Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Hoffman

Pojedynek [C] Mephisto The Undying vs KougatKnave3

Recommended Posts

Wasze życzenie zostało spełnione!

 

Wrota areny magicznych zmagań otwierają się przed kolejnymi śmiałkami, a nadzwyczajna moc zaczyna wypełniać komnaty, w miarę kolejnych stawianych przez nich kroków. Przestrzenna, owalna sala oświetlana przez powieszone przy kolumnach znicze posiada otwarty dach, wysoko, wysoko ponad głowami magów. Oceniając po ścianach oraz ich mierzącym ku oknie częściom, można odnieść wrażenie, że z zewnątrz struktura miała kształt stożkowaty. Drugie, dokładniejsze spojrzenie ujawnia coś nietypowego - chociaż widać czyste niebo, nie można pozbyć się wrażenia, że jednocześnie odbija się tam widok z dołu. Widzicie z daleka siebie, a także światła magicznego ognia zniczy. Uważajcie, by nie wpaść w trans! powiadają, że okno zostało wykonane z zaklętego materiału i potrafi "wciągać" świadomość tych, którzy będą patrzeć zbyt długo. W sumie, czujecie jakby okienko "wciągało" również ściany? Czy to magia spowodowała tę stożkowatość?

 

Tak czy inaczej, wszystko jest już gotowe. Otoczenie zabezpieczone, toteż wielka moc doświadczonych wojowników nie uczyni większej szkody. Co nie oznacza, że, jak zwykle zresztą, odradza się istotom magicznym błąkanie się po okolicy w trakcie pojedynku. No, chyba, że osiągnęliście wyższe poziomy magii ochronnej.

 

Zaraz, zaraz, ale kim są ci śmiałkowie?

 

 

magic_battle_by_nightpaint12-dboxph9.jpg

Autorka obrazu - NightPaint12 

Zapraszam do odwiedzenia jej galerii!

 

 

Na arenie zapragnęli się spotkać @Mephisto The Undying oraz @KougatKnave3 i, w ten oto sposób, gościmy ich dzisiaj pośród sal magicznych pojedynków, niecierpliwie wyczekując na pierwsze akcje i zaklęcia! Słyszeliście o ukrytych komnatach tej areny? Do tej pory niczyja moc nie była w stanie odkryć tychże przejść. Może wasza da radę? A może wystarczy podstawowe pomieszczenie? Przekonamy się już za moment! Po prostu wiedzcie, że ta arena powiększa się i ukazuje swoje sekrety przed tymi, którzy zostaną tu dłużej i okażą się odpowiednio silni, by przetrwać...

 

Udanego pojedynku!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak długo minęło odkąd komnaty i areny tejże sali były otwarte? Zdecydowanie zbyt długo, od co! 
Lubiłem to miejsce. Jego atmosferę, cel, albo nawet sam wygląd. W arenach zawsze było coś co mnie pociągało. A  podobno Fortuna Sprzyja Śmiałym. Ale czy będzie sprzyjać i mi? Kto wie. 
Wkroczenie w blask areny powinno być efektowne. I zaiste musiałem zastanowić się co zrobić aby tak było. Dlatego przygotowałem się za wczas, wypisując na paruset niewielkich karteczkach słowa i runy zaklęcia. Teraz, cała ta chmara kartek została wyrzucona z mojej Torby Przetrzymywania Rzeczy, wraz z niewielką komendą i iskierką magii, owe kartki przestały być tylko papierem i stały się motylami, których skrzydła był zdobione zdawało by się skomplikowanymi wzorami, które to tak naprawdę był tylko znakami zaklęcia. 

Wkraczając na arenę wśród delikatnego trzepotu motylich skrzydeł, nie byłem zbyt dobrze widoczny, ale trudno. 
Płaszcze były fajne, zwłaszcza te wykonane z futra, dlatego teraz, nosiłem jeden jako coś w rodzaju peleryny. Może po prostu chciałem przypominać pewnego Noxiańskiego generała? Nie istotne. Biorąc pod uwagę fakt, że to co miałem pod spodem było zbroją, zdającą się mieć napierśnik stylizowany na żebra, myślałem nawet nad hełmem z przyłbicą przypominającą czaszkę, ale zrezygnowałem. Nie chce być aż tak spooky. 

