kolano by być na odpowiednim poziomie, daje młodej dziewczynce zza Morza pstryczka w nos by nie zapomniała, że go ma, i pokazuje otwarcie co to też tak błyszczy.
- Cieszę się, że cię widzę Sigrid - oznajmia, po czym przystępuje do w miarę prostych wyjaśnień. - To świetlik. Pewno stąd, bo świetliki lubią latać przy wodzie, i zasadniczo moja droga jest to taki nocny robaczek, który czuwa nad ludźmi i przy namiotach. Gdzieś po drodze się przypałętał, mi nie przeszkadza. Witajcie i wy, Harusepthcie i Pani Bhati.

Tutaj Hamzat robi krótką przerwę by wstać i podejść nieco bliżej do strumienia. Nie ma do ukrycia w sumie nic poza ogromną chętką na świeżą wodę, dlatego następujące pytanie zadaje już idąc w stronę jej źródła, wolnego od mgły. Patrzy na zbudzonego piorunami łysego jak kolano kapłana i jego niegdysiejszą boginię z niczym poza uprzejmą ciekawością, myśląc o tym czy i jak zareagują. Ptak już i tak pewno zdał własny raport.
- Wypoczęliście? Wybaczcie mi, ale kompletnie zgubiłem się we mgle, sęp przywiódł mnie z powrotem.

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Woda przyniosła natychmiastowe ukojenie, tym bardziej, że była zimna. Strumień nie mógł powstać dawno, jako że wokół niego nie zdążyły jeszcze wyrosnąć pustynne rośliny.

- Oczywiście, że przywiódł - odparła bogini z zadowolonym uśmiechem. Podeszła też i bliżej Hamzata, tak blisko, by palcem tknąć świetlika. Ten, jako że był niematerialny, zatańczył tylko wokół dłoni Bhati i wylądował nad drugim ramieniem nomady. 

- To nie jest taki świetlik - zaprotestowała. - To duch. To wiele duchów. Wpadłeś do jakiegoś grobowca? Musiałeś mieć szczęście, że nie chciały cię pożreć. Zazwyczaj to właśnie robią z żywymi. Niemniej, dobrze, że wróciłeś. Twoje przewodnictwo z pewnością będzie nieocenione. - Bhati zaprezentowała kolejny, szczery uśmiech. 

Harusepth również podszedł bliżej i zbadał świetlistą kulkę z zainteresowaniem naukowca. On jednak nie zbliżał do niej rąk. 

- Gdyby naprzykrzały ci się nocą, powiedz. Powinienem pamiętać jeszcze, jak się je odsyła. 

- Jak to wiele duchów? Gdzie? W tym? - Sigrid nie kryła zdziwienia, z czymś w rodzaju szacunku przyglądając się teraz światełku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hamzat prawie dostał szczękościsku od sporej ilości świeżej, zimnej wody na raz. Dzięki Księżycowemu i wszystkim jego wyrokom, nie zaczęła go boleć głowa od przedobrzenia z zimnym na gorące, tym bardziej że po pierwszym ataku kolczastego szoku temperaturowego mężczyzna pił już trochę mniej łapczywie. Gdy skończył, westchnął pełen tego specyficznego zadowolenia, które może dać tylko szczęśliwy powrót z długiej drogi.

Dzięki chłodowi oraz w sumie nieoszukanemu strachowi kiedy pomyślał o gnijącej, zębatej bestii, Nadżibullah mógł odpowiedzieć Pani Bhati najpierw niekłamanym dreszczem, a potem nieco niepewnym spojrzeniem na uwagę o możliwości bycia pożartym przez duchy. Nomada nie ma w sobie tyle siły i odwagi, by się zastanawiać nad tym, jak miałoby takie pożarcie przez niematerialne istoty wyglądać. Cholerny ciapek ze strumienia zdawał mu się jak najbardziej namacalny.
- O - brodacz zrobił zdziwioną minę, obserwując poczynania Bhati. Także i tego uczucia nie musiał markować, bo w sumie to myślał, że w całym skomplikowanym procesie świetlik został się jeden. Życie nie jest jednak takie proste. - Hmm. Być może i gdzieś wpadłem. Nie pamiętam schodzenia pod ziemię, ale mgła była gęsta, dziwna, no i różne powierzchnie miałem pod stopami. Dziękuję komukolwiek powinienem za to, że duchy mnie nie zeżarły. I zapamiętam, Harusepthcie, choć na razie chyba jest dobrze. Bardzo pomocne światełko, przynajmniej póki nie muszę się ukrywać. Hmmm hmm hmm. Czy te duchy mówią coś konkretnego, czy nie są specjalnie rozmowne? Możemy chwilę poczekać, ale jak tylko będzie mniejsze słońce, powinniśmy ruszać.

