Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Ogromny księżyc unosił się nad bezkresnymi wydmami, oświetlając ich powietrze. 

Pustynia nocą jest piękna, jeśli tylko ma się do dyspozycji ciepły namiot i współtowarzyszy. W innych przypadkach przenikliwe zimno, drażniące ziarenka piasku niesione przez wiatr i dźwięki mieszkańców pustyni (których wbrew pozorom nie było mało) skutecznie odbierały wszelki romantyzm.

No i były jeszcze gwiazdy. Cały ogrom gwiazd, tak jasnych i wyraźnych jak nigdzie indziej. 

Cała społeczność na tym ogromnym obszarze skupiała się w trzech miastach: położonym nad oceanem Edfu, w całości właściwie będącym portem oraz Semny i Amer skupionych wokół osad. Cała reszta ludności stanowiła koczownicze plemiona, których życie mijało w miarę spokojnie... Jeśli tylko nie zbliżało się nazbyt do pewnych punktów. 

Pustynia niegdyś była tętniącym życiem lądem, potężnym państwem które nagle podupadło i w ciągu parudziesięciu lat przestało istnieć. Pozostały ruiny, resztki pomników i grobowce przepełnione klątwami, porzuconymi bogami i starodawną, niezrozumiałą magią. W niektóre miejsca lepiej było po prostu nie wchodzić, żeby nie zakłócać czyjegoś spokoju.

Wewnątrz namiotu jarzyła się świeca w lampionie, a na płóciennym podłożu namiotu stał miedziany, stary samowar. Namiot Hamzata stał na skraju obozowiska, z którego dochodził wieczorny gwar. Jakieś małe dziecko płakało, dzieciarnia zdolna do chodzenia i biegania próbowała wyłudzić jeszcze parę minut na zabawę, a rodzice gorąco protestowali. Zwyczajny wieczór poprzedzający kolejny upalny dzień. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hamzat jak to miał w zwyczaju niespecjalnie przejmował się chłodem nocy, zamiast tego decydując się wybrać do lokalnego bimbrownika. Literalnie każde jedno plemię nomadów miało conajmniej jednego w swoim składzie, choć oficjalnie spożywanie alkoholu było nielegalne w myśl zasad religii panującej wśród pewnej części plemion. Rozwiązanie tej sprawy było bardzo proste, aczkolwiek też całkiem kreatywne. Wystarczyło się nieźle schować, bo w kryjówce Księżycowa Bogini nie widziała. Z tym w głowie mężczyzna powoli potoczył się do specjalnego namiotu. Niby mniej więcej wiedział jak otrzymać alkohol, główny składnik wielu, wielu różnorakich lekarstw i mikstur, jednak dzisiaj strasznie mu się nie chciało odpalać maszynerii, tym bardziej, że musiałby czekać. Jeżeli takiego bimbrownika znalazł, postanowił być w miarę miły i grzeczny, i po prostu dał mu troszeczkę srebra by otrzymać przezroczystą miksturę wpierdolu.

Edytowano przez Po prostu Tomek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Namiot znajdował się - oczywiście - na skraju obozowiska, ale niestety zupełnie po drugiej stronie od namiotu Hamzata.

A w drodze do owego namiotu na nomada spadł z nieba biały płatek, który zaraz po zetknięciu się z ubraniem stopniał. Potem następny, kolejny i kolejny. 

Na pustyni rzadko zdarzał się śnieg i raczej nie w tym rejonie. Owszem, w pobliżu gór - ale działo się to raz na parędziesiąt lat. W takich wypadkach zwykło się pędzić co tchu do najstarszego członka plemienia, co też - jak mógł zauważyć Hamzat - parę osób postanowiło poczynić. Warto było wiedzieć, kiedy zacząć panikować. 