Gdy już stanąłem na środku sali, skłoniłem się. Pozwalając przy okazji czarnemu kurczakowi z mojego ramienia przejść na moją wyciągniętą rękę. 
- Jesteś gotowy Edwardzie? - zapytałem gdy już się wyprostowałem, na co kurczak spojrzał na mnie zaciekawionym wzrokiem. 
"Jestem. Ale po co ta gierka?" 
Usłyszałem tylko głos w mojej głowie. 
- Niegrzecznie było by przygotować się do walki nim oponent znajdzie się na arenie. Dlatego na razie się przywitajmy - oznajmiłem i ukłoniłem się jeszcze kilka razy, tym razem w innych kierunkach. Wziąłem jeszcze głęboki wdech nim rozejrzałem się uważnie po arenie. Wypadało by wykorzystać ją jakoś na moją korzyść. Ale na razie, czekam. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedzę na ławce wyglądając przejścia na ową "Arenę". W międzyczasie myślę sobie obecnie o tym co może się stać podczas tego pojedynku... oraz czemu ja tutaj jestem? Mogli przecież wybrać kogoś innego do tej roboty. Jestem agentem Imperatora, więc powinienem teraz spędzać czas na wyłapywaniu szpiegów imperium a nie na tym... wzdycham i wstaje. Spoglądam na moją maskę by po chwili ją założyć. Jako Imeria Novicta, Agent jego Imperialnej Mości jestem przeszkolony w sztuce walkami dwoma ostrzami, łukiem oraz Magią... mimo wszystko muszę spojrzeć na przeciwnika by móc dowiedzieć się z jakim typem walczę. No nic. Podchodzę do drzwi i ostatni raz sprawdzam swój ekwipunek. Mój łuk jest gotowy, a strzały także... ostrza pragną krwi tego Heretyka. Nie przechodzę przez próg tylko od razu puszczam wpierw swojego sokoła, Hawxa by usiadł w dogodnym miejscu i robił mi za sprzęt. Jak już zajmie to powoli wkraczam na arenę i zmierzam w kierunku mojego oponenta. Jak będę gdzieś tak na 10 metrów od niego, to staje.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Huh... to było zdecydowanie mniej spektakularne niż na to liczyłem. 
Edek zagdakał, poirytowany tak widząc sokoła. 
"Cholera, drań ma własnego ptaka! Co robimy?!" 
- Nie jesteś ptakiem Edwardzie - zwróciłem się zerkając na koguta siedzącego na mojej ręce. 
"Do tego nie zrobił tak fajnego wejścia jak my. Publice się to nie spodoba" 
- Może publika lubi tajemniczych typków? - wzruszyłem ramionami i zwróciłem wzrok na wreszcie przybyłego oponenta. Zaraz potem skłoniłem się z uśmiechem. - Ciesze się, że udało ci się przybyć - oznajmiłem przyjaźnie. 
"Ale musieliśmy długo czekać!" chociaż, słowa Edka dla mojego oponenta był tylko gdakaniem. Ale trudno. 

Odchrząknąłem i zarzuciłem peleryną. 

- Mam nadzieje, że wszystko co będę miał dzisiaj do zaoferowania, będzie dla ciebie wystarczającym wyzwaniem. Trochę minęło od ostatniego czasu gdy miałem okazje walczyć, więc moje umiejętności bojowe są trochę nadrdzewiałe. Mam też nadzieje, że ty też mi takowe zapewnisz - kolejny uśmiech, chociaż zdecydowanie mniej przyjazny. - A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, zacznę - dodałem i gestem głowy nakazałem Edkowi zejść z mojej ręki. 
Kurczak oczywiście zeskoczył, w momencie gdy dotknął ziemi, jego forma nieco się zmieniła. W zasadzie to bardziej niż nieco. Niewielkie ogniki zaczęły nadpalać jego pióra tworząc małą zasłonę dymną, która to rosła z czasem. Wreszcie zakrywając całego koguta i obszar na około pięć metrów wokół niego, gdy ja sam odszedłem kawałek. 