Ta ostatnia kwestia nie bez powodu jest ważna dla pustynnego wojownika. Hamzat wie, że prowadził rozmowę z tym dziwnym stworzeniem, wie co się stało. Kłopot w tym, że nie wie czy Bhati wie, a... rozmowę z nią wolałby odłożyć póki nie zobaczą Edfu. Wędrowiec jakoś tak czuje, że wpierw wolałby zobaczyć jak bogini zareaguje na cywilizację, zanim zdecyduje się co konkretnie z nią zrobić. Czy może bardziej, jak to zrobić, bo może teraz dzięki świetlikowi obejdzie się bez zabijania.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dalsza wędrówka tego dnia była wybitnie męcząca dla Hamzata, który miał zapewnione sporo mocnych wrażeń tego dnia. Świetlik niestrudzenie unosił się, nigdy nie dalej niż pół metra od niego. Harusepth szedł w towarzystwie wielbłąda i Bhati, czasem niemrawo zamieniając słowo z tą drugą. Nie wyglądali na szczęśliwych. Zdawało się wręcz, że są przytłoczeni. Sigrid trzymała się wiernie blisko Hamzata, a para sępów leciała wytrwale nad ich głowami. I tak do wieczora. 

 

Edfu zdawało się być już niedaleko, ale niebezpiecznie było podróżować nocą przez pustynię, więc nocny odpoczynek był konieczny. Ponownie nie trzeba było ustalać kolejki wart, bo tym obciążone zostały sępy. Podczas drogi znaczącym ułatwieniem był strumyk, który dawał w pewnym stopniu poczucie bezpieczeństwa, a którego szum był przyjemną odmianą od wycia wiatru i szelestu piachu. 

 

Sen szybko zmorzył Hamzata, ale nie dane mu było przespać nocy za jednym zaśnięciem. Zbudziły go dość natarczywe szepty i to tuż nad uchem. 

- Nie żyje? - zapytał żeński głos, nienależący do Bhati. 

- Pewno, że żyje. Śpi. Nie pamiętasz już, że też sypialiśmy? 

- A, tak. Było coś takiego. O, patrz. Chyba już nie śpi. Śpisz? 

 

Nad mężczyzną tłoczyły się lekko błękitne, przezroczyste sylwetki. Można było dostrzec rysy ich twarzy, nawet ubiory, których Hamzat nigdy jeszcze nie widział. Jego wzrok ogarniał trzy kobiety, skandalicznie ogołocone - było im widać ramiona, kolana, a nawet dekolty, nie wspominając o twarzach i włosach. Najbliżej stojąca czwórka mężczyzn również miała włosy, zaplecione w fikuśne fryzury i równie krótkie ubrania. Sylwetek było więcej, ale im dalej, tym bardziej się rozmazywały. Przy tym należy zaznaczyć, że Hamzat nie znalazł się wcale w jakimś innym wymiarze.

 

Ogromna tarcza księżyca oświetlała przygasłe ognisko, przy którym spali Harusepth, Sigrid i wielbłąd. Nieopodal lewej ręki Hamzata spoczywał sobie na piasku Aslan, który zapewne nie spał, ale też niczego nie komentował. I prócz ich dwóch nie spała tylko Bhati, która uważnie obserwowała nomadę z pozycji siedzącej. Nigdzie nie było świetlika. 