Obecnie najstarszym członkiem plemienia był Fida i wątpliwym było, czy pamiętał cokolwiek sensownego. Staruszek lubił sobie popić, a czasem i sięgał po opium, które ktoś załatwiał mu przy okazji pobytu w mieście. Nie zmieniało to jednak faktu, że tradycja nakazywała szacunek, a że słowa starca często miały brzmienie mistyczne (inna sprawa, czy sensowne) - ludzie go słuchali. 

Hamzat był o parę kroków od namiotu bimbrownika. Namiot ze względu na dyskrecję nigdy nie był otwarty, choć sam jego fakt był powszechnie znany. Śnieg sypał tymczasem coraz mocniej i zaczął nawet osiadać na piasku. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chwila moment co takiego? Hamzat spojrzał w niebo i postanowił posterczeć przez chwilę w miejscu jak słup soli, by dokładnie upewnić się co się właściwie działo. Śnieg? Tutaj, teraz? Cooo? Nadżibullah dobrze wiedział czym jest śnieg, bo niejedno w życiu miejsce zwiedził, i także o niejednym słyszał. Ale był niezmiernie zdziwiony widząc białe płatki spokojnie gromadzące się na wszystkim dookoła. Nawet nie zdawał sobie sprawy, czy było aż tak zimno. Bo nie było? A może on był już tak czymś odurzony? Postanowił pójść za tradycją i zwyczajem i ogarnąć, co mogą wiedzieć najstarsi mieszkańcy. Ale Hamzat oczywiście miał swoje priorytety, zatem wpierw poszedł jednak zakupić tę butelkę. Jak to zrobił i łyknął dla kurażu, poszedł do dziadziny zapytać, co tu się może odpierdzielać.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Namiot starego Fidy obecnie przepełniony był zatroskanymi członkami plemienia. Tylko dzieci najwyraźniej nie odebrały anomalii jako złowrogiego omenu, a nawet korzystały z niego, lepiąc kule ze śniegu i piachu i terroryzując się nimi nawzajem. 

Starzec siedział w centralnym punkcie, na prowizorycznym łóżku ze skór i tkanin, zaciągając się tytoniowym dymem. Wzrok miał utkwiony w przestrzeni przed sobą, zapełnionej ludźmi i nieco mętny - nawet bardziej niż zwykle. 

- Bogowie się... Gniewają - stwierdził. Po tłumie przeszedł niespokojny szmer, choć w części z pewnością był to szmer z czystej uprzejmości. Cokolwiek niepokojącego się działo, Fida zawsze twierdził, że jest to spowodowane gniewem bogów. Nawet jeśli sprawa tyczyła czegoś tak prozaicznego jak zatrucie pokarmowe. 

- Tak, tak. Zgrzeszyliście potężnie, to teraz się nie dziwcie. Alkohol! - tu wymierzył karcący palec w losową osobę, którą była jakaś pechowa trzylatka. -... główny wróg, bogom niemiły. Zimno minie, jak będziecie żyć jak trzeba, a teraz wynocha. 

I tłum zaczął powoli się rozchodzić, wyraźnie zawiedziony.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hamzat stanął sobie z boku, dla pewności zręcznie kitrając butelczynę za pazuchą. Co jak co, ale z autorytetem jaki stary miał, mimo bycia ćpunem, nie wiadomo co by się stało jakby mieszkańcy zobaczyli go z alkoholem. Kiedy wszyscy się rozeszli, wyjął ją, odkorokował i pociągnął łyk. Potem nonszalancko podszedł do starucha i rzysiadł naprzeciwko niego. Odstawił butelkę na bok i mimo wszystko schylił głowę na znak szacunku.

- A teraz przez chwilę na poważnie, Fida - Nadżibullah powiedział bardzo poważnie. - Takie rzeczy się tutaj nie zdarzają tak dla śmiechu. Co wiesz?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Klątwa bogów, przeklęty smarkaczu - oburknął starzec. Najwidoczniej to nie był jego dzień i humor mu nie dopisywał. Prychnął, kichnął i splunął na podłogę, a potem wytarł sobie usta. - Nie nauczyli cię szacunku do starszyzny? 