Gdy dym wreszcie przestał się pojawiać, zamiast wychudzonego kuraka, pojawiła się paskudna abominacja, która co prawda miała łeb podobny do kurczaka, ale była znacznie większa, wielkości SUV'a. Jego pióra, chociaż wciąż czarne, w był teraz głównie na skrzydłach, na których pojawiła się też dłoń, w tym samym miejscu, gdzie nietoperze miały by kciuki. Chociaż dłonie na obu skrzydłach miały mniej palców, bo zaledwie trzy, a same palce był też niezwykle chude, wciąż nadawały się do chwytania. Szyja, teraz znacznie dłuższa i mniej opierzona, miejsca których nie pokrywały pióra, teraz pokrywała łuska. Podobnie z resztą ciała. A ogon przypominał ogon gada, ale z lotką z długich, czarnych piór. Zmiany pojawiły się też na głowie. Oprócz dodatkowej pary oczu, były też rogi, a z dzioba sączyła się paskudna, mazista ślina, której krople wypalały niewielkie dziury w posadzce. 

- Może zeżrę tego twojego ptaka, co? - paskudny, gardłowy i ochrypł głos wydany przez Edwarda, był teraz wyraźnie słyszalny dla każdego. 

Ale nie planowałem przecież pozostać bezczynny. O nie, nie. Przecież to było by nudne. 
Nakreślając krąg zaklęcia w powietrzu, razem z koniecznymi komendami wyszeptanymi pod nosem. Chwytając wydzielającą się magię w obie ręce podrzuciłem czerwoną energię w powietrze, by ta w połowie drogi zamieniła się w sporych rozmiarów miecz wykonany z ognia, obecnie spadający na głowę mojego oponenta. A sam zaś, rzuciłem się biegiem w jego kierunku. By w momencie gdy będę już w zasięgu, płonącą wręcz stalową rękawicą wykonać podbródkowy. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stoje cały czas obserwójąc wszystko to co on pokazuje. Stwory podobnego kalibru widziałem i się z nimi mierzyłem, więc nie zrobiło to na mnie zbyt dużego wrażenia. Nie mniej spojrzałem na swojego ptaka i gwizdnąłem. Sam ptak zaczął jakby rozpływać się w popiół wcześniej startując. Czar "Iluzja Odejścia" sprawiła iż ptak "zrzucił" swoją fizyczną formę i stał się niewidzialny dla nas... ale nie potrwa to długo, głównie dlatego iż wtedy już by nie odzyskał swojej formy. Gwiżdżę swoistą melodyjkę która ma sprawić iż ptak przejdzie w tryb "Obserwacji" by mnie mógł ostrzegać o każdym ciosie którego nie widzę. Kiedy widzi iż przeciwnik zrzuca na niego płonący nożyk do masła, ten robi unik w bok, następnie rysuje za pomocą rąk znak, potem robię salto do tyłu i uderzam pięścią w ziemie by wytworzyć silną falę uderzeniową w stronę swojego przeciwnika. Łuk pozostawię na taktykę "Cienistego" a miecz na bardziej bliskie spotkania. Klnę sie na stwórcę, pokonam heretyka. Po wykonaniu Ataku, niemal natychmiast rysuje w powietrzu kolejny znak który ma wytworzyć wokół mnie osłonę która w najgorszym przypadku zniweluje 40% jego mocy ataku, a w najlepszym całkowicie go odbije.

Edited by KougatKnave3

Share this post


Link to post
Share on other sites

W zasadzie to nie przejmuję się tym ptakiem, Edek jest o wiele lepszy, więc co za różnica? Chociaż muszę przyznać, uniknięcie ataku i odrzucenie mnie było zdecydowanie dobrym zagraniem ze strony mojego oponenta. 

Edward chaotycznie ruszał łbem szukając ptaka wzrokiem. 

Ja w tym samym czasie starałem się wylądować na nogach po odrzuceniu. Całe szczęście, udało się. Ale było trochę problematycznie. Cholerna zbroja. Ale no cóż, wybór był pomiędzy odpornością na ataki, a swobodą. I zdecydowanie wybrałem odporność. 

 

Teraz za to, mój przeciwnik otoczył się jakąś barierą. Trudno określić jak silna jest z samego spojrzenia, a stanie w bezruchu i gapienie się na wroga nie było dobrym pomysłem. Temu szybko potrzebowałem strategii, która nie była bułą na ryj. 