- Hej, śpisz? - ponowił pytanie duch. 

Edited by Arcybiskup z Canterbury

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brodaty mężczyzna w całkowitej szczerości ze sobą, swoim bogiem oraz kompanami podróży niestety nie może powiedzieć, by droga dzisiejszego dnia jakoś zapadła mu w pamięć. Cały dzień aż do późnej nocy, gdzie już siłą rzeczy założenie obozu to w tym pustynnym, wychłostanym wichrami świecie jest często sprawą życia i śmierci, walczył z pustynią. Wyrywał tej srogiej pani krok za krokiem, kilometr za kilometrem, powoli acz nieustannie coraz bliżej Edfu i Morza. Dzisiejsza wędrówka była dla niego później bardzo męcząca i Hamzat zastanawiał się, czy przez nieuwagę lub zbyt duże zaufanie siłom nadprzyrodzonym nie nadwerężył trochę swojego organizmu.

Samo rozstawienie 'namiotu' czyli jednej z derek na kilku ciernistych badylach, zajęło dość sporo czasu, kiedy nomada nieco niezgrabnie przebierał rękami próbując zaprząc skupienie do swoich latami wyuczonych umiejętności, świadom, że zbyt duża powtarzalność zabija. Gdy w końcu złożył ciemną głowę na swojej sakwie, miał nadzieję na spokojny i krzepiący, nawet jeśli niespecjalnie długi sen w towarzystwie swoich, lub pół-swoich.

...
Za pierwszym razem kiedy dotarły do niego głosy, Hamzat po prostu przewrócił się na drugi bok, pewien, że się przesłyszał.
...
Za drugim, mężczyzna zdecydował się nie poruszyć nawet o centymetr, dochodząc do wniosku że niestety, jednak się nie przesłyszał i ktoś ewidentnie praktykuje nieumiarkowane gadulstwo. Nad jego własną głową, do jasnej cholery. Gdy Nadżibullah bardzo chce spać. Za trzecim razem mężczyzna wyprostował się płynnym ruchem na swoim improwizowanym posłaniu, oddychając ciężko, kładąc dłoń na rękojeści broni tak na wszelki wypadek, i cedząc pojedyncze oraz pełne zawodu:
- Noż kurwa!

Po tych słowach pustynny barbarzyńca przetarł oczy i rozejrzał się szybko, dość mocno poirytowany faktem, że ktoś w środku cholernej nocy ma na tyle jaj, żeby budzić go po tak ciężkim dniu. Rzucił spojrzenie na pająka, który niewzruszenie... no coś robił, bo chyba nie spał. Czy pająki śpią? A jeśli tak, to czy śnią? Jak nie zapomni, to zapyta o to Aslana... rano. I dopiero wtedy do mężczyzny w całości dotarło, iż bez specjalnego przygotowania w postaci transu czy coś, wszędzie widzi duchy. Lekko świecące, niby to błękitne ale jednak prawie przejrzyste postaci mężczyzn i kobiet, w nieznanch mu ubiorach i obcych fryzurach. Zarówno kobiety jak i mężczyźni których dostrzegał niedaleko, byli bardzo poodsłaniani, co jest nie tylko niegodne w oczach bożych, bo słudzy Pana nie powinni chwalić się swymi ciałami, ale też bardzo niezdrowe w gorących i wielokrotnie odbitych od piachu palących płomieniach słońca. Nikt rozsądny mieszkający na pustyni nie ściąga długich, trzymających warstwy chłodzącego powietrza ubrań w dzień.
- No, już nie śpię. Głównie dzięki wam - nomada włożył spory wysiłek w nie plucie jadem. W tej konkretnej chwili dostrzegł też spojrzenie Pani Bhati. No cóż, stara bogini widzi, że ten mniej łysy i bardziej śniady z ludzi dookoła rozmawia z duchami. Gorzej chyba nie będzie. - Stało się coś ważnego? Znudziło wam się bycie w jednej kulce, czy co? Słucham cię, o duszo.