Od pewnego czasu Fida, kiedy już odkrył, że ma właściwie same przywileje jako najstarszy, pozwalał sobie na bycie bezczelnym. Niektórzy złośliwi twierdzili, że to i jego złośliwość to reakcja obronna, która pozwoliła mu przeżyć nie tylko parędziesiąt lat małżeństwa, ale i w końcu swoją żonę.

Tak więc staruszek chwycił odstawioną przez Hamzata butelkę, odkorkował i pociągnął łyk. 

- To tam, to jest coś co się zdarza i nie ma co truć. Słyszał o śniegu bliżej gór? Słyszał. A to jest śnieg dalej gór i starczy. No, zapracowany jestem. Coś jeszcze, szczylu? - zapytał. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wpierw Hamzat miał ochotę solidnie slapnąć starucha, ale takim perfidnym suczym plaskaczem. Jednak wstrzymał się, a jak o tym pomyślał, to wszystko było nawet całkiem zabawne. Kiedyś będzie trzeba delikatnie acz stanowczo nauczyć dziadygę gdzie jego miejsce i jak rozmawia się z w sumie kozakiem wioski, ale dziś nie jest ten dzień. Dzisiaj Nadżibullah był w dobrym humorze, a do tego sprawa jednak go całkiem zaintrzygowała, zwłaszcza, że aktualnie mamy porę suchą. Znaczy, nawet w środku nocy, kiedy jest bardzo zimno, śnieg siłą rzeczy spaść nie może. Coś tutaj mocno nie gra i ta gadka z gniewem bogów może mieć naprawdę jakiś głębszy sens. Dlatego postanowił jednak mimo wszystko pogrzebać w tej sprawie. Przykucnął więc obok staruszka i postawił butelkę bliżej niego.

 

- Słuchaj, Fida - zagadnął przyjaźnie Hamzat. - Wiesz, że w sumie to całkiem cię lubię. Oboje też zdajemy sobie sprawę, że gustujesz w opiatach. Nie mam z tym specjalnego problemu ale nawet ty musiałeś się zorientować, że jest pora sucha, a śnieg jednak spadł. Więc uprzejmie proszę, jeżeli coś wiesz, znasz jakieś durnowate proroctwa, gadasz z duchami czy błąkasz się astralnie po grobach faraonów i ci szepnęli jakieś wieści, to daj mi znać. Naprawdę oboje wolelibyśmy, bym nie przestał cię lubić.

 

 

 

Edytowano przez Po prostu Tomek
odpis był, post skończon

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Grozisz mi, łajdaku? - zapytał Fida jadowitym szeptem. Niestety, miał w tej wojnie przewagę - wystarczył jeden jego krzyk, a w namiocie na nowo zgromadziliby się ludzie. Skrzywdzenie najstarszego z plemienia było czynem niewyobrażalnie złym, a jako że lud Hamzata był bardzo pobożny, czyn ten zasługiwał na gniew bogów... Którego więcej już nie potrzebowali. A Fida lubił wykorzystywać okazje i nie lubił szantażu. 