- Edek - gdy bestia spojrzała na mnie wykonałem szybki ruch głową i wtedy ptaszysko zaśmiało się i wzbiło w powietrze, chociaż przez swój rozmiar zdecydowanie nie powinno być w stanie. Gdy już zawisnął w powietrzu, zaczął poszukiwać ptaka wroga, raz jeszcze, czekając na moment w którym się pojawi.

Ja w tym czasie, przygotowałem następny atak. Wziąłem głęboki wdech i zacząłem biec w stronę wroga, ale tym razem po chwili wybijając się i w powietrzu okrywając się w pełni peleryną, znikając z pola widzenia, oraz za razem w całości z tamtego miejsca. Peleryna zaczęła spadać, a gdy spotkała się z ziemią, spopieliła się w ciągu kilku sekund. Pojawiając się po chwili nad przeciwnikiem, wyskakując z zupełnie nową peleryną spod której wyskoczył drugi ja, bez peleryny. No, w zasadzie to ja byłem tym bez peleryny. Wyskoczył też trzeci, z peleryną. Nasza trójka rzuciła też zaklęcie na przeciwnika, będąc nad jego głową. Nie było to może nic nadmiernie skomplikowanego, ot kilka magicznych pocisków wybuchających przy kontakcie. Gdy nasza trójka wylądowała, postaraliśmy się o otoczenie przeciwnika, wycelowaliśmy też obiema rękami i przygotowaliśmy nowe zaklęcie. A z tak małego dystansu, szansa na to, że wróg uniknie była znacznie mniejsza. 


Zaraz po wykonaniu ataku, każdy z nas odskoczył, teraz była to walka czterech na dwóch. 

 

Będzie ciekawie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy oponent wykonał potrójny atak, użyłem "błysku" czyli szybkiego susu połączonego z chwilową niewidzialnością która też powoduje oślepiający na chwilę błysk. W chwili kiedy zrobię potrzebny unik to zaczynam gwizdać na strategie Mgła Wojny. Widząc iż tamten latający stwór poszukuje Hawxa który powinien obecnie czekac ukryciu, jeśli się pojawi to jest duża szansa iż się do niego dobierze. Dlatego też wbijam ostrze w ziemie i wykrzykuje

- TYUR ZAH MA! - wykrzyczałem i w kierunku wszystkich oponentów jakich mam powinno teraz wystrzelić z ziemi kamienne kolce. Kiedy zapewnie taką uwagę rozpoczynam strategie Mgły Wojny, czyli Hawxa wbija się w impetem w ziemie powodują wybuch sporej ilości kurzy która zapewni idealną zasłonę dymną. Następnie ptak zwija się w swoisty "kokon" i zaczyna transformować się. Ja sam nabieram dystansu i dobywam swojego łuku przełączając na Strzały implodujące. Hawxa mimo iż wygląda jak mały ptaszek, to wieżcie mi... jest sporym zagrożeniem dla tego tutaj stwora. Dobywszy łuku zaczynam strzelać w strone swojego oponenta, uważając też na ptaka... w tym samym czasie mój chowaniec się transformuje. kokon jest tak twardy iż to coś nie powinno go przebić. Po chwili kiedy ostrzeliwuje worga nastaje trzęsienie ziemi a środek placu "wybucha" od wewnątrz a w przestworza unosi się przetransformowana Hawxa. Obecnie wygląda jak fuzja Smoka oraz sokoła, a sama jest w kolorze jasnego piasku pustynii. obecnie się unosiła naprzeciw stworowi. Po chwili też wydała głośny ryk i wróciła do obserwowania Swojego Oponenta jakim był ptak. Obecnie są równej wielkości. "sokół" w pełni gotowy na kontratak wystrzelił z swojej gęby kulę ognistą w stronę kurczaka a sam zaczął zachowywać dystans, co nie oznacza iż jest całkowicie bezbronny na kontakcie. Ja wciąż utrzymuje dystans od mojego oponenta i jednocześnie ostrzeliwuje go swoimi implodującymi Strzałami. Oryginał powinien dać rade... kopie to już zależy jak bardzo dobrze je zrobił.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...