Ciężko mówić z kapłańską pompą w środku nocy, wyrwany z objęć drugiej najlepszej po jedzeniu rzeczy - snu. Dlatego brodaty Hamzat nawet nie próbował, dochodząc do wniosku, że równie dobrze może nauczyć duchy szczerości.

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żaden z duchów nie tracił entuzjazmu mimo dość opryskliwej odpowiedzi Hamzata. Najbliżej stojąca kobieta przykucnęła, by podjąć rozmowę twarzą w twarz. 

- Uwolniłeś nas, dzielny barbarzyńco. Nasze myśli nie są już dłużej zespolone, nie tworzymy już strażnika. Chcąc podziękować za twoją przysługę, chcemy oferować ci nasze. 

- Część z nas jest zmęczona i chciałaby odejść, ale jest tu paru takich, co mogą posłużyć pomocą - wtrącił jeden z mężczyzn. - Nie możemy wiele, nasze możliwości wpływania na świat są małe, ale być może będziemy mogli wspomóc cię naszą wiedzą i radą. 

- Każdy z nas robił za życia co innego. Mamy tu urzędników, medyków, skrybę... Nawet kapłana i wielu, wielu innych. Czy zechcesz skorzystać z naszych usług? Jeśli zdecydujesz, reszta odejdzie. Możesz również odprawić nas wszystkich, albo zostawić tylko jednego. Pozostawiamy nasze losy w twoich rękach. - Kobieta rozłożyła dłonie i lekko się ukłoniła, cofając się do szeregu dusz. 

 

Wyczuło się od nich oczekiwanie. Oczekiwała również bogini, przypatrująca się w milczeniu scenie nieopodal jej. 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nadżibullah łypnął na boginię tam z tyłu. Wciąż nie był pewien co może o niej sądzić, Księżycowy Bóg nakazał mu niszczyć demony i stare bożki. Jednak... w sumie do tej pory bardziej im wszystkim pomagała niż przeszkadzała, dzięki niej nomada znalazł drogę do obozu, nawet jeśli jemu konkretnie sępy nie kojarzą się z niczym dobrym. Jego spojrzenie wróciło do półprzejrzystej kobiety, towarzyszącego jej mężczyzny, i padło na szereg dusz stojących przed nim. Brodacz kiwnął w namyśle głową, chrząkając lekko. Noce na pustyni są zimne, i teraz ten chłód dociera do zaspanego wojownika, wraz z wagą decyzji. Osądza bogów, ale co z wiernymi?
- Wiedza i rada to już spora pomoc - mężczyna rzekł kobiecej duszy, bacząc, by nie obudzić Haruseptha, Sigrid i wielbłąda. Nie ze strachu, a z uprzejmości, bo jak śpią, to niech śpią. - Są ludzie, którym w życiu poskąpiono nawet tych dóbr, więc szczerze dziękuję wam obojgu za waszą propozycję, którą przyjmuję. Jeśli mogę, chcę wiedzieć kto może mi towarzyszyć do Edfu, o ile znacie takie miejsce, a kto już nie. Zgłaszajcie się bez strachu, bym mógł was odprawić. W Edfu zrobimy następny taki przystanek, i wtedy określą się następne dusze.

Po swoich słowach brodaty Hamzat ponownie na krótką chwilę skierował spojrzenie nieco dalej, na boginię. Czy ją też można odprawić zamiast zabijać? Hmmm.

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po słowach mężczyzny zerwał się lekki wiatr. Widział, że parę dusz z gruntu najwyraźniej przyjęło, że skoro nie mogą mu towarzyszyć, to na nie już czas. Tłum przetrzebił się dosyć mocno, ale zostało paręnaście duchów.

- Jestem lekarzem. Nie znam Edfu, ale w nagłych przypadkach będę w stanie instruować cię, co należy zrobić żeby uratować życie twoim kompanom albo przynajmniej uchronić ich od strat na zdrowiu. Zarówno jeśli chodzi o powierzchowne jak i ciężkie urazy wewnętrzne - odezwała się kobieta. 