- Dobra, siadaj tu. Niech ci będzie. Trzy... - tu podstawił niemal pod nos Hamzata trzy kościste palce - ... Trzy przepowiednie. Pierwsza, ukazała mi się podczas snu, w zeszły czwartek. Przebywałem w ciemnościach. I ujrzałem siedem wielbłądów, a następnie kolejne siedem, aż do siedmiu tuzinów. I rozwiązywały one skomplikowane równania matematyczne, talent do nauk ścisły mając w genach. Drugi... W sobotę. Ujrzałem na własne oczy jajo ptasie smażone na rozgrzanym słońcu, a człowiek o ptasiej głowie rzekł, iż oczywistym jest dodanie do jajecznicy soli i nieco suszonego oregano, jak również kurkumy - dla koloru. Trzecie zaś... Z piachu wyłonił się kapelusz, wielce ciepły. I deszcz schłodził go, a on popękał jak skorupka jajka. Wszystko, to tyle - odparł, po barwnej wypowiedzi i jeszcze barwniejszej gestykulacji. 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- O kurwa chłopie - to było wszystko na co zdobył się Hamzat usłyszawszy magiczne bajania starego. To brzmiało bardzo poważnie. Mężczyzna zmarszczył brzwi przybierając ponurą minę i patrząc się staremu prosto w oczy. Nie jakoś tak specjalnie groźnie, nie miał złych zamiarów. Nie, żeby się specjalnie martwił, tak sobie myślał. Bo jakby nie było chyba miałby trochę przewagę nad wyraźnie coś wcześniej knującym staruszkiem. Zasadniczo wystarczyło po prostu skręcić Fidzie kark. Tak po prostu, nie miałby czasu krzyknąć, to jest jeden ruch. Albo uderzyć w splot słoneczny, to by się zatchnął i nie stęknął nawet za głośno. Więc gdyby do czegoś miało dojść, byłby już całkiem daleko, zanim mieszkańcy odkryliby śmierć starca. Ale nie zamierzał robić takich porąbanych rzeczy, bogowie brońcie. No bo i po co? Informacje podał? Podał. Hamzat wie co chciał wiedzieć? Wie. Końcowy rezultat jest zatem bardzo w porządku i na plus. Nie chciał mieć jakiegoś mocnego wroga w staruszku, więc kiedy wstał, to skinął głową. Po flaszkę się oczywiście nie schylił, dając do zrozumienia, że Fida może ją sobie zatrzymać.

 

- Dziękuję, Fido. Twoja mądrość przerasta mój prosty umysł - powiedział, ze wszystkich sił starając się zachować poważną minę. Udało mu się to, choć w duchu kisnął trochę. - Czy możesz wskazać mi drogę? Jestem gotów wyprawić się i zbadać co i jak. Taka prosta przysługa dla wioski, za półdarmo, dokładnie kebsa i flaszkę wódki w nagrodę. Możemy tak zrobić?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Śniegu szukać nie musisz, jest wszędzie. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to po prostu się zdarza. Może być blisko gór, to może i tutaj. Ot, całe fajerwerki. Nie szukajcie problemu tam gdzie go nie ma, oto słowo na dziś. Zapisz to, kiedyś może być ważne - stwierdził i pociągnął kolejnego łyka z butelki Hamzata. Cóż, już nie. 

I to by było na tyle jeśli chodzi o wszelkie wskazówki. 

- Albo wiesz co, łajdaku? Idź na... wschód. Coś mi mówi, że wschód to dobry kierunek. Stamtąd przyszły chmury, jak się zdaje... No, krzyżyk na drogę, niech cię bogowie mają w opiece, będzie czego żądasz czy inne błahostki - rzucił jeszcze.

A pod namiotem ktoś podsłuchiwał. Śnieg sypał, ale nie było wiatru. Nie na tyle, by poruszyć ciężkie poły namiotu, a to właśnie się stało. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hamzat skinął głową w podziękowaniu staruszkowi, tak dla pewności żeby go już nie podkurwiać. Nawet jak ten robił go w balona i wysyłał Nadżibullaha na wschód nadaremno, to nie miał mu tego za złe. Czuł się nabuzowany, chciał rozciągnąć nogi, a może znajdzie się po drodze jakaś morda do oklepania. Jednak jeszcze nie wyszedł. Miał plan. Zamiast tego uciszył ręką staruszka, wziął czajnik, podkradł się nieco bliżej ściany namiotu, a kiedy ogarnął, gdzie jest głowa, to z całej siły pierdolnął w nią czajnikiem.

 

[Jeśli oglądałaś "Jak rozpętałem II wojnę światową, ogarniesz]

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Głuchy huk uświadomił Hamzata o tym, że istotnie trafił. Potem natomiast rozległ się żałosny jęk i gorączkowy szelest piachu pod kimś, kto próbował się gorączkowo ewakuować, ale ze względu na chwilową niedyspozycję po spotkaniu z czajnikiem nie szło mu za dobrze. Poły namiotu zamortyzowały nieco uderzenie, przez co delikwent nie zszedł i nie stracił przytomności, ale był konkretnie ogłuszony. 

Owym podsłuchiwaczem był osobnik z najbardziej problematycznego gatunku człowieka poza starymi zrzędami, to jest nastolatek. Albo nastolatka. Trudno było określić. 

W każdym razie była bądź był chudy, zakurzony i rozczochrany. Dzieciak był jednym z tych dzieciaków zabranych z któregoś z miast albo z litości, albo ze względu na bycie egzotyczną ciekawostką - miał bowiem zupełnie białą skórę i jasne włosy, sterczące w każdą możliwą stronę, a więc z pewnością nie urodził się na pustyni. Wątłe, drobne ciało okrywały workowate spodnie, przyciasna, dziurawa tunika i długi szal. Butów nie było, ale to też nic dziwnego - mało który dzieciak je miał. 

- Ha! Szpieg!  - wrzasnął Fida, który lubował się w znajdowaniu spisków dosłownie wszędzie i wymierzył w małoletniego podsłuchiwacza palec. W tym momencie ów nieco otrzeźwiał, rozejrzał się jak spłoszony myszoskoczek, po czym energicznie poderwał się do ucieczki. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Oty chuju, pomyślał Hamzat, rzucając się zręcznie za nastolatkiem. Miał tę przewagę, że już stał i w sumie był gotowy na jakieś akcje. Wystarczyło tylko odrzucić czajnik, bo przeszkadzał, gdzieś jakoś tak po drodze. Jeśli może, złapie gówniaka za kark, żeby my się nie wywinął. A jeśli nie, to nawet w takiej ostateczności rzuci się na piach tak, by złapać cudzoziemskiego bachora za kostkę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przewaga była istotna - nie tylko Hamzat był prawie całkowicie trzeźwy, ale i dzieciak był wątły i uległ złapaniu za kark. Kiedy już to się udało, przedstawiał sobą skrajnie marny widok, bo stopy lekko tylko dotykały piasku. Nastolatek był lekki nawet bardziej niż większość dzieciaków jego wieku. 

- Wnieś to małe ścierwo do środka - zarządził Fida i nawet dźwignął się z ziemi, żeby przyjrzeć się "szpiegowi". Dźgnął go zresztą kijkiem w brzuch, przez co przyłapany podsłuchiwacz zwinął się i znowu jęknął. Tym razem ujawniając przynajmniej szczegół dotyczący płci. 

- Dziewucha! Oczywiście, jak inaczej. Dla kogo szpiegujesz, co? No, gadaj! 

Dzieciak zwinął się jeszcze bardziej i spróbował wyrwać - z marnym skutkiem. 

- ...Daniogo...

- Co?

- Dla nikogo! 

- Ha! Kłamczucha! Przez ciebie bogowie się gniewają! Hamzat, pal licho wyprawę! I tak nie należy do plemienia, więc z łaski swojej pozbądź się problemu. Nikt nie powinien się dowiedzieć o przepowiedniach! - zarządził staruszek. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hamzat wzruszył ramionami. Staruszek miał całkiem wygórowane żądanie, ot tak za darmo kazać mu kogoś zabić. Ale niedając nic po sobie poznać skinieniem się pożegnał i wyszedł z dzieciakiem pod pachą. Jeżeli się majtała, to ją czasem pacnął drugą ręką. Powoli oddalił się od wioski, unikając nadmiernej ilości spojrzeń, ale nie jakoś tak bardzo specjalnie. Jak ktoś się przypieprzy, zawsze może powiedzieć, że wykonuje polecenia Fidy. Ale ale. To nie do końca tak. Kiedy mężczyzna zapuścił się bardzo delikatnie między wydmy, bezceremonialnie usadził dziewczynę na piachu i związał jej ręce arafatką.