- Ja również nie znam Edfu, ale byłem skrybą. Mam dużą wiedzę dotyczącą przyrody żywej i nieożywionej. Znam się na roślinach, zwierzętach i otoczeniu - odezwał się mężczyzna stojący najbliżej. 

- Byłem alchemikiem. Potrafię przyrządzać trucizny i wybuchowe mikstury, które wydzielają dym albo światło. Albo jedno i drugie - odezwał się kolejny. 

- Ja też byłem skrybą i to nie jest tak czy to dobrze, czy niedobrze, ale mogę nauczyć cię historii naszego zacnego kraju. 

- Ja mogę zdradzić ci jego tajemnice! - odezwała się kolejna z kobiet. - Byłam nadwornym architektem, nikt tu z pewnością nie wie tyle ile ja konstrukcjach mieszkalnych i nie tylko. 

- Znam się na kuchni...

- Odchowalam ósemkę dzieci...

- Jestem w stanie nauczyć cię naszego języka! 

- Słyszę w głowie boski głos, mogę cię z nim kontaktować! 

- Nie, po prostu jesteś szalona. 

I inne, w których malutki tłumek zaczął się już przekrzykiwać, wprowadzając niemały zamęt. 

- Milczeć! - Bogini zdecydowała się wstać. Kiedy to powiedziała, duchy rzeczywiście zamilkły i wszystkie jak jeden mąż skierowały głowę w jej stronę. 

- Jeśli nie przeszkadzają ci głosy w głowie i nie wystarczy Harusepth ze swoją wiedzą, wybierz jednego, może dwóch. Będą ci całkowicie poddani, ale będą stanowić obecność. Większa ilość doprowadzi cię do szaleństwa, Hamzacie. Wybierz mądrze, a ja odprawię resztę. 

- Ależ... Chcemy pomóc! - zaprotestował któryś z duchów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tym razem brodaty pustynny wędrowiec nie spuścił wzroku z bogini. Patrzył na Panią Bhati, na jej zewnętrzne piękno, na jej sępie sługi. I patrząc tak, faktycznie zaczął zastanawiać się nad swoim losem. Nad tym co już osiągnął, nad tym co go czeka. Nad swoimi kompanami. Jest Harusepth, który jest kapłanem. Niestety, z punktu widzenia czystego przetrwania jest Hamzatowi kompletnie nieprzydatny. Jednak nikt tak jak on nie zna tych wszystkich starych bogów, bogiń, demonów i potworów. Pomógł mu pokonać tego parszywego węża ze złota, co to chciał ich wszystkich zeżreć. Jest Sigrid, która jest małą dziewczynką. Potrafi się o siebie zatroszczyć, poza tym będzie mieć do obrony Aslana, jeśli pająk uda się w końcu przekonać do strasznie ciekawskiej dwunóżki. Jest rezolutna i odważna. Jest wierny wielbłąd, który mimo ciszy i bycia w tle nigdy nie zawiódł nomada, taszcząc na sobie wszystkie jego rzeczy. Czy potrzeba mu kogoś więcej? W sumie... pani lekarz może pomóc. Brodacz co nieco tam wie, ale nie ma to jak ktoś z kwalifikacjami. I faktycznie jest ktoś jeszcze.
- Dziękuję za poradę, o Pani. Wybieram lekarkę, wybieram skrybę i... - tutaj walecznemu, choć zwykle samotnemu człeczynie przypływa nieco odwagi. - ... jeśli mogę prosić, ciebie, ale trochę mniejszą, kiedy dotrzemy na miejsce. Mieszkańcy Edfu mogą być równie onieśmieleni, co ja, gdy zobaczą cię górującą nad ich domostwami. Wątpię, aby ci biedni ludzie pragnęli byś jawiła im się potężną gigantką, zdolną zmieść miasto siłą rozpędu.

Księżycowy Pan dał Hamzatowi zadanie. Musi je wykonać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(wydawało mi się, że gdzieś pisałam, że się zmniejszyła. Ale mogłam to też pominąć) 

Bhati zerknęła na Hamzata i skinęła głową. 
- Słyszeli? To teraz sio, do światła wszyscy poza dwójką wybranych. Poszli mi stąd, ale już! - Machnęła niedbale rękami i tłum duszyczek rozwiał się, pozostawiając tylko wspomnianą lekarkę i skrybę, którzy najwyraźniej całkiem się cieszyli z wyboru Hamzata. 
Bogini-matka w normalnym rozmiarze stanęła naprzeciw Nomady. Podniosła dłonie i chwyciła ramiona Hamzata.

- Oczywiście, że posłużę ci pomocą. A zrobię to ponieważ jesteś moim dzieckiem, Hamzacie. Nie mogłabym odmówić mojemu dziecku, dlatego też teraz, w tym momencie, biorę cię w opiekę. Cokolwiek się stanie, sępie skrzydła będą cię chronić i będą przy tobie. Mam nadzieję, że nie dasz mi pożałować tej decyzji. 
Uchwyciła twarz Nomady w dłonie i złożyła pocałunek na jego czole. Pocałunek rozszedł się mrowieniem po twarzy mężczyzny, a bogini puściła go i odsunęła się na krok, mierząc go badawczym spojrzeniem. Nie było żadnych przykrych skutków jej działania, a mrowienie ustało. 
Oba duchy stały z boku, czekając na działanie Hamzata, a reszta towarzystwa spała. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hamzat Nadżibullah poczuł łzy na policzkach. Łzy, które niekoniecznie związane były ze smutkiem, a przynajmniej nie całkowicie. Mężczyzna załkał lekko, czując jak coś ciężkiego i gorzkiego rwie mu się w gardle, jak ściska go podbrzusze i jak jego brodata twarz wykrzywia się w grymasie. Jednak mimo tego wszystkiego, w głębi serca czuł, że uda mu się ruszyć do przodu ze swoim zadaniem, zmienić świat na oby lepsze pod dyktando swojego Boga, dopiero kiedy skończy teraz to, na co się odważył. Gdy dopełni określoną decyzję i zerwie więź potrzebną, acz bardzo bolesną. Pogrążony w tych rozmyślaniach nomada jednym płynnym ruchem wyciągnął miecz z pochwy, by ciąć nim silnie i pewnie, od siebie, kosząco. Zanim metal dosięgnął szyi Pani Bhati, mężczyzna zamknął oczy. Nominalnie tym oto ruchem miał ściąć jej głowę, ale gdzieś tam, głęboko w sobie, miał nadzieję, że i ona zniknie, a nie zginie. Że będzie odprawiona, a nie martwa, kiedy pustynny wędrowiec ponownie otworzy oczy. A jeśli mu się nie uda, to że chociaż cios powrotny nie będzie bolał bardziej niż zebranie się na czyn.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostrze zaskakująco łatwo przeszło przez tkanki, wydając w kontakcie z nimi nieprzyjemny, śliski dźwięk i stukot, gdy metal napotkał kość. Nie rozległ się żaden krzyk. Bezgłowe ciało upadło najpierw na kolana, a potem na brzuch, płasko kładąc się na ziemi i barwiąc juchą piach. Głowa upadła nieopodal, jak na złość z twarzą zwróconą ku Nadżibullahowi z otwartymi w zdziwieniu ustami i półprzymkniętymi oczami. Nie było w tej śmierci niczego boskiego, nie rozbłysło światło ani nie stała się inna magiczna anomalia. Pustynia milczała, pogrążona we śnie i tylko wiatr wzmagał jakikolwiek ruch. 

Aslan odskoczył w iście pajęczym tempie, poruszony nieoczekiwanym zwrotem wydarzeń i sprawnie wspiął się na ramię Hamzata, wywołując przy tym lekkie dreszcze na skórze mężczyzny. Było w pająkach coś niepokojąco niekontrolowanego, nawet tak cywilizowanych. 

- Potrafisz zaskoczyć, panie Hamzat. Ładny cios. Szybki. Chciałbym umieć tak szybko uśmiercać! - W cichym głosiku brzmiał autentyczny podziw. 