 

- Widzisz, chociaż wyglądam paskudnie - tutaj Nadżibullah uśmiechnął się krzywo - nie zrobię ci krzywdy. Stary jest chyba głupi, żeby nie dostrzec tego zbiegu okoliczności. Gada przepowiednie, a tutaj okazuje się, że podsłuchuje nas nie byle smarkula, ale kafir. Co usłyszałaś, skąd się tu wzięłaś, czy coś brzmi znajomo albo potrafisz dostrzec w tym jakiś sens?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie kafir! Nie! Ja nie kafir - zaprotestowała. Na czole wykwitł piękny guz, który w najbliższych dniach powinien parę razy zmienić gamę barw. 

- Ja słyszałam rozmaryn, kapelusz, jajko. Ptak. Ale ja nie wiem co znaczy. Co kafir znaczy? Ja nie znam dobrze wasz język. Ja tylko chciałam słyszeć, bo ciekawość - odparł rozczochrany dzieciak. 

- Pan nie zabije! Ja już więcej nigdy nie, ja nie powiem nikt.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dziewczynka w sumie trochę bardziej bawiła go niż złościła, a ponadto wydała mu się bardzo interesująca. Nie był mocny w interpretowaniu przepowiedni, ale jeżeli by nad tym usiąć i poważnie pomyśleć, to mogło mieć jakiś sens. Może młoda była kluczem do czegoś, może nie, kto wie. Tak czy inaczej nie miał specjalnej ochoty robić jej krzywdy, nawet jeśli jest niewierna.

- Więc skąd się tu wzięłaś? - ingadował dalej. - Czy jesteś zbiegłym niewolnikiem?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie. Ja była uczeń od kowal, ale od złota i srebro. Małe rzeczy, ładne rzeczy. Za morzem, daleko. Potem przyjechali ludzie na statek, zabrali rzeczy, ja chciałam zatrzymać ludzie i potem uciec, już tu, na piaskowym lądzie. Ale ja nie niewolnik. A tu jedna dziewczyna pomówiła, że ja mogę iść z wami. My się bawiłyśmy. Stara Degge czasem daje mi jeść, a ja pomagam - opowiedziała, czasem robiąc przerwy na zastanowienie się nad słowami. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hmmm. Hamzat zamyślił się. Czyli technicznie rzecz biorąc, młoda nie była niewolnikiem, ale trochę też była, bo skoro została porwana... Porwana? Chyba dobrze zrozumiał? Uczennica złotnika czy też jubilera zza Morza, porwana w czasie napadu. Więc pewnie od tak dla hecy jej na tym swoim okręcie nie trzymali. Mężczyzna wzdrygnął się. Naprawdę zdecydowanie wolał myśleć, że ta dziewcznynka tylko sprzątała piratom i im gotowała. Nic więcej. Nic więcej, tak. Huh. Cholera, jeżeli ewentualnie coś chciałby począć z małą, to wpierw wypadałoby nauczyć ją języka, bo brak jego pełnej znajomości a) to może na dłuższą metę irytować i prowadzić do nieporozumień i b) jest biała to i tak rzuca się w oczy, bardziej nie musi. Ale to tam do przemyślenia na kiedyś. Musiał wreszcie zdecydować, co z nią począć.

- W porządku. To jak się zwiesz? Czemu podsłuchiwałaś?

 

Hmm. Może zabierze ją ze sobą na wschód i sprzeda komuś z tych bardziej dobrych? Brzmi jak profit.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Imię? Sigrid. Ja chciałam wiedzieć, czemu pada śnieg. U mnie w domu często pada śnieg. Wasz stary mówi, że to przez bogów. Tak, to może przez bogów. Ale ja nie wiem, czy przez twoich czy moich. Jeśli moich, to są bardziej mocni niż twoi. Bo zrobili śnieg na pustyni, w domu twoich bogów - dodała z dumą, niemal zapominając o swoim kiepskim położeniu. Zaraz potem jednak najprawdopodobniej opamiętała się, albo po prostu zmarzły jej cztery litery od siedzenia na śniegu. 