 

Oba duchy nie wydawały się być oburzone tym, co się stało. Owszem, na ich niematerialnych twarzach rysowało się zdziwienie, ale Hamzat nie odczuwał z ich strony potępienia, a emocje widm odczuwał jak swoje własne. 

- Tak chciał Srebrzysty Pan - skwitowała kobieta, próbując patrzeć wszędzie, tylko nie na bezgłowe ciało. 

- Tak chciał Srebrzysty Pan - zgodził się mężczyzna, zawieszając wzrok na Hamzacie. 

 

Nieco mniej pogodzony z losem był Harusepth, którego dźwięk dekapitacji podniósł na równe nogi. Zamroczony snem kapłan z początku absolutnie nie wiedział, co się stało. Wraz z nim obudziła się też Sigrid, która swoją aktywność ograniczyła do tępego wpatrywania się w zwłoki i zmarszczenia czoła w wyrazie skomplikowanego procesu myślowego. Odsunęła się też od rozchodzącej się coraz wolniej plamy krwi. 
- Ona nie dobra? - zapytała w końcu, podszywając pytanie ogromnym niezrozumieniem. 

- Coś ty zrobił? - Słowa rzucone przez kapłana zawisły w powietrzu na parę długich chwil, a jego czarne oczy wpatrywały się w Hamzata karcąco. Jego twarz, na co dzień tak poczciwa, nabrała wyrazu nieoczekiwanej srogości. Szybko połączył bezgłowego trupa z mieczem w ręce Nomady. 

 

I w całej tej chwili napięcia tylko para sępów pozostawała nieporuszona jak sama pustynia. Ptaszyska spały sobie jak gdyby nigdy nic, ciasno stłoczone obok siebie. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hamzat ponownie otworzył oczy. W sumie równie dobrze nie musiał, ponieważ gdy usłyszał nieprzyjemne lecz przy tym na złość wyraźne dźwięki śmierci, zmarszczył czoło już wiedząc, że coś jest nie tak. Chcąc nie chcąc, zrobił to. Na szczęście nie złapał wzrokiem dokładnego momentu, kiedy ostrze przerwało jej kręgosłup, mając czarną plamę pomiędzy Bhati z głową przy ciele a Bhati z głową ulatującą nieco w bok, kiedy zaczynała się staczać. Brodaty wojownik widział, jak pradawna bogini, jego najświeższa ofiara, pada na ziemię z taką smutną normalnością, że równie dobrze Nadżibullah mógłby właśnie ścinać kogoś na jednym z rajdów.

Jego odczucia nie są jednak bliskie dumy czy zadowolenia. Z poszarzałą, nieco bardziej zapadłą twarzą o trudnym do zinterpretowania wyrazie nomada powoli, ale w napięciu wyciera broń o szmatkę przed wsunięciem jej z powrotem do pochwy. Następnie, jakby z lekkim opóźnieniem Hamzat wzdrygnął się, od wiatru oraz tego specyficznego odczucia jakie wywoływał Aslan, przebywający na jego ramieniu. Pani Bhati wyglądała na zaskoczoną obrotem sytuacji, pomyślał mężczyzna, spoglądając na głowę egzotycznej kobiety. Czy tego właśnie chciałeś, Panie? Czy postępuję zgodnie z twoją wolą, Księżycowy Boże? Co teraz?
- Bóg tak chciał - powiedział mimo wszystko, decydując, że i tak on osobiście za to odpowie. Szkoda mu Haruseptha. - Spełniam jego wolę. Bardzo mi przykro, że tak musiało się stać, Sigrid. I ty, Harusephcie. Nie zrobiłem tego z głupoty. A teraz... chyba powinienem ją pogrzebać. Oby było jej dobrze, gdziekolwiek teraz jest.

Może jest sępem, pomyślał pustynny wędrowiec, wciąż w pewnym choć mniejszym napięciu oczekując na to, jak rozwinie się sytuacja, czy dostanie odpowiedź, co zrobi Harusepth. Łysy kapłan może być teraz nieobliczalny, albo bardzo przybity - Hamzat zresztą też jest dość przybity - jednak może uda się z nim porozmawiać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...