- Ja przepraszam. Nie lubicie obrażać twoich bogów. Na pewno nie są gorsi. Na pewno są tak samo. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak z początku to nawet się podkurwił, i wykonał ruch jakby chciał wstać i slapnąć dziewczę przez łed. Nie był jakiś specjalnie bardzo wierzący ale nikt nie obraża Księżycowego Boga, sławetne jego imię. A to co powiedziała o swoich bogach mała miało bardzo obraźliwy wydźwięk. I do tego nie dość, że mówiła to niewierna, to jeszcze kobieta. Taka kombinacja. Jednak nie zrobił tego, bowiem jakby się tak zastanowić, jej słowa mogły mieć dodatkowy sens. A co jeśli to wszyscy bogowie się z jakiegoś powodu wkurwili? Co jeśli nadchodzi taki koniec świata we wszystkich religiach naraz i to jest jakiś proroczy znak? Stąd te pojebane wizje starego Fidy. To mógł być też znak dla niego, bo jest poniekąd połączony z zaświatami, a po prostu stary ćpun nie do końca ogarnął. Tak czy inaczej, odpowiedź leżała na wschodzie. Chyba. Nie wie, dowie się.

 

Wstał więc mimo wszystko, ale zamiast zrobić coś złego po prostu rozwiązał Sigrid i założył swoją arafatkę tam gdzie powinna być. Pomógł jej wstać.

- Nazywam się Hamzat - powiedział poważnie - i od teraz jesteś mi winna swoje życie. Pójdziemy sobie stąd, tylko muszę wpierw zabrać swoje rzeczy.

 

Po tych słowach zaprowadził dziewczynę okrężną drogą do swojego namiotu, spakował różne zapasy oraz ekwipunek, i rozpoczął poszukiwania wielbłąda.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Pokiwała głową, najprawdopodobniej nie rozumiejąc do końca o co chodzi i ruszyła za Hamzatem. 

Wielbłądów nie brakowało. Rezydowały oczywiście w zewnętrznej części obozu. Wystarczyło, że trzeba było się z nimi użerać za dnia i znosić ich fetor - nocą nie było to potrzebne. Patrząc na wielbłądy można było odnieść wrażenie, że dokładnie to samo zdanie mają o ludziach. Nie sposób było znaleźć głębszej i bardziej szczerej pogardy niż ta w oczach wielbłąda. 

Śnieg wciąż pruszył, ale teraz już nieco rzadziej. Zrobiło się zresztą zimniej i nieco jaśniej przez chmury zasłaniające niebo, zazwyczaj usiane gwiazdami. 

 

(Co wchodzi w skład ekwipunku?) 

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

[Racje na kilka dni. Woda, zapasowe ubrania, derka jakby trzeba było rozbić obóz. Krzsiwo i hubka. Ekwipunek taki jak w kp.]

 

Hamzat wziął jednego wielbłąda, takiego wyglądającego na najbardziej wytrzymałego. Kiedy takiego znalazł i wybrał, usadził na nim siebie, dziewczę i ułożył ekwipunek. Po tym wszystkim mogli wreszcie ruszyć w drogę.

- Yalla, yalla! - zawołał, nieznacznie trącając zwierzę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

I tak wielbłąd ruszył na wschód razem z zapasem ludzi. A im dalej na wschód, tym zimniej się robiło. Weszli w teren pustyni, gdzie z niskich wydm wyrastały granitowe skały i ostańce przyjmujące różne fantazyjne kształty. 

Kiedy zaczynał wstawać świt, nieśmiało przedzierając się przez chmury, zaczęło też robić się nieco cieplej. Wciąż jednak chmury tkwiły uparcie na niebie, koncentrując się gdzieś za skałami na północny wschód, zataczając leniwe kręgi. Zjawisko wyglądało bardzo wysoce niepokojąco - jakby tworzył się tam olbrzymi, leniwy wir powietrzny. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się